Szwadron cymbałów Donalda Tuska

Największe kariery w partii Donalda Tuska robią gamonie, którzy dużo hałasują, ale kompletnie nie nadają się do pełnienia ważnych funkcji państwowych. Brak ogłady i inteligencji pozwala im na przekraczanie wszelkich granic dobrego smaku oraz logiki, ale też trafiać w gusta wyborców.
Cymbałki
Cymbałki / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Autor oskarża Donalda Tuska o budowanie partii opartej na lojalnych, ale niekompetentnych politykach, którzy awansują dzięki agresji i prymitywnej propagandzie.
  • Utrzymywanie władzy ma według tekstu polegać na marginalizowaniu bardziej samodzielnych postaci, co prowadzi do jałowienia Koalicji Obywatelskiej i braku realnego programu rządzenia.
  • Tekst wskazuje, że popularność takich polityków wynika z upadku standardów w samej inteligencji, który (zdaniem autora) reaguje na prostackie przekazy i legitymizuje „szwadrony cymbałów”.

 

Szwadron cymbałów

Właściwie trudno zrozumieć, skąd Donald Tusk ich wszystkich bierze. Gdy wydaje się, że Witold Zembaczyński („Osiem gwiazdek to hasło przewodnie mojej myśli politycznej”) zapewnił sobie zdecydowane zwycięstwo w konkursie na najgłupszego posła obecnego Sejmu, jak spod ziemi wyrasta poseł Konrad Frysztak („Przestępcą jest ten, któremu postawiono zarzuty”) i z zapamiętaniem walczy o laur. Nie odpuszczają im Dariusz Joński (miał przyjmować okulary i iPhona od oszusta) i Michał Szczerba („1 września świętujemy napad Niemiec na Polskę”), a za nimi podąża Arkadiusz Myrcha (tylko z artykułu prasowego zna historię swojego teścia, który ukrywał zabójstwo kierowcy ciężarówki).

Nie odpuszczają także panie – Kinga Gajewska, żona Arkadiusza Myrchy (zapomniała wpisać do rejestru majątkowego domu podarowanego od ojca o gangsterskiej przeszłości), Izabela Leszczyna („Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym występuje rak szyjki macicy”), Barbara Nowacka („polscy naziści”; „Polska emerytów sfrustrowanych przegranymi wyborami”) i oczywiście wymykająca się wszelkim rankingom Urszula Zielińska („W Polsce wieje wiatr narodowy”; „Transport rzeczny jest nieopłacalny, kraje europejskie się z niego wycofują”; „Jak nie świeci słońce, to wieje wiatr”).

Można by powiedzieć, że w dużym klubie parlamentarnym zawsze trafiają się osoby o niższym ilorazie inteligencji, bo poziom posłów jest odbiciem społeczeństwa. To oczywiście prawda, jednak w obecnej kadencji nagromadzenie tłumoków zasiadających w ławach rządzącej koalicji jest wyjątkowe. Możemy przecież dorzucić jeszcze ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego z jego pogłosem czy szefa Kancelarii Premiera Jana Grabca, który ma poważne problemy z ortografią. Nie chodzi więc tylko o statystykę, ale metodę działania partii, która podobno ma reprezentować polską inteligencję.

 

Ciągła czystka

Stale obniżający się poziom posłów Koalicji Obywatelskiej jest wynikiem sposobu kierowania tą formacją przez Donalda Tuska. Obecny premier od ponad dwóch dekad wycina ze swoich szeregów lub marginalizuje postaci wybitne lub przynajmniej wyrastające ponad przeciętność. W ten sposób z Platformą Obywatelską pożegnali się między innymi śp. Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita, śp. Paweł Śpiewak, Marek Biernacki czy Jacek Saryusz-Wolski. Na kompletny margines zostali wysłani Grzegorz Schetyna, Borys Budka, Cezary Grabarczyk czy Rafał Grupiński. W polityczny niebyt spychany jest właśnie Rafał Trzaskowski.

Mechanizm jest bardzo prosty – Tusk musi ciągle utrwalać i ugruntowywać swoją władzę. Rządzi nim obsesja stałego udowadniania, kto jest samcem alfa i kto pociąga za wszystkie sznurki. W takim zarządzaniu formacją nie ma miejsca nawet na najmniejsze słowa krytyki czy dyskusje o słuszności obranej przez niego polityki. Każdy głos krytyczny jest odbierany jako kwestionowanie przywództwa obecnego premiera, a w zasadzie jako zalążek spisku. Dlatego konieczne jest ciągłe żonglowanie lokalnymi liderami oraz utrzymywanie w kierownictwie stanu permanentnej niepewności. Nikt więc nie może być ani przez chwilę pewny swego stanowiska.

 

Kazus Kierwińskiego

Doskonałym przykładem jest wspomniany Marcin Kierwiński. Najpierw został ministrem spraw wewnętrznych i administracji, by nagle stracić stanowisko i zostać wystawionym – wbrew własnej woli – w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Następnie Tusk w trybie nagłym z Brukseli go odwołał – Kierwiński miał się o tym dowiedzieć z mediów – by powierzyć mu funkcję ministra odpowiedzialnego za likwidację skutków powodzi. Przy kolejnej rekonstrukcji rządu nieoczekiwanie wrócił do MSWiA, w którym zastąpił w pełni lojalnego wobec premiera Tomasza Siemoniaka.

Cała ta karuzela miała wyłącznie jeden cel – udowodnić, że los każdego, nawet tak silnego, zdawałoby się, polityka jak Kierwiński zależy od kaprysu jednego człowieka. Tusk pokazał, że jest panem politycznego życia i śmierci każdego polityka KO. Może awansować lub zesłać w niebyt.

 

Jałowe pole

Ten model zarządzania musi wywoływać jednak fatalne skutki. Po pierwsze, partia jałowieje, co widać dziś bardzo jaskrawo. Koalicja Obywatelska nie jest w stanie ani przyciągać do siebie działających na rynku zdolnych ekspertów, którzy chcieliby poświęcić swój czas i umiejętności dla zreformowania kraju. Jest wręcz przeciwnie – kolejne doświadczenia z instytutami badawczymi odstręczają specjalistów od zaangażowania się w modernizację państwa. Wolą oni trzymać się z boku i nie narażać na ataki ze strony prymitywnych, partyjnych kacyków, których celem jest jak najszybsze uzyskanie prywatnych korzyści, bo w każdej chwili mogą stracić stanowisko.

Konsekwencją tego, czyli po drugie, jest brak zdolności do skonstruowania realnego programu rządzenia. Celem sprawowania władzy stała się sama władza. Nawet jeśli oznacza to destrukcję państwa, jego organów, zaufania społecznego czy obniżanie pozycji międzynarodowej. Po trzecie, klub KO został niemal całkowicie wypłukany z postaci zdolnych do samodzielnego podejmowania decyzji. W sytuacji, w której najistotniejszą cechą jest ślepe oddanie wodzowi, przejawy własnej inicjatywy są tępione. Po czwarte wreszcie, premiowany jest brak zbytnich ambicji pięcia się w górę. Jeśli parlamentarzysta jest w stanie swoją energię wypalić w sposób korzystny dla partii, ale jednocześnie nie zgłaszać nawet najmniejszych pretensji przywódczych, może zyskiwać na znaczeniu. Przykładem takiego zachowania jest wspomniany poseł Frysztak, autor idiotycznych, ale jednocześnie pełnych nienawiści krótkich filmików publikowanych w mediach społecznościowych.
Pełniąc rolę internetowego hejtera i trolla, dochrapał się funkcji wiceprzewodniczącego Klubu Parlamentarnego KO. Doskonale zrozumiał, którędy wiedzie droga do politycznego sukcesu pod skrzydłami Tuska.

 

Fabryka głupoty

Przykłady Konrada Frysztaka i Witolda Zembaczyńskiego, który szerzej zaistniał w świadomości społecznej dzięki obecności w Komisji śledczej ds. Pegasusa, pokazują, jak bardzo zmieniła się polityka. Całkowicie przestała się liczyć fachowość, wiedza i umiejętność realizowania ważnych dla państwa celów. Największym atutem stało się realizowanie zadań propagandowych: podgrzewanie emocji, dezinformacja czy dehumanizowanie politycznych przeciwników.

Apogeum tego zjawiska nastąpiło przy okazji uchylenia immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Ani przez chwilę sprawa ta nie miała – i nie miała mieć – na celu merytorycznej oceny działalności byłego ministra sprawiedliwości. Nie dążyła do tego ani komisja śledcza (unikała przesłuchania Ziobry, by mieć możliwość doprowadzenia go do aresztu), ani prokuratura, która postawiła absurdalny zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej, jaką mieliby tworzyć ministrowie rządu PiS.

Chodziło więc wyłącznie o polityczną zemstę i zmuszenie PiS do obrony niepopularnego nawet wśród prawicowych wyborców ministra. O ile można zrozumieć tę strategię polityczną, o tyle jej praktyczne wykonanie przypominało seanse nienawiści z okresu stalinizmu. Zastępy posłów KO prześcigały się w zapowiedziach wsadzenia chorego na raka Zbigniewa Ziobry za kratki. Tu wszystkie, nawet najbardziej ohydne chwyty były dozwolone. Ponieważ jednak jedną z oznak głupoty jest brak umiaru, dobrego smaku i umiejętności samoograniczenia, poprzez media społecznościowe drugo- i trzecioplanowi posłowie PO wylali tak wiele nienawiści, że wzbudza to odruch wymiotny. Powoli odbija się to w nastrojach społecznych. KO jeszcze prowadzi w sondażach, ale według żadnego z nich nie utrzymuje władzy.

 

Odstraszanie umiarkowanych

Prymitywna agresja wywołuje niechęć zwłaszcza umiarkowanych wyborców, a dla nich Frysztak, Zembaczyński czy Joński są już nie do przyjęcia. Podobnie zresztą jak minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, którego działania popiera niewiele ponad trzydzieści procent Polaków, czyli dokładnie tyle, ile wynosi poparcie dla partii Tuska. Oznacza to, że pełne nienawiści przekazy mobilizują już niemal wyłącznie twardy elektorat Koalicji Obywatelskiej.

Prostaccy i prymitywni hejterzy już się jednak nie zmienią. Nie potrafią inaczej komunikować się z wyborcami, gdyż awansowali właśnie dzięki tym cechom osobowości i charakteru, które pozwalają im przekraczać granice przyzwoitości. Będą więc brnąć dalej ścieżką nienawiści, choć niechybnie prowadzi ona ku przepaści.

 

Lumpen inteligencja

Ci intelektualni gamonie nie wzięli się jednak znikąd. Jeśli ciągle trafiają do jednej trzeciej polskiego społeczeństwa, to znaczy, że ta grupa naszych rodaków właśnie tego oczekuje. Co więcej, KO przyciąga najliczniejszą część polskiej inteligencji. Frysztak, Zembaczyński czy Kierwiński reprezentują więc interesy najlepiej wykształconej warstwy naszej wspólnoty.

I tu dochodzimy do wyjątkowo smutnej refleksji. Inteligencja zamieniła się we wspólnotę miernot, która reaguje na najbardziej prymitywne przekazy ze strony wyjątkowo prostackich polityków. Nadawców i odbiorców łączą wspólne emocje, estetyka, bariera dobrego smaku i przyzwoitości. Szwadrony cymbałów mogą działać tylko dlatego, że czują poparcie milionów.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim gorące
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim

„Po pierwsze, NSA zadając pytanie TSUE w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa osób jednopłciowych, w świetle traktatu był zoobligowany uwzględnić odpowiedź TSUE, a zatem bezpośrednio to nie NSA wykazał się aktywizmem sędziowskim, ale TSUE” - oceniła na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc.

Wicepremier, szef MON i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział w piątek, że PSL złoży w Sejmie projekt ustawy, która ma być de facto „poprawioną wersją” przedstawionej propozycji prezydenta Karola Nawrockiego o tzw. polskim SAFE 0 proc. Projekt ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu.

Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją gorące
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją

„Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym” - napisał na platformie X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja).

Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli tylko u nas
Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli

Na posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Parlamentu Roberta Metsola poruszyła trzy główne tematy: konkurencyjność, energię i rozwój geopolityczny. Jeżeli ktokolwiek jednak sądził, że UE odejdzie od zielonego szaleństwa, jest w błędzie. Z wypowiedzi przewodniczącej Parlamentu Europejskiego jasno wynika, że UE, oficjalnie dla ratowania gospodarki, sięgnie po oszczędności obywateli.

Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza tylko u nas
Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza

„W kuluarach mówi się, że mniej więcej za pół roku, kiedy będzie połowa tej kadencji Parlamentu Europejskiego, może dojść do wymiany przewodniczącej Komisji Europejskiej, dlatego że Unia Europejska gospodarczo grzęźnie” - poinformowało portal Tysol.pl źródło w Unii Europejskiej.

Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka Wiadomości
Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka

Kilka tygodni po narodzinach dziecka zastępczyni dyrektor Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera została odwołana ze stanowiska. Jak podaje WP, decyzję podjęto 21 października, jednak w oficjalnym piśmie nie wskazano żadnego powodu.

Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny tylko u nas
Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny

Stosunek do wprowadzenia w Polsce waluty euro (czyli pozbycia się tak istotnego atrybutu niepodległego państwa jak własny pieniądz) – i zresztą stosunek do waluty euro w ogóle – nie jest kwestią ekonomii, lecz poglądów politycznych, a nawet wierzeń ideologicznych. Gdyby było inaczej, wszyscy ekonomiści musieliby mieć z grubsza jednakowy pogląd na sprawę, a tak nie jest. (Swoją drogą, gdyby ekonomiści znali się na pieniądzach, wszyscy musieliby być milionerami, a tak również nie jest).

Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania Wiadomości
Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania

Polski rząd nie jest zainteresowany budową wspólnego poligonu z Litwą przy granicy - poinformował wiceminister obrony Paweł Bejda. W środę litewski rząd zatwierdził budowę poligonu w Kopciowie, tuż przy granicy z Polską. Litewskie władze planowały, by w przyszłości odbywały się tam również wspólne ćwiczenia z żołnierzami z Polski.

Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry tylko u nas
Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry

Ursula von der Leyen podczas unijnego szczytu ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że nie dość, że UE nadal przyjmuje migrantów, to szefowa KE wcześniej wielokrotnie odnosiła się do wizji Richarda Coudenhove-Kalergiego, zgodnie z którą nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry, a elity – białe i wywodzące się ze społeczności żydowskich. Taką wizję Europy von der Leyen chce wcielić w życie.

REKLAMA

Szwadron cymbałów Donalda Tuska

Największe kariery w partii Donalda Tuska robią gamonie, którzy dużo hałasują, ale kompletnie nie nadają się do pełnienia ważnych funkcji państwowych. Brak ogłady i inteligencji pozwala im na przekraczanie wszelkich granic dobrego smaku oraz logiki, ale też trafiać w gusta wyborców.
Cymbałki
Cymbałki / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Autor oskarża Donalda Tuska o budowanie partii opartej na lojalnych, ale niekompetentnych politykach, którzy awansują dzięki agresji i prymitywnej propagandzie.
  • Utrzymywanie władzy ma według tekstu polegać na marginalizowaniu bardziej samodzielnych postaci, co prowadzi do jałowienia Koalicji Obywatelskiej i braku realnego programu rządzenia.
  • Tekst wskazuje, że popularność takich polityków wynika z upadku standardów w samej inteligencji, który (zdaniem autora) reaguje na prostackie przekazy i legitymizuje „szwadrony cymbałów”.

 

Szwadron cymbałów

Właściwie trudno zrozumieć, skąd Donald Tusk ich wszystkich bierze. Gdy wydaje się, że Witold Zembaczyński („Osiem gwiazdek to hasło przewodnie mojej myśli politycznej”) zapewnił sobie zdecydowane zwycięstwo w konkursie na najgłupszego posła obecnego Sejmu, jak spod ziemi wyrasta poseł Konrad Frysztak („Przestępcą jest ten, któremu postawiono zarzuty”) i z zapamiętaniem walczy o laur. Nie odpuszczają im Dariusz Joński (miał przyjmować okulary i iPhona od oszusta) i Michał Szczerba („1 września świętujemy napad Niemiec na Polskę”), a za nimi podąża Arkadiusz Myrcha (tylko z artykułu prasowego zna historię swojego teścia, który ukrywał zabójstwo kierowcy ciężarówki).

Nie odpuszczają także panie – Kinga Gajewska, żona Arkadiusza Myrchy (zapomniała wpisać do rejestru majątkowego domu podarowanego od ojca o gangsterskiej przeszłości), Izabela Leszczyna („Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym występuje rak szyjki macicy”), Barbara Nowacka („polscy naziści”; „Polska emerytów sfrustrowanych przegranymi wyborami”) i oczywiście wymykająca się wszelkim rankingom Urszula Zielińska („W Polsce wieje wiatr narodowy”; „Transport rzeczny jest nieopłacalny, kraje europejskie się z niego wycofują”; „Jak nie świeci słońce, to wieje wiatr”).

Można by powiedzieć, że w dużym klubie parlamentarnym zawsze trafiają się osoby o niższym ilorazie inteligencji, bo poziom posłów jest odbiciem społeczeństwa. To oczywiście prawda, jednak w obecnej kadencji nagromadzenie tłumoków zasiadających w ławach rządzącej koalicji jest wyjątkowe. Możemy przecież dorzucić jeszcze ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego z jego pogłosem czy szefa Kancelarii Premiera Jana Grabca, który ma poważne problemy z ortografią. Nie chodzi więc tylko o statystykę, ale metodę działania partii, która podobno ma reprezentować polską inteligencję.

 

Ciągła czystka

Stale obniżający się poziom posłów Koalicji Obywatelskiej jest wynikiem sposobu kierowania tą formacją przez Donalda Tuska. Obecny premier od ponad dwóch dekad wycina ze swoich szeregów lub marginalizuje postaci wybitne lub przynajmniej wyrastające ponad przeciętność. W ten sposób z Platformą Obywatelską pożegnali się między innymi śp. Zyta Gilowska, Jan Maria Rokita, śp. Paweł Śpiewak, Marek Biernacki czy Jacek Saryusz-Wolski. Na kompletny margines zostali wysłani Grzegorz Schetyna, Borys Budka, Cezary Grabarczyk czy Rafał Grupiński. W polityczny niebyt spychany jest właśnie Rafał Trzaskowski.

Mechanizm jest bardzo prosty – Tusk musi ciągle utrwalać i ugruntowywać swoją władzę. Rządzi nim obsesja stałego udowadniania, kto jest samcem alfa i kto pociąga za wszystkie sznurki. W takim zarządzaniu formacją nie ma miejsca nawet na najmniejsze słowa krytyki czy dyskusje o słuszności obranej przez niego polityki. Każdy głos krytyczny jest odbierany jako kwestionowanie przywództwa obecnego premiera, a w zasadzie jako zalążek spisku. Dlatego konieczne jest ciągłe żonglowanie lokalnymi liderami oraz utrzymywanie w kierownictwie stanu permanentnej niepewności. Nikt więc nie może być ani przez chwilę pewny swego stanowiska.

 

Kazus Kierwińskiego

Doskonałym przykładem jest wspomniany Marcin Kierwiński. Najpierw został ministrem spraw wewnętrznych i administracji, by nagle stracić stanowisko i zostać wystawionym – wbrew własnej woli – w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Następnie Tusk w trybie nagłym z Brukseli go odwołał – Kierwiński miał się o tym dowiedzieć z mediów – by powierzyć mu funkcję ministra odpowiedzialnego za likwidację skutków powodzi. Przy kolejnej rekonstrukcji rządu nieoczekiwanie wrócił do MSWiA, w którym zastąpił w pełni lojalnego wobec premiera Tomasza Siemoniaka.

Cała ta karuzela miała wyłącznie jeden cel – udowodnić, że los każdego, nawet tak silnego, zdawałoby się, polityka jak Kierwiński zależy od kaprysu jednego człowieka. Tusk pokazał, że jest panem politycznego życia i śmierci każdego polityka KO. Może awansować lub zesłać w niebyt.

 

Jałowe pole

Ten model zarządzania musi wywoływać jednak fatalne skutki. Po pierwsze, partia jałowieje, co widać dziś bardzo jaskrawo. Koalicja Obywatelska nie jest w stanie ani przyciągać do siebie działających na rynku zdolnych ekspertów, którzy chcieliby poświęcić swój czas i umiejętności dla zreformowania kraju. Jest wręcz przeciwnie – kolejne doświadczenia z instytutami badawczymi odstręczają specjalistów od zaangażowania się w modernizację państwa. Wolą oni trzymać się z boku i nie narażać na ataki ze strony prymitywnych, partyjnych kacyków, których celem jest jak najszybsze uzyskanie prywatnych korzyści, bo w każdej chwili mogą stracić stanowisko.

Konsekwencją tego, czyli po drugie, jest brak zdolności do skonstruowania realnego programu rządzenia. Celem sprawowania władzy stała się sama władza. Nawet jeśli oznacza to destrukcję państwa, jego organów, zaufania społecznego czy obniżanie pozycji międzynarodowej. Po trzecie, klub KO został niemal całkowicie wypłukany z postaci zdolnych do samodzielnego podejmowania decyzji. W sytuacji, w której najistotniejszą cechą jest ślepe oddanie wodzowi, przejawy własnej inicjatywy są tępione. Po czwarte wreszcie, premiowany jest brak zbytnich ambicji pięcia się w górę. Jeśli parlamentarzysta jest w stanie swoją energię wypalić w sposób korzystny dla partii, ale jednocześnie nie zgłaszać nawet najmniejszych pretensji przywódczych, może zyskiwać na znaczeniu. Przykładem takiego zachowania jest wspomniany poseł Frysztak, autor idiotycznych, ale jednocześnie pełnych nienawiści krótkich filmików publikowanych w mediach społecznościowych.
Pełniąc rolę internetowego hejtera i trolla, dochrapał się funkcji wiceprzewodniczącego Klubu Parlamentarnego KO. Doskonale zrozumiał, którędy wiedzie droga do politycznego sukcesu pod skrzydłami Tuska.

 

Fabryka głupoty

Przykłady Konrada Frysztaka i Witolda Zembaczyńskiego, który szerzej zaistniał w świadomości społecznej dzięki obecności w Komisji śledczej ds. Pegasusa, pokazują, jak bardzo zmieniła się polityka. Całkowicie przestała się liczyć fachowość, wiedza i umiejętność realizowania ważnych dla państwa celów. Największym atutem stało się realizowanie zadań propagandowych: podgrzewanie emocji, dezinformacja czy dehumanizowanie politycznych przeciwników.

Apogeum tego zjawiska nastąpiło przy okazji uchylenia immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Ani przez chwilę sprawa ta nie miała – i nie miała mieć – na celu merytorycznej oceny działalności byłego ministra sprawiedliwości. Nie dążyła do tego ani komisja śledcza (unikała przesłuchania Ziobry, by mieć możliwość doprowadzenia go do aresztu), ani prokuratura, która postawiła absurdalny zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej, jaką mieliby tworzyć ministrowie rządu PiS.

Chodziło więc wyłącznie o polityczną zemstę i zmuszenie PiS do obrony niepopularnego nawet wśród prawicowych wyborców ministra. O ile można zrozumieć tę strategię polityczną, o tyle jej praktyczne wykonanie przypominało seanse nienawiści z okresu stalinizmu. Zastępy posłów KO prześcigały się w zapowiedziach wsadzenia chorego na raka Zbigniewa Ziobry za kratki. Tu wszystkie, nawet najbardziej ohydne chwyty były dozwolone. Ponieważ jednak jedną z oznak głupoty jest brak umiaru, dobrego smaku i umiejętności samoograniczenia, poprzez media społecznościowe drugo- i trzecioplanowi posłowie PO wylali tak wiele nienawiści, że wzbudza to odruch wymiotny. Powoli odbija się to w nastrojach społecznych. KO jeszcze prowadzi w sondażach, ale według żadnego z nich nie utrzymuje władzy.

 

Odstraszanie umiarkowanych

Prymitywna agresja wywołuje niechęć zwłaszcza umiarkowanych wyborców, a dla nich Frysztak, Zembaczyński czy Joński są już nie do przyjęcia. Podobnie zresztą jak minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, którego działania popiera niewiele ponad trzydzieści procent Polaków, czyli dokładnie tyle, ile wynosi poparcie dla partii Tuska. Oznacza to, że pełne nienawiści przekazy mobilizują już niemal wyłącznie twardy elektorat Koalicji Obywatelskiej.

Prostaccy i prymitywni hejterzy już się jednak nie zmienią. Nie potrafią inaczej komunikować się z wyborcami, gdyż awansowali właśnie dzięki tym cechom osobowości i charakteru, które pozwalają im przekraczać granice przyzwoitości. Będą więc brnąć dalej ścieżką nienawiści, choć niechybnie prowadzi ona ku przepaści.

 

Lumpen inteligencja

Ci intelektualni gamonie nie wzięli się jednak znikąd. Jeśli ciągle trafiają do jednej trzeciej polskiego społeczeństwa, to znaczy, że ta grupa naszych rodaków właśnie tego oczekuje. Co więcej, KO przyciąga najliczniejszą część polskiej inteligencji. Frysztak, Zembaczyński czy Kierwiński reprezentują więc interesy najlepiej wykształconej warstwy naszej wspólnoty.

I tu dochodzimy do wyjątkowo smutnej refleksji. Inteligencja zamieniła się we wspólnotę miernot, która reaguje na najbardziej prymitywne przekazy ze strony wyjątkowo prostackich polityków. Nadawców i odbiorców łączą wspólne emocje, estetyka, bariera dobrego smaku i przyzwoitości. Szwadrony cymbałów mogą działać tylko dlatego, że czują poparcie milionów.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane