Cena bezpieczeństwa. Co naprawdę kryje się za programem SAFE
Co musisz wiedzieć:
- Program SAFE to unijny mechanizm pożyczek na zbrojenia, który według krytyków może zwiększyć wpływ instytucji UE na politykę obronną państw i sprzyjać centralizacji europejskiej.
- Opozycja podnosi wątpliwości dotyczące kosztów kredytu, przejrzystości wydatkowania środków oraz ryzyka, że znaczna część pieniędzy trafi do zachodniego przemysłu zbrojeniowego.
- Alternatywą proponowaną przez prezydenta jest krajowy fundusz finansowania obronności (SEJF 0%), który miałby wykorzystywać zasoby NBP, aby wzmacniać armię bez zaciągania unijnego długu.
– I jak tu obronić się przed Putinem?
– pytał przed laty Janusz Palikot w spocie wyborczym swojego ugrupowania Europa Plus Twój Ruch.
– Inwestowanie w armię nic nie da
– odpowiadała mu Barbara Nowacka, dziś minister edukacji w rządzie Donalda Tuska.
– Bezpieczne dla nas byłoby pełne zjednoczenie Europy
– dodawała Kazimiera Szczuka.
– Jeśli armia, to wspólna, europejska
– kontynuowała myśl Nowacka, a Palikot dorzucał do puli pomysłów jeszcze wprowadzenie euro i przekonywał, że wspólna waluta będzie lepsza od tarczy antyrakietowej, bo po jej przyjęciu atak na Polskę będzie atakiem na całą Europę. Reklamówka nie pomogła ugrupowaniu, ale została zapamiętana przez swoją nietypową formę, ukazuje ona bowiem całą trójkę porozumiewającą się telepatycznie, a więc „rozumiejącą się bez słów”. Minęła ponad dekada, wojna na bliskiej zagranicy nabrała dużo bardziej realnych kształtów i nagle okazało się, że to właśnie finansowanie zakupów uzbrojenia może być narzędziem głębszej integracji, bezpośredniego wpływu unijnej biurokracji na politykę państw członkowskich, a być może także drogą do wciągnięcia nowych, nie zawsze chętnych na to państw, do strefy euro.
- Nie żyje były reprezentant Polski i bramkarz znanych klubów
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska
- SAFE to przebiegły niemiecki biznesplan
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Komunikat dla mieszkańców Wrocławia
Jeszcze więcej integracji
Choć apogeum sporu, więc i szczyt zainteresowania mediów tematem unijnego programu SAFE, przypada na ostatnie dwa miesiące, nie jest to wbrew pozorom sprawa zupełnie nowa. Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy („instrument SAFE”) przyjęty został już w maju zeszłego roku, wówczas jednak nie rozgrzało to aż tak polskich mediów, również tych, które zaliczyć możemy do bardziej sceptycznego wobec niego nurtu tożsamościowego. Pierwsze publikacje miały raczej charakter informacyjny, skupiający się na omówieniu głównych założeń dokumentu. Z perspektywy Komisji Europejskiej SAFE ma zapewniać do 150 mld euro konkurencyjnych, długoterminowych pożyczek, finansując pilne i duże zakupy obronne; preferowana jest formuła wspólnych zamówień, choć czasowo dopuszczono również zamówienia pojedynczych państw. Jednocześnie wprost wskazano warunek, że umowy zakupowe mają zapewniać, by nie więcej niż 35% kosztów komponentów pochodziło spoza UE/EOG-EFTA/Ukrainy.
W tekście znajdziemy postulat wzrostu nie tylko możliwości obronnych, ale też większej suwerenności Europy, co powinno stanowić pierwszy sygnał ostrzegawczy, ponieważ w takim wniosku zaszyte może być zarówno rozluźnienie relacji sojuszniczych, jak i zwiększenie kompetencji Unii wobec państw członkowskich. W tym drugim kierunku, również w aspekcie militarnym, dotąd traktatowo objętym swobodą dla państw członkowskich, zmierzają inne prointegracyjne rozwiązania forsowane przy dużo mniejszym zainteresowaniu opinii publicznej, takie jak choćby tworzenie grupy E6, o której pisaliśmy w „TS” kilka tygodni temu. W kwestii samego SAFE dużo większe emocje wzbudziły wydające się powtórzeniem pułapek zastawionych na państwa narodowe w KPO wątpliwości ekonomiczne związane z kosztami obsługi kredytu i przyjęciem go w obcej walucie – tu z kolei przeciwnicy SAFE zwracają uwagę na ryzyko wystąpienia podobnych komplikacji, jakie przed laty mocno utrudniły życie Polakom biorącym kredyty frankowe.
Jesienna pobudka
Kontrowersje zaczęły narastać późną jesienią. Politycy PiS zaczęli zwracać uwagę na fakt, że brakuje informacji na temat wydatkowania środków, które Polska miałaby otrzymać z nowego unijnego instrumentu. – Jeżeli mamy do czynienia z brakiem informacji w tej sprawie, to są dwie możliwości – po pierwsze jest tak, że ten fundusz nie zostanie wykorzystany w celu wzmocnienia odporności Polski na ataki, tylko na odbudowę niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, bo przypomnę, że w pierwszym etapie projekty mają składać państwa, a w drugim etapie to już nie indywidualnie państwa, tylko zespoły państw mają to robić. Znając podejście Donalda Tuska, możemy się spodziewać, że niewykorzystane zostaną te pieniądze w pierwszym etapie, żeby w drugim mogły być wykorzystane przez niemiecki przemysł zbrojeniowy do odbudowy właśnie niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, a przecież to polski powinien na tych funduszach skorzystać – ostrzegał wówczas Mariusz Błaszczak.
Czyżby więc SAFE miało być kolejną po umowie z Mercosur trampoliną dla niemieckiego przemysłu? Ten zdecydowanie potrzebuje pomocy, ponieważ boryka się w tym roku z rekordowym spadkiem zamówień. Mniej więcej w tym samym czasie, w którym pojawiły się ostrzeżenia Błaszczaka, w przestrzeni medialnej pojawiły się informacje, że wiele państw UE, w tym Niemcy, zrezygnowało z udziału w SAFE, co uznano na sygnał, że jest on mniej opłacalny, niż przedstawia to polski rząd. Nieufność po prawej stronie jednak narastała, tym bardziej że kolejne państwa swój udział w instrumencie ograniczyły do symbolicznych kwot. Tym samym propagandowa formuła o Polsce jako „największym beneficjencie” projektu straciła sporo na swej atrakcyjności – po prostu nikt inny nie był tym przywilejem zainteresowany. Wątpliwości opozycji nie były rozwiewane, pojawiało się coraz więcej pytań.
„Końcowa faza przygotowania projektów przez resort obrony, ale i MSWiA, które do 28 listopada mają być przekazane do KE, przebiega w chaosie i przepychankach […], co zapewne doprowadzi do tego, że w pierwszym podejściu, kiedy zamówienia są kierowane do przemysłu krajowego, wykorzystamy tylko część środków. Ta zasadnicza zostanie wykorzystana już w drugim podejściu, ale będą to musiały być już wspólne zakupy z innymi krajami, jak się można domyślać, głównie w krajach Europy Zachodniej, a przede wszystkim w Niemczech. KE przygotowywała projekt pożyczki SAFE w porozumieniu z Berlinem, więc zasadnicza część środków z niej trafi do niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, a rząd Tuska jeszcze w tym wydatnie pomoże”
– pisał na portalu wPolityce.pl Zbigniew Kuźmiuk, potwierdzając niewiele wcześniejsze ostrzeżenia Błaszczaka. W grudniu doszło do kolejnego przełomu: szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas poinformowała, że podobnie jak w przypadku środków z KPO przyznawanie funduszy z SAFE objęte będzie mechanizmem warunkowości, uzależniającym przyznawanie środków od stosowania unijnego rozumienia pojęcia praworządności, a więc znajdującym się w rękach komisarzy narzędziem ekonomicznego szantażu wobec „nieprawomyślnych” rządów państw członkowskich, stosowanym wcześniej bardzo chętnie wobec Polski i Węgier.
Zdrajcy i lichwiarze
Pomimo wszystkich zastrzeżeń w lutym Sejm przegłosował ustawę o SAFE, a przedstawiciele rządu opowiedzenie się opozycji przeciw zaczęli przedstawiać wprost jako zdradę. Natychmiastowe przyjęcie przepisów i bezrefleksyjne zaciągnięcie kredytu stało się w tej dyskusji miarą odpowiedzialności i patriotyzmu. Wątpliwości były pomijane i sprowadzane do lęków, „że nie będzie można kraść”, jak tłumaczył Radosław Sikorski. Rządowa propaganda zaczęła przedstawiać SAFE jako unijną zrzutkę, pomijając całkowicie faktyczny charakter pieniędzy i koszty obsługi kredytu.
– Każdy, kto głosuje przeciwko programowi SAFE, jest albo głupcem, albo zdrajcą interesów Polski
– mówił w Sejmie minister finansów Andrzej Domański. Oliwy do ognia dodała obecność w Sejmie podczas głosowania ambasadora Niemiec. W kolejnych dniach politycy opozycji przedstawiali jednak coraz więcej wątpliwości, mając nadzieję, że jeśli nie uda się części z nich rozwiązać w Senacie, sprawę zakończy weto prezydenta. Posłowie ujawnili, że mieli bardzo mało czasu na zapoznanie się z ustawą, a część dokumentów została im przedstawiona jedynie w języku angielskim (co samo w sobie może być złamaniem prawa). Utajniono listę podmiotów, które miałyby być beneficjentami środków, jednak udało się ustalić, że jednym z nich będzie firma należąca do polityka Koalicji Obywatelskiej Pawła Poncyljusza. Co więcej, tworzone przez przedstawicieli rządu interpretacje „polskości” mających korzystać z programu firm okazały się bardzo inkluzyjne i objęły spółki córki zagranicznych koncernów. Sytuacja zaostrzyła się, gdy swoje wątpliwości, zbieżne ze stanowiskiem PiS, zaczął prezentować prezydent RP.
Nawrocki odpowiada
Odpowiedzią na szantaże emocjonalne stał się przygotowany przez prezydenta i szefa NBP program SEJF 0 %, oparty na mającym powstać mocą ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych. Fundusz miałby być zasilany przede wszystkim z zysków Narodowego Banku Polskiego wynikających z zarządzania rezerwami walutowymi i złotem. Zwolennicy rozwiązania podkreślają, że dzięki temu środki na modernizację armii mogłyby być pozyskiwane bez zaciągania wieloletniego długu i bez płacenia odsetek, co odróżnia tę koncepcję od unijnego instrumentu opartego na pożyczkach. Fundusz miałby finansować zakup uzbrojenia, rozwój przemysłu obronnego oraz infrastrukturę wojskową, a jego wydatkowanie pozostawałoby pod wspólnym nadzorem przedstawicieli rządu i prezydenta. W założeniu ma to być sposób na wykorzystanie krajowych zasobów finansowych do wzmocnienia obronności przy zachowaniu większej autonomii decyzyjnej państwa.
Projekt, choć potencjalnie rozwiewa wątpliwości wokół europejskiej pożyczki, przez rząd został potraktowany jako mglisty. Wśród polityków widać determinację do realizacji ryzykowanej dla naszej suwerenności, a zarazem wzmacniającej uzależnienie Polski od zagranicy, w tym Niemiec, pożyczki. Pojawiają się zapowiedzi przeforsowania SAFE za pomocą rozporządzeń, jeżeli prezydent nie podpisze stosownej ustawy. I choć według wielu głosów byłoby to złamanie prawa, zagrożone potencjalnie nawet surowymi wyrokami, najwyraźniej korzyści, być może częściowo opinii publicznej nieznane, przeważają szalę. Tymczasem konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski ostrzega, że prezydent nie może podpisać ustawy, która ogranicza naszą suwerenność, ponieważ byłoby to złamaniem konstytucji. Co ciekawe, niemiecki Bundestag uważa z kolei, że SAFE może być niezgodne z unijnym prawem.
Całość dyskusji znajduje odbicie w nastrojach społecznych. Według niedawnego badania IBRiS 29% Polaków popiera propozycje prezydenta, 24 – rządu, a 29% chciałoby skorzystać z obu programów równocześnie. Tymczasem politycy Konfederacji zwracają uwagę na fakt, że problemem nie jest tak naprawdę brak środków na uzbrojenie (te są od kilku lat bardzo wysokie), a ich nieumiejętne i nieracjonalne wydawanie. Sytuacja zdaje się zagmatwana, podziały – nieoczywiste (np. część zwolenników budowy CPK uznała SAFE za ciekawy program prorozwojowy i w tej sprawie sympatyzuje z rządem), a finał starcia trudny do przewidzenia. Pozostaje mieć nadzieję, że nie okaże się, że broni nie mamy, za to długi spłacać będziemy przez pokolenia, z kieszeni własnej, nie zaciągających je polityków.
Fałszywa alternatywa
– Polacy mają dobrze poukładane w głowie. Zdecydowana większość obywateli dostrzega, że warto oddać część suwerenności w zamian za bezpieczeństwo
– opowiadał 10 lat temu w rozmowie z „Plusem Minusem” Paweł Kowal, dziś awansujący w strukturach KO dawny polityk PiS. Unia w ostatnich latach chce ograniczać suwerenność państw, właśnie w imię bezpieczeństwa ograniczając zasadę jednomyślności. Wydaje się jednak, że suwerenność i bezpieczeństwo nie są wykluczającymi się pojęciami, zwłaszcza gdy tę pierwszą chce się oddać w ręce struktur bardzo często mających sprzeczne z nami zdania i interesy, również dotyczące Moskwy. Rozumie to otoczenie prezydenta, nie chce widzieć tego rząd. Czy za kolejne niepewne pieniądze oddamy w obce ręce kluczowe dla nas decyzje, pozostaje kwestią dziś nierozstrzygniętą.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




