Mamy raczej rząd zacofania i zastoju niż postępu

Lewicowo-liberalna koalicja wygrała wybory, proponując skok w nowoczesność. Nie zauważyła jednak, że dla Polaków oznacza to raczej budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego niż pigułkę „dzień po” i aborcję na życzenie.
Donald Tusk
Donald Tusk / fot. PAP/Leszek Szymański

Wściekłość, którą w politykach rządzącej koalicji wywołał społeczny ruch wspierania budowy CPK, w pierwszej chwili trudno zrozumieć. Przecież lewicowo-liberalny rząd, reagując pozytywnie na aspiracje większości Polaków, mógłby łatwo zyskać dodatkowe punkty poparcia i wzmocnić swoją pozycję – zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Jest jednak inaczej: ekipa premiera Donalda Tuska nie wystąpiła o dofinansowanie z budżetu UE połączeń kolejowych, które są elementem CPK, wojewoda zwrócił do uzupełnienia decyzję środowiskową, a kolejni politycy PO starają się podważać sensowność tej inwestycji. Z dużym prawdopodobieństwem można dziś stwierdzić, że ekipa Donalda Tuska zrobi wszystko, by ten port nie powstał.

Strach w oczach

Można oczywiście uznać, że rząd premiera Tuska za wszelką cenę próbuje wstrzymać tę inwestycję, bo tak każą mu Niemcy. Podobnie jest zresztą z rozbudową portu kontenerowego w Świnoujściu, budową fabryk Intela czy firmy CATL, która zajmuje się bateriami samochodowymi, oraz stawianiem elektrowni atomowych. Wszystkie te projekty bezpośrednio lub pośrednio rzeczywiście odbiją się na niemieckiej gospodarce – albo zmniejszają one wpływy do budżetu tego kraju, albo zwiększają polską konkurencyjność, albo stanowią zagrożenie dla niemieckich firm.

Nawet jeśli tego rodzaju bodźce naprawdę mają wpływ na decyzje polskiego rządu, to przecież PO przeciwstawiała się także innym wielkim projektom, które nie uderzały w Niemcy. Chodzi choćby o przekop Mierzei Wiślanej czy budowę drogi Via Carpatia, która ma biec od Kłajpedy na Litwie przez Polskę, Węgry, Rumunię, Bułgarię do Grecji.

Nie chodzi więc tylko o strach przed zagrożeniem interesom Berlina, ale także brak umiejętności do realizowania dużych projektów. Wielki plan budowy autostrad na Euro 2012 nie dość, że nie został zrealizowany na czas, to jeszcze – co gorsza – doprowadził do serii bankructw polskich podwykonawców, które wywołały poważny kryzys branży budowlanej. Projekt budowy elektrowni atomowej za poprzednich rządów skończył się na powołaniu spółki celowej, której głównym osiągnięciem było sponsorowanie żeńskiej ligowej drużyny koszykówki. Prace nad uruchomieniem gazoportu, który dziś jest fundamentem naszej niezależności energetycznej i gwarantem rozwoju, zostały opóźnione o ponad dwa lata. Jeszcze gorzej było z gazowym połączeniem z Norwegią – projekt Baltic Pipe został zarzucony w ogóle.

Dla lewicowo-liberalnej koalicji postęp i nowoczesność nie oznaczają innowacyjnej gospodarki, zaawansowanych technologicznie fabryk i kształcenia specjalistów o unikalnych w świecie kompetencjach, ale zmiany kulturowe oraz obyczajowe. To one są dla nich miarą postępu, bo pozwalają wyzwolić się z ograniczeń tradycyjnego społeczeństwa. Ich niewątpliwą zaletą jest także fakt, że umożliwiają zarządzanie emocjami. Budowanie jest nudne i mozolne, natomiast aborcja, pigułka „po” czy edukacja seksualna w szkole wywołują natychmiastową burzę.

Nienawiść na wyciągnięcie ręki

Dlatego początkowo argumentem przeciwko budowie CPK miała być megalomania i gigantomania poprzedników. Zwykle tego rodzaju zabiegi działały, ponieważ przychylne Donaldowi Tuskowi media zawsze chętnie śmiały się z wizji Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem stało się jednak inaczej. Wielu ekspertów, a nawet wspierających zwykle rząd dziennikarzy, wskazało, że ten port nie tylko nie będzie największy w Europie, ale co ważniejsze szybko zacznie przynosić dochody. Fachowcy na tyle precyzyjnie obalali wszystkie argumenty przeciwników inwestycji, że ci bali się nawet uczestniczyć w debatach na jej temat.

Wówczas Donald Tusk, a za nim jego posłowie i akolici, sięgnęli po inną sprawdzoną broń – oczernianie. Sygnał padł podczas posiedzenia rady gabinetowej, gdy premier epatował sumami wydanymi m.in. na promocję i „propagandę”. Natychmiast dodał, że to właśnie te pieniądze są powodem wyjątkowo szerokiego poparcia wielu ekspertów i publicystów dla tej inwestycji.

To jest zabieg, który PO stosowała wielokrotnie – zastąpić merytoryczną dyskusję eksplozją emocji. Obecny premier nie wyliczył przecież, na co w rzeczywistości zostały wydane te pieniądze. Gdyby to zrobił, okazałoby się, że znaczna część trafiła do lokalnych społeczności, które trzeba było informować o etapie prac, zasadach wykupu nieruchomości, lokalizacji tego projektu itp. Każda firma realizująca dużą inwestycję musi pozyskać przychylność miejscowych, dlatego organizuje dla nich festyny, wspiera szkoły, parafie, koła gospodyń wiejskich czy ochotniczą straż pożarną. To jednak brzmi banalnie. Znacznie więcej zawiści i niechęci wzbudzi przekaz, że oto kilku sprzedajnych ekspertów przytuliło ponad dwadzieścia pięć milionów i dlatego teraz gardłują za powstaniem CPK. Nie w interesie całego społeczeństwa, wzrostu gospodarczego, rozwoju kraju, ale własnym.

Ta narracja, mimo prób rozliczania ekspertów i wciągania ich w dyskusję o sowitych honorariach, nie utrzymała się długo. Raczej obnażyła stosunek Donalda Tuska i jego rządu do aktywnej części społeczeństwa, która domaga się od władzy działań prorozwojowych. Właściwie spowodowała efekt odwrotny – spontanicznie powstało stowarzyszenie #TakdlaCPK, którego celem jest doprowadzenie do realizacji inwestycji. W ciągu kilku dni liczba jego członków przekroczyła dwadzieścia dwa tysiące i stale rośnie. Politycy rządzącej koalicji nie spodziewali się, że banalna z ich punktu widzenia sprawa, jak inwestycja w infrastrukturę, zmobilizuje tak wiele grup społecznych – różnych pod względem dochodów, poglądów politycznych czy miejsca zamieszkania. Tych ludzi połączyły aspiracje i ambicje, których ekipa Donalda Tuska nie rozumie. Istotą jego polityki jest tylko podnoszenie temperatury sporu.

CZYTAJ TAKŻE: Niemiecki rząd ugina się przed protestem rolników

Postęp to rewolucja

Premier doskonale wie, że jest to skuteczna metoda, gdyż tego oczekują od niego jego wyborcy. Wbrew retoryce miłości i uśmiechu osoby o poglądach lewicowych i liberalnych wykazują się znacznie wyższym poziom niechęci do osób o poglądach konserwatywnych niż odwrotnie. Pokazały to na przykład opracowania Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego z 2019 r. Osoby o poglądach lewicowych i liberalnych znacznie częściej odhumanizowują ludzi o przekonaniach konserwatywnych, prawie czterokrotnie częściej deklarują, że nie byłyby w stanie pracować w jednym miejscu z osobami o odmiennych poglądach, znacznie rzadziej deklarują też do nich zaufanie. Ponadto wyborcy partii lewicowych i liberalnych znacząco przeceniali niechęć ze strony konserwatystów, przy czym deklarowali znacznie rzadsze niż konserwatyści kontakty z politycznymi oponentami.

Próby wykluczania grup społecznych – dużych i małych – z powodu ich poglądów czy dążeń trafiały więc do tej pory na bardzo podatny grunt. Sprzeciw wobec rezygnacji z budowy CPK jest nowością, ale nie zmieni zasadniczo polityki obecnego rządu.

Już teraz widać jasno, że jego priorytetem jest otwarcie możliwie największej liczby frontów światopoglądowych, które zmuszą obywateli do opowiedzenia się po jednej ze stron. Nie będzie więc wielkiej narodowej debaty o modernizacji armii, energetyce jądrowej, rozwoju transportu, skutkach ograniczania emisji CO2 czy rolnictwie. Zamiast tego czeka nas spór o aborcję, pigułkę „dzień po”, eliminowanie z programów szkolnych wzorców patriotycznych, zastępowanie utworów romantyków twórczością Olgi Tokarczuk.

Realny rozwój musi ustąpić miejsca wojnie ideologicznej, która pozwala zajmować coraz to nowsze obszary zbiorowej świadomości. Jak bardzo jest to skuteczna strategia, pokazała hiszpańska lewica. Co prawda, doprowadziła ona kraj do kryzysu – np. bezrobocie wśród młodych od dawna jest najwyższe w Europie – ale za to jest ona w stanie długo utrzymywać władzę.

Sprawnie przeprowadzona inżynieria społeczna – a przecież rząd premiera Tuska dysponuje wszelkimi narzędziami, by takie metody stosować: przychylne media, elity akademickie i prawnicze, wsparcie administracji Unii Europejskiej – spowoduje, że każdy, nawet najbardziej merytoryczny spór, stanie się elementem wojny ideologicznej. Rozwój przemysłu zostanie uznany za zagrożenie dla klimatu, podobnie jak jedzenie mięsa czy jeżdżenie samochodem. Mieszkanie stanie się prawem, a nie towarem, będzie więc można – jak w Hiszpanii – kwestionować prawo własności.

W efekcie prowadzi to do zaniechania prac nad dużymi projektami prorozwojowymi i skutkuje skupieniem się na rewolucji w każdej dziedzinie życia. Dla strażników ideologii nie są istotne: poziom życia obywateli, rozwój firm, miejsca pracy czy poziom nauki, ale zbiorowa społeczna terapia, która ma stworzyć lepszego, bardziej świadomego i nowocześniejszego człowieka, a ostateczne zerwać ze starym porządkiem. Nawet jeśli oznacza to cofnięcie się w realnym rozwoju.

CZYTAJ TAKŻE: Tortury, bestialstwo, zapomnienie. Wyklętych skazywano na podwójną śmierć

Tekst pochodzi z 9 (1830) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Państwa narodowe są podstawą wolności tylko u nas
Państwa narodowe są podstawą wolności

Państwo narodowe, wolność słowa i niezależność energetyczna – to trzy filary, które zdominowały dyskusję podczas konferencji Alliance of Sovereign Nations 2026 w Waszyngtonie. Wystąpienia amerykańskiej kongresmen Anny Pauliny Luny oraz rumuńskiego lidera prawicy George Simiona pokazały rosnące znaczenie debat o suwerenności państw w świecie Zachodu.

Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców Wiadomości
Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców

Policja wyjaśnia okoliczności dewastacji nagrobków, do której doszło w nocy z czwartku na piątek na cmentarzu parafialnym w Niestępowie w gminie Żukowo (woj. pomorskie). Lokalna społeczność apeluje o pomoc w odnalezieniu sprawców.

Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz

3 marca 2026 roku Friedrich Merz został przyjęty w Białym Domu przez Donalda Trumpa. Dziś mało kto o tym pamięta, ale pierwotnym celem wizyty kanclerza Niemiec w Waszyngtonie była jego debata z prezydentem USA o ogólnoświatowych cłach w wysokości 10 procent, nałożonych na podmioty eksportujące swoje produkty na rynek amerykański.

Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli Wiadomości
Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli

Decyzje dotyczące polskiej suwerenności, bezpieczeństwa czy sił zbrojnych są decyzjami zwierzchnika sił zbrojnych, a nie Brukseli - powiedział prezydent Karol Nawrocki podczas spotkania z sympatykami w Chmielniku (woj. świętokrzyskie). Są granice centralizacji UE; wyznacza je polski ustrój - dodał.

System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK Wiadomości
System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK

Podczas zorganizowanej dziś w Sejmie konferencji prasowej posłowie PiS przekazali, że skierowali do Trybunału Konstytucyjnego wniosek dotyczący przepisów ustawy o systemie handlu uprawnieniami do emisji (ETS). Jak napisał w mediach społecznościowych Michał Moskal, przepisy mogą doprowadzić do destabilizacji polskiego przemysłu energochłonnego i ciepłownictwa oraz drastycznego wzrostu kosztów ogrzewania i energii dla milionów Polaków.

Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne Wiadomości
Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne

12 sierpnia 2026 roku nad Europą pojawi się całkowite zaćmienie Słońca. To rzadkie zjawisko, które od lat fascynuje obserwatorów na całym świecie.

Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia Wiadomości
Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia

W najbliższy weekend część usług bankowych może być czasowo niedostępna. O planowanych pracach technicznych poinformowały trzy duże instytucje finansowe: mBank, PKO Bank Polski oraz ING Bank Śląski. Banki apelują do klientów, aby ważne operacje finansowe wykonali wcześniej.

Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry

Na ponad 66,2 mln zł opiewa podpisana w piątek umowa na budowę trzeciego odcinka zachodniej obwodnicy Zielonej Góry. Droga ta wraz z mostem na Odrze w Pomorsku i nowym fragmentem DW281 będzie elementem „Odrzańskiego Układu Komunikacyjnego" – poinformował Urząd Miasta Zielona Góra.

Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach Wiadomości
Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach

Grzegorz Krychowiak kończy grę w Mazurze Radzymin. Były reprezentant Polski i zawodnik takich klubów jak Sevilla czy Paris Saint-Germain nie będzie już grał w lokalnej lidze piłkarskiej.

Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego z ostatniej chwili
Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego

Prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o zawetowaniu nowelizacji Kodeksu postępowania karnego z 27 lutego br. - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. To obszerna reforma procedury karnej dotycząca m.in. zakazu korzystania z nielegalnych dowodów oraz ograniczenia tymczasowych aresztów.

REKLAMA

Mamy raczej rząd zacofania i zastoju niż postępu

Lewicowo-liberalna koalicja wygrała wybory, proponując skok w nowoczesność. Nie zauważyła jednak, że dla Polaków oznacza to raczej budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego niż pigułkę „dzień po” i aborcję na życzenie.
Donald Tusk
Donald Tusk / fot. PAP/Leszek Szymański

Wściekłość, którą w politykach rządzącej koalicji wywołał społeczny ruch wspierania budowy CPK, w pierwszej chwili trudno zrozumieć. Przecież lewicowo-liberalny rząd, reagując pozytywnie na aspiracje większości Polaków, mógłby łatwo zyskać dodatkowe punkty poparcia i wzmocnić swoją pozycję – zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Jest jednak inaczej: ekipa premiera Donalda Tuska nie wystąpiła o dofinansowanie z budżetu UE połączeń kolejowych, które są elementem CPK, wojewoda zwrócił do uzupełnienia decyzję środowiskową, a kolejni politycy PO starają się podważać sensowność tej inwestycji. Z dużym prawdopodobieństwem można dziś stwierdzić, że ekipa Donalda Tuska zrobi wszystko, by ten port nie powstał.

Strach w oczach

Można oczywiście uznać, że rząd premiera Tuska za wszelką cenę próbuje wstrzymać tę inwestycję, bo tak każą mu Niemcy. Podobnie jest zresztą z rozbudową portu kontenerowego w Świnoujściu, budową fabryk Intela czy firmy CATL, która zajmuje się bateriami samochodowymi, oraz stawianiem elektrowni atomowych. Wszystkie te projekty bezpośrednio lub pośrednio rzeczywiście odbiją się na niemieckiej gospodarce – albo zmniejszają one wpływy do budżetu tego kraju, albo zwiększają polską konkurencyjność, albo stanowią zagrożenie dla niemieckich firm.

Nawet jeśli tego rodzaju bodźce naprawdę mają wpływ na decyzje polskiego rządu, to przecież PO przeciwstawiała się także innym wielkim projektom, które nie uderzały w Niemcy. Chodzi choćby o przekop Mierzei Wiślanej czy budowę drogi Via Carpatia, która ma biec od Kłajpedy na Litwie przez Polskę, Węgry, Rumunię, Bułgarię do Grecji.

Nie chodzi więc tylko o strach przed zagrożeniem interesom Berlina, ale także brak umiejętności do realizowania dużych projektów. Wielki plan budowy autostrad na Euro 2012 nie dość, że nie został zrealizowany na czas, to jeszcze – co gorsza – doprowadził do serii bankructw polskich podwykonawców, które wywołały poważny kryzys branży budowlanej. Projekt budowy elektrowni atomowej za poprzednich rządów skończył się na powołaniu spółki celowej, której głównym osiągnięciem było sponsorowanie żeńskiej ligowej drużyny koszykówki. Prace nad uruchomieniem gazoportu, który dziś jest fundamentem naszej niezależności energetycznej i gwarantem rozwoju, zostały opóźnione o ponad dwa lata. Jeszcze gorzej było z gazowym połączeniem z Norwegią – projekt Baltic Pipe został zarzucony w ogóle.

Dla lewicowo-liberalnej koalicji postęp i nowoczesność nie oznaczają innowacyjnej gospodarki, zaawansowanych technologicznie fabryk i kształcenia specjalistów o unikalnych w świecie kompetencjach, ale zmiany kulturowe oraz obyczajowe. To one są dla nich miarą postępu, bo pozwalają wyzwolić się z ograniczeń tradycyjnego społeczeństwa. Ich niewątpliwą zaletą jest także fakt, że umożliwiają zarządzanie emocjami. Budowanie jest nudne i mozolne, natomiast aborcja, pigułka „po” czy edukacja seksualna w szkole wywołują natychmiastową burzę.

Nienawiść na wyciągnięcie ręki

Dlatego początkowo argumentem przeciwko budowie CPK miała być megalomania i gigantomania poprzedników. Zwykle tego rodzaju zabiegi działały, ponieważ przychylne Donaldowi Tuskowi media zawsze chętnie śmiały się z wizji Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem stało się jednak inaczej. Wielu ekspertów, a nawet wspierających zwykle rząd dziennikarzy, wskazało, że ten port nie tylko nie będzie największy w Europie, ale co ważniejsze szybko zacznie przynosić dochody. Fachowcy na tyle precyzyjnie obalali wszystkie argumenty przeciwników inwestycji, że ci bali się nawet uczestniczyć w debatach na jej temat.

Wówczas Donald Tusk, a za nim jego posłowie i akolici, sięgnęli po inną sprawdzoną broń – oczernianie. Sygnał padł podczas posiedzenia rady gabinetowej, gdy premier epatował sumami wydanymi m.in. na promocję i „propagandę”. Natychmiast dodał, że to właśnie te pieniądze są powodem wyjątkowo szerokiego poparcia wielu ekspertów i publicystów dla tej inwestycji.

To jest zabieg, który PO stosowała wielokrotnie – zastąpić merytoryczną dyskusję eksplozją emocji. Obecny premier nie wyliczył przecież, na co w rzeczywistości zostały wydane te pieniądze. Gdyby to zrobił, okazałoby się, że znaczna część trafiła do lokalnych społeczności, które trzeba było informować o etapie prac, zasadach wykupu nieruchomości, lokalizacji tego projektu itp. Każda firma realizująca dużą inwestycję musi pozyskać przychylność miejscowych, dlatego organizuje dla nich festyny, wspiera szkoły, parafie, koła gospodyń wiejskich czy ochotniczą straż pożarną. To jednak brzmi banalnie. Znacznie więcej zawiści i niechęci wzbudzi przekaz, że oto kilku sprzedajnych ekspertów przytuliło ponad dwadzieścia pięć milionów i dlatego teraz gardłują za powstaniem CPK. Nie w interesie całego społeczeństwa, wzrostu gospodarczego, rozwoju kraju, ale własnym.

Ta narracja, mimo prób rozliczania ekspertów i wciągania ich w dyskusję o sowitych honorariach, nie utrzymała się długo. Raczej obnażyła stosunek Donalda Tuska i jego rządu do aktywnej części społeczeństwa, która domaga się od władzy działań prorozwojowych. Właściwie spowodowała efekt odwrotny – spontanicznie powstało stowarzyszenie #TakdlaCPK, którego celem jest doprowadzenie do realizacji inwestycji. W ciągu kilku dni liczba jego członków przekroczyła dwadzieścia dwa tysiące i stale rośnie. Politycy rządzącej koalicji nie spodziewali się, że banalna z ich punktu widzenia sprawa, jak inwestycja w infrastrukturę, zmobilizuje tak wiele grup społecznych – różnych pod względem dochodów, poglądów politycznych czy miejsca zamieszkania. Tych ludzi połączyły aspiracje i ambicje, których ekipa Donalda Tuska nie rozumie. Istotą jego polityki jest tylko podnoszenie temperatury sporu.

CZYTAJ TAKŻE: Niemiecki rząd ugina się przed protestem rolników

Postęp to rewolucja

Premier doskonale wie, że jest to skuteczna metoda, gdyż tego oczekują od niego jego wyborcy. Wbrew retoryce miłości i uśmiechu osoby o poglądach lewicowych i liberalnych wykazują się znacznie wyższym poziom niechęci do osób o poglądach konserwatywnych niż odwrotnie. Pokazały to na przykład opracowania Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego z 2019 r. Osoby o poglądach lewicowych i liberalnych znacznie częściej odhumanizowują ludzi o przekonaniach konserwatywnych, prawie czterokrotnie częściej deklarują, że nie byłyby w stanie pracować w jednym miejscu z osobami o odmiennych poglądach, znacznie rzadziej deklarują też do nich zaufanie. Ponadto wyborcy partii lewicowych i liberalnych znacząco przeceniali niechęć ze strony konserwatystów, przy czym deklarowali znacznie rzadsze niż konserwatyści kontakty z politycznymi oponentami.

Próby wykluczania grup społecznych – dużych i małych – z powodu ich poglądów czy dążeń trafiały więc do tej pory na bardzo podatny grunt. Sprzeciw wobec rezygnacji z budowy CPK jest nowością, ale nie zmieni zasadniczo polityki obecnego rządu.

Już teraz widać jasno, że jego priorytetem jest otwarcie możliwie największej liczby frontów światopoglądowych, które zmuszą obywateli do opowiedzenia się po jednej ze stron. Nie będzie więc wielkiej narodowej debaty o modernizacji armii, energetyce jądrowej, rozwoju transportu, skutkach ograniczania emisji CO2 czy rolnictwie. Zamiast tego czeka nas spór o aborcję, pigułkę „dzień po”, eliminowanie z programów szkolnych wzorców patriotycznych, zastępowanie utworów romantyków twórczością Olgi Tokarczuk.

Realny rozwój musi ustąpić miejsca wojnie ideologicznej, która pozwala zajmować coraz to nowsze obszary zbiorowej świadomości. Jak bardzo jest to skuteczna strategia, pokazała hiszpańska lewica. Co prawda, doprowadziła ona kraj do kryzysu – np. bezrobocie wśród młodych od dawna jest najwyższe w Europie – ale za to jest ona w stanie długo utrzymywać władzę.

Sprawnie przeprowadzona inżynieria społeczna – a przecież rząd premiera Tuska dysponuje wszelkimi narzędziami, by takie metody stosować: przychylne media, elity akademickie i prawnicze, wsparcie administracji Unii Europejskiej – spowoduje, że każdy, nawet najbardziej merytoryczny spór, stanie się elementem wojny ideologicznej. Rozwój przemysłu zostanie uznany za zagrożenie dla klimatu, podobnie jak jedzenie mięsa czy jeżdżenie samochodem. Mieszkanie stanie się prawem, a nie towarem, będzie więc można – jak w Hiszpanii – kwestionować prawo własności.

W efekcie prowadzi to do zaniechania prac nad dużymi projektami prorozwojowymi i skutkuje skupieniem się na rewolucji w każdej dziedzinie życia. Dla strażników ideologii nie są istotne: poziom życia obywateli, rozwój firm, miejsca pracy czy poziom nauki, ale zbiorowa społeczna terapia, która ma stworzyć lepszego, bardziej świadomego i nowocześniejszego człowieka, a ostateczne zerwać ze starym porządkiem. Nawet jeśli oznacza to cofnięcie się w realnym rozwoju.

CZYTAJ TAKŻE: Tortury, bestialstwo, zapomnienie. Wyklętych skazywano na podwójną śmierć

Tekst pochodzi z 9 (1830) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane