Skwieciński: Afera w NIK to tylko wierzchołek wielkiego problemu

Wyrok dla Krzysztofa Kwiatkowskiego to tylko wierzchołek większego problemu: polskie państwo od lat miota się między skrajnym upartyjnieniem a bezwładem instytucji, w których szefowie często nie mają realnej władzy nad własnymi strukturami.
Piotr Skwieciński
Piotr Skwieciński / Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora, sprawa Kwiatkowskiego pokazuje nie tylko powolność wymiaru sprawiedliwości, lecz przede wszystkim chaos w polskim państwie.
  • Autor ostrzega, że Polska dryfuje między dwoma skrajnościami: partyjnym autokratyzmem a „konfederacyjnym” rozdrobnieniem władzy.

 

Co lepsze?

Były prezes NiK (dziś – senator KO) Krzysztof Kwiatkowski dostał właśnie 8 miesięcy w zawieszeniu za nadużycie władzy. Sprawa dotyczy roku 2013, a prokuratura wystąpiła o uchylenie immunitetu w roku 2015, czyli dziesięć lat temu. Młyny sprawiedliwości mielą powoli, wiadomo, ale dekada na rozstrzygnięcie (nieprawomocne!) to jednak smętny symbol stanu Rzeczypospolitej. Ale akurat nie o tę chorobę państwa głównie mi tu chodzi, bo w sprawie można dopatrzeć się innych, poważniejszych.

Kwiatkowskiemu zarzucano, że uzgadniał z drugim skazanym, politykiem PSL Janem Burym, obsadę stanowisk w delegaturach Izby. PSL poparło Kwiatkowskiego, gdy prezesa wybierano, i oczekiwało od niego wdzięczności. Oczywiście – zaakceptowanie ingerencji polityków w takie sprawy w instytucji, mającej z definicji być wolną od wpływów zewnętrznych, jest naganne.

 

Szef bez wpływu na nic?

Tylko że tzw. tembr głosów w sprawie Kwiatkowskiego bynajmniej nie ograniczał się ani nawet nie koncentrował na tym, że miał on wykazać niewłaściwą spolegliwość wobec polityka. To szło dalej. Z tonu relacjonujących sprawę mediów i komentatorów można było odczytać przeświadczenie, że zły jest już sam fakt, iż prezes NiK w jakikolwiek sposób próbował wywrzeć wpływ na to, kto będzie stał na czele terenowych delegatur tego urzędu. I tu zaczynam się denerwować.

Bo jak można w ogóle wymyślić taką konstrukcję, w której szef instytucji ma nie mieć wpływu na obsadę stanowisk swoich kluczowych współpracowników? Przecież wtedy nie będzie jej szefem. Będzie co najwyżej koordynatorem luźnego związku tworzących ją jednostek – terytorialnych czy merytorycznych.
Jeśli tak, to wymaganie, by odpowiadał za działania teoretycznie podległej mu instytucji, byłoby mocno przesadne. Czy ktoś, kto ma jakąkolwiek dozę chęci, by na swoim stanowisku coś rzeczywiście robić, a nie ograniczyć się do piastowania funkcji i pobierania pensji, może zaakceptować taką sytuację? Nie może.

 

Wielka abdykacja

Z własnego doświadczenia coś wiem o takich sytuacjach. Byłem bowiem ambasadorem. A w polskim systemie ambasador w zasadzie nie ma wpływu na obsadę placówki, którą ma kierować. Łącznie, podkreślmy to, ze stanowiskiem swojego zastępcy. To znaczy, wpływ czasami miewa – nieformalny, o ile jest tzw. silnym człowiekiem MSZ, ustawionym w warszawskiej centrali. Wtedy może zadziałać skutecznie w celu usunięcia z ambasady kogoś, kogo uważa za nie sprawdzającego się. Ale jeśli nie ma w ministerstwie takiej pozycji? No to nie może, i tyle. Czy jest więc naprawdę szefem placówki? Pytanie retoryczne. Czy w sytuacji, w której na czele instytucji stoi ktoś, kto panuje, ale nie rządzi, może ona działać efektywnie? Nie chce mi się stawiać kropki.

W Polsce długie lata po ’89 roku istniał system polegający na postępującym abdykowaniu państwa z zarządzania i odpowiedzialności za kolejne sfery życia publicznego. Na oddawaniu ich w pacht czy to urzędnikom, czy to de facto uwłaszczającym się na nich lokalnym (terytorialnym lub profesjonalnym) elitom. Państwo dryfowało w stronę czegoś w rodzaju konfederacji grup interesu, „czapy” nad nimi. PiS próbowało z tym walczyć, wywrócić ten system do góry nogami, i wpadło w drugą skrajność. A dziś kontrrewolucja Donalda Tuska ze strachu przed PiS-owską recydywą urządza nam, paradoksalnie, wręcz coś na kształt autokratyzmu. Czyli – niby wszystko się zmieniło.

Obawiam się jednak, że konfederacyjne prądy mogą w sprzyjających warunkach wrócić. Odpowiadają bowiem czemuś bardzo głęboko zarytemu w polskim systemie myślowym. Czemuś kojarzącemu się, mi przynajmniej, z wiekiem XVIII. Dodajmy – z polskim wiekiem XVIII, a nie francuskim czy angielskim.
Nie podejmuję się orzec, czy gorsze jest to, czy autokratyzm.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim gorące
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim

„Po pierwsze, NSA zadając pytanie TSUE w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa osób jednopłciowych, w świetle traktatu był zoobligowany uwzględnić odpowiedź TSUE, a zatem bezpośrednio to nie NSA wykazał się aktywizmem sędziowskim, ale TSUE” - oceniła na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc.

Wicepremier, szef MON i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział w piątek, że PSL złoży w Sejmie projekt ustawy, która ma być de facto „poprawioną wersją” przedstawionej propozycji prezydenta Karola Nawrockiego o tzw. polskim SAFE 0 proc. Projekt ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu.

Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją gorące
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją

„Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym” - napisał na platformie X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja).

Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli tylko u nas
Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli

Na posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Parlamentu Roberta Metsola poruszyła trzy główne tematy: konkurencyjność, energię i rozwój geopolityczny. Jeżeli ktokolwiek jednak sądził, że UE odejdzie od zielonego szaleństwa, jest w błędzie. Z wypowiedzi przewodniczącej Parlamentu Europejskiego jasno wynika, że UE, oficjalnie dla ratowania gospodarki, sięgnie po oszczędności obywateli.

Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza tylko u nas
Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza

„W kuluarach mówi się, że mniej więcej za pół roku, kiedy będzie połowa tej kadencji Parlamentu Europejskiego, może dojść do wymiany przewodniczącej Komisji Europejskiej, dlatego że Unia Europejska gospodarczo grzęźnie” - poinformowało portal Tysol.pl źródło w Unii Europejskiej.

Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka Wiadomości
Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka

Kilka tygodni po narodzinach dziecka zastępczyni dyrektor Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera została odwołana ze stanowiska. Jak podaje WP, decyzję podjęto 21 października, jednak w oficjalnym piśmie nie wskazano żadnego powodu.

Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny tylko u nas
Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny

Stosunek do wprowadzenia w Polsce waluty euro (czyli pozbycia się tak istotnego atrybutu niepodległego państwa jak własny pieniądz) – i zresztą stosunek do waluty euro w ogóle – nie jest kwestią ekonomii, lecz poglądów politycznych, a nawet wierzeń ideologicznych. Gdyby było inaczej, wszyscy ekonomiści musieliby mieć z grubsza jednakowy pogląd na sprawę, a tak nie jest. (Swoją drogą, gdyby ekonomiści znali się na pieniądzach, wszyscy musieliby być milionerami, a tak również nie jest).

Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania Wiadomości
Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania

Polski rząd nie jest zainteresowany budową wspólnego poligonu z Litwą przy granicy - poinformował wiceminister obrony Paweł Bejda. W środę litewski rząd zatwierdził budowę poligonu w Kopciowie, tuż przy granicy z Polską. Litewskie władze planowały, by w przyszłości odbywały się tam również wspólne ćwiczenia z żołnierzami z Polski.

Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry tylko u nas
Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry

Ursula von der Leyen podczas unijnego szczytu ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że nie dość, że UE nadal przyjmuje migrantów, to szefowa KE wcześniej wielokrotnie odnosiła się do wizji Richarda Coudenhove-Kalergiego, zgodnie z którą nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry, a elity – białe i wywodzące się ze społeczności żydowskich. Taką wizję Europy von der Leyen chce wcielić w życie.

REKLAMA

Skwieciński: Afera w NIK to tylko wierzchołek wielkiego problemu

Wyrok dla Krzysztofa Kwiatkowskiego to tylko wierzchołek większego problemu: polskie państwo od lat miota się między skrajnym upartyjnieniem a bezwładem instytucji, w których szefowie często nie mają realnej władzy nad własnymi strukturami.
Piotr Skwieciński
Piotr Skwieciński / Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora, sprawa Kwiatkowskiego pokazuje nie tylko powolność wymiaru sprawiedliwości, lecz przede wszystkim chaos w polskim państwie.
  • Autor ostrzega, że Polska dryfuje między dwoma skrajnościami: partyjnym autokratyzmem a „konfederacyjnym” rozdrobnieniem władzy.

 

Co lepsze?

Były prezes NiK (dziś – senator KO) Krzysztof Kwiatkowski dostał właśnie 8 miesięcy w zawieszeniu za nadużycie władzy. Sprawa dotyczy roku 2013, a prokuratura wystąpiła o uchylenie immunitetu w roku 2015, czyli dziesięć lat temu. Młyny sprawiedliwości mielą powoli, wiadomo, ale dekada na rozstrzygnięcie (nieprawomocne!) to jednak smętny symbol stanu Rzeczypospolitej. Ale akurat nie o tę chorobę państwa głównie mi tu chodzi, bo w sprawie można dopatrzeć się innych, poważniejszych.

Kwiatkowskiemu zarzucano, że uzgadniał z drugim skazanym, politykiem PSL Janem Burym, obsadę stanowisk w delegaturach Izby. PSL poparło Kwiatkowskiego, gdy prezesa wybierano, i oczekiwało od niego wdzięczności. Oczywiście – zaakceptowanie ingerencji polityków w takie sprawy w instytucji, mającej z definicji być wolną od wpływów zewnętrznych, jest naganne.

 

Szef bez wpływu na nic?

Tylko że tzw. tembr głosów w sprawie Kwiatkowskiego bynajmniej nie ograniczał się ani nawet nie koncentrował na tym, że miał on wykazać niewłaściwą spolegliwość wobec polityka. To szło dalej. Z tonu relacjonujących sprawę mediów i komentatorów można było odczytać przeświadczenie, że zły jest już sam fakt, iż prezes NiK w jakikolwiek sposób próbował wywrzeć wpływ na to, kto będzie stał na czele terenowych delegatur tego urzędu. I tu zaczynam się denerwować.

Bo jak można w ogóle wymyślić taką konstrukcję, w której szef instytucji ma nie mieć wpływu na obsadę stanowisk swoich kluczowych współpracowników? Przecież wtedy nie będzie jej szefem. Będzie co najwyżej koordynatorem luźnego związku tworzących ją jednostek – terytorialnych czy merytorycznych.
Jeśli tak, to wymaganie, by odpowiadał za działania teoretycznie podległej mu instytucji, byłoby mocno przesadne. Czy ktoś, kto ma jakąkolwiek dozę chęci, by na swoim stanowisku coś rzeczywiście robić, a nie ograniczyć się do piastowania funkcji i pobierania pensji, może zaakceptować taką sytuację? Nie może.

 

Wielka abdykacja

Z własnego doświadczenia coś wiem o takich sytuacjach. Byłem bowiem ambasadorem. A w polskim systemie ambasador w zasadzie nie ma wpływu na obsadę placówki, którą ma kierować. Łącznie, podkreślmy to, ze stanowiskiem swojego zastępcy. To znaczy, wpływ czasami miewa – nieformalny, o ile jest tzw. silnym człowiekiem MSZ, ustawionym w warszawskiej centrali. Wtedy może zadziałać skutecznie w celu usunięcia z ambasady kogoś, kogo uważa za nie sprawdzającego się. Ale jeśli nie ma w ministerstwie takiej pozycji? No to nie może, i tyle. Czy jest więc naprawdę szefem placówki? Pytanie retoryczne. Czy w sytuacji, w której na czele instytucji stoi ktoś, kto panuje, ale nie rządzi, może ona działać efektywnie? Nie chce mi się stawiać kropki.

W Polsce długie lata po ’89 roku istniał system polegający na postępującym abdykowaniu państwa z zarządzania i odpowiedzialności za kolejne sfery życia publicznego. Na oddawaniu ich w pacht czy to urzędnikom, czy to de facto uwłaszczającym się na nich lokalnym (terytorialnym lub profesjonalnym) elitom. Państwo dryfowało w stronę czegoś w rodzaju konfederacji grup interesu, „czapy” nad nimi. PiS próbowało z tym walczyć, wywrócić ten system do góry nogami, i wpadło w drugą skrajność. A dziś kontrrewolucja Donalda Tuska ze strachu przed PiS-owską recydywą urządza nam, paradoksalnie, wręcz coś na kształt autokratyzmu. Czyli – niby wszystko się zmieniło.

Obawiam się jednak, że konfederacyjne prądy mogą w sprzyjających warunkach wrócić. Odpowiadają bowiem czemuś bardzo głęboko zarytemu w polskim systemie myślowym. Czemuś kojarzącemu się, mi przynajmniej, z wiekiem XVIII. Dodajmy – z polskim wiekiem XVIII, a nie francuskim czy angielskim.
Nie podejmuję się orzec, czy gorsze jest to, czy autokratyzm.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane