Horror późnego kapitalizmu. O „Dzwonieniu” Kiyoshiego Kurosawy

Zacznę od wyznania: uwielbiam horrory. Choć cenię każdy filmowy gatunek, a w tych momentach swojego życia, gdy kino sam współtworzyłem – było to futurystyczne science fiction – to jednak największą miłość żywiłem zawsze do kina grozy. Jeden z najsłynniejszych twórców horrorów, Stephen King, mówił o nich, iż bywają efektowną rozrywką, ale są też często sugestywnymi metaforami zagrożeń i lęków.
Mężczyzna z nożem, kobieta
Mężczyzna z nożem, kobieta / Screenshot

Co musisz wiedzieć:

  • Horror bywa metaforą społecznych lęków i napięć, a film "Dzwonienie" Kiyoshiego Kurosawy ukazuje egzystencjalną pustkę w świecie późnego kapitalizmu.
  • Tajemniczy dźwięk słyszany przez bohaterów można interpretować jako symbol nadmiaru bodźców, kontroli i presji systemu.
  • Autor tekstu zwraca uwagę, że kino japońskie krytykuje kapitalizm subtelnie, poprzez metafory i pokazanie wewnętrznych kosztów życia jednostki w tym systemie.

 

Egzystencjalna pustka hałasu

Horror to doprawdy przedziwny gatunek filmowy. Z jednej strony łatwo potrafi kostnieć w schematach, jałowym upajaniu się naturalistycznym okrucieństwem i bezrefleksyjnym odtwarzaniu tego samego, stając się mniej lub bardziej użytkowym obrazkiem, który ma straszyć, lecz gdzieś między kolejnymi orgiami przemocy gubi to zadanie. Równocześnie ten sam gatunek potrafi zaskoczyć czymś świeżym i ciekawym, zarówno na poziomie rozwiązań formalnych, jak i społecznych obserwacji. W końcu kino grozy idealnie nadaje się na społeczne zwierciadło, w którym odbijać się będą mniej lub bardziej uświadomione obawy, lęki i wszelkie pęknięcia codzienności, które napawają niepokojem.

W oscarowym „Uciekaj!” (2017) reżyser Jordan Peele w sugestywny sposób uchwycił nie tylko lęki afroamerykańskiej społeczności USA, lecz także rasizm ery poprawności politycznej. W horrorze „To my” (2019) – tego samego twórcy – wyraźnie pobrzmiewa lęk klasy średniej, że miejsce, które zajmuje na społecznej drabinie hierarchii, jest jej dane z przypadku i nietrwale. W arthouse’owej „Substancji” (2024), w reżyserii Coralie Fargeat, w szalony sposób manifestują się wszelkie lęki związane z kultem młodości. Jednak każdy prawdziwy fan horrorów potwierdzi, że obecnie najlepsze obrazy z tego gatunku powstają w Azji. „Dzwonienie” (2024) w reżyserii japońskiego mistrza horroru egzystencjalnego Kiyoshi Kurosawy widziałem w kinie w zeszłym roku podczas jednego z przeglądów azjatyckiego kina grozy. Ta zaledwie 45-minutowa opowieść o rozpadzie jednostki na polu psychologicznym, społecznym i moralnym to kino grozy w najlepszym wydaniu.

 

Filmując rozpad

Kiyoshi Kurosawa to mistrz kina podskórnego, formalnie powściągliwego, jednocześnie przy tym do perfekcji dopracowanego. Twórca niezależnie od tego, czy kręci krwawy horror, czy społeczny dramat, bardzo często w swoich dziełach portretuje świat na granicy rozpadu i jednostkę pożeraną przez system. W „Tokijskiej sonacie” z 2008 roku wstyd przed przyznaniem się do utraty pracy w kulturze, gdzie praca jest atrybutem wartości człowieka, prowadzi do stopniowego rozpadu relacji rodzinnych i międzyludzkich. W mrocznej satyrze na neoliberalny kapitalizm pt. „Chmura” (2024) twórca pokazuje, jak zinternalizowanie relacji transakcyjnych – jako głównego budulca relacji społecznych – prowadzi wprost do dehumanizacji i przemocy.

„Dzwonienie” to do pewnego stopnia jeden z bardziej osobistych filmów Kurosawy, gdyż tworząc go, reżyser postanowił odwołać się do własnej biografii i zdobytych doświadczeń. Jak sam przyznał w wywiadzie dla magazynu „Films in Frame” w marcu 2024 roku, filmowa postać wykładowcy szkoły kulinarnej – człowieka, który jednocześnie jest artystą i nauczycielem, a potem zaczyna się „sprzedawać” i tracić szacunek do własnej sztuki, to figura zaczerpnięta wprost z własnych przeżyć z czasów łączenia kariery reżyserskiej z obowiązkami akademickimi na Tokyo University of the Arts (pracował tam w latach 2005–2023). Ten pierwiastek biograficzny nadaje dziełu Kurosawy dodatkowy autorski sznyt. Można go również traktować jako pewną deklarację osobistą twórcy: wszystkie te zjawiska, jakie reżyser opisuje w swoich filmach, czasem w sposób metaforyczny, a czasem dosłowny oddziałują również na niego samego.

 

Usłyszeć dzwonienie

O czym opowiada „Dzwonienie”? Bohaterem filmu jest wykładowca szkoły kulinarnej Takuji Matsuoka (Mutsuo Yoshioka) – pozornie stateczny mężczyzna w średnim wieku, w rzeczywistości uwięziony w ponurej rutynie codziennego życia, pożerany przez codzienną frustrację człowiek. Matsuoka to połączenie żywego robota, który mocą pamięci mięśniowej wykonuje w sposób pozbawiony emocji codzienne zajęcia, i tykającej ludzkiej bomby. Wystarczy drobne pęknięcie w codziennej rutynie, minimalne zaburzenie obowiązującego schematu, żeby ta „bomba” wybuchła.

Pewnego dnia jeden ze studentów – małomówny i wycofany Tashiro (Seiichi Kohinata) – podczas zajęć nagle zastyga w bezruchu. Chłopak twierdzi, że słyszy dziwny dźwięk, trochę jakby dzwonienie, choć nie do końca. Może to również być jakiś krzyk, ale na pewno nie ludzki. Nikt inny nie słyszy tego dźwięku. Wkrótce potem Tashiro ginie w drastycznych okolicznościach. Tajemnicze dzwonienie zaczyna słyszeć Matsuoka, a jego oparty na kruchych podstawach świat zaczyna się powoli rozpadać.

 

Wielość interpretacji

„Dzwonienie” nie straszy w klasyczny sposób. Nie ma tu duchów, potworów ani seryjnych morderców w wymyślnych maskach. Straszna jest tu wszechobecna pustka, której jednocześnie nie widać, a zarazem wypełnia ona każdy kadr. Szkoła kulinarna, w której pracuje Matsuoka, w swej zimnej, hermetycznej, niemal sterylnej estetyce przypomina swoistą fabrykę śmierci.

„Martwy kurczak leżący bez głowy wygląda prawie jak martwy człowiek”

– mówi w pewnym momencie jedna ze studentek. Ludzka śmierć, którą przyjdzie nam oglądać na ekranie, sfilmowana jest w sposób zimny, pozbawiony emocji, wręcz dokumentalistyczny. Czy w świecie egzystencjalnej pustki życie i śmierć są jedynie elementem przemysłu?

Kurosawa celowo niewiele wyjaśnia i pozostawia widzów z pytaniami. Na początku filmu Tashiro pyta nauczyciela, czy też słyszy tytułowe dzwonienie. Nauczyciel zaprzecza. Kłamie, czy rzeczywiście zaczął sam je słyszeć dopiero później? Czym ostatecznie jest to dzwonienie? To jakaś metafora, znak czegoś? Czy podobnie jak tytułowa chmura w filmie z 2024 roku jest złowieszczą metaforą kapitalizmu jako siły niewidocznej, ale wszechobecnej? Czy może to dźwięk, który ma pełnić funkcje sygnału – dyscyplinującego i zmuszającego do czegoś – a może po prostu hałas, którego zadaniem jest wywoływanie dyskomfortu? W tym sensie ostatnia scena i jej celowa sensoryczna agresywność może być pewnym kluczem interpretacyjnym. Kakofonia dźwięków, hałas, przesyt. Kapitalizm jako coś, co przebodźcowuje i przytłacza. Czy o tym chciał opowiedzieć Kurosawa?

 

Ten cały jazgot

Student, który w pierwszej scenie słyszał tytułowe dzwonienie, w kolejnej twierdził, że ma zmieniony mózg – przystosowany do życia w kontroli, a więc do reagowania na wszelkie „dzwonienia”. Metafora kapitalizmu jakoś się więc tu układa. Jednocześnie tę „zmianę połowy mózgu”, o której mówił Tashiro, można również odczytywać jako świadomość neuroróżnorodności. Chłopak wydaje się nieco opryskliwy, ale jest też wrażliwy. Nie krzywdzi nikogo poza sobą. Ewidentnie ma zachowania autystyczne, co widać przy soleniu mięsa czy krojeniu cebuli.

„Ludzie nie rozumieją, jak bardzo mi przeszkadza ten cały jazgot. Czy oni tego nie słyszą?”

– mówi w pewnym momencie. Dla osób neuroróżnorodnych (w tym autora tego tekstu) takie odczucia nie są niczym niezwykłym. Z pewnością też dla takich osób ten przesyt bodźców jest jeszcze bardziej nieznośny niż dla innych. Czy o tym też jest film Kurosawy? Tak jak wspominałem, twórca nigdzie nie wykłada nam jednoznacznej odpowiedzi, ani też jednej interpretacji, lecz zachęca nas do poszukiwań. Z pewnością znajdą się odbiorcy, dla których to będzie słaba strona filmu – dla mnie to jednak jego siła.

 

Kino bardzo japońskie

Choć Kurosawa ma bez wątpienia swój niepowtarzalny autorski styl, to zarówno „Dzwonienie” jak i inne jego filmy są w swym DNA bardzo japońskie. Współczesne kino z Kraju Kwitnącej Wiśni od dawna z pewnym krytycyzmem przygląda się zarówno procesom globalizacji, jak i niełatwej rzeczywistości późnego kapitalizmu. Ta krytyczna optyka łączy go z coraz popularniejszym (głównie za sprawą platform streamingowych) w naszym kraju kinem koreańskim (oczywiście mam tu na myśli produkcje z Korei Południowej, o tych z Północnej niewiele mogę powiedzieć).

Jednak koreańskie kino jest bardziej dosłowne, a w swej warstwie społecznie zaangażowanej mocniejsze i bardziej zdecydowane w stawianiu systemowych diagnoz. To ostra publicystyka z cechami manifestu, pisana dużymi literami, o jasnym i zdecydowanym przekazie. Oscarowe „Parasite” (2019) w reżyserii Joon-ho Bonga czy będący światowym fenomenem netflixowy serial „Squid Game” – to najbardziej znane przykłady tego typu kina. Ideowa klarowność w kwestii przekazu z pewnością wpłynęła na łatwiejszą przystępność tego kina na świecie. Japońskie kino jest jednak inne. W miejscach, gdzie Korea stawia na dosłowność, tam Japonia woli ubierać swój przekaz w metafory. Kino z Kraju Kwitnącej Wiśni jest również bardziej subtelne, skupione mniej na systemowych procesach, a bardziej na relacjach międzyludzkich. Inna jest też krytyka kapitalizmu. Tu punktem wyjścia nie jest całościowa diagnoza systemu, lecz jednostka i jej życie wewnętrzne. W tym sensie można powiedzieć, że zamiast skupiać się na piętnowaniu systemu japońskie kino pokazuje codzienny koszt życia w nim: rozpad więzi rodzinnych i międzyludzkich, postępującą alienację jednostek, kruchość więzi zdominowanych przez transakcyjną logikę, dehumanizacyjną moc nowoczesnych technologii.

Kiyoshi Kurosawa i jego egzystencjalne horrory idealnie się w takie kino wpisują. Jego „Dzwonienie” to idealny (bo krótki i esencjonalny) obraz dla kogoś, kto chce rozpocząć swoją przygodę ze współczesnym japońskim horrorem. Myślę, że warto to zrobić, bo są to produkcje niezwykle ciekawe. Osobiście nie wierzę w to, że kino może zmienić otaczającą nas rzeczywistość. Zresztą uważam również, iż nie taka jest jego rola. Jednak kino ma moc, by portretować rzeczywistość. Czasem potrafi także coś uchwycić – jakiś zarys, zalążek czegoś, co dopiero pojawia się na horyzoncie. Wtedy może stać się medium, które coś zapowiada. Być może „Dzwonienie” z filmu Kurosawy również jest czegoś zapowiedzią.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Horror późnego kapitalizmu. O „Dzwonieniu” Kiyoshiego Kurosawy

Zacznę od wyznania: uwielbiam horrory. Choć cenię każdy filmowy gatunek, a w tych momentach swojego życia, gdy kino sam współtworzyłem – było to futurystyczne science fiction – to jednak największą miłość żywiłem zawsze do kina grozy. Jeden z najsłynniejszych twórców horrorów, Stephen King, mówił o nich, iż bywają efektowną rozrywką, ale są też często sugestywnymi metaforami zagrożeń i lęków.
Mężczyzna z nożem, kobieta
Mężczyzna z nożem, kobieta / Screenshot

Co musisz wiedzieć:

  • Horror bywa metaforą społecznych lęków i napięć, a film "Dzwonienie" Kiyoshiego Kurosawy ukazuje egzystencjalną pustkę w świecie późnego kapitalizmu.
  • Tajemniczy dźwięk słyszany przez bohaterów można interpretować jako symbol nadmiaru bodźców, kontroli i presji systemu.
  • Autor tekstu zwraca uwagę, że kino japońskie krytykuje kapitalizm subtelnie, poprzez metafory i pokazanie wewnętrznych kosztów życia jednostki w tym systemie.

 

Egzystencjalna pustka hałasu

Horror to doprawdy przedziwny gatunek filmowy. Z jednej strony łatwo potrafi kostnieć w schematach, jałowym upajaniu się naturalistycznym okrucieństwem i bezrefleksyjnym odtwarzaniu tego samego, stając się mniej lub bardziej użytkowym obrazkiem, który ma straszyć, lecz gdzieś między kolejnymi orgiami przemocy gubi to zadanie. Równocześnie ten sam gatunek potrafi zaskoczyć czymś świeżym i ciekawym, zarówno na poziomie rozwiązań formalnych, jak i społecznych obserwacji. W końcu kino grozy idealnie nadaje się na społeczne zwierciadło, w którym odbijać się będą mniej lub bardziej uświadomione obawy, lęki i wszelkie pęknięcia codzienności, które napawają niepokojem.

W oscarowym „Uciekaj!” (2017) reżyser Jordan Peele w sugestywny sposób uchwycił nie tylko lęki afroamerykańskiej społeczności USA, lecz także rasizm ery poprawności politycznej. W horrorze „To my” (2019) – tego samego twórcy – wyraźnie pobrzmiewa lęk klasy średniej, że miejsce, które zajmuje na społecznej drabinie hierarchii, jest jej dane z przypadku i nietrwale. W arthouse’owej „Substancji” (2024), w reżyserii Coralie Fargeat, w szalony sposób manifestują się wszelkie lęki związane z kultem młodości. Jednak każdy prawdziwy fan horrorów potwierdzi, że obecnie najlepsze obrazy z tego gatunku powstają w Azji. „Dzwonienie” (2024) w reżyserii japońskiego mistrza horroru egzystencjalnego Kiyoshi Kurosawy widziałem w kinie w zeszłym roku podczas jednego z przeglądów azjatyckiego kina grozy. Ta zaledwie 45-minutowa opowieść o rozpadzie jednostki na polu psychologicznym, społecznym i moralnym to kino grozy w najlepszym wydaniu.

 

Filmując rozpad

Kiyoshi Kurosawa to mistrz kina podskórnego, formalnie powściągliwego, jednocześnie przy tym do perfekcji dopracowanego. Twórca niezależnie od tego, czy kręci krwawy horror, czy społeczny dramat, bardzo często w swoich dziełach portretuje świat na granicy rozpadu i jednostkę pożeraną przez system. W „Tokijskiej sonacie” z 2008 roku wstyd przed przyznaniem się do utraty pracy w kulturze, gdzie praca jest atrybutem wartości człowieka, prowadzi do stopniowego rozpadu relacji rodzinnych i międzyludzkich. W mrocznej satyrze na neoliberalny kapitalizm pt. „Chmura” (2024) twórca pokazuje, jak zinternalizowanie relacji transakcyjnych – jako głównego budulca relacji społecznych – prowadzi wprost do dehumanizacji i przemocy.

„Dzwonienie” to do pewnego stopnia jeden z bardziej osobistych filmów Kurosawy, gdyż tworząc go, reżyser postanowił odwołać się do własnej biografii i zdobytych doświadczeń. Jak sam przyznał w wywiadzie dla magazynu „Films in Frame” w marcu 2024 roku, filmowa postać wykładowcy szkoły kulinarnej – człowieka, który jednocześnie jest artystą i nauczycielem, a potem zaczyna się „sprzedawać” i tracić szacunek do własnej sztuki, to figura zaczerpnięta wprost z własnych przeżyć z czasów łączenia kariery reżyserskiej z obowiązkami akademickimi na Tokyo University of the Arts (pracował tam w latach 2005–2023). Ten pierwiastek biograficzny nadaje dziełu Kurosawy dodatkowy autorski sznyt. Można go również traktować jako pewną deklarację osobistą twórcy: wszystkie te zjawiska, jakie reżyser opisuje w swoich filmach, czasem w sposób metaforyczny, a czasem dosłowny oddziałują również na niego samego.

 

Usłyszeć dzwonienie

O czym opowiada „Dzwonienie”? Bohaterem filmu jest wykładowca szkoły kulinarnej Takuji Matsuoka (Mutsuo Yoshioka) – pozornie stateczny mężczyzna w średnim wieku, w rzeczywistości uwięziony w ponurej rutynie codziennego życia, pożerany przez codzienną frustrację człowiek. Matsuoka to połączenie żywego robota, który mocą pamięci mięśniowej wykonuje w sposób pozbawiony emocji codzienne zajęcia, i tykającej ludzkiej bomby. Wystarczy drobne pęknięcie w codziennej rutynie, minimalne zaburzenie obowiązującego schematu, żeby ta „bomba” wybuchła.

Pewnego dnia jeden ze studentów – małomówny i wycofany Tashiro (Seiichi Kohinata) – podczas zajęć nagle zastyga w bezruchu. Chłopak twierdzi, że słyszy dziwny dźwięk, trochę jakby dzwonienie, choć nie do końca. Może to również być jakiś krzyk, ale na pewno nie ludzki. Nikt inny nie słyszy tego dźwięku. Wkrótce potem Tashiro ginie w drastycznych okolicznościach. Tajemnicze dzwonienie zaczyna słyszeć Matsuoka, a jego oparty na kruchych podstawach świat zaczyna się powoli rozpadać.

 

Wielość interpretacji

„Dzwonienie” nie straszy w klasyczny sposób. Nie ma tu duchów, potworów ani seryjnych morderców w wymyślnych maskach. Straszna jest tu wszechobecna pustka, której jednocześnie nie widać, a zarazem wypełnia ona każdy kadr. Szkoła kulinarna, w której pracuje Matsuoka, w swej zimnej, hermetycznej, niemal sterylnej estetyce przypomina swoistą fabrykę śmierci.

„Martwy kurczak leżący bez głowy wygląda prawie jak martwy człowiek”

– mówi w pewnym momencie jedna ze studentek. Ludzka śmierć, którą przyjdzie nam oglądać na ekranie, sfilmowana jest w sposób zimny, pozbawiony emocji, wręcz dokumentalistyczny. Czy w świecie egzystencjalnej pustki życie i śmierć są jedynie elementem przemysłu?

Kurosawa celowo niewiele wyjaśnia i pozostawia widzów z pytaniami. Na początku filmu Tashiro pyta nauczyciela, czy też słyszy tytułowe dzwonienie. Nauczyciel zaprzecza. Kłamie, czy rzeczywiście zaczął sam je słyszeć dopiero później? Czym ostatecznie jest to dzwonienie? To jakaś metafora, znak czegoś? Czy podobnie jak tytułowa chmura w filmie z 2024 roku jest złowieszczą metaforą kapitalizmu jako siły niewidocznej, ale wszechobecnej? Czy może to dźwięk, który ma pełnić funkcje sygnału – dyscyplinującego i zmuszającego do czegoś – a może po prostu hałas, którego zadaniem jest wywoływanie dyskomfortu? W tym sensie ostatnia scena i jej celowa sensoryczna agresywność może być pewnym kluczem interpretacyjnym. Kakofonia dźwięków, hałas, przesyt. Kapitalizm jako coś, co przebodźcowuje i przytłacza. Czy o tym chciał opowiedzieć Kurosawa?

 

Ten cały jazgot

Student, który w pierwszej scenie słyszał tytułowe dzwonienie, w kolejnej twierdził, że ma zmieniony mózg – przystosowany do życia w kontroli, a więc do reagowania na wszelkie „dzwonienia”. Metafora kapitalizmu jakoś się więc tu układa. Jednocześnie tę „zmianę połowy mózgu”, o której mówił Tashiro, można również odczytywać jako świadomość neuroróżnorodności. Chłopak wydaje się nieco opryskliwy, ale jest też wrażliwy. Nie krzywdzi nikogo poza sobą. Ewidentnie ma zachowania autystyczne, co widać przy soleniu mięsa czy krojeniu cebuli.

„Ludzie nie rozumieją, jak bardzo mi przeszkadza ten cały jazgot. Czy oni tego nie słyszą?”

– mówi w pewnym momencie. Dla osób neuroróżnorodnych (w tym autora tego tekstu) takie odczucia nie są niczym niezwykłym. Z pewnością też dla takich osób ten przesyt bodźców jest jeszcze bardziej nieznośny niż dla innych. Czy o tym też jest film Kurosawy? Tak jak wspominałem, twórca nigdzie nie wykłada nam jednoznacznej odpowiedzi, ani też jednej interpretacji, lecz zachęca nas do poszukiwań. Z pewnością znajdą się odbiorcy, dla których to będzie słaba strona filmu – dla mnie to jednak jego siła.

 

Kino bardzo japońskie

Choć Kurosawa ma bez wątpienia swój niepowtarzalny autorski styl, to zarówno „Dzwonienie” jak i inne jego filmy są w swym DNA bardzo japońskie. Współczesne kino z Kraju Kwitnącej Wiśni od dawna z pewnym krytycyzmem przygląda się zarówno procesom globalizacji, jak i niełatwej rzeczywistości późnego kapitalizmu. Ta krytyczna optyka łączy go z coraz popularniejszym (głównie za sprawą platform streamingowych) w naszym kraju kinem koreańskim (oczywiście mam tu na myśli produkcje z Korei Południowej, o tych z Północnej niewiele mogę powiedzieć).

Jednak koreańskie kino jest bardziej dosłowne, a w swej warstwie społecznie zaangażowanej mocniejsze i bardziej zdecydowane w stawianiu systemowych diagnoz. To ostra publicystyka z cechami manifestu, pisana dużymi literami, o jasnym i zdecydowanym przekazie. Oscarowe „Parasite” (2019) w reżyserii Joon-ho Bonga czy będący światowym fenomenem netflixowy serial „Squid Game” – to najbardziej znane przykłady tego typu kina. Ideowa klarowność w kwestii przekazu z pewnością wpłynęła na łatwiejszą przystępność tego kina na świecie. Japońskie kino jest jednak inne. W miejscach, gdzie Korea stawia na dosłowność, tam Japonia woli ubierać swój przekaz w metafory. Kino z Kraju Kwitnącej Wiśni jest również bardziej subtelne, skupione mniej na systemowych procesach, a bardziej na relacjach międzyludzkich. Inna jest też krytyka kapitalizmu. Tu punktem wyjścia nie jest całościowa diagnoza systemu, lecz jednostka i jej życie wewnętrzne. W tym sensie można powiedzieć, że zamiast skupiać się na piętnowaniu systemu japońskie kino pokazuje codzienny koszt życia w nim: rozpad więzi rodzinnych i międzyludzkich, postępującą alienację jednostek, kruchość więzi zdominowanych przez transakcyjną logikę, dehumanizacyjną moc nowoczesnych technologii.

Kiyoshi Kurosawa i jego egzystencjalne horrory idealnie się w takie kino wpisują. Jego „Dzwonienie” to idealny (bo krótki i esencjonalny) obraz dla kogoś, kto chce rozpocząć swoją przygodę ze współczesnym japońskim horrorem. Myślę, że warto to zrobić, bo są to produkcje niezwykle ciekawe. Osobiście nie wierzę w to, że kino może zmienić otaczającą nas rzeczywistość. Zresztą uważam również, iż nie taka jest jego rola. Jednak kino ma moc, by portretować rzeczywistość. Czasem potrafi także coś uchwycić – jakiś zarys, zalążek czegoś, co dopiero pojawia się na horyzoncie. Wtedy może stać się medium, które coś zapowiada. Być może „Dzwonienie” z filmu Kurosawy również jest czegoś zapowiedzią.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane