Tȟašúŋke Witkó: Koalicja chętnych militarnych golasów

Co musisz wiedzieć:
- Spotkanie Trump–Putin na Alasce określono jako „konstruktywne”, ale nie ogłoszono zawieszenia broni ani konkretnych uzgodnień
- Po spotkaniu Donalda Trumpa z Władimirem Putinem w alaskańskim Anchorage, odżyła idea europejskiej tak zwanej „koalicji chętnych”
Muszę też napomknąć, że ostatnie sekundy materiału ukazują czerwoną, nieogoloną i przepitą twarz wojaka przyodzianego w polski uniform, wznoszącego w ekstazie jakieś niezrozumiałe okrzyki. Obecne, pełne oburzenia milczenie moich Czytelników, którzy przeczytali wcześniejsze zdania tłumaczę sobie ogarniającym Was stuporem, który doskonale rozumiem. Wiem również, że przywołanego obrazu nie oglądaliście. Zresztą, nie mogliście go widzieć, gdyż najprawdopodobniej nic takiego jeszcze nie powstało, ale – jeśli w głowach naszych rządzących zalęgnie się myśl, by wysłać kontyngent zbrojny w strefę rozgraniczenia sił ukraińskich i rosyjskich, to zaręczam Państwu, że podobne do wyżej opisanego i jeszcze bardziej obrzydliwe treści obiegną świat, a Wojsku Polskiemu na dekady zostanie przypięta łatka zbrodniarzy wojennych.
Koalicja chętnych… militarnych golasów
Po spotkaniu Donalda Trumpa z Władimirem Putinem w alaskańskim Anchorage, odżyła idea tak zwanej „koalicji chętnych”, czyli państw, które – używając swoich możliwości dyplomatycznych i militarnych – chciałby spróbować najpierw zakończyć zbrojne starcie Moskwy z Kijowem, a następnie wprowadzić uzbrojone formacje, coś na kształt sił rozjemczych, pomiędzy walczące wojska. Naturalnie, prym wiodą tutaj najwięksi gracze Europy, czyli: Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Stanowisko Berlina i Paryża jest całkowicie zrozumiałe, gdyż te stolice chcą jak najszybciej powrócić do korzystnej wymiany handlowej z Moskwą, a Londyn zaktywizował się w celu zaznaczenia swojej pozycji i siły głosu na Starym Kontynencie. Problem w tym, że teraz potrzebni są faktyczni wykonawcy przedsięwzięcia, czyli kraje posiadające nowoczesne czołgi, bojowe wozy piechoty, działa, samoloty i śmigłowce. Do tego niezbędna jest ekipa zaprawionych w bojach dowódców i sztabowców, którzy będą w stanie sprawnie kierować w polu podległymi siłami. Jak Państwo sądzą, kto jest idealnym kandydatem do wystawienia pierwszego rzutu? Naturalnie, Warszawa, gdyż po przekazaniu Ukrainie poradzieckiego sprzętu, od roku 2022, rząd Zjednoczonej Prawicy skokowo unowocześniał armijny park maszynowy. Wszyscy w Europie chcą zarabiać na odbudowie zniszczonego Zadnieprza, ale – ponieważ są militarnymi golasami – poszukują najchętniejszego z chętnych, by ten przetarł szlaki.
Przegląd sił
Latem 2021 roku Niemcy pokazali, co warta jest Bundeswehra, która w takim pośpiechu i popłochu opuszczała afgański Mazar-i Szarif, że zostawiła na pastwę nacierających talibów swoich lokalnych współpracowników, którzy latami wspierali działania żołnierzy znad Sprewy. Gemajni nie zapomnieli natomiast o ewakuacji tysięcy litrów piwa i innych zapasów, co świadczy o ich priorytetach. Francuzi okazali się bezradni w ubiegłym roku, kiedy po puczach w Mali, Burkina Faso i Nigrze, ich wojska z podwiniętym ogonem opuściły Afrykę. Hiszpania jest na wieki skompromitowana od czasu, kiedy jej żołnierze uciekli z Iraku wiosną 2004 roku, tuż po atakach na madryckie metro. Włosi zaś mają zapisaną haniebną kartę, gdy na jaw wyszło, że płacili talibom pieniądze, by ci nie atakowali baz żołnierzy z Italii. Realną siłę stanowią jedynie Brytyjczycy, ale to zdecydowanie za mało, by iść z nimi na międzynarodową awanturę. Zresztą, proszę, abyście Państwo rozważanie me postrzegali wyłącznie jako deliberacje teoretyczne, bowiem bez USA siły rozjemcze – przynajmniej w najbliższym czasie – raczej nie powstaną.
Kreml czeka na okazję
Zaryzykuję tezę, że zanim jeszcze wprowadzilibyśmy na Ukrainę jakikolwiek pododdział naszych żołnierzy, stalibyśmy się – jako państwo przez Moskwę najbardziej znienawidzone – głównym celem ataków rosyjskiej propagandy. Napisałem we wstępie, co ujrzeliby widzowie w Lizbonie i Tokio, a do tego świat obiegłyby wieści o innych bestialstwach, których dopuszczają się polscy żołnierze. Dla ludzi z drugiego końca globu bez znaczenia byłoby, że obrazy zrobiono topornie, gdzieś w katakumbach mieszczących moskiewską machinę dezinformacji, gdyż – jak pisał Mark Twain – „Kłamstwo obiegnie cały świat, zanim prawda zdąży włożyć buty”. Dodam, że polski żołnierz musi pozostać na rodzimej ziemi, aby tutaj doskonalić się w wojennym rzemiośle, na nowym, wciąż dostarczanym sprzęcie, po to, by stanowić najgroźniejszy element odstraszający ewentualne, przyszłe imperialne zapędy Moskwy.
Oczywiście, jesteśmy gotowi wziąć udział w takowej operacji zbrojnej, ale na głębokich tyłach. Możemy wspierać logistycznie oddziały spod sztandaru ONZ operujące na Ukrainie, rozwijać dla nich szpitale polowe, ochraniać szlaki komunikacyjne i zapewniać rozrywki kulturalne, ale pod żadnym pozorem nie możemy znaleźć się na pierwszej linii, bo napytamy sobie strasznej biedy; to byłoby proszenie się o kłopoty, których mamy tyle, że już więcej ich nie potrzebujemy.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 29 sierpnia 2025 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]