Alexander Degrejt: Własność

Zastanawiałem się od czego zacząć rozważania o własności? Od definicji? Każdy wie, że własność to po prostu prawo do rozporządzania jakimś dobrem, o czym tutaj dywagować? Można oczywiście podywagować nad zakresem tego prawa – czy jest absolutne czy jednak powinno być ograniczone przepisami, ale to temat na akademicką dysputę a nie krótki tekst publicystyczny. Pomyślałem więc, że sięgnę do źródła europejskiej cywilizacji – czyli nauki Kościoła Katolickiego. Jest to o tyle dobre odniesienie, że nie dotyczy jakiejś jednej klasy czy grupy ludzi ale wszystkich, ze szczególnym jednak uwzględnieniem tych, którzy utrzymują się z własnej pracy.
/ morguefile.com

„Pracownik, jeśli będzie otrzymywał płacę wystarczającą mu na utrzymanie własne, żony i dzieci, będzie też z pewnością, idąc za głosem rozsądku, oszczędzał i będzie się starał, do czego go sama natura wzywa, odłożyć coś z dochodów aby z czasem dojść do skromnego mienia. Widzieliśmy bowiem, że sprawa, którą się zajmujemy, nie może być skutecznie załatwiona jeśli się świętości prawa prywatnej własności nie postawi jako zasadę podstawową. Dlatego ustawodawstwo winno sprzyjać temu prawu i w miarę możności starać się, aby jak największa liczba ludności chciała własność posiadać.

Wypłyną stąd wielkie korzyści, przede wszystkim sprawiedliwszy podział dóbr materialnych. Gwałtowne walki społeczne podzieliły społeczeństwa na dwie klasy i odgrodziły je głębokim przedziałem od siebie. Z jednej strony warstwa przepotężna bo przebogata, która panując nad całą dziedziną przemysłu i handlu wszystkie sposoby bogacenia się na własną obraca korzyść i do swoich celów, i ponadto wielki wpływ wywiera na sam rząd w państwie. Z drugiej strony jest masa ludzi biednych i słabych, rozgoryczonych i zawsze gotowych do walki. Otóż jeśli się rozwinie zapobiegliwość w ludzie przez nadzieję posiadania kawałka ziemi, wówczas zniknie przepaść między olbrzymim bogactwem i straszną nędzą a jedna klasa stanie się drugiej bliższą. Ponadto wzmoże się wydajność ziemi. Rośnie bowiem w człowieku ochota do pracy i pilności jeśli wie, że na swoim pracuje; wnet przywiązuje się człowiek serdecznie do ziemi, którą pracą rąk własnych uprawia, spodziewając się od niej nie tylko środków do utrzymania życia potrzebnych, ale jeszcze pewnego dostatku dla siebie i dla swoich. I każdy przyzna, że to pobudzenie woli ludzkiej walnie się przyczyni do wzmożenia wydajności ziemi i bogactwa państw.

I wreszcie trzecią korzyścią będzie, że łatwiej da się utrzymać ludzi w państwie, w którym ujrzeli światło dzienne, nie porzuciliby bowiem ojczyzny gdyby im dawała możność prowadzenia znośnego życia. Lecz tylko pod tym warunkiem wymienione korzyści staną się rzeczywistością jeśli prywatna własność nie będzie wyczerpywana przez nadmiar podatków i ciężarów publicznych. Władza państwowa bowiem nie może niszczyć prawa własności prywatnej bo natura jest jego źródłem, nie wola ludzka; może tylko jego używanie ograniczać i do dobra ogółu dostosowywać. Działałaby więc niesprawiedliwie i niegodziwie gdyby z prywatnej własności ściągała w postaci podatków więcej niż się należy”.

 

Tak pisał papież Leon XIII w swojej encyklice „Rerum Novarum” z roku 1891. Dawno, ponad wiek i ćwierć już minęło od publikacji. Staroć, ktoś pomyśli, czasy się zmieniły i rzeczywistość jest dziś inna, nie ma co sięgać do tekstów tak dawnych. Zanim jednak wypowie swoje myśli na głos niech przeczyta papieskie słowa jeszcze raz, potem jeszcze aż wreszcie zrozumie. Wtedy okaże się, że są one tak samo aktualne dziś jak były pod koniec dziewiętnastego wieku.

 

Przede wszystkim trzeba zauważyć jeden fakt: obywatele Rzeczypospolitej to w swojej ogromnej większości ludzie niezamożni a w dużej części po prostu biedni. Ludzie zarabiający niewielkie (w skali europejskiej) pieniądze i nie posiadający żadnej własności, która mogłaby być dla nich zabezpieczeniem i z której mogliby czerpać jakieś dodatkowe profity. To sprawia, że nie czują się oni odpowiedzialni za swoją Ojczyznę, że nie czują się jej – nazwijmy to w ten sposób – współwłaścicielami państwa, współrządzącymi nim, współdecydującymi o tym jaki ma mieć ono kształt. Krótko pisząc nie czują żadnej wspólnoty ze swoimi rodakami, współobywatelami tego samego kraju. I trudno im się dziwić, kiedy człowiek martwi się o związanie końca z końcem, kiedy zasuwa ponad siły a przychodząc do domu marzy tylko o tym by walnąć się w fotelu i odpocząć to nie będzie miał już ochoty na jakieś współuczestniczenie w polityce czy jakimś życiu wspólnotowym. A jeżeli jeszcze dodatkowo pracuje nie dla siebie ale dla kogoś, jeżeli widzi, że z jego ciężkiej harówki profity czerpie zagraniczny koncern, to na samą propozycję zaangażowania się może zareagować agresją.

 

Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku człowieka, który z pracy najemnej wraca na własny kawałek ziemi dający mu pewne zabezpieczenie. Zaczyna się wtenczas czuć właścicielem odpowiedzialnym za swoją własność a przy okazji nawiązuje kontakty z podobnymi mu właścicielami i dostrzegać, że ma z nimi wspólne interesy. Tworzy się wspólnota, której zasadniczym celem jest dbanie o te interesy. Powstaje społeczeństwo obywatelskie, którym dziś gęby sobie wycierają wszyscy od prawa do lewa narzekając, że w Polsce ono nie istnieje. A jak ma istnieć, skąd miało się wziąć skoro mało kto posiada ziemię (czy jakąkolwiek własność), z której może czerpać korzyści? I nie mówimy teraz o przedsiębiorcach, mówimy o tzw. „zwykłych” ludziach utrzymujących się głównie z pracy najemnej, dla których własność ziemi jest pewnym zabezpieczeniem bytu i (ewentualnym) źródłem dodatkowych dochodów – bo takich ludzie jest znacznie więcej.

 

Warto w tym miejscu odwołać się do historii, która jest podobno nauczycielką życia. Gdy w roku 1755 powstała Republika Korsyki (zniszczona przez Francuzów w roku 1769) na mocy pierwszej na świecie konstytucji przyznano czynne prawa wyborcze wszystkim (w tym kobietom, co było ewenementem na światową skalę) ale bierne tylko mężczyznom posiadającym ziemię. Dlaczego? Ano to bardzo proste – bo właściciele ziemscy byli nauczeni odpowiedzialności a do władzy należało dopuszczać wyłącznie ludzi odpowiedzialnych. Logiczne, prawda?

 

Dziś oczywiście niemożliwością byłoby wrócić do korsykańskiej mądrości i odebrać możliwość kandydowania na urzędy ludziom nie posiadającym żadnej własności. Jednak władze publiczne mające na uwadze dobro państwa, narodu jak i poszczególnych jednostek powinny starać się prowadzić taką politykę by coraz większa część społeczeństwa chciała i mogła tę własność posiadać. Powinny, tyle tylko, że wcale nie mają na to ochoty. Głównie z tej przyczyny, że doprowadziłoby to do emancypacji tzw. szerokich mas, uniezależnienia ich od państwa (a tym samym od rządzących) i wzrost ambicji – w tym politycznych. A to oznacza, że nagle mogłaby politykom wyrosnąć pod bokiem silna konkurencja. Poza tym ludźmi nie posiadającymi własności łatwiej rządzić – są podatni na obietnice, zwłaszcza te dotyczące poprawy ich bytu a w związku z tym bardzo łatwi do „ugniatania” przez speców od politycznego PiaRu. Polska niestety jest wciąż krajem, w którym interes partii stoi ponad interesem społecznym – albo, co bardziej oddaje rzeczywistość, jest z nim utożsamiany – dlatego też politycy są bardzo niechętni wszelkim pomysłom korzystnym społecznie, które jednocześnie mogą mieć negatywne konsekwencje dla tego czy innego ugrupowania.

 

Własność ma jeszcze jedną cechę, która jest bardzo nie na rękę (zwłaszcza) nowoczesnej lewicy – otóż integruje ona nie tylko całe społeczeństwa ale przede wszystkim rodziny, które będą z niej wspólnie korzystać i wspólnie działać dla (trzeci raz użyję tego słowa) wspólnej korzyści. Powstaje dziedzictwo przekazywane z rodziców na dzieci a wraz z nim więź łącząca nie tylko współczesnych członków wspólnoty ale sięgająca zarówno w przeszłość jak i w przyszłość a wraz z nią rodzi się tradycja. Zauważa to też papież Leon XIII pisząc: „Jest świętym prawem natury by ojciec rodziny troszczył się o utrzymanie i wszelkie potrzeby tych, których zrodził i sama natura skłania go do tego, by dla dzieci, które odbijają w sobie i do pewnego stopnia przedłużają osobowość ojca, nabywał i gromadził dobra potrzebne im do obrony przed niedolą podczas zmiennych kolei życia. Jakże jednak uczyni zadość temu prawu, jeśli nie będzie mógł posiadać trwałych i korzyść przynoszących dóbr, które by mógł w spadku dzieciom zostawić?”. I w tym właśnie miejscu interes społeczny, interes obywateli i rodzin stoi w sprzeczności (pozornej) z interesem współcześnie rozumianego państwa.

 

Otóż, po pierwsze, państwu (jego władzom) w najmniejszym stopniu nie zależy na budowaniu tradycji lokalnych czy rodzinnych, przeciwnie, jest ono zainteresowane tym, by własne tradycje narzucać odgórnie. I to starannie wyselekcjonowane, tak by wpisywały się w partyjną propagandę pozwalając zapewnić sobie długie lata zasiadania na stołkach. Po drugie zaś ludzie (rodziny) posiadający własność przestają być zależni od polityków, zaczynają ich traktować jako swoich pracowników mających wykonywać konkretną robotę – czyli zarządzać państwem, które traktują podobnie jak swoją ziemię: jako dziedzictwo, współwłasność. I w ten sam sposób chcą o nie dbać przez co politycy przestają być dygnitarzami a stają się najmitami mającymi wykonywać polecenia pracodawców. Zwłaszcza w polskim systemie, w którym szefowie partii są niemalże samodzierżawcami, trudno znaleźć posłuch dla upowszechnienia własności i prawa do czerpania z tej własności materialnych korzyści.

 

Zmienić ten stan rzeczy można tylko w jeden sposób: organizując się i działając wspólnie tak, jakbyśmy wszyscy już tę własność posiadali. Musimy chcieć posiadać, chcieć korzystać i wymuszać zmiany w prawie odrzucając argumentację tzw. „elit” dowodzącą „szkodliwość” wprowadzenia pełnej i wolnej własności. I musimy też domagać się by prawo podatkowe nie dyskryminowało posiadaczy a przepisy administracyjne nie blokowały korzystania i czerpania profitów z własnego kawałka ziemi pod stopami. Ale to już temat na kolejny tekst...

Alexander Degrejt www.babaichlop.pl


 

POLECANE
Pałac Buckingham. Księżna Meghan opublikowała wzruszający wpis Wiadomości
Pałac Buckingham. Księżna Meghan opublikowała wzruszający wpis

Meghan Markle podzieliła się ze światem wzruszającym zdjęciem rodzinnym na Instagramie. Tym razem okazją były walentynki. Na fotografii książę Harry trzyma na rękach córkę Lilibet, która pokazuje czerwone balony.

Dziura otworzyła się na Słońcu. Rośnie szansa na zorzę polarną z ostatniej chwili
"Dziura" otworzyła się na Słońcu. Rośnie szansa na zorzę polarną

Pogoda w kosmosie może spowodować atrakcje. Na Słońcu otworzyła się dziura koronalna.

Igrzyska 2026: Wąsek i Tomasiak w konkursie duetów z ostatniej chwili
Igrzyska 2026: Wąsek i Tomasiak w konkursie duetów

Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak wystartują w poniedziałek na dużym obiekcie w Predazzo w olimpijskim konkursie duetów (super team) w skokach narciarskich - poinformował na Facebooku Polski Związek Narciarski.

Rubio: Nie chcemy, aby Europa była wasalem USA z ostatniej chwili
Rubio: Nie chcemy, aby Europa była wasalem USA

Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio powiedział w niedzielę w Bratysławie, że Stany Zjednoczone nie chcą, aby Europa była ich wasalem. Rubio zapewnił, że USA są zainteresowane współpracą z krajami Grupy Wyszehradzkiej. Format V4+USA zaproponował słowacki premier Robert Fico.

Karol Nawrocki: Polska powinna rozważyć stworzenie własnej broni jądrowej Wiadomości
Karol Nawrocki: Polska powinna rozważyć stworzenie własnej broni jądrowej

Polska powinna rozważyć rozwój własnego potencjału nuklearnego w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji - powiedział prezydent Karol Nawrocki. W wywiadzie dla Polsat News zaznaczył, że kraj musi działać tak, aby w przyszłości móc prowadzić prace nad własnym projektem nuklearnym, zachowując przy tym zgodność z międzynarodowymi przepisami.

Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego

W Kujawsko-Pomorskiem ruszyła dystrybucja 8401 czujek dymu i czadu z programu MSWiA. Strażacy bezpłatnie montują je najbardziej potrzebującym i szkolą domowników. Akcja potrwa do kwietnia 2026 r.

Szok we Francji. Konserwatywny aktywista pobity na śmierć podczas demonstracji Wiadomości
Szok we Francji. Konserwatywny aktywista pobity na śmierć podczas demonstracji

Francja jest wstrząśnięta śmiercią Quentina, 23-letniego studenta matematyki, który w miniony czwartek został brutalnie pobity podczas protestu w Lyonie. Mężczyzna ochraniał demonstrację przeciwko wystąpieniu francuskiej eurodeputowanej Rimy Hassan w filii uniwersytetu Sciences Po.

Cień Grupy D. Jak komanda śmierci MSW zainfekowały III Rzeczpospolitą tylko u nas
Cień Grupy D. Jak komanda śmierci MSW zainfekowały III Rzeczpospolitą

Czy po 1989 roku dawne struktury komunistycznych służb naprawdę zniknęły, czy tylko zmieniły nazwę i metody działania? Historia Samodzielna Grupa D – tajnej komórki działającej w ramach Służba Bezpieczeństwa – wraca w kontekście zabójstwa Jerzy Popiełuszko i niewyjaśnionych wątków śledztwa. Autor stawia tezę, że spuścizna tych struktur mogła mieć wpływ na pierwsze dekady III RP.

Groźny pożar w samolocie SAS. Płonął powerbank pilne
Groźny pożar w samolocie SAS. Płonął powerbank

Lot z Oslo do Tromsoe został nagle przerwany po tym, jak w kabinie pojawił się dym. Przyczyną był uszkodzony powerbank, który doprowadził do pożaru na pokładzie. Cztery osoby trafiły do szpitala.

Trwają poszukiwania turysty na Orlej Perci w Tatrach Wiadomości
Trwają poszukiwania turysty na Orlej Perci w Tatrach

W Tatrach trwają poszukiwania młodego mężczyzny, który w sobotę wyruszył na Orlą Perć, uważaną za najtrudniejszy szlak w polskich Tatrach. Akcję prowadzą ratownicy TOPR oraz policja.

REKLAMA

Alexander Degrejt: Własność

Zastanawiałem się od czego zacząć rozważania o własności? Od definicji? Każdy wie, że własność to po prostu prawo do rozporządzania jakimś dobrem, o czym tutaj dywagować? Można oczywiście podywagować nad zakresem tego prawa – czy jest absolutne czy jednak powinno być ograniczone przepisami, ale to temat na akademicką dysputę a nie krótki tekst publicystyczny. Pomyślałem więc, że sięgnę do źródła europejskiej cywilizacji – czyli nauki Kościoła Katolickiego. Jest to o tyle dobre odniesienie, że nie dotyczy jakiejś jednej klasy czy grupy ludzi ale wszystkich, ze szczególnym jednak uwzględnieniem tych, którzy utrzymują się z własnej pracy.
/ morguefile.com

„Pracownik, jeśli będzie otrzymywał płacę wystarczającą mu na utrzymanie własne, żony i dzieci, będzie też z pewnością, idąc za głosem rozsądku, oszczędzał i będzie się starał, do czego go sama natura wzywa, odłożyć coś z dochodów aby z czasem dojść do skromnego mienia. Widzieliśmy bowiem, że sprawa, którą się zajmujemy, nie może być skutecznie załatwiona jeśli się świętości prawa prywatnej własności nie postawi jako zasadę podstawową. Dlatego ustawodawstwo winno sprzyjać temu prawu i w miarę możności starać się, aby jak największa liczba ludności chciała własność posiadać.

Wypłyną stąd wielkie korzyści, przede wszystkim sprawiedliwszy podział dóbr materialnych. Gwałtowne walki społeczne podzieliły społeczeństwa na dwie klasy i odgrodziły je głębokim przedziałem od siebie. Z jednej strony warstwa przepotężna bo przebogata, która panując nad całą dziedziną przemysłu i handlu wszystkie sposoby bogacenia się na własną obraca korzyść i do swoich celów, i ponadto wielki wpływ wywiera na sam rząd w państwie. Z drugiej strony jest masa ludzi biednych i słabych, rozgoryczonych i zawsze gotowych do walki. Otóż jeśli się rozwinie zapobiegliwość w ludzie przez nadzieję posiadania kawałka ziemi, wówczas zniknie przepaść między olbrzymim bogactwem i straszną nędzą a jedna klasa stanie się drugiej bliższą. Ponadto wzmoże się wydajność ziemi. Rośnie bowiem w człowieku ochota do pracy i pilności jeśli wie, że na swoim pracuje; wnet przywiązuje się człowiek serdecznie do ziemi, którą pracą rąk własnych uprawia, spodziewając się od niej nie tylko środków do utrzymania życia potrzebnych, ale jeszcze pewnego dostatku dla siebie i dla swoich. I każdy przyzna, że to pobudzenie woli ludzkiej walnie się przyczyni do wzmożenia wydajności ziemi i bogactwa państw.

I wreszcie trzecią korzyścią będzie, że łatwiej da się utrzymać ludzi w państwie, w którym ujrzeli światło dzienne, nie porzuciliby bowiem ojczyzny gdyby im dawała możność prowadzenia znośnego życia. Lecz tylko pod tym warunkiem wymienione korzyści staną się rzeczywistością jeśli prywatna własność nie będzie wyczerpywana przez nadmiar podatków i ciężarów publicznych. Władza państwowa bowiem nie może niszczyć prawa własności prywatnej bo natura jest jego źródłem, nie wola ludzka; może tylko jego używanie ograniczać i do dobra ogółu dostosowywać. Działałaby więc niesprawiedliwie i niegodziwie gdyby z prywatnej własności ściągała w postaci podatków więcej niż się należy”.

 

Tak pisał papież Leon XIII w swojej encyklice „Rerum Novarum” z roku 1891. Dawno, ponad wiek i ćwierć już minęło od publikacji. Staroć, ktoś pomyśli, czasy się zmieniły i rzeczywistość jest dziś inna, nie ma co sięgać do tekstów tak dawnych. Zanim jednak wypowie swoje myśli na głos niech przeczyta papieskie słowa jeszcze raz, potem jeszcze aż wreszcie zrozumie. Wtedy okaże się, że są one tak samo aktualne dziś jak były pod koniec dziewiętnastego wieku.

 

Przede wszystkim trzeba zauważyć jeden fakt: obywatele Rzeczypospolitej to w swojej ogromnej większości ludzie niezamożni a w dużej części po prostu biedni. Ludzie zarabiający niewielkie (w skali europejskiej) pieniądze i nie posiadający żadnej własności, która mogłaby być dla nich zabezpieczeniem i z której mogliby czerpać jakieś dodatkowe profity. To sprawia, że nie czują się oni odpowiedzialni za swoją Ojczyznę, że nie czują się jej – nazwijmy to w ten sposób – współwłaścicielami państwa, współrządzącymi nim, współdecydującymi o tym jaki ma mieć ono kształt. Krótko pisząc nie czują żadnej wspólnoty ze swoimi rodakami, współobywatelami tego samego kraju. I trudno im się dziwić, kiedy człowiek martwi się o związanie końca z końcem, kiedy zasuwa ponad siły a przychodząc do domu marzy tylko o tym by walnąć się w fotelu i odpocząć to nie będzie miał już ochoty na jakieś współuczestniczenie w polityce czy jakimś życiu wspólnotowym. A jeżeli jeszcze dodatkowo pracuje nie dla siebie ale dla kogoś, jeżeli widzi, że z jego ciężkiej harówki profity czerpie zagraniczny koncern, to na samą propozycję zaangażowania się może zareagować agresją.

 

Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku człowieka, który z pracy najemnej wraca na własny kawałek ziemi dający mu pewne zabezpieczenie. Zaczyna się wtenczas czuć właścicielem odpowiedzialnym za swoją własność a przy okazji nawiązuje kontakty z podobnymi mu właścicielami i dostrzegać, że ma z nimi wspólne interesy. Tworzy się wspólnota, której zasadniczym celem jest dbanie o te interesy. Powstaje społeczeństwo obywatelskie, którym dziś gęby sobie wycierają wszyscy od prawa do lewa narzekając, że w Polsce ono nie istnieje. A jak ma istnieć, skąd miało się wziąć skoro mało kto posiada ziemię (czy jakąkolwiek własność), z której może czerpać korzyści? I nie mówimy teraz o przedsiębiorcach, mówimy o tzw. „zwykłych” ludziach utrzymujących się głównie z pracy najemnej, dla których własność ziemi jest pewnym zabezpieczeniem bytu i (ewentualnym) źródłem dodatkowych dochodów – bo takich ludzie jest znacznie więcej.

 

Warto w tym miejscu odwołać się do historii, która jest podobno nauczycielką życia. Gdy w roku 1755 powstała Republika Korsyki (zniszczona przez Francuzów w roku 1769) na mocy pierwszej na świecie konstytucji przyznano czynne prawa wyborcze wszystkim (w tym kobietom, co było ewenementem na światową skalę) ale bierne tylko mężczyznom posiadającym ziemię. Dlaczego? Ano to bardzo proste – bo właściciele ziemscy byli nauczeni odpowiedzialności a do władzy należało dopuszczać wyłącznie ludzi odpowiedzialnych. Logiczne, prawda?

 

Dziś oczywiście niemożliwością byłoby wrócić do korsykańskiej mądrości i odebrać możliwość kandydowania na urzędy ludziom nie posiadającym żadnej własności. Jednak władze publiczne mające na uwadze dobro państwa, narodu jak i poszczególnych jednostek powinny starać się prowadzić taką politykę by coraz większa część społeczeństwa chciała i mogła tę własność posiadać. Powinny, tyle tylko, że wcale nie mają na to ochoty. Głównie z tej przyczyny, że doprowadziłoby to do emancypacji tzw. szerokich mas, uniezależnienia ich od państwa (a tym samym od rządzących) i wzrost ambicji – w tym politycznych. A to oznacza, że nagle mogłaby politykom wyrosnąć pod bokiem silna konkurencja. Poza tym ludźmi nie posiadającymi własności łatwiej rządzić – są podatni na obietnice, zwłaszcza te dotyczące poprawy ich bytu a w związku z tym bardzo łatwi do „ugniatania” przez speców od politycznego PiaRu. Polska niestety jest wciąż krajem, w którym interes partii stoi ponad interesem społecznym – albo, co bardziej oddaje rzeczywistość, jest z nim utożsamiany – dlatego też politycy są bardzo niechętni wszelkim pomysłom korzystnym społecznie, które jednocześnie mogą mieć negatywne konsekwencje dla tego czy innego ugrupowania.

 

Własność ma jeszcze jedną cechę, która jest bardzo nie na rękę (zwłaszcza) nowoczesnej lewicy – otóż integruje ona nie tylko całe społeczeństwa ale przede wszystkim rodziny, które będą z niej wspólnie korzystać i wspólnie działać dla (trzeci raz użyję tego słowa) wspólnej korzyści. Powstaje dziedzictwo przekazywane z rodziców na dzieci a wraz z nim więź łącząca nie tylko współczesnych członków wspólnoty ale sięgająca zarówno w przeszłość jak i w przyszłość a wraz z nią rodzi się tradycja. Zauważa to też papież Leon XIII pisząc: „Jest świętym prawem natury by ojciec rodziny troszczył się o utrzymanie i wszelkie potrzeby tych, których zrodził i sama natura skłania go do tego, by dla dzieci, które odbijają w sobie i do pewnego stopnia przedłużają osobowość ojca, nabywał i gromadził dobra potrzebne im do obrony przed niedolą podczas zmiennych kolei życia. Jakże jednak uczyni zadość temu prawu, jeśli nie będzie mógł posiadać trwałych i korzyść przynoszących dóbr, które by mógł w spadku dzieciom zostawić?”. I w tym właśnie miejscu interes społeczny, interes obywateli i rodzin stoi w sprzeczności (pozornej) z interesem współcześnie rozumianego państwa.

 

Otóż, po pierwsze, państwu (jego władzom) w najmniejszym stopniu nie zależy na budowaniu tradycji lokalnych czy rodzinnych, przeciwnie, jest ono zainteresowane tym, by własne tradycje narzucać odgórnie. I to starannie wyselekcjonowane, tak by wpisywały się w partyjną propagandę pozwalając zapewnić sobie długie lata zasiadania na stołkach. Po drugie zaś ludzie (rodziny) posiadający własność przestają być zależni od polityków, zaczynają ich traktować jako swoich pracowników mających wykonywać konkretną robotę – czyli zarządzać państwem, które traktują podobnie jak swoją ziemię: jako dziedzictwo, współwłasność. I w ten sam sposób chcą o nie dbać przez co politycy przestają być dygnitarzami a stają się najmitami mającymi wykonywać polecenia pracodawców. Zwłaszcza w polskim systemie, w którym szefowie partii są niemalże samodzierżawcami, trudno znaleźć posłuch dla upowszechnienia własności i prawa do czerpania z tej własności materialnych korzyści.

 

Zmienić ten stan rzeczy można tylko w jeden sposób: organizując się i działając wspólnie tak, jakbyśmy wszyscy już tę własność posiadali. Musimy chcieć posiadać, chcieć korzystać i wymuszać zmiany w prawie odrzucając argumentację tzw. „elit” dowodzącą „szkodliwość” wprowadzenia pełnej i wolnej własności. I musimy też domagać się by prawo podatkowe nie dyskryminowało posiadaczy a przepisy administracyjne nie blokowały korzystania i czerpania profitów z własnego kawałka ziemi pod stopami. Ale to już temat na kolejny tekst...

Alexander Degrejt www.babaichlop.pl



 

Polecane