Marcin Królik: Ochrzan od Abby Johnson

Ze spotkania z Abby Johnson wyszedłem z przygnębiającą refleksją, że jeżeli rzeczywiście mamy być źródłem iskry z widzeń Faustyny Kowalskiej, to przed nami jeszcze gigantyczna praca do wykonania. I bynajmniej nie będzie to praca polityczna.
/ screen YT

Postanowiłem wybrać się na spotkanie z Abby Johnson. Przypomnę, że głośna amerykańska działaczka pro-life, której życie stało się inspiracją dla filmu "Nieplanowane", przebywała w Polsce od 11 do 15 lutego - każdego dnia w innym mieście. Ja pojechałem na zamykającą jej tournee prelekcję w warszawskiej Bazylice Najświętszego Serca Jezusa przy Kawęczyńskiej. I tu od razu bez bicia przyznam się, że w równej mierze jak sam bliski mi temat kierowała mną po prostu zwykła ciekawość. Widziałem film, więc chciałem poznać również pierwowzór. Nie do końca byłem jednak przygotowany na to, co zastałem na miejscu.

Ciekawość samej osoby nie oznacza w tym wypadku bynajmniej podchodzenia do niej jak do jakiegoś celebryty. Mimo wszystko najistotniejsze było dla mnie to, co miała do przekazania. Zwłaszcza że Abby w swoich wypowiedziach wielokrotnie podkreślała, jak duże znaczenie ma Polska dla całej, globalnie pojętej, sprawy obrony życia. Pamiętam dziwny miks uczuć, kiedy na portalu TySola, z którego w ogóle dowiedziałem się o jej wizycie, przeczytałem fragment jej przesłania dla Polaków. Mówiła w nim, że choć wielu ludzi, myśląc o Kościele katolickim, ma na myśli głównie Watykan lub Rzym, to jednak spora część katolików ma też skojarzenia z Polską.

Niewątpliwie miło coś takiego usłyszeć. Z wiekiem robię się chyba coraz bardziej podatny na tego rodzaju komplementy pod adresem mojego kraju. A ponieważ od pewnego czasu śledzę dość pilnie, co się dzieje w ruchu prolajferskim, wiem, że nie są one formułowane na wyrost. Zresztą głosy, że Polska jest uważnie obserwowana jako jedno z kluczowych pól współczesnej wojny cywilizacji, płyną z wielu stron - zbyt wielu, by je zignorować czy uważać za fałszywe. A że takim polem rzeczywiście jest, najdobitniej chyba świadczą coraz częstsze ataki na nas ze strony najróżniejszych progresywistycznych środowisk.

I absolutnie nie sądźcie, że napisanie powyższych słów przyszło mi tak gładko. Mam raczej ambiwalentny stosunek do tych wszystkich trącących mesjanizmem poglądów, jakoby mój kraj miał do odegrania jakąś szczególną rolę w duchowej odnowie ludzkości. Cóż, może to przejaw swoistej mikromanii, którą jesteśmy trochę zarażeni i jeszcze nie całkiem się z niej wyleczyliśmy, albo wynikający bezpośrednio z niej strach przed ośmieszeniem się. A może po prostu nie zawsze tak jasna dla osób z zewnątrz świadomość, jak bardzo jako społeczeństwo nie dostajemy do owej potencjalnej, przeznaczonej nam dziejowej powinności.

Kiedy na przykład gdzieś słyszę albo czytam o przesłaniu św. Faustyny, wedle którego z Polski ma wyjść iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Chrystusa, to ciut zakłopotany wciągam powietrze. I to mimo diametralnej zmiany stosunku do Boga, jaka we mnie zaszła w ostatnich latach. Tego już dla mnie za dużo. Ale, do cholery, jednocześnie czuję, że wokół nas ostro dymi. Czuję też, że sam w jakiś sposób biorę w tym udział. Że - chcąc czy nie - pracuję w drużynie ową iskrę rozniecającej. I być może tacy ludzie jak Abby rzeczywiście to dostrzegają. Bo niby dlaczego nie.

Dojmująco świadom, jak trąci to megalomanią, trochę o tym rozmyślałem, jadąc tramwajem na Pragę. Próbowałem także przed samym sobą sprecyzować, jaki właściwie jest w tej chwili mój stosunek do aborcji. Albo inaczej - nie tyle do samej aborcji, bo w tym aspekcie od dosyć dawna pogląd mam ustalony i wielokrotnie głośno go wyrażałem, co raczej do metod walki z tą hańbiącą nasz gatunek praktyką. Uważam się za przeciwnika radykalnych rozwiązań. Wolę subtelne lobbowanie, soft power i kształtowanie opinii w taki sposób, by ewentualne zmiany w prawie stały się jej naturalnym wyrazem, a nie robiły za nahaj, którym wtłukuje się ludziom coś, czego nie rozumieją.

Tylko z drugiej strony jak daleko można naciągać strunę kompromisu? Kiedy wreszcie będzie wiadomo, że to już właściwy moment i wypada zintensyfikować wysiłki na rzecz wymuszenia na politykach uchwalenia całkowitego zakazu aborcji? A może jednak opcję z bezpośrednim zagrożeniem życia matki zostawić? Czy nawet wiedząc, że większość ludzi jeszcze do tego nie dojrzała, powinno się nadal głosować na rzekomo prawicowych polityków, którzy wykazują się w tej sprawie aż niekiedy niesmaczną zachowawczością? Czy należy ich winić, że kalkulują i oglądają się na opinię elektoratu, zamiast niewzruszenie trwać przy zasadach? I tak dalej.

A później do mikrofonu podeszła Abby i z każdą kolejną minutą jej wygłaszanego chłodnym, lecz niezwykle perswazyjnym głosem przemówienia mina mi coraz bardziej rzedła, zaś krew odpływała z twarzy. Zaczęło się oczywiście od tego, co już znałem z filmu, czyli od opowieści o tym, jak któregoś dnia została wezwana do asystowania w aborcji z użyciem USG i ujrzała na monitorze, jak dziecko ucieka przed ssawką, a następnie zostaje przez nią rozerwane. Było również o składaniu abortowanych szczątków i żartobliwym nazywaniu ich kawałkami dzieci. Ale to stanowiło zaledwie przygrywkę.

Gdy bowiem Abby zaczęła się dzielić swoimi wrażeniami i refleksjami z pobytu w Polsce, z jej ust padły naprawdę silne oskarżenia. Skrytykowała obowiązujący w naszym ustawodawstwie kompromis aborcyjny. Pytała też, dlaczego nasz parlament - w którym zresztą wcześniej tego dnia gościła - nic z tym dotąd nie zrobił, a politykom, którzy aborcję popierają, udzielana jest komunia. Dziwiło ją, jak to możliwe, że w kraju, którego mieszkańcy w przeważającej mierze deklarują się jako katolicy, wybiera się tak silną reprezentację posłów otwarcie mówiących o konieczności zliberalizowania prawa już funkcjonującego. Dostało się wreszcie Kościołowi za to, że niedostatecznie głośno upomina się o godność nienarodzonych dzieci.

Tu drobne uzupełnienie na marginesie. W przemówieniu Abby Johnson aborcja pojawiała się w zasadzie równolegle z eutanazją. Abby położyła nacisk na ich wzajemne warunkowanie się. Mówiła o tym, jak w krajach, gdzie panuje liberalny stosunek do aborcji - także w USA - coraz silniej występuje presja na to, ażeby ludzie starsi i chorzy dobrowolnie zabiegali o śmierć. Nie wiem, czy w tym wypadku na miejscu jest mówić o satysfakcji, ale owszem, poczułem ją. To, że między tymi zjawiskami zachodzi związek przyczynowo-skutkowy, jest dla mnie od dawna oczywiste.

Natomiast zmroziło mnie, gdy opowiadała, że po jednym ze spotkań podeszła do niej grupka położnych i zwierzyła się jej ze stosowanych w niektórych szpitalach praktyk wobec legalnie abortowanych dzieci. Rzekomo zdarza się, że są one topione w pojemnikach z chemikaliami. Nie sprecyzowała, czy chodziło o zwłoki, czy o żywe dzieci, ale nie omieszkała dodać, że to się dzieje w naszym katolickim - z akcentem na katolicki - kraju. A co więcej, te położne podobno usiłowały w tej sprawie interweniować w sejmie, ale zostały odprawione z kwitkiem. Miała je również dotknąć cenzura ze strony niektórych mediów określających się mianem katolickich.

Ciężko mi się tego słuchało. To prawda, że nie padły żadne nazwiska ani nazwy konkretnych partii czy redakcji. Prawdą jest jednak również i to, że skrytykowany przez Abby kompromis istnieje i że z czysto moralnego, a nie politycznego, punktu widzenia jawi się jako co najmniej śliski, o czym coraz głośniej mówią u nas osoby zaangażowane w ruch pro-life i rozczarowane postawą zarówno polityków, jak i hierarchów. Muszę się ponadto z nią zgodzić w tym, że nie traktowanie aborcji jako zwykłego morderstwa nawet przez wielu ludzi wierzących w sporej mierze wynika z panującego wokół tego tematu milczenia.

Z kościoła wyszedłem przygnębiony i z refleksją, że jeżeli rzeczywiście mamy być źródłem tej iskry z widzeń Faustyny Kowalskiej, to przed nami jeszcze gigantyczna praca do wykonania. I bynajmniej nie będzie to praca polityczna, lecz o wiele bardziej podstawowa. To trochę jak z tym fragmentem Kazania na Górze z Mateusza, który nazajutrz był czytany na mszach - tym, w którym Jezus poucza, że "nie będziesz zabijał" nie oznacza jedynie fizycznego pozbawienia życia człowieka, a "nie będziesz fałszywie przysięgał" należałoby w ogóle skasować, bo "tak" ma oznaczać tak, a "nie" - nie, a co nadto jest, od złego pochodzi.

Wracając później tramwajem do centrum, roztrząsałem, jak bardzo sam bym chciał osiągnąć taki stopień wewnętrznej spójności i jak mi do tego daleko. Dowodów na to dostarcza mi w zasadzie każdy dzień. I nawet nie chodzi o aborcję, ale w ogóle o wszystko. O postawę wobec setek rozmaitych spraw, w których tak niezmiernie łatwo wyrażać bezkompromisowe oceny, gdy nie kosztuje to więcej niż słowa. Gorzej, gdy trzeba wyciągnąć z owych słów jakieś realne konsekwencje.

Marcin Królik

 

POLECANE
Tragedia w Tatrach Wysokich. Nie żyje dwóch Polaków z ostatniej chwili
Tragedia w Tatrach Wysokich. Nie żyje dwóch Polaków

Dwóch Polaków zginęło w lawinie w Tatrach Wysokich w rejonie Doliny Mięguszowieckiej – poinformowała w środę służba ratownictwa lotniczego Air-Transport Europe. Jej śmigłowiec z bazy w Popradzie uczestniczył w akcji na lawinisku.

De Niro uderzył w Trumpa. Prezydent USA nie przebierał w słowach z ostatniej chwili
De Niro uderzył w Trumpa. Prezydent USA nie przebierał w słowach

Po orędziu w Kapitolu Donald Trump uderzył w mediach społecznościowych w dwie Demokratki, ale to Robert De Niro stał się celem najmocniejszego ataku. "Ma bardzo niskie IQ" – oświadczył.

Pogrzeb Bożeny Dykiel. Ksiądz w pewnym momencie przerwał kazanie z ostatniej chwili
Pogrzeb Bożeny Dykiel. Ksiądz w pewnym momencie przerwał kazanie

Warszawa pożegnała Bożenę Dykiel. Ostatnie pożegnanie legendarnej aktorki zgromadziło tłumy.

Komunikat dla mieszkańców Katowic z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców Katowic

Linia lotnicza Ryanair w tegorocznym sezonie letnim uruchomi z Katowic cztery nowe połączenia – poinformowało komunikacie Katowice Airport.

SAFE. Skąd ta furia? tylko u nas
SAFE. Skąd ta furia?

Program SAFE (Security Action for Europe) miał być technicznym instrumentem wsparcia dla europejskiej obronności. Tymczasem wokół inicjatywy narastają emocje – także w Polsce. Krytycy pytają o realny wpływ państw członkowskich na decyzje i granice suwerenności, zwolennicy przekonują o konieczności wspólnych działań w obliczu zagrożeń. Skąd ta ostra reakcja i o co naprawdę toczy się spór?

Komunikat dla mieszkańców Kielc tylko u nas
Komunikat dla mieszkańców Kielc

Ponad 200 wolnych miejsc w żłobkach samorządowych w Kielce wciąż czeka na maluchy. Miasto przypomina, że rekrutacja trwa przez cały rok, a rodzice mogą składać wnioski w dowolnym momencie. Sprawdź, w których placówkach są największe rezerwy miejsc i jakie warunki oferują kieleckie żłobki.

Kubańczycy ostrzelali amerykańską łódź. Są ofiary z ostatniej chwili
Kubańczycy ostrzelali amerykańską łódź. Są ofiary

Czterech pasażerów łodzi motorowej zarejestrowanej w USA zostało zastrzelonych przez straż przybrzeżną – poinformowało w środę wieczorem polskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Kuby.

Ile zarabia prok. Ewa Wrzosek w ministerstwie sprawiedliwości? Podano kwotę z ostatniej chwili
Ile zarabia prok. Ewa Wrzosek w ministerstwie sprawiedliwości? Podano kwotę

Ujawniono składniki wynagrodzenia prok. Ewy Wrzosek po delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości. "Dostaliśmy odpowiedź z Prokuratury Okręgowej w Warszawie i kwota robi wrażenie" – informuje niezalezna.pl.

Podwyżka akcyzy na alkohol. Jest projekt ustawy z ostatniej chwili
Podwyżka akcyzy na alkohol. Jest projekt ustawy

Polska 2050 wyjdzie z projektem ustawy podwyższającym akcyzę na napoje alkoholowe – wynika z ustaleń serwisu Wirtualna Polska.

Prezydent Częstochowy został doprowadzony do prokuratury z ostatniej chwili
Prezydent Częstochowy został doprowadzony do prokuratury

Zatrzymany przez CBA prezydent Częstochowy Krzysztof M. został w środę wieczorem doprowadzony do śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Katowicach, gdzie ma usłyszeć zarzuty. Chodzi o śledztwo ws. korupcji, w którym podejrzanych jest już kilkanaście osób, w tym inni samorządowcy z tego miasta.

REKLAMA

Marcin Królik: Ochrzan od Abby Johnson

Ze spotkania z Abby Johnson wyszedłem z przygnębiającą refleksją, że jeżeli rzeczywiście mamy być źródłem iskry z widzeń Faustyny Kowalskiej, to przed nami jeszcze gigantyczna praca do wykonania. I bynajmniej nie będzie to praca polityczna.
/ screen YT

Postanowiłem wybrać się na spotkanie z Abby Johnson. Przypomnę, że głośna amerykańska działaczka pro-life, której życie stało się inspiracją dla filmu "Nieplanowane", przebywała w Polsce od 11 do 15 lutego - każdego dnia w innym mieście. Ja pojechałem na zamykającą jej tournee prelekcję w warszawskiej Bazylice Najświętszego Serca Jezusa przy Kawęczyńskiej. I tu od razu bez bicia przyznam się, że w równej mierze jak sam bliski mi temat kierowała mną po prostu zwykła ciekawość. Widziałem film, więc chciałem poznać również pierwowzór. Nie do końca byłem jednak przygotowany na to, co zastałem na miejscu.

Ciekawość samej osoby nie oznacza w tym wypadku bynajmniej podchodzenia do niej jak do jakiegoś celebryty. Mimo wszystko najistotniejsze było dla mnie to, co miała do przekazania. Zwłaszcza że Abby w swoich wypowiedziach wielokrotnie podkreślała, jak duże znaczenie ma Polska dla całej, globalnie pojętej, sprawy obrony życia. Pamiętam dziwny miks uczuć, kiedy na portalu TySola, z którego w ogóle dowiedziałem się o jej wizycie, przeczytałem fragment jej przesłania dla Polaków. Mówiła w nim, że choć wielu ludzi, myśląc o Kościele katolickim, ma na myśli głównie Watykan lub Rzym, to jednak spora część katolików ma też skojarzenia z Polską.

Niewątpliwie miło coś takiego usłyszeć. Z wiekiem robię się chyba coraz bardziej podatny na tego rodzaju komplementy pod adresem mojego kraju. A ponieważ od pewnego czasu śledzę dość pilnie, co się dzieje w ruchu prolajferskim, wiem, że nie są one formułowane na wyrost. Zresztą głosy, że Polska jest uważnie obserwowana jako jedno z kluczowych pól współczesnej wojny cywilizacji, płyną z wielu stron - zbyt wielu, by je zignorować czy uważać za fałszywe. A że takim polem rzeczywiście jest, najdobitniej chyba świadczą coraz częstsze ataki na nas ze strony najróżniejszych progresywistycznych środowisk.

I absolutnie nie sądźcie, że napisanie powyższych słów przyszło mi tak gładko. Mam raczej ambiwalentny stosunek do tych wszystkich trącących mesjanizmem poglądów, jakoby mój kraj miał do odegrania jakąś szczególną rolę w duchowej odnowie ludzkości. Cóż, może to przejaw swoistej mikromanii, którą jesteśmy trochę zarażeni i jeszcze nie całkiem się z niej wyleczyliśmy, albo wynikający bezpośrednio z niej strach przed ośmieszeniem się. A może po prostu nie zawsze tak jasna dla osób z zewnątrz świadomość, jak bardzo jako społeczeństwo nie dostajemy do owej potencjalnej, przeznaczonej nam dziejowej powinności.

Kiedy na przykład gdzieś słyszę albo czytam o przesłaniu św. Faustyny, wedle którego z Polski ma wyjść iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Chrystusa, to ciut zakłopotany wciągam powietrze. I to mimo diametralnej zmiany stosunku do Boga, jaka we mnie zaszła w ostatnich latach. Tego już dla mnie za dużo. Ale, do cholery, jednocześnie czuję, że wokół nas ostro dymi. Czuję też, że sam w jakiś sposób biorę w tym udział. Że - chcąc czy nie - pracuję w drużynie ową iskrę rozniecającej. I być może tacy ludzie jak Abby rzeczywiście to dostrzegają. Bo niby dlaczego nie.

Dojmująco świadom, jak trąci to megalomanią, trochę o tym rozmyślałem, jadąc tramwajem na Pragę. Próbowałem także przed samym sobą sprecyzować, jaki właściwie jest w tej chwili mój stosunek do aborcji. Albo inaczej - nie tyle do samej aborcji, bo w tym aspekcie od dosyć dawna pogląd mam ustalony i wielokrotnie głośno go wyrażałem, co raczej do metod walki z tą hańbiącą nasz gatunek praktyką. Uważam się za przeciwnika radykalnych rozwiązań. Wolę subtelne lobbowanie, soft power i kształtowanie opinii w taki sposób, by ewentualne zmiany w prawie stały się jej naturalnym wyrazem, a nie robiły za nahaj, którym wtłukuje się ludziom coś, czego nie rozumieją.

Tylko z drugiej strony jak daleko można naciągać strunę kompromisu? Kiedy wreszcie będzie wiadomo, że to już właściwy moment i wypada zintensyfikować wysiłki na rzecz wymuszenia na politykach uchwalenia całkowitego zakazu aborcji? A może jednak opcję z bezpośrednim zagrożeniem życia matki zostawić? Czy nawet wiedząc, że większość ludzi jeszcze do tego nie dojrzała, powinno się nadal głosować na rzekomo prawicowych polityków, którzy wykazują się w tej sprawie aż niekiedy niesmaczną zachowawczością? Czy należy ich winić, że kalkulują i oglądają się na opinię elektoratu, zamiast niewzruszenie trwać przy zasadach? I tak dalej.

A później do mikrofonu podeszła Abby i z każdą kolejną minutą jej wygłaszanego chłodnym, lecz niezwykle perswazyjnym głosem przemówienia mina mi coraz bardziej rzedła, zaś krew odpływała z twarzy. Zaczęło się oczywiście od tego, co już znałem z filmu, czyli od opowieści o tym, jak któregoś dnia została wezwana do asystowania w aborcji z użyciem USG i ujrzała na monitorze, jak dziecko ucieka przed ssawką, a następnie zostaje przez nią rozerwane. Było również o składaniu abortowanych szczątków i żartobliwym nazywaniu ich kawałkami dzieci. Ale to stanowiło zaledwie przygrywkę.

Gdy bowiem Abby zaczęła się dzielić swoimi wrażeniami i refleksjami z pobytu w Polsce, z jej ust padły naprawdę silne oskarżenia. Skrytykowała obowiązujący w naszym ustawodawstwie kompromis aborcyjny. Pytała też, dlaczego nasz parlament - w którym zresztą wcześniej tego dnia gościła - nic z tym dotąd nie zrobił, a politykom, którzy aborcję popierają, udzielana jest komunia. Dziwiło ją, jak to możliwe, że w kraju, którego mieszkańcy w przeważającej mierze deklarują się jako katolicy, wybiera się tak silną reprezentację posłów otwarcie mówiących o konieczności zliberalizowania prawa już funkcjonującego. Dostało się wreszcie Kościołowi za to, że niedostatecznie głośno upomina się o godność nienarodzonych dzieci.

Tu drobne uzupełnienie na marginesie. W przemówieniu Abby Johnson aborcja pojawiała się w zasadzie równolegle z eutanazją. Abby położyła nacisk na ich wzajemne warunkowanie się. Mówiła o tym, jak w krajach, gdzie panuje liberalny stosunek do aborcji - także w USA - coraz silniej występuje presja na to, ażeby ludzie starsi i chorzy dobrowolnie zabiegali o śmierć. Nie wiem, czy w tym wypadku na miejscu jest mówić o satysfakcji, ale owszem, poczułem ją. To, że między tymi zjawiskami zachodzi związek przyczynowo-skutkowy, jest dla mnie od dawna oczywiste.

Natomiast zmroziło mnie, gdy opowiadała, że po jednym ze spotkań podeszła do niej grupka położnych i zwierzyła się jej ze stosowanych w niektórych szpitalach praktyk wobec legalnie abortowanych dzieci. Rzekomo zdarza się, że są one topione w pojemnikach z chemikaliami. Nie sprecyzowała, czy chodziło o zwłoki, czy o żywe dzieci, ale nie omieszkała dodać, że to się dzieje w naszym katolickim - z akcentem na katolicki - kraju. A co więcej, te położne podobno usiłowały w tej sprawie interweniować w sejmie, ale zostały odprawione z kwitkiem. Miała je również dotknąć cenzura ze strony niektórych mediów określających się mianem katolickich.

Ciężko mi się tego słuchało. To prawda, że nie padły żadne nazwiska ani nazwy konkretnych partii czy redakcji. Prawdą jest jednak również i to, że skrytykowany przez Abby kompromis istnieje i że z czysto moralnego, a nie politycznego, punktu widzenia jawi się jako co najmniej śliski, o czym coraz głośniej mówią u nas osoby zaangażowane w ruch pro-life i rozczarowane postawą zarówno polityków, jak i hierarchów. Muszę się ponadto z nią zgodzić w tym, że nie traktowanie aborcji jako zwykłego morderstwa nawet przez wielu ludzi wierzących w sporej mierze wynika z panującego wokół tego tematu milczenia.

Z kościoła wyszedłem przygnębiony i z refleksją, że jeżeli rzeczywiście mamy być źródłem tej iskry z widzeń Faustyny Kowalskiej, to przed nami jeszcze gigantyczna praca do wykonania. I bynajmniej nie będzie to praca polityczna, lecz o wiele bardziej podstawowa. To trochę jak z tym fragmentem Kazania na Górze z Mateusza, który nazajutrz był czytany na mszach - tym, w którym Jezus poucza, że "nie będziesz zabijał" nie oznacza jedynie fizycznego pozbawienia życia człowieka, a "nie będziesz fałszywie przysięgał" należałoby w ogóle skasować, bo "tak" ma oznaczać tak, a "nie" - nie, a co nadto jest, od złego pochodzi.

Wracając później tramwajem do centrum, roztrząsałem, jak bardzo sam bym chciał osiągnąć taki stopień wewnętrznej spójności i jak mi do tego daleko. Dowodów na to dostarcza mi w zasadzie każdy dzień. I nawet nie chodzi o aborcję, ale w ogóle o wszystko. O postawę wobec setek rozmaitych spraw, w których tak niezmiernie łatwo wyrażać bezkompromisowe oceny, gdy nie kosztuje to więcej niż słowa. Gorzej, gdy trzeba wyciągnąć z owych słów jakieś realne konsekwencje.

Marcin Królik


 

Polecane