Tak niemiecki urzędnik usiłował nas odwieść od publikacji nagrania rozmowy Fedorskiej z biurem prasowym niemieckiego rządu

Opinię publiczną w Polsce rozgrzał news ws. rzekomej rozmowy Tusk-Scholz pozyskany przez Aleksandrę Fedorską w biurze prasowym niemieckiego rządu. W tej sprawie wypowiadali się i Donald Tusk i przedstawiciele strony niemieckiej. Myliłby się jednak ten, kto by założył, ze to zakończyło sprawę.
Ważne! Tak niemiecki urzędnik usiłował nas odwieść od publikacji nagrania rozmowy Fedorskiej z biurem prasowym niemieckiego rządu
Ważne! / grafika własna

Po wybuchu afery w Polsce, ujawnienie informacji o tym, że biuro prasowe niemieckiego rządu twierdzi, że obiecana przez Tuska rozmowa Tusk-Scholz się nie odbyła okazało się dla Donalda Tuska na tyle bolesne, że po powrocie ze szczytu w Brukseli zaczął wyzywać krytyków od "putinowskich trolli".

Nieco później, tego samego dnia z Aleksandrą Fedorską skontaktował się jeden z kierowników biura prasowego niemieckiego rządu Sebastian Feldmeier, który z jednej strony usiłował przeprosić ją za, w jego opinii, "błąd pracownika biura prasowego niemieckiego rządu", a z drugiej usiłował zablokować publikację nagrania rozmowy. Rozmowa jest ze strony przedstawiciela niemieckiego rządu dość chaotyczna, trwa ponad pół godziny, sporo wątków się powtarza, publikujemy najważniejsze w naszej opinii fragmenty. Nazwisko rozmówcy Aleksandry Fedorskiej z pierwszej rozmowy z biurem prasowym niemieckiego rządu jest znane Redakcji, ale decyzją Redakcji ukryte. Wiele wskazuje na to, że mogła zostać wytypowana na kozła ofiarnego, a Redakcja nie chce w tym uczestniczyć.

 

Rozmowa Fedorska-Feldmeier

Rozmowa przeprowadzona wieczorem 18 czerwca

(...)

Aleksandra Fedorska: Jeszcze raz krótko, abym była dobrze zrozumiana. Skorzystałam z oficjalnego numeru telefonu ze strony urzędu kanclerskiego. Wybrałam go bezpośrednio, a pani nic nie mówiła, że to tylko sekretariat. Dlatego od razu przeszłam do zadawania pytania. I nie miałam wrażenia, że zostałam źle skierowana.

Sebastian Feldmeier:  Tak, potrafię to sobie wyobrazić. Wie pani, moja koleżanka otrzymuje zwykle telefony od znajomych dziennikarzy.  Dla mojej koleżanki i dla zwykle dzwoniących jest oczywiste, że jest to centrum prasowe przy urzędzie kanclerskim. Dlatego najwidoczniej nie poinformowała pani w sposób wyczerpujący

(....) Pani postawiła pytanie, więc moja koleżanka...

Tak, pani (nazwisko znane Redakcji).

(...) pani (nazwisko znane Redakcji) zapytała więc którąś z moich współpracownic o to, czy istnieją jakieś informacje o spotkaniu Tusk-Scholz...

Chodzi o rozmowę.

Tak, rozmowa, racja. I ta jej odpowiedziała, że takich informacji nie ma i poprosiła, aby przełączyć panią Fedorską do niej. Na to pani (nazwisko znane Redakcji) zareagowała, że przecież ona też może to przekazać. A w zasadzie nie była to jej rola. W każdym razie przekazała pani, lub chciała przekazać, że takich informacji nie ma. Czyli, że nikt się tym tematem tutaj nie zajmował. Prawidłowo byłoby, aby poprosiła panią o wysłanie maila. To byłaby prawidłowa procedura. Wtedy byśmy pani dokładnie wszystko wyjaśnili.

Ale przecież ona powiedziała znacznie więcej.

No właśnie...

Momencik, momencik. To wszystko nie całkiem się zgadza czasowo. Ta rozmowa miała miejsce krótko przed dwunastą. Tego się trzymajmy. Teraz, w wyjaśnieniu, które przekazane zostało wczesnym popołudniem dla Deutsche Welle, czytamy że rozmowa miała miejsce 17 czerwca, czyli dzień wcześniej. 

Nie, to oni źle zrozumieli. Powiedziałem "Vormittag" (przed południem), ja zaczynam swoją zmianę po południu,  a ona, ta pani z DW zrozumiała "Vortag" (poprzedniego dnia). I to wprowadziło jeszcze więcej zamieszania. 

Czy w międzyczasie pan to sprostował?

Nie, jeszcze nie zdążyłem, teraz rozmawiam z panią.

A wie pan, jak się tutaj (w Polsce - przyp. red.) gotuje?

Tak, wiem, rozumiem.

Niemiecki samochód policyjny...

Ja znam ten incydent...

Sytuacja jest tak nabrzmiała Chciałam w związku z tym otrzymać wiarygodne informacje na ten temat. Ten numer telefonu wzięłam z waszej strony internetowej. Tam nie ma żadnej informacji, że jest to numer do sekretariatu. (...)

Tak, tak, to jest numer centrali.

Przecież mogłam mieć przekonanie, że otrzymam pod tym numerem właściwe informacje, skoro podany został na oficjalnej stronie urzędu kanclerskiego. Tam nie ma żadnej wzmianki, że można trafić na osobę, która się nie orientuje w sprawie. A pani (nazwisko znane Redakcji) nie poinformowała mnie, że nie jest kompetentna odpowiadać mi na pytanie. Co więcej, kazała mi poczekać, po czym gdzieś się udała, aby dopytać. 

Tak, zgadza się, zwróciła się do mojej współpracownicy (...).

I pan twierdzi, że ta rozmowa miała miejsce przed południem?

Pani zadzwoniła około 12.00. Trochę później dowiedziałem się od pani (nazwisko znane Redakcji), że rozmowa z panią miała miejsce o 12.00. (...) W międzyczasie zadzwoniła do mnie pani z Deutsche Welle i miała miejsce ta rozmowa, gdzie padło słowo "Vormittag". Ja zaraz tam zadzwonię i wyjaśnię, że nastąpiło nieporozumienie. 

Ale ja chciałabym się dowiedzieć od pana, kiedy dokładnie ta rozmowa (rozmowa Tusk-Scholz - przyp. red.) miała miejsce? Kiedy Donald Tusk rozmawiał z Scholzem o sytuacji na niemiecko-polskiej granicy?

Oj, widzę, ze znów powstaje nieporozumienie. Ja miałem na myśli pani rozmowę z panią (nazwisko znane Redakcji), przepraszam. No więc rozmowa (rozmowa Tusk-Scholz - przyp. red.) miała miejsce w poniedziałek, 17.06 na spotkaniu w ramach szczytu UE. Scholz i Tusk spotkali się na szczycie EU i rozmawiali na ten temat.

No więc jeszcze raz: kiedy i o czym dokładnie była rozmowa?

No to musiałbym dopytać mojego szefa, który był na miejscu. W tej chwili mam tylko informację, że taka rozmowa miała faktycznie miejsce. I to jest to, co mi potwierdził mój szef.

Kiedy to panu potwierdził?

Gdy o 15.00 dzisiaj otrzymałem od pewnego polskiego kolegi pytanie, czy to się zgadza, że Bundespresseamt (biuro prasowe niemieckiego rządu - przyp. red.) coś takiego przekazało (rozmowa ma miejsce 18 czerwca późnym wieczorem, czyli przedstawiciel biura prasowego niemieckiego rządu miał się dowiedzieć o rozmowie Tusk-Scholz wiele godzin po jej przeprowadzeniu i kilka godzin po opublikowaniu przez nas informacji o tym, ze biuro prasowe twierdzi, ze się nie odbyła i nie jest planowana - przyp. red.). I dopiero wtedy dowiedziałem się, że coś takiego się zdarzyło. Czyli dopiero przez to pytanie polskiego kolegi trafiło do mojej świadomości, co jest grane. Ja nie znam polskiego...

Ależ to jakieś horrendum!

Tak, wiem, bardzo głupio wyszło.  

Ależ doprawdy... Przyjęłam do wiadomości to co mi pan powiedział. Ale przecież po tej rozmowie jeszcze raz dopytywałam się, kiedy ta rozmowa miała miejsce?

Cóż, moja koleżanka... Nie chciałbym o niej nic złego powiedzieć, ona jest świetna, jest specjalistką  w swojej dziedzinie, ale dopiero studiuje. Ona prowadzi tutaj kalendarium, ale nie jest rzeczniczką prasową.

Ale ona robiła wrażenie kogoś bardzo kompetentnego. Nie miałam odczucia, że rozmawiam z kimś niekompetentnym. Przede wszystkim utwierdziła mnie w tym przekonaniu po tym, jak przerwała rozmowę i udała się gdzieś, aby się w tej sprawie doinformować. Po czym wróciła i jeszcze raz potwierdziła mi to samo.

Widzi pan, tutaj nie chodzi o panią (nazwisko znane Redakcji), tylko o osobę, która o 12:02 potwierdziła jej, że taka rozmowa nie miała miejsca. 

No i tu jest właśnie sedno sprawy. Koleżanka nie powiedziała, że ta rozmowa nie miała miejsca, tylko, że nie dysponujemy na ten temat na razie żadnymi informacjami. Musi pani wiedzieć, że tu, do centrum prasowego trafia całe mnóstwo informacji, ale nie wszystkie. Niektóre musimy sami pozyskiwać. Prawidłowo byłoby, aby zwróciła się do pana (nazwisko nieczytelne - przyp. red,), który był na miejscu na tym szczycie Unii i wtedy otrzymalibyśmy informację. Trwałoby to co prawda kilka godzin. I dopiero wtedy otrzymałaby pani odpowiedź. Ona popełniła ten błąd, że spojrzała na swoje biurko, do swoich materiałów i stwierdziła, że nie ma na ten temat żadnych informacji. I tę informację przekazała pani dalej za pośrednictwem frau (nazwisko znane Redakcji). I rozumiem, że pani zrozumiała, iż taka rozmowa [Tusk-Scholz] nie miała w ogóle miejsca. Właśnie w tym miejscu nastąpiło głupie nieporozumienie. Potem pani jeszcze zapytała, czy taka rozmowa jest w ogóle zaplanowana, więc koleżanka znów zajrzała do swojego kalendarium i odpowiedziała, że nie. 

Nie, to się nie zgadza. Ona użyła innego zdania. Powiedziała: Według mojej wiedzy żadna taka rozmowa nie miała miejsca i nie jest planowana. 

Ona tak dosłownie pani powiedziała? 

Tak, dokładnie tak. Jest przecież nagranie tej rozmowy

To dobrze. Będziemy mogli to zweryfikować. Proszę nam ją przesłać. Mnie ona napisała tak i tak...

Kiedy widzi pan, ta rozmowa została właśnie w Polsce opublikowana. I chodzi o to, żebym nie została posądzona o produkowanie fejków. Musi Pan sobie to wyobrazić. Ja mam prawo dawać wiarę przekazanej mi informacji, skoro  zwróciłam się do was korzystając z oficjalnej strony internetowej. Tym bardziej, że ona (nazwisko znane Redakcji) poszła to skonsultować , po czym wróciła i jeszcze raz to potwierdziła. Jestem tym bardzo zirytowana, również tym, jak to przebiegało w czasie. I to nie daje mi spokoju. Ta rozmowa miała rzekomo miejsce 17 czerwca, czyli dzień wcześniej. Zakładam, że najpóźniej do 22.00, bo później chyba się już nie obraduje.

Tak, zgadza się.

Przez wiele następnych godzin absolutnie nic się nie dzieje.

Bo prawdopodobnie tu chodzi o prywatną rozmowę tych dwóch panów. Nie mamy do tej pory żadnych konkretów odnośnie tej rozmowy. (bardzo ważne! zapowiedziana przez Tuska na Twitterze rozmowa z Scholzem miała mieć charakter "prywatny" i nie wiadomo czego dotyczyła! - przyp. red.) Tu w Niemczech ma ta sprawa również duże znaczenie, a zajmuje się tym strasznym incydentem zasadniczo ministerstwo spraw wewnętrznych i policja federalna.

Czyli rozumiem, że do tej pory nie opublikowaliście na ten temat ani zdania. 

Tak, zgadza się.

Chciałabym jeszcze raz prześledzić to w czasie. Zakładam, że ta rozmowa, najprawdopodobniej, odbyła się przed 22.00. 

Mogę się w tej sprawie dopytać, ale potrafię sobie wyobrazić, że tak właśnie było.

I bardzo chciałabym poznać treść tej rozmowy. W szczególności interesuje mnie wypowiedź kanclerza. I jak widzimy potem nie zdarzyło się absolutnie nic. Nastał nowy dzień, a oficjalnie Niemcy w tej sprawie się w ogóle nie wypowiadają, choć w między czasie rozpętała się już wielka dyskusja w mediach, również w Niemczech. Na przykład "rbb", ale także wiele innych mediów pisały już o tym incydencie na granicy.

Z tego co wiem, ministerstwo spraw wewnętrznych się w tej sprawie już wypowiedziało, a policja - o ile dobrze pamiętam - nawet przeprosiła.

Ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, że nikt nie odniósł się bezpośrednio do rozmowy pomiędzy kanclerzem i premierem Tuskiem. 

Prawdopodobnie wynika to stąd, że z prywatnych rozmów z  reguły nie powstają żadne notatki prasowe. U nas w Niemczech nie było wcześniej żadnych informacji o tym, że Tusk ma zamiar rozmawiać w tej sprawie z kanclerzem (ważne! - przyp. red.). Ta rozmowa się po prostu odbyła. Dlatego nie mieliśmy powodu tego upublicznić, choć pewnie by się to stało gdybyśmy skierowali pytanie. Pani skierowała swoje pytanie o godzinie 12.00 i to nie zostało u nas prawidłowo potraktowane. Normalnym trybem byłoby poproszenie o wysłanie maila z pytaniem. Tymczasem nie zostało to zrobione, tylko spojrzano do notatek i przekazano pani, że nie ma w tej sprawie żadnych informacji. (...) Potem nic się już nie zdarzyło, aż do 15.00, gdy otrzymałem telefon od polskiego kolegi, który nawiązał do tego tematu. Dlatego starałem się natychmiast wyjaśnić, kto do kogo co powiedział i dowiedziałem się od szefa, że taka rozmowa faktycznie miała miejsce. Dlatego skontaktowałem się z kolegą z niemieckiej ambasady w Polsce i opisałem mu co się u nas zdarzyło, jak to wszystko przebiegało. Wyjaśniłem mu, że pani (nazwisko znane Redakcji) - nazwiska co prawda nie ujawniłem - w każdym razie koleżanka z biura nie może być traktowana jako rzeczniczka prasowa, że ona pracuje tutaj po prostu w sekretariacie.

Ale ona powinna mnie była o tym poinformować.

Tak, zgadza się. Powinna była to pani powiedzieć. Tak jak już powiedziałem - to było głupie, to nie przebiegało tak, jak powinno. Właśnie dowiedziałem się, że ta rozmowa została w Polsce opublikowana, a nazwisko, mam nadzieję, zostało zamaskowane.

To zostało po prostu przetłumaczone, nazwisko nie miało tu znaczenia.

U nas w Niemczech jest w zasadzie karalne publikowanie nagrań, nie pytając o zgodę.

Jak pan widzi na tym przykładzie...

Rozumiem, że chciała mieć pani podkładkę, ale teraz widzę, że będą z tego powodu problemu. Ale ta pani działała w dobrej wierze. 

Ona miała inne możliwości, zwłaszcza, że konsultowała to z tą pańską koleżanką (z biura prasowego - przyp. red.), a ta mogła przecież powiedzieć pani (nazwisko znane Redakcji), że przejmie tę sprawę i sama mi odpowie. 

Tak, tak powinna była zrobić. 

Ale nie zrobiła.

Tak, to był błąd. (nawet jeśli przyjąć wersję podawaną przez stronę niemiecką, to warto zauważyć, że przyjmuje ona winę na siebie, a nie oskarża Aleksandrę Fedorską, tak jak jej hejterzy w Polsce - przyp. red.)

To był więcej niż błąd. Ona przekazała mi fałszywą informację. Całkowicie fałszywą. Powiedziała, że takiej rozmowy nie było i, co więcej, nie jest planowana. Czyli dwie informacje niezgodne z prawdą. A w dodatku, jeśli ta pani nie miała uprawnień przekazywać takie informacje, to powinna była mi to powiedzieć. Ale to zostawmy na boku. Trzecia sprawa, a właściwie czwarta to to, że pani (nazwisko znane Redakcji) odeszła od słuchawki by to skonsultować, po czym wróciła i jako potwierdzenie ponownie przekazała mi tę informację. I to po tym, jak wyjaśniała tę sprawę z kolegą czy koleżanką, zakładam że z jakąś jej przełożoną. 

Z tą moją koleżanką z biura, z którą rozmawiałem. 

Ale okazało się, że ona nie miała upoważnienia rozmawiać z prasą.

Rzecz w tym, że ona powiedziała jedynie, że nie mamy na ten temat żadnych informacji, i co przekazała pani za pośrednictwem frau (nazwisko znane Redakcji) i co jak rozumiem, zostało już opublikowane.

Jest właśnie w trakcie tłumaczenia.

Ja bym radził się z tym wstrzymać, również z powodów prawnych. Jeśli byłoby to tylko zrobione w formie notatki, to OK, ale jeśli opublikowane byłoby nagranie, to - jak już powiedziałem - byłoby to karalne (poniżej opinia prawnika w tej sprawie - przyp. red.)

Pracowałem kiedyś w radiu i wiem, że tak robić nie wolno. Ja rozumiem, że tu chodzi o pani dobre imię, że nie chce pani wyjść na kogoś kto wypuszcza fejki.

Dokładnie tak!

Dlatego jestem gotów to wszystko jeszcze raz dokładnie wyjaśnić i z tą osobą, którą pani nagrała, porozmawiać.

Ale tu chodzi przede wszystkim o mnie. Zwracam panu uwagę, że popełniony został nie jeden błąd, ale aż cztery. I to jest już całkiem inna sytuacja. I uważam, że musi pan teraz znaleźć jakieś wyjście, i że o wszystkim będzie mnie Pan teraz informować. Chcę być osobiście poinformowana o tym co powiedział kanclerz (do Tuska - przyp. red.).

Czy znamy pani adres mailowy?

Jest bardzo łatwy, z moim nazwiskiem, które jest zresztą teraz na ustach wszystkich. Jest mnie teraz wszędzie pełno, niestety. Na moją szkodę. I jest mi doprawdy przykro, że mi pan teraz zwraca uwagę na jakieś kwestie prawne, a tymczasem to wy dajecie prasie fałszywe informacje. I uważam, że jest to po prostu nie fair. Bo macie obowiązek nas należycie  informować.

Tak, dokładnie tak.

I jeśli zostałam fałszywie poinformowana, to muszę mieć też prawo się bronić. Muszę mieć prawo do pełnych wyjaśnień.

Tę kwestę prawną poruszyłem jedynie dlatego, że z mojej praktyki dziennikarskiej wiem, że u nas w Niemczech nie można ujawniać nagrań dokonanych potajemnie, bez zgody. 

Ale do mojej obrony należy właśnie pokazanie, kto co mówił. Zobowiązuję więc pana, że od teraz, i nie chcemy już mieć żadnych problemów z panią (nazwisko znane Redakcji), otrzymywać będę poważne informacje. Bardzo o to proszę. Liczę, że otrzymam dokładną treść tej rozmowy oraz informację o tym, kiedy dokładnie się ona odbyła. To w tym całym zamieszaniu czasowym jest bardzo ważne. Bo chciałabym  przede wszystkim odzyskać swoje dobre imię, bo naprawę ciężko na nie pracowałam. I muszę mieć możliwość polegać na tym, co mi pan przekaże.

Ja to doskonale rozumiem. Mówiliśmy już, że doszło do nieporozumienia. W naszej informacji dla ambasady wyraźnie zaznaczyliśmy, że doszło do nieporozumienia podczas rozmowy z sekretariatem centrum prasowego (Bundespressestelle). I że zarówno pani (nazwisko znane Redakcji), jak i ta osoba, która udzieliła jej informacji, nie są oficjalnymi przedstawicielami federalnego urzędu prasowego (Bundespresseamt). To jest wszystko, co powiedzieliśmy na temat tej rozmowy. (...)  Proszę mi więc podać swój mail.

(mail Aleksandry Fedorskiej do wiadomości Redakcji)

Ok, wszystko jasne. Jako pierwsze wyślę pani to, co udało mi się uzyskać oficjalnie od odpowiednich ludzi, żeby pani mogła zobaczyć jaki jest stan rzeczy. I spróbuję - choć nie mogę pani na sto procent obiecać, bo nie należy to w mojej kompetencji - kiedy dokładnie się ta rozmowa odbyła i jaka była jej treść. Czyli rozumiem, że byłaby to odpowiedź na pani pytania. W szczególności co powiedział kanclerz.

Tak, tak. Trzymam więc pana za słowo i apeluję do pana jak do kogoś, kto - jak pan sam wyznał - ma dostateczne doświadczenie jako dziennikarz - aby dowiedział się pan możliwie najwięcej jako dziennikarz - ja jestem wolną korespondentką zupełnie niezależną, , nie jestem związana z żadną siecią medialną i żyję z tego, że wykonuję dobrą dziennikarską robotę, ufam więc, że dla dobra opinii publicznej udzieli mi pan wyczerpujących i prawdziwych informacji. I że przyzna pan, iż co najmniej trzy rzeczy  u państwa zawiodły. Naprawdę na to liczę, bo muszę przyznać, że bardzo mnie to wszystko ubodło, co dzisiaj się zdarzyło. 

Tak, rozumiem, mnie też jest nieswojo. Moja koleżanka wyjaśniła mi, że pani (nazwisko znane Redakcji) jest młodą osobą, która jeszcze nie studiowała i mocno przekroczyła swoje kompetencje. Spróbuję to wszystko wyprostować. Nie chciałbym pani zbywać...

Ależ nie chodzi o panią (nazwisko znane Redakcji), ona jest prawdopodobnie Bogu ducha winna. Chodzi o to, że u państwa, gdy chodzi o informacje odnośnie tej rozmowy, wszystko kompletnie zawiodło, wszystko odbyło się nie tak, jak powinno. Dlatego proszę, aby to publicznie przyznać, że padłam ofiarą całej tej sytuacji, wszystko jedno jak to nazwiemy, i proszę aby właśnie podkreślić, że stało się to wielokrotnie. Przecież ona odeszła od słuchawki, poszła do jakiejś osoby przełożonej po informację, czyli że mieliśmy do czynienia z jakąś nadrzędną akceptacją takiego właśnie przekazu.

Cóż, domyślam się, że ona nie zrozumiała całego kontekstu, nie zrozumiała o jaką rozmowę chodzi...

Przecież ma pan okazję się przekonać, że mój niemiecki jest całkiem dobry, mam bardzo wyraźną wymowę...

Ależ oczywiście, ja to też napiszę, że pani niemiecki jest bardzo dobry i nie miałem na myśli tego, że doszło do niezrozumienia. Tu chodzi o dwa różne konteksty. Dla pani było oczywiste o co pyta, ale moja koleżanka po drugiej stronie nie całkiem załapała, więc...

Rozumiem co pan chce powiedzieć, ale bardzo pana proszę... To co się zdarzyło to po prostu nagromadzenie spraw, które poszły nie tak jak trzeba. I nie chodzi o jedną sprawę ale o cztery. Bo przecież doszła jeszcze informacja  o tym, że żadna rozmowa nie jest planowana. I to już jest doprawdy kuriozum. Kuriozum dlatego, że cała ta historia się dopiero rozwija, mam na myśli tę historię z imigrantami. Proszę więc o to, aby moje dobre imię zostało mi zwrócone, abym została oczyszczona z zarzutów. Proszę więc mi to przyrzec, zobowiązuję do tego pana i trzymam za słowo.

Ok. Chciałbym więc powrócić do tego, od czego już zaczęliśmy. Postaram się ustalić dokładny czas, kiedy ta rozmowa Tuska z Scholzem miała miejsce. I podejmę tę sprawę również ponownie z naszą ambasadą, bo już im wspomniałem o tym, że będą problemy.

Musi pan sobie wyobrazić, z jaką polaryzacją mamy w Polsce do czynienia. Jak bardzo podzielone jest nasze społeczeństwo.

Tak, wiem to. Obserwuję Polskę z wielkim zainteresowaniem. Zostałem od razu zaalarmowany, gdy się o sprawie dowiedziałem i dobrze że mam teraz okazję  rozmawiać również z panią, bo do tej pory dane mi było wysłuchać tylko naszą stronę.

Ale jaką ma pan właściwie funkcję? (...)

(...)

- No więc ja jestem Chef von Dienst (kierownik zespołu), który udziela odpowiedzi na pytania, które wcześniej dajemy do  autoryzacji. Krótko mówiąc ja również nie mogę udzielać informacji, które nie zostały autoryzowane. Przekazałem pani to czego dowiedziałem się od kolegi.  My nie jesteśmy upoważnieni mówić w imieniu rządu, tylko robimy to na podstawie informacji podjętych w urzędzie kanclerskim i autoryzowanych

(...)

No ale jak w takim razie pani Böhme dotarła do informacji, że nie było żadnej rozmowy i ze nie jest planowana? jak do niej dotarła, skoro nie ma dostępu do pana Hebenstreita (szefa biura prasowego)

Po prostu są różne informacje zapisane w kalendarzu. Ona tam po prostu zajrzała, i to był z pewnością błąd, i stwierdziła, że nic tam nie ma.

Ale przecież ona nie powinna była ze mną w ogóle rozmawiać!

Tak, ona powinna o tym wiedzieć i zrobiła wielkie głupstwo. 

(...)

- Krótko mówiąc wszystko poszło nie tak, i pani nie powinna z tego powodu doznać uszczerbku. 

(...)

[tłumaczenie Marian Panic]

 

Korespondencja mailowa Fedorska-Feldmeier

W późniejszej korespondencji mailowej Feldmeier podkreśla, że nie jest zadowolony z publikacji nagrania rozmowy Fedorska-biuro prasowe niemieckiego rządu.

(...) Proszę o powstrzymanie się od publikowania potajemnego nagrania audio mojego kolegi z sekretariatu.

- pisze w mailu do Aleksandry Fedorskiej.

(...) Myślałem, że rozmawialiśmy o nagraniu audio i że nie uważam za właściwe nagrywanie mojej młodszej koleżanki i upublicznianie tego.

- pisze później.

 

Opinia prawnika

O opinię na temat próby powstrzymania publikacji nagrania zapytaliśmy mecenasa Bartosza Lewandowskiego, byłego rektora Collegium Intermarium.

- Zarzut dotyczący publikowania nagrania bez zgody rozmówcy w stosunku do dziennikarza jest nieporozumieniem. Pani redaktor działała na podstawie polskiego prawa prasowego i naszym kraju możliwe jest rejestrowanie rozmowy, w której uczestniczy rozmówca. Nie jest to czyn zabroniony i nie stanowi to przestępstwa. Warto pamiętać, że rozmowa była prowadzona z przedstawicielem urzędu niemieckiego w formie oficjalnego pytania, a nie rozmowy prywatnej. W Polsce dziennikarze bardzo często rejestrują rozmowy bez uprzedniego powiadomienia rozmówcy w celu zapobieżenia zarzutów o manipulację czy podanie nieprawdy w materiale prasowym. Dodatkowo – w tym konkretnym przypadku – ważny jest kontekst. Rozmowa dotyczyła zapowiadanej przez polskiego premiera istotnej rozmowy o znaczeniu międzynarodowym w związku ze skandalicznymi praktykami niemieckich służb.

Należy przypomnieć, że nacisk na dziennikarza, aby nie publikować określonych materiałów prasowych, w tym także formułowanie gróźb związanych z nielegalnością jego działania, może być – w świetle art. 44 ust. 1 Prawa prasowego – uznane za karalne tłumienie krytyki prasowej.

- powiedział nam mec. Bartosz Lewandowski.

 

Sprawa rozmowy Tusk-Scholz

- Będę za chwilę rozmawiał z kanclerzem Scholzem o niedopuszczalnym incydencie z udziałem niemieckiej policji i rodziny migrantów po naszej stronie granicy. Sprawa musi być szczegółowo wyjaśniona.

- napisał 17 czerwca dokładnie o godzinie 18.00 Donald Tusk

Następnego dnia ok. godziny 12.00 biuro prasowe niemieckiego rządu w rozmowie z Aleksandrą Fedorską zaprzeczyło faktowi przeprowadzenia takiej rozmowy, a także planom jej przeprowadzenia. Nie wiemy co się stało później, być może w wyniku afery, która wybuchła w Polsce Donald Tusk taką rozmowę przeprowadził. Nie wykluczamy również, że biuro prasowe niemieckiego rządu wprowadziło Aleksandrę Fedorską w błąd. Faktem jednak jest, że na potwierdzenie przeprowadzenia rozmowy Tusk-Scholz podaje się jedynie słowa Tuska i rzecznika niemieckiego rządu. My opublikowaliśmy nagranie wypowiedzi przedstawiciela biura prasowego niemieckiego rządu.

- okazuje się, że dziennikarka rozmawiała z sekretariatem biura i tam padła odpowiedź, że takiej rozmowy nie było i nie była planowana. – Popełniliśmy błąd

broniło się biuro prasowe niemieckiego rządu w rozmowie z Deutsche Welle.

- Rozmawiałem z kanclerzem Scholzem, więc możecie trolli pisowskich uspokoić. Szkoda, że nawet byli premierzy występują w roli putinowskiego trolla. Kanclerz Scholz zobowiązał się do wyjaśnienia tej sprawy

- odgrażał się Donald Tusk po powrocie do Polski.

Jak wynika z rozmowy jednego z kierowników biura prasowego niemieckiego rządu Sebastiana Feldmeiera, na chwilę jej przeprowadzenia, służby prasowe niemieckiego rządu upierają się, ze rozmowa się odbyła, ale miała charakter "prywatny" i nie są w stanie podać ani godziny jej przeprowadzenia, ani informacji na temat poruszanych tematów.


 

POLECANE
Trump walczy. Biden liczy na litość tylko u nas
Trump walczy. Biden liczy na litość

Stany Zjednoczone przeżywają okres nieporównywalny z niczym w historii tego państwa. Nikt tego nie mógł przewidzieć w najbardziej szaleńczych snach.

Atak aktywistów na polskich żołnierzy. Przesłuchano jedynie żołnierzy i dowódcę? z ostatniej chwili
Atak aktywistów na polskich żołnierzy. Przesłuchano jedynie żołnierzy i dowódcę?

Nie milkną echa szokującego ataku agresywnej młodzieży na polskich żołnierzy. "MON poinformował co prawda o 17 przesłuchanych osobach, ale nie dodał, że chodzi o poszkodowanych" – donosi niezalezna.pl.

Były wiceminister usłyszał zarzuty. Rozważane są dwa scenariusze z ostatniej chwili
Były wiceminister usłyszał zarzuty. Rozważane są dwa scenariusze

Prokuratura postawiła zarzuty posłowi Marcinowi R. Rzecznik Prokuratury Krajowej mówi o dwóch możliwych scenariuszach.

Marcin Romanowski zatrzymany przez ABW. Zbigniew Ziobro zabrał głos z ostatniej chwili
Marcin Romanowski zatrzymany przez ABW. Zbigniew Ziobro zabrał głos

Zbigniew Ziobro zabrał głos po zatrzymaniu przez funkcjonariuszy ABW byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego.

Media w USA piszą o „trzęsieniu ziemi”. Jest decyzja sądu ws. Donalda Trumpa z ostatniej chwili
Media w USA piszą o „trzęsieniu ziemi”. Jest decyzja sądu ws. Donalda Trumpa

Sędzia Aileen Cannon oddaliła zarzuty wobec byłego prezydenta USA Donalda Trumpa w sprawie przetrzymywania przez niego dokumentów niejawnych po zakończeniu prezydentury. Sędzia orzekła, że specjalny prokurator Jack Smith, który wniósł zarzuty przeciwko Trumpowi, został powołany niezgodnie z prawem.

Drugi immunitet posła Romanowskiego. Prokuratura zabrała głos z ostatniej chwili
Drugi immunitet posła Romanowskiego. Prokuratura zabrała głos

Prokuratura Krajowa odniosła się do oświadczenia pełnomocnika posła Marcina Romanowskiego, który przekazał, że polityk podczas zatrzymania przez funkcjonariuszy ABW posiadał drugi immunitet.

Dramat w rodzinie Danuty Holeckiej. Dziennikarka pożegnała syna z ostatniej chwili
Dramat w rodzinie Danuty Holeckiej. Dziennikarka pożegnała syna

Wielka tragedia w rodzinie Danuty Holeckiej. W poniedziałek dziennikarka pożegnała swojego syna. Julian Dunin-Holecki miał zaledwie 31 lat.

Francja: Skrajnie lewicowa LFI zawiesza rozmowy ws. kandydata na premiera z ostatniej chwili
Francja: Skrajnie lewicowa LFI zawiesza rozmowy ws. kandydata na premiera

LFI zawiesza rozmowy w lewicowym sojuszu NFP na temat kandydata na premiera, obwiniając za impas Partię Socjalistyczną.

Eksplozja w Czeczenii. Są zabici z ostatniej chwili
Eksplozja w Czeczenii. Są zabici

Pięć osób zginęło, a ponad 20 zostało rannych w poniedziałek w wybuchu gazu w Czeczenii na południu Rosji - poinformowały kanały na Telegramie, powołując się na źródła w służbach ratunkowych.

Jest oświadczenie pełnomocnika Marcina Romanowskiego: „To jest skandal o charakterze międzynarodowym” z ostatniej chwili
Jest oświadczenie pełnomocnika Marcina Romanowskiego: „To jest skandal o charakterze międzynarodowym”

„Nikt nie sprawdził, że poseł Marcin Romanowski od 23 stycznia 2024 r. ma drugi immunitet wynikający z członkostwa w delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy” – poinformował mecenas Bartosz Lewandowski, pełnomocnik posła Marcina Romanowskiego.

REKLAMA

Tak niemiecki urzędnik usiłował nas odwieść od publikacji nagrania rozmowy Fedorskiej z biurem prasowym niemieckiego rządu

Opinię publiczną w Polsce rozgrzał news ws. rzekomej rozmowy Tusk-Scholz pozyskany przez Aleksandrę Fedorską w biurze prasowym niemieckiego rządu. W tej sprawie wypowiadali się i Donald Tusk i przedstawiciele strony niemieckiej. Myliłby się jednak ten, kto by założył, ze to zakończyło sprawę.
Ważne! Tak niemiecki urzędnik usiłował nas odwieść od publikacji nagrania rozmowy Fedorskiej z biurem prasowym niemieckiego rządu
Ważne! / grafika własna

Po wybuchu afery w Polsce, ujawnienie informacji o tym, że biuro prasowe niemieckiego rządu twierdzi, że obiecana przez Tuska rozmowa Tusk-Scholz się nie odbyła okazało się dla Donalda Tuska na tyle bolesne, że po powrocie ze szczytu w Brukseli zaczął wyzywać krytyków od "putinowskich trolli".

Nieco później, tego samego dnia z Aleksandrą Fedorską skontaktował się jeden z kierowników biura prasowego niemieckiego rządu Sebastian Feldmeier, który z jednej strony usiłował przeprosić ją za, w jego opinii, "błąd pracownika biura prasowego niemieckiego rządu", a z drugiej usiłował zablokować publikację nagrania rozmowy. Rozmowa jest ze strony przedstawiciela niemieckiego rządu dość chaotyczna, trwa ponad pół godziny, sporo wątków się powtarza, publikujemy najważniejsze w naszej opinii fragmenty. Nazwisko rozmówcy Aleksandry Fedorskiej z pierwszej rozmowy z biurem prasowym niemieckiego rządu jest znane Redakcji, ale decyzją Redakcji ukryte. Wiele wskazuje na to, że mogła zostać wytypowana na kozła ofiarnego, a Redakcja nie chce w tym uczestniczyć.

 

Rozmowa Fedorska-Feldmeier

Rozmowa przeprowadzona wieczorem 18 czerwca

(...)

Aleksandra Fedorska: Jeszcze raz krótko, abym była dobrze zrozumiana. Skorzystałam z oficjalnego numeru telefonu ze strony urzędu kanclerskiego. Wybrałam go bezpośrednio, a pani nic nie mówiła, że to tylko sekretariat. Dlatego od razu przeszłam do zadawania pytania. I nie miałam wrażenia, że zostałam źle skierowana.

Sebastian Feldmeier:  Tak, potrafię to sobie wyobrazić. Wie pani, moja koleżanka otrzymuje zwykle telefony od znajomych dziennikarzy.  Dla mojej koleżanki i dla zwykle dzwoniących jest oczywiste, że jest to centrum prasowe przy urzędzie kanclerskim. Dlatego najwidoczniej nie poinformowała pani w sposób wyczerpujący

(....) Pani postawiła pytanie, więc moja koleżanka...

Tak, pani (nazwisko znane Redakcji).

(...) pani (nazwisko znane Redakcji) zapytała więc którąś z moich współpracownic o to, czy istnieją jakieś informacje o spotkaniu Tusk-Scholz...

Chodzi o rozmowę.

Tak, rozmowa, racja. I ta jej odpowiedziała, że takich informacji nie ma i poprosiła, aby przełączyć panią Fedorską do niej. Na to pani (nazwisko znane Redakcji) zareagowała, że przecież ona też może to przekazać. A w zasadzie nie była to jej rola. W każdym razie przekazała pani, lub chciała przekazać, że takich informacji nie ma. Czyli, że nikt się tym tematem tutaj nie zajmował. Prawidłowo byłoby, aby poprosiła panią o wysłanie maila. To byłaby prawidłowa procedura. Wtedy byśmy pani dokładnie wszystko wyjaśnili.

Ale przecież ona powiedziała znacznie więcej.

No właśnie...

Momencik, momencik. To wszystko nie całkiem się zgadza czasowo. Ta rozmowa miała miejsce krótko przed dwunastą. Tego się trzymajmy. Teraz, w wyjaśnieniu, które przekazane zostało wczesnym popołudniem dla Deutsche Welle, czytamy że rozmowa miała miejsce 17 czerwca, czyli dzień wcześniej. 

Nie, to oni źle zrozumieli. Powiedziałem "Vormittag" (przed południem), ja zaczynam swoją zmianę po południu,  a ona, ta pani z DW zrozumiała "Vortag" (poprzedniego dnia). I to wprowadziło jeszcze więcej zamieszania. 

Czy w międzyczasie pan to sprostował?

Nie, jeszcze nie zdążyłem, teraz rozmawiam z panią.

A wie pan, jak się tutaj (w Polsce - przyp. red.) gotuje?

Tak, wiem, rozumiem.

Niemiecki samochód policyjny...

Ja znam ten incydent...

Sytuacja jest tak nabrzmiała Chciałam w związku z tym otrzymać wiarygodne informacje na ten temat. Ten numer telefonu wzięłam z waszej strony internetowej. Tam nie ma żadnej informacji, że jest to numer do sekretariatu. (...)

Tak, tak, to jest numer centrali.

Przecież mogłam mieć przekonanie, że otrzymam pod tym numerem właściwe informacje, skoro podany został na oficjalnej stronie urzędu kanclerskiego. Tam nie ma żadnej wzmianki, że można trafić na osobę, która się nie orientuje w sprawie. A pani (nazwisko znane Redakcji) nie poinformowała mnie, że nie jest kompetentna odpowiadać mi na pytanie. Co więcej, kazała mi poczekać, po czym gdzieś się udała, aby dopytać. 

Tak, zgadza się, zwróciła się do mojej współpracownicy (...).

I pan twierdzi, że ta rozmowa miała miejsce przed południem?

Pani zadzwoniła około 12.00. Trochę później dowiedziałem się od pani (nazwisko znane Redakcji), że rozmowa z panią miała miejsce o 12.00. (...) W międzyczasie zadzwoniła do mnie pani z Deutsche Welle i miała miejsce ta rozmowa, gdzie padło słowo "Vormittag". Ja zaraz tam zadzwonię i wyjaśnię, że nastąpiło nieporozumienie. 

Ale ja chciałabym się dowiedzieć od pana, kiedy dokładnie ta rozmowa (rozmowa Tusk-Scholz - przyp. red.) miała miejsce? Kiedy Donald Tusk rozmawiał z Scholzem o sytuacji na niemiecko-polskiej granicy?

Oj, widzę, ze znów powstaje nieporozumienie. Ja miałem na myśli pani rozmowę z panią (nazwisko znane Redakcji), przepraszam. No więc rozmowa (rozmowa Tusk-Scholz - przyp. red.) miała miejsce w poniedziałek, 17.06 na spotkaniu w ramach szczytu UE. Scholz i Tusk spotkali się na szczycie EU i rozmawiali na ten temat.

No więc jeszcze raz: kiedy i o czym dokładnie była rozmowa?

No to musiałbym dopytać mojego szefa, który był na miejscu. W tej chwili mam tylko informację, że taka rozmowa miała faktycznie miejsce. I to jest to, co mi potwierdził mój szef.

Kiedy to panu potwierdził?

Gdy o 15.00 dzisiaj otrzymałem od pewnego polskiego kolegi pytanie, czy to się zgadza, że Bundespresseamt (biuro prasowe niemieckiego rządu - przyp. red.) coś takiego przekazało (rozmowa ma miejsce 18 czerwca późnym wieczorem, czyli przedstawiciel biura prasowego niemieckiego rządu miał się dowiedzieć o rozmowie Tusk-Scholz wiele godzin po jej przeprowadzeniu i kilka godzin po opublikowaniu przez nas informacji o tym, ze biuro prasowe twierdzi, ze się nie odbyła i nie jest planowana - przyp. red.). I dopiero wtedy dowiedziałem się, że coś takiego się zdarzyło. Czyli dopiero przez to pytanie polskiego kolegi trafiło do mojej świadomości, co jest grane. Ja nie znam polskiego...

Ależ to jakieś horrendum!

Tak, wiem, bardzo głupio wyszło.  

Ależ doprawdy... Przyjęłam do wiadomości to co mi pan powiedział. Ale przecież po tej rozmowie jeszcze raz dopytywałam się, kiedy ta rozmowa miała miejsce?

Cóż, moja koleżanka... Nie chciałbym o niej nic złego powiedzieć, ona jest świetna, jest specjalistką  w swojej dziedzinie, ale dopiero studiuje. Ona prowadzi tutaj kalendarium, ale nie jest rzeczniczką prasową.

Ale ona robiła wrażenie kogoś bardzo kompetentnego. Nie miałam odczucia, że rozmawiam z kimś niekompetentnym. Przede wszystkim utwierdziła mnie w tym przekonaniu po tym, jak przerwała rozmowę i udała się gdzieś, aby się w tej sprawie doinformować. Po czym wróciła i jeszcze raz potwierdziła mi to samo.

Widzi pan, tutaj nie chodzi o panią (nazwisko znane Redakcji), tylko o osobę, która o 12:02 potwierdziła jej, że taka rozmowa nie miała miejsca. 

No i tu jest właśnie sedno sprawy. Koleżanka nie powiedziała, że ta rozmowa nie miała miejsca, tylko, że nie dysponujemy na ten temat na razie żadnymi informacjami. Musi pani wiedzieć, że tu, do centrum prasowego trafia całe mnóstwo informacji, ale nie wszystkie. Niektóre musimy sami pozyskiwać. Prawidłowo byłoby, aby zwróciła się do pana (nazwisko nieczytelne - przyp. red,), który był na miejscu na tym szczycie Unii i wtedy otrzymalibyśmy informację. Trwałoby to co prawda kilka godzin. I dopiero wtedy otrzymałaby pani odpowiedź. Ona popełniła ten błąd, że spojrzała na swoje biurko, do swoich materiałów i stwierdziła, że nie ma na ten temat żadnych informacji. I tę informację przekazała pani dalej za pośrednictwem frau (nazwisko znane Redakcji). I rozumiem, że pani zrozumiała, iż taka rozmowa [Tusk-Scholz] nie miała w ogóle miejsca. Właśnie w tym miejscu nastąpiło głupie nieporozumienie. Potem pani jeszcze zapytała, czy taka rozmowa jest w ogóle zaplanowana, więc koleżanka znów zajrzała do swojego kalendarium i odpowiedziała, że nie. 

Nie, to się nie zgadza. Ona użyła innego zdania. Powiedziała: Według mojej wiedzy żadna taka rozmowa nie miała miejsca i nie jest planowana. 

Ona tak dosłownie pani powiedziała? 

Tak, dokładnie tak. Jest przecież nagranie tej rozmowy

To dobrze. Będziemy mogli to zweryfikować. Proszę nam ją przesłać. Mnie ona napisała tak i tak...

Kiedy widzi pan, ta rozmowa została właśnie w Polsce opublikowana. I chodzi o to, żebym nie została posądzona o produkowanie fejków. Musi Pan sobie to wyobrazić. Ja mam prawo dawać wiarę przekazanej mi informacji, skoro  zwróciłam się do was korzystając z oficjalnej strony internetowej. Tym bardziej, że ona (nazwisko znane Redakcji) poszła to skonsultować , po czym wróciła i jeszcze raz to potwierdziła. Jestem tym bardzo zirytowana, również tym, jak to przebiegało w czasie. I to nie daje mi spokoju. Ta rozmowa miała rzekomo miejsce 17 czerwca, czyli dzień wcześniej. Zakładam, że najpóźniej do 22.00, bo później chyba się już nie obraduje.

Tak, zgadza się.

Przez wiele następnych godzin absolutnie nic się nie dzieje.

Bo prawdopodobnie tu chodzi o prywatną rozmowę tych dwóch panów. Nie mamy do tej pory żadnych konkretów odnośnie tej rozmowy. (bardzo ważne! zapowiedziana przez Tuska na Twitterze rozmowa z Scholzem miała mieć charakter "prywatny" i nie wiadomo czego dotyczyła! - przyp. red.) Tu w Niemczech ma ta sprawa również duże znaczenie, a zajmuje się tym strasznym incydentem zasadniczo ministerstwo spraw wewnętrznych i policja federalna.

Czyli rozumiem, że do tej pory nie opublikowaliście na ten temat ani zdania. 

Tak, zgadza się.

Chciałabym jeszcze raz prześledzić to w czasie. Zakładam, że ta rozmowa, najprawdopodobniej, odbyła się przed 22.00. 

Mogę się w tej sprawie dopytać, ale potrafię sobie wyobrazić, że tak właśnie było.

I bardzo chciałabym poznać treść tej rozmowy. W szczególności interesuje mnie wypowiedź kanclerza. I jak widzimy potem nie zdarzyło się absolutnie nic. Nastał nowy dzień, a oficjalnie Niemcy w tej sprawie się w ogóle nie wypowiadają, choć w między czasie rozpętała się już wielka dyskusja w mediach, również w Niemczech. Na przykład "rbb", ale także wiele innych mediów pisały już o tym incydencie na granicy.

Z tego co wiem, ministerstwo spraw wewnętrznych się w tej sprawie już wypowiedziało, a policja - o ile dobrze pamiętam - nawet przeprosiła.

Ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, że nikt nie odniósł się bezpośrednio do rozmowy pomiędzy kanclerzem i premierem Tuskiem. 

Prawdopodobnie wynika to stąd, że z prywatnych rozmów z  reguły nie powstają żadne notatki prasowe. U nas w Niemczech nie było wcześniej żadnych informacji o tym, że Tusk ma zamiar rozmawiać w tej sprawie z kanclerzem (ważne! - przyp. red.). Ta rozmowa się po prostu odbyła. Dlatego nie mieliśmy powodu tego upublicznić, choć pewnie by się to stało gdybyśmy skierowali pytanie. Pani skierowała swoje pytanie o godzinie 12.00 i to nie zostało u nas prawidłowo potraktowane. Normalnym trybem byłoby poproszenie o wysłanie maila z pytaniem. Tymczasem nie zostało to zrobione, tylko spojrzano do notatek i przekazano pani, że nie ma w tej sprawie żadnych informacji. (...) Potem nic się już nie zdarzyło, aż do 15.00, gdy otrzymałem telefon od polskiego kolegi, który nawiązał do tego tematu. Dlatego starałem się natychmiast wyjaśnić, kto do kogo co powiedział i dowiedziałem się od szefa, że taka rozmowa faktycznie miała miejsce. Dlatego skontaktowałem się z kolegą z niemieckiej ambasady w Polsce i opisałem mu co się u nas zdarzyło, jak to wszystko przebiegało. Wyjaśniłem mu, że pani (nazwisko znane Redakcji) - nazwiska co prawda nie ujawniłem - w każdym razie koleżanka z biura nie może być traktowana jako rzeczniczka prasowa, że ona pracuje tutaj po prostu w sekretariacie.

Ale ona powinna mnie była o tym poinformować.

Tak, zgadza się. Powinna była to pani powiedzieć. Tak jak już powiedziałem - to było głupie, to nie przebiegało tak, jak powinno. Właśnie dowiedziałem się, że ta rozmowa została w Polsce opublikowana, a nazwisko, mam nadzieję, zostało zamaskowane.

To zostało po prostu przetłumaczone, nazwisko nie miało tu znaczenia.

U nas w Niemczech jest w zasadzie karalne publikowanie nagrań, nie pytając o zgodę.

Jak pan widzi na tym przykładzie...

Rozumiem, że chciała mieć pani podkładkę, ale teraz widzę, że będą z tego powodu problemu. Ale ta pani działała w dobrej wierze. 

Ona miała inne możliwości, zwłaszcza, że konsultowała to z tą pańską koleżanką (z biura prasowego - przyp. red.), a ta mogła przecież powiedzieć pani (nazwisko znane Redakcji), że przejmie tę sprawę i sama mi odpowie. 

Tak, tak powinna była zrobić. 

Ale nie zrobiła.

Tak, to był błąd. (nawet jeśli przyjąć wersję podawaną przez stronę niemiecką, to warto zauważyć, że przyjmuje ona winę na siebie, a nie oskarża Aleksandrę Fedorską, tak jak jej hejterzy w Polsce - przyp. red.)

To był więcej niż błąd. Ona przekazała mi fałszywą informację. Całkowicie fałszywą. Powiedziała, że takiej rozmowy nie było i, co więcej, nie jest planowana. Czyli dwie informacje niezgodne z prawdą. A w dodatku, jeśli ta pani nie miała uprawnień przekazywać takie informacje, to powinna była mi to powiedzieć. Ale to zostawmy na boku. Trzecia sprawa, a właściwie czwarta to to, że pani (nazwisko znane Redakcji) odeszła od słuchawki by to skonsultować, po czym wróciła i jako potwierdzenie ponownie przekazała mi tę informację. I to po tym, jak wyjaśniała tę sprawę z kolegą czy koleżanką, zakładam że z jakąś jej przełożoną. 

Z tą moją koleżanką z biura, z którą rozmawiałem. 

Ale okazało się, że ona nie miała upoważnienia rozmawiać z prasą.

Rzecz w tym, że ona powiedziała jedynie, że nie mamy na ten temat żadnych informacji, i co przekazała pani za pośrednictwem frau (nazwisko znane Redakcji) i co jak rozumiem, zostało już opublikowane.

Jest właśnie w trakcie tłumaczenia.

Ja bym radził się z tym wstrzymać, również z powodów prawnych. Jeśli byłoby to tylko zrobione w formie notatki, to OK, ale jeśli opublikowane byłoby nagranie, to - jak już powiedziałem - byłoby to karalne (poniżej opinia prawnika w tej sprawie - przyp. red.)

Pracowałem kiedyś w radiu i wiem, że tak robić nie wolno. Ja rozumiem, że tu chodzi o pani dobre imię, że nie chce pani wyjść na kogoś kto wypuszcza fejki.

Dokładnie tak!

Dlatego jestem gotów to wszystko jeszcze raz dokładnie wyjaśnić i z tą osobą, którą pani nagrała, porozmawiać.

Ale tu chodzi przede wszystkim o mnie. Zwracam panu uwagę, że popełniony został nie jeden błąd, ale aż cztery. I to jest już całkiem inna sytuacja. I uważam, że musi pan teraz znaleźć jakieś wyjście, i że o wszystkim będzie mnie Pan teraz informować. Chcę być osobiście poinformowana o tym co powiedział kanclerz (do Tuska - przyp. red.).

Czy znamy pani adres mailowy?

Jest bardzo łatwy, z moim nazwiskiem, które jest zresztą teraz na ustach wszystkich. Jest mnie teraz wszędzie pełno, niestety. Na moją szkodę. I jest mi doprawdy przykro, że mi pan teraz zwraca uwagę na jakieś kwestie prawne, a tymczasem to wy dajecie prasie fałszywe informacje. I uważam, że jest to po prostu nie fair. Bo macie obowiązek nas należycie  informować.

Tak, dokładnie tak.

I jeśli zostałam fałszywie poinformowana, to muszę mieć też prawo się bronić. Muszę mieć prawo do pełnych wyjaśnień.

Tę kwestę prawną poruszyłem jedynie dlatego, że z mojej praktyki dziennikarskiej wiem, że u nas w Niemczech nie można ujawniać nagrań dokonanych potajemnie, bez zgody. 

Ale do mojej obrony należy właśnie pokazanie, kto co mówił. Zobowiązuję więc pana, że od teraz, i nie chcemy już mieć żadnych problemów z panią (nazwisko znane Redakcji), otrzymywać będę poważne informacje. Bardzo o to proszę. Liczę, że otrzymam dokładną treść tej rozmowy oraz informację o tym, kiedy dokładnie się ona odbyła. To w tym całym zamieszaniu czasowym jest bardzo ważne. Bo chciałabym  przede wszystkim odzyskać swoje dobre imię, bo naprawę ciężko na nie pracowałam. I muszę mieć możliwość polegać na tym, co mi pan przekaże.

Ja to doskonale rozumiem. Mówiliśmy już, że doszło do nieporozumienia. W naszej informacji dla ambasady wyraźnie zaznaczyliśmy, że doszło do nieporozumienia podczas rozmowy z sekretariatem centrum prasowego (Bundespressestelle). I że zarówno pani (nazwisko znane Redakcji), jak i ta osoba, która udzieliła jej informacji, nie są oficjalnymi przedstawicielami federalnego urzędu prasowego (Bundespresseamt). To jest wszystko, co powiedzieliśmy na temat tej rozmowy. (...)  Proszę mi więc podać swój mail.

(mail Aleksandry Fedorskiej do wiadomości Redakcji)

Ok, wszystko jasne. Jako pierwsze wyślę pani to, co udało mi się uzyskać oficjalnie od odpowiednich ludzi, żeby pani mogła zobaczyć jaki jest stan rzeczy. I spróbuję - choć nie mogę pani na sto procent obiecać, bo nie należy to w mojej kompetencji - kiedy dokładnie się ta rozmowa odbyła i jaka była jej treść. Czyli rozumiem, że byłaby to odpowiedź na pani pytania. W szczególności co powiedział kanclerz.

Tak, tak. Trzymam więc pana za słowo i apeluję do pana jak do kogoś, kto - jak pan sam wyznał - ma dostateczne doświadczenie jako dziennikarz - aby dowiedział się pan możliwie najwięcej jako dziennikarz - ja jestem wolną korespondentką zupełnie niezależną, , nie jestem związana z żadną siecią medialną i żyję z tego, że wykonuję dobrą dziennikarską robotę, ufam więc, że dla dobra opinii publicznej udzieli mi pan wyczerpujących i prawdziwych informacji. I że przyzna pan, iż co najmniej trzy rzeczy  u państwa zawiodły. Naprawdę na to liczę, bo muszę przyznać, że bardzo mnie to wszystko ubodło, co dzisiaj się zdarzyło. 

Tak, rozumiem, mnie też jest nieswojo. Moja koleżanka wyjaśniła mi, że pani (nazwisko znane Redakcji) jest młodą osobą, która jeszcze nie studiowała i mocno przekroczyła swoje kompetencje. Spróbuję to wszystko wyprostować. Nie chciałbym pani zbywać...

Ależ nie chodzi o panią (nazwisko znane Redakcji), ona jest prawdopodobnie Bogu ducha winna. Chodzi o to, że u państwa, gdy chodzi o informacje odnośnie tej rozmowy, wszystko kompletnie zawiodło, wszystko odbyło się nie tak, jak powinno. Dlatego proszę, aby to publicznie przyznać, że padłam ofiarą całej tej sytuacji, wszystko jedno jak to nazwiemy, i proszę aby właśnie podkreślić, że stało się to wielokrotnie. Przecież ona odeszła od słuchawki, poszła do jakiejś osoby przełożonej po informację, czyli że mieliśmy do czynienia z jakąś nadrzędną akceptacją takiego właśnie przekazu.

Cóż, domyślam się, że ona nie zrozumiała całego kontekstu, nie zrozumiała o jaką rozmowę chodzi...

Przecież ma pan okazję się przekonać, że mój niemiecki jest całkiem dobry, mam bardzo wyraźną wymowę...

Ależ oczywiście, ja to też napiszę, że pani niemiecki jest bardzo dobry i nie miałem na myśli tego, że doszło do niezrozumienia. Tu chodzi o dwa różne konteksty. Dla pani było oczywiste o co pyta, ale moja koleżanka po drugiej stronie nie całkiem załapała, więc...

Rozumiem co pan chce powiedzieć, ale bardzo pana proszę... To co się zdarzyło to po prostu nagromadzenie spraw, które poszły nie tak jak trzeba. I nie chodzi o jedną sprawę ale o cztery. Bo przecież doszła jeszcze informacja  o tym, że żadna rozmowa nie jest planowana. I to już jest doprawdy kuriozum. Kuriozum dlatego, że cała ta historia się dopiero rozwija, mam na myśli tę historię z imigrantami. Proszę więc o to, aby moje dobre imię zostało mi zwrócone, abym została oczyszczona z zarzutów. Proszę więc mi to przyrzec, zobowiązuję do tego pana i trzymam za słowo.

Ok. Chciałbym więc powrócić do tego, od czego już zaczęliśmy. Postaram się ustalić dokładny czas, kiedy ta rozmowa Tuska z Scholzem miała miejsce. I podejmę tę sprawę również ponownie z naszą ambasadą, bo już im wspomniałem o tym, że będą problemy.

Musi pan sobie wyobrazić, z jaką polaryzacją mamy w Polsce do czynienia. Jak bardzo podzielone jest nasze społeczeństwo.

Tak, wiem to. Obserwuję Polskę z wielkim zainteresowaniem. Zostałem od razu zaalarmowany, gdy się o sprawie dowiedziałem i dobrze że mam teraz okazję  rozmawiać również z panią, bo do tej pory dane mi było wysłuchać tylko naszą stronę.

Ale jaką ma pan właściwie funkcję? (...)

(...)

- No więc ja jestem Chef von Dienst (kierownik zespołu), który udziela odpowiedzi na pytania, które wcześniej dajemy do  autoryzacji. Krótko mówiąc ja również nie mogę udzielać informacji, które nie zostały autoryzowane. Przekazałem pani to czego dowiedziałem się od kolegi.  My nie jesteśmy upoważnieni mówić w imieniu rządu, tylko robimy to na podstawie informacji podjętych w urzędzie kanclerskim i autoryzowanych

(...)

No ale jak w takim razie pani Böhme dotarła do informacji, że nie było żadnej rozmowy i ze nie jest planowana? jak do niej dotarła, skoro nie ma dostępu do pana Hebenstreita (szefa biura prasowego)

Po prostu są różne informacje zapisane w kalendarzu. Ona tam po prostu zajrzała, i to był z pewnością błąd, i stwierdziła, że nic tam nie ma.

Ale przecież ona nie powinna była ze mną w ogóle rozmawiać!

Tak, ona powinna o tym wiedzieć i zrobiła wielkie głupstwo. 

(...)

- Krótko mówiąc wszystko poszło nie tak, i pani nie powinna z tego powodu doznać uszczerbku. 

(...)

[tłumaczenie Marian Panic]

 

Korespondencja mailowa Fedorska-Feldmeier

W późniejszej korespondencji mailowej Feldmeier podkreśla, że nie jest zadowolony z publikacji nagrania rozmowy Fedorska-biuro prasowe niemieckiego rządu.

(...) Proszę o powstrzymanie się od publikowania potajemnego nagrania audio mojego kolegi z sekretariatu.

- pisze w mailu do Aleksandry Fedorskiej.

(...) Myślałem, że rozmawialiśmy o nagraniu audio i że nie uważam za właściwe nagrywanie mojej młodszej koleżanki i upublicznianie tego.

- pisze później.

 

Opinia prawnika

O opinię na temat próby powstrzymania publikacji nagrania zapytaliśmy mecenasa Bartosza Lewandowskiego, byłego rektora Collegium Intermarium.

- Zarzut dotyczący publikowania nagrania bez zgody rozmówcy w stosunku do dziennikarza jest nieporozumieniem. Pani redaktor działała na podstawie polskiego prawa prasowego i naszym kraju możliwe jest rejestrowanie rozmowy, w której uczestniczy rozmówca. Nie jest to czyn zabroniony i nie stanowi to przestępstwa. Warto pamiętać, że rozmowa była prowadzona z przedstawicielem urzędu niemieckiego w formie oficjalnego pytania, a nie rozmowy prywatnej. W Polsce dziennikarze bardzo często rejestrują rozmowy bez uprzedniego powiadomienia rozmówcy w celu zapobieżenia zarzutów o manipulację czy podanie nieprawdy w materiale prasowym. Dodatkowo – w tym konkretnym przypadku – ważny jest kontekst. Rozmowa dotyczyła zapowiadanej przez polskiego premiera istotnej rozmowy o znaczeniu międzynarodowym w związku ze skandalicznymi praktykami niemieckich służb.

Należy przypomnieć, że nacisk na dziennikarza, aby nie publikować określonych materiałów prasowych, w tym także formułowanie gróźb związanych z nielegalnością jego działania, może być – w świetle art. 44 ust. 1 Prawa prasowego – uznane za karalne tłumienie krytyki prasowej.

- powiedział nam mec. Bartosz Lewandowski.

 

Sprawa rozmowy Tusk-Scholz

- Będę za chwilę rozmawiał z kanclerzem Scholzem o niedopuszczalnym incydencie z udziałem niemieckiej policji i rodziny migrantów po naszej stronie granicy. Sprawa musi być szczegółowo wyjaśniona.

- napisał 17 czerwca dokładnie o godzinie 18.00 Donald Tusk

Następnego dnia ok. godziny 12.00 biuro prasowe niemieckiego rządu w rozmowie z Aleksandrą Fedorską zaprzeczyło faktowi przeprowadzenia takiej rozmowy, a także planom jej przeprowadzenia. Nie wiemy co się stało później, być może w wyniku afery, która wybuchła w Polsce Donald Tusk taką rozmowę przeprowadził. Nie wykluczamy również, że biuro prasowe niemieckiego rządu wprowadziło Aleksandrę Fedorską w błąd. Faktem jednak jest, że na potwierdzenie przeprowadzenia rozmowy Tusk-Scholz podaje się jedynie słowa Tuska i rzecznika niemieckiego rządu. My opublikowaliśmy nagranie wypowiedzi przedstawiciela biura prasowego niemieckiego rządu.

- okazuje się, że dziennikarka rozmawiała z sekretariatem biura i tam padła odpowiedź, że takiej rozmowy nie było i nie była planowana. – Popełniliśmy błąd

broniło się biuro prasowe niemieckiego rządu w rozmowie z Deutsche Welle.

- Rozmawiałem z kanclerzem Scholzem, więc możecie trolli pisowskich uspokoić. Szkoda, że nawet byli premierzy występują w roli putinowskiego trolla. Kanclerz Scholz zobowiązał się do wyjaśnienia tej sprawy

- odgrażał się Donald Tusk po powrocie do Polski.

Jak wynika z rozmowy jednego z kierowników biura prasowego niemieckiego rządu Sebastiana Feldmeiera, na chwilę jej przeprowadzenia, służby prasowe niemieckiego rządu upierają się, ze rozmowa się odbyła, ale miała charakter "prywatny" i nie są w stanie podać ani godziny jej przeprowadzenia, ani informacji na temat poruszanych tematów.



 

Polecane
Emerytury
Stażowe