Piotr Skwieciński: Piosenki, które kochamy

Jarosław Kurski, były długoletni naczelny „Gazety Wyborczej”, opublikował w niegdyś swoim piśmie artykuł pełen słów i fraz w rodzaju: „sprzedaliśmy Rosji”, „kolonizatorstwo”, „niewolnictwo”, „zdrada”, „polsko-sowiecki rozbiór Ukrainy”, „o hańbo!”.
Piotr Skwieciński
Piotr Skwieciński / Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Podejście do historii stosunków polsko-ukraińskich dzieli polską inteligencję
  • Środowisko „Gazety Wyborczej” używa narracji oskarżającej wobec strony polskiej używając retoryki pełnej moralnego oburzenia
  • Przykładem oskarżania Polski o „sprzedanie” Ukrainy Rosji było podpisanie pokoju ryskiego

 

Ta eksplozja emocji dotyczy, jak Czytelnik już się domyślił, relacji polsko-ukraińskich. Relacji na przestrzeni wieków, ale ze szczególnym uwzględnieniem traktatu ryskiego i ówczesnego zerwania sojuszu Józefa Piłsudskiego z Symonem Petlurą.

 

Polskie spory o Ukrainę

Pokój ryski to jest coś, co nie tylko Kurskiemu się nie podoba, ale w ogóle, można powiedzieć, Polakom. Bardzo różnym Polakom. Bo jego twórcy są atakowani z dwóch kierunków, które formalnie wprawdzie nie są przeciwstawne, ale w praktyce, jeśli ktoś nienawidzi traktatu za coś, to z reguły nie podziela nienawiści wzbudzanej przez traktat w drugiej grupie krytykujących, która nienawidzi go za coś innego. Bo jedni atakują tych, którzy negocjowali w Rydze za pozostawienie za wschodnią granicą wielu Polaków, a inni – za uznanie przynależności Ukrainy do Rosji radzieckiej. Jako się rzekło – te krytyki są intelektualnie niesprzeczne, śmiało można je połączyć, ale jakoś tak jest, że krytykujący tego nie robią, stanowią dwa niemal całkowicie rozdzielne zbiory. Bez większego ryzyka można powiedzieć, że pierwszy zbiór to ludzie o wrażliwości narodowej czy nostalgiczno-konserwatywno-ziemiańskiej, a drudzy to ukrainofile i – często – lewica.

 

Bo jedni atakują tych, którzy negocjowali w Rydze za pozostawienie za wschodnią granicą wielu Polaków, a inni – za uznanie przynależności Ukrainy do Rosji radzieckiej. Jako się rzekło – te krytyki są intelektualnie niesprzeczne, śmiało można je połączyć, ale jakoś tak jest, że krytykujący tego nie robią, stanowią dwa niemal całkowicie rozdzielne zbiory.

 

  • Czechy nie dla euro
  • Von der Leyen: "Istnieje wyraźny interes, by umowa z Mecosurem weszła jak najszybciej"
  • Zwróciła się od transseksualisty per "pan". Pielęgniarka zawieszona po incydencie w szpitalu
  • TSUE oddalił wniesione przez Polskę odwołanie w sprawie kopalni Turów
  • Coś pękło w Niemczech. Przełomowy raport Fundacji Adenauera ws. multikulturalizmu
  • Igor Zalewski: (Nie)łatwo być dziadersem

I jedni, i drudzy zapamiętali są w swych krytykach strasznie. Ale ani jedni, ani drudzy nie odpowiadają na pytanie o alternatywę. Czyli niby co innego w konkretnej rzeczywistości początków roku 1921 miała zrobić Polska? Bo ci, którzy twierdzą, że wojnę można było kontynuować aż do zwycięskiego końca i że ten zwycięski koniec był osiągalny – oceńmy to w sposób dla nich możliwie najłagodniejszy – nie wiedzą, co mówią. Rzeczpospolita potrzebowała wtedy pokoju tak samo gwałtownie, jak potrzebowali go bolszewicy. Polska była spustoszona, nie było w kraju absolutnie żadnej siły politycznej, która chciałaby kontynuacji wojny. A dodatkowo zbliżał się plebiscyt na Górnym Śląsku i dla wszystkich było jasne, że jeśli przedtem nie będzie pokoju między Polską a Rosją, na Śląsku nikt za Polską nie zagłosuje – bo po co? Żeby następnego dnia samemu iść na wojnę albo musieć wysłać na nią syna?!

 

Zawstydzanie Polaków

No i w razie kontynuowania wojny nikt by nam nie pomagał – a nasza armia była niemal w całości wyposażona i uzbrojona przez Francję. Gdyby Paryż odmówił nam dalszego wsparcia (a odmówiłby, bo już nie liczył na zwycięstwo w Rosji białych, co było przyczyną, dla której nam pomagał przeciw bolszewikom), byłoby z Polską naprawdę bardzo źle. Nasi ukraińscy sojusznicy walczyli dzielnie, ale w ówczesnej konkretnej rzeczywistości nie stanowili militarnego wsparcia, które by się liczyło.

Co, u licha, mieli więc wtedy zrobić sternicy polskiej państwowości?

Jarosław Kurski oczywiście wie o tym wszystkim doskonale. Ale cóż – należy do tej części polskich intelektualistów, która uważa za swoją misję zawstydzanie rodaków. To zawstydzanie ma zawstydzanych w końcu przerobić w aniołów (forma gramatyczna użyta przez Słowackiego), którzy to aniołowie, przytłoczeni bezmiarem win swoich i swoich przodków, w końcu zaczną się słuchać tych, których od zawsze powinni. Czyli wirtualnej redakcji „Gazety Wyborczej”. I o to w tym wszystkim chodzi, ukrainofilia, „kolonializm”, „niewolnictwo”, „zdrada”, „polsko-sowiecki rozbiór Ukrainy” i nawet „o hańbo!” – są tu tylko narzędziami. Że nieskutecznymi, o to mniejsza. Przynajmniej tym, którzy nimi szermują, znanymi. A przecież kochamy te piosenki, które już słyszeliśmy.


 

POLECANE
Pluton wróci do grona planet? Jest apel NASA Wiadomości
Pluton wróci do grona planet? Jest apel NASA

Czy Pluton powinien znów być planetą? Ten temat od lat budzi emocje i właśnie ponownie wrócił do debaty publicznej.

Atak nożownika w centrum Warszawy. Dramatyczne sceny w tramwaju Wiadomości
Atak nożownika w centrum Warszawy. Dramatyczne sceny w tramwaju

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w poniedziałek wieczorem w jednym z tramwajów w Warszawie. 28-letni mężczyzna zaatakował innego pasażera nożem. Dzięki szybkiej reakcji świadków oraz policji nikt nie odniósł obrażeń.

Karta NSDAP dziadka Merza obiegła sieć. Sprawa była znana już wcześniej z ostatniej chwili
Karta NSDAP dziadka Merza obiegła sieć. Sprawa była znana już wcześniej

Amerykańskie archiwum narodowe opublikowało w sieci akta członków NSDAP. Wśród dokumentów, które znów przyciągnęły uwagę, znalazła się karta dziadka kanclerza Niemiec Friedricha Merza.

Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju z ostatniej chwili
Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju

Frank-Walter Steinmeier złożył życzenia muzułmanom z okazji końca ramadanu. Prezydent Niemiec stwierdził, że święto jest już zakorzenione w życiu religijnym Niemiec.

Małżeństwa jednopłciowe w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował z ostatniej chwili
"Małżeństwa jednopłciowe" w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował

Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał w piątek urząd stanu cywilnego do wpisania do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla Gazety Wyborczej z ostatniej chwili
Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla "Gazety Wyborczej"

Sąd stanął po stronie szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza. Po kontrowersyjnych publikacjach dotyczących jego stanu zdrowia zapadła decyzja, która może poważnie uderzyć w "Gazetę Wyborczą" i jej dziennikarzy.

Nie żyje znana polska aktorka z ostatniej chwili
Nie żyje znana polska aktorka

Smutne wieści w piątkowy poranek dla fanów kina i teatru. Nie żyje Halina Kowalska-Nowak. Miała 84 lata.

Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy z ostatniej chwili
Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy

Straż Graniczna opublikowała najnowsze dane dotyczące sytuacji na granicach Polski. 19 marca 2026 r. Straż Graniczna skontrolowała łącznie ponad 8 tys. osób na granicach z Litwą i Niemcami. Poinformowano też o sytuacji na granicy z Białorusią.

Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał z ostatniej chwili
Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał

Ursula von der Leyen ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Na słowa szefowej Komisji Europejskiej zareagował europoseł PiS Patryk Jaki.

Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu z ostatniej chwili
Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu

W najbliższych wyborach parlamentarnych środowisko śląskich samorządowców i mniejszości niemieckiej będzie reprezentowane przez własny komitet pod nazwą Śląscy Samorządowcy – poinformował w czwartek przewodniczący Śląskich Samorządowców Łukasz Jastrzembski.

REKLAMA

Piotr Skwieciński: Piosenki, które kochamy

Jarosław Kurski, były długoletni naczelny „Gazety Wyborczej”, opublikował w niegdyś swoim piśmie artykuł pełen słów i fraz w rodzaju: „sprzedaliśmy Rosji”, „kolonizatorstwo”, „niewolnictwo”, „zdrada”, „polsko-sowiecki rozbiór Ukrainy”, „o hańbo!”.
Piotr Skwieciński
Piotr Skwieciński / Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Podejście do historii stosunków polsko-ukraińskich dzieli polską inteligencję
  • Środowisko „Gazety Wyborczej” używa narracji oskarżającej wobec strony polskiej używając retoryki pełnej moralnego oburzenia
  • Przykładem oskarżania Polski o „sprzedanie” Ukrainy Rosji było podpisanie pokoju ryskiego

 

Ta eksplozja emocji dotyczy, jak Czytelnik już się domyślił, relacji polsko-ukraińskich. Relacji na przestrzeni wieków, ale ze szczególnym uwzględnieniem traktatu ryskiego i ówczesnego zerwania sojuszu Józefa Piłsudskiego z Symonem Petlurą.

 

Polskie spory o Ukrainę

Pokój ryski to jest coś, co nie tylko Kurskiemu się nie podoba, ale w ogóle, można powiedzieć, Polakom. Bardzo różnym Polakom. Bo jego twórcy są atakowani z dwóch kierunków, które formalnie wprawdzie nie są przeciwstawne, ale w praktyce, jeśli ktoś nienawidzi traktatu za coś, to z reguły nie podziela nienawiści wzbudzanej przez traktat w drugiej grupie krytykujących, która nienawidzi go za coś innego. Bo jedni atakują tych, którzy negocjowali w Rydze za pozostawienie za wschodnią granicą wielu Polaków, a inni – za uznanie przynależności Ukrainy do Rosji radzieckiej. Jako się rzekło – te krytyki są intelektualnie niesprzeczne, śmiało można je połączyć, ale jakoś tak jest, że krytykujący tego nie robią, stanowią dwa niemal całkowicie rozdzielne zbiory. Bez większego ryzyka można powiedzieć, że pierwszy zbiór to ludzie o wrażliwości narodowej czy nostalgiczno-konserwatywno-ziemiańskiej, a drudzy to ukrainofile i – często – lewica.

 

Bo jedni atakują tych, którzy negocjowali w Rydze za pozostawienie za wschodnią granicą wielu Polaków, a inni – za uznanie przynależności Ukrainy do Rosji radzieckiej. Jako się rzekło – te krytyki są intelektualnie niesprzeczne, śmiało można je połączyć, ale jakoś tak jest, że krytykujący tego nie robią, stanowią dwa niemal całkowicie rozdzielne zbiory.

 

  • Czechy nie dla euro
  • Von der Leyen: "Istnieje wyraźny interes, by umowa z Mecosurem weszła jak najszybciej"
  • Zwróciła się od transseksualisty per "pan". Pielęgniarka zawieszona po incydencie w szpitalu
  • TSUE oddalił wniesione przez Polskę odwołanie w sprawie kopalni Turów
  • Coś pękło w Niemczech. Przełomowy raport Fundacji Adenauera ws. multikulturalizmu
  • Igor Zalewski: (Nie)łatwo być dziadersem

I jedni, i drudzy zapamiętali są w swych krytykach strasznie. Ale ani jedni, ani drudzy nie odpowiadają na pytanie o alternatywę. Czyli niby co innego w konkretnej rzeczywistości początków roku 1921 miała zrobić Polska? Bo ci, którzy twierdzą, że wojnę można było kontynuować aż do zwycięskiego końca i że ten zwycięski koniec był osiągalny – oceńmy to w sposób dla nich możliwie najłagodniejszy – nie wiedzą, co mówią. Rzeczpospolita potrzebowała wtedy pokoju tak samo gwałtownie, jak potrzebowali go bolszewicy. Polska była spustoszona, nie było w kraju absolutnie żadnej siły politycznej, która chciałaby kontynuacji wojny. A dodatkowo zbliżał się plebiscyt na Górnym Śląsku i dla wszystkich było jasne, że jeśli przedtem nie będzie pokoju między Polską a Rosją, na Śląsku nikt za Polską nie zagłosuje – bo po co? Żeby następnego dnia samemu iść na wojnę albo musieć wysłać na nią syna?!

 

Zawstydzanie Polaków

No i w razie kontynuowania wojny nikt by nam nie pomagał – a nasza armia była niemal w całości wyposażona i uzbrojona przez Francję. Gdyby Paryż odmówił nam dalszego wsparcia (a odmówiłby, bo już nie liczył na zwycięstwo w Rosji białych, co było przyczyną, dla której nam pomagał przeciw bolszewikom), byłoby z Polską naprawdę bardzo źle. Nasi ukraińscy sojusznicy walczyli dzielnie, ale w ówczesnej konkretnej rzeczywistości nie stanowili militarnego wsparcia, które by się liczyło.

Co, u licha, mieli więc wtedy zrobić sternicy polskiej państwowości?

Jarosław Kurski oczywiście wie o tym wszystkim doskonale. Ale cóż – należy do tej części polskich intelektualistów, która uważa za swoją misję zawstydzanie rodaków. To zawstydzanie ma zawstydzanych w końcu przerobić w aniołów (forma gramatyczna użyta przez Słowackiego), którzy to aniołowie, przytłoczeni bezmiarem win swoich i swoich przodków, w końcu zaczną się słuchać tych, których od zawsze powinni. Czyli wirtualnej redakcji „Gazety Wyborczej”. I o to w tym wszystkim chodzi, ukrainofilia, „kolonializm”, „niewolnictwo”, „zdrada”, „polsko-sowiecki rozbiór Ukrainy” i nawet „o hańbo!” – są tu tylko narzędziami. Że nieskutecznymi, o to mniejsza. Przynajmniej tym, którzy nimi szermują, znanymi. A przecież kochamy te piosenki, które już słyszeliśmy.



 

Polecane