Przegląd prasy niemieckiej Mariana Panica: Kordon prawicowych większości rządowych od Polski po Austrię

- Niestety, po wyborach w Austrii i Czechach ów izolacjonizm stanie się przypuszczalnie jeszcze większym problemem, gdyż mamy już dzisiaj do czynienia z istnym kordonem prawicowych większości rządowych, rozciągającym się od Polski, poprzez Czechy i Słowację aż po Węgry i Austrię. Dlatego tym bardziej  potrzebują dziś Niemcy takiego ministra spraw zagranicznych, który również dla tych krajów okaże się gotowym i zdolnym do rozmów partnerem - czytamy w Tagespiegel
/ screen YouTube
Rozpoczynanie przeglądu niemieckiej prasy od dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung wydaje się czymś ze wszech miar uzasadnionym i naturalnym, wszak dziennik ten uchodzi za najbardziej poważny i opiniotwórczy spośród wszystkich niemieckich gazet. My, Polacy, mieliśmy się już okazję przekonać się co p jej powadze i rzetelności. Nie dalej jak dwa tygodnie temu szacowna ta gazeta wydrukowała na przykład niewiarygodnie wręcz załgany tekst na temat sytuacji w Polsce, bazujący na opowieści jakiegoś sfrustrowanego "polskiego" projektanta mody, mieszkającego na stałe w Berlinie. W tym tygodniu natomiast - zresztą już nie po raz pierwszy  - głosu udzieliła słynnemu niemieckiemu błaznowi i - uwaga! - eurodeputowanemu, Martinowi Sonnebornowi:

FAZ: Pomysł wystawienia kandydatury pańskiego ojca na prezydenta republiki miał podobno wpaść panu do głowy w dniu, w którym Donald Trump uczynił swojego syna swym doradcą. Czy liczył pan również na jakąś eksponowaną pozycję przy ojcu?

Sonnenborn: Nie, skądże znowu. Ja mam w Brukseli całkiem dobrą pozycję jako eurodeputowany i pracuję z sukcesem nad pomniejszeniem Unii Europejskiej. (...) Moja misja nie jest jeszcze zakończona. Anglicy co prawda już wylatują z hukiem - tyle już osiągnąłem -  ale pracuję oczywiście nadal.  Chcę aby wszystkie te niepoczytalne, wschodnioeuropejskie pseudodemokratyczne twory opuściły czym prędzej Unię. Obecnie piłuję gałąź, na której siedzą Polska i Węgry. 


Zostawmy "poważną i opiniotwórczą" gazetę i zacznijmy tym razem do innej. Zaproponuję na początek co prawda również wywiad, choć tym razem z kimś poważnym, mianowicie z pisarzem, oczywiście mocno lewicowym, gdyż tylko takim udziela głosu lewicowa Tagespiegel. Jest to wywiad z mieszkającym w Serbii pisarzem węgierskiego pochodzenia, Lászlo Végelem, stypendystą berlińskiej "DAAD-Künstlerprogramms". Oto krótki fragment:

Tagespiegel: Jak pan widzi pozycję pisarza pochodzącego z środkowo-europejskiego kręgu w dzisiejszych europejskich ramach? Jak blisko pozostają oni dzisiaj, albo jak bardzo się już oddalili od koncepcji Danilo Kiša czy Milana Kundery?

Lászlo Végel: (...) Najnowsze wydarzenia w Europie Środkowej rewidują tezę Milana Kundery, że to Rosjanie zniewolili ten region Europy. Nie, po upadku Muru Berlińskiego Europa Środkowa sama postanowiła kontynuować Jałtę zgodnie z jakąś nową wyimaginowaną linią. Stalin by się uśmiał, a Putin także może być bardzo zadowolony, gdyż jego idee podbiły ten region Europy bez rosyjskich bagnetów. W tej części kontynentu prawicowy ekstremizm jest najsilniej rozwinięty, podobnie jak cały ten populizm, a tak zwane mieszczaństwo przy każdych wolnych wyborach szuka sobie nowego silnego przywódcę. Metody dyktatorskie przy narodzinach miękkiego totalitaryzmu nie są wcale potrzebne. W międzyczasie nowa klasa panująca Europy Środkowej przejęła i opanowała z sukcesem zasady zachodniego marketingu i zintegrowała również tak zwaną intelektualną opozycję. W tym także  pisarzy. Ową "narodową drużynę" tworzą dziś również pisarze, którzy co prawda są u tej władzy nieco podpadnięci, ale w swoich europejskich wystąpieniach korzystają ze wsparcia narodowych instytucji. Wszelka rebelia jest skutecznie tłumiona. Pisarzy denerwują może pojedynczy politycy, ale system jako całość nie stanowi już dla nich problemu. 


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Przechodząc do tematyki stricte niemieckiej zaproponuję tekst z tej samej wysokonakładowej Tagespiegel, przy której zresztą postanowiłem zatrzymać się dzisiaj nieco dłużej. W artykule pt: "Między chlubą a blamażem" gazeta ta zastanawia się nad rolą przyszłego niemieckiego ministra spraw zagranicznych - oczywiście ujmując to w szerokim europejskim kontekście, bo tylko tak dziś funkcjonuje niemiecka polityka. 

"Od czasu gdy prezydent Macron wezwał do objęcia przywódczej roli w Europie (przez  Francję i Niemcy) z Berlina wciąż nie usłyszeliśmy jednoznaczenj odpowiedzi. Jeśli nie pojawi się ona ze strony pani kanclerz, wówczas oczy wszystkich skierowane zostaną na przyszłego ministra spraw zagranicznych.

(...) Już samo to wyjaśnia, dlaczego zarówno Zieloni jak i FDP (jako przyszli koalicjanci rządowi) tak chętnie widzieliby swojego człowieka na tym urzędzie. W sytuacji gdy istnieje wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa Unii Europejskiej, rola krajowego ministra spraw zagranicznych z pozoru wydaje się nie tak istotna, jednak w rzeczywistości, począwszy od 2009, czyli od Traktatu Lizbońskiego, jeszcze w większym stopniu niż za jej poprzednika, czyli Traktatu z Maastrich, polityka zagraniczna i bezpieczeństwa wspólnoty kształtowana jest przez Radę Europejską, czyli szczyt przywódców państw i rządów Unii, który odbywa się dwa razy w rok. To na nim omawiane są zasady tejże wspólnej polityki zagranicznej. I jak wiadomo, gremium to nie jest specjalnie zainteresowanie słuchaniem tego, co ma do powiedzenia Komisja Europejska czy też wysoka przedstawicielka Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Federica Mogherini.  (...)

W praktyce szefowie rządów nie są w stanie, choćby z przyczyn czysto czasowych, tejże polityki zagranicznej Unii należycie kształtować, znajdywać dla niej wciąż nowe drogi. (...) A ponieważ świat nie ogranicza się jedynie do Unii Europejskiej, lecz składa się ze 170 innych państw, które swoją politykę zagraniczną oddają w ręce doświadczonych szefów dyplomacji, to pozostaje duża przestrzeń dla indywidualnego  podejścia. Do tego dochodzą specyficzne priorytety niemieckiej polityki zagranicznej. Na przykład relacji z Izraelem żaden niemiecki rząd z pewnością nie pozostawi w gestii owej wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unii (WPZiB). Podobnie gdy chodzi o kontakty z Rosją i Stanami Zjednoczonymi, które dla Niemiec odgrywać będą zawsze rolę szczególną i specyficzną. Odpowiedzialność Niemiec, jako tej największej potęgi gospodarczej, za losy Europy jest więc szczególna i Niemcy muszą jej sprostać. Jest to ten rodzaj obowiązku, którego nie da się wypełnić ani poprzez politykę wyczekiwania, ani też przy pomocy gromkich słów. Tymczasem  od momentu, gdy prezydent Macron wezwał niemiecko-francuskie partnerstwo do objęcia przywódczej roli w Europie, z Berlina wciąż brakuje jasnej odpowiedzi. Jeśli nie pojawi się ona ze strony pani kanclerz, wówczas rolą przyszłego ministra spraw zagranicznych będzie rozpoznanie, gdzie istnieją owe wspólne cele. Tymczasem, jak na razie, w kwestii tego, na co Niemcy mogą i muszą pozwolić, a na co nie, przyszli partnerzy koalicyjni, w szczególności Zieloni i FDP są od siebie bardzo oddaleni, nie wspominając już o CSU.

A jak problematyczne byłoby takie pójście własną egoistyczną drogą pokazuje choćby kryzys uchodźczy z roku 2015. Tamtemu motywowanemu względami humanitarnymi, tymczasowemu otwarciu granic nie towarzyszyło szybkie porozumienie z partnerami unijnymi. Z tego powodu Niemcy cierpią do dziś.
 
Niestety, po wyborach w Austrii i Czechach ów izolacjonizm stanie się przypuszczalnie jeszcze większym problemem, gdyż mamy już dzisiaj do czynienia z istnym kordonem prawicowych większości rządowych, rozciągającym się od Polski, poprzez Czechy i Słowację aż po Węgry i Austrię. Dlatego tym bardziej  potrzebują dziś Niemcy takiego ministra spraw zagranicznych, który również dla tych krajów okaże się gotowym i zdolnym do rozmów partnerem. (...)


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Gazeta podejmuje również temat zabójstwa dziennikarki na Malcie, oczywiście porównując tę sytuację do tego, z czym mamy obecnie do czynienia w Polsce. Pisze między innymi tak:

(...) Zamach na dziennikarkę zmobilizował europejskich parlamentarzystów do protestów przeciwko premierowi Muscatowi i jego rządowi.  Daniel Caspary, szef niemieckich eurodeputowanych z ramienia CDU/CSU domaga się międzynarodowego śledztwa w tej sprawie. Maltańska administracja nie jest bowiem w stanie poradzić sobie z wyjaśnieniem tego morderstwa - twierdzi niemiecki eurodeputowany. "Komisja Europejska musi się włączyć. Jeśli jednak rząd maltański tego rodzaju pomoc międzynarodową odrzuci, wówczas będzie to bardzo czytelny znak" - uważa  Caspary i apeluje do Komisji Europejskiej, aby ta nie stosowała podwójnej miary. Bo podczas gdy wobec Polski Komisja Europejska słusznie wdrożyła już procedury kontrolne w celu ochrony praworządności w tym kraju, w przypadku Malty zachowuje się jak dotąd zupełnie bezczynnie. (...)


Kolejna organizacja międzynarodowa wezwała do zastosowania sankcji unijnych wobec Polski, co oczywiście z wielką satysfakcją odnotował ten mocno zaangażowany w sprawy polskie (podobnie zresztą jak i wszystkie inne niemieckie media) wysokonakładowy berliński dziennik.

Międzynarodowa organizacja praw człowieka Human Rights Watch (HRW), w związku z premanentynym łamaniem zasad państwa prawa, domaga się wobec Polski wdrożenia procedury mającej na celu odebranie jej prawa głosu w Unii Europejskiej. Po tym jak dialog między Komisją Europejską a narodowo-konserwtywnym polskim rządem w ostatnich dwóch latach nie przyniósł żadnych rezultatów, instytucje unijne przy wsparciu  krajów człokowskich muszą wykorzystać wszystkie swoje uprawnienia i przystąpić do zastosowania artykułu 7 Traktatu Unii - powiedziała we wtorek w Berlinie ekspertka HRV na Europę Wschodnią, Lydia Gall. 


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Czasami, choć nie tak znów często, w niemieckich mediach pojawiają się też artykuły ujawniające gigantyczne afery w niemieckich koncernach czy bankach. Tym razem odważyła się na to stacja n-tv, podejmując temat Deutsche Banku, który miał jakoby zajmować się praniem brudnych pieniędzy rosyjskich oligarchów związanych blisko z Putinem.

Na początku sprawa wyglądała na jeden z wielu licznych ostatnio skandali wokół Deutsche Bank, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. W czerwcu tego rogu pojawiły się jednak informacje, że ta niemiecka instytucja finansowa  wyprała niemal 6 mld dolarów rosyjskich oligarchów. Historia ta wpisuje się zresztą w cały szereg różnorakich afer związanych z przekrętami, oszustwami i manipulacjami, które już tak od kilku lat wstrząsają tym bankiem. Jednak obecna afera może się okazać tą numer jeden. Włączony w to od pewnego czasu amerykański wymiar sprawiedliwości postanowił bowiem znacznie rozszerzyć zakres swojego śledztwa - o czym donosi brytyjski "Financial Times" (FT). Gdyż prawdopodobnie tym razem owe interesy z Moskwą mogły prowadzić do obejścia amerykańskich sankcji nałożonych nas Rosję w związku z wojną na wschodniej Ukrainie. I prawdopodobnie DB pomagał jednym z najbliższych zaufanych Putina w praniu brudnych pieniądze. Przy geszeftach z ładunkiem politycznym amerykańska iustitia nie zna bowiem żartów. Przypomnieć wypada, że w 2014 doprowadziła francuski BNP Paribas, w związku z jego nielegalnymi interesami z Iranem, do kary w wysokości 1 mld dolarów.

Obecnie w centrum uwagi amerykańskich śledczych stoi tak zwana "Mirror Trades". Rosyjscy klienci kupowali mianowicie poprzez moskiewski oddział Deutsche Bank akcje w rublach i sprzedawali je ponownie w Londynie już za dolary. Śledczy sprawdzają, czy owi klienci przy pomocy tychże operacji nie wyprowadzali nielegalnie z kraju ogromnych sum pieniędzy. Dzięki zmianie waluty mogło bowiem następować zatarcie wszelkich śladów. A ponieważ operacje te przeprowadzone były po części poprzez system finansowy Stanów Zjednoczonych, włączyć się ma do tego prawo amerykańska prokuratura.
Dalej niemiecko-języczna stacja informuje o tym, że jednymi z najważniejszych rosyjskich klientów DB byli bliscy zaufani Putina, wśród nich bracia Arkadij i Borys Rotenbergowie. Do nich należy bowiem między innymi bank SMP oraz przede wszystkim koncern Strojgazmontaż - jedno z najważniejszych przedsiębiorstw budowlanych  związanych z realizacją projektów Gazpromu, w tym także Nord-Stream.

Ciekawy jest tutaj również "wątek sportowy". Stacja, powołując się na FT, pisze mianowicie, iż:

Arkadij jest dla Putina wieloletnim partnerem judo i wiceprzewodniczącym Rosyjskiej Federacji Judo.  Borys zaś jest szefem klubu Dynamo Moskwa. Obaj, podobnie jak Putin, pochodzą z Leningradu. A ponadto Rotenbergowie należą do grona 20 rosyjskich oficjeli i oligarchów, którzy po aneksji Krymu w marcu 2014 od razu znaleźli się na amerykańskiej liście sankcyjnej.


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Od czasu do czasu, choć jeszcze rzadziej, niemieckie media próbują też dla omiany napisać coś pozytywnego o Polsce. Przychodzi im to co prawda z dużym wysiłkiem, ale jednak próbują. I co ciekawe, te pozytywne aspekty znajdują akurat tam, gdzie my, Polacy, raczej byśmy się nie spodziewali. Na przykład, okazuje się, że w oczach niemieckich urlopowiczów jesteśmy "rajem dla wegetarian", i to we wszelkich ich odmianach. A Warszawa, według jakichś tam światowych rankingów, znajduje się podobno na trzecim miejscu wśród najbardziej przyjaznych wegetarianom i weganom miast na świecie. Tak przynajmniej pisze w Süddeutsche Zeitung autorka kulinarno-krajoznawczego reportażu z Polski, pani Esther Widmann. 

Faktycznie, wygląda na to, że jesteśmy dla nich tym rajem, i to wbrew owej wojnie, jaką wegetarianom i cyklistom wypowiedział był kiedyś min. Waszczykowski, a o czym autorka tego reportażu nie omieszkała oczywiście wspomnieć, manipulując słowami ministra. I przynajmniej od tego momentu wiemy już, czemu tak naprawdę miałby służyć ten rzekomy reportaż? Bo też w istocie nie chodzi w nim wcale aż tak bardzo o informacje dla niemieckich wegetarian odwiedzających Polskę, lecz o przypomnienie, że Polska znajduje się aktualnie pod rządami nacjonalistycznego i autorytarnego reżimu. No ale są na szczęście w Polsce wyspy wolności, takie jak na przykład Breslau, który teraz nazywa się Wrocław (wymawiane jako Wrotzwaff). Tutaj dzięki wielowiekowym niemieckim tradycjom, a także - a może nawet przede wszystkim -  dzięki charyzmatycznemu i nieugiętemu prezydentowi Rafałowi Dutkiewiczowi można oddychać wolnością, różnorodnością i otwartością na świat. Krótki cytat:

"Wrocław w dużej części został po wojnie odbudowany, a jego dawne piękno przywrócone. Jednak miasto to nie robi wrażenia trwania w przeszłości. Przeciwnie, wypełnia je młodość. Ci otwarci młodzi ludzie świętują tutaj i się cieszą, pomimo że kraj rządzony jest przez coraz bardziej nacjonalistyczną i autorytarną władzę. Być może świętują również dlatego, że mają bardzo proeuropejskiego prezydenta Rafała Franciszka Dutkiewicza. Większość wrocławian popiera jego liberalną, otwartą na świat politykę i już trzykrotnie został przez nich wybrany". (...)

Wcześniej jednak autorka owego kulinarno-podróżniczego reportażu odwiedziła Poznań i ku nie tylko pewnie mojemu zdumieniu niczego takiego tam nie zauważyła. Nie zauważyła i nie doceniła wysiłków prezydenta Jaśkowiaka i w ogóle stwierdziła, że miasto to jest do odhaczenia turystycznie w niecały jeden dzień. A najeść się wegetariańsko i wegańsko, owszem, można - w barze mlecznym na rynku, tyle, że obsługa nie mówi po angielsku.

#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Na koniec powrócę jeszcze do Frankfurter Allgemeine. Gazeta ta pisze bowiem o wystawie w Niemieckim Muzeum Historycznym (Deutsches Historisches Museum) w Berlinie, poświęconej przypadającej w tym roku 100 rocznicy rewolucji bolszewickiej w Rosji. I nie ma w tym akurat nic dziwnego, przeciwnie, byłoby raczej dziwne, gdyby tej rocznicy w Niemczech w taki czy inny sposób nie uczczono. Znana jest przecież niemiecka słabość do Rosji, a także - o czym warto pamiętać - wcale niebagatelny wkład Niemców do tejże "rewolucji". Przypomnieć wystarczy choćby zasługi Fritza Plattena, który zorganizował słynny przejazd Lenina ze Szwajcarii do Rosji. Co prawda na wystawie o tym akurat nie wspomniano, choć w tekście w FAZ znalazła się o tym krótka wzmianka. Ale pojawia się tam, a jakże, motyw "polskiego antysemityzmu".

(...) O jubileuszu Rewolucji opowiadają też Muzea w Moskwie i Sankt Petersburgu, przedstawiając swoją własną wersję wydarzeń. Berlińska wystawa miałaby oczywiście prawo akcentować niemiecką perspektywę, ale z niej zrezygnowała. Dramat pierwszej niemieckiej demokracji wypełnia tylko jeden z sześciu gabinetów poświęconych skutkom tejże rewolucji dla całej Europy. Ciekawe jest natomiast przedstawienie udziału antysemickich stereotypów w propagandzie nienawiści w poszczególnych europejskich krajach. W Polsce, która zresztą wkrótce zmuszona została walczyć przeciwko Armii czerwonej o swoją egzystencję, była ona najsilniejsza. Najsłabsza była natomiast w Anglii, a Republika Weimarska pozycjonuje się w tym zestawieniu gdzieś pośrodku. (...)


 

POLECANE
Lewandowski coraz bliżej legend. Kolejny gol w Lidze Mistrzów z ostatniej chwili
Lewandowski coraz bliżej legend. Kolejny gol w Lidze Mistrzów

Piłkarz Barcelony Robert Lewandowski zdobył bramkę w 48. minucie meczu przed własną publicznością z FC Kopenhaga w 8., ostatniej kolejce fazy ligowej Ligi Mistrzów. Po drugim w tym sezonie, a 107. w karierze golu Polaka jest remis 1:1.

Qatargate to przy tej aferze będzie pikuś tylko u nas
Qatargate to przy tej aferze będzie pikuś

„The house always wins” (po polsku: dom/kasyno zawsze wygrywa) to hazardowa maksyma oznaczająca, że w dłuższej perspektywie gry kasynowe są matematycznie zaprojektowane tak, aby zysk osiągał organizator (kasyno), a nie gracz. Wynika to z wbudowanej w gry przewagi statystycznej (przewagi kasyna), która gwarantuje domowi zysk, nawet jeśli pojedynczy gracze wygrywają. Zwrot ten idealnie oddaje schemat działania jednej z największych i jednocześnie korupcjogennych maszyn ustawionego zysku, czyli Unii Europejskiej.

Komunikat dla mieszkańców Gdańska Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Gdańska

W minionym roku z Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku skorzystało prawie 7,4 mln podróżnych, co oznacza wzrost o ponad 10 proc. w porównaniu z rokiem 2024 - podały władze lotniska.

Problemy Świątek na korcie. Ekspert ujawnia przyczyny słabszej gry Wiadomości
Problemy Świątek na korcie. Ekspert ujawnia przyczyny słabszej gry

Na tegorocznym Australian Open 2026 Iga Świątek zakończyła rywalizację na ćwierćfinale, przegrywając w dwóch setach z Jeleną Rybakiną. To kolejny sygnał, że polska tenisistka w ostatnich miesiącach ma problemy z wygrywaniem z czołowymi zawodniczkami WTA.

I po krzyku. Joanna Jędrzejczyk podzieliła się wiadomością ze szpitala Wiadomości
"I po krzyku". Joanna Jędrzejczyk podzieliła się wiadomością ze szpitala

Joanna Jędrzejczyk, pierwsza Polka w organizacji UFC, nie przestaje zaskakiwać. Choć oficjalnie zakończyła karierę w 2022 roku, jej grafik wciąż pozostaje napięty, a sport i zdrowie pozostają dla niej priorytetem. W ostatnich dniach fani mogli zobaczyć byłą mistrzynię w mediach społecznościowych… prosto ze szpitala.

Pałac Buckingham: Nowe kłopoty księcia Williama Wiadomości
Pałac Buckingham: Nowe kłopoty księcia Williama

Książę William stoi przed nowymi wyzwaniami – zarówno osobistymi, jak i finansowymi. W mediach głośno było w styczniu o jego reakcji na rzekomy przyjazd Meghan Markle do Wielkiej Brytanii. Podobno zatrudnił w tym celu ekspertkę ds. kryzysów, Lizę Ravenscroft, aby przygotować się na potencjalne napięcia i ochronić reputację rodziny królewskiej. „Każdy ruch następcy tronu jest uważnie obserwowany” – podaje „The Mirror”.

Coraz więcej Polaków ocenia sytuację w kraju negatywnie. Sondaż pilne
Coraz więcej Polaków ocenia sytuację w kraju negatywnie. Sondaż

Coraz więcej Polaków ma pesymistyczne spojrzenie na kierunek zmian w kraju. Najnowszy sondaż CBOS pokazuje, że niemal połowa badanych uważa, iż sytuacja w Polsce zmierza w złym kierunku, a optymistów jest wyraźnie mniej.

UE szykuje rewolucję w segregacji śmieci. Postawi nawet 11 rodzajów pojemników pilne
UE szykuje rewolucję w segregacji śmieci. Postawi nawet 11 rodzajów pojemników

Bruksela chce położyć kres chaosowi przy pojemnikach na odpady, która ma panować w całej UE. Nowe unijne przepisy mają wprowadzić jednolite oznaczenia i kolory koszy w całej Wspólnocie, tak aby segregowanie było proste i jednakowe w każdym kraju.

Zdjęcie Polaka otrzymało wyróżnienie od NASA Wiadomości
Zdjęcie Polaka otrzymało wyróżnienie od NASA

Polska fotografia ponownie została doceniona przez NASA. We wtorek 27 stycznia astronomicznym zdjęciem dnia (APOD) wybrano ujęcie autorstwa Włodzimierza Bubaka, wykonane w Tatrach. To już drugie takie wyróżnienie dla tego fotografa.

Arktyczne mrozy nadciągają nad Polskę. Nocami nawet poniżej -25 stopni Wiadomości
Arktyczne mrozy nadciągają nad Polskę. Nocami nawet poniżej -25 stopni

Najchłodniejsze dni tej zimy są coraz bliżej. Synoptycy IMGW zapowiadają napływ bardzo mroźnego powietrza, które zakończy obecną odwilż i przyniesie silne spadki temperatur.

REKLAMA

Przegląd prasy niemieckiej Mariana Panica: Kordon prawicowych większości rządowych od Polski po Austrię

- Niestety, po wyborach w Austrii i Czechach ów izolacjonizm stanie się przypuszczalnie jeszcze większym problemem, gdyż mamy już dzisiaj do czynienia z istnym kordonem prawicowych większości rządowych, rozciągającym się od Polski, poprzez Czechy i Słowację aż po Węgry i Austrię. Dlatego tym bardziej  potrzebują dziś Niemcy takiego ministra spraw zagranicznych, który również dla tych krajów okaże się gotowym i zdolnym do rozmów partnerem - czytamy w Tagespiegel
/ screen YouTube
Rozpoczynanie przeglądu niemieckiej prasy od dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung wydaje się czymś ze wszech miar uzasadnionym i naturalnym, wszak dziennik ten uchodzi za najbardziej poważny i opiniotwórczy spośród wszystkich niemieckich gazet. My, Polacy, mieliśmy się już okazję przekonać się co p jej powadze i rzetelności. Nie dalej jak dwa tygodnie temu szacowna ta gazeta wydrukowała na przykład niewiarygodnie wręcz załgany tekst na temat sytuacji w Polsce, bazujący na opowieści jakiegoś sfrustrowanego "polskiego" projektanta mody, mieszkającego na stałe w Berlinie. W tym tygodniu natomiast - zresztą już nie po raz pierwszy  - głosu udzieliła słynnemu niemieckiemu błaznowi i - uwaga! - eurodeputowanemu, Martinowi Sonnebornowi:

FAZ: Pomysł wystawienia kandydatury pańskiego ojca na prezydenta republiki miał podobno wpaść panu do głowy w dniu, w którym Donald Trump uczynił swojego syna swym doradcą. Czy liczył pan również na jakąś eksponowaną pozycję przy ojcu?

Sonnenborn: Nie, skądże znowu. Ja mam w Brukseli całkiem dobrą pozycję jako eurodeputowany i pracuję z sukcesem nad pomniejszeniem Unii Europejskiej. (...) Moja misja nie jest jeszcze zakończona. Anglicy co prawda już wylatują z hukiem - tyle już osiągnąłem -  ale pracuję oczywiście nadal.  Chcę aby wszystkie te niepoczytalne, wschodnioeuropejskie pseudodemokratyczne twory opuściły czym prędzej Unię. Obecnie piłuję gałąź, na której siedzą Polska i Węgry. 


Zostawmy "poważną i opiniotwórczą" gazetę i zacznijmy tym razem do innej. Zaproponuję na początek co prawda również wywiad, choć tym razem z kimś poważnym, mianowicie z pisarzem, oczywiście mocno lewicowym, gdyż tylko takim udziela głosu lewicowa Tagespiegel. Jest to wywiad z mieszkającym w Serbii pisarzem węgierskiego pochodzenia, Lászlo Végelem, stypendystą berlińskiej "DAAD-Künstlerprogramms". Oto krótki fragment:

Tagespiegel: Jak pan widzi pozycję pisarza pochodzącego z środkowo-europejskiego kręgu w dzisiejszych europejskich ramach? Jak blisko pozostają oni dzisiaj, albo jak bardzo się już oddalili od koncepcji Danilo Kiša czy Milana Kundery?

Lászlo Végel: (...) Najnowsze wydarzenia w Europie Środkowej rewidują tezę Milana Kundery, że to Rosjanie zniewolili ten region Europy. Nie, po upadku Muru Berlińskiego Europa Środkowa sama postanowiła kontynuować Jałtę zgodnie z jakąś nową wyimaginowaną linią. Stalin by się uśmiał, a Putin także może być bardzo zadowolony, gdyż jego idee podbiły ten region Europy bez rosyjskich bagnetów. W tej części kontynentu prawicowy ekstremizm jest najsilniej rozwinięty, podobnie jak cały ten populizm, a tak zwane mieszczaństwo przy każdych wolnych wyborach szuka sobie nowego silnego przywódcę. Metody dyktatorskie przy narodzinach miękkiego totalitaryzmu nie są wcale potrzebne. W międzyczasie nowa klasa panująca Europy Środkowej przejęła i opanowała z sukcesem zasady zachodniego marketingu i zintegrowała również tak zwaną intelektualną opozycję. W tym także  pisarzy. Ową "narodową drużynę" tworzą dziś również pisarze, którzy co prawda są u tej władzy nieco podpadnięci, ale w swoich europejskich wystąpieniach korzystają ze wsparcia narodowych instytucji. Wszelka rebelia jest skutecznie tłumiona. Pisarzy denerwują może pojedynczy politycy, ale system jako całość nie stanowi już dla nich problemu. 


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Przechodząc do tematyki stricte niemieckiej zaproponuję tekst z tej samej wysokonakładowej Tagespiegel, przy której zresztą postanowiłem zatrzymać się dzisiaj nieco dłużej. W artykule pt: "Między chlubą a blamażem" gazeta ta zastanawia się nad rolą przyszłego niemieckiego ministra spraw zagranicznych - oczywiście ujmując to w szerokim europejskim kontekście, bo tylko tak dziś funkcjonuje niemiecka polityka. 

"Od czasu gdy prezydent Macron wezwał do objęcia przywódczej roli w Europie (przez  Francję i Niemcy) z Berlina wciąż nie usłyszeliśmy jednoznaczenj odpowiedzi. Jeśli nie pojawi się ona ze strony pani kanclerz, wówczas oczy wszystkich skierowane zostaną na przyszłego ministra spraw zagranicznych.

(...) Już samo to wyjaśnia, dlaczego zarówno Zieloni jak i FDP (jako przyszli koalicjanci rządowi) tak chętnie widzieliby swojego człowieka na tym urzędzie. W sytuacji gdy istnieje wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa Unii Europejskiej, rola krajowego ministra spraw zagranicznych z pozoru wydaje się nie tak istotna, jednak w rzeczywistości, począwszy od 2009, czyli od Traktatu Lizbońskiego, jeszcze w większym stopniu niż za jej poprzednika, czyli Traktatu z Maastrich, polityka zagraniczna i bezpieczeństwa wspólnoty kształtowana jest przez Radę Europejską, czyli szczyt przywódców państw i rządów Unii, który odbywa się dwa razy w rok. To na nim omawiane są zasady tejże wspólnej polityki zagranicznej. I jak wiadomo, gremium to nie jest specjalnie zainteresowanie słuchaniem tego, co ma do powiedzenia Komisja Europejska czy też wysoka przedstawicielka Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Federica Mogherini.  (...)

W praktyce szefowie rządów nie są w stanie, choćby z przyczyn czysto czasowych, tejże polityki zagranicznej Unii należycie kształtować, znajdywać dla niej wciąż nowe drogi. (...) A ponieważ świat nie ogranicza się jedynie do Unii Europejskiej, lecz składa się ze 170 innych państw, które swoją politykę zagraniczną oddają w ręce doświadczonych szefów dyplomacji, to pozostaje duża przestrzeń dla indywidualnego  podejścia. Do tego dochodzą specyficzne priorytety niemieckiej polityki zagranicznej. Na przykład relacji z Izraelem żaden niemiecki rząd z pewnością nie pozostawi w gestii owej wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unii (WPZiB). Podobnie gdy chodzi o kontakty z Rosją i Stanami Zjednoczonymi, które dla Niemiec odgrywać będą zawsze rolę szczególną i specyficzną. Odpowiedzialność Niemiec, jako tej największej potęgi gospodarczej, za losy Europy jest więc szczególna i Niemcy muszą jej sprostać. Jest to ten rodzaj obowiązku, którego nie da się wypełnić ani poprzez politykę wyczekiwania, ani też przy pomocy gromkich słów. Tymczasem  od momentu, gdy prezydent Macron wezwał niemiecko-francuskie partnerstwo do objęcia przywódczej roli w Europie, z Berlina wciąż brakuje jasnej odpowiedzi. Jeśli nie pojawi się ona ze strony pani kanclerz, wówczas rolą przyszłego ministra spraw zagranicznych będzie rozpoznanie, gdzie istnieją owe wspólne cele. Tymczasem, jak na razie, w kwestii tego, na co Niemcy mogą i muszą pozwolić, a na co nie, przyszli partnerzy koalicyjni, w szczególności Zieloni i FDP są od siebie bardzo oddaleni, nie wspominając już o CSU.

A jak problematyczne byłoby takie pójście własną egoistyczną drogą pokazuje choćby kryzys uchodźczy z roku 2015. Tamtemu motywowanemu względami humanitarnymi, tymczasowemu otwarciu granic nie towarzyszyło szybkie porozumienie z partnerami unijnymi. Z tego powodu Niemcy cierpią do dziś.
 
Niestety, po wyborach w Austrii i Czechach ów izolacjonizm stanie się przypuszczalnie jeszcze większym problemem, gdyż mamy już dzisiaj do czynienia z istnym kordonem prawicowych większości rządowych, rozciągającym się od Polski, poprzez Czechy i Słowację aż po Węgry i Austrię. Dlatego tym bardziej  potrzebują dziś Niemcy takiego ministra spraw zagranicznych, który również dla tych krajów okaże się gotowym i zdolnym do rozmów partnerem. (...)


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Gazeta podejmuje również temat zabójstwa dziennikarki na Malcie, oczywiście porównując tę sytuację do tego, z czym mamy obecnie do czynienia w Polsce. Pisze między innymi tak:

(...) Zamach na dziennikarkę zmobilizował europejskich parlamentarzystów do protestów przeciwko premierowi Muscatowi i jego rządowi.  Daniel Caspary, szef niemieckich eurodeputowanych z ramienia CDU/CSU domaga się międzynarodowego śledztwa w tej sprawie. Maltańska administracja nie jest bowiem w stanie poradzić sobie z wyjaśnieniem tego morderstwa - twierdzi niemiecki eurodeputowany. "Komisja Europejska musi się włączyć. Jeśli jednak rząd maltański tego rodzaju pomoc międzynarodową odrzuci, wówczas będzie to bardzo czytelny znak" - uważa  Caspary i apeluje do Komisji Europejskiej, aby ta nie stosowała podwójnej miary. Bo podczas gdy wobec Polski Komisja Europejska słusznie wdrożyła już procedury kontrolne w celu ochrony praworządności w tym kraju, w przypadku Malty zachowuje się jak dotąd zupełnie bezczynnie. (...)


Kolejna organizacja międzynarodowa wezwała do zastosowania sankcji unijnych wobec Polski, co oczywiście z wielką satysfakcją odnotował ten mocno zaangażowany w sprawy polskie (podobnie zresztą jak i wszystkie inne niemieckie media) wysokonakładowy berliński dziennik.

Międzynarodowa organizacja praw człowieka Human Rights Watch (HRW), w związku z premanentynym łamaniem zasad państwa prawa, domaga się wobec Polski wdrożenia procedury mającej na celu odebranie jej prawa głosu w Unii Europejskiej. Po tym jak dialog między Komisją Europejską a narodowo-konserwtywnym polskim rządem w ostatnich dwóch latach nie przyniósł żadnych rezultatów, instytucje unijne przy wsparciu  krajów człokowskich muszą wykorzystać wszystkie swoje uprawnienia i przystąpić do zastosowania artykułu 7 Traktatu Unii - powiedziała we wtorek w Berlinie ekspertka HRV na Europę Wschodnią, Lydia Gall. 


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Czasami, choć nie tak znów często, w niemieckich mediach pojawiają się też artykuły ujawniające gigantyczne afery w niemieckich koncernach czy bankach. Tym razem odważyła się na to stacja n-tv, podejmując temat Deutsche Banku, który miał jakoby zajmować się praniem brudnych pieniędzy rosyjskich oligarchów związanych blisko z Putinem.

Na początku sprawa wyglądała na jeden z wielu licznych ostatnio skandali wokół Deutsche Bank, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. W czerwcu tego rogu pojawiły się jednak informacje, że ta niemiecka instytucja finansowa  wyprała niemal 6 mld dolarów rosyjskich oligarchów. Historia ta wpisuje się zresztą w cały szereg różnorakich afer związanych z przekrętami, oszustwami i manipulacjami, które już tak od kilku lat wstrząsają tym bankiem. Jednak obecna afera może się okazać tą numer jeden. Włączony w to od pewnego czasu amerykański wymiar sprawiedliwości postanowił bowiem znacznie rozszerzyć zakres swojego śledztwa - o czym donosi brytyjski "Financial Times" (FT). Gdyż prawdopodobnie tym razem owe interesy z Moskwą mogły prowadzić do obejścia amerykańskich sankcji nałożonych nas Rosję w związku z wojną na wschodniej Ukrainie. I prawdopodobnie DB pomagał jednym z najbliższych zaufanych Putina w praniu brudnych pieniądze. Przy geszeftach z ładunkiem politycznym amerykańska iustitia nie zna bowiem żartów. Przypomnieć wypada, że w 2014 doprowadziła francuski BNP Paribas, w związku z jego nielegalnymi interesami z Iranem, do kary w wysokości 1 mld dolarów.

Obecnie w centrum uwagi amerykańskich śledczych stoi tak zwana "Mirror Trades". Rosyjscy klienci kupowali mianowicie poprzez moskiewski oddział Deutsche Bank akcje w rublach i sprzedawali je ponownie w Londynie już za dolary. Śledczy sprawdzają, czy owi klienci przy pomocy tychże operacji nie wyprowadzali nielegalnie z kraju ogromnych sum pieniędzy. Dzięki zmianie waluty mogło bowiem następować zatarcie wszelkich śladów. A ponieważ operacje te przeprowadzone były po części poprzez system finansowy Stanów Zjednoczonych, włączyć się ma do tego prawo amerykańska prokuratura.
Dalej niemiecko-języczna stacja informuje o tym, że jednymi z najważniejszych rosyjskich klientów DB byli bliscy zaufani Putina, wśród nich bracia Arkadij i Borys Rotenbergowie. Do nich należy bowiem między innymi bank SMP oraz przede wszystkim koncern Strojgazmontaż - jedno z najważniejszych przedsiębiorstw budowlanych  związanych z realizacją projektów Gazpromu, w tym także Nord-Stream.

Ciekawy jest tutaj również "wątek sportowy". Stacja, powołując się na FT, pisze mianowicie, iż:

Arkadij jest dla Putina wieloletnim partnerem judo i wiceprzewodniczącym Rosyjskiej Federacji Judo.  Borys zaś jest szefem klubu Dynamo Moskwa. Obaj, podobnie jak Putin, pochodzą z Leningradu. A ponadto Rotenbergowie należą do grona 20 rosyjskich oficjeli i oligarchów, którzy po aneksji Krymu w marcu 2014 od razu znaleźli się na amerykańskiej liście sankcyjnej.


#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Od czasu do czasu, choć jeszcze rzadziej, niemieckie media próbują też dla omiany napisać coś pozytywnego o Polsce. Przychodzi im to co prawda z dużym wysiłkiem, ale jednak próbują. I co ciekawe, te pozytywne aspekty znajdują akurat tam, gdzie my, Polacy, raczej byśmy się nie spodziewali. Na przykład, okazuje się, że w oczach niemieckich urlopowiczów jesteśmy "rajem dla wegetarian", i to we wszelkich ich odmianach. A Warszawa, według jakichś tam światowych rankingów, znajduje się podobno na trzecim miejscu wśród najbardziej przyjaznych wegetarianom i weganom miast na świecie. Tak przynajmniej pisze w Süddeutsche Zeitung autorka kulinarno-krajoznawczego reportażu z Polski, pani Esther Widmann. 

Faktycznie, wygląda na to, że jesteśmy dla nich tym rajem, i to wbrew owej wojnie, jaką wegetarianom i cyklistom wypowiedział był kiedyś min. Waszczykowski, a o czym autorka tego reportażu nie omieszkała oczywiście wspomnieć, manipulując słowami ministra. I przynajmniej od tego momentu wiemy już, czemu tak naprawdę miałby służyć ten rzekomy reportaż? Bo też w istocie nie chodzi w nim wcale aż tak bardzo o informacje dla niemieckich wegetarian odwiedzających Polskę, lecz o przypomnienie, że Polska znajduje się aktualnie pod rządami nacjonalistycznego i autorytarnego reżimu. No ale są na szczęście w Polsce wyspy wolności, takie jak na przykład Breslau, który teraz nazywa się Wrocław (wymawiane jako Wrotzwaff). Tutaj dzięki wielowiekowym niemieckim tradycjom, a także - a może nawet przede wszystkim -  dzięki charyzmatycznemu i nieugiętemu prezydentowi Rafałowi Dutkiewiczowi można oddychać wolnością, różnorodnością i otwartością na świat. Krótki cytat:

"Wrocław w dużej części został po wojnie odbudowany, a jego dawne piękno przywrócone. Jednak miasto to nie robi wrażenia trwania w przeszłości. Przeciwnie, wypełnia je młodość. Ci otwarci młodzi ludzie świętują tutaj i się cieszą, pomimo że kraj rządzony jest przez coraz bardziej nacjonalistyczną i autorytarną władzę. Być może świętują również dlatego, że mają bardzo proeuropejskiego prezydenta Rafała Franciszka Dutkiewicza. Większość wrocławian popiera jego liberalną, otwartą na świat politykę i już trzykrotnie został przez nich wybrany". (...)

Wcześniej jednak autorka owego kulinarno-podróżniczego reportażu odwiedziła Poznań i ku nie tylko pewnie mojemu zdumieniu niczego takiego tam nie zauważyła. Nie zauważyła i nie doceniła wysiłków prezydenta Jaśkowiaka i w ogóle stwierdziła, że miasto to jest do odhaczenia turystycznie w niecały jeden dzień. A najeść się wegetariańsko i wegańsko, owszem, można - w barze mlecznym na rynku, tyle, że obsługa nie mówi po angielsku.

#NOWA_STRONA#
#REKLAMA_POZIOMA#

Na koniec powrócę jeszcze do Frankfurter Allgemeine. Gazeta ta pisze bowiem o wystawie w Niemieckim Muzeum Historycznym (Deutsches Historisches Museum) w Berlinie, poświęconej przypadającej w tym roku 100 rocznicy rewolucji bolszewickiej w Rosji. I nie ma w tym akurat nic dziwnego, przeciwnie, byłoby raczej dziwne, gdyby tej rocznicy w Niemczech w taki czy inny sposób nie uczczono. Znana jest przecież niemiecka słabość do Rosji, a także - o czym warto pamiętać - wcale niebagatelny wkład Niemców do tejże "rewolucji". Przypomnieć wystarczy choćby zasługi Fritza Plattena, który zorganizował słynny przejazd Lenina ze Szwajcarii do Rosji. Co prawda na wystawie o tym akurat nie wspomniano, choć w tekście w FAZ znalazła się o tym krótka wzmianka. Ale pojawia się tam, a jakże, motyw "polskiego antysemityzmu".

(...) O jubileuszu Rewolucji opowiadają też Muzea w Moskwie i Sankt Petersburgu, przedstawiając swoją własną wersję wydarzeń. Berlińska wystawa miałaby oczywiście prawo akcentować niemiecką perspektywę, ale z niej zrezygnowała. Dramat pierwszej niemieckiej demokracji wypełnia tylko jeden z sześciu gabinetów poświęconych skutkom tejże rewolucji dla całej Europy. Ciekawe jest natomiast przedstawienie udziału antysemickich stereotypów w propagandzie nienawiści w poszczególnych europejskich krajach. W Polsce, która zresztą wkrótce zmuszona została walczyć przeciwko Armii czerwonej o swoją egzystencję, była ona najsilniejsza. Najsłabsza była natomiast w Anglii, a Republika Weimarska pozycjonuje się w tym zestawieniu gdzieś pośrodku. (...)



 

Polecane