Marcin Horała: Nikomu na świecie nie zależy na tym, żeby Polska była super silna i super bogata.
Co musisz wiedzieć:
- Zdaniem rozmówcy, prezydent Karol Nawrocki ma konstytucyjnie silną pozycję w procesie stanowienia prawa, a Rada Parlamentarzystów ma być roboczym, ponadpartyjnym zapleczem dla jego aktywnej prezydentury.
- Marcin Horała diagnozuje, że Polska stoi na progu „pułapki średniego rozwoju” i musi przejść od biernego naśladowania Zachodu do długofalowej, podmiotowej strategii rozwojowej, nawet w kontrze do Unii Europejskiej.
- Według niego prawa CPK pokazuje, że presja społeczna może wymusić zmianę decyzji władzy, a zachowanie projektu jest kluczowe dla przyszłego skoku cywilizacyjnego kraju.
Aktywna prezydentura
Agnieszka Żurek (Tygodnik Solidarność): W styczniu br. został Pan powołany w skład Rady Parlamentarzystów przy Prezydencie PR. Czym będzie zajmować się to ciało doradcze?
Marcin Horała (poseł, członek Rady Parlamentarzystów przy Prezydencie RP): Panu prezydentowi zależy na tym, żeby w Radzie były reprezentowane możliwie szeroko różne poglądy, wrażliwości i opcje polityczne. Zaprosił do niej parlamentarzystów, z którymi chce współpracować, bo ich zna i ceni albo nie zna, ale chciałby poznać z uwagi na ich dokonania w działalności publicznej i posiadanie przez nich określonych kompetencji. Rada ma być ciałem roboczym, w którym będziemy działać trochę poza trybem spotkań partyjnych. Pan prezydent będzie mógł na forum Rady zapytać o nasze opinie w konkretnych sprawach podczas przygotowywania własnych projektów. Będzie mógł zasięgnąć opinii osób o poglądach lewicowych, prawicowych czy centrowych, a zarazem będzie to działało także w drugą stronę – parlamentarzyści reprezentujący różne środowiska będą dzięki Radzie posiadali bezpośredni kanał komunikacyjny z prezydentem i będą mogli przedstawiać mu swoje pomysły.
Troszkę chyba zapomnieliśmy o tym, że prezydent RP ma szerokie uprawnienia konstytucyjne, z których może i powinien korzystać. Przywykliśmy do uznawania prezydenckiego prawa weta za jakieś nadzwyczajne rozwiązanie, z którego głowa państwa może korzystać jedynie w wyjątkowych okolicznościach.
– A nie jest tak?
– Nie, weto prezydenckie jest taką samą instytucją konstytucyjną jak np. poprawki Senatu do ustawy albo odrzucenie ustawy przez izbę wyższą parlamentu. Senat, odrzucając daną ustawę, nie musi się z tego jakoś szczególnie tłumaczyć. Tak samo powinno być w przypadku weta prezydenckiego.
– Z którego obecny prezydent chętnie korzysta.
– Prezydent Karol Nawrocki pokazuje, że prezydentura może być aktywna, bardziej aktywna niż prezydentura wielu jego poprzedników. I nie można nawet powiedzieć, że prezydent rozpycha się w konstytucyjnych prerogatywach, jak czynił to kiedyś Lech Wałęsa. Karol Nawrocki po prostu z nich korzysta, działa w ich ramach. Według polskiej konstytucji prezydent jest tak naprawdę drugim najważniejszym organem w procesie legislacyjnym. Ma dużo większe uprawnienia niż rząd, bo rząd ma tylko inicjatywę ustawodawczą. Prezydent także ją ma, ale z kolei rząd w żaden sposób nie może blokować ustaw. Pozycja prezydenta jest także silniejsza niż pozycja Senatu, ponieważ jeżeli Senat odrzuci ustawę, to przywrócić może ją Sejm zwykłą większością głosów. W przypadku weta prezydenta musi to być już większość kwalifikowana.
Trudno zatem, żeby drugi najważniejszy organ konstytucyjny w procesie legislacyjnym się z niego dobrowolnie wypisywał, zamiast aktywnie w nim uczestniczyć, między innymi będąc w roboczym kontakcie z pewną grupą parlamentarzystów.
- Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej
- NFZ wydał pilny komunikat
- Komunikat dla mieszkańców Lublina
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Szokujące relacje ks. Olszewskiego. Proces Funduszu Sprawiedliwości
- Gwiazda TVN przeszła do TVP. Będzie miała własny program
- Polskie szkoły muszą zaakceptować ideologię gender. Jest wyrok sądu
- "Nadajecie się tylko do tępienia ludzi!". Pracownicy Silesii pikietowali w obronie miejsc pracy
Wydłużyć horyzont działań
– Ponadpartyjna Rada przy prezydencie ma być krokiem w stronę odejścia od polaryzacji polskiej sceny politycznej?
– Przyszłość pokaże, czy tak się stanie, ale myślę, że istnieje na to szansa, może nie tyle za sprawą powołania Rady Parlamentarzystów, ale dzięki całemu szeregowi działań podejmowanych przez prezydenta. Każda głowa państwa staje po wyborach przed dylematem związanym z chęcią wypełnienia obietnic wyborczych, a zarazem z pragnieniem bycia prezydentem całego kraju. Prezydent wszystkich Polaków, który rozumiałby to hasło dosłownie, musiałby jednak nic nie robić, żeby nikogo nie zawieść. Zawsze przecież znajdą się ludzie, którym dana inicjatywa ustawodawcza czy też weto w określonej sprawie nie będą się podobać. Trzeba więc znaleźć gdzieś złoty środek pomiędzy realizowaniem programu, z którym szło się do wyborów, a próbą budowania szerszego porozumienia wokół określonych spraw i projektów.
Moim zdaniem po pół roku prezydentury Karola Nawrockiego można stwierdzić, że udaje mu się osiągać tę równowagę. Prezydent oczywiście ma swoje poglądy i określony kierunek prowadzenia polityki, ale jednocześnie cały czas jest otwarty na rozmowę, słucha różnych argumentów, a do swoich racji przekonuje chyba skutecznie, bo obecnie cieszy się wyraźnie większym poparciem niż to, które uzyskał w wyborach.
Współczesną chorobą – nie tylko w Polsce, ale we wszystkich chyba zachodnich demokracjach – jest bardzo krótki horyzont działań politycznych. To już nawet nie jest kadencja, to czasem są 24 godziny. Dzisiaj wrzucimy do mediów społecznościowych rolkę, która będzie miała zasięgi, a jutro jakąś inną i na tym opiera się „dialog” z opinią publiczną. Prezydent jako osoba, która ma nieco dłuższą kadencję niż parlament i nieco dłuższą perspektywę, powinien być czynnikiem trochę stabilizującym państwo. Rada Parlamentarzystów przy Prezydencie RP ma szansę stać się miejscem refleksji może nad bardzo ważnymi, a zarazem długofalowymi zagadnieniami i projektami.
– Takimi jak CPK?
– CPK to chyba największy w ostatnich latach sukces społeczeństwa obywatelskiego, które ewidentnie przymusiło rządzących do zmiany decyzji. Chyba wszystkie partie rządzącej koalicji zapowiadały likwidację tego projektu. Oczywiście najgłośniej protestowała w tej sprawie Platforma Obywatelska, mówiąc o tym, że idea CPK to przejaw megalomanii i żerowania na ludzkiej krzywdzie. A mimo to po wyborach została przeprowadzona w partii kalkulacja polityczna, z której wynikało, że jeśli Platforma zdecyduje się na likwidację tego projektu, straty wizerunkowe będą zbyt duże.
Mobilizacja społeczna zatem spowodowała, że – ewidentnie wbrew sobie – Donald Tusk i jego ekipa musieli odstąpić od planu likwidacji CPK. Oczywiście nie byliby sobą, gdyby tak po prostu go kontynuowali i gdyby w ten sposób przyznali, że ci przebrzydli PiS-owcy mieli rację. Musieli więc przy tym projekcie sporo namieszać, ale już sam fakt, że spółka CPK nadal istnieje, stanowi dużą korzyść, ponieważ w mocy pozostają różne decyzje administracyjne, umowy, pozwolenia itd. Po zmianie rządu na taki, który będzie chciał realizować ten projekt w jego pełnej wersji, będzie dzięki temu łatwiej działać od momentu, w którym się wcześniej przerwało, a nie zaczynać znowu od zera.
– A co z rozwojem gospodarczym Polski?
– Polska znalazła się w tej kwestii w przełomowym momencie, bo do tej pory rozwijaliśmy się bardzo szybko i jest to – w skali makro – ogromny sukces w naszym kraju, ale obecnie – paradoksalnie – hamujemy właśnie z tego powodu, ponieważ już nie mieścimy się w dotychczasowej lidze, a wejście do wyższej nas jeszcze przerasta. Dwa czy trzy lata temu opublikowano raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), z którego wynikało, że Polska była drugim najszybciej rozwijającym się krajem świata po 1990 roku, po Chinach. Znacząco wyprzedziliśmy kraje regionu i znacząco nadrobiliśmy dystans do Europy Zachodniej. Kiedy przystępowaliśmy do Unii, PKB na głowę mieszkańca w Polsce to była mniej więcej połowa średniej Unii. Teraz to jest ponad 80%. Wyprzedziliśmy dwa już kraje starej Unii – Grecję i Portugalię – i zbliżamy się do Hiszpanii.
Rozwój naszego kraju dział się w dużej mierze nie za sprawą działań rządzących, ale obok nich. Miały na to wpływ czynniki demograficzne, ogólnoświatowe trendy, długi okres pokoju, wolnego handlu itd. Polska sfera publiczna z kolei niemal całkowicie abdykowała z samodzielnego namysłu strategicznego, przyjmując założenie, że jeśli wstąpimy do Unii Europejskiej i będziemy robić tam to, co nam każą, to będzie z tego dobrobyt. Analogicznie – wstąpimy do NATO i będziemy robić tam to, co nam każą – zapewnimy sobie bezpieczeństwo. To jest myślenie krótkowzroczne i coraz wyraźniej to widzimy. Warunki na świecie się zmieniają, jest coraz trudniej, więc musimy projektować swój rozwój w sposób podmiotowy. Często w kontrze do instytucji unijnych, w kontrze do Europy Zachodniej. Nikt za nas tego nie zrobi, bo absolutnie nikomu na świecie nie zależy na tym, żeby Polska była super silna i super bogata. Powinno na tym zależeć przynajmniej nam.
BIO:
Marcin Michał Horała jest posłem Prawa i Sprawiedliwości, a także członkiem Rady Parlamentarzystów przy Prezydencie RP. W latach 2019–2023 był pełnomocnikiem rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP, w latach 2019–2022 był sekretarzem stanu w Ministerstwie Infrastruktury, w latach 2022–2023 – sekretarzem stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.




