Deutsche Quelle: Berlińscy geje wybierają AfD

Pokój czy raczej bezpieczeństwo? A może więcej Europy i bezpieczeństwa? Albo mniej Europy i zielonej rewolucji a za to rządzący precz? Sądząc po hasłach i plakatach wyborczych polityczne role u naszych zachodnich sąsiadów są rozdane a kampania wyborcza wydaje się raczej nudna. No bo bądźmy szczerzy, kogo na serio może porwać plakat z charyzmatycznym jak kierownik poczty Olafem Scholzem w towarzystwie symbolizującej wszelkie przywary euroestablischmentu Pani Barley, którzy obiecują rodakom pokój. Na tym tle kolejne, chętnie podkreślane przez media głupie wypowiedzi i niejasne powiązania polityków Alternatywy stanowią przynajmniej pewne ubarwienie tej politycznej rutyny.
Fragment Muru Berlińskiego z muralem z Breżniewem i Honeckerem Deutsche Quelle: Berlińscy geje wybierają AfD
Fragment Muru Berlińskiego z muralem z Breżniewem i Honeckerem / Pixabay.com

Oczywiście, jeśli ktoś chce się dokładniej przyjrzeć politycznym narracjom, to nawet wśród partii głównego nurtu można dostrzec różnice. Opisywany niedawno „konserwatywny zwrot” CDU i nakierowany na przejęcie wyborców prawicy odwrót od ekologicznego radykalizmu i radosnego migracjonizmu epoki Merkel. To jednak kwestia kampanii, za to realne różnice między chadecką opozycją, a partią kanclerza widać też w innym rozłożeniu akcentów. Podczas gdy Scholz chce być postrzegany jako „Friedenskanzler” (kanclerz pokoju), który nie da wciągnąć Niemiec do żadnej awantury, politycy CDU nawołują do przywrócenia poboru a ich eksperckie zaplecze dyskutuje o strzelaniu do rosyjskich rakiet z terytorium NATO. Jest w tym wszystkim jakaś zapowiedź sporu co do miejsca Niemiec we wspólnocie euroatlantyckiej. To chyba jednak raczej temat na te naprawdę ważne wybory, czyli do Bundestagu.

 

„Ukryta opcja patriarchalna”

Jakie jest zatem podejście użytkowników tego pozornie ustabilizowanego systemu do demokracji? Pytanie o tyle istotne, że w tych wyborach po raz pierwszy głosują obywatele Niemiec od 16 roku życia. Na razie ten eksperyment dotyczy tylko głosowania na kandydatów do Parlamentu Europejskiego, ale partie koalicji rządzącej nie ukrywają, że chciałyby obniżenia progu również w przypadku Bundestagu. A znając wpływ tego co się dzieje w Niemczech na resztę kontynentu, pewnie wkrótce i u nas będzie próba wprowadzenia podobnych rozwiązań. W Niemczech stosunek do obniżenia progu wyborczego mniej więcej oddaje niejasny często w innych przypadkach podział prawica-lewica. Im bardziej na prawo tym mniej entuzjazmu dla tego „odmładzania demokracji”. 

Magazyn „Der Spiegel” chciał sprawdzić jakie zagadnienia i tematy są najważniejsze dla wyborców. Ponieważ ankietowani musieli wybierać z wybranych problemów, wyniki równie dobrze mogą oddawać rzeczywistość co ilustrować reakcje na ogólnie słuszne hasła. No bo co właściwie wynika z tego, że dla 85% liczy się „demokracja i praworządność” a dla 77% walka z terroryzmem i przestępczością. A co będzie jak pewnego dnia walka z terroryzmem będzie wymagała ograniczenia praworządności? Takich pytań w poważnej prasie stawiać nie wypada. Ciekawie za to wypada kolejność na liście wsparcia dla poszczególnych zagadnień. Jeżeli walka z przestępczością i biedą oraz kwestie polityki obronnej okazują się istotniejsze niż sprawy zmian klimatycznych a te ostanie tylko niewiele ważniejsze niż problemy z imigracją – czy to pokazuje pewien trend, czy nadal jesteśmy na poziomie badania reakcji na hasła? Oczywiście dla najmłodszych wyborców „walka ze zmianami klimatycznymi” jest istotniejsza niż walka z przestępczością – może stąd entuzjazm lewicy dla obniżania progu wiekowego…

Zauważmy jeszcze, że sprawy „równości płci” okazują się dużo istotniejsze dla kobiet niż dla mężczyzn (57 do 39%). 16 % ankietowanych panów przyznało, że kwestie równości w ogóle ich nie obchodzi. Czyżby wśród Niemców istniała „ukryta opcja patriarchalna”?

 

Homoseksualiści skręcają w stronę AfD. Ale dlaczego?

O Alternatywie dla Niemiec, z wątkiem prorosyjskim, prochińskim i antyunijnym napisano już sporo. Dużo mniej pisze się o elektoracie AfD, który nawet jeżeli topnieje pod wpływem splotu wielu niekorzystnych dla wizerunku tej partii wydarzeń i publikacji jak i decyzji samych polityków tej partii, to mimo wszystko stanowi ciekawy przypadek dla socjologów i politologów. W lutym tego roku portal marktforschung.de zajmujący się badaniem rynku wziął pod lupę wyborców AfD, z ich pochodzeniem, motywacją i profilem. Autorzy opracowania doszli do wniosku, że patrząc na wybory roku 2013, 2017 i 2021 wyborcy AfD rekrutował się prawie po równo z tej części społeczeństwa, która wcześniej w ogóle nie chodziła na wybory i z osobami rozczarowanymi chadecją. Spora część elektoratu AfD sklasyfikowano jako „innych” czyli bez rozpoznania wcześniejszego profilu politycznego, następnie prominentne miejsce w sklejaniu elektoratu AfD zajmuje Linke, czyli niemieccy postkomuniści zdziesiątkowani w ostatnich miesiącach przez konkurencyjny Sojusz Sahry Wagenknecht, na kolejnych miejscach są: SPD, FDP i Zieloni jako zbiory, którym AfD mówiąc bez ogródek – podprowadziło część wyborców. A co jest spoiwem, które tych wszystkich ludzi sprowadziło i przywiązało do AfD? Z raportu jasno wynika, że polityka imigracyjna stanowi najważniejszy element dla tej grupy społeczeństwa. Tak jak za Angeli Merkel jej wolta proimigracyjna skłoniła wielu Niemców do poparcia AfD, tak w roku 2024 pogłębiające się z uwagi na zaniechania polityki imigracyjnej państwa konflikty społeczne, umacniają ten elektorat. A bywa i tak, że grupy, które teoretycznie powinny od AfD uciekać, ile sił w nogach, zaczynają za nią podążać. Za sprawą jakiego mechanizmu? A takiego:

Martin, lat 52, homoseksualista z korzeniami w północnych Niemczech, mieszkający od trzech dekad w Berlinie. Przez większość dorosłego życia głosował na przemian na Zielonych i SPD, mniej więcej w okolicach 2018 roku coraz częściej łapał się na tym, że jego doświadczenia zaczynają się rozjeżdżać z praktyką polityczną socjaldemokratów i Zielonych. Z okna swojego mieszkania na Charlottenburgu już trzeci rok z rzędu obserwuje burdy, do jakich dochodzi w noc sylwestrową. Potem media opisują „zamieszki z udziałem młodych mężczyzn obcego pochodzenia”. Charlottenburg jeszcze do niedawna był synonimem berlińskiego drobnomieszczaństwa. Seniorzy z balkonikami, Niemcy w swoich własnościowych mieszkaniach, sklepy z organiczną żywnością, spokój i bezpieczeństwo. Co innego Wedding, Neukölln, Kreuzberg, centrum miasta wokół Alexa [Alexanderplatz] – tam wojny klanów czy rozróby z udziałem agresywnych imigrantów to już stały punkt programu. Martin, mimo że sam jest związany z artystyczną bohemą Berlina nie chciał zamieszkać na barwnym Kreuzbergu, to miejsce już dawno przestało mu się kojarzyć z wolnością artystyczną, człowiek nie czuje się tam bezpiecznie a homoseksualista – mimo, jak na ironię – znajdującego się w tej dzielnicy „Schwulen-Museum”, tym bardziej nie. A jednak miasto się zmienia w miarę przeobrażania się jego tkanki społecznej. Charlottenburg przestał być bezpieczny. Martin nie afiszuje się ze swoją orientacją seksualną, nigdy nie szedł w żadnym tęczowym pochodzie, jak ognia unikał zredukowania swojej osoby do homoseksualizmu. Owszem, bywał w klubach dla homoseksualistów, jest częścią swojego środowiska i się od niego nie odcina, ale nie ma to nic wspólnego z przebierankami za zakonnice. Lubi dobre garnitury, prowadzi spokojny tryb życia, jest uosobieniem tego, co Niemcy z przekąsem nazywają „Spiesser”, od pewnego czasu omija jednak kluby i imprezy „branżowe”.  Zdarzało się bowiem, że wpadali do nich imigranci, ci z nowej fali i zachowywali się agresywnie i obelżywie względem stałych bywalców. Państwo przymyka oko na te tzw. incydenty, tak samo jak i na homofobiczne zachowania i ataki, których sprawcami są w dużej części imigranci z państw muzułmańskich. Zdaniem Martina jedyną partią, która może powstrzymać trend realnie zagrażający jego bezpieczeństwu i poczuciu, że nie jest u siebie jest Alternatywa dla Niemiec. Jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby mu do głowy, że postawi swój krzyżyk w wyborach przy kandydacie AfD. Twierdzi, że wielu jego znajomych robi to samo. Bynajmniej nie z zachwytu nad profilem AfD. Skręt w stronę AfD nie jest motywowany prorosyjskością, ale poczuciem, że tylko ta opcja mówi otwarcie o potrzebie zmiany polityki imigracyjnej Niemiec, skutki tej dotychczasowej Martin i jego znajomi odczuwają bardziej niż by chcieli. I jeszcze coś. Bohater tej opowieści nie należy do fanów genderowania języka, twierdzi, że rozmowa z młodszym pokoleniem kosztuje go sporo niepotrzebnego wysiłku, ponieważ młodzi fani rewolucji genderowej potrafią używać w jednej wypowiedzi wszystkich zaimków domniemanie właściwych dla opisania danej sytuacji czy osoby.  To nie tylko kaleczenie języka, ale i męczenie rozmówcy. W Niemczech najostrzej temu trendowi sprzeciwia się AfD i bawarska CSU, ale by głosować na CSU trzeba być mieszkańcem Bawarii. A zatem kolejny punkt dla Alternatywy.

W marcu tego roku portal maenner-media ogłosił rezultat sondażu przeprowadzonego z udziałem 10 tys. osób homoseksualnych. W sondażu pytano o nastroje przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i sympatie partyjne. Wyniki zszokowały samego zleceniodawcę badania, ponieważ okazało się, że 22,3 proc. respondentów poparło w nim AfD, na drugim miejscu uplasowało się CDU (20,6 proc.), Zieloni uzyskali 20,5 proc. poparcia, Wolni Wyborcy [Freie Wähler] 4,9 proc. Na socjaldemokratów (SPD) wskazało zaledwie 13,9 proc. osób, Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) 7 proc., Linke 6 proc. a liberalna FDP 4,8 proc. Pod artykułem wywiązała się dyskusja. Jedni komentujący zwracali uwagę, że skręt środowisk LGBT w stronę AfD świadczy o „amnezji historycznej”, inni sugerowali, że rezultaty sondażu należy interpretować jako oznakę lęku przed wzrastającą falą agresji ze strony muzułmańskich imigrantów, którzy w liberalnym społeczeństwie niemieckim się najzwyczajniej nie odnajdują. Jeszcze inny komentator namawiał do zaangażowania się w pomoc uchodźcom w ośrodkach i „lepsze ich poznanie”, co miałoby pomóc przybyszom w pozbyciu się uprzedzeń względem homoseksualistów. Poza badaniem z marca nie ma reprezentatywnych sondaży ilustrujących aktualny stan poparcia środowisk LGBT dla AfD, ale w świetle opublikowanych 21 maja, najnowszych danych Federalnego Urzędu Kryminalnego dot. ataków na tle nienawiści do szeroko pojętego środowiska LGBT w Niemczech, można przypuszczać, że odsetek zwolenników AfD w tym przedziale wyborców raczej nie zmalał. W porównaniu do roku 2022, w 2023 r., liczba zgłoszonych ataków na osoby LGBT odnotowała wzrost o 104 proc. W 2022 r. w tabelce „czyny motywowane nienawiścią na tle różnorodności płciowej” było 417 zgłoszeń, w 2023 r. – 854. A w tabelce „czyny motywowane orientacją seksualną” w 2022 r. było 1005 zgłoszeń, rok później – 1499, co stanowi wzrost o blisko 50 proc. W statystykach nie wyróżnia się podziału na „sprawców rodzimych” i „sprawców obcych”, a jedynie przyporządkowuje dane czyny kategoriom takim jak: prawicowa, lewicowa, religijna, ideologiczna i inne. Czytając więc raport i zagłębiając się w dane ujęte w tabelkach nie dowiemy się jaka część wykroczeń i przestępstw została popełniona przez imigrantów, z akcentem na młodych muzułmanów. Przyczyny braku tego rozróżnienia wynikają po części z wypaczenia pojęcia antydyskryminacji i obawy przed stygmatyzację młodych muzułmańskich uchodźców i imigrantów jako sprawców napaści na osoby homoseksualne, co też jest wątpliwe etycznie biorąc pod uwagę, że w mediach co jakiś czas podejmuje się temat dyskryminacji imigrantów LGBT z krajów muzułmańskich w obrębie ośrodków dla uchodźców, co rodzi potrzebę ingerencji państwa i separowania tych osób od reszty mieszkańców ośrodków w celu zapobieżenia eskalacji przemocy. Gdyby kwestia ta nie była problematyczna, land Berlin nie zainicjowałby już w 2016 roku projektu wydzielenia specjalnego ośrodka dla uchodźców identyfikujących się jako LGBT.  I druga kwestia – we wrześniu 2023 do burmistrza Berlina, Kaia Wegnera wpłynął list protestacyjny właścicielki klubu dla homoseksualistów usytuowanego w dzielnicy Friedrichshein – Kreuzberg (i działającego tam nieprzerwanie od 1985 r.) w sprawie planowanego założenia naprzeciw klubu ośrodka dla blisko 650 uchodźców. Autorka listu argumentowała, że bliskość ośrodka może skutkować wzrostem przestępczości, zwłaszcza na tle nienawiści do osób LGBT. List wywołał skandal. Autorce listu zarzucono skrajnie prawicowe odchylenie, a chadeccy członkowie berlińskiego senatu, którzy na przekór Zielonym i socjaldemokratom poparli list, zostali posądzeni o budowanie politycznego pijaru na szerzeniu nienawiści do imigrantów.  Poza tym, z uwagi na fakt, że państwo niemieckie na żadnym z poziomów nie prowadzi statystyk, które pozwalałyby na wyłuskanie profilu „typowego napastnika osób LBGT”, argument właścicielki klubu, że to „islamscy mężczyźni” stanowią w jej oczach główne zagrożenie dla gości jej przybytku został zmieciony z powierzchni debaty jako niewiarygodny, bo „nie ma danych potwierdzających tezę”. I tak to się toczy.  Wcześniej, w lipcu 2023 r. dziennik Die Welt przeprowadził wywiad z pierwszym pełnomocnikiem landu Berlin ds. osób LGBT, Alfonsem Pantisano (SPD), który na pytanie dziennikarza o to czy młodzi mężczyźni z rodzin arabskich i tureckich przejawiają szczególną niechęć do homoseksualistów, zaprzeczył stanowczo. Jego zdaniem homoseksualizm traktowany jako grzech funkcjonuje nie tylko w islamie, ale również w katolicyzmie i przypomniał „jak Papież Benedykt XVI podburzał przeciwko środowisku LGBT”. Tym argumentem pełnomocnik zamknął debatę, ale jak by to powiedzieć – mało skutecznie. Bo nie zdarza się by pobity czy napastowany homoseksualista poszedł głosować na AfD argumentując, że partia Alice Weidel (zresztą zdeklarowanej lesbijki mającej żonę) w końcu zrobi porządek z „kościelnymi homofobami”. Nie, przekaz jest jasny: ci ludzie życzą sobie by imigranci, których przyjmuje państwo niemieckie nie atakowało ich na własnej ulicy.  

 

Wszyscy „hailują” po pijaku?

Tymczasem koniec maja mija w Niemczech pod znakiem potępienia dla „prosecco nazistów” z wyspy Sylt. Do sieci trafił krótki filmik, na którym grupa młodych Niemców bawi się w lokalu śpiewając w „Niemcy dla Niemców” i „Cudzoziemcy precz”. Zabawa jest przednia, „śpiew” odbywa się w rytmie przeboju Gigi D'Agostino, tańczące towarzystwo ma w dłoniach kieliszki a jeden z wesołych panów wykonuje charakterystyczny gest przywołujący wąsiki austriackiego malarza i niebezpiecznie wysoko wznosi drugą rękę. Zabawa nazistów? Niekoniecznie. Położona na Morzu Północnym fryzyjska wyspa to nie jest miejsce zamieszkiwane przez „wykluczonych” i „niedostosowanych społecznie” wschodnich Niemców głosujących z frustracji na neonazistów. To „wyspa milionerów”, mekka finansowych elit Republiki Federalnej, urlopowy kurort dla najbogatszych. Bez poważnego konta raczej nie wpada się tam na śpiewane imprezy z dobrym alkoholem. Sam lokal gdzie goście bawili się w imitowanie Hitlera też do najtańszych nie należy. Krótko mówiąc, ta śpiewająca o „Niemcach dla Niemców” młodzież to nie „starsi, gorzej wykształceni, z mniejszych ośrodków”, tylko dzieci zamożnych obywateli RFN. Roześmiana dziewczyna na pierwszym planie nie jest zapewne nazistką, jest po prostu niemądra. Może nikt jej nigdy nie powiedział, że na tej samej wyspie Sylt żył sobie spokojnie przez wiele powojennych lat, jako burmistrz i szanowany prawnik, generał SS i kat powstańczej Warszawy, Heinz Reinefarth. Wstrząsający spokój mieszkającego we fryzyjskich pejzażach wojennego zbrodniarza opisał  w  genialnym reportażu „Co u pana słychać?” Krzysztof Kąkolewski. Ten klasyk polskiego dziennikarstwa w połowie lat 70 tych odwiedził żyjących i nieukaranych zbrodniarzy z czasów II wojny mieszkających w ówczesnych Niemczech Zachodnich i zadał każdemu z nich parę prostych, spokojnych pytań. A w 2014 na murze ratusza w Westerland na wyspie Sylt zawisła tablica przypominająca, że tutejszy burmistrz był zbrodniarzem. Ale kto by tam czytał tablice.

Skandal z wyspy milionerów został potępiony przez wszystkich na czele z kanclerzem. Pojawiła się dyskusja czy to już neonazizm i skąd. A przecież problem „hailowania” , zwłaszcza po alkoholu, nie pojawił się dopiero teraz i ni tylko w jednym miejscu. Wystarczy poczytać policyjne doniesienia. Np. w styczniu musiała złożyć swój mandat jedna z lokalnych „polityczek” z Berlina, z partii … Zielonych. Złapana przez policyjną kontrolę podczas jazdy „na procentach”, przywitała stróżów prawa tzw „hitlerowskim pozdrowieniem”. Z kolei w Lipsku  dwóch panów, też w stanie mało trzeźwym, zaatakowało policjantów przy okazji wykonując wspomniany wyżej gest. Inne doniesienia z tego samego miasta mówią o jakiejś piosenkarce, którą czeka proces za „hailowanie” na scenie.  Podobne zachowanie na widok policji zdarzyło się również pewnemu obywatelowi w miasteczku nad Renem blisko granicy ze Szwajcarią. To tylko parę wybranych przykładów, można by to wyliczenie kontynuować.

Czy to znaczy, że mamy do czynienia z ukrytymi zwolennikami Hitlera? Oczywiście nie, to coś innego – postępująca historyczna amnezja i banalizacja historycznej pamięci. Być może jedno i drugie jest nieuniknione…
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Mariusz Błaszczak: dziura budżetowa Tuska zrujnuje kieszenie Polaków polityka
Mariusz Błaszczak: dziura budżetowa Tuska zrujnuje kieszenie Polaków

Posłowie PiS krytykują rząd Donalda Tuska za duży deficyt budżetowy. "Dziura budżetowa Tuska zrujnuje kieszenie Polaków" - alarmują.

Rosja rozpoczęła manewry morskie na Pacyfiku z ostatniej chwili
Rosja rozpoczęła manewry morskie na Pacyfiku

Rosja we wtorek rozpoczęła na Pacyfiku wojskowe manewry, obejmujące m.in. walkę z okrętami podwodnymi i odpowiedź na uderzenia z powietrza – poinformowało rosyjskie ministerstwo obrony w komunikacie.

Przypadków podrzucenia imigrantów przez Niemców na granicy polsko-niemieckiej było więcej z ostatniej chwili
Przypadków podrzucenia imigrantów przez Niemców na granicy polsko-niemieckiej było więcej

Niemieckie media ujawniły kolejny przypadek cofnięcia nielegalnego migranta do Polski po tym, jak został on wykryty w grupie migrantów na terenie Niemiec. 

Minister Nowacka zapowiada ograniczenie lekcji religii z ostatniej chwili
Minister Nowacka zapowiada ograniczenie lekcji religii

– Zleciłam prace nad przygotowaniem rozporządzenia, które wprowadzi jedną godzinę lekcji religii w szkołach od 1 września 2025 r. – poinformowała we wtorek w TVN24 ministra edukacji Barbara Nowacka.

Uprowadzili dziecko w biały dzień. Ruszyła za nimi policja w całym kraju pilne
Uprowadzili dziecko w biały dzień. Ruszyła za nimi policja w całym kraju

Do dramatycznych wydarzeń doszło w podlaskich Łapach, gdzie do idącej chodnikiem matki z pięcioletnią dziewczynką podjechało auto z dwoma mężczyznami. Jeden z nich wyrwał matce dziecko i odjechali.

Dziś w Polsce strajkują… bankomaty Wiadomości
Dziś w Polsce strajkują… bankomaty

Euronet przekazał, że dzisiaj będzie prowadził akcję trakcyjną, która „ma zwrócić uwagę na obecną sytuację operatorów bankomatów”.

Niepokojące doniesienia z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat z ostatniej chwili
Niepokojące doniesienia z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat

Straż Graniczna regularnie publikuje raporty dotyczące wydarzeń na granicy polsko-białoruskiej.

Propozycja rządu zdejmie kolejną barierę. Imigrantów w Polsce będzie jeszcze więcej pilne
Propozycja rządu zdejmie kolejną barierę. Imigrantów w Polsce będzie jeszcze więcej

Państwowa Inspekcja Pracy ostrzegła, że zniesienie kar za nieumyślne zatrudnianie nielegalnych imigrantów spotęguje skalę problemu nielegalnej imigracji do Polski – poinformował wtorkowy "Puls Biznesu".

Kylian Mbappé zszedł z boiska cały we krwi. Już wiadomo, co mu się stało Wiadomości
Kylian Mbappé zszedł z boiska cały we krwi. Już wiadomo, co mu się stało

Kylian Mbappé ma złamany nos po poniedziałkowym meczu z Austrią w mistrzostwach Europy. Kapitan piłkarskiej reprezentacji Francji doznał kontuzji w 86. minucie, walcząc o piłkę w powietrzu z obrońcą Kevinem Danso.

Rosyjska rafineria płonie po ataku dronów pilne
Rosyjska rafineria płonie po ataku dronów

Pożar wybuchł w rafinerii ropy naftowej w Azowie w graniczącym z Ukrainą obwodzie rostowskim Rosji po ataku dronów w nocy z poniedziałku na wtorek – poinformowały lokalne władze.

REKLAMA

Deutsche Quelle: Berlińscy geje wybierają AfD

Pokój czy raczej bezpieczeństwo? A może więcej Europy i bezpieczeństwa? Albo mniej Europy i zielonej rewolucji a za to rządzący precz? Sądząc po hasłach i plakatach wyborczych polityczne role u naszych zachodnich sąsiadów są rozdane a kampania wyborcza wydaje się raczej nudna. No bo bądźmy szczerzy, kogo na serio może porwać plakat z charyzmatycznym jak kierownik poczty Olafem Scholzem w towarzystwie symbolizującej wszelkie przywary euroestablischmentu Pani Barley, którzy obiecują rodakom pokój. Na tym tle kolejne, chętnie podkreślane przez media głupie wypowiedzi i niejasne powiązania polityków Alternatywy stanowią przynajmniej pewne ubarwienie tej politycznej rutyny.
Fragment Muru Berlińskiego z muralem z Breżniewem i Honeckerem Deutsche Quelle: Berlińscy geje wybierają AfD
Fragment Muru Berlińskiego z muralem z Breżniewem i Honeckerem / Pixabay.com

Oczywiście, jeśli ktoś chce się dokładniej przyjrzeć politycznym narracjom, to nawet wśród partii głównego nurtu można dostrzec różnice. Opisywany niedawno „konserwatywny zwrot” CDU i nakierowany na przejęcie wyborców prawicy odwrót od ekologicznego radykalizmu i radosnego migracjonizmu epoki Merkel. To jednak kwestia kampanii, za to realne różnice między chadecką opozycją, a partią kanclerza widać też w innym rozłożeniu akcentów. Podczas gdy Scholz chce być postrzegany jako „Friedenskanzler” (kanclerz pokoju), który nie da wciągnąć Niemiec do żadnej awantury, politycy CDU nawołują do przywrócenia poboru a ich eksperckie zaplecze dyskutuje o strzelaniu do rosyjskich rakiet z terytorium NATO. Jest w tym wszystkim jakaś zapowiedź sporu co do miejsca Niemiec we wspólnocie euroatlantyckiej. To chyba jednak raczej temat na te naprawdę ważne wybory, czyli do Bundestagu.

 

„Ukryta opcja patriarchalna”

Jakie jest zatem podejście użytkowników tego pozornie ustabilizowanego systemu do demokracji? Pytanie o tyle istotne, że w tych wyborach po raz pierwszy głosują obywatele Niemiec od 16 roku życia. Na razie ten eksperyment dotyczy tylko głosowania na kandydatów do Parlamentu Europejskiego, ale partie koalicji rządzącej nie ukrywają, że chciałyby obniżenia progu również w przypadku Bundestagu. A znając wpływ tego co się dzieje w Niemczech na resztę kontynentu, pewnie wkrótce i u nas będzie próba wprowadzenia podobnych rozwiązań. W Niemczech stosunek do obniżenia progu wyborczego mniej więcej oddaje niejasny często w innych przypadkach podział prawica-lewica. Im bardziej na prawo tym mniej entuzjazmu dla tego „odmładzania demokracji”. 

Magazyn „Der Spiegel” chciał sprawdzić jakie zagadnienia i tematy są najważniejsze dla wyborców. Ponieważ ankietowani musieli wybierać z wybranych problemów, wyniki równie dobrze mogą oddawać rzeczywistość co ilustrować reakcje na ogólnie słuszne hasła. No bo co właściwie wynika z tego, że dla 85% liczy się „demokracja i praworządność” a dla 77% walka z terroryzmem i przestępczością. A co będzie jak pewnego dnia walka z terroryzmem będzie wymagała ograniczenia praworządności? Takich pytań w poważnej prasie stawiać nie wypada. Ciekawie za to wypada kolejność na liście wsparcia dla poszczególnych zagadnień. Jeżeli walka z przestępczością i biedą oraz kwestie polityki obronnej okazują się istotniejsze niż sprawy zmian klimatycznych a te ostanie tylko niewiele ważniejsze niż problemy z imigracją – czy to pokazuje pewien trend, czy nadal jesteśmy na poziomie badania reakcji na hasła? Oczywiście dla najmłodszych wyborców „walka ze zmianami klimatycznymi” jest istotniejsza niż walka z przestępczością – może stąd entuzjazm lewicy dla obniżania progu wiekowego…

Zauważmy jeszcze, że sprawy „równości płci” okazują się dużo istotniejsze dla kobiet niż dla mężczyzn (57 do 39%). 16 % ankietowanych panów przyznało, że kwestie równości w ogóle ich nie obchodzi. Czyżby wśród Niemców istniała „ukryta opcja patriarchalna”?

 

Homoseksualiści skręcają w stronę AfD. Ale dlaczego?

O Alternatywie dla Niemiec, z wątkiem prorosyjskim, prochińskim i antyunijnym napisano już sporo. Dużo mniej pisze się o elektoracie AfD, który nawet jeżeli topnieje pod wpływem splotu wielu niekorzystnych dla wizerunku tej partii wydarzeń i publikacji jak i decyzji samych polityków tej partii, to mimo wszystko stanowi ciekawy przypadek dla socjologów i politologów. W lutym tego roku portal marktforschung.de zajmujący się badaniem rynku wziął pod lupę wyborców AfD, z ich pochodzeniem, motywacją i profilem. Autorzy opracowania doszli do wniosku, że patrząc na wybory roku 2013, 2017 i 2021 wyborcy AfD rekrutował się prawie po równo z tej części społeczeństwa, która wcześniej w ogóle nie chodziła na wybory i z osobami rozczarowanymi chadecją. Spora część elektoratu AfD sklasyfikowano jako „innych” czyli bez rozpoznania wcześniejszego profilu politycznego, następnie prominentne miejsce w sklejaniu elektoratu AfD zajmuje Linke, czyli niemieccy postkomuniści zdziesiątkowani w ostatnich miesiącach przez konkurencyjny Sojusz Sahry Wagenknecht, na kolejnych miejscach są: SPD, FDP i Zieloni jako zbiory, którym AfD mówiąc bez ogródek – podprowadziło część wyborców. A co jest spoiwem, które tych wszystkich ludzi sprowadziło i przywiązało do AfD? Z raportu jasno wynika, że polityka imigracyjna stanowi najważniejszy element dla tej grupy społeczeństwa. Tak jak za Angeli Merkel jej wolta proimigracyjna skłoniła wielu Niemców do poparcia AfD, tak w roku 2024 pogłębiające się z uwagi na zaniechania polityki imigracyjnej państwa konflikty społeczne, umacniają ten elektorat. A bywa i tak, że grupy, które teoretycznie powinny od AfD uciekać, ile sił w nogach, zaczynają za nią podążać. Za sprawą jakiego mechanizmu? A takiego:

Martin, lat 52, homoseksualista z korzeniami w północnych Niemczech, mieszkający od trzech dekad w Berlinie. Przez większość dorosłego życia głosował na przemian na Zielonych i SPD, mniej więcej w okolicach 2018 roku coraz częściej łapał się na tym, że jego doświadczenia zaczynają się rozjeżdżać z praktyką polityczną socjaldemokratów i Zielonych. Z okna swojego mieszkania na Charlottenburgu już trzeci rok z rzędu obserwuje burdy, do jakich dochodzi w noc sylwestrową. Potem media opisują „zamieszki z udziałem młodych mężczyzn obcego pochodzenia”. Charlottenburg jeszcze do niedawna był synonimem berlińskiego drobnomieszczaństwa. Seniorzy z balkonikami, Niemcy w swoich własnościowych mieszkaniach, sklepy z organiczną żywnością, spokój i bezpieczeństwo. Co innego Wedding, Neukölln, Kreuzberg, centrum miasta wokół Alexa [Alexanderplatz] – tam wojny klanów czy rozróby z udziałem agresywnych imigrantów to już stały punkt programu. Martin, mimo że sam jest związany z artystyczną bohemą Berlina nie chciał zamieszkać na barwnym Kreuzbergu, to miejsce już dawno przestało mu się kojarzyć z wolnością artystyczną, człowiek nie czuje się tam bezpiecznie a homoseksualista – mimo, jak na ironię – znajdującego się w tej dzielnicy „Schwulen-Museum”, tym bardziej nie. A jednak miasto się zmienia w miarę przeobrażania się jego tkanki społecznej. Charlottenburg przestał być bezpieczny. Martin nie afiszuje się ze swoją orientacją seksualną, nigdy nie szedł w żadnym tęczowym pochodzie, jak ognia unikał zredukowania swojej osoby do homoseksualizmu. Owszem, bywał w klubach dla homoseksualistów, jest częścią swojego środowiska i się od niego nie odcina, ale nie ma to nic wspólnego z przebierankami za zakonnice. Lubi dobre garnitury, prowadzi spokojny tryb życia, jest uosobieniem tego, co Niemcy z przekąsem nazywają „Spiesser”, od pewnego czasu omija jednak kluby i imprezy „branżowe”.  Zdarzało się bowiem, że wpadali do nich imigranci, ci z nowej fali i zachowywali się agresywnie i obelżywie względem stałych bywalców. Państwo przymyka oko na te tzw. incydenty, tak samo jak i na homofobiczne zachowania i ataki, których sprawcami są w dużej części imigranci z państw muzułmańskich. Zdaniem Martina jedyną partią, która może powstrzymać trend realnie zagrażający jego bezpieczeństwu i poczuciu, że nie jest u siebie jest Alternatywa dla Niemiec. Jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby mu do głowy, że postawi swój krzyżyk w wyborach przy kandydacie AfD. Twierdzi, że wielu jego znajomych robi to samo. Bynajmniej nie z zachwytu nad profilem AfD. Skręt w stronę AfD nie jest motywowany prorosyjskością, ale poczuciem, że tylko ta opcja mówi otwarcie o potrzebie zmiany polityki imigracyjnej Niemiec, skutki tej dotychczasowej Martin i jego znajomi odczuwają bardziej niż by chcieli. I jeszcze coś. Bohater tej opowieści nie należy do fanów genderowania języka, twierdzi, że rozmowa z młodszym pokoleniem kosztuje go sporo niepotrzebnego wysiłku, ponieważ młodzi fani rewolucji genderowej potrafią używać w jednej wypowiedzi wszystkich zaimków domniemanie właściwych dla opisania danej sytuacji czy osoby.  To nie tylko kaleczenie języka, ale i męczenie rozmówcy. W Niemczech najostrzej temu trendowi sprzeciwia się AfD i bawarska CSU, ale by głosować na CSU trzeba być mieszkańcem Bawarii. A zatem kolejny punkt dla Alternatywy.

W marcu tego roku portal maenner-media ogłosił rezultat sondażu przeprowadzonego z udziałem 10 tys. osób homoseksualnych. W sondażu pytano o nastroje przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i sympatie partyjne. Wyniki zszokowały samego zleceniodawcę badania, ponieważ okazało się, że 22,3 proc. respondentów poparło w nim AfD, na drugim miejscu uplasowało się CDU (20,6 proc.), Zieloni uzyskali 20,5 proc. poparcia, Wolni Wyborcy [Freie Wähler] 4,9 proc. Na socjaldemokratów (SPD) wskazało zaledwie 13,9 proc. osób, Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) 7 proc., Linke 6 proc. a liberalna FDP 4,8 proc. Pod artykułem wywiązała się dyskusja. Jedni komentujący zwracali uwagę, że skręt środowisk LGBT w stronę AfD świadczy o „amnezji historycznej”, inni sugerowali, że rezultaty sondażu należy interpretować jako oznakę lęku przed wzrastającą falą agresji ze strony muzułmańskich imigrantów, którzy w liberalnym społeczeństwie niemieckim się najzwyczajniej nie odnajdują. Jeszcze inny komentator namawiał do zaangażowania się w pomoc uchodźcom w ośrodkach i „lepsze ich poznanie”, co miałoby pomóc przybyszom w pozbyciu się uprzedzeń względem homoseksualistów. Poza badaniem z marca nie ma reprezentatywnych sondaży ilustrujących aktualny stan poparcia środowisk LGBT dla AfD, ale w świetle opublikowanych 21 maja, najnowszych danych Federalnego Urzędu Kryminalnego dot. ataków na tle nienawiści do szeroko pojętego środowiska LGBT w Niemczech, można przypuszczać, że odsetek zwolenników AfD w tym przedziale wyborców raczej nie zmalał. W porównaniu do roku 2022, w 2023 r., liczba zgłoszonych ataków na osoby LGBT odnotowała wzrost o 104 proc. W 2022 r. w tabelce „czyny motywowane nienawiścią na tle różnorodności płciowej” było 417 zgłoszeń, w 2023 r. – 854. A w tabelce „czyny motywowane orientacją seksualną” w 2022 r. było 1005 zgłoszeń, rok później – 1499, co stanowi wzrost o blisko 50 proc. W statystykach nie wyróżnia się podziału na „sprawców rodzimych” i „sprawców obcych”, a jedynie przyporządkowuje dane czyny kategoriom takim jak: prawicowa, lewicowa, religijna, ideologiczna i inne. Czytając więc raport i zagłębiając się w dane ujęte w tabelkach nie dowiemy się jaka część wykroczeń i przestępstw została popełniona przez imigrantów, z akcentem na młodych muzułmanów. Przyczyny braku tego rozróżnienia wynikają po części z wypaczenia pojęcia antydyskryminacji i obawy przed stygmatyzację młodych muzułmańskich uchodźców i imigrantów jako sprawców napaści na osoby homoseksualne, co też jest wątpliwe etycznie biorąc pod uwagę, że w mediach co jakiś czas podejmuje się temat dyskryminacji imigrantów LGBT z krajów muzułmańskich w obrębie ośrodków dla uchodźców, co rodzi potrzebę ingerencji państwa i separowania tych osób od reszty mieszkańców ośrodków w celu zapobieżenia eskalacji przemocy. Gdyby kwestia ta nie była problematyczna, land Berlin nie zainicjowałby już w 2016 roku projektu wydzielenia specjalnego ośrodka dla uchodźców identyfikujących się jako LGBT.  I druga kwestia – we wrześniu 2023 do burmistrza Berlina, Kaia Wegnera wpłynął list protestacyjny właścicielki klubu dla homoseksualistów usytuowanego w dzielnicy Friedrichshein – Kreuzberg (i działającego tam nieprzerwanie od 1985 r.) w sprawie planowanego założenia naprzeciw klubu ośrodka dla blisko 650 uchodźców. Autorka listu argumentowała, że bliskość ośrodka może skutkować wzrostem przestępczości, zwłaszcza na tle nienawiści do osób LGBT. List wywołał skandal. Autorce listu zarzucono skrajnie prawicowe odchylenie, a chadeccy członkowie berlińskiego senatu, którzy na przekór Zielonym i socjaldemokratom poparli list, zostali posądzeni o budowanie politycznego pijaru na szerzeniu nienawiści do imigrantów.  Poza tym, z uwagi na fakt, że państwo niemieckie na żadnym z poziomów nie prowadzi statystyk, które pozwalałyby na wyłuskanie profilu „typowego napastnika osób LBGT”, argument właścicielki klubu, że to „islamscy mężczyźni” stanowią w jej oczach główne zagrożenie dla gości jej przybytku został zmieciony z powierzchni debaty jako niewiarygodny, bo „nie ma danych potwierdzających tezę”. I tak to się toczy.  Wcześniej, w lipcu 2023 r. dziennik Die Welt przeprowadził wywiad z pierwszym pełnomocnikiem landu Berlin ds. osób LGBT, Alfonsem Pantisano (SPD), który na pytanie dziennikarza o to czy młodzi mężczyźni z rodzin arabskich i tureckich przejawiają szczególną niechęć do homoseksualistów, zaprzeczył stanowczo. Jego zdaniem homoseksualizm traktowany jako grzech funkcjonuje nie tylko w islamie, ale również w katolicyzmie i przypomniał „jak Papież Benedykt XVI podburzał przeciwko środowisku LGBT”. Tym argumentem pełnomocnik zamknął debatę, ale jak by to powiedzieć – mało skutecznie. Bo nie zdarza się by pobity czy napastowany homoseksualista poszedł głosować na AfD argumentując, że partia Alice Weidel (zresztą zdeklarowanej lesbijki mającej żonę) w końcu zrobi porządek z „kościelnymi homofobami”. Nie, przekaz jest jasny: ci ludzie życzą sobie by imigranci, których przyjmuje państwo niemieckie nie atakowało ich na własnej ulicy.  

 

Wszyscy „hailują” po pijaku?

Tymczasem koniec maja mija w Niemczech pod znakiem potępienia dla „prosecco nazistów” z wyspy Sylt. Do sieci trafił krótki filmik, na którym grupa młodych Niemców bawi się w lokalu śpiewając w „Niemcy dla Niemców” i „Cudzoziemcy precz”. Zabawa jest przednia, „śpiew” odbywa się w rytmie przeboju Gigi D'Agostino, tańczące towarzystwo ma w dłoniach kieliszki a jeden z wesołych panów wykonuje charakterystyczny gest przywołujący wąsiki austriackiego malarza i niebezpiecznie wysoko wznosi drugą rękę. Zabawa nazistów? Niekoniecznie. Położona na Morzu Północnym fryzyjska wyspa to nie jest miejsce zamieszkiwane przez „wykluczonych” i „niedostosowanych społecznie” wschodnich Niemców głosujących z frustracji na neonazistów. To „wyspa milionerów”, mekka finansowych elit Republiki Federalnej, urlopowy kurort dla najbogatszych. Bez poważnego konta raczej nie wpada się tam na śpiewane imprezy z dobrym alkoholem. Sam lokal gdzie goście bawili się w imitowanie Hitlera też do najtańszych nie należy. Krótko mówiąc, ta śpiewająca o „Niemcach dla Niemców” młodzież to nie „starsi, gorzej wykształceni, z mniejszych ośrodków”, tylko dzieci zamożnych obywateli RFN. Roześmiana dziewczyna na pierwszym planie nie jest zapewne nazistką, jest po prostu niemądra. Może nikt jej nigdy nie powiedział, że na tej samej wyspie Sylt żył sobie spokojnie przez wiele powojennych lat, jako burmistrz i szanowany prawnik, generał SS i kat powstańczej Warszawy, Heinz Reinefarth. Wstrząsający spokój mieszkającego we fryzyjskich pejzażach wojennego zbrodniarza opisał  w  genialnym reportażu „Co u pana słychać?” Krzysztof Kąkolewski. Ten klasyk polskiego dziennikarstwa w połowie lat 70 tych odwiedził żyjących i nieukaranych zbrodniarzy z czasów II wojny mieszkających w ówczesnych Niemczech Zachodnich i zadał każdemu z nich parę prostych, spokojnych pytań. A w 2014 na murze ratusza w Westerland na wyspie Sylt zawisła tablica przypominająca, że tutejszy burmistrz był zbrodniarzem. Ale kto by tam czytał tablice.

Skandal z wyspy milionerów został potępiony przez wszystkich na czele z kanclerzem. Pojawiła się dyskusja czy to już neonazizm i skąd. A przecież problem „hailowania” , zwłaszcza po alkoholu, nie pojawił się dopiero teraz i ni tylko w jednym miejscu. Wystarczy poczytać policyjne doniesienia. Np. w styczniu musiała złożyć swój mandat jedna z lokalnych „polityczek” z Berlina, z partii … Zielonych. Złapana przez policyjną kontrolę podczas jazdy „na procentach”, przywitała stróżów prawa tzw „hitlerowskim pozdrowieniem”. Z kolei w Lipsku  dwóch panów, też w stanie mało trzeźwym, zaatakowało policjantów przy okazji wykonując wspomniany wyżej gest. Inne doniesienia z tego samego miasta mówią o jakiejś piosenkarce, którą czeka proces za „hailowanie” na scenie.  Podobne zachowanie na widok policji zdarzyło się również pewnemu obywatelowi w miasteczku nad Renem blisko granicy ze Szwajcarią. To tylko parę wybranych przykładów, można by to wyliczenie kontynuować.

Czy to znaczy, że mamy do czynienia z ukrytymi zwolennikami Hitlera? Oczywiście nie, to coś innego – postępująca historyczna amnezja i banalizacja historycznej pamięci. Być może jedno i drugie jest nieuniknione…
 



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe