Trójka, Owsiak i „Męskie Granie” - kulisy muzyczno-politycznego układu
Co musisz wiedzieć:
- Zdaniem autorki muzycy w Polsce, dzięki mediom publicznym zostali wykreowani na autorytety, mimo wątpliwej wartości ich przekazu.
- Opisuje też jak radio, szczególnie Trójka, z czasem przekształciło się z publicznej instytucji w układ biznesowo-promocyjny powiązany z rynkiem koncertowym, sponsorami i polityką.
- Współczesne festiwale i akcje muzyczne (np. WOŚP, Męskie Granie) są zdaniem autorki narzędziem ideologicznego wpływu i politycznej mobilizacji, nagradzając „jedynie słuszne” postawy.
Autorytetami stali się za sprawą mediów, i to tych publicznych, utrzymywanych „za pieniądze podatnika”. Pominę rolę telewizji, jako że to osobny wątek. Skupmy się na falach eteru. Muzyka w radiu była obecna od początku istnienia tego medium. W Stanach Zjednoczonych pierwszą audycję nadano w 1906 roku i w jej trakcie zagrany został na żywo koncert skrzypowy. Polska premiera to rok 1925 i zaśpiewany w studiu dwugodzinny koncert Hanki Ordonówny.
Do tańca i bez spania
Początkowo w radiu dominowało słowo, ale już pod koniec lat 30. aż 70% czasu antenowego przeznaczono (w Polsce) na muzykę. Oczywiście na tę najpopularniejszą: piosenki i utwory taneczne. Wszystko krótkie, najczęściej 2–3-minutowe. Wtedy też wykonawcy poznali, co to moc radia. Nadawana przez nie lekka muza – miła i przyjemna – towarzyszyła ludziom przez cały dzień przy różnych zajęciach. Efekt? Szlagiery, które znali (i imitowali) wszyscy. Kto widział „Złote czasy radia” Woody’ego Allena, wie, o czym mowa.
W Polsce te „złote czasy” trwały jeszcze długo po wojnie – przecież w PRL odbiornik telewizyjny to był luksus. Od 1958 roku ewenementem stały się nadawane na żywo „Podwieczorki przy mikrofonie” z udziałem czołowych aktorów kabaretowych i piosenkarzy (niezapomniana Irena Santor!). Od 1966 roku w Jedynce ruszyły audycje nocne, w których pojawiała się zupełnie inna propozycja, dostosowana do późnej pory, czyli dłuższe, spokojne utwory, często wyłącznie muzyczne. Okazało się, że nocnych marków jest wielu, także tych niemogących spać z racji zawodu. Kiedy wprowadzono programy z telefonicznym udziałem słuchaczy, muzyką „przykrywano” niewygodne momenty i wspomagano zmęczonych prowadzących. Wydarzeniem lat 70. stały się kilkugodzinne bloki słowno-muzyczne emitowane na żywo ze studia, w tym formaty istniejące do dziś jak „Lato z radiem” (od 1971 roku) czy „Cztery pory roku” (od 1973 roku). W tych przypadkach o stronę muzyczną dbają wydawcy, na ogół dobierający utwory z archiwum radiowego.
Zupełnie inny charakter miały autorskie programy w Trójce, przygotowane przez znawców konkretnych gatunków muzyki, od rocka progresywnego do sceny alternatywnej. Redaktorzy sami przynosili płyty, sami tłumaczyli teksty, sami komentowali utwory i opowiadali o okolicznościach ich powstania. Warto jeszcze pamiętać, że wszystkie cztery ogólnopolskie anteny miały odrębne profile i nadawały zróżnicowaną muzykę. Popularną i mniej wymagającą nadawała Jedynka, Dwójka miała pieczę nad powagą i koncertami, Trójka – ambitną rozrywkę i twórczość pozagatunkową, indywidualną, balladowo-poetycką. Czwórka (z początku adresowana do najmłodszych) – rap, hip-hop, elektroniczne brzmienia.
- Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Pilny komunikat dla klientów Alior Banku
- TVN kontra szef Telewizji Republika. Sąd zdecydował
- Ważny komunikat dla mieszkańców Katowic
- Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców
- TV Republika: Funkcjonariusz SOP chciał zabić naszego dziennikarza
- Ważne doniesienia z granicy. Komunikat Straży Granicznej
- Komunikat dla mieszkańców woj. małopolskiego
- Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców
- Tusk wezwał Czarzastego. Trwa pilne spotkanie
- Amerykanie ujawniają: KE wpływa na media społecznościowe, by cenzurowały treści przed wyborami
Biznesowa wymiana
O potencjale intelektualnym większości muzyków miałam (i mam) raczej niewygórowane mniemanie. W czym utwierdzają mnie ostatnio gęsto serwowane na wszystkich antenach wywiady z wykonawcami, często jednocześnie piszącymi teksty i komponującymi muzykę. Wygląda na to, że to obecnie dominująca dziedzina sztuki, której wiodącą rolę podsycają oficjalne media. Muzycy różnego autoramentu plotą o sprawach mało istotnych dla niewtajemniczonych; posługując się ubogim językiem polskim, z „ykaniem” i jąkaniem, które w zderzeniu z bufonadą i samozadowoleniem stwarzają komiczny obraz postaci jak z Aleksandra Fredry czy Mikołaja Gogola. Jednak dziennikarze w to brną. Bo… sami mają w tym interes.
Wspólnota antenowo-sceniczna polega na wymianie interesów między redaktorami a muzykami: ja ci promocję na antenie, ty mi konferansjerkę koncertu; ja ci puszczam płytę na ogólnopolskiej, ty mi ekskluzywny wywiad o tym, co cię nakręciło. To tylko góra lodowa biznesów łączących tych, co grają, i redaktorów od grania. A zaczęło się od Trójki, która ze stacji publicznej przeobraziła się w prywatne przedsiębiorstwo pod auspicjami „autorskiej” anteny. Początki były niewinne, a programy niedochodowe. Rozkręcało się to delikatnie i troszkę antykomunistycznie w latach 70./80. Jednak od stanu wojennego rzekomy luz i mruganie okiem do podziemia został zastąpiony cynicznym przekazem skonstruowanym na potrzeby chwili: jest fajnie, rodacy, nic się nie stało, nadal gramy muzykę z Zachodu.
Dzieje od Jaruzela
W kwietniu 1982 roku, jeszcze za stanu wojennego, wystartowała „Lista Przebojów Programu Trzeciego” prowadzona ciepłym głosem Marka Niedźwieckiego. Jasne, że na takiej pustyni muzycznej, jaką w latach 80. był PRL, program wspiął się na szczyty popularności. Poza tym w najpaskudniejszych latach „Jaruzela” w Trójce zaczęli robić karierę Monika Olejnik, Hirek Wrona, Piotr Metz i Piotr Baron. Wszystko pod przykrywką, że „niezależna” muza wpłynie na mental narodu. Nie wiadomo – miała budzić czy usypiać czujność? Typuję to drugie.
Czterdzieści lat później Trójka nadal udaje wywrotowców – tylko łapa w łapę z establishmentem. W tym roku szaleństwo ogarnęło całe Polskie Radio w likwidacji za sprawą 34. edycji WOŚP. I choć teoretycznie odbył się już wielki finał przedsięwzięcia, w Jedynce licytacje „atrakcji” (komentowanie meczu piłki nożnej z dziennikarzem rozgłośni, aukcja Złotego Serduszka) oferowanych przez antenę potrwają do 9 lutego. Oczywiście nie mogło zabraknąć Owsiaka w Trzecim Programie – był gościem „Pulsu Trójki”, zachęcając do licytacji Złotego Mikrofonu – nagrody otrzymanej pośmiertnie przez Katarzynę Stoparczyk (zmarłej tragicznie w wypadku drogowym 5 września 2025 roku).
„Licytujcie z całych sił. Liczy się każda złotówka”
– nakręcał Owsiak. Tak jak prymitywne są jego wypowiedzi, tak pokrętna jest jego „kariera”. Ale w tym roku Owsiak już nie udaje nieświadomego i „charytatywnego”. On gra va banque. Idzie na całość z polityką oficjalnego nurtu. Ot, mały przykład: Katarzyna Tusk odniosła się w mediach społecznościowych do kwestii kwot zebranych na aukcjach przez nią i jej tatę:
„Gdy wydaje ci się, że jesteś mega gościówą, bo zebrałaś dla Fundacji WOŚP ponad 40 tysięcy, ale jak zwykle okazuje się, że nie dorastasz do pięt swojemu tacie i potwierdzasz tylko wszystkie teorie na temat «nepo babys»”
– napisała. „Nepo babies" to określenie na dzieci bogatych lub posiadających dużą władzę osób, które używają swoich wpływów, aby pomóc potomkom w karierze. Owsiak też się do tego przykłada.
Zawstydzanie i podlizywanie (się)
Od kilku/kilkunastu lat gra toczy się o pozyskanie uwagi i kasy od odbiorców starszych i całkiem wiekowych, wykorzystując ich sentymenty z młodości. Wciąż dają się skrzykiwać muzykom pod wodzą jakiegoś charyzmatycznego Jurasa, Wagla czy innego Maleńczuka. I znów – nie byłoby sprawy, gdyby wydarzenia toczyły się swoim muzycznym/alternatywnym trybem, czyli na bocznicy polityki. Ale nie, w nagłaśnianie imprez – tym samym w zbieranie grosza i sterowanie emocjami – zaangażowały się publiczne stacje. Każdy z muzycznych dziennikarzy Trójki, Jedynki czy Dwójki ma swój udział w imprezach (choćby prowadzenie, osobno płatne). Jednak prym wiedzie Trójka.
Już w 2010 roku stacja zaangażowała się w promowanie cyklu koncertów „Męskie Granie”, których sponsorem i pomysłodawcą był producent piwa Żywiec. I właśnie Trzeci Program stał się patronem medialnym festiwalu w latach 2010–2019, zaś twarzą wydarzenia okazał się dziennikarz muzyczny Piotr Stelmach zwany Stelką. On to jest wieloletnim prowadzącym koncerty „Męskiego Grania” – co nie jest działalnością charytatywną, a w dodatku przynosi pozahonoraryjne benefity wszystkim uczestnikom. Jakie? Ano, darmową promocję. Festiwal jest organizowany w formie corocznej letniej trasy koncertowej z udziałem polskich wykonawców muzyki rozrywkowej. Podsumowaniem każdej edycji staje się album koncertowy zawierający wybrane nagrania z koncertów. Tradycją „Męskiego Grania” jest też coroczny premierowy utwór nagrywany przez jednorazowo skleconą supergrupę i promowany jako hymn dorocznej edycji festiwalu. Począwszy od 2014 roku, supergrupa nosi nazwę Męskie Granie Orkiestra i daje podczas festiwalu specjalnie przygotowany koncert złożony z coverów polskich utworów i swojego hymnu.
Opłacalne podlizywactwo
Od czasów, gdy PiS doszło do władzy, festiwale muzyczne i inne eventy związane z graniem stały się manifestacjami politycznymi. Antyprawicowymi. Bo przecież postęp kieruje myśl na lewo, a żaden muzyk czujący się awangardą i żaden fan – choćby miał sześćdziesiątkę (lub więcej) na karku – nie przyzna się do zachowawczych poglądów. Toteż podprogowy przekaz zawarty w tekstach zawsze był czytelny dla audytorium „Męskiego Grania”. I tak w 2019 roku Nosowska, Igo, Organek i Krzysztof Zalewski śpiewali:
„Życzymy sobie i wam, by nas było stać/ Na święty spokój/ Szczęścia ile się da, miłości w bród/ Mądrych ludzi wokół”.
W 2023 roku ważyły się sprawy przedwyborcze:
„Nie, nie ugasi mnie nikt/ Gdy ogień sięga pod sufit/ Bo zamiast w język się gryźć/ Wolałem płomienie wypuścić”
deklarowali w utworze „Supermoce” Igo, Mrozu i Vito Bambino. I wreszcie – ufff! – w 2024 roku Daria Zawiałow, Mrozu i Kacperczyk mogli odetchnąć jako „Wolne duchy”:
„Tańczą wolne duchy, w noc jak dzieło sztuki/ Kosmos to nasz sufit, nie możemy odpuścić”.
Nie odpuszczą, w to nie wątpię. Zwłaszcza że nagrody za jedynie słuszne poglądy są gwarantowane. „Wolne duchy” okazały się utworem najczęściej odtwarzanym w polskich rozgłośniach radiowych, nominowanym do Fryderyka i otrzymały status złotego singla. Plus bonus – teledysk udostępniony w dniu premiery przez YouTube. Jak wiadomo, podlizywanie się władzy zawsze się opłaca.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




