Polski SAFE 0% bez mitów. Rozmowa z doradcą prezydenta Piotrem Nowakiem
Co musisz wiedzieć:
- Prezydencka propozycja zakłada wykorzystanie ok. 185 mld zł z tzw. rezerwy rewaluacyjnej złota w Narodowym Banku Polskim, aby sfinansować zbrojenia bez zwiększania długu publicznego.
- Według rozmówcy przeznaczenie takich środków miałoby bardzo niewielki wpływ na inflację, ponieważ pieniądze trafiają głównie do sektora produkcji wojskowej, a nie bezpośrednio na rynek konsumpcyjny.
- SAFE 0% mógłby też zwiększyć pozycję Polski na arenie międzynarodowej, w przeciwieństwie do zaciągnięcia długu w postaci SAFE brukselskiego.
- Krytycy programu SAFE wskazują też na ryzyko politycznej warunkowości wypłat z UE oraz możliwość wykorzystywania środków finansowych do wpływania na decyzje państw członkowskich.
Ludwik Pęzioł (Tygodnik Solidarność): Donald Tusk mówi, że nie ma czasu na kombinacje, że polskie firmy i polscy pracownicy już czekają na pieniądze z programu SAFE, a fabryki już pracują pod ten program. Skoro sytuacja jest tak paląca, dlaczego panowie prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński tak „kombinują”?
Piotr Nowak (doradca prezydenta RP): Nie ukrywam, że z pewną nieufnością podchodzę do szczerości premiera Tuska w tej sprawie. Mówimy przecież o około 200 miliardach złotych rozłożonych na 45 lat. To są oczywiście bardzo duże pieniądze, ale gdy porównamy je z rocznym deficytem budżetowym, w którym rząd zadłuża Polskę na jeszcze większe kwoty, to w długiej, 45-letniej perspektywie nie jest to suma aż tak ogromna.
Nie rozumiem natomiast twierdzenia premiera, że fabryki już pracują pod te zamówienia. Kto miałby je zlecić? Każdy, kto prowadzi fabrykę, wie, że nie rozpoczyna się produkcji w nadziei, że może kiedyś pojawi się zamówienie, zwłaszcza w tak poważnym dziale gospodarki jak przemysł zbrojeniowy. Zamówienia dla Wojska Polskiego składa Agencja Uzbrojenia, a to jest jednostka budżetowa. Jednostka budżetowa nie może składać zamówień bez zabezpieczonych środków finansowych. Tymczasem środków z SAFE jeszcze nie ma; umowa nie została podpisana przez rząd, nie została też ostatecznie wynegocjowana. Nie znamy choćby warunków wcześniejszej spłaty. Dlatego premier, mówiąc, że firmy już produkują pod te zamówienia, albo mija się z prawdą, albo – co byłoby jeszcze poważniejsze – ktoś w Agencji Uzbrojenia naruszył dyscyplinę finansów publicznych.
To zresztą kolejny przykład pewnego triku stosowanego przez premiera. Tydzień czy dwa tygodnie temu, podczas jednej z konferencji dotyczących środków z SAFE, powiedział on, że Polska będzie się starała o umorzenie części tej pożyczki. W Komisji Europejskiej wywołało to spore zaskoczenie, ponieważ w żadnych rozporządzeniach ani deklaracjach nie ma o tym mowy. Pojawiło się nawet zaniepokojenie, że inne kraje też mogą zacząć domagać się podobnych rozwiązań. Komisja szybko to ucięła i przekazała premierowi sygnał: nie idźmy tą drogą. Mam więc wrażenie, że premier używa różnych argumentów tylko po to, aby tę pożyczkę jak najszybciej wziąć.
Warto przy tym jasno oddzielić dwie rzeczy, które w debacie publicznej są często mylone. Z jednej strony mamy pożyczkę z programu SAFE. Z drugiej – inicjatywę prezydenta RP i prezesa Narodowego Banku Polskiego, zgodnie z którą NBP mógłby przekazać do budżetu państwa lub do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych około 180–190 miliardów złotych. I to nie w formie pożyczki, ale w formie transferu środków, można powiedzieć w pewnym sensie darowizny dla państwa. To zupełnie inna sytuacja. Dlatego nie rozumiem reakcji premiera i części rządu, którzy mówią: „Co wy tu kombinujecie?”.
- Szef Telewizji Republika: Niebywały atak. Dzieje się coś poważnego
- Tajemnicza śmierć prokuratora Hopa. Dlaczego autopsję wykonano dopiero po pięciu dniach?
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Komunikat dla mieszkańców Wrocławia
- Spada poparcie dla unijnego SAFE. Nowy sondaż pokazuje zmianę
O co chodzi w SAFE 0%?
– Proszę wytłumaczyć – najprostszymi słowami, w kilku zdaniach, dla osoby bez zaawansowanej wiedzy ekonomicznej – na czym polega szczególność pomysłu prezydenckiego?
– Szczególność tego pomysłu polega na wykorzystaniu wzrostu wartości złota zgromadzonego przez Narodowy Bank Polski. W ostatnich latach cena złota bardzo mocno wzrosła, a jednocześnie bank centralny znacząco zwiększył swoje rezerwy tego kruszcu. W efekcie powstała tzw. rezerwa rewaluacyjna, czyli różnica między ceną, po której złoto zostało kupione, a jego obecną wartością rynkową.
Dziś ta różnica wynosi około 185 miliardów złotych i jest zapisana w bilansie NBP jako rezerwa. Aby ją wykorzystać, trzeba przeprowadzić pewną operację techniczną. Istnieje kilka możliwych sposobów jej wykonania i nad tymi szczegółami pracuje obecnie NBP. Niezależnie od wybranej ścieżki chodzi o to, by ten zysk zrealizować, a następnie około 95 procent tej kwoty przekazać na potrzeby obronności państwa.
Najprościej można to porównać do lokaty bankowej. Załóżmy, że wpłacamy do banku 1000 złotych na rok i po roku mamy dostać 1100 złotych. Odsetki narastają jednak każdego dnia. Jeśli więc po pół roku zerwiemy lokatę, dostaniemy 1050 złotych, czyli kapitał plus połowę odsetek. Możemy potem ponownie wpłacić 1000 złotych na lokatę, a te 50 złotych zysku zostaje już w naszej kieszeni. W pewnym uproszczeniu podobnie wygląda ta operacja: wartość aktywa rośnie, część tego wzrostu można „zrealizować”, a następnie przeznaczyć na określony cel – w tym przypadku na finansowanie obronności.
Zarzuty przeciwników
– Co powiedziałby Pan osobom, które porównują ten pomysł do „kreatywnej księgowości”?
– Nie jest to kreatywna księgowość. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że bank centralny ma możliwość kreowania pieniądza. Tak działa współczesny system finansowy. Niektórzy mówią: jeśli bank centralny zrealizuje ten zysk ze złota i wypłaci około 185 miliardów złotych, to w praktyce stworzy nowe pieniądze. I to jest prawda. Tyle że dokładnie taki sam mechanizm wystąpiłby przy pożyczce z programu SAFE, tylko że w innej formie. Polska miałaby otrzymać około 44 miliardy euro pożyczki. Te środki ktoś w Polsce musi wydać – na przykład Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Żeby jednak móc nimi płacić w kraju, trzeba je zamienić na złote. W praktyce wygląda to tak, że instytucja państwowa przekazuje euro do NBP, a bank centralny wypłaca w zamian złotówki. Skąd bierze te złotówki? Właśnie poprzez kreację pieniądza. W efekcie powstaje w gospodarce mniej więcej taka sama kwota – około 185 miliardów złotych. Mechanizm z punktu widzenia kreacji pieniądza jest więc bardzo podobny.
– A czy SAFE 0% może doprowadzić do wzrostu inflacji? Taki zarzut też się pojawia.
– Oczywiście wszyscy mamy dziś w pamięci doświadczenie wysokiej inflacji sprzed kilku lat, więc takie pytania są naturalne. Natomiast podręczniki ekonomii mówią jasno: znaczenie ma to, na co wydawane są pieniądze. W tym przypadku mówimy o wydatkach na zbrojenia: na czołgi, haubice czy inny sprzęt wojskowy. Tego typu dóbr nie kupują konsumenci na rynku, więc nie wpływa to bezpośrednio na ceny produktów codziennego użytku. Oczywiście można powiedzieć, że część ludzi znajdzie zatrudnienie w sektorze zbrojeniowym, że wzrosną tam wynagrodzenia, i w tym sensie może pojawić się minimalny efekt pośredni. Ale mówimy tu raczej o skali rzędu jednej czy dwóch dziesiątych procenta inflacji. Z punktu widzenia całej gospodarki będzie to więc praktycznie bez znaczenia. Tym bardziej że część tych pieniędzy zostanie w polskim przemyśle obronnym, w którym nie ma normalnej konkurencji cenowej jak na rynku konsumenckim, a część środków i tak trafi za granicę, ponieważ część uzbrojenia kupujemy w innych krajach. W związku z tym realne ryzyko inflacyjne jest bardzo niewielkie.
– Czy według Pana istnieje poważne ryzyko, że na taką decyzję Narodowego Banku Polskiego negatywnie zareagują międzynarodowe instytucje ekonomiczne albo rynki finansowe?
– Nie sądzę. Gdyby pojawiła się taka reakcja, byłaby ona raczej motywowana politycznie niż ekonomicznie. Proszę zauważyć, że NBP mógłby teoretycznie po prostu sprzedać część swoich rezerw złota (nawet w całości) i nikt nie uznałby tego za coś nadzwyczajnego. Takie decyzje banki centralne podejmują.
Z tego punktu widzenia trudno mi sobie wyobrazić, aby wykorzystanie wzrostu wartości tych rezerw zostało odebrane negatywnie. Wręcz przeciwnie – może to wzmocnić pozycję Polski. Jeśli państwo jest w stanie pozyskać około 185 miliardów złotych na zbrojenia bez zwiększania zadłużenia, to jest to korzystna sytuacja. Dług publiczny wpływa przecież na ocenę wiarygodności finansowej kraju. Tymczasem Polska zbliża się dziś do poziomów zadłużenia, które zaczynają budzić niepokój analityków. Zwracała na to uwagę między innymi agencja ratingowa Fitch. O sytuacji finansów publicznych mówiła też Komisja Europejska.
SAFE a polska demokracja
– Wróćmy jeszcze na chwilę do unijnego programu SAFE. Czy Pana zdaniem organa unijne są w tym przypadku w pełni godne zaufania? Czy mamy pewność, że wypłaty kolejnych transz nie zostaną wstrzymane pod różnymi pretekstami, na przykład jeśli polityka kolejnych rządów w Polsce nie będzie się podobała instytucjom unijnym?
– Doświadczenie z ostatnich lat pokazuje, że takie ryzyko istnieje. Widzieliśmy to już przy Krajowym Planie Odbudowy. W programie SAFE również pojawia się mechanizm warunkowości. Wynika on z samego rozporządzenia, ale co ciekawe, został też zapisany w uzasadnieniu ustawy, którą rząd przeprowadził przez parlament i która trafiła do podpisu prezydenta. W tym uzasadnieniu wprost wskazano, że wypłaty środków będą następowały w transzach po realizacji tzw. kamieni milowych. Problem polega na tym, że nie wiadomo jeszcze dokładnie, jakie to będą kamienie milowe. Sam rząd przyznaje więc, że taka warunkowość istnieje.
Patrząc na doświadczenia ostatnich lat, trudno ignorować kontekst polityczny. Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen w swojej pierwszej kadencji prowadziła politykę, która w wielu krajach była postrzegana jako bardzo silna ingerencja w sprawy państw członkowskich. Premier Donald Tusk był jednym z polityków, którzy aktywnie wspierali jej ponowny wybór na to stanowisko. Spór o Krajowy Plan Odbudowy pokazał, że instrumenty finansowe mogą stać się narzędziem nacisku politycznego. Przez długi czas środki były wstrzymywane, a w debacie publicznej budowano narrację, że to rząd jest winny temu, iż pieniądze nie trafiają do Polski. Po zmianie rządu wypłaty ruszyły, choć – jak powszechnie zauważano – podstawowe przepisy dotyczące tzw. praworządności w Polsce nie uległy zasadniczej zmianie.
– Czy nie powinien to być również argument dla tych, którzy demokrację uznają za swoją największą wartość? W końcu organizacja międzynarodowa z centralą poza granicami Polski zyskuje w ten sposób twarde ekonomiczne narzędzie wpływania na procesy demokratyczne w państwach członkowskich.
– Oczywiście, że jest to wpływ na procesy demokratyczne. Widzimy to już teraz na przykładzie Węgier. Zbliżają się wybory w tym kraju i właśnie w tym momencie środki zostały wstrzymane. To pokazuje, że Komisja Europejska próbuje stopniowo zwiększać swoją władzę, również poza traktatami.
Mamy dziś wyraźny nacisk na budowę czegoś w rodzaju bardzo silnego, scentralizowanego państwa europejskiego. Zobaczymy zresztą, jak będą wyglądały nowe wieloletnie ramy finansowe Unii, bo negocjacje właśnie się rozpoczynają. I tu premier ma pole do działania.
Trzeba pamiętać, że Unia Europejska opiera się w dużej mierze na jednolitym rynku. Jego istotą jest to, że wszystkie państwa funkcjonują na tych samych zasadach konkurencji. Dlatego wprowadzono choćby zakaz pomocy publicznej, czyli zasadę, według której rządy nie mogą bezpośrednio wspierać swoich firm, bo zaburzałoby to konkurencję. W praktyce jednak wygląda to różnie. Gdy problemy miała Lufthansa, rząd niemiecki bardzo szybko uzyskał zgodę Komisji Europejskiej na jej wsparcie. Kiedy podobne trudności miał LOT, natychmiast zaczęło się bardzo skrupulatne szukanie przeszkód i ograniczeń.
UE pełna nierówności
A teraz spójrzmy na jeszcze jedną rzecz. Z powodu wojny przy naszej wschodniej granicy Polska musi się zbroić. To nie jest kwestia wyboru jednego czy drugiego rządu. To jest konieczność wynikająca z bezpieczeństwa państwa. W praktyce jesteśmy też w pewnym sensie ścianą obronną całej Unii Europejskiej. Tymczasem niektóre kraje, choćby Hiszpania czy Portugalia, wprost mówią, że nie zamierzają spełniać nawet podstawowych kryteriów dotyczących wydatków na obronność. I teraz pojawia się pytanie: gdzie tu są równe warunki konkurencji gospodarczej? Polska ponosi ogromne wydatki na zbrojenia, a inne państwa mogą przeznaczać te środki na ulgi podatkowe, dotacje czy wsparcie swoich przedsiębiorstw.
Gdyby Unia rzeczywiście kierowała się zasadą uczciwości i równych reguł, to w nowych wieloletnich ramach finansowych Polska powinna otrzymać znaczącą ulgę w swojej składce. Coś na wzór dawnego „rabatu brytyjskiego”. Taki mechanizm rekompensowałby nam ogromne wydatki obronne i wyrównywał warunki konkurencji.
Żyjemy w czasach dużych napięć i ryzyka, ale takie momenty są również szansą. Można w nich wzmocnić pozycję państwa i poprawić jego sytuację. Niestety mam wrażenie, że obecny rząd zamiast z tych szans korzystać, godzi się na coraz większą zależność i chce jeszcze głębiej wejść pod dominację silniejszych państw w Unii. Dla mnie jest to po prostu niezrozumiałe.
Bio:
Piotr Nowak – doradca prezydenta, były minister rozwoju i technologii, były doradca dyrektor zarządzającej Międzynarodowym Funduszem Walutowym w Waszyngtonie, były wiceminister finansów, absolwent Wojskowej Akademii Technicznej, Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Stanforda i Uniwersytetu Harvarda.




