„Osiągamy niebezpieczny punkt krytyczny”. Zachód nie radzi sobie ze skutkami otwarcia europejskich granic

Morderstwa, wojny klanów na ulicach zachodnich miast, gwałty i kradzieże – to ta niepokojąca codzienność Europy Zachodniej stoi za kolejnym pomysłem przymusowej relokacji migrantów do krajów Europy Środkowej i Południowej, który ogłosili niedawno eurokraci z Brukseli. Zamożne i stabilne gospodarki Zachodu nie radzą sobie ze skutkami wielkiego otwarcia europejskich granic, które zorganizowała wszystkim była kanclerz Niemiec Angela Merkel. Bruksela nie wycofa się z nieudanego pomysłu, bo czas na to minął już wiele lat temu.
Zamieszki - zdjęcie poglądowe
Zamieszki - zdjęcie poglądowe / fot. pixabay.com

W piątek, 16 czerwca, zabytkowe ulice w centrum niemieckiego Essen opustoszały niemal natychmiast, kiedy naprzeciwko siebie stanęło kilkuset wyglądających groźnie i uzbrojonych najczęściej w noże, maczety i pałki mężczyzn z Bliskiego Wschodu. To libańskie i syryjskie gangi, które wzięły udział w bijatyce, jakiej Niemcy z Essen nie pamiętali nawet z czasów II wojny światowej. Być może pamiętali płynącą chodnikami krew, ale takiego poziomu przemocy – co zeznawali później na policji – nie widzieli nawet w filmach.

Plemienne walki na niemieckich ulicach

Syryjczycy i Libańczycy od pokoleń spory rodzinne wyjaśniają przy pomocy walk plemiennych, najczęściej z użyciem noży lub pistoletów. Biedny, kto znajdzie się pomiędzy zwaśnionymi plemionami, bo krewcy wyznawcy Allaha nie uznają za godnego życia nikogo, kto akurat nie jest razem z nimi, nie wspominając, że nie uznają za słuszne szanowania innej niż islam religii.

– Osiągamy niebezpieczny punkt krytyczny – dzień później przyznawał w rozmowach z mediami Manuel Ostermann, zastępca szefa niemieckiego związku zawodowego policji. – Klany nie uznają naszego państwa. Mają swój własny system prawny. W razie potrzeby konflikty rozwiązuje się również przemocą. Takie zatargi zagranicznych klanów muszą być zduszane w zarodku – stwierdził Ostermann.
Wydarzenia w Niemczech działy się ledwie kilka dni po tym, jak Szwecją wstrząsnęła strzelanina w centrum handlowym. Strzelanina, której ofiarą został 15-letni chłopiec, jego rówieśnik zaś i dwójka niemłodych już ludzi z ciężkimi ranami postrzałowymi trafiła do szpitala.
Jednak nie fakt użycia broni w miejscu publicznym oburzył i przeraził Szwedów – do tego zdążyli się już przyzwyczaić, wszak byli jednym z pierwszych europejskich krajów, który zdecydował się otworzyć swoje granice dla przybyszów z Bliskiego Wschodu. W wielu miastach władze publiczne poszły nawet tak daleko, że korzystając z rad mieszkających w Sztokholmie imamów, budowali w mniejszych miastach meczety, wszystko po to, aby przyjezdni mogli się poczuć jak najlepiej, a jednocześnie w miarę w pełni zintegrować się z gospodarzami.

Tylko od początku tego roku w całym kraju policja odnotowała 144 strzelaniny, w tym ponad jedną trzecią w stolicy państwa – przypadki, w których za naciśnięcie spustu odpowiadali rodowici Szwedzi, można policzyć na palcach jednej ręki, zwykle za wymianę ognia odpowiadali przyjezdni z Bliskiego Wschodu. Szwedzkie gazety lokalne szybko wyliczyły, że przy tej ilości strzelanin, w Szwecji z pominięciem weekendów nie ma dnia bez wymiany ognia na ulicach. Jednak tym razem zamaskowani bandyci wydawali się groźniejsi, strzelali bowiem z broni maszynowej – dokładnie takiej, jaką najczęściej widzi się na zdjęciach reporterskich z bliskowschodnich wojen.
Obława, którą zarządziła policja, była naprawdę widowiskowa – to nie setki policjantów przeczesujących ulice Sztokholmu ani dziesiątki radiowozów pędzących przez stolicę skandynawskiego kraju zrobiły na potomkach wikingów największe wrażenie, lecz supernowoczesne wojskowo-policyjne śmigłowce i obława z wykorzystaniem psów tropiących. Napastnikami okazało się dwóch 20-latków, którym nie udało się zintegrować z tutejszym społeczeństwem i którym nie podobał się zachodni system prawny.

Szlak grecki usłany ciałami

Grecy wciąż nie mogą się otrząsnąć z wypadku łodzi u wybrzeży Morza Jońskiego, w którym tydzień temu zginęło kilkuset imigrantów. Z wypadku łodzi grecka straż przybrzeżna uratowała ledwie kilkunastu z 750 pasażerów łodzi. Ciała niektórych fale wyrzuciły na brzeg, innych uznano za zaginionych, ale morskie władze Hellady przyznają, że szanse na ich ocalenie są praktycznie równe zeru. Rząd grecki w związku z tragicznym wypadkiem łodzi o bezprecedensowej liczbie ofiar ogłosił nawet żałobę narodową.

Winę za katastrofę ponosi w części grecka straż przybrzeżna, która już od ponad roku uprzedzała, że nie będzie ratować pontonów i łodzi z migrantami, po to, żeby nie stać się częścią liczonego w miliardach dolarów przemysłu przemytników ludzi, którzy odkąd tylko Niemcy otworzyły granice Unii Europejskiej, zaczęli przewozić imigrantów z Afryki Północnej na południowe wybrzeża Europy. Przemytnicy zakładali – na początku słusznie – że tonąca łódź zostanie uratowana przez europejskie służby, a jej pasażerowie znajdą się w Unii, gdzie będą traktowani jako uchodźcy. Większość z przyjezdnych ze względów ekonomicznych wybierała dalszą wędrówkę – do Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Ci, którzy zostawali w Grecji czy we Włoszech, mieszkali w obozach dla uchodźców i niemal natychmiast popadali w konflikt z prawem.

Tym razem udało się złapać szajkę odpowiedzialną za zatonięcie łodzi z 750 imigrantami z Afryki. Dziesięciu handlarzy złapała w Pakistanie tamtejsza policja. Władze obiecały, że aresztowani zostaną surowo ukarani – tym bardziej, że wiele ofiar pochodziło właśnie z Pakistanu, a na pokładzie łodzi znaleźli się dlatego, że byli przedmiotem zakrojonego na szeroką skalę handlu ludźmi. Media w Islamabadzie przekonują, że wśród ofiar mogło być nawet 400 młodych Pakistańczyków, ale przyznają również, że gdyby nie wypadek, żadnego śledztwa nikt by nie prowadził, a „szlak grecki” funkcjonowałby dalej w najlepsze.

Tragedia dotknęła również Polskę

Determinacja imigrantów doprowadza do otwartych wojen z unijną administracją często już na morzu. Niedawno żołnierze włoskich sił specjalnych uwalniali turecki statek handlowy na wodach niedaleko Neapolu opanowany przez kilkunastu nielegalnych imigrantów, którzy ukryli się na jego pokładzie i próbowali go porwać. O operacji poinformował minister obrony Włoch Guido Crosetto. Akcję uwolnienia jednostki przeprowadzono przy użyciu śmigłowców, z których żołnierze dostali się na pokład. Według wiadomości przekazanych przez szefa resortu obrony na pokładzie statku płynącego do Francji jest 22-osobowa załoga. Około 15 imigrantów uzbrojonych w noże próbowało dostać się na mostek kapitański, by uprowadzić jednostkę wraz z załogą. W operacji uwolnienia statku w Zatoce Neapolitańskiej uczestniczyli żołnierze sił specjalnych z brygady „San Marco” stacjonującej w Brindisi. To formacja desantowa włoskiej marynarki wojennej – odpowiednik amerykańskich Marines, doskonale przygotowana do walki w każdych warunkach. Aresztowani przez nią imigranci następne dwie dekady mogą spędzić w więzieniu – z tym, że cel osiągną, bo będzie to włoskie więzienie. Po wyjściu na wolność nikt już ich nie wyrzuci z Europy.

Włoski i grecki problem z imigrantami bezpośrednio dotknął również Polskę – na grecką wyspę Kos poleciała właśnie grupa prokuratorów z Warszawy, którzy mają przeprowadzić śledztwo w sprawie bestialskiego zamordowania Polki – 27-letniej Anastazji. Polka była torturowana i męczona, być może dopuszczono się na niej zbiorowego gwałtu. Ciało dziewczyny zostało znalezione w worku, przykryte gałęziami. Wiadomo już, że za zbrodnię odpowiada mężczyzna z Bangladeszu, który został już zatrzymany i jest przesłuchiwany przez lokalną (oraz polską) policję. Już w czasie śledztwa okazało się, że nie tylko Anastazja miała kłopoty z narzucającymi się, wulgarnymi i często agresywnymi mieszkańcami z Bliskiego Wschodu. Wszyscy trafili tu, dowiadując się w swoich ojczyznach o tym, że „kto dostanie się do Europy, zostanie w Europie i znajdzie tu utrzymanie”.

Imigracja nie ma przyszłości w UE

Problemy – dzisiaj już niemożliwe do ukrycia – z imigrantami z innych obszarów kulturowych, którzy ani myślą integrować się z europejskimi wartościami i kulturą, po raz kolejny skończyły się próbą odgórnego narzucenia przyjmowania imigrantów przez wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej. Państwo, które odmówi, musi liczyć się z koniecznością wpłaty do unijnej kasy 20 tysięcy euro od każdego nieprzyjętego imigranta. Pieniądze mają trafiać do państw, które z problemem imigrantów sobie nie radzą. Przeciwko temu rozwiązaniu zaprotestowały rządy z Warszawy, Pragi i Budapesztu. Po kilkudniowych negocjacjach Rada Unii Europejskiej przyjęła w głosowaniu większością kwalifikowaną stanowisko negocjacyjne w sprawie rozporządzenia dotyczącego procedury azylowej oraz rozporządzenia w sprawie zarządzania azylem i migracją – relokacja migrantów będzie negocjowana z Parlamentem Europejskim.
Ale postawę narodów Europy Centralnej doskonale rozumieją ci, którzy na co dzień muszą zmagać się z imigrantami.

– Nie potrzebujemy rekompensaty pieniężnej za imigrantów ani w proponowanej wysokości, ani nawet w wyższej, bo nie chcemy stać się krajem, w którym powstaną centra ich pobytu – mówi minister spraw wewnętrznych Włoch Matteo Piantedosi. – Proponowana obecnie reforma jest skazana na niepowodzenie, bo po prostu w Europie nie ma miejsca na niekontrolowaną imigrację – stwierdza Piantedosi. Włosi wiedzą, czego się bać, bo według ostatnich danych ONZ na świecie jest obecnie ponad 110 milionów ludzi, którzy byli zmuszeni do opuszczenia swoich domów. W sumie w 2022 r. 35,3 mln osób było uchodźcami, a 62,5 mln przesiedleńcami. Było też 5,4 mln osób ubiegających się o azyl i 5,2 mln innych potrzebujących ochrony międzynarodowej. Trzy czwarte uchodźców ucieka do krajów o niskich i średnich dochodach. W ubiegłym roku tylko 339 000 uchodźców z 38 krajów wróciło do domu, reszta pozostała w docelowych krajach migracji.

Tekst pochodzi z 26 (1796) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Trump chce ujawnić tajne akta o UFO. Popełnił wielki błąd z ostatniej chwili
Trump chce ujawnić tajne akta o UFO. "Popełnił wielki błąd"

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział w czwartek, że poleci zidentyfikowanie i ujawnienie rządowych dokumentów na temat życia pozaziemskiego, niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych i UFO.

Duży wzrost przestępczości cudzoziemców w Polsce. Są dane policji z ostatniej chwili
Duży wzrost przestępczości cudzoziemców w Polsce. Są dane policji

Policja odnotowała duży wzrost liczby cudzoziemców podejrzanych o przestępstwa w Polsce – informuje w piątek "Rzeczpospolita".

Nie żyje znany aktor. Miał zaledwie 53 lata z ostatniej chwili
Nie żyje znany aktor. Miał zaledwie 53 lata

Eric Dane, znany szerokiej publiczności jako dr Mark Sloan z serialu "Chirurdzy", zmarł w wieku 53 lat. Informację o śmierci aktora przekazała jego rodzina.

Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

IMGW prognozuje mróz w całej Polsce, lokalne opady śniegu i silniejszy wiatr w górach. W nocy z piątku na sobotę temperatura spadnie nawet do -17 st. C.

Czy dojdzie do rozłamu w PiS? Polacy odpowiedzieli z ostatniej chwili
Czy dojdzie do rozłamu w PiS? Polacy odpowiedzieli

Polacy mają mieszane odczucia co do przyszłości PiS, ale większość uważa, że przed wyborami parlamentarnymi do rozłamu w partii Jarosława Kaczyńskiego nie dojdzie – wynika z najnowszego sondażu SW Research dla Onetu.

Waszyngton – pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. Minister Przydacz zabrał głos polityka
Waszyngton – pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. Minister Przydacz zabrał głos

Minęło pierwsze posiedzenie Rady Pokoju w Waszyngtonie. Polskę reprezentował w roli obserwatora Marcin Przydacz, który podkreślił znaczenie budowania relacji z partnerami także poza Europą Wschodnią. "Czego NIE BYŁO, a czym próbowano dezinformować opinię publiczną w Polsce: oczekiwania 1 mld dolarów, oczekiwania wysłania wojsk, obecności Putina i Łukaszenki" – napisał w mediach społecznościowych prezydencki minister.

Koniec anarchii w togach? Ustawa, która mogłaby zamknąć spór o status sędziów tylko u nas
Koniec anarchii w togach? Ustawa, która mogłaby zamknąć spór o status sędziów

Dziś Prezydent RP złożył projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Sam tytuł brzmi koncyliacyjnie.

Nowacka: Rząd nie sfinansuje dodatkowych lekcji religii Wiadomości
Nowacka: Rząd nie sfinansuje dodatkowych lekcji religii

Minister edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała, że samorządy, które zdecydują się organizować dodatkowe lekcje religii ponad ustawowy wymiar, nie otrzymają z budżetu państwa żadnych rekompensat. Od września w szkołach obowiązuje jedna godzina religii lub etyki tygodniowo.

Aktywiści usiłują oswajać z tzw. etyczną pedofilią tylko u nas
Aktywiści usiłują oswajać z tzw. "etyczną pedofilią"

Dzieci trzeba chronić przed wykorzystaniem seksualnym – zgodzi się z tym praktycznie każdy. Innego zdania są jednak niektórzy aktywiści gender z Ameryki, którzy zorganizowali w Seattle akcję promującą normalizację tego typu zachowań

Kurs dolara w górę. Regres w przemyśle ciągnie złotego w dół pilne
Kurs dolara w górę. Regres w przemyśle ciągnie złotego w dół

Złoty znalazł się pod wyraźną presją. Kurs dolara zbliżył się do 3,60 zł po rozczarowujących danych o produkcji przemysłowej. Jak opisuje money.pl, impulsem do wyprzedaży polskiej waluty stały się czwartkowe dane Głównego Urzędu Statystycznego.

REKLAMA

„Osiągamy niebezpieczny punkt krytyczny”. Zachód nie radzi sobie ze skutkami otwarcia europejskich granic

Morderstwa, wojny klanów na ulicach zachodnich miast, gwałty i kradzieże – to ta niepokojąca codzienność Europy Zachodniej stoi za kolejnym pomysłem przymusowej relokacji migrantów do krajów Europy Środkowej i Południowej, który ogłosili niedawno eurokraci z Brukseli. Zamożne i stabilne gospodarki Zachodu nie radzą sobie ze skutkami wielkiego otwarcia europejskich granic, które zorganizowała wszystkim była kanclerz Niemiec Angela Merkel. Bruksela nie wycofa się z nieudanego pomysłu, bo czas na to minął już wiele lat temu.
Zamieszki - zdjęcie poglądowe
Zamieszki - zdjęcie poglądowe / fot. pixabay.com

W piątek, 16 czerwca, zabytkowe ulice w centrum niemieckiego Essen opustoszały niemal natychmiast, kiedy naprzeciwko siebie stanęło kilkuset wyglądających groźnie i uzbrojonych najczęściej w noże, maczety i pałki mężczyzn z Bliskiego Wschodu. To libańskie i syryjskie gangi, które wzięły udział w bijatyce, jakiej Niemcy z Essen nie pamiętali nawet z czasów II wojny światowej. Być może pamiętali płynącą chodnikami krew, ale takiego poziomu przemocy – co zeznawali później na policji – nie widzieli nawet w filmach.

Plemienne walki na niemieckich ulicach

Syryjczycy i Libańczycy od pokoleń spory rodzinne wyjaśniają przy pomocy walk plemiennych, najczęściej z użyciem noży lub pistoletów. Biedny, kto znajdzie się pomiędzy zwaśnionymi plemionami, bo krewcy wyznawcy Allaha nie uznają za godnego życia nikogo, kto akurat nie jest razem z nimi, nie wspominając, że nie uznają za słuszne szanowania innej niż islam religii.

– Osiągamy niebezpieczny punkt krytyczny – dzień później przyznawał w rozmowach z mediami Manuel Ostermann, zastępca szefa niemieckiego związku zawodowego policji. – Klany nie uznają naszego państwa. Mają swój własny system prawny. W razie potrzeby konflikty rozwiązuje się również przemocą. Takie zatargi zagranicznych klanów muszą być zduszane w zarodku – stwierdził Ostermann.
Wydarzenia w Niemczech działy się ledwie kilka dni po tym, jak Szwecją wstrząsnęła strzelanina w centrum handlowym. Strzelanina, której ofiarą został 15-letni chłopiec, jego rówieśnik zaś i dwójka niemłodych już ludzi z ciężkimi ranami postrzałowymi trafiła do szpitala.
Jednak nie fakt użycia broni w miejscu publicznym oburzył i przeraził Szwedów – do tego zdążyli się już przyzwyczaić, wszak byli jednym z pierwszych europejskich krajów, który zdecydował się otworzyć swoje granice dla przybyszów z Bliskiego Wschodu. W wielu miastach władze publiczne poszły nawet tak daleko, że korzystając z rad mieszkających w Sztokholmie imamów, budowali w mniejszych miastach meczety, wszystko po to, aby przyjezdni mogli się poczuć jak najlepiej, a jednocześnie w miarę w pełni zintegrować się z gospodarzami.

Tylko od początku tego roku w całym kraju policja odnotowała 144 strzelaniny, w tym ponad jedną trzecią w stolicy państwa – przypadki, w których za naciśnięcie spustu odpowiadali rodowici Szwedzi, można policzyć na palcach jednej ręki, zwykle za wymianę ognia odpowiadali przyjezdni z Bliskiego Wschodu. Szwedzkie gazety lokalne szybko wyliczyły, że przy tej ilości strzelanin, w Szwecji z pominięciem weekendów nie ma dnia bez wymiany ognia na ulicach. Jednak tym razem zamaskowani bandyci wydawali się groźniejsi, strzelali bowiem z broni maszynowej – dokładnie takiej, jaką najczęściej widzi się na zdjęciach reporterskich z bliskowschodnich wojen.
Obława, którą zarządziła policja, była naprawdę widowiskowa – to nie setki policjantów przeczesujących ulice Sztokholmu ani dziesiątki radiowozów pędzących przez stolicę skandynawskiego kraju zrobiły na potomkach wikingów największe wrażenie, lecz supernowoczesne wojskowo-policyjne śmigłowce i obława z wykorzystaniem psów tropiących. Napastnikami okazało się dwóch 20-latków, którym nie udało się zintegrować z tutejszym społeczeństwem i którym nie podobał się zachodni system prawny.

Szlak grecki usłany ciałami

Grecy wciąż nie mogą się otrząsnąć z wypadku łodzi u wybrzeży Morza Jońskiego, w którym tydzień temu zginęło kilkuset imigrantów. Z wypadku łodzi grecka straż przybrzeżna uratowała ledwie kilkunastu z 750 pasażerów łodzi. Ciała niektórych fale wyrzuciły na brzeg, innych uznano za zaginionych, ale morskie władze Hellady przyznają, że szanse na ich ocalenie są praktycznie równe zeru. Rząd grecki w związku z tragicznym wypadkiem łodzi o bezprecedensowej liczbie ofiar ogłosił nawet żałobę narodową.

Winę za katastrofę ponosi w części grecka straż przybrzeżna, która już od ponad roku uprzedzała, że nie będzie ratować pontonów i łodzi z migrantami, po to, żeby nie stać się częścią liczonego w miliardach dolarów przemysłu przemytników ludzi, którzy odkąd tylko Niemcy otworzyły granice Unii Europejskiej, zaczęli przewozić imigrantów z Afryki Północnej na południowe wybrzeża Europy. Przemytnicy zakładali – na początku słusznie – że tonąca łódź zostanie uratowana przez europejskie służby, a jej pasażerowie znajdą się w Unii, gdzie będą traktowani jako uchodźcy. Większość z przyjezdnych ze względów ekonomicznych wybierała dalszą wędrówkę – do Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Ci, którzy zostawali w Grecji czy we Włoszech, mieszkali w obozach dla uchodźców i niemal natychmiast popadali w konflikt z prawem.

Tym razem udało się złapać szajkę odpowiedzialną za zatonięcie łodzi z 750 imigrantami z Afryki. Dziesięciu handlarzy złapała w Pakistanie tamtejsza policja. Władze obiecały, że aresztowani zostaną surowo ukarani – tym bardziej, że wiele ofiar pochodziło właśnie z Pakistanu, a na pokładzie łodzi znaleźli się dlatego, że byli przedmiotem zakrojonego na szeroką skalę handlu ludźmi. Media w Islamabadzie przekonują, że wśród ofiar mogło być nawet 400 młodych Pakistańczyków, ale przyznają również, że gdyby nie wypadek, żadnego śledztwa nikt by nie prowadził, a „szlak grecki” funkcjonowałby dalej w najlepsze.

Tragedia dotknęła również Polskę

Determinacja imigrantów doprowadza do otwartych wojen z unijną administracją często już na morzu. Niedawno żołnierze włoskich sił specjalnych uwalniali turecki statek handlowy na wodach niedaleko Neapolu opanowany przez kilkunastu nielegalnych imigrantów, którzy ukryli się na jego pokładzie i próbowali go porwać. O operacji poinformował minister obrony Włoch Guido Crosetto. Akcję uwolnienia jednostki przeprowadzono przy użyciu śmigłowców, z których żołnierze dostali się na pokład. Według wiadomości przekazanych przez szefa resortu obrony na pokładzie statku płynącego do Francji jest 22-osobowa załoga. Około 15 imigrantów uzbrojonych w noże próbowało dostać się na mostek kapitański, by uprowadzić jednostkę wraz z załogą. W operacji uwolnienia statku w Zatoce Neapolitańskiej uczestniczyli żołnierze sił specjalnych z brygady „San Marco” stacjonującej w Brindisi. To formacja desantowa włoskiej marynarki wojennej – odpowiednik amerykańskich Marines, doskonale przygotowana do walki w każdych warunkach. Aresztowani przez nią imigranci następne dwie dekady mogą spędzić w więzieniu – z tym, że cel osiągną, bo będzie to włoskie więzienie. Po wyjściu na wolność nikt już ich nie wyrzuci z Europy.

Włoski i grecki problem z imigrantami bezpośrednio dotknął również Polskę – na grecką wyspę Kos poleciała właśnie grupa prokuratorów z Warszawy, którzy mają przeprowadzić śledztwo w sprawie bestialskiego zamordowania Polki – 27-letniej Anastazji. Polka była torturowana i męczona, być może dopuszczono się na niej zbiorowego gwałtu. Ciało dziewczyny zostało znalezione w worku, przykryte gałęziami. Wiadomo już, że za zbrodnię odpowiada mężczyzna z Bangladeszu, który został już zatrzymany i jest przesłuchiwany przez lokalną (oraz polską) policję. Już w czasie śledztwa okazało się, że nie tylko Anastazja miała kłopoty z narzucającymi się, wulgarnymi i często agresywnymi mieszkańcami z Bliskiego Wschodu. Wszyscy trafili tu, dowiadując się w swoich ojczyznach o tym, że „kto dostanie się do Europy, zostanie w Europie i znajdzie tu utrzymanie”.

Imigracja nie ma przyszłości w UE

Problemy – dzisiaj już niemożliwe do ukrycia – z imigrantami z innych obszarów kulturowych, którzy ani myślą integrować się z europejskimi wartościami i kulturą, po raz kolejny skończyły się próbą odgórnego narzucenia przyjmowania imigrantów przez wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej. Państwo, które odmówi, musi liczyć się z koniecznością wpłaty do unijnej kasy 20 tysięcy euro od każdego nieprzyjętego imigranta. Pieniądze mają trafiać do państw, które z problemem imigrantów sobie nie radzą. Przeciwko temu rozwiązaniu zaprotestowały rządy z Warszawy, Pragi i Budapesztu. Po kilkudniowych negocjacjach Rada Unii Europejskiej przyjęła w głosowaniu większością kwalifikowaną stanowisko negocjacyjne w sprawie rozporządzenia dotyczącego procedury azylowej oraz rozporządzenia w sprawie zarządzania azylem i migracją – relokacja migrantów będzie negocjowana z Parlamentem Europejskim.
Ale postawę narodów Europy Centralnej doskonale rozumieją ci, którzy na co dzień muszą zmagać się z imigrantami.

– Nie potrzebujemy rekompensaty pieniężnej za imigrantów ani w proponowanej wysokości, ani nawet w wyższej, bo nie chcemy stać się krajem, w którym powstaną centra ich pobytu – mówi minister spraw wewnętrznych Włoch Matteo Piantedosi. – Proponowana obecnie reforma jest skazana na niepowodzenie, bo po prostu w Europie nie ma miejsca na niekontrolowaną imigrację – stwierdza Piantedosi. Włosi wiedzą, czego się bać, bo według ostatnich danych ONZ na świecie jest obecnie ponad 110 milionów ludzi, którzy byli zmuszeni do opuszczenia swoich domów. W sumie w 2022 r. 35,3 mln osób było uchodźcami, a 62,5 mln przesiedleńcami. Było też 5,4 mln osób ubiegających się o azyl i 5,2 mln innych potrzebujących ochrony międzynarodowej. Trzy czwarte uchodźców ucieka do krajów o niskich i średnich dochodach. W ubiegłym roku tylko 339 000 uchodźców z 38 krajów wróciło do domu, reszta pozostała w docelowych krajach migracji.

Tekst pochodzi z 26 (1796) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane