Kto chciał śmierci króla popu?

Trwająca niemal trzydzieści lat nagonka medialna na Michaela Jacksona to dowód na to, że świat popkultury i show-biznesu także ma swój „deep state”. I, podobnie jak w polityce, tam także nie lubi się tych, którzy najpierw przynoszą ogromne zyski, a następnie zrywają się ze smyczy i próbują mówić własnym głosem.
Michael Jackson
Michael Jackson / Tygodnik Solidarność / Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst przedstawia Michaela Jacksona jako ofiarę wieloletniej nagonki medialnej i możliwych interesów wpływowych środowisk show-biznesu.
  • Autorka sugeruje, że oskarżenia o pedofilię wobec Jacksona były wątpliwe lub zmanipulowane.
  • Śmierć Jacksona, formalnie spowodowana przez lekarza Conrada Murray'a, jest interpretowana jako element szerszego kontekstu presji, uzależnień i możliwych ukrytych interesów.

 

Michael Jackson wychował się w rodzinie dysfunkcyjnej. Jego ojciec, zwany przez niektóre media eufemistycznie „łowcą talentów”, „łowił” głównie w swojej rodzinie, czerpiąc pokaźne zyski z wybitnych zdolności artystycznych swoich kilkuletnich dzieci (w tym wieku rozpoczął pracę przyszły król popu), niesubordynację karząc przemocą psychiczną i fizyczną. Mama Jacksona szukała pocieszenia w religii, trafiła jednak do sekty Świadków Jehowy, znanej z surowych zasad i stosowania przemocy na jej wyznawcach.

 

Zamrożenie w niedojrzałości

Tresura zamiast wychowania połączona z pozbawieniem małego Michaela dzieciństwa nie pozwoliła mu na normalny rozwój, niejako „zamrażając” go w niedojrzałości. Zamordyzm ojca uczynił go zapewne podatnym na manipulacje innych przemocowców, których przecież w świecie szołbiznesu nie brakuje. Jednocześnie w pewnym momencie dało o sobie znać pragnienie emancypacji i wolności, co poskutkowało słynną wojną Jacksona z wytwórnią SONY i jej toksycznym szefem, w którym – być może – Michael dostrzegł figurę swojego ojca. Król popu pozostał mentalnie dzieckiem, dzięki czemu świetnie się z najmłodszymi dogadywał, ale zarazem nie miał poczucia, że jako dorosły mężczyzna przynależy już do innego świata, rządzącego się innymi prawami. Chciał na zawsze pozostać w stworzonym przez siebie „Neverlandzie”. Dziecięca naiwność nadała unikalny wymiar jego twórczości, ale zarazem uczyniła go kompletnie bezbronnym wobec cwanych lisów zaplecza prawno-finansowego popkultury chętnych do czerpania zysków z jego talentu.

Michael szczerze chciał, jak śpiewał to w swoim wielkim przeboju, „uleczyć świat”. Wierzył, że ma realny wpływ na rzeczywistość i że to wszystko dzieje się na serio. Śpiewał o tym, o czym sam chciał, a z czasem zapragnął także niezależności od wielkich wytwórni muzycznych. Tłuste koty działające za kulisami przemysłu rozrywkowego nie mogły na to pozwolić. Niszczenie Jacksona nie było trudne. On sam dostarczał swoim wrogom amunicji, bo – choć wierzę, że nie dopuszczał się wykorzystywania seksualnego dzieci (niczego takiego zresztą mu nie udowodniono, choć wielu bardzo się starało), to jednak wykorzystywał swój status gwiazdy do przedłużania w nieskończoność własnego dzieciństwa, będąc już bardzo dorosłym facetem. Czy to zbrodnia? Nie, ale jednak jest to zaburzenie. Coś, co w „normalnym świecie” zostałoby poddane terapii, mieściło się w uniwersum twórców popkultury.

Jestem przekonana, że Michael kierował się w swoim działaniu jak najszczerszymi pobudkami i mówiły o tym zresztą nie tylko zachwycone „Neverlandem” dzieciaki, ale także ich spędzający mnóstwo czasu na gościnnym ranczu Jacksona rodzice. Otaczanie się dziećmi przez dorosłego bądź co bądź faceta miało zapewne podłoże w nieprzeżytym przez Michaela własnym dzieciństwie, jednak dla osób nieprzychylnych gwiazdorowi i szukających na niego „haków” stanowiło właściwie „samograj”.

 

Wyznanie przy wyrywaniu (zęba)

Pierwsze oskarżenia o pedofilię pod adresem Michaela Jacksona zostały sformułowane w 1993 roku przez Evana Chandlera, biologicznego ojca Jordana Chandlera, z którego matką i ojczymem przyjaźnił się Jackson. Matka chłopca brała wówczas pod uwagę możliwość, że jej były mąż kłamie i że kieruje nim zazdrość, że Michael zajął jego miejsce w życiu chłopca. Ta teza znalazła zresztą później potwierdzenie, ponieważ światło dzienne ujrzało nagranie Chandlera deklarującego, iż zrobi on wszystko, co w jego mocy, aby zniszczyć Jacksona. W toku śledztwa wyszło także na jaw, że Chandler, z zawodu dentysta, uzyskał „wyznanie” swojego syna o rzekomym molestowaniu przez Jacksona podczas… wyrywania dziecku zęba i zastosowania przy tym leku z grupy barbituranów, znanego z eksperymentów medycznych polegających na „wgrywaniu” pacjentom do podświadomości fałszywych wspomnień. „Creepy” to mało powiedziane.

Prowadzone w sprawie Jacksona śledztwo niczego nie wykazało, jednak Michael przeżył w wyniku nagonki medialnej kryzys nerwowy, w wyniku którego odwołał drugą część swojej ówczesnej trasy koncertowej. Jordan Chandler, domniemana ofiara Jacksona, wystąpił w wieku 14 lat do sądu z wnioskiem o usamodzielnienie się prawne od obojga rodziców, a dwa lata później przedłożył wniosek o wydanie zakazu zbliżania się do niego dla jego ojca, Evana Chandlera. Nastolatek argumentował tę decyzję doświadczaniem z jego strony przemocy fizycznej i psychicznej. Doktor Chandler zginął w tajemniczych okolicznościach kilka miesięcy po śmierci Michaela Jacksona. Oficjalną przyczyną było samobójstwo.

Łatka predatora

Nagonka na Jacksona na moment przycichła, powróciła jednak z mocą na początku lat 2000., kiedy oskarżenie o molestowanie padło ze strony rodziny Gavina Arvizo, chłopca chorego na raka, któremu Jackson sfinansował kosztowne leczenie (dzięki któremu zresztą Arvizo przeżył) i którego zaprosił wraz z rodziną na swoje ranczo. Początkowo ze strony chłopca i jego najbliższych padały pod adresem Jacksona same superlatywy i wyrazy wdzięczności. Oskarżenia o molestowanie pojawiły się dopiero po pewnym czasie. Prawnicy Jacksona intepretowali je jako próbę wyłudzenia od gwiazdora pieniędzy, a śledztwo oddaliło wszystkie 14 zarzutów stawianych wówczas królowi popu. Nie powstrzymało to jednak mediów przed przyklejaniem mu łatki predatora seksualnego i nieustępliwym niszczeniem jego wizerunku. Co ciekawe, prawdziwi pedofile, jak wynika z lektury niedawno odtajnionych akt Jeffreya Epsteina, byli przez media kryci, a czasem nawet wybielani. Pod warunkiem jednak, że działali w obrębie systemu wzajemnych korzyści.

 

„Muj wydafca jest złodziejem”

Być może największą „winą” Jacksona było jego „postawienie się” systemowi. Król popu, po osiągnięciu gigantycznego sukcesu, zapragnął niezależności. Publicznie formułował wówczas mniej więcej ten sam przekaz, który zawarł Kazik Staszewski w utworze „Muj wydafca” (jest złodziejem). Jackson posunął się jeszcze dalej, określając Tommy’ego Mottolę, szefa wytwórni Sony jako wrednego, diabolicznego rasistę. Subtelnie. Ale być może trafnie. Jackson nie był zresztą jedynym artystą, który czuł się poszkodowany przez Mottolę. Jego była żona Mariah Carey opisywała małżeństwo z Mottolą jako „więzienie”, a on sam przyznał zresztą, że był obsesyjny i kontrolujący, ale… że wyszło to piosenkarce na dobre. Na dobre relacja z Mottolą na pewno nie wyszła Jacksonowi, kosztowała go bowiem wiele stresu i pieniędzy.

Pod koniec życia król popu znalazł się na skraju bankructwa, a problemy finansowe i nieustające zaszczuwanie medialne pogłębiły jego uzależnienie od leków przeciwbólowych i psychotropowych. Z tego ostatniego skorzystał zresztą przedsiębiorczy lekarz Conrad Murray, który chętnie podawał Jacksonowi środki stosowane przy operacjach (propofol). Przedawkowanie tej substancji stało się zresztą przyczyną zgonu króla popu, a Murray został uznany za winnego nieumyślnego spowodowania jego śmierci. Badający tę sprawę śledczy wskazywali jednak na coś więcej – na ukrywanie przez Murraya dowodów, na zbyt późne wezwanie przez niego pomocy medycznej etc. Twierdzili także, iż w czasie, kiedy Jackson był na skraju życia i śmierci, jego lekarz zajmował się swoimi sprawami i prowadził rozmowy telefoniczne, nie bardzo przejęty tym, aby ratować swojego pacjenta. Ostatecznie Murray został skazany na 4 lata więzienia. Wyszedł na wolność po niecałych dwóch i wydał książkę o Michaelu Jacksonie, w której opisywał szczegółowo rozmaite dolegliwości zdrowotne swojego pacjenta, które – gdyby ktoś podchodził do swojej pracy etycznie – stanowiły zapewne tajemnicę lekarską. Dwie książki o Jacksonie wydał także tuż po śmierci gwiazdora rabin Shmuley Boteach, który oparł swoje wspomnienia na kilkudziesięciu godzinach nagrań rozmów z królem popu.

 

Obrońcy "Króla"

Z chwilą śmierci Jacksona nie skończyła się prowadzona przeciwko niemu nagonka. Stacja HBO wyprodukowała dokument „Leaving Neverland”, w którym dwóch mężczyzn, kiedyś dziecięcych gwiazd promowanych przez Michaela Jacksona, oskarżało go o molestowanie. Notabene wcześniej ci sami ludzie zeznawali pod przysięgą w obronie gwiazdora, zaatakowali go dopiero po jego śmierci. Ich relacje jednak tak dalece nie odpowiadały ani opisywanym przez nich miejscom, ani czasowi, do którego się odnosili, a także zawierały tyle sprzeczności, że dokument ten, paradoksalnie, dał do myślenia części opinii publicznej, dotychczas niechętnej Jacksonowi, iż być może jednak artysta padł ofiarą nagonki.

Przekonanie to wzmacniały publiczne wypowiedzi gwiazd takich jak Macaulay Culkin, który wielokrotnie na przestrzeni lat mimo rozmaitych nacisków konsekwentnie stawał w obronie Michaela Jacksona, podkreślając, że czas z nim spędzony to była wspaniała zabawa i że zawsze był traktowany z szacunkiem i że nigdy nie był świadkiem żadnego niestosownego zachowania piosenkarza. Jacksona bronił również raper Kanye West, a także aktor Corey Feldman, który – jak sam przyznawał – padł w dzieciństwie ofiarą molestowania, ale nie ze strony Michaela Jacksona. O nim samym mówił w tym kontekście: „To nie jest tego typu facet”.

 

Wi(e)dział za dużo?

Nagonka na króla popu znalazła odzwierciedlenie w jego licznych utworach muzycznych, z najbardziej znanym „They don’t really care for us” [Tak naprawdę im na nas nie zależy] na czele. Mniej znane jego teksty po opublikowaniu części archiwów Epsteina zaczęły być analizowane pod kątem tego, czy Jackson przypadkiem nie wiedział „za dużo” i czy być może nie był świadkiem czegoś, co nie powinno nigdy ujrzeć światła dziennego. W tym kontekście interpretowany bywają niepokojące słowa utworu „Smooth criminal” [Sprawny przestępca] opowiadającego oczami przerażonego świadka historię wykorzystania seksualnego i morderstwa kobiety. W sieci pojawiają się także tezy o tym, że Jackson miał wiedzieć o tym, co się dzieje na wyspie Little Saint James i chronić przed tym dzieci, psując Epsteinowi biznes. Nie znajdują one jednak potwierdzenia w faktach.

Niezależnie od tego, jaka była faktyczna przyczyna zabicia Jaksona – gra interesów, chęć zysku, osobista nienawiść, chęć wyeliminowania niewygodnego świadka czy też „zwyczajne” (komu z nas się nie zdarzyło?) podanie przez lekarza śmiertelnej dawki środka stosowanego przy operacjach i w warunkach szpitalnych, z pewnością przykład króla popu pokazuje jak w soczewce, czym kończy się posiadanie wielkiego talentu, śladowej odporności, dużej naiwności i dużych pieniędzy. A także, last but not least, chęć posiadania własnego głosu i odmowa bycia pacynką w rękach możnych tego świata. Czy nowy film fabularny o Michaelu Jacksonie położy kres jego czarnej legendzie?

„Prawda zawsze prędzej czy później wychodzi na jaw, niezależnie od tego, jak wiele kłamstw zostanie powiedzianych. Co się jednak dzieje, jeśli świat nie chce tej prawdy usłyszeć?”

– pyta autor yotubowego kanału „MJ Forever” poświęconego królowi popu. Byłabym mimo wszystko optymistką. Wiele legend ostatnio upada i wiele prawdy wychodzi na jaw, a ludzie – mimo wszystko – są na nią otwarci. Źle by się stało, gdyby przykład zniszczenia wielkiego artysty odstraszył ludzi utalentowanych, wrażliwych i chcących zachować wolność ducha i wolność sztuki. Potrzebujemy Michaelów Jaksonów. A bez toksycznych menedżerów w rodzaju Tommy’ego Mottoli damy sobie radę.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Kto chciał śmierci króla popu?

Trwająca niemal trzydzieści lat nagonka medialna na Michaela Jacksona to dowód na to, że świat popkultury i show-biznesu także ma swój „deep state”. I, podobnie jak w polityce, tam także nie lubi się tych, którzy najpierw przynoszą ogromne zyski, a następnie zrywają się ze smyczy i próbują mówić własnym głosem.
Michael Jackson
Michael Jackson / Tygodnik Solidarność / Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst przedstawia Michaela Jacksona jako ofiarę wieloletniej nagonki medialnej i możliwych interesów wpływowych środowisk show-biznesu.
  • Autorka sugeruje, że oskarżenia o pedofilię wobec Jacksona były wątpliwe lub zmanipulowane.
  • Śmierć Jacksona, formalnie spowodowana przez lekarza Conrada Murray'a, jest interpretowana jako element szerszego kontekstu presji, uzależnień i możliwych ukrytych interesów.

 

Michael Jackson wychował się w rodzinie dysfunkcyjnej. Jego ojciec, zwany przez niektóre media eufemistycznie „łowcą talentów”, „łowił” głównie w swojej rodzinie, czerpiąc pokaźne zyski z wybitnych zdolności artystycznych swoich kilkuletnich dzieci (w tym wieku rozpoczął pracę przyszły król popu), niesubordynację karząc przemocą psychiczną i fizyczną. Mama Jacksona szukała pocieszenia w religii, trafiła jednak do sekty Świadków Jehowy, znanej z surowych zasad i stosowania przemocy na jej wyznawcach.

 

Zamrożenie w niedojrzałości

Tresura zamiast wychowania połączona z pozbawieniem małego Michaela dzieciństwa nie pozwoliła mu na normalny rozwój, niejako „zamrażając” go w niedojrzałości. Zamordyzm ojca uczynił go zapewne podatnym na manipulacje innych przemocowców, których przecież w świecie szołbiznesu nie brakuje. Jednocześnie w pewnym momencie dało o sobie znać pragnienie emancypacji i wolności, co poskutkowało słynną wojną Jacksona z wytwórnią SONY i jej toksycznym szefem, w którym – być może – Michael dostrzegł figurę swojego ojca. Król popu pozostał mentalnie dzieckiem, dzięki czemu świetnie się z najmłodszymi dogadywał, ale zarazem nie miał poczucia, że jako dorosły mężczyzna przynależy już do innego świata, rządzącego się innymi prawami. Chciał na zawsze pozostać w stworzonym przez siebie „Neverlandzie”. Dziecięca naiwność nadała unikalny wymiar jego twórczości, ale zarazem uczyniła go kompletnie bezbronnym wobec cwanych lisów zaplecza prawno-finansowego popkultury chętnych do czerpania zysków z jego talentu.

Michael szczerze chciał, jak śpiewał to w swoim wielkim przeboju, „uleczyć świat”. Wierzył, że ma realny wpływ na rzeczywistość i że to wszystko dzieje się na serio. Śpiewał o tym, o czym sam chciał, a z czasem zapragnął także niezależności od wielkich wytwórni muzycznych. Tłuste koty działające za kulisami przemysłu rozrywkowego nie mogły na to pozwolić. Niszczenie Jacksona nie było trudne. On sam dostarczał swoim wrogom amunicji, bo – choć wierzę, że nie dopuszczał się wykorzystywania seksualnego dzieci (niczego takiego zresztą mu nie udowodniono, choć wielu bardzo się starało), to jednak wykorzystywał swój status gwiazdy do przedłużania w nieskończoność własnego dzieciństwa, będąc już bardzo dorosłym facetem. Czy to zbrodnia? Nie, ale jednak jest to zaburzenie. Coś, co w „normalnym świecie” zostałoby poddane terapii, mieściło się w uniwersum twórców popkultury.

Jestem przekonana, że Michael kierował się w swoim działaniu jak najszczerszymi pobudkami i mówiły o tym zresztą nie tylko zachwycone „Neverlandem” dzieciaki, ale także ich spędzający mnóstwo czasu na gościnnym ranczu Jacksona rodzice. Otaczanie się dziećmi przez dorosłego bądź co bądź faceta miało zapewne podłoże w nieprzeżytym przez Michaela własnym dzieciństwie, jednak dla osób nieprzychylnych gwiazdorowi i szukających na niego „haków” stanowiło właściwie „samograj”.

 

Wyznanie przy wyrywaniu (zęba)

Pierwsze oskarżenia o pedofilię pod adresem Michaela Jacksona zostały sformułowane w 1993 roku przez Evana Chandlera, biologicznego ojca Jordana Chandlera, z którego matką i ojczymem przyjaźnił się Jackson. Matka chłopca brała wówczas pod uwagę możliwość, że jej były mąż kłamie i że kieruje nim zazdrość, że Michael zajął jego miejsce w życiu chłopca. Ta teza znalazła zresztą później potwierdzenie, ponieważ światło dzienne ujrzało nagranie Chandlera deklarującego, iż zrobi on wszystko, co w jego mocy, aby zniszczyć Jacksona. W toku śledztwa wyszło także na jaw, że Chandler, z zawodu dentysta, uzyskał „wyznanie” swojego syna o rzekomym molestowaniu przez Jacksona podczas… wyrywania dziecku zęba i zastosowania przy tym leku z grupy barbituranów, znanego z eksperymentów medycznych polegających na „wgrywaniu” pacjentom do podświadomości fałszywych wspomnień. „Creepy” to mało powiedziane.

Prowadzone w sprawie Jacksona śledztwo niczego nie wykazało, jednak Michael przeżył w wyniku nagonki medialnej kryzys nerwowy, w wyniku którego odwołał drugą część swojej ówczesnej trasy koncertowej. Jordan Chandler, domniemana ofiara Jacksona, wystąpił w wieku 14 lat do sądu z wnioskiem o usamodzielnienie się prawne od obojga rodziców, a dwa lata później przedłożył wniosek o wydanie zakazu zbliżania się do niego dla jego ojca, Evana Chandlera. Nastolatek argumentował tę decyzję doświadczaniem z jego strony przemocy fizycznej i psychicznej. Doktor Chandler zginął w tajemniczych okolicznościach kilka miesięcy po śmierci Michaela Jacksona. Oficjalną przyczyną było samobójstwo.

Łatka predatora

Nagonka na Jacksona na moment przycichła, powróciła jednak z mocą na początku lat 2000., kiedy oskarżenie o molestowanie padło ze strony rodziny Gavina Arvizo, chłopca chorego na raka, któremu Jackson sfinansował kosztowne leczenie (dzięki któremu zresztą Arvizo przeżył) i którego zaprosił wraz z rodziną na swoje ranczo. Początkowo ze strony chłopca i jego najbliższych padały pod adresem Jacksona same superlatywy i wyrazy wdzięczności. Oskarżenia o molestowanie pojawiły się dopiero po pewnym czasie. Prawnicy Jacksona intepretowali je jako próbę wyłudzenia od gwiazdora pieniędzy, a śledztwo oddaliło wszystkie 14 zarzutów stawianych wówczas królowi popu. Nie powstrzymało to jednak mediów przed przyklejaniem mu łatki predatora seksualnego i nieustępliwym niszczeniem jego wizerunku. Co ciekawe, prawdziwi pedofile, jak wynika z lektury niedawno odtajnionych akt Jeffreya Epsteina, byli przez media kryci, a czasem nawet wybielani. Pod warunkiem jednak, że działali w obrębie systemu wzajemnych korzyści.

 

„Muj wydafca jest złodziejem”

Być może największą „winą” Jacksona było jego „postawienie się” systemowi. Król popu, po osiągnięciu gigantycznego sukcesu, zapragnął niezależności. Publicznie formułował wówczas mniej więcej ten sam przekaz, który zawarł Kazik Staszewski w utworze „Muj wydafca” (jest złodziejem). Jackson posunął się jeszcze dalej, określając Tommy’ego Mottolę, szefa wytwórni Sony jako wrednego, diabolicznego rasistę. Subtelnie. Ale być może trafnie. Jackson nie był zresztą jedynym artystą, który czuł się poszkodowany przez Mottolę. Jego była żona Mariah Carey opisywała małżeństwo z Mottolą jako „więzienie”, a on sam przyznał zresztą, że był obsesyjny i kontrolujący, ale… że wyszło to piosenkarce na dobre. Na dobre relacja z Mottolą na pewno nie wyszła Jacksonowi, kosztowała go bowiem wiele stresu i pieniędzy.

Pod koniec życia król popu znalazł się na skraju bankructwa, a problemy finansowe i nieustające zaszczuwanie medialne pogłębiły jego uzależnienie od leków przeciwbólowych i psychotropowych. Z tego ostatniego skorzystał zresztą przedsiębiorczy lekarz Conrad Murray, który chętnie podawał Jacksonowi środki stosowane przy operacjach (propofol). Przedawkowanie tej substancji stało się zresztą przyczyną zgonu króla popu, a Murray został uznany za winnego nieumyślnego spowodowania jego śmierci. Badający tę sprawę śledczy wskazywali jednak na coś więcej – na ukrywanie przez Murraya dowodów, na zbyt późne wezwanie przez niego pomocy medycznej etc. Twierdzili także, iż w czasie, kiedy Jackson był na skraju życia i śmierci, jego lekarz zajmował się swoimi sprawami i prowadził rozmowy telefoniczne, nie bardzo przejęty tym, aby ratować swojego pacjenta. Ostatecznie Murray został skazany na 4 lata więzienia. Wyszedł na wolność po niecałych dwóch i wydał książkę o Michaelu Jacksonie, w której opisywał szczegółowo rozmaite dolegliwości zdrowotne swojego pacjenta, które – gdyby ktoś podchodził do swojej pracy etycznie – stanowiły zapewne tajemnicę lekarską. Dwie książki o Jacksonie wydał także tuż po śmierci gwiazdora rabin Shmuley Boteach, który oparł swoje wspomnienia na kilkudziesięciu godzinach nagrań rozmów z królem popu.

 

Obrońcy "Króla"

Z chwilą śmierci Jacksona nie skończyła się prowadzona przeciwko niemu nagonka. Stacja HBO wyprodukowała dokument „Leaving Neverland”, w którym dwóch mężczyzn, kiedyś dziecięcych gwiazd promowanych przez Michaela Jacksona, oskarżało go o molestowanie. Notabene wcześniej ci sami ludzie zeznawali pod przysięgą w obronie gwiazdora, zaatakowali go dopiero po jego śmierci. Ich relacje jednak tak dalece nie odpowiadały ani opisywanym przez nich miejscom, ani czasowi, do którego się odnosili, a także zawierały tyle sprzeczności, że dokument ten, paradoksalnie, dał do myślenia części opinii publicznej, dotychczas niechętnej Jacksonowi, iż być może jednak artysta padł ofiarą nagonki.

Przekonanie to wzmacniały publiczne wypowiedzi gwiazd takich jak Macaulay Culkin, który wielokrotnie na przestrzeni lat mimo rozmaitych nacisków konsekwentnie stawał w obronie Michaela Jacksona, podkreślając, że czas z nim spędzony to była wspaniała zabawa i że zawsze był traktowany z szacunkiem i że nigdy nie był świadkiem żadnego niestosownego zachowania piosenkarza. Jacksona bronił również raper Kanye West, a także aktor Corey Feldman, który – jak sam przyznawał – padł w dzieciństwie ofiarą molestowania, ale nie ze strony Michaela Jacksona. O nim samym mówił w tym kontekście: „To nie jest tego typu facet”.

 

Wi(e)dział za dużo?

Nagonka na króla popu znalazła odzwierciedlenie w jego licznych utworach muzycznych, z najbardziej znanym „They don’t really care for us” [Tak naprawdę im na nas nie zależy] na czele. Mniej znane jego teksty po opublikowaniu części archiwów Epsteina zaczęły być analizowane pod kątem tego, czy Jackson przypadkiem nie wiedział „za dużo” i czy być może nie był świadkiem czegoś, co nie powinno nigdy ujrzeć światła dziennego. W tym kontekście interpretowany bywają niepokojące słowa utworu „Smooth criminal” [Sprawny przestępca] opowiadającego oczami przerażonego świadka historię wykorzystania seksualnego i morderstwa kobiety. W sieci pojawiają się także tezy o tym, że Jackson miał wiedzieć o tym, co się dzieje na wyspie Little Saint James i chronić przed tym dzieci, psując Epsteinowi biznes. Nie znajdują one jednak potwierdzenia w faktach.

Niezależnie od tego, jaka była faktyczna przyczyna zabicia Jaksona – gra interesów, chęć zysku, osobista nienawiść, chęć wyeliminowania niewygodnego świadka czy też „zwyczajne” (komu z nas się nie zdarzyło?) podanie przez lekarza śmiertelnej dawki środka stosowanego przy operacjach i w warunkach szpitalnych, z pewnością przykład króla popu pokazuje jak w soczewce, czym kończy się posiadanie wielkiego talentu, śladowej odporności, dużej naiwności i dużych pieniędzy. A także, last but not least, chęć posiadania własnego głosu i odmowa bycia pacynką w rękach możnych tego świata. Czy nowy film fabularny o Michaelu Jacksonie położy kres jego czarnej legendzie?

„Prawda zawsze prędzej czy później wychodzi na jaw, niezależnie od tego, jak wiele kłamstw zostanie powiedzianych. Co się jednak dzieje, jeśli świat nie chce tej prawdy usłyszeć?”

– pyta autor yotubowego kanału „MJ Forever” poświęconego królowi popu. Byłabym mimo wszystko optymistką. Wiele legend ostatnio upada i wiele prawdy wychodzi na jaw, a ludzie – mimo wszystko – są na nią otwarci. Źle by się stało, gdyby przykład zniszczenia wielkiego artysty odstraszył ludzi utalentowanych, wrażliwych i chcących zachować wolność ducha i wolność sztuki. Potrzebujemy Michaelów Jaksonów. A bez toksycznych menedżerów w rodzaju Tommy’ego Mottoli damy sobie radę.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane