Jak polityka ws. Ukraińców ujawniła zapaść NFZ

O zapaści w ochronie zdrowia mówi się od dawna, wiele emocji wzbudzają w tym kontekście pacjenci i lekarze z Ukrainy. Jak jednak głosi mądra zasada – nie człowiek jest problemem, ale problemem jest… problem. Przyjrzyjmy się więc sprawie na chłodno, bez szukania kozłów ofiarnych, ale i bez idealizacji.
Sala szpitalna
Sala szpitalna / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autorki zapaść w polskiej ochronie zdrowia nie wynika z obecności Ukraińców, lecz z wieloletnich zaniedbań systemowych.
  • Preferencyjne zasady leczenia i zatrudniania dla uchodźców stworzyły realne poczucie niesprawiedliwości u polskich pacjentów, mimo że były finansowane z oddzielnych środków.
  • Coraz silniej wybrzmiewają apele o uporządkowanie zasad pracy lekarzy z Ukrainy i powrót do normalności opartej na jasnych, równych regułach.

 

Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że cierpiący, chory człowiek, pozbawiony dostępu do opieki zdrowotnej, może nie być w stanie wykrzesać z siebie empatii dla drugiego człowieka – inaczej niż być może byłoby to w sytuacji, gdyby nie odczuwał bólu.

 

„Walka o numerek”

Nie jest tajemnicą, że atmosfera w poczekalniach do lekarzy bywa nieprzyjemna, a legendarne już „walki o numerek” i powiedzonka: „Ja tylko chcę o coś zapytać” weszły już do języka potocznego. Nie sztuka jednak, będąc człowiekiem w miarę młodym i sprawnym, śmiać się z wyższością ze „starych bab”, które „nie mają co robić, więc chodzą po przychodniach”. Tego rodzaju zachowanie jest być może dla niektórych próbą oswojenia lęku przed własną przemijalnością, starzeniem się, cierpieniem i zależnością od innych. Co do tego mają pacjenci i lekarze z Ukrainy? Wiele. Do istniejących już wcześniej podziałów wśród pacjentów na młodych i starych, na biednych i bogatych, na korzystających z prywatnej służby zdrowia i na skazanych na NFZ doszła kolejna linia podziału – na Polaków i Ukraińców. Świat medyczny stał się zarówno przestrzenią okazywania wielkiego współczucia, empatii i solidarności z pokrzywdzonymi, jak i areną nadużyć, niesprawiedliwości i frustracji. W sytuacji, kiedy emocje sięgają zenitu – a w trakcie choroby, a tym bardziej zagrożenia życia – jest to zrozumiałe, łatwo obwiniać się wzajemnie, zamiast szukać rozwiązań.

 

Nasze własne BLM

Po 24 lutego 2022 roku Polska otworzyła granice i serca dla uchodźców zza wschodniej granicy, zapewniając im szerokie wsparcie m.in. w postaci możliwości nieodpłatnego korzystania z opieki medycznej oraz innych świadczeń socjalnych, w tym 800+. Lekarzom z Ukrainy zapewniono preferencyjne warunki pracy, dając im możliwość tymczasowego prawa do wykonywania zawodu bez konieczności nostryfikowania dyplomów, a jedynie na podstawie zgody ministra zdrowia.

Tradycyjna gościnność i ofiarność Polaków objawiła się po rosyjskiej agresji na Ukrainę w swojej najpiękniejszej odsłonie. Pojawiały się także głosy sceptyczne i trzeźwe pytania: „Czy nas na to stać?”, były one jednak zazwyczaj ucinane szantażami emocjonalnymi o braku empatii albo wyświechtanym jak ruska onuca wyzywaniem od tychże. Polska stała się w lutym 2022 roku jedną „Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy”, a Owsiakowe serduszka zastąpiły niebiesko-żółte kokardki. Było to – podobnie jak w przypadku wspierania WOŚP-u – podyktowane najszerszymi odruchami serca, ale także, niestety, pewną dozą naiwności. W efekcie dorobiliśmy się własnego „Black Lives Matter”, kiedy to każdy, kto powiedział coś złego o dowolnym przybyszu zza wschodniej granicy, stawał się automatycznie sojusznikiem Putina – podobnie jak w USA każdy, kto ośmielił się powiedzieć coś na temat przestępstw dokonywanych przez czarnoskórych, dorabiał się łatki zwolennika apartheidu.

Zmiana

Uciszanie zdrowej krytyki (nie mówię tu, rzecz jasna, o hejcie, bo i z nim mamy do czynienia) w imię politycznej poprawności nigdy nie przynosi dobrych owoców. Na szczęście ta bańka pęka, zanim napięcia społeczne nie sięgnęły w Polsce zenitu. W przypadku pacjentów i lekarzy z Ukrainy zaczyna być po prostu normalnie – to znaczy, że kończą się przywileje, a zaczyna zwyczajne życie. Jak mawia ciocia mojej koleżanki:

„Gościem jesteś tylko przez pierwszą dobę, później wspólnie z nami zmywasz, sprzątasz i gotujesz”.

Wielu Ukraińców stosuje zresztą tę zasadę od początku swojego pobytu w Polsce, ucząc się języka i rzetelnie pracując.

 

Bezpieczna przystań

Jedną z takich osób jest moja rozmówczyni, pani Julia Borysenko, lekarz stomatolog, która przybyła do Polski jako uchodźca wojenny z zajętego przez rosyjskich okupantów miasta Energodar leżącego w południowo-wschodniej części Ukrainy.

– Nigdy nie sądziłam, że będę mieszkać w Polsce, a jednak tak się stało. Uciekłam tutaj przed wojną z dwójką małych dzieci, bliźniaków. Pod swój dach przyjęła mnie Polka, pani Grażyna z Rumi, mieszkałam u niej przez pierwsze trzy miesiące. Dziś jest moją dobrą koleżanką, a moje dzieci kocha jak własne wnuki

– opowiada mi pani Julia.

– W Polsce nauczyłam się języka i zdobyłam dodatkowe kwalifikacje z chirurgii, implantologii i protetyki, 20 lat po ukończeniu studiów musiałam na nowo usiąść do książek i zdać egzaminy. Zdałam też egzamin z języka polskiego, nostryfikowałam dyplom i otworzyłam dwie kliniki stomatologiczne – w Gdańsku i w Gdyni. I chyba wszystko jest już na dobrej drodze do stabilizacji

– mówi lekarka. Większość pacjentów pani Julii to Ukraińcy i Białorusini, zdarzają się także Polacy. Jak podkreśla, w Polsce czuje się dobrze i choć tęskni za swoją ojczyzną, nie sądzi, żeby miała tam do czego wracać.

– Urodziłam się w Azerbejdżanie i potem uciekałam stamtąd przed wojną. Zamieszkałam na Ukrainie, którą też dotknęła wojna. Teraz jestem w Polsce i mam nadzieję, że znalazłam już swoją bezpieczną przystań

– wzdycha pani Julia.

– Ze strony Polaków nie spotkałam się ani razu z żadną dyskryminacją ani nieprzyjemnym zachowaniem

– podkreśla. I mam nadzieję, że tak pozostanie, bo przecież Polska otworzyła granice z myślą dokładnie o takich osobach, jak właśnie pani Julia.

 

Korupcja 

Nie jest jednak tajemnicą – co zresztą pokazuje niedawna afera korupcyjna na szczytach władzy na Ukrainie – że każdy chaos, nie mówiąc już o warunkach wojennych, daje okazję ludziom nieuczciwym do wykorzystywania na swoją korzyść luk prawnych, do żerowania na czyjejś naiwności, krótko mówiąc – do cwaniactwa. I, tak jak chętnie krytykujemy w tej dziedzinie własny naród, nie widzę powodu, żeby idealizować naród ościenny, pod wieloma względami doświadczony podobnym do naszego dziedzictwem – komunizmem, w którym „kombinowanie” stawało się sposobem na przeżycie.

– Stworzono bałagan prawny

– mówił niedawno na konferencji prasowej prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, apelując do rządu o uporządkowanie kwestii nostryfikowania dyplomów przez lekarzy z Ukrainy.

O ile obwinianie Ukraińców za zapaść chwiejącej się przecież od dawna (a zwłaszcza od czasów covidu) polskiej ochrony zdrowia, jest niesprawiedliwe, o tyle trudno też dziwić się emocjom Polaków, którzy choć latami płacili niemałe przecież składki na Narodowy Fundusz Zdrowia, bywali świadkami, jak z tych samych zabiegów medycznych, na które oni czekali miesiącami lub nawet latami, Ukraińcy korzystali od ręki.

 

Pomoc międzynarodowa

Marcin Jachimiak, ratownik medyczny i pielęgniarz z Fundacji Medycy Medykom – Dialog w Leczeniu tłumaczył ten mechanizm w rozmowie z Krzysztofem Woźniakiem, autorem podcastu „Wideoprezentacje”:

– Powstawały specjalne fragmenty budżetu samorządowego lub fragmenty budżetu wykrojone z Narodowego Funduszu Zdrowia, które w momencie, kiedy mieliśmy bardzo duży napływ migrantów, dawały dodatkowe środki na wizyty dla nich.

Ratownik zaznaczył, że w praktyce mogło to oznaczać, że polscy pacjenci byli zapisani do specjalistów na terminy odległe o kilka lat, podczas gdy równolegle na te same zabiegi ukraińscy pacjenci dostawali się bardzo szybko. Działo się tak także z tego powodu, że do Polski trafiała pomoc międzynarodowa przeznaczona na wsparcie dla uchodźców wojennych, a nie na leczenie obywateli kraju niebędącego w stanie wojny.

 

Ku normalności

Trudno winić chorych ludzi potrzebujących pomocy, że z tej pomocy korzystali. Trudno jednak dziwić się innym, równie chorym i potrzebującym, którzy jej nie otrzymywali. Reagowanie na ich zrozumiałą frustrację wyzywaniem od „onuc” było głęboko niesprawiedliwe i tylko przyczyniło się do pogłębienia podziałów pomiędzy Polakami a Ukraińcami – czego zapewne można byłoby choć częściowo uniknąć, gdyby zamiast poprawności politycznej i szantaży emocjonalnych od początku stosowano rzeczową argumentację.

Być może jesteśmy na dobrej drodze do jako takiej normalności w tych kwestiach, a głos przedstawicieli izb lekarskich, od kilku lat apelujących o sprawiedliwe i racjonalne zasady otrzymywania przez lekarzy z Ukrainy prawa do wykonywania zawodu na terenie Polski (do tej pory panowała tutaj, delikatnie mówiąc, dość duża uznaniowość, swoboda i rozmycie odpowiedzialności), zostanie nareszcie usłyszany. Szkoda tylko, że najbardziej prawdopodobny finał polsko-ukraińskich zmagań z ochroną zdrowia jest taki, że przedstawicieli obu naszych narodów połączy zgodne narzekanie na Narodowy Fundusz Zdrowia.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Draghi wezwał do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy z ostatniej chwili
Draghi wezwał do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy

Jak informuje włoski portal EUNews, autor raportu o konkurencyjności Mario Draghi wezwał do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy.

Robert Bąkiewicz: Skandaliczne działania Policji ws. ataku koktajlami Mołotowa na działaczy ROG wideo
Robert Bąkiewicz: Skandaliczne działania Policji ws. ataku koktajlami Mołotowa na działaczy ROG

Jak poinformował Robert Bąkiewicz (Ruch Obrony Granic) na antenie Telewizji Republika, Policja wstępnie kwalifikuje nocny atak koktajlami Mołotowa na dom Beaty i Roberta Fijałkowskich jako... "zniszczenie mienia", a nie próbę zabójstwa.

Wojna z ICE. Donald Trump obiecał powstrzymanie nielegalnej imigracji i to robi tylko u nas
Wojna z ICE. Donald Trump obiecał powstrzymanie nielegalnej imigracji i to robi

Donald Trump wygrał wybory prezydenckie obiecując powstrzymanie nielegalnej imigracji oraz deportowanie nielegalnych imigrantów. W pierwszej kolejności tych, którzy popełnili przestępstwa.

Wnuk Więźnia: Auschwitz nie wolno zamykać przed Rodzinami Ofiar tylko u nas
Wnuk Więźnia: Auschwitz nie wolno zamykać przed Rodzinami Ofiar

Niedawno minęło 81 lat od otwarcia bram piekła Auschwitz. 31 lat temu stałem tu razem z moim dziadkiem, Śp. Józefem Konradem Cezakiem.

Wielka umowa handlowa USA - Indie z ostatniej chwili
Wielka umowa handlowa USA - Indie

Prezydent USA Donald Trump poinformował w poniedziałek o zawarciu porozumienia handlowego z Indiami, które obniży cła na towary z Indii z 25 do 18 proc. Trump powiedział też, że premier kraju Narendra Modi zobowiązał się wstrzymać zakupy rosyjskiej ropy naftowej.

Prezydent ułaskawił trzy osoby z ostatniej chwili
Prezydent ułaskawił trzy osoby

Postanowieniami z dnia 2 lutego 2026 r. Prezydent RP Karol Nawrocki zastosował prawo łaski w stosunku do trzech osób – poinformował na platformie X rzecznik prasowy prezydenta Karola Nawrockiego dr Rafał Leśkiewicz.

Dron wylądował w jednostce wojskowej obok magazynu z uzbrojeniem z ostatniej chwili
Dron wylądował w jednostce wojskowej obok magazynu z uzbrojeniem

Jak poinformowało Radio Zet, w ubiegłą środę w jednostce wojskowej w Przasnyszu wylądował dron nieznanego pochodzenia. Upadł obok składu uzbrojenia. Żandarmeria Wojskowa prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

Współpraca niemiecko-włoska. Z dużej chmury mały deszcz tylko u nas
Współpraca niemiecko-włoska. Z dużej chmury mały deszcz

Premier Giorgia Meloni i kanclerz Friedrich Merz stanęli 23 stycznia w obliczu kamer i podkreślili współpracę obu narodów, świętując 75. rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych oraz przeprowadzając konsultacje międzyrządowe.

Neokomuniści nie kryją się już z planem „wielkiej podmiany” narodów w Europie tylko u nas
Neokomuniści nie kryją się już z planem „wielkiej podmiany” narodów w Europie

O planach „wielkiej podmiany” narodów w Europie słyszałam już wiele lat temu. Mówiło się o tym w Parlamencie Europejskim, ale i w kręgach służb specjalnych. Jeden z agentów brytyjskiego wywiadu miał stwierdzić podczas suto zakrapianej imprezy, że należy sprowadzać migrantów, ponieważ „there will be more shit to govern” (będzie więcej gówna do rządzenia nim).

Nieoficjalnie: Rozmowy USA–Iran coraz bliżej. Witkoff spotka się z szefem irańskiego MSZ z ostatniej chwili
Nieoficjalnie: Rozmowy USA–Iran coraz bliżej. Witkoff spotka się z szefem irańskiego MSZ

Specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa Steve Witkoff ma w piątek spotkać się w Stambule z szefem MSZ Iranu Abbasem Aragczim na rozmowy o potencjalnym porozumieniu nuklearnym - donosi w poniedziałek portal Axios. Byłoby to pierwsze spotkanie przedstawicieli dwóch krajów od ataku USA na Iran w 2025 roku.

REKLAMA

Jak polityka ws. Ukraińców ujawniła zapaść NFZ

O zapaści w ochronie zdrowia mówi się od dawna, wiele emocji wzbudzają w tym kontekście pacjenci i lekarze z Ukrainy. Jak jednak głosi mądra zasada – nie człowiek jest problemem, ale problemem jest… problem. Przyjrzyjmy się więc sprawie na chłodno, bez szukania kozłów ofiarnych, ale i bez idealizacji.
Sala szpitalna
Sala szpitalna / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autorki zapaść w polskiej ochronie zdrowia nie wynika z obecności Ukraińców, lecz z wieloletnich zaniedbań systemowych.
  • Preferencyjne zasady leczenia i zatrudniania dla uchodźców stworzyły realne poczucie niesprawiedliwości u polskich pacjentów, mimo że były finansowane z oddzielnych środków.
  • Coraz silniej wybrzmiewają apele o uporządkowanie zasad pracy lekarzy z Ukrainy i powrót do normalności opartej na jasnych, równych regułach.

 

Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że cierpiący, chory człowiek, pozbawiony dostępu do opieki zdrowotnej, może nie być w stanie wykrzesać z siebie empatii dla drugiego człowieka – inaczej niż być może byłoby to w sytuacji, gdyby nie odczuwał bólu.

 

„Walka o numerek”

Nie jest tajemnicą, że atmosfera w poczekalniach do lekarzy bywa nieprzyjemna, a legendarne już „walki o numerek” i powiedzonka: „Ja tylko chcę o coś zapytać” weszły już do języka potocznego. Nie sztuka jednak, będąc człowiekiem w miarę młodym i sprawnym, śmiać się z wyższością ze „starych bab”, które „nie mają co robić, więc chodzą po przychodniach”. Tego rodzaju zachowanie jest być może dla niektórych próbą oswojenia lęku przed własną przemijalnością, starzeniem się, cierpieniem i zależnością od innych. Co do tego mają pacjenci i lekarze z Ukrainy? Wiele. Do istniejących już wcześniej podziałów wśród pacjentów na młodych i starych, na biednych i bogatych, na korzystających z prywatnej służby zdrowia i na skazanych na NFZ doszła kolejna linia podziału – na Polaków i Ukraińców. Świat medyczny stał się zarówno przestrzenią okazywania wielkiego współczucia, empatii i solidarności z pokrzywdzonymi, jak i areną nadużyć, niesprawiedliwości i frustracji. W sytuacji, kiedy emocje sięgają zenitu – a w trakcie choroby, a tym bardziej zagrożenia życia – jest to zrozumiałe, łatwo obwiniać się wzajemnie, zamiast szukać rozwiązań.

 

Nasze własne BLM

Po 24 lutego 2022 roku Polska otworzyła granice i serca dla uchodźców zza wschodniej granicy, zapewniając im szerokie wsparcie m.in. w postaci możliwości nieodpłatnego korzystania z opieki medycznej oraz innych świadczeń socjalnych, w tym 800+. Lekarzom z Ukrainy zapewniono preferencyjne warunki pracy, dając im możliwość tymczasowego prawa do wykonywania zawodu bez konieczności nostryfikowania dyplomów, a jedynie na podstawie zgody ministra zdrowia.

Tradycyjna gościnność i ofiarność Polaków objawiła się po rosyjskiej agresji na Ukrainę w swojej najpiękniejszej odsłonie. Pojawiały się także głosy sceptyczne i trzeźwe pytania: „Czy nas na to stać?”, były one jednak zazwyczaj ucinane szantażami emocjonalnymi o braku empatii albo wyświechtanym jak ruska onuca wyzywaniem od tychże. Polska stała się w lutym 2022 roku jedną „Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy”, a Owsiakowe serduszka zastąpiły niebiesko-żółte kokardki. Było to – podobnie jak w przypadku wspierania WOŚP-u – podyktowane najszerszymi odruchami serca, ale także, niestety, pewną dozą naiwności. W efekcie dorobiliśmy się własnego „Black Lives Matter”, kiedy to każdy, kto powiedział coś złego o dowolnym przybyszu zza wschodniej granicy, stawał się automatycznie sojusznikiem Putina – podobnie jak w USA każdy, kto ośmielił się powiedzieć coś na temat przestępstw dokonywanych przez czarnoskórych, dorabiał się łatki zwolennika apartheidu.

Zmiana

Uciszanie zdrowej krytyki (nie mówię tu, rzecz jasna, o hejcie, bo i z nim mamy do czynienia) w imię politycznej poprawności nigdy nie przynosi dobrych owoców. Na szczęście ta bańka pęka, zanim napięcia społeczne nie sięgnęły w Polsce zenitu. W przypadku pacjentów i lekarzy z Ukrainy zaczyna być po prostu normalnie – to znaczy, że kończą się przywileje, a zaczyna zwyczajne życie. Jak mawia ciocia mojej koleżanki:

„Gościem jesteś tylko przez pierwszą dobę, później wspólnie z nami zmywasz, sprzątasz i gotujesz”.

Wielu Ukraińców stosuje zresztą tę zasadę od początku swojego pobytu w Polsce, ucząc się języka i rzetelnie pracując.

 

Bezpieczna przystań

Jedną z takich osób jest moja rozmówczyni, pani Julia Borysenko, lekarz stomatolog, która przybyła do Polski jako uchodźca wojenny z zajętego przez rosyjskich okupantów miasta Energodar leżącego w południowo-wschodniej części Ukrainy.

– Nigdy nie sądziłam, że będę mieszkać w Polsce, a jednak tak się stało. Uciekłam tutaj przed wojną z dwójką małych dzieci, bliźniaków. Pod swój dach przyjęła mnie Polka, pani Grażyna z Rumi, mieszkałam u niej przez pierwsze trzy miesiące. Dziś jest moją dobrą koleżanką, a moje dzieci kocha jak własne wnuki

– opowiada mi pani Julia.

– W Polsce nauczyłam się języka i zdobyłam dodatkowe kwalifikacje z chirurgii, implantologii i protetyki, 20 lat po ukończeniu studiów musiałam na nowo usiąść do książek i zdać egzaminy. Zdałam też egzamin z języka polskiego, nostryfikowałam dyplom i otworzyłam dwie kliniki stomatologiczne – w Gdańsku i w Gdyni. I chyba wszystko jest już na dobrej drodze do stabilizacji

– mówi lekarka. Większość pacjentów pani Julii to Ukraińcy i Białorusini, zdarzają się także Polacy. Jak podkreśla, w Polsce czuje się dobrze i choć tęskni za swoją ojczyzną, nie sądzi, żeby miała tam do czego wracać.

– Urodziłam się w Azerbejdżanie i potem uciekałam stamtąd przed wojną. Zamieszkałam na Ukrainie, którą też dotknęła wojna. Teraz jestem w Polsce i mam nadzieję, że znalazłam już swoją bezpieczną przystań

– wzdycha pani Julia.

– Ze strony Polaków nie spotkałam się ani razu z żadną dyskryminacją ani nieprzyjemnym zachowaniem

– podkreśla. I mam nadzieję, że tak pozostanie, bo przecież Polska otworzyła granice z myślą dokładnie o takich osobach, jak właśnie pani Julia.

 

Korupcja 

Nie jest jednak tajemnicą – co zresztą pokazuje niedawna afera korupcyjna na szczytach władzy na Ukrainie – że każdy chaos, nie mówiąc już o warunkach wojennych, daje okazję ludziom nieuczciwym do wykorzystywania na swoją korzyść luk prawnych, do żerowania na czyjejś naiwności, krótko mówiąc – do cwaniactwa. I, tak jak chętnie krytykujemy w tej dziedzinie własny naród, nie widzę powodu, żeby idealizować naród ościenny, pod wieloma względami doświadczony podobnym do naszego dziedzictwem – komunizmem, w którym „kombinowanie” stawało się sposobem na przeżycie.

– Stworzono bałagan prawny

– mówił niedawno na konferencji prasowej prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, apelując do rządu o uporządkowanie kwestii nostryfikowania dyplomów przez lekarzy z Ukrainy.

O ile obwinianie Ukraińców za zapaść chwiejącej się przecież od dawna (a zwłaszcza od czasów covidu) polskiej ochrony zdrowia, jest niesprawiedliwe, o tyle trudno też dziwić się emocjom Polaków, którzy choć latami płacili niemałe przecież składki na Narodowy Fundusz Zdrowia, bywali świadkami, jak z tych samych zabiegów medycznych, na które oni czekali miesiącami lub nawet latami, Ukraińcy korzystali od ręki.

 

Pomoc międzynarodowa

Marcin Jachimiak, ratownik medyczny i pielęgniarz z Fundacji Medycy Medykom – Dialog w Leczeniu tłumaczył ten mechanizm w rozmowie z Krzysztofem Woźniakiem, autorem podcastu „Wideoprezentacje”:

– Powstawały specjalne fragmenty budżetu samorządowego lub fragmenty budżetu wykrojone z Narodowego Funduszu Zdrowia, które w momencie, kiedy mieliśmy bardzo duży napływ migrantów, dawały dodatkowe środki na wizyty dla nich.

Ratownik zaznaczył, że w praktyce mogło to oznaczać, że polscy pacjenci byli zapisani do specjalistów na terminy odległe o kilka lat, podczas gdy równolegle na te same zabiegi ukraińscy pacjenci dostawali się bardzo szybko. Działo się tak także z tego powodu, że do Polski trafiała pomoc międzynarodowa przeznaczona na wsparcie dla uchodźców wojennych, a nie na leczenie obywateli kraju niebędącego w stanie wojny.

 

Ku normalności

Trudno winić chorych ludzi potrzebujących pomocy, że z tej pomocy korzystali. Trudno jednak dziwić się innym, równie chorym i potrzebującym, którzy jej nie otrzymywali. Reagowanie na ich zrozumiałą frustrację wyzywaniem od „onuc” było głęboko niesprawiedliwe i tylko przyczyniło się do pogłębienia podziałów pomiędzy Polakami a Ukraińcami – czego zapewne można byłoby choć częściowo uniknąć, gdyby zamiast poprawności politycznej i szantaży emocjonalnych od początku stosowano rzeczową argumentację.

Być może jesteśmy na dobrej drodze do jako takiej normalności w tych kwestiach, a głos przedstawicieli izb lekarskich, od kilku lat apelujących o sprawiedliwe i racjonalne zasady otrzymywania przez lekarzy z Ukrainy prawa do wykonywania zawodu na terenie Polski (do tej pory panowała tutaj, delikatnie mówiąc, dość duża uznaniowość, swoboda i rozmycie odpowiedzialności), zostanie nareszcie usłyszany. Szkoda tylko, że najbardziej prawdopodobny finał polsko-ukraińskich zmagań z ochroną zdrowia jest taki, że przedstawicieli obu naszych narodów połączy zgodne narzekanie na Narodowy Fundusz Zdrowia.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane