Zamach na Trumpa: dwa przerażające wyjaśnienia

Gdyby na teren, gdzie miał przemawiać 13 lipca Donald Trump, wprowadzić pierwszego lepszego człowieka z ulicy i zapytać, które miejsce w promieniu 150 metrów może stanowić największe zagrożenie, wskazałby dach, z którego strzelał zamachowiec. Nie miałby wątpliwości.
Dyrektor amerykańskich służb specjalnych zeznaje podczas przesłuchania na Kapitolu ws. zamachu na Trumpa
Dyrektor amerykańskich służb specjalnych zeznaje podczas przesłuchania na Kapitolu ws. zamachu na Trumpa / EPA/MICHAEL REYNOLDS Dostawca: PAP/EPA

Jednak Secret Service tego dachu - jako zagrożenia - albo nie zauważył, albo udał, że on nie istnieje. Wyłączył go z obszaru swojego zainteresowania i przekazał lokalnym, poczciwym policjantom od wypisywania mandatów za wykroczenia drogowe.

Koniec hollywoodzkiego mitu

Dzień zamachu na Donalda Trumpa był dniem totalnej katastrofy dla wizerunku US Secret Service. Miliony żyły przez lata pod wrażeniem hollywoodzkich produkcji filmowych, w których w roli agentów Secret Service występowali tacy aktorzy jak Clint Eastwood ("Na linii ognia") budując obraz perfekcyjnej, niezwyciężonej organizacji. Mit tej - rzekomo najdoskonalszej - agencji ochroniarskiej na świecie runął w gruzy i będzie potrzebował wielu lat oraz dowodów skuteczności, żeby odbudować swój prestiż.

Eksperci w dziedzinie ochrony wymieniają liczne i wręcz wołające o pomstę do nieba błędy funkcjonariuszy tej agencji w owym feralnym dniu. Ich brak zdrowego rozsądku, logiki, wyobraźni, spostrzegawczości, ich zaniedbania, nonszalancja i nieodpowiedzialność umożliwiły 20-letniemu amatorowi (co wydarzyłoby się, gdyby to był fachowiec!?) na zamordowanie niewinnego, przypadkowego człowieka, poważne zranienie dwóch innych osób i oddanie pięciu strzałów, których kule przeleciały o milimetry od głowy byłego, a zarazem prawdopodobnego, przyszłego prezydenta USA. Jeden z tych dwóch strzałów mógł zmienić historię świata. Gdyby Trump nie odwrócił głowy o kilka centymetrów w momencie, gdy nadlatywała kula, która rozerwała mu górną część ucha, nie demokraci szukaliby dziś zastępstwa dla Bidena, ale republikanie - nowego kandydata.

Błąd za błędem i ... zbyt spadzisty dach

A przecież to wszystko nie miało prawa się zdarzyć, a dokładnie właśnie to się zdarzyło. Zamachowiec nie miał prawa pojawić się z bronią na terenie bezpośrednio sąsiadującym z miejscem wiecu, ale się pojawił i - zaskakująco - nikt go nie skontrolował. Nie miał prawa wejść na dach budynku stojącego tak blisko (ok. 130 metrów) od mównicy Trumpa, ale wszedł i - szokująco - nikt go nawet nie usiłował powstrzymać, mimo że już co najmniej godzinę (!) przed zamachem został odnotowany jako osoba podejrzana. Funkcjonariusze policji lub Secret Service powinni natychmiast zareagować na jego obecność na dachu, ale nie zareagowali. Ci sami funkcjonariusze powinni potraktować serio ludzi, którzy wskazywali im leżącego na dachu zamachowca, ale nie potraktowali i tę informację - aż trudno w to uwierzyć! -  zlekceważyli. Policjant, który - podobno - zerknął na dach, żeby sprawdzić, czy jest tam ktoś podejrzany, nie powinien przestraszyć się i - podobno - wycofać, gdy zamachowiec skierował w jego stronę broń. Przede wszystkim, Secret Service nie miał prawa wyłączyć budynku, z którego padły strzały, z obszaru chronionego przez swoich funkcjonariuszy i przekazać go lokalnej policji, ale to właśnie zrobiono. To była kluczowa decyzja. I całkiem niezrozumiała. Secret Service nie miał prawa decydować o tym, że jego agenci nie zajmą stanowiska na dachu, na który wszedł zamachowiec, bo ten dach jest...stromy, więc niebezpieczny. A takim idiotycznym, wręcz komicznym powodem wyjaśniała to szefowa Secret Service, Kimberly Cheatle. Stwierdziła w dwa dni po zamachu, że "zwłaszcza ten budynek ma spadzisty dach w najwyższym punkcie. A więc istnieje czynnik bezpieczeństwa, który należy wziąć pod uwagę, że nie chcielibyśmy umieszczać nikogo na pochyłym dachu." Secret Service bojący się stromego dachu? Co za farsa! Co za zdziecinnienie i niekompetencja!

Skąd pewność, że nie ma innych snajperów?

Tak wygląda lista tylko tych najbardziej rzucających się w oczy zaniedbań i błędnych decyzji podjętych przed zamachem.

Jednak to nie wszystko. Najgorsze miało dopiero nastąpić. Bo oto strzały ustają, agenci Secret Service rzucają się na Trumpa, żeby go osłonić, chwilę później jeden z agentów na dachu zabija zamachowca, po czym następuje kolejna kompromitacja tej instytucji. Teraz, gdy wszystko jest już jasne - że trwa zamach, że padają strzały - agenci zaczynają wyprowadzać Donalda Trumpa z trybuny i popełniają już nie błąd w planowaniu, ale w bezpośrednim działaniu: pozwalają mu zatrzymać się na trybunie, wznieść się ponad nich i podnieść wyciągniętą pięść do góry. Skąd agenci mają pewność, jakim cudem, że jest tylko jeden zamachowiec? Jak mogą wiedzieć, że na innym dachu nie ma kolejnego snajpera? A może dwóch? A może trzech? Skąd przeświadczenie, że teraz, gdy głowa prezydenta - ze strużkami krwi na policzku i postrzelonym uchem - wystaje ponad tłum, najwyżej jak to możliwe, nie będzie rozerwana kolejną kulą kolejnego snajpera? Przecież nie wiedzą, że jedynym sprawcą jest samotny 20-latek. O tym dowiedzą się dopiero kilka godzin później. Teraz powinni, według wszelkiej, elementarnej logiki, zakładać, że to może być zorganizowana akcja kilku zamachowców. Nie przychodzi im to jednak do głowy i bezrefleksyjnie, jak ostatni amatorzy, a nie profesjonaliści, "wystawiają" Trumpa na kolejne strzały.

Kolejna szansa na strzał

Ten moment, gdy głowa Trumpa wystaje na tle nieba ponad głowy agentów Secret Service trwa aż 9 sekund. Dla snajpera jest to więcej czasu, niż potrzeba do wykonania strzału. Wystarcza go, żeby fotograf Evan Vucci zrobił fenomenalne zdjęcie, które stało się "ikoniczne" już w momencie, gdy pojawiło się w Internecie. Jeżeli było dość czasu na fotografię, to znaczy, że było też dość czasu na strzał. Trump wykazał się odwagą i nerwami z żelaza. I nie można mieć do niego pretensji, że chciał to pokazać swoim wyborcom i światu. Natomiast dlaczego agenci Secret Service dopuścili do takiej sytuacji, gdy było już jasne, że Trump jest celem strzałów, a plan, który ktoś właśnie realizuje w tym momencie, zmierza do jego zamordowania? Żeby postawić kropkę nad "i" w tym dowodzie na swoją niekompetencję i brak wyobraźni, agenci po kilkunastu sekundach pozwalają Trumpowi po raz drugi na wychylenie się głową ponad dach samochodu, który miał go przewieźć do szpitala. To jakby danie ostatniej szansy snajperowi, który nie zdążył strzelić, gdy Trump był na podium. Pamiętajmy: agenci nie wiedzą i nie mogą wiedzieć, że zamachowiec był jeden. A zachowują się, jakby mieli taką pewność. Skąd ją mogą mieć?

Koszmarne błędy

Brak podstawowego treningu i wiedzy, co należy robić w takiej sytuacji, żeby zminimalizować ryzyko. I to wszystko nie na etapie, gdy nikt jeszcze nie wie, co się wydarzy, ale w trakcie prawdziwej akcji, czyli wtedy, gdy następuje realny i ostateczny egzamin wiedzy, umiejętności, kwalifikacji i sprawności zarówno w podejmowaniu decyzji jak i czysto fizycznej.

Katastrofa! Kosmiczne wymiary. To, że Trump żyje, to wyłącznie kwestia przypadku, lub - jak powiedzą inni - interwencja Opatrzności lub Boga. Tak czy inaczej, nie jest to zasługa Secret Service. I można powiedzieć, że Secret Service miał więcej szczęścia niż rozumu, bo gdyby było więcej zamachowców i gdyby to byli fachowcy, to ostateczny rezultat akcji byłby inny.

Przecież zginął człowiek. A nie powinien. W tym rola zaniedbań i błędów Secret Service jest już ewidentna.

Tylko dwa możliwe wyjaśnienia

To przerażające, ale funkcjonariusze działali tak, jakby chcieli stworzyć żelazne podstawy do spiskowej teorii o wyeliminowaniu kandydata Trumpa przy pomocy ludzi, którzy mieli go ochraniać, na rozkaz ludzi, którzy się śmiertelnie boją, że może wygrać 5 listopada. Bo istnieją tylko dwa wyjaśnienia postawy Secret Service: albo agenci to absolutnie wyjątkowi nieudacznicy, banda nieporadnych amatorów, albo świadomie stworzyli warunki do przeprowadzenia zamachu. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem teorii spiskowych, więc do tego drugiego pomysłu podchodzę nieufnie, ale z logicznego punktu widzenia nic innego poza tymi dwiema możliwościami nie wchodzi w grę.

CZYTAJ TAKŻE:


 

POLECANE
26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli z ostatniej chwili
26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli

Poszanowanie woli narodu wenezuelskiego pozostaje jedynym sposobem na rozwiązanie kryzysu w Wenezueli - podkreślono w wydanym w niedzielę oświadczeniu, które poparło 26 państw członkowskich Unii Europejskiej, bez Węgier. UE wezwała w nim do przestrzegania prawa międzynarodowego.

Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce Wiadomości
Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce

Kacper Tomasiak był ósmy, Dawid Kubacki - 30., Maciej Kot - 38., a Kamil Stoch - 41. w trzecim konkursie narciarskiego Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku. Wygrał Japończyk Ren Nikaido. Drugie miejsce zajął prowadzący w imprezie i Pucharze Świata Słoweniec Domen Prevc.

Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni Wiadomości
Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni

Polska wokalistka rockowa Urszula musiała w ostatniej chwili odwołać zaplanowany na 5 stycznia 2026 koncert kolędowy we Wrzesińskim Ośrodku Kultury. Powodem okazały się problemy zdrowotne po intensywnym sylwestrze. Artystka, która niedawno wystąpiła w Sylwestrowej Mocy Przebojów w Polsacie, poinformowała o tym fanów na swoim profilu na Facebooku.

Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie Wiadomości
Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie

Niemieckie koleje Deutsche Bahn zakończyły 2025 rok kolejnym pogorszeniem punktualności w segmencie dalekobieżnym, osiągając historycznie niski poziom.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie Wiadomości
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, niemal cała Europa będzie w zasięgu niżów znad Morza Północnego i Tyrreńskiego. Wyże będą kształtować pogodę nad Skandynawią i w Europie Wschodniej. Północna Polska będzie pod wpływem rozległego układu niżowego znad Morza Północnego, zaś pogodę nad południową częścią kraju będzie kształtować klin wyżu znad Ukrainy. Będzie napływać powietrze pochodzenia arktycznego.

Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania Wiadomości
Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania

Barcelona wygrała sobotni mecz z Espanyolem, a jednym z bohaterów spotkania był Joan Garcia. 24-letni bramkarz kilkukrotnie uratował swój zespół przed stratą gola i miał ogromny udział w zwycięstwie.

Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych Wiadomości
Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych

W sobotni wieczór, 3 stycznia, po godzinie 20.00 na ulicy Wrocławskiej w Kaliszu doszło do groźnego wypadku drogowego. W zdarzeniu rannych zostało pięć osób, w tym dwóch funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego. Zniszczony policyjny samochód to nowa Cupra warta blisko 400 tys. zł.

MSZ Francji: Maduro był dyktatorem bez skrupułów i uzurpatorem pilne
MSZ Francji: Maduro był dyktatorem bez skrupułów i uzurpatorem

Francja przygotowuje się na coraz bardziej brutalny porządek międzynarodowy – zapowiedział szef MSZ Jean-Noel Barrot. Odnosząc się do sytuacji w Wenezueli, jednoznacznie ocenił Nicolasa Maduro jako dyktatora, którego odejście jest dobrą wiadomością dla obywateli tego kraju.

Bulwersujące sceny w podstawówce. Nauczycielka miała wyrzucić krzyż do kosza pilne
Bulwersujące sceny w podstawówce. Nauczycielka miała wyrzucić krzyż do kosza

W jednej z pomorskich szkół podstawowych miało dojść do zdarzenia, które wywołało falę oburzenia wśród rodziców i mieszkańców. Według relacji świadków nauczycielka miała demonstracyjnie zdjąć krzyż z sali lekcyjnej i wyrzucić go do kosza. Sprawą zajęła się poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Duch Akcji T4 nad Niemcami. Lekarz nawołuje do debaty nt. wręcz przymusowej eutanazji Wiadomości
Duch Akcji T4 nad Niemcami. Lekarz nawołuje do debaty nt. wręcz przymusowej eutanazji

Coraz głośniej w Niemczech wybrzmiewa pytanie o "granice medycyny". Szef zrzeszenia lekarzy kas chorych Andreas Gassen ostrzega przed "bezrefleksyjnym sięganiem po wszystkie dostępne procedury" u pacjentów terminalnie chorych i apeluje o "uczciwą, wrażliwą debatę".

REKLAMA

Zamach na Trumpa: dwa przerażające wyjaśnienia

Gdyby na teren, gdzie miał przemawiać 13 lipca Donald Trump, wprowadzić pierwszego lepszego człowieka z ulicy i zapytać, które miejsce w promieniu 150 metrów może stanowić największe zagrożenie, wskazałby dach, z którego strzelał zamachowiec. Nie miałby wątpliwości.
Dyrektor amerykańskich służb specjalnych zeznaje podczas przesłuchania na Kapitolu ws. zamachu na Trumpa
Dyrektor amerykańskich służb specjalnych zeznaje podczas przesłuchania na Kapitolu ws. zamachu na Trumpa / EPA/MICHAEL REYNOLDS Dostawca: PAP/EPA

Jednak Secret Service tego dachu - jako zagrożenia - albo nie zauważył, albo udał, że on nie istnieje. Wyłączył go z obszaru swojego zainteresowania i przekazał lokalnym, poczciwym policjantom od wypisywania mandatów za wykroczenia drogowe.

Koniec hollywoodzkiego mitu

Dzień zamachu na Donalda Trumpa był dniem totalnej katastrofy dla wizerunku US Secret Service. Miliony żyły przez lata pod wrażeniem hollywoodzkich produkcji filmowych, w których w roli agentów Secret Service występowali tacy aktorzy jak Clint Eastwood ("Na linii ognia") budując obraz perfekcyjnej, niezwyciężonej organizacji. Mit tej - rzekomo najdoskonalszej - agencji ochroniarskiej na świecie runął w gruzy i będzie potrzebował wielu lat oraz dowodów skuteczności, żeby odbudować swój prestiż.

Eksperci w dziedzinie ochrony wymieniają liczne i wręcz wołające o pomstę do nieba błędy funkcjonariuszy tej agencji w owym feralnym dniu. Ich brak zdrowego rozsądku, logiki, wyobraźni, spostrzegawczości, ich zaniedbania, nonszalancja i nieodpowiedzialność umożliwiły 20-letniemu amatorowi (co wydarzyłoby się, gdyby to był fachowiec!?) na zamordowanie niewinnego, przypadkowego człowieka, poważne zranienie dwóch innych osób i oddanie pięciu strzałów, których kule przeleciały o milimetry od głowy byłego, a zarazem prawdopodobnego, przyszłego prezydenta USA. Jeden z tych dwóch strzałów mógł zmienić historię świata. Gdyby Trump nie odwrócił głowy o kilka centymetrów w momencie, gdy nadlatywała kula, która rozerwała mu górną część ucha, nie demokraci szukaliby dziś zastępstwa dla Bidena, ale republikanie - nowego kandydata.

Błąd za błędem i ... zbyt spadzisty dach

A przecież to wszystko nie miało prawa się zdarzyć, a dokładnie właśnie to się zdarzyło. Zamachowiec nie miał prawa pojawić się z bronią na terenie bezpośrednio sąsiadującym z miejscem wiecu, ale się pojawił i - zaskakująco - nikt go nie skontrolował. Nie miał prawa wejść na dach budynku stojącego tak blisko (ok. 130 metrów) od mównicy Trumpa, ale wszedł i - szokująco - nikt go nawet nie usiłował powstrzymać, mimo że już co najmniej godzinę (!) przed zamachem został odnotowany jako osoba podejrzana. Funkcjonariusze policji lub Secret Service powinni natychmiast zareagować na jego obecność na dachu, ale nie zareagowali. Ci sami funkcjonariusze powinni potraktować serio ludzi, którzy wskazywali im leżącego na dachu zamachowca, ale nie potraktowali i tę informację - aż trudno w to uwierzyć! -  zlekceważyli. Policjant, który - podobno - zerknął na dach, żeby sprawdzić, czy jest tam ktoś podejrzany, nie powinien przestraszyć się i - podobno - wycofać, gdy zamachowiec skierował w jego stronę broń. Przede wszystkim, Secret Service nie miał prawa wyłączyć budynku, z którego padły strzały, z obszaru chronionego przez swoich funkcjonariuszy i przekazać go lokalnej policji, ale to właśnie zrobiono. To była kluczowa decyzja. I całkiem niezrozumiała. Secret Service nie miał prawa decydować o tym, że jego agenci nie zajmą stanowiska na dachu, na który wszedł zamachowiec, bo ten dach jest...stromy, więc niebezpieczny. A takim idiotycznym, wręcz komicznym powodem wyjaśniała to szefowa Secret Service, Kimberly Cheatle. Stwierdziła w dwa dni po zamachu, że "zwłaszcza ten budynek ma spadzisty dach w najwyższym punkcie. A więc istnieje czynnik bezpieczeństwa, który należy wziąć pod uwagę, że nie chcielibyśmy umieszczać nikogo na pochyłym dachu." Secret Service bojący się stromego dachu? Co za farsa! Co za zdziecinnienie i niekompetencja!

Skąd pewność, że nie ma innych snajperów?

Tak wygląda lista tylko tych najbardziej rzucających się w oczy zaniedbań i błędnych decyzji podjętych przed zamachem.

Jednak to nie wszystko. Najgorsze miało dopiero nastąpić. Bo oto strzały ustają, agenci Secret Service rzucają się na Trumpa, żeby go osłonić, chwilę później jeden z agentów na dachu zabija zamachowca, po czym następuje kolejna kompromitacja tej instytucji. Teraz, gdy wszystko jest już jasne - że trwa zamach, że padają strzały - agenci zaczynają wyprowadzać Donalda Trumpa z trybuny i popełniają już nie błąd w planowaniu, ale w bezpośrednim działaniu: pozwalają mu zatrzymać się na trybunie, wznieść się ponad nich i podnieść wyciągniętą pięść do góry. Skąd agenci mają pewność, jakim cudem, że jest tylko jeden zamachowiec? Jak mogą wiedzieć, że na innym dachu nie ma kolejnego snajpera? A może dwóch? A może trzech? Skąd przeświadczenie, że teraz, gdy głowa prezydenta - ze strużkami krwi na policzku i postrzelonym uchem - wystaje ponad tłum, najwyżej jak to możliwe, nie będzie rozerwana kolejną kulą kolejnego snajpera? Przecież nie wiedzą, że jedynym sprawcą jest samotny 20-latek. O tym dowiedzą się dopiero kilka godzin później. Teraz powinni, według wszelkiej, elementarnej logiki, zakładać, że to może być zorganizowana akcja kilku zamachowców. Nie przychodzi im to jednak do głowy i bezrefleksyjnie, jak ostatni amatorzy, a nie profesjonaliści, "wystawiają" Trumpa na kolejne strzały.

Kolejna szansa na strzał

Ten moment, gdy głowa Trumpa wystaje na tle nieba ponad głowy agentów Secret Service trwa aż 9 sekund. Dla snajpera jest to więcej czasu, niż potrzeba do wykonania strzału. Wystarcza go, żeby fotograf Evan Vucci zrobił fenomenalne zdjęcie, które stało się "ikoniczne" już w momencie, gdy pojawiło się w Internecie. Jeżeli było dość czasu na fotografię, to znaczy, że było też dość czasu na strzał. Trump wykazał się odwagą i nerwami z żelaza. I nie można mieć do niego pretensji, że chciał to pokazać swoim wyborcom i światu. Natomiast dlaczego agenci Secret Service dopuścili do takiej sytuacji, gdy było już jasne, że Trump jest celem strzałów, a plan, który ktoś właśnie realizuje w tym momencie, zmierza do jego zamordowania? Żeby postawić kropkę nad "i" w tym dowodzie na swoją niekompetencję i brak wyobraźni, agenci po kilkunastu sekundach pozwalają Trumpowi po raz drugi na wychylenie się głową ponad dach samochodu, który miał go przewieźć do szpitala. To jakby danie ostatniej szansy snajperowi, który nie zdążył strzelić, gdy Trump był na podium. Pamiętajmy: agenci nie wiedzą i nie mogą wiedzieć, że zamachowiec był jeden. A zachowują się, jakby mieli taką pewność. Skąd ją mogą mieć?

Koszmarne błędy

Brak podstawowego treningu i wiedzy, co należy robić w takiej sytuacji, żeby zminimalizować ryzyko. I to wszystko nie na etapie, gdy nikt jeszcze nie wie, co się wydarzy, ale w trakcie prawdziwej akcji, czyli wtedy, gdy następuje realny i ostateczny egzamin wiedzy, umiejętności, kwalifikacji i sprawności zarówno w podejmowaniu decyzji jak i czysto fizycznej.

Katastrofa! Kosmiczne wymiary. To, że Trump żyje, to wyłącznie kwestia przypadku, lub - jak powiedzą inni - interwencja Opatrzności lub Boga. Tak czy inaczej, nie jest to zasługa Secret Service. I można powiedzieć, że Secret Service miał więcej szczęścia niż rozumu, bo gdyby było więcej zamachowców i gdyby to byli fachowcy, to ostateczny rezultat akcji byłby inny.

Przecież zginął człowiek. A nie powinien. W tym rola zaniedbań i błędów Secret Service jest już ewidentna.

Tylko dwa możliwe wyjaśnienia

To przerażające, ale funkcjonariusze działali tak, jakby chcieli stworzyć żelazne podstawy do spiskowej teorii o wyeliminowaniu kandydata Trumpa przy pomocy ludzi, którzy mieli go ochraniać, na rozkaz ludzi, którzy się śmiertelnie boją, że może wygrać 5 listopada. Bo istnieją tylko dwa wyjaśnienia postawy Secret Service: albo agenci to absolutnie wyjątkowi nieudacznicy, banda nieporadnych amatorów, albo świadomie stworzyli warunki do przeprowadzenia zamachu. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem teorii spiskowych, więc do tego drugiego pomysłu podchodzę nieufnie, ale z logicznego punktu widzenia nic innego poza tymi dwiema możliwościami nie wchodzi w grę.

CZYTAJ TAKŻE:



 

Polecane