Czy twórcy „Zielonej granicy” nadal są z siebie dumni?

Czy o śmierci sierżanta 1. Warszawskiej Brygady Pancernej Mateusza Sitka – zamordowanego podczas obrony polskiej granicy przez imigranta uzbrojonego w „dzidę” z noża przywiązanego do kija i ubrudzonego fekaliami – Agnieszka Holland nakręci swój kolejny film?
granica polsko-białoruska Czy twórcy „Zielonej granicy” nadal są z siebie dumni?
granica polsko-białoruska / fot. premier.gov.pl

Chcieliśmy o to zapytać Agnieszkę Holland, jednak nie wyraziła zgody na wywiad. Jej menedżerka zaznaczyła, że pani reżyser jest w obecnym czasie zbyt zajęta pracą.

„ZOMO” w filmie Holland

Sierżant Mateusz Sitek został zaatakowany na odcinku granicy w okolicach Dubicz Cerkiewnych (woj. podlaskie) przez jednego z agresywnych migrantów, którzy w grupie próbowali sforsować stalową zaporę. Kiedy zasłaniając się tarczą ochronną, blokował wyłom w stalowej zaporze na granicy, sprawca – po przełożeniu ręki przez płot – ugodził go nożem w klatkę piersiową. W stronę rannego i udzielającej mu pomocy funkcjonariuszki Straży Granicznej rzucano gałęzie i kamienie. 

Takich scen nie zobaczymy w „Zielonej granicy” Agnieszki Holland. Bohaterowie filmu to rodzinni, bogobojni, wykształceni i kulturalni migranci zestawieni z nieludzkimi obrońcami polskich granic, przedstawionymi niczym ZOMO. Sportretowani przez Holland polscy żołnierze są chamskimi i wulgarnymi rasistami, drwiącymi z ludzkiej tragedii i nieprzejawiającymi litości nawet wobec dzieci ani kobiet w ciąży. Stresy spowodowane pracą na granicy odreagowują alkoholem i agresją w rodzinie. Próżno w filmie Holland szukać scen, które mogliśmy oglądać na żywo podczas obrony Kuźnicy Białostockiej, kiedy to w stronę polskich żołnierzy leciały kamienie, gałęzie i kiedy agresywni migranci próbowali forsować graniczne zabezpieczenia zrobionym z pnia drzewa taranem (zapewne był to rodzinny projekt wykształconych inżynierów, którym chcieli zainteresować Polaków).

W filmie „Zielona granica” nie zobaczymy także wściekłych tłumów młodych mężczyzn tnących graniczne zapory nożycami i niszczących je łopatami. Są za to łzy i śmierć dziecka, ranna kobieta w zaawansowanej ciąży i nieludzcy, chamscy „ZOMO-wcy” po europejskiej stronie granicznego płotu oraz rozebrana do naga na polskim posterunku Maja Ostaszewska, dziś uważająca, że zagraniem głównej roli w filmie Holland „nie zrobiła nic złego” oraz że „nie brała udziału w hejcie”. W „Zielonej granicy” występuje także uzależniony od leków uspokajających bohater grany przez Macieja Stuhra, który łamie abstynencję, bo nie może wytrzymać „faszystowskich” działań polskiego rządu. 

Inna z celebrytek – Barbara Kurdej-Szatan – nazwała funkcjonariuszy Straży Granicznej „maszynami bez mózgów” oraz „mordercami”. Uniknęła odpowiedzialności za zniesławienie Straży Granicznej i jej funkcjonariuszy, sąd umorzył postępowanie przeciwko aktorce. „To jest ku**a Straż Graniczna????? Straż?????????? To są maszyny bez serca, bez mózgu, bez NICZEGO!!! Maszyny ślepo wykonujące rozkazy!!!!! Ku**a!!!!!! Jak tak można!!!!!!! Boli mnie serce, boli mnie cała klatka piersiowa, trzęsę się i ryczę!!!!!!! Mordercy!!!!! Chcecie takiego rządu wciąż????? Który zezwala na takie rzeczy, wręcz rozkazuje tak się zachowywać??????? Ku**aaaaaaaaa!!!!!!!!” – pisała na początku listopada 2021 roku na Instagramie Barbara Kurdej-Szatan. Po śmierci polskiego żołnierza wyraziła współczucie dla jego bliskich, nie wycofała się jednak ze swoich wcześniejszych słów.

– Patrzę z niepokojem na tę arogancję, chamstwo, prostactwo. Szczerze mówiąc, słowo “żołnierz” jest upokarzające dla tych wszystkich, którzy byli na misjach polskich poza granicami, bo ja mam wrażenie, że to jest wataha. Wataha psów, która otoczyła biednych, słabych ludzi. Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania – trzeba to mówić wprost. To antypolskie zachowanie. Ci żołnierze nie służą państwu polskiemu, przeciwnie – plują na te wszystkie wartości, o które walczyli pewnie ich rodzice albo dziadkowie – mówił na antenie TVN Władysław Frasyniuk. – Okazało się, że płot byłby słuszny, gdyby został postawiony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a nie, ku…, na granicy! – twierdził. – Według mnie ktoś, kto nie szanuje drugiej ludzkiej istoty, nie ma prawa oczekiwać, że będzie traktowany po ludzku. Skoro traktuje ludzi jak śmieci, sam musi być gotowy na określenie „śmieć” – dodał. 

Skandalicznych wypowiedzi Władysława Frasyniuka broni [teraz, nie dwa lata temu – przyp. red.] Bartosz Kramek, przewodniczący Rady Fundacji Otwarty Dialog. „Jak łatwo i miło demonstracyjnie płynąć z prądem. Władysław Frasyniuk miał rację. Hańbą polskiego munduru jest pastwienie się nad cywilami na granicy. Za PiS-u i obecnie” – napisał na portalu X. 

Czytaj także: Przypadków podrzucenia imigrantów przez Niemców na granicy polsko-niemieckiej było więcej

Efekt mrożący

Jeśli kogoś nie otrzeźwiło brutalne morderstwo młodego chłopaka bohatersko broniącego polskiej granicy i realizującego w ten sposób rotę przysięgi wojskowej, nie otrzeźwi go chyba już nic, bo i nie o otrzeźwienie tu chodzi. Czas chyba skończyć z naiwnością i zobaczyć, że nie zawsze wyczyny samozwańczych kreatorów opinii publicznej to „tylko” głupota (choć i ona bywa zbrodnią). Obecna sytuacja jest zerojedynkowa. Zginął Polak, obrońca naszej granicy, a zamordował go agresywny najeźdźca.

To nie jedyna ofiara śmiertelna wśród obrońców granicy. Co chwilę wypływają nowe, tuszowane wcześniej informacje, więc nie wiadomo, ilu naszych obrońców poległo do tej pory. Są też informacje o rannych, w tym o żołnierzu, który stracił oko w wyniku ataku najeźdźcy. Jeśli ktoś nadal w tych sprawach milczy, nie wycofuje się z dawnych błędów, nie przeprasza za nie, nie wyciąga wniosków albo wręcz próbuje obarczać winą… ofiary (stosując tak przecież potępiany w lewicowych środowiskach „victim blaming”), w istocie nie chce niepodległego państwa polskiego i jest w stanie w imię ideologii dającej doraźne profity finansowe bądź towarzyskie poświęcić nawet czyjeś życie i własne sumienie. Jak widać, bronić Ojczyzny musimy po obu stronach polskiej granicy.

– Gdybym w którymkolwiek z odwiedzanych przeze mnie turystycznie czy zawodowo krajów zbyt mocno zbliżył się do funkcjonariusza strzegącego granic, zostałoby ze mnie nawet nie sito, ale durszlak, przez który dałoby się przecedzić już jedynie arbuza, tak bardzo byłbym podziurawiony od kul – komentował sprawę obrony granicy dr Wojciech Szewko na swoim kanale “Na wschód od Bliskiego Wschodu”. Analityk wyrażał zdumienie brakiem powagi polskiego państwa niechroniącego własnych granic do tego stopnia, że doprowadziło to do śmierci żołnierza, który zapewne obawiał się użyć broni nawet w obronie własnej, do czego miał pełne prawo, jednak czego zapewne obawiał się w wyniku stworzonej – także przez pseudocelebrytów – atmosfery zaszczucia. 

Mówiąc o śmierci śp. Mateusza Sitka, trudno uniknąć przywołania pojęcia tzw. efektu mrożącego, który według definicji „w kontekście prawnym oznacza zniechęcenie się lub zahamowanie się od korzystania z możliwości dostępnych w ramach prawa naturalnego lub pozytywnego ze względu na zagrożenie konsekwencjami prawnymi. Efekt mrożący może być spowodowany przez wprowadzenie nowego prawa, decyzję sądu, zagrożenie pozwem sądowym lub dowolne inne prawnie dozwolone działanie, które może skłonić ludzi do zaprzestania korzystania z należnego im prawa”.

Trudno nie wspomnieć tu o przerażających ustaleniach dziennikarzy Onetu – Edyty Żemły i Marcina Wyrwała – którzy ujawnili w swoim tekście fakt zatrzymania strzegących granicy żołnierzy i zakucia ich w kajdanki za… obronę polskiej granicy. Żołnierze oddali strzały ostrzegawcze w stronę agresorów próbujących sforsować zabezpieczenia graniczne (nikomu nic się nie stało) i zostali za to przez własne władze ukarani. Jest oczywiste, że takie działania miały efekt zastraszający i mogły przyczynić się do śmierci polskich żołnierzy, którzy obawiając się konsekwencji, rezygnowali z prawa do obrony koniecznej. Pouczająco wypada także zestawienie wulgarnych i agresywnych działań pseudocelebrytów pod adresem funkcjonariuszy Straży Granicznej z prawną definicją mobbingu, dotyczącą co prawda środowiska pracy, ale mającą zastosowanie także w szerszym kontekście. „Według art. 943 § 1 Kodeksu pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

Zgodnie z powyższą kodeksową definicją, aby można mówić o mobbingu, muszą zostać spełnione łącznie następujące przesłanki: 1. Występują działania i zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi. Mogą to być działania różnorodne polegające na rozsiewaniu plotek, zmuszanie [do wykonywania] prac szkodliwych dla zdrowia czy grożenie przemocą fizyczną. 2. Oddziaływania te polegają na nękaniu i zastraszaniu. Nękanie lub zastraszanie powinno być zobiektyzowane. Zatem dla udowodnienia tej przesłanki nie wystarczą subiektywne odczucia ofiary. 3. Są one systematyczne i długotrwałe. Oznacza to, że sytuacje mobbingu powtarzają się wielokrotnie przez dłuższy czas. 4. Celem oddziaływania jest poniżenie lub ośmieszenie pracownika, odizolowanie go od współpracowników lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. 5. W efekcie u pracownika występuje zaniżona ocena przydatności zawodowej, poczucie poniżenia lub ośmieszenia albo nastąpiło odizolowanie go od współpracowników lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników” – podaje na swojej stronie radca prawny Gabriela Mikuła.

Czytaj także: Polska minister mówi wprost: „polski rynek potrzebuje migrantów

Polec to żołnierska rzecz, ale dostać dzidą?

Jak komentują sytuację na granicy sami jej obrońcy? – Ludzie są źli. Polec to żołnierska rzecz, oczywiście, ale dostać dzidą od dzikusa na granicy? Czy ktoś wyobraża sobie taki los, idąc służyć w wojsku? Chyba mało kto. Może nikt – mówi w rozmowie ze mną jeden z szeregowych Wojska Polskiego. – Oczywiście, na tę tragedię nakłada się sprawa trzech żołnierzy zatrzymanych przez Żandarmerię Wojskową. Ludzie w rozmowach między sobą pytają, czy chłopaki powinni się podłożyć i dać zabić/pobić/uprowadzić – czy wtedy przełożeni (od dowódcy po ministra) byliby zadowoleni? Czy to usatysfakcjonowałoby zwierzchników? – pyta. – Żołnierze chcą sprawiedliwości (a może zemsty?), a zarazem nie czują, że mają poparcie swoich najwyższych przełożonych. Przecież zespół Adama Bodnara działa w najlepsze. Peany nad grobem sierżanta Mateusza Sitka stoją w opozycji do brutalnego potraktowania jego kolegów – żołnierzy – przez prokuraturę i ŻW. No i rodzi się pytanie o solidarność mundurowych. Powszechne jest przekonanie, że to Straż Graniczna „podpier…liła” wojskowych, a przełożony wydał swoich podkomendnych. Pytanie, czy i SG, i przełożony mieli inne wyjście? Czy mogli sprawę wyciszyć? – zastanawia się żołnierz.

Obrońcy granic są wspierani przez zwykłych ludzi, Solidarność, kombatantów i weteranów walk o niepodległość. Przerażające jest to, że wrodzy wobec nich okazują się ich przełożeni, decydenci i część środowiska kształtującego opinię publiczną. Oby jak najszybciej patologiczna sytuacja się zakończyła, bo przecież i bez tego służba na granicy – zwłaszcza w obecnym czasie – jest niezwykle niebezpieczna i trudna. Do obrońców chciałabym powiedzieć tylko dwa słowa. Pierwsze to zwyczajne, ale z głębi serca: dziękuję. A drugie to cytat z filmu „Waleczne serce”, kiedy to William Wallace krzyczy do swoich towarzyszy walki: „HOOOOOLD!” [Wytrzymajcie!].
 


 

POLECANE
Trump walczy. Biden liczy na litość tylko u nas
Trump walczy. Biden liczy na litość

Stany Zjednoczone przeżywają okres nieporównywalny z niczym w historii tego państwa. Nikt tego nie mógł przewidzieć w najbardziej szaleńczych snach.

Atak aktywistów na polskich żołnierzy. Przesłuchano jedynie żołnierzy i dowódcę? z ostatniej chwili
Atak aktywistów na polskich żołnierzy. Przesłuchano jedynie żołnierzy i dowódcę?

Nie milkną echa szokującego ataku agresywnej młodzieży na polskich żołnierzy. "MON poinformował co prawda o 17 przesłuchanych osobach, ale nie dodał, że chodzi o poszkodowanych" – donosi niezalezna.pl.

Były wiceminister usłyszał zarzuty. Rozważane są dwa scenariusze z ostatniej chwili
Były wiceminister usłyszał zarzuty. Rozważane są dwa scenariusze

Prokuratura postawiła zarzuty posłowi Marcinowi R. Rzecznik Prokuratury Krajowej mówi o dwóch możliwych scenariuszach.

Marcin Romanowski zatrzymany przez ABW. Zbigniew Ziobro zabrał głos z ostatniej chwili
Marcin Romanowski zatrzymany przez ABW. Zbigniew Ziobro zabrał głos

Zbigniew Ziobro zabrał głos po zatrzymaniu przez funkcjonariuszy ABW byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego.

Media w USA piszą o „trzęsieniu ziemi”. Jest decyzja sądu ws. Donalda Trumpa z ostatniej chwili
Media w USA piszą o „trzęsieniu ziemi”. Jest decyzja sądu ws. Donalda Trumpa

Sędzia Aileen Cannon oddaliła zarzuty wobec byłego prezydenta USA Donalda Trumpa w sprawie przetrzymywania przez niego dokumentów niejawnych po zakończeniu prezydentury. Sędzia orzekła, że specjalny prokurator Jack Smith, który wniósł zarzuty przeciwko Trumpowi, został powołany niezgodnie z prawem.

Drugi immunitet posła Romanowskiego. Prokuratura zabrała głos z ostatniej chwili
Drugi immunitet posła Romanowskiego. Prokuratura zabrała głos

Prokuratura Krajowa odniosła się do oświadczenia pełnomocnika posła Marcina Romanowskiego, który przekazał, że polityk podczas zatrzymania przez funkcjonariuszy ABW posiadał drugi immunitet.

Dramat w rodzinie Danuty Holeckiej. Dziennikarka pożegnała syna z ostatniej chwili
Dramat w rodzinie Danuty Holeckiej. Dziennikarka pożegnała syna

Wielka tragedia w rodzinie Danuty Holeckiej. W poniedziałek dziennikarka pożegnała swojego syna. Julian Dunin-Holecki miał zaledwie 31 lat.

Francja: Skrajnie lewicowa LFI zawiesza rozmowy ws. kandydata na premiera z ostatniej chwili
Francja: Skrajnie lewicowa LFI zawiesza rozmowy ws. kandydata na premiera

LFI zawiesza rozmowy w lewicowym sojuszu NFP na temat kandydata na premiera, obwiniając za impas Partię Socjalistyczną.

Eksplozja w Czeczenii. Są zabici z ostatniej chwili
Eksplozja w Czeczenii. Są zabici

Pięć osób zginęło, a ponad 20 zostało rannych w poniedziałek w wybuchu gazu w Czeczenii na południu Rosji - poinformowały kanały na Telegramie, powołując się na źródła w służbach ratunkowych.

Jest oświadczenie pełnomocnika Marcina Romanowskiego: „To jest skandal o charakterze międzynarodowym” z ostatniej chwili
Jest oświadczenie pełnomocnika Marcina Romanowskiego: „To jest skandal o charakterze międzynarodowym”

„Nikt nie sprawdził, że poseł Marcin Romanowski od 23 stycznia 2024 r. ma drugi immunitet wynikający z członkostwa w delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy” – poinformował mecenas Bartosz Lewandowski, pełnomocnik posła Marcina Romanowskiego.

REKLAMA

Czy twórcy „Zielonej granicy” nadal są z siebie dumni?

Czy o śmierci sierżanta 1. Warszawskiej Brygady Pancernej Mateusza Sitka – zamordowanego podczas obrony polskiej granicy przez imigranta uzbrojonego w „dzidę” z noża przywiązanego do kija i ubrudzonego fekaliami – Agnieszka Holland nakręci swój kolejny film?
granica polsko-białoruska Czy twórcy „Zielonej granicy” nadal są z siebie dumni?
granica polsko-białoruska / fot. premier.gov.pl

Chcieliśmy o to zapytać Agnieszkę Holland, jednak nie wyraziła zgody na wywiad. Jej menedżerka zaznaczyła, że pani reżyser jest w obecnym czasie zbyt zajęta pracą.

„ZOMO” w filmie Holland

Sierżant Mateusz Sitek został zaatakowany na odcinku granicy w okolicach Dubicz Cerkiewnych (woj. podlaskie) przez jednego z agresywnych migrantów, którzy w grupie próbowali sforsować stalową zaporę. Kiedy zasłaniając się tarczą ochronną, blokował wyłom w stalowej zaporze na granicy, sprawca – po przełożeniu ręki przez płot – ugodził go nożem w klatkę piersiową. W stronę rannego i udzielającej mu pomocy funkcjonariuszki Straży Granicznej rzucano gałęzie i kamienie. 

Takich scen nie zobaczymy w „Zielonej granicy” Agnieszki Holland. Bohaterowie filmu to rodzinni, bogobojni, wykształceni i kulturalni migranci zestawieni z nieludzkimi obrońcami polskich granic, przedstawionymi niczym ZOMO. Sportretowani przez Holland polscy żołnierze są chamskimi i wulgarnymi rasistami, drwiącymi z ludzkiej tragedii i nieprzejawiającymi litości nawet wobec dzieci ani kobiet w ciąży. Stresy spowodowane pracą na granicy odreagowują alkoholem i agresją w rodzinie. Próżno w filmie Holland szukać scen, które mogliśmy oglądać na żywo podczas obrony Kuźnicy Białostockiej, kiedy to w stronę polskich żołnierzy leciały kamienie, gałęzie i kiedy agresywni migranci próbowali forsować graniczne zabezpieczenia zrobionym z pnia drzewa taranem (zapewne był to rodzinny projekt wykształconych inżynierów, którym chcieli zainteresować Polaków).

W filmie „Zielona granica” nie zobaczymy także wściekłych tłumów młodych mężczyzn tnących graniczne zapory nożycami i niszczących je łopatami. Są za to łzy i śmierć dziecka, ranna kobieta w zaawansowanej ciąży i nieludzcy, chamscy „ZOMO-wcy” po europejskiej stronie granicznego płotu oraz rozebrana do naga na polskim posterunku Maja Ostaszewska, dziś uważająca, że zagraniem głównej roli w filmie Holland „nie zrobiła nic złego” oraz że „nie brała udziału w hejcie”. W „Zielonej granicy” występuje także uzależniony od leków uspokajających bohater grany przez Macieja Stuhra, który łamie abstynencję, bo nie może wytrzymać „faszystowskich” działań polskiego rządu. 

Inna z celebrytek – Barbara Kurdej-Szatan – nazwała funkcjonariuszy Straży Granicznej „maszynami bez mózgów” oraz „mordercami”. Uniknęła odpowiedzialności za zniesławienie Straży Granicznej i jej funkcjonariuszy, sąd umorzył postępowanie przeciwko aktorce. „To jest ku**a Straż Graniczna????? Straż?????????? To są maszyny bez serca, bez mózgu, bez NICZEGO!!! Maszyny ślepo wykonujące rozkazy!!!!! Ku**a!!!!!! Jak tak można!!!!!!! Boli mnie serce, boli mnie cała klatka piersiowa, trzęsę się i ryczę!!!!!!! Mordercy!!!!! Chcecie takiego rządu wciąż????? Który zezwala na takie rzeczy, wręcz rozkazuje tak się zachowywać??????? Ku**aaaaaaaaa!!!!!!!!” – pisała na początku listopada 2021 roku na Instagramie Barbara Kurdej-Szatan. Po śmierci polskiego żołnierza wyraziła współczucie dla jego bliskich, nie wycofała się jednak ze swoich wcześniejszych słów.

– Patrzę z niepokojem na tę arogancję, chamstwo, prostactwo. Szczerze mówiąc, słowo “żołnierz” jest upokarzające dla tych wszystkich, którzy byli na misjach polskich poza granicami, bo ja mam wrażenie, że to jest wataha. Wataha psów, która otoczyła biednych, słabych ludzi. Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania – trzeba to mówić wprost. To antypolskie zachowanie. Ci żołnierze nie służą państwu polskiemu, przeciwnie – plują na te wszystkie wartości, o które walczyli pewnie ich rodzice albo dziadkowie – mówił na antenie TVN Władysław Frasyniuk. – Okazało się, że płot byłby słuszny, gdyby został postawiony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a nie, ku…, na granicy! – twierdził. – Według mnie ktoś, kto nie szanuje drugiej ludzkiej istoty, nie ma prawa oczekiwać, że będzie traktowany po ludzku. Skoro traktuje ludzi jak śmieci, sam musi być gotowy na określenie „śmieć” – dodał. 

Skandalicznych wypowiedzi Władysława Frasyniuka broni [teraz, nie dwa lata temu – przyp. red.] Bartosz Kramek, przewodniczący Rady Fundacji Otwarty Dialog. „Jak łatwo i miło demonstracyjnie płynąć z prądem. Władysław Frasyniuk miał rację. Hańbą polskiego munduru jest pastwienie się nad cywilami na granicy. Za PiS-u i obecnie” – napisał na portalu X. 

Czytaj także: Przypadków podrzucenia imigrantów przez Niemców na granicy polsko-niemieckiej było więcej

Efekt mrożący

Jeśli kogoś nie otrzeźwiło brutalne morderstwo młodego chłopaka bohatersko broniącego polskiej granicy i realizującego w ten sposób rotę przysięgi wojskowej, nie otrzeźwi go chyba już nic, bo i nie o otrzeźwienie tu chodzi. Czas chyba skończyć z naiwnością i zobaczyć, że nie zawsze wyczyny samozwańczych kreatorów opinii publicznej to „tylko” głupota (choć i ona bywa zbrodnią). Obecna sytuacja jest zerojedynkowa. Zginął Polak, obrońca naszej granicy, a zamordował go agresywny najeźdźca.

To nie jedyna ofiara śmiertelna wśród obrońców granicy. Co chwilę wypływają nowe, tuszowane wcześniej informacje, więc nie wiadomo, ilu naszych obrońców poległo do tej pory. Są też informacje o rannych, w tym o żołnierzu, który stracił oko w wyniku ataku najeźdźcy. Jeśli ktoś nadal w tych sprawach milczy, nie wycofuje się z dawnych błędów, nie przeprasza za nie, nie wyciąga wniosków albo wręcz próbuje obarczać winą… ofiary (stosując tak przecież potępiany w lewicowych środowiskach „victim blaming”), w istocie nie chce niepodległego państwa polskiego i jest w stanie w imię ideologii dającej doraźne profity finansowe bądź towarzyskie poświęcić nawet czyjeś życie i własne sumienie. Jak widać, bronić Ojczyzny musimy po obu stronach polskiej granicy.

– Gdybym w którymkolwiek z odwiedzanych przeze mnie turystycznie czy zawodowo krajów zbyt mocno zbliżył się do funkcjonariusza strzegącego granic, zostałoby ze mnie nawet nie sito, ale durszlak, przez który dałoby się przecedzić już jedynie arbuza, tak bardzo byłbym podziurawiony od kul – komentował sprawę obrony granicy dr Wojciech Szewko na swoim kanale “Na wschód od Bliskiego Wschodu”. Analityk wyrażał zdumienie brakiem powagi polskiego państwa niechroniącego własnych granic do tego stopnia, że doprowadziło to do śmierci żołnierza, który zapewne obawiał się użyć broni nawet w obronie własnej, do czego miał pełne prawo, jednak czego zapewne obawiał się w wyniku stworzonej – także przez pseudocelebrytów – atmosfery zaszczucia. 

Mówiąc o śmierci śp. Mateusza Sitka, trudno uniknąć przywołania pojęcia tzw. efektu mrożącego, który według definicji „w kontekście prawnym oznacza zniechęcenie się lub zahamowanie się od korzystania z możliwości dostępnych w ramach prawa naturalnego lub pozytywnego ze względu na zagrożenie konsekwencjami prawnymi. Efekt mrożący może być spowodowany przez wprowadzenie nowego prawa, decyzję sądu, zagrożenie pozwem sądowym lub dowolne inne prawnie dozwolone działanie, które może skłonić ludzi do zaprzestania korzystania z należnego im prawa”.

Trudno nie wspomnieć tu o przerażających ustaleniach dziennikarzy Onetu – Edyty Żemły i Marcina Wyrwała – którzy ujawnili w swoim tekście fakt zatrzymania strzegących granicy żołnierzy i zakucia ich w kajdanki za… obronę polskiej granicy. Żołnierze oddali strzały ostrzegawcze w stronę agresorów próbujących sforsować zabezpieczenia graniczne (nikomu nic się nie stało) i zostali za to przez własne władze ukarani. Jest oczywiste, że takie działania miały efekt zastraszający i mogły przyczynić się do śmierci polskich żołnierzy, którzy obawiając się konsekwencji, rezygnowali z prawa do obrony koniecznej. Pouczająco wypada także zestawienie wulgarnych i agresywnych działań pseudocelebrytów pod adresem funkcjonariuszy Straży Granicznej z prawną definicją mobbingu, dotyczącą co prawda środowiska pracy, ale mającą zastosowanie także w szerszym kontekście. „Według art. 943 § 1 Kodeksu pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

Zgodnie z powyższą kodeksową definicją, aby można mówić o mobbingu, muszą zostać spełnione łącznie następujące przesłanki: 1. Występują działania i zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi. Mogą to być działania różnorodne polegające na rozsiewaniu plotek, zmuszanie [do wykonywania] prac szkodliwych dla zdrowia czy grożenie przemocą fizyczną. 2. Oddziaływania te polegają na nękaniu i zastraszaniu. Nękanie lub zastraszanie powinno być zobiektyzowane. Zatem dla udowodnienia tej przesłanki nie wystarczą subiektywne odczucia ofiary. 3. Są one systematyczne i długotrwałe. Oznacza to, że sytuacje mobbingu powtarzają się wielokrotnie przez dłuższy czas. 4. Celem oddziaływania jest poniżenie lub ośmieszenie pracownika, odizolowanie go od współpracowników lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. 5. W efekcie u pracownika występuje zaniżona ocena przydatności zawodowej, poczucie poniżenia lub ośmieszenia albo nastąpiło odizolowanie go od współpracowników lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników” – podaje na swojej stronie radca prawny Gabriela Mikuła.

Czytaj także: Polska minister mówi wprost: „polski rynek potrzebuje migrantów

Polec to żołnierska rzecz, ale dostać dzidą?

Jak komentują sytuację na granicy sami jej obrońcy? – Ludzie są źli. Polec to żołnierska rzecz, oczywiście, ale dostać dzidą od dzikusa na granicy? Czy ktoś wyobraża sobie taki los, idąc służyć w wojsku? Chyba mało kto. Może nikt – mówi w rozmowie ze mną jeden z szeregowych Wojska Polskiego. – Oczywiście, na tę tragedię nakłada się sprawa trzech żołnierzy zatrzymanych przez Żandarmerię Wojskową. Ludzie w rozmowach między sobą pytają, czy chłopaki powinni się podłożyć i dać zabić/pobić/uprowadzić – czy wtedy przełożeni (od dowódcy po ministra) byliby zadowoleni? Czy to usatysfakcjonowałoby zwierzchników? – pyta. – Żołnierze chcą sprawiedliwości (a może zemsty?), a zarazem nie czują, że mają poparcie swoich najwyższych przełożonych. Przecież zespół Adama Bodnara działa w najlepsze. Peany nad grobem sierżanta Mateusza Sitka stoją w opozycji do brutalnego potraktowania jego kolegów – żołnierzy – przez prokuraturę i ŻW. No i rodzi się pytanie o solidarność mundurowych. Powszechne jest przekonanie, że to Straż Graniczna „podpier…liła” wojskowych, a przełożony wydał swoich podkomendnych. Pytanie, czy i SG, i przełożony mieli inne wyjście? Czy mogli sprawę wyciszyć? – zastanawia się żołnierz.

Obrońcy granic są wspierani przez zwykłych ludzi, Solidarność, kombatantów i weteranów walk o niepodległość. Przerażające jest to, że wrodzy wobec nich okazują się ich przełożeni, decydenci i część środowiska kształtującego opinię publiczną. Oby jak najszybciej patologiczna sytuacja się zakończyła, bo przecież i bez tego służba na granicy – zwłaszcza w obecnym czasie – jest niezwykle niebezpieczna i trudna. Do obrońców chciałabym powiedzieć tylko dwa słowa. Pierwsze to zwyczajne, ale z głębi serca: dziękuję. A drugie to cytat z filmu „Waleczne serce”, kiedy to William Wallace krzyczy do swoich towarzyszy walki: „HOOOOOLD!” [Wytrzymajcie!].
 



 

Polecane
Emerytury
Stażowe