SAFE: kto kontroluje kody źródłowe uzbrojenia i czy Polska może je utracić

A co, jeśli KE zechce zastosować zasadę warunkowości zawartą w SAFE, by zmienić rząd w Polsce, i zablokuje w już wyprodukowanym w naszym kraju uzbrojeniu kody źródłowe i elektronikę tak, że nawet nie odpalą w nim silniki?
Czołg
Czołg / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Program SAFE to ogromne unijne pożyczki na zbrojenia, które z jednej strony dają szansę modernizacji armii, ale z drugiej wiążą Polskę finansowo i politycznie na dziesięciolecia.
  • Autor wskazuje, że kluczowym ryzykiem jest niejasna i potencjalnie arbitralna zasada warunkowości, która może być używana jako narzędzie nacisku politycznego wobec Polski.
  • Wspólna produkcja i uzależnienie technologiczne (np. kody źródłowe, serwis) mogą sprawić, że realna kontrola nad uzbrojeniem i największe zyski trafią do silniejszych państw UE.

 

Spór wokół programu SAFE, a właściwie awantura polityczna, trafnie pokazuje problemy i paradoksy polskiej polityki. Mamy zatem państwo średniej wielkości w UE z ogromnym budżetem na wydatki obronne, przy czym trzeba mieć na uwadze to, że duża część pieniędzy, którymi dysponuje Ministerstwo Obrony Narodowej, jest już zamrożona w zamówieniach dopiętych przez poprzednie rządy. Chodzi głównie o sprzęt amerykański. Mamy obok ogromnej puli pieniędzy do wydania słabe rządy, które są łakomym kąskiem dla lobbystów wszelkimi sposobami starających się wydrapać nam te miliardy. Mamy słabych polityków szukających w owych zamówieniach nade wszystko politycznej protekcji na zewnątrz, a dopiero potem bezpieczeństwa dla własnego kraju.

Na końcu są sami wojskowi, wystraszeni i przerażeni wyczynami i niekompetencją polityków, i chociaż to oni powinni mieć najwięcej do powiedzenia, siedzą cicho, ponieważ boją się, czasem anonimowo lub gdy są już jakiś czas na emeryturze, wylewają żółć do zaprzyjaźnionych mediów. Trwa to od lat, w światku dostaw zbrojeniowych wszyscy o tym wiedzą, dlatego nasze rządy, szukające nade wszystko protekcji politycznej, przepłacają za uzbrojenie, czasem o prawie połowę. W ostatnich dyskusjach o SAFE europejskim lub tym polskim 0% najsłabiej słychać było chyba wojskowych, prawda? No, właśnie.

 

Wstydliwe słowo „pożyczka”

Program SAFE to europejski program pożyczek, o czym nader często zapomina mówić premier Donald Tusk, przeznaczonych na cele obronne krajów UE. KE dostrzegła potrzebę wzmocnienia militarnego po wybuchu wojny na Ukrainie w 2022 roku. Wartość całego programu to 150 mld euro, Polska ma być jego największym beneficjentem i otrzymać ponad 43 mld euro. Pieniądze miałyby być spłacane przez następne 45 lat od otrzymania pożyczki, po upływie 10-letniej karencji w spłacie kapitału. Rząd Donalda Tuska deklaruje, że 89 proc. środków z SAFE ma trafić do polskich firm zbrojeniowych.

Z punktu korzyści wojskowych jest to szansa na wielki wieloletni plan zmodernizowania polskiej armii. Sam gen. Wiesław Kukuła stwierdził, że SAFE

„umożliwi spłatę kredytów finansujących rozwój Sił Zbrojnych spoza budżetu MON, co jest gamechangerem. Ta zmiana wytwarza przestrzeń finansową, która umożliwi nam zrealizowanie dodatkowych zakupów systemów, które w obecnie obowiązujących rozwiązaniach finansowych lokowaliśmy daleko poza rokiem 2030”.

Jednak z punktu widzenia ryzyka politycznego i finansowego ten program wymusza zadania wielu niepokojących pytań.

Przede wszystkim zasada warunkowości udzielania tej pożyczki jest niejasna. Nikt nie potrafi wskazać, kiedy KE wstrzyma tę pożyczkę. Ba, nie do końca wie to sama KE. Poza tym zasada warunkowości, jak wskazuje dotychczasowa praktyka najważniejszych instytucji unijnych, działa na zasadzie arbitralności, o czym wielokrotnie boleśnie przekonała się Polska. Właściwie może się nawet zdarzyć, że unijny establishment będzie chciał zmienić władzę w Polsce i użyje zasady warunkowości jako szantażu politycznego, co już się wydarzyło.

Poza tym w Polsce i w UE rządy będą się zmieniać – komisarze i warunki kredytowe również mogą być uaktualniane na niekorzyść Polski, może skończyć się tym, że w pewnym momencie Polska będzie miała niewielki wpływ na SAFE lub straci kontrolę nad tym projektem.

 

Wspólne testowanie i sztaby

Wspólne zakupy uzbrojenia, to nie tylko wspólne jego testowanie, wspólne ćwiczenia i poligony, ale także wspólne sztaby i dowództwa. Owszem wspólne ćwiczenia w ramach NATO odbywają się od dwudziestu lat, ale na zasadzie partnerstwa, w którym ostateczne zdanie i tak mają Stany Zjednoczone. W przypadku uruchomienia SAFE może się po jakimś czasie okazać, że językiem pożądanym w rozmowach sztabowych będzie bardziej niemiecki niż angielski. Trudne do wyobrażenia? Wcale nie. W 2023 r. holenderski dziennik „NRC” pisał:

„Dowódcy armii holenderskiej i niemieckiej zdecydowali, że jednostki bojowe obu krajów zostaną połączone”,

a Niemcy i Holandia są pierwszymi krajami NATO, które niemal całkowicie scaliły swoje wojska lądowe. Holenderscy oficerowie zaś uczą się niemieckiego.

W rozmowach o SAFE trudno ominąć tę stronę geopolityczną. Wydatek wartości prawie 200 mld zł wiąże Polskę w krajami UE nie tylko militarnie, ale bardzo mocno wpływa na kształtowanie naszej polityki w przestrzeni międzynarodowej. Od jakiegoś czasu Francja i Niemcy na kanwie wojny na Ukrainie coraz usilniej próbują tworzyć własne struktury militarne niezależne od USA. Publicystycznie mówi się o europejskim „NATO bez NATO”, choć nie jest to precyzyjne określenie. Wciągnięcie Polski w europejski program SAFE wiąże nas z przemysłem głównie niemieckim i francuskim na dziesięciolecia. Obok zamówień na zbrojenia dojdą podmioty pośrednie, podwykonawcze, z jakiego klucza będą dobierane? Wystarczy spojrzeć na dotychczasową praktykę.

Bardzo ważny jest zapis, że projekty SAFE powinny być realizowane przez co najmniej dwa państwa członkowskie, przepisy dopuszczają wprawdzie, aby w ograniczonym okresie finansować zakupy realizowane tylko przez jedno państwo, jednak docelowo mają to być co najmniej dwa państwa. Tutaj otwiera się potężna przestrzeń do wpływania przez państwa najsilniejsze w UE na państwa słabsze poprzez technologie wojskowe właśnie.

Produkcja uzbrojenia odbywa się obecnie na zasadzie kooperacji wielu często międzynarodowych podmiotów. Każdy czołg, śmigłowiec, myśliwiec, okręt naszpikowany jest elektroniką. Bez tego sprzęt jest ślepy i głuchy. Informatyka tych maszyn, np. zamawianych przez Polskę F-16 czy F-35, leży w gestii producenta. Jeśli Stany Zjednoczone dysponujące kodami źródłowymi myśliwców, ale też Abramsów, uznają, że któryś z ich sojuszników w Europie nie powinien atakować celów np. rosyjskich na danym terytorium, to tak się stanie. Tak jest w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, w której Ukraińcy atakują cele na terytorium Rosji bronią niepochodzącą ze Stanów Zjednoczonych. Co więcej, niektóre komponenty wojskowej elektroniki powiązane są z amerykańskimi danymi wywiadowczymi i trzeba mieć do nich dostęp, by misja superdrogiego samolotu odbyła się bezpiecznie.

 

Kto przejmie najlepszą część tortu

Skoro Amerykanie pokazują sojusznikom, jak skutecznie wiązać im ręce, to cóż za problem zastosować te same metody wobec słabszych państw członków UE z Europy Środkowo-Wschodniej przez kraje tzw. starej UE? Francja i Niemcy mogą tak stosować zasadę SAFE mówiącą o produkcji sprzętu między co najmniej dwoma państwami, że krajom Europy Środkowo-Wschodniej dadzą do wytworzenia podstawowe elementy, a sobie zostawią całe know-how, know-what, elektronikę i serwisowanie. To ostatnie z kolei to kura znosząca złote jaja.

Serwis znacznej części amerykańskiego sprzętu dokonywany jest przez ściąganych do tego specjalistów zza oceanu lub wysyła się go do USA specjalnymi spółkami kurierskimi. To ogromne koszty. Do tego dochodzi uaktualnianie danych informatycznych związanych nieraz z koniecznością zmiany osprzętowienia w uzbrojeniu. To znowu wydatki, a wszystko za zgodą producentów i de facto według ich stawek cenowych, bo jakie jest wyjście, skoro sprzęt już jest kupiony? Wojna na Ukrainie pokazała, że właściwie większość sprzętu ciężkiego będzie musiała mieć osłonę dronową, ponieważ dzisiaj na Ukrainie czołg wychodzący do boju przetrwa kilka minut, po czym zostaje uszkodzony przez drona. Dlatego państwa myślą o osłonie dronowej własnych pojazdów. To ciągłe uaktualnianie kosztuje, wymaga zgód, licencji oraz pieniędzy.

Specjaliści od zakupów wojskowych dobrze wiedzą, że prawdziwe pieniądze robi się na serwisowaniu. Według różnych szacunków cena zakupu nowego sprzętu to około 30–40% całkowitych kosztów. Resztę przez lata pochłaniają szkolenia, części zamienne, remonty i modernizacje i nieraz dedykowane uzbrojenie. Nie tak znowu trudno wyobrazić sobie, kto przejmie najlepszą część tortu europejskiego SAFE i będzie decydował o kodach źródłowych, i nietrudno się domyślić, że nie będzie to raczej Polska.

 

Metoda salami

Uruchomienie zaproponowanego przez prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego polskiego SAFE 0% też będzie wymagało międzynarodowej kooperacji i sięgania po najnowsze zagraniczne technologie, jednak daje podstawowe atuty, o których mało się mówi, czyli możliwość decydowania lub choćby lepszej pozycji negocjacyjnej, np., co do technologii i now-how oraz znosi zasadę warunkowości. Role się diametralnie odwracają, to polska strona niemająca nad sobą bata warunkowości i pozycji „słabszego” kooperanta w stosunku np. do Niemiec, Włoch lub Francji stawia warunki i nadaje ton negocjacjom. Skoro to polskie i tylko polskie pieniądze, to żaden lobbysta francuskiej czy niemieckiej firmy nie będzie mógł po cichu straszyć, że jego rząd rozpocznie procedurę warunkowości, jeśli strona polska nie przyjmie gorszych dla siebie warunków negocjacyjnych.

Zasada warunkowości nie musi dotyczyć tylko zakupów i produkcji, może także dotyczyć cyklu życia produktu (Weapon System Lifecycle), który przy ciągłym aktualizowaniu trwa zwykle od 20 do 40 lat. KE, strasząc i stosując metodę salami, może Polskę uzależnić w tak ważnym obszarze jak bezpieczeństwo w stopniu dotąd niespotykanym.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

SAFE: kto kontroluje kody źródłowe uzbrojenia i czy Polska może je utracić

A co, jeśli KE zechce zastosować zasadę warunkowości zawartą w SAFE, by zmienić rząd w Polsce, i zablokuje w już wyprodukowanym w naszym kraju uzbrojeniu kody źródłowe i elektronikę tak, że nawet nie odpalą w nim silniki?
Czołg
Czołg / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Program SAFE to ogromne unijne pożyczki na zbrojenia, które z jednej strony dają szansę modernizacji armii, ale z drugiej wiążą Polskę finansowo i politycznie na dziesięciolecia.
  • Autor wskazuje, że kluczowym ryzykiem jest niejasna i potencjalnie arbitralna zasada warunkowości, która może być używana jako narzędzie nacisku politycznego wobec Polski.
  • Wspólna produkcja i uzależnienie technologiczne (np. kody źródłowe, serwis) mogą sprawić, że realna kontrola nad uzbrojeniem i największe zyski trafią do silniejszych państw UE.

 

Spór wokół programu SAFE, a właściwie awantura polityczna, trafnie pokazuje problemy i paradoksy polskiej polityki. Mamy zatem państwo średniej wielkości w UE z ogromnym budżetem na wydatki obronne, przy czym trzeba mieć na uwadze to, że duża część pieniędzy, którymi dysponuje Ministerstwo Obrony Narodowej, jest już zamrożona w zamówieniach dopiętych przez poprzednie rządy. Chodzi głównie o sprzęt amerykański. Mamy obok ogromnej puli pieniędzy do wydania słabe rządy, które są łakomym kąskiem dla lobbystów wszelkimi sposobami starających się wydrapać nam te miliardy. Mamy słabych polityków szukających w owych zamówieniach nade wszystko politycznej protekcji na zewnątrz, a dopiero potem bezpieczeństwa dla własnego kraju.

Na końcu są sami wojskowi, wystraszeni i przerażeni wyczynami i niekompetencją polityków, i chociaż to oni powinni mieć najwięcej do powiedzenia, siedzą cicho, ponieważ boją się, czasem anonimowo lub gdy są już jakiś czas na emeryturze, wylewają żółć do zaprzyjaźnionych mediów. Trwa to od lat, w światku dostaw zbrojeniowych wszyscy o tym wiedzą, dlatego nasze rządy, szukające nade wszystko protekcji politycznej, przepłacają za uzbrojenie, czasem o prawie połowę. W ostatnich dyskusjach o SAFE europejskim lub tym polskim 0% najsłabiej słychać było chyba wojskowych, prawda? No, właśnie.

 

Wstydliwe słowo „pożyczka”

Program SAFE to europejski program pożyczek, o czym nader często zapomina mówić premier Donald Tusk, przeznaczonych na cele obronne krajów UE. KE dostrzegła potrzebę wzmocnienia militarnego po wybuchu wojny na Ukrainie w 2022 roku. Wartość całego programu to 150 mld euro, Polska ma być jego największym beneficjentem i otrzymać ponad 43 mld euro. Pieniądze miałyby być spłacane przez następne 45 lat od otrzymania pożyczki, po upływie 10-letniej karencji w spłacie kapitału. Rząd Donalda Tuska deklaruje, że 89 proc. środków z SAFE ma trafić do polskich firm zbrojeniowych.

Z punktu korzyści wojskowych jest to szansa na wielki wieloletni plan zmodernizowania polskiej armii. Sam gen. Wiesław Kukuła stwierdził, że SAFE

„umożliwi spłatę kredytów finansujących rozwój Sił Zbrojnych spoza budżetu MON, co jest gamechangerem. Ta zmiana wytwarza przestrzeń finansową, która umożliwi nam zrealizowanie dodatkowych zakupów systemów, które w obecnie obowiązujących rozwiązaniach finansowych lokowaliśmy daleko poza rokiem 2030”.

Jednak z punktu widzenia ryzyka politycznego i finansowego ten program wymusza zadania wielu niepokojących pytań.

Przede wszystkim zasada warunkowości udzielania tej pożyczki jest niejasna. Nikt nie potrafi wskazać, kiedy KE wstrzyma tę pożyczkę. Ba, nie do końca wie to sama KE. Poza tym zasada warunkowości, jak wskazuje dotychczasowa praktyka najważniejszych instytucji unijnych, działa na zasadzie arbitralności, o czym wielokrotnie boleśnie przekonała się Polska. Właściwie może się nawet zdarzyć, że unijny establishment będzie chciał zmienić władzę w Polsce i użyje zasady warunkowości jako szantażu politycznego, co już się wydarzyło.

Poza tym w Polsce i w UE rządy będą się zmieniać – komisarze i warunki kredytowe również mogą być uaktualniane na niekorzyść Polski, może skończyć się tym, że w pewnym momencie Polska będzie miała niewielki wpływ na SAFE lub straci kontrolę nad tym projektem.

 

Wspólne testowanie i sztaby

Wspólne zakupy uzbrojenia, to nie tylko wspólne jego testowanie, wspólne ćwiczenia i poligony, ale także wspólne sztaby i dowództwa. Owszem wspólne ćwiczenia w ramach NATO odbywają się od dwudziestu lat, ale na zasadzie partnerstwa, w którym ostateczne zdanie i tak mają Stany Zjednoczone. W przypadku uruchomienia SAFE może się po jakimś czasie okazać, że językiem pożądanym w rozmowach sztabowych będzie bardziej niemiecki niż angielski. Trudne do wyobrażenia? Wcale nie. W 2023 r. holenderski dziennik „NRC” pisał:

„Dowódcy armii holenderskiej i niemieckiej zdecydowali, że jednostki bojowe obu krajów zostaną połączone”,

a Niemcy i Holandia są pierwszymi krajami NATO, które niemal całkowicie scaliły swoje wojska lądowe. Holenderscy oficerowie zaś uczą się niemieckiego.

W rozmowach o SAFE trudno ominąć tę stronę geopolityczną. Wydatek wartości prawie 200 mld zł wiąże Polskę w krajami UE nie tylko militarnie, ale bardzo mocno wpływa na kształtowanie naszej polityki w przestrzeni międzynarodowej. Od jakiegoś czasu Francja i Niemcy na kanwie wojny na Ukrainie coraz usilniej próbują tworzyć własne struktury militarne niezależne od USA. Publicystycznie mówi się o europejskim „NATO bez NATO”, choć nie jest to precyzyjne określenie. Wciągnięcie Polski w europejski program SAFE wiąże nas z przemysłem głównie niemieckim i francuskim na dziesięciolecia. Obok zamówień na zbrojenia dojdą podmioty pośrednie, podwykonawcze, z jakiego klucza będą dobierane? Wystarczy spojrzeć na dotychczasową praktykę.

Bardzo ważny jest zapis, że projekty SAFE powinny być realizowane przez co najmniej dwa państwa członkowskie, przepisy dopuszczają wprawdzie, aby w ograniczonym okresie finansować zakupy realizowane tylko przez jedno państwo, jednak docelowo mają to być co najmniej dwa państwa. Tutaj otwiera się potężna przestrzeń do wpływania przez państwa najsilniejsze w UE na państwa słabsze poprzez technologie wojskowe właśnie.

Produkcja uzbrojenia odbywa się obecnie na zasadzie kooperacji wielu często międzynarodowych podmiotów. Każdy czołg, śmigłowiec, myśliwiec, okręt naszpikowany jest elektroniką. Bez tego sprzęt jest ślepy i głuchy. Informatyka tych maszyn, np. zamawianych przez Polskę F-16 czy F-35, leży w gestii producenta. Jeśli Stany Zjednoczone dysponujące kodami źródłowymi myśliwców, ale też Abramsów, uznają, że któryś z ich sojuszników w Europie nie powinien atakować celów np. rosyjskich na danym terytorium, to tak się stanie. Tak jest w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, w której Ukraińcy atakują cele na terytorium Rosji bronią niepochodzącą ze Stanów Zjednoczonych. Co więcej, niektóre komponenty wojskowej elektroniki powiązane są z amerykańskimi danymi wywiadowczymi i trzeba mieć do nich dostęp, by misja superdrogiego samolotu odbyła się bezpiecznie.

 

Kto przejmie najlepszą część tortu

Skoro Amerykanie pokazują sojusznikom, jak skutecznie wiązać im ręce, to cóż za problem zastosować te same metody wobec słabszych państw członków UE z Europy Środkowo-Wschodniej przez kraje tzw. starej UE? Francja i Niemcy mogą tak stosować zasadę SAFE mówiącą o produkcji sprzętu między co najmniej dwoma państwami, że krajom Europy Środkowo-Wschodniej dadzą do wytworzenia podstawowe elementy, a sobie zostawią całe know-how, know-what, elektronikę i serwisowanie. To ostatnie z kolei to kura znosząca złote jaja.

Serwis znacznej części amerykańskiego sprzętu dokonywany jest przez ściąganych do tego specjalistów zza oceanu lub wysyła się go do USA specjalnymi spółkami kurierskimi. To ogromne koszty. Do tego dochodzi uaktualnianie danych informatycznych związanych nieraz z koniecznością zmiany osprzętowienia w uzbrojeniu. To znowu wydatki, a wszystko za zgodą producentów i de facto według ich stawek cenowych, bo jakie jest wyjście, skoro sprzęt już jest kupiony? Wojna na Ukrainie pokazała, że właściwie większość sprzętu ciężkiego będzie musiała mieć osłonę dronową, ponieważ dzisiaj na Ukrainie czołg wychodzący do boju przetrwa kilka minut, po czym zostaje uszkodzony przez drona. Dlatego państwa myślą o osłonie dronowej własnych pojazdów. To ciągłe uaktualnianie kosztuje, wymaga zgód, licencji oraz pieniędzy.

Specjaliści od zakupów wojskowych dobrze wiedzą, że prawdziwe pieniądze robi się na serwisowaniu. Według różnych szacunków cena zakupu nowego sprzętu to około 30–40% całkowitych kosztów. Resztę przez lata pochłaniają szkolenia, części zamienne, remonty i modernizacje i nieraz dedykowane uzbrojenie. Nie tak znowu trudno wyobrazić sobie, kto przejmie najlepszą część tortu europejskiego SAFE i będzie decydował o kodach źródłowych, i nietrudno się domyślić, że nie będzie to raczej Polska.

 

Metoda salami

Uruchomienie zaproponowanego przez prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego polskiego SAFE 0% też będzie wymagało międzynarodowej kooperacji i sięgania po najnowsze zagraniczne technologie, jednak daje podstawowe atuty, o których mało się mówi, czyli możliwość decydowania lub choćby lepszej pozycji negocjacyjnej, np., co do technologii i now-how oraz znosi zasadę warunkowości. Role się diametralnie odwracają, to polska strona niemająca nad sobą bata warunkowości i pozycji „słabszego” kooperanta w stosunku np. do Niemiec, Włoch lub Francji stawia warunki i nadaje ton negocjacjom. Skoro to polskie i tylko polskie pieniądze, to żaden lobbysta francuskiej czy niemieckiej firmy nie będzie mógł po cichu straszyć, że jego rząd rozpocznie procedurę warunkowości, jeśli strona polska nie przyjmie gorszych dla siebie warunków negocjacyjnych.

Zasada warunkowości nie musi dotyczyć tylko zakupów i produkcji, może także dotyczyć cyklu życia produktu (Weapon System Lifecycle), który przy ciągłym aktualizowaniu trwa zwykle od 20 do 40 lat. KE, strasząc i stosując metodę salami, może Polskę uzależnić w tak ważnym obszarze jak bezpieczeństwo w stopniu dotąd niespotykanym.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane