Waldemar Żyszkiewicz: Dziedzictwo? Raczej bigos po szczersku

‘Hash’ znaczy po angielsku m. in. siekanina, zbędne dane, kaszka, zamęt, galimatias. Że też nikt nie zajrzał wcześniej do słownika.
/ pexel.com
Właściwie już ten modny, zresztą poza siecią niczego niewnoszący znacznik #, którym opatrzono tytuł nowej wystawy w krakowskim Muzeum Narodowym (MNK), powinien sygnalizować, że zapowiada się coś niecodziennego, a mówiąc wprost – dziwacznego. Ów ‘płotek’ czy ‘krzyżyk’ w epoce przedinternetowej praktycznie w języku polskim nieużywany, w krajach anglosaskich stawia się często w adresie przed numerem posesji, domu lub kamienicy... 

Toteż trudno wyczuć, w czym tytuł #dziedzictwo miałby być lepszy od tradycyjnie brzmiącego tytułu Dziedzictwo. Oczywiście, prócz czytelnego sygnału, że się jest otwartym na modne słówka oraz aktualne internetowe obyczaje. Ot, zwyczajne oczko puszczone do młodych, że całość przygotował ktoś, kto czai bazę i kuma czaczę.

Zresztą taki inwit skierowany do nastolatków i młodzieży, jako rodzaj wabika, zachęty do odwiedzenia progów szacownego muzeum byłbym nawet skłonny usprawiedliwić. Wszakże pod warunkiem, że wystawa byłaby naprawdę pouczająca.
 
Mniemana powszechność jako kryterium  
Ambicje, jakie legły u podstaw przedsięwzięcia są niemałe, o czym świadczy nie tylko Honorowy Patronat Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, sygnalizowany na okładce bezpłatnego przewodnika po wystawie (w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej), z wyszczególnieniem i krótkim opisem wszystkich eksponowanych na wystawie obiektów. Czytelną mapę aspiracji jej twórcy stanowi przede wszystkim tekst programowy dostępny w witrynie MNK, którego podadiustowane fragmenty zamieszczono we wspomnianym wyżej przewodniku.

Kurator wystawy dr hab. Andrzej Szczerski, prywatnie brat prezydenckiego ministra Krzysztofa, który po ukończeniu historii sztuki na UJ, kształcił się także w Londynie, Budapeszcie i Chicago oraz wykładał w Niemczech i Anglii, przejawia poglądy wyraziste, ale chyba odległe od tradycyjnych wyobrażeń o roli i funkcji placówki muzealniczej. Poglądy, które mogą zaskakiwać choćby przez sposób definiowania dziedzictwa, jako zbioru wszystkich elementów, które zostaną powszechnie uznane za godne tego określenia.

Owszem, kryterium powszechnego uznania (praktycznie uznania przez jakąś większość) wydaje się modelowo demokratyczne, toteż dla czcicieli bożka demokracji musi brzmieć wyjątkowo pociągająco. Jednak współczesne niedokształcenie wchodzących w życie pokoleń oraz nader skuteczne metody manipulowania opinią publiczną sprawiają, że bożyszczem milionów Brytyjczyków, wydawałoby się nieprzesadnie emocjonalnych i zdolnych do krytycznego myślenia, stała się np. Diana Spencer, jako księżniczka ludzkich serc.

Dlatego mimo wszystko bezpieczniejszy wydaje się werdykt wydany przez profesjonalistów w danej branży, choć i tym przypadku żadnej gwarancji nie ma, bo przecież (nie gorszą od mafijnej) degenerację wyspecjalizowanych środowisk eksperckich obserwujemy nie tylko w kraju, ale i na świecie. Także wśród marszandów, muzealników, kuratorów i promotorów sztuki.  
 
Antypatie i sympatie kuratora
Wicedyrektor MNK i kurator wystawy hasztagdziedzictwo lojalnie uprzedza, że przygotowana pod jego kierunkiem ekspozycja w trzech częściach i na trzech kondygnacjach gmachu głównego krakowskiej placówki „nie jest reprezentatywnym wyborem dzieł z muzealnej kolekcji, ale jej interpretacją”. Podkreślanie kulturowej ciągłości i odnajdywanie stałych elementów narodowej tożsamości w znanych i nieznanych dziełach z różnych epok, nawet w okresach braku politycznej suwerenności, to najważniejsza teza wystawy. Jej konstrukcja oparta została na czterech kategoriach zaczerpniętych z antropologicznych i historycznych studiów nad kulturami narodowymi. Są to „geografia”, „język”, „obywatele” i „obyczaj” (...) – czytamy dalej w ideowej eksplikacji tej wystawy.
 
Trochę to jednak pokrętne, bo każdy wybór jest zarazem interpretacją całości. Rzecz w tym, że wybór, jakiego z zasobu magazynów MNK dokonał Andrzej Szczerski, niezbyt mnie przekonuje. Moim zdaniem, jest to wybór po prostu niedobry. Czy dlatego, że arbitralny? Nie, broń Boże, bo gdzie jak gdzie, ale właśnie w domenie sztuki, artyzmu czy przy odwoływaniu się do kamieni milowych narodowego dziedzictwa – arbitralność, oparta na wiedzy i traktowana jako umiejętność przeciwstawienia się stadności, konformizmowi, rutynie może mieć istotne i nader pozytywne znaczenie.

Osobiście w skompletowanej przez wicedyrektora Szczerskiego całości widzę ukłon w stronę modnego negowania zasadności wszelkich hierarchii jakościowych, artystycznych, warsztatowych, a szczególnie wyraźnie uwidacznia się niechęć do wartościowania w kategoriach stricte narodowych. Nawet pisząc o „tożsamości narodowej” kurator wystawy w MNK ma na myśli raczej bardzo zróżnicowane kulturowe artefakty będące śladem etnicznej mozaiki ludnościowej Pierwszej Rzeczypospolitej niż np. dziedzictwo polskiego sarmatyzmu.

Streszczając ideę ekspozycji: nie porównujemy dokonań, bo to przewina główna, niemal faszyzm. Nie wartościujemy artystycznie. Nie wskazujemy najwybitniejszych osiągnięć, dzieł, osób, lecz podkreślamy etniczną różnorodność, religijność pozakatolicką, ewentualnie działalność Polaków poza granicami Polski.

Można oczywiście i tak, ale co wynosi z obejrzenia wystawy #dziedzictwo młody człowiek szukający dopiero swojej drogi w życiu? Raczej dezorientację niż poczucie narodowej dumy, raczej poznawczy mętlik niż trwałe punkty odniesienia, raczej folklorystyczne impresje niż rozeznanie w sprawie realnych filarów polskości. W przeciwieństwie do pamiętnej i dla rekonstrukcji naszej tożsamości w czasach PRL-u niezmiernie ważnej wystawy „Polaków portret własny”, autorstwa prof. Marka Rostworowskiego, propozycja dr. hab. Andrzeja Szczerskiego w roztworze modnej muzealniczej ponowoczesności skutecznie rozmywa kontury tożsamościowe i wypłukuje wszelkie spoiwo aksjologiczne.   
 
Utopione w morzu nieistotności
Dwie części wystawy (trzecią można sobie spokojnie darować) obejmują 607 najróżniejszych obiektów: obrazów, grafik, map, dokumentów, ksiąg, tkanin, mebli, ceramiki, broni, biżuterii, numizmatów, fotografii, a nawet budynek za oknem. W tym ostatnim przypadku, idzie o dawny hotel „Cracovia”, według projektu zespołu pod kierunkiem inż. arch. Witolda Cęckiewicza. Niestety, trudno mówić tu o pełnym sukcesie, bo nie sposób ocenić architektoniczne walory budynku, przesłonięte przez ogromne banery reklamowe umieszczone na jego elewacji.

Problem nie leży jednak w samej różnorodności obiektów, lecz raczej w sposobie ich przemieszania oraz fakcie, że najwyżej 10 do 15 procent z nich naprawdę zasługuje na uwagę. Skutek jest taki, że sprawy ważne, dzieła istotne, nazwiska i postaci znaczące giną w powodzi eksponowanych obiektów, spraw błahych, wreszcie mało ważnych person. Person, z punktu widzenia „polskiego dziedzictwa narodowego” często kompletnie bez znaczenia.

Paradoksalnie, można mówić o cenzurze à rebour: wprawdzie nic nie zostało dziś zakazane, ale to, co z jakichś względów decydentom nie pasuje, zostaje zatopione w morzu nieistotności. Zatopione skutecznie, bo osobnicza chłonność ma swoje granice, a mało kto zdoła odwiedzić muzeum tyle razy, ile trzeba by, żeby przyswoić sobie tę wystawę z całym dobrodziejstwem inwentarza.
 
Zamiast uczyć rozpoznawania jakości artystycznej czy wyrabiać umiejętność rekonstruowania wartości estetycznych, dr hab. Szczerski wydaje się mówić, że każdemu wolno śpiewać, natomiast elementem naszego dziedzictwa stanie się to, co ludzie (w swej przeważającej masie) za przejaw tego dziedzictwa uznają.
 
Modzelewski z kopytkiem
Pal sześć, ów swoisty antyelitaryzm, zawsze dotąd dla sztuki, nauki oraz wszelkiej innowacyjności konstytutywny, ale dlaczego muzealny galimatias w Narodowym – teoretycznie całkiem przypadkowy, wyzbyty wszelkiej stronniczości – jest tak całkowicie wyprany z jakiejkolwiek sympatii dla polskości? Dlaczego tak zręcznie ignoruje katolicki rdzeń tożsamości Polaków?

Spod czyjego pędzla wyszło największe rozmiarami płótno w dziale poświęconym polskiej religijności? Nie, to nie „Kobiety modlące się w kruchcie” Mieczysława Reyznera, (olej, płótno, 1902), lecz namalowany przez Jarosława Modzelewskiego „Diakon” (tempera, płótno, 2000), o którym w katalogu wystawy czytamy: Motyw wykorzystany na obrazie można zinterpretować jako wątek chrześcijański w twórczości Modzelewskiego, a tytułowa postać odnosi się do najstarszych tradycji w kościele katolickim (zachowana pisownia noty katalogowej!).

Wprawdzie z ortografią polską w zespole MNK coś słabo, ale przynajmniej autor noty starał się nie odbiec zbytnio od prawdy materialnej, o czym dobrze wiedzą ci, którzy znają takie przejawy „chrześcijańskich wątków” w twórczości Modzelewskiego, jak np. obraz „Pierwsza komunia” (olej, płótno, 1986).

Kurator wystawy ma chyba jakąś predylekcję do drażniącej obcości malowideł członka słynnej Gruppy, bo w dziale poświęconym polskim tradycjom militarnym – obok m.in. rysunku Grottgera z cyklu Lithuania, obrazu „Ksiądz Skorupka” pędzla Wiktora Gutowskiego, szabli i półzbroi husarskiej oraz pistoletu wz. 35 VIS – pojawia się kolejne płótno tego klasyka współczesności, z dość kuriozalnym opisem. „Zabijanie świni” (olej, płótno, 1983): Obraz jest manifestem i demonstracją bezkompromisowej postawy artysty w okresie stanu wojennego. „Czerwonymi świniami” nazywano członków aparatu reżimu komunistycznego w PRL.

Jeśli nawet Jarosław Modzelewski faktycznie z taką intencją malował swój obraz, to – jak dowodnie pokazał to rozwój wypadków przed i po roku 1989 – trudno uznać, że zawarte w nim przesłanie stanowi istotną i praktykowaną część polskiego dziedzictwa narodowego. Różnych takich „rewelacji” historycznych jest zresztą w tym katalogu więcej. Ciekawa lektura. Pytanie, czy pouczająca.
 
Waldemar Żyszkiewicz  
 
 
Underground, czyli zejście do Piwniczki

http://www.tysol.pl/a12725-Waldemar-Zyszkiewicz-Zeby-Polska-byla-Polska-Zrob-to-sam

http://www.tysol.pl/a12390-Waldemar-Zyszkiewicz-Buciki-Zofii-Romaszewskiej

http://www.tysol.pl/a12085-Waldemar-Zyszkiewicz-Obywatele-bez-honoru-i-bezsilne-panstwo

http://www.tysol.pl/a11919-Waldemar-Zyszkiewicz-Prezydent-wszystkich-Polakow-Mylna-i-szkodliwa-kalka-jezykowa

http://www.tysol.pl/a10793-Waldemar-Zyszkiewicz-Donald-o-ktorego-za-duzo-Szkice-do-portretu

http://www.tysol.pl/a10410-Waldemar-Zyszkiewicz-Trawa-z-metra-czyli-organizowana-spontanicznosc

http://www.tysol.pl/a9884-Waldemar-Zyszkiewicz-Bic-sie-czy-sie-nie-bic-Wspolczesne-aspekty-antypowstanczej-propagandy

http://www.tysol.pl/a9795-Waldemar-Zyszkiewicz-Falszywe-prawa-czlowieka

 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz: Dziedzictwo? Raczej bigos po szczersku

‘Hash’ znaczy po angielsku m. in. siekanina, zbędne dane, kaszka, zamęt, galimatias. Że też nikt nie zajrzał wcześniej do słownika.
/ pexel.com
Właściwie już ten modny, zresztą poza siecią niczego niewnoszący znacznik #, którym opatrzono tytuł nowej wystawy w krakowskim Muzeum Narodowym (MNK), powinien sygnalizować, że zapowiada się coś niecodziennego, a mówiąc wprost – dziwacznego. Ów ‘płotek’ czy ‘krzyżyk’ w epoce przedinternetowej praktycznie w języku polskim nieużywany, w krajach anglosaskich stawia się często w adresie przed numerem posesji, domu lub kamienicy... 

Toteż trudno wyczuć, w czym tytuł #dziedzictwo miałby być lepszy od tradycyjnie brzmiącego tytułu Dziedzictwo. Oczywiście, prócz czytelnego sygnału, że się jest otwartym na modne słówka oraz aktualne internetowe obyczaje. Ot, zwyczajne oczko puszczone do młodych, że całość przygotował ktoś, kto czai bazę i kuma czaczę.

Zresztą taki inwit skierowany do nastolatków i młodzieży, jako rodzaj wabika, zachęty do odwiedzenia progów szacownego muzeum byłbym nawet skłonny usprawiedliwić. Wszakże pod warunkiem, że wystawa byłaby naprawdę pouczająca.
 
Mniemana powszechność jako kryterium  
Ambicje, jakie legły u podstaw przedsięwzięcia są niemałe, o czym świadczy nie tylko Honorowy Patronat Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, sygnalizowany na okładce bezpłatnego przewodnika po wystawie (w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej), z wyszczególnieniem i krótkim opisem wszystkich eksponowanych na wystawie obiektów. Czytelną mapę aspiracji jej twórcy stanowi przede wszystkim tekst programowy dostępny w witrynie MNK, którego podadiustowane fragmenty zamieszczono we wspomnianym wyżej przewodniku.

Kurator wystawy dr hab. Andrzej Szczerski, prywatnie brat prezydenckiego ministra Krzysztofa, który po ukończeniu historii sztuki na UJ, kształcił się także w Londynie, Budapeszcie i Chicago oraz wykładał w Niemczech i Anglii, przejawia poglądy wyraziste, ale chyba odległe od tradycyjnych wyobrażeń o roli i funkcji placówki muzealniczej. Poglądy, które mogą zaskakiwać choćby przez sposób definiowania dziedzictwa, jako zbioru wszystkich elementów, które zostaną powszechnie uznane za godne tego określenia.

Owszem, kryterium powszechnego uznania (praktycznie uznania przez jakąś większość) wydaje się modelowo demokratyczne, toteż dla czcicieli bożka demokracji musi brzmieć wyjątkowo pociągająco. Jednak współczesne niedokształcenie wchodzących w życie pokoleń oraz nader skuteczne metody manipulowania opinią publiczną sprawiają, że bożyszczem milionów Brytyjczyków, wydawałoby się nieprzesadnie emocjonalnych i zdolnych do krytycznego myślenia, stała się np. Diana Spencer, jako księżniczka ludzkich serc.

Dlatego mimo wszystko bezpieczniejszy wydaje się werdykt wydany przez profesjonalistów w danej branży, choć i tym przypadku żadnej gwarancji nie ma, bo przecież (nie gorszą od mafijnej) degenerację wyspecjalizowanych środowisk eksperckich obserwujemy nie tylko w kraju, ale i na świecie. Także wśród marszandów, muzealników, kuratorów i promotorów sztuki.  
 
Antypatie i sympatie kuratora
Wicedyrektor MNK i kurator wystawy hasztagdziedzictwo lojalnie uprzedza, że przygotowana pod jego kierunkiem ekspozycja w trzech częściach i na trzech kondygnacjach gmachu głównego krakowskiej placówki „nie jest reprezentatywnym wyborem dzieł z muzealnej kolekcji, ale jej interpretacją”. Podkreślanie kulturowej ciągłości i odnajdywanie stałych elementów narodowej tożsamości w znanych i nieznanych dziełach z różnych epok, nawet w okresach braku politycznej suwerenności, to najważniejsza teza wystawy. Jej konstrukcja oparta została na czterech kategoriach zaczerpniętych z antropologicznych i historycznych studiów nad kulturami narodowymi. Są to „geografia”, „język”, „obywatele” i „obyczaj” (...) – czytamy dalej w ideowej eksplikacji tej wystawy.
 
Trochę to jednak pokrętne, bo każdy wybór jest zarazem interpretacją całości. Rzecz w tym, że wybór, jakiego z zasobu magazynów MNK dokonał Andrzej Szczerski, niezbyt mnie przekonuje. Moim zdaniem, jest to wybór po prostu niedobry. Czy dlatego, że arbitralny? Nie, broń Boże, bo gdzie jak gdzie, ale właśnie w domenie sztuki, artyzmu czy przy odwoływaniu się do kamieni milowych narodowego dziedzictwa – arbitralność, oparta na wiedzy i traktowana jako umiejętność przeciwstawienia się stadności, konformizmowi, rutynie może mieć istotne i nader pozytywne znaczenie.

Osobiście w skompletowanej przez wicedyrektora Szczerskiego całości widzę ukłon w stronę modnego negowania zasadności wszelkich hierarchii jakościowych, artystycznych, warsztatowych, a szczególnie wyraźnie uwidacznia się niechęć do wartościowania w kategoriach stricte narodowych. Nawet pisząc o „tożsamości narodowej” kurator wystawy w MNK ma na myśli raczej bardzo zróżnicowane kulturowe artefakty będące śladem etnicznej mozaiki ludnościowej Pierwszej Rzeczypospolitej niż np. dziedzictwo polskiego sarmatyzmu.

Streszczając ideę ekspozycji: nie porównujemy dokonań, bo to przewina główna, niemal faszyzm. Nie wartościujemy artystycznie. Nie wskazujemy najwybitniejszych osiągnięć, dzieł, osób, lecz podkreślamy etniczną różnorodność, religijność pozakatolicką, ewentualnie działalność Polaków poza granicami Polski.

Można oczywiście i tak, ale co wynosi z obejrzenia wystawy #dziedzictwo młody człowiek szukający dopiero swojej drogi w życiu? Raczej dezorientację niż poczucie narodowej dumy, raczej poznawczy mętlik niż trwałe punkty odniesienia, raczej folklorystyczne impresje niż rozeznanie w sprawie realnych filarów polskości. W przeciwieństwie do pamiętnej i dla rekonstrukcji naszej tożsamości w czasach PRL-u niezmiernie ważnej wystawy „Polaków portret własny”, autorstwa prof. Marka Rostworowskiego, propozycja dr. hab. Andrzeja Szczerskiego w roztworze modnej muzealniczej ponowoczesności skutecznie rozmywa kontury tożsamościowe i wypłukuje wszelkie spoiwo aksjologiczne.   
 
Utopione w morzu nieistotności
Dwie części wystawy (trzecią można sobie spokojnie darować) obejmują 607 najróżniejszych obiektów: obrazów, grafik, map, dokumentów, ksiąg, tkanin, mebli, ceramiki, broni, biżuterii, numizmatów, fotografii, a nawet budynek za oknem. W tym ostatnim przypadku, idzie o dawny hotel „Cracovia”, według projektu zespołu pod kierunkiem inż. arch. Witolda Cęckiewicza. Niestety, trudno mówić tu o pełnym sukcesie, bo nie sposób ocenić architektoniczne walory budynku, przesłonięte przez ogromne banery reklamowe umieszczone na jego elewacji.

Problem nie leży jednak w samej różnorodności obiektów, lecz raczej w sposobie ich przemieszania oraz fakcie, że najwyżej 10 do 15 procent z nich naprawdę zasługuje na uwagę. Skutek jest taki, że sprawy ważne, dzieła istotne, nazwiska i postaci znaczące giną w powodzi eksponowanych obiektów, spraw błahych, wreszcie mało ważnych person. Person, z punktu widzenia „polskiego dziedzictwa narodowego” często kompletnie bez znaczenia.

Paradoksalnie, można mówić o cenzurze à rebour: wprawdzie nic nie zostało dziś zakazane, ale to, co z jakichś względów decydentom nie pasuje, zostaje zatopione w morzu nieistotności. Zatopione skutecznie, bo osobnicza chłonność ma swoje granice, a mało kto zdoła odwiedzić muzeum tyle razy, ile trzeba by, żeby przyswoić sobie tę wystawę z całym dobrodziejstwem inwentarza.
 
Zamiast uczyć rozpoznawania jakości artystycznej czy wyrabiać umiejętność rekonstruowania wartości estetycznych, dr hab. Szczerski wydaje się mówić, że każdemu wolno śpiewać, natomiast elementem naszego dziedzictwa stanie się to, co ludzie (w swej przeważającej masie) za przejaw tego dziedzictwa uznają.
 
Modzelewski z kopytkiem
Pal sześć, ów swoisty antyelitaryzm, zawsze dotąd dla sztuki, nauki oraz wszelkiej innowacyjności konstytutywny, ale dlaczego muzealny galimatias w Narodowym – teoretycznie całkiem przypadkowy, wyzbyty wszelkiej stronniczości – jest tak całkowicie wyprany z jakiejkolwiek sympatii dla polskości? Dlaczego tak zręcznie ignoruje katolicki rdzeń tożsamości Polaków?

Spod czyjego pędzla wyszło największe rozmiarami płótno w dziale poświęconym polskiej religijności? Nie, to nie „Kobiety modlące się w kruchcie” Mieczysława Reyznera, (olej, płótno, 1902), lecz namalowany przez Jarosława Modzelewskiego „Diakon” (tempera, płótno, 2000), o którym w katalogu wystawy czytamy: Motyw wykorzystany na obrazie można zinterpretować jako wątek chrześcijański w twórczości Modzelewskiego, a tytułowa postać odnosi się do najstarszych tradycji w kościele katolickim (zachowana pisownia noty katalogowej!).

Wprawdzie z ortografią polską w zespole MNK coś słabo, ale przynajmniej autor noty starał się nie odbiec zbytnio od prawdy materialnej, o czym dobrze wiedzą ci, którzy znają takie przejawy „chrześcijańskich wątków” w twórczości Modzelewskiego, jak np. obraz „Pierwsza komunia” (olej, płótno, 1986).

Kurator wystawy ma chyba jakąś predylekcję do drażniącej obcości malowideł członka słynnej Gruppy, bo w dziale poświęconym polskim tradycjom militarnym – obok m.in. rysunku Grottgera z cyklu Lithuania, obrazu „Ksiądz Skorupka” pędzla Wiktora Gutowskiego, szabli i półzbroi husarskiej oraz pistoletu wz. 35 VIS – pojawia się kolejne płótno tego klasyka współczesności, z dość kuriozalnym opisem. „Zabijanie świni” (olej, płótno, 1983): Obraz jest manifestem i demonstracją bezkompromisowej postawy artysty w okresie stanu wojennego. „Czerwonymi świniami” nazywano członków aparatu reżimu komunistycznego w PRL.

Jeśli nawet Jarosław Modzelewski faktycznie z taką intencją malował swój obraz, to – jak dowodnie pokazał to rozwój wypadków przed i po roku 1989 – trudno uznać, że zawarte w nim przesłanie stanowi istotną i praktykowaną część polskiego dziedzictwa narodowego. Różnych takich „rewelacji” historycznych jest zresztą w tym katalogu więcej. Ciekawa lektura. Pytanie, czy pouczająca.
 
Waldemar Żyszkiewicz  
 
 
Underground, czyli zejście do Piwniczki

http://www.tysol.pl/a12725-Waldemar-Zyszkiewicz-Zeby-Polska-byla-Polska-Zrob-to-sam

http://www.tysol.pl/a12390-Waldemar-Zyszkiewicz-Buciki-Zofii-Romaszewskiej

http://www.tysol.pl/a12085-Waldemar-Zyszkiewicz-Obywatele-bez-honoru-i-bezsilne-panstwo

http://www.tysol.pl/a11919-Waldemar-Zyszkiewicz-Prezydent-wszystkich-Polakow-Mylna-i-szkodliwa-kalka-jezykowa

http://www.tysol.pl/a10793-Waldemar-Zyszkiewicz-Donald-o-ktorego-za-duzo-Szkice-do-portretu

http://www.tysol.pl/a10410-Waldemar-Zyszkiewicz-Trawa-z-metra-czyli-organizowana-spontanicznosc

http://www.tysol.pl/a9884-Waldemar-Zyszkiewicz-Bic-sie-czy-sie-nie-bic-Wspolczesne-aspekty-antypowstanczej-propagandy

http://www.tysol.pl/a9795-Waldemar-Zyszkiewicz-Falszywe-prawa-czlowieka


 

Polecane