Tȟašúŋke Witkó: Baryłka zimnej ropy na rozgrzane głowy

„Mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a jak kończy", powiedział kiedyś były członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Leszek Cezary Miller. Po przeczytaniu powyższych słów starego komunisty, moi Wspaniali Czytelnicy natychmiast zorientowali się, że niniejszy felieton będzie jednym wielkim marudzeniem zgorzkniałego indywiduum, a już sam tytuł zaprowadził Państwa na trop operacji specjalnej, przeprowadzonej przez Amerykanów w Wenezueli.
Donald Trump
Donald Trump / Wikipedia CC BY-SA 3,0 Gage Skidmore

Chciałbym wylać pół kubła zimnej wody na rozgrzane głowy komentatorów wydarzeń dziejących się w tamtej części świata , ale skoro mowa będzie o państwie zasobnym w ropę naftową, więc ów słynny idiom nieco strawestowałem. A czemuż to przywołałem znamienne słowa czerwonego partyjniaka, zapytacie? Odpowiedź jest bardzo prosta: zacznę dąć w fanfary na cześć Donalda Trumpa dopiero wtedy, kiedy w Caracas zostanie stworzony gabinet, będący w stanie sięgnąć swoją władzą do każdej, nawet najdalej na bagnach posadowionej wioski i pojedynczej chałupiny, ale nie wcześniej. Do owego wiekopomnego dnia zachowam jednak powściągliwość i spokój.

 

Goliat i Dawid

Nicolás Maduro Moros wiedział i czuł, że jego czas się kończy, gdyż kilka dni przed wejściem sił specjalnych do pałacu prezydenckiego – podczas publicznego wystąpienia, gwałtownie i emocjonalnie – wykrzykiwał buńczuczne hasła pod adresem 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Skąd ta moja teza? Ano stąd, że nawet jednostka specjalna Delta Force nie byłaby w stanie tak płynnie opanować obiektu bez pomocy z wewnątrz. Tak, macie Państwo rację, satrapa został zdradzony i to przez grupę ludzi ze swojego najbliższego otoczenia. Maduro, co raczej pewne, zauważył zmianę w zachowaniu swych totumfackich, a reszty już się domyślił, dlatego – będąc silnie wzburzonym – zagłuszał trawiący go strach własnym krzykiem. Zaraz po tym, „Goliat”, czyli Amerykanie, wyjął „Dawida”, znaczy Nicolása, z ciepłej pościeli, zapakował do śmigłowca i wywiózł w siną dal, aby postawić go przed sądem. Zwykła, wielopoziomowa operacja specjalna, przed którą trudno padać na kolana, zważywszy na przepaść dzielącą USA i Wenezuelę w obszarze gospodarczym, technologicznym i wojskowym. Dodam, że tym razem „Goliatowi” dopisało szczęście, którego uśmiech podczas podobnych działań bywa kluczowy, czego dowodem są choćby operacje w Zatoce Świń, „Orli Szpon” czy wydarzenia w Mogadiszu z roku 1993. Nie, Drodzy Państwo, nie ujmuję zasług planistom i wykonawcom ataku z 3 stycznia 2026 roku, bowiem niemal wszystko poszło zgodnie z założeniami i cel został osiągnięty. Jednak, osobiście daleki jestem od wyciągania wniosków geostrategicznych wyłącznie dlatego, że południowoamerykańskiego, bananowego watażkę – nawet takiego wspieranego przez Rosję i Chiny – mocarstwo atomowe zdetronizowało w ciągu kliku godzin. Uważam, że natychmiastowe ogłaszanie dominacji Waszyngtonu nad Moskwą i Pekinem jest nieco przedwczesne i należy spokojnie czekać, nawet kilka miesięcy, na dalszy rozwój wypadków.

 

Sukces potrzebny natychmiast

Państwo, jako wytrawni krytycy sceny politycznej, zapewne zwrócili uwagę, że ciężar informowania o pojmaniu Maduro całkowicie wziął na siebie Donald Trump. To on prezentował fotografie zakutego w kajdanki Wenezuelczyka, okraszając je osobistymi, mniej lub bardziej wysublimowanymi komentarzami. To on, jako pierwszy, chwalił żołnierzy operujących w siedzibie satrapy, opisując przebieg zdarzenia. I to on informował o stanie zdrowia komilitonów rannych po ostrzale śmigłowca. Generalnie, w oczach przeciętnego zjadacza frytek i hamburgerów, główny lokator Białego Domu stał się postacią pierwszoplanową i niekwestionowanym ojcem sukcesu obalenia reżimu w Caracas. Dlaczego? Dlatego, że wkrótce minie już rok jego rządów, a problemy Trumpa wydają się być coraz większe. Ot, choćby Jeffrey Epstein i jego akta kładą się długim cieniem na wizerunku prezydenta, a do tego wygrana Zohrana Mamdaniego w Nowym Jorku, wbrew woli Gabinetu Owalnego. Ponadto, pomruki niezadowolenia dobiegające z szeregów rozbestwionej za czasów Bidena armii, której śrubę próbuje dokręcić Pete Hegseth, sam mający poważne kłopoty z krytykującymi go mediami i wreszcie dająca upust niezadowoleniu, zniecierpliwiona klasa średnia, oczekująca na poprawę bytu. Już teraz Państwo wiedzą, skąd takie zaangażowanie Trumpa w operację wenezuelską i jego głód poklasku – on zwyczajnie potrzebował sukcesu. Teraz spokojnie czekajmy na sygnały z Pekinu, Teheranu i Moskwy, sami siedząc cicho i nie wywijając koncerzem, żeby samemu się nie pokaleczyć. Żądnym poklasku politykom znad Wisły, wykrzykującym publicznie mniej lub bardziej głupie hasła opiewające Amerykanów, proponuję szklankę zimnej wody i spacer w mroźny wieczór, tak dla ochłonięcia i uniknięcia kompromitacji w przyszłości.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 9 stycznia 2026 r.


[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]


 

POLECANE
Wraz z wetem prezydenta ws. SAFE posypie się plan KE rabunku i neutralizacji Polski tylko u nas
Wraz z wetem prezydenta ws. SAFE posypie się plan KE rabunku i neutralizacji Polski

Komisja Europejska nieoficjalnie wyraża "poważne zaniepokojenie" sytuacją wokół polskiego programu SAFE. Chodzi o spór między rządem a Pałacem Prezydenckim, który według informacji z Brukseli wprowadza "niepewność co do realizacji projektu". Niepokój Ursuli von der Leyen jest o tyle zrozumiały, że wraz z zawetowaniem przez Karola Nawrockiego ustawy ws. SAFE, o ile takie by nastąpiło, posypie się misterny plan rabunku i neutralizacji Polski.

Raport: Niemcy nie nadążają deportować migrantów tylko u nas
Raport: Niemcy nie nadążają deportować migrantów

W Niemczech rośnie liczba migrantów zobowiązanych do opuszczenia kraju. Z rządowego raportu wynika, że w połowie 2025 roku było ich ponad 226 tys., a skuteczność deportacji wynosi zaledwie ok. 5 proc. Problem pogłębia brak dokumentów, bariery prawne i niewydolność systemu dublińskiego.

Trwa debata w Sejmie. Siemoniak przekonuje: Po likwidacji CBA żadna sprawa nie zginie z ostatniej chwili
Trwa debata w Sejmie. Siemoniak przekonuje: "Po likwidacji CBA żadna sprawa nie zginie"

W Sejmie trwa spór o projekt likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Rządowa koalicja chce zakończyć działalność CBA jeszcze w tym roku, a minister Tomasz Siemoniak przekonuje, że wszystkie prowadzone sprawy zostaną przejęte przez inne służby.

Przez masowe legalizacje Hiszpania staje się magnesem dla nielegalnej migracji z ostatniej chwili
Przez masowe legalizacje Hiszpania staje się magnesem dla nielegalnej migracji

Jak informuje portal tichyseinblick.de, legalizacja przez władze Hiszpanii pół miliona migrantów, którzy nielegalnie przedostali się do kraju, ma wpływ na ruch migracyjny. Nie tylko w Ceucie na granicach czekają nowi pretendenci do stania się Europejczykami. Mieszkańcy Afryki Północnej lecą do Stambułu i przejeżdżają przez Pireneje. Sytuacja wymyka się rządowi Pedro Sáncheza spod kontroli.

Polski SAFE 0% daje możliwość rozbudowy mocy produkcyjnych polskiego przemysłu zbrojeniowego tylko u nas
Polski SAFE 0% daje możliwość rozbudowy mocy produkcyjnych polskiego przemysłu zbrojeniowego

Polska stoi przed strategiczną decyzją dotyczącą finansowania rozwoju przemysłu obronnego. Według byłego wiceministra aktywów państwowych Zbigniewa Gryglasa wybór między unijnym mechanizmem SAFE a propozycją „Polskie SAFE 0%” może przesądzić o tym, czy krajowe firmy zbrojeniowe – w tym spółki z grupy Polska Grupa Zbrojeniowa – będą w stanie znacząco zwiększyć produkcję uzbrojenia w najbliższych latach.

KE poważnie zaniepokojona polskim konfliktem wokół SAFE z ostatniej chwili
KE "poważnie zaniepokojona" polskim konfliktem wokół SAFE

Komisja Europejska z "niepokojem" obserwuje spór polityczny w Polsce wokół programu SAFE. W Brukseli pojawiają się głosy o „bałaganie” i braku pewności co do realizacji projektu, który ma mieć duże znaczenie dla bezpieczeństwa w Europie.

Tusk przyjmie SAFE mimo weta? Prof. Genowefa Grabowska: Tutaj nie ma żartów, jest Trybunał Stanu! tylko u nas
Tusk przyjmie SAFE mimo weta? Prof. Genowefa Grabowska: Tutaj nie ma żartów, jest Trybunał Stanu!

Portal Tysol.pl zapytał prawnik, prof. Genowefę Grabowską, jakie konsekwencje miałoby podpisanie przez Donalda Tuska unijnej pożyczki SAFE mimo ewentualnego weta prezydenta.

W Świnoujściu zaczyna brakować paliwa. Powodem „turystyka paliwowa” z Niemiec pilne
W Świnoujściu zaczyna brakować paliwa. Powodem „turystyka paliwowa” z Niemiec

Masowe tankowanie po polskiej stronie granicy sprawia, że na stacjach paliw w Świnoujściu zaczynają pojawiać się braki. Do miasta przyjeżdżają nie tylko polscy kierowcy, ale również Niemcy, którzy chcą skorzystać z niższych cen paliwa.

Doradca prezydenta: SAFE zagraża suwerenności, bezpieczeństwu i finansom Polski gorące
Doradca prezydenta: SAFE zagraża suwerenności, bezpieczeństwu i finansom Polski

Doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski opracował wyczerpującą analizę, w której argumentuje, dlaczego unijny program SAFE powinien zostać odrzucony.

Akt oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi z ostatniej chwili
Akt oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi

Warszawska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko europosłowi PiS Michałowi Dworczykowi. Śledczy twierdzą, że polityk miał korzystać z prywatnej skrzynki mailowej w sprawach służbowych oraz utrudniać postępowanie po włamaniu na jego konto.

REKLAMA

Tȟašúŋke Witkó: Baryłka zimnej ropy na rozgrzane głowy

„Mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a jak kończy", powiedział kiedyś były członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Leszek Cezary Miller. Po przeczytaniu powyższych słów starego komunisty, moi Wspaniali Czytelnicy natychmiast zorientowali się, że niniejszy felieton będzie jednym wielkim marudzeniem zgorzkniałego indywiduum, a już sam tytuł zaprowadził Państwa na trop operacji specjalnej, przeprowadzonej przez Amerykanów w Wenezueli.
Donald Trump
Donald Trump / Wikipedia CC BY-SA 3,0 Gage Skidmore

Chciałbym wylać pół kubła zimnej wody na rozgrzane głowy komentatorów wydarzeń dziejących się w tamtej części świata , ale skoro mowa będzie o państwie zasobnym w ropę naftową, więc ów słynny idiom nieco strawestowałem. A czemuż to przywołałem znamienne słowa czerwonego partyjniaka, zapytacie? Odpowiedź jest bardzo prosta: zacznę dąć w fanfary na cześć Donalda Trumpa dopiero wtedy, kiedy w Caracas zostanie stworzony gabinet, będący w stanie sięgnąć swoją władzą do każdej, nawet najdalej na bagnach posadowionej wioski i pojedynczej chałupiny, ale nie wcześniej. Do owego wiekopomnego dnia zachowam jednak powściągliwość i spokój.

 

Goliat i Dawid

Nicolás Maduro Moros wiedział i czuł, że jego czas się kończy, gdyż kilka dni przed wejściem sił specjalnych do pałacu prezydenckiego – podczas publicznego wystąpienia, gwałtownie i emocjonalnie – wykrzykiwał buńczuczne hasła pod adresem 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Skąd ta moja teza? Ano stąd, że nawet jednostka specjalna Delta Force nie byłaby w stanie tak płynnie opanować obiektu bez pomocy z wewnątrz. Tak, macie Państwo rację, satrapa został zdradzony i to przez grupę ludzi ze swojego najbliższego otoczenia. Maduro, co raczej pewne, zauważył zmianę w zachowaniu swych totumfackich, a reszty już się domyślił, dlatego – będąc silnie wzburzonym – zagłuszał trawiący go strach własnym krzykiem. Zaraz po tym, „Goliat”, czyli Amerykanie, wyjął „Dawida”, znaczy Nicolása, z ciepłej pościeli, zapakował do śmigłowca i wywiózł w siną dal, aby postawić go przed sądem. Zwykła, wielopoziomowa operacja specjalna, przed którą trudno padać na kolana, zważywszy na przepaść dzielącą USA i Wenezuelę w obszarze gospodarczym, technologicznym i wojskowym. Dodam, że tym razem „Goliatowi” dopisało szczęście, którego uśmiech podczas podobnych działań bywa kluczowy, czego dowodem są choćby operacje w Zatoce Świń, „Orli Szpon” czy wydarzenia w Mogadiszu z roku 1993. Nie, Drodzy Państwo, nie ujmuję zasług planistom i wykonawcom ataku z 3 stycznia 2026 roku, bowiem niemal wszystko poszło zgodnie z założeniami i cel został osiągnięty. Jednak, osobiście daleki jestem od wyciągania wniosków geostrategicznych wyłącznie dlatego, że południowoamerykańskiego, bananowego watażkę – nawet takiego wspieranego przez Rosję i Chiny – mocarstwo atomowe zdetronizowało w ciągu kliku godzin. Uważam, że natychmiastowe ogłaszanie dominacji Waszyngtonu nad Moskwą i Pekinem jest nieco przedwczesne i należy spokojnie czekać, nawet kilka miesięcy, na dalszy rozwój wypadków.

 

Sukces potrzebny natychmiast

Państwo, jako wytrawni krytycy sceny politycznej, zapewne zwrócili uwagę, że ciężar informowania o pojmaniu Maduro całkowicie wziął na siebie Donald Trump. To on prezentował fotografie zakutego w kajdanki Wenezuelczyka, okraszając je osobistymi, mniej lub bardziej wysublimowanymi komentarzami. To on, jako pierwszy, chwalił żołnierzy operujących w siedzibie satrapy, opisując przebieg zdarzenia. I to on informował o stanie zdrowia komilitonów rannych po ostrzale śmigłowca. Generalnie, w oczach przeciętnego zjadacza frytek i hamburgerów, główny lokator Białego Domu stał się postacią pierwszoplanową i niekwestionowanym ojcem sukcesu obalenia reżimu w Caracas. Dlaczego? Dlatego, że wkrótce minie już rok jego rządów, a problemy Trumpa wydają się być coraz większe. Ot, choćby Jeffrey Epstein i jego akta kładą się długim cieniem na wizerunku prezydenta, a do tego wygrana Zohrana Mamdaniego w Nowym Jorku, wbrew woli Gabinetu Owalnego. Ponadto, pomruki niezadowolenia dobiegające z szeregów rozbestwionej za czasów Bidena armii, której śrubę próbuje dokręcić Pete Hegseth, sam mający poważne kłopoty z krytykującymi go mediami i wreszcie dająca upust niezadowoleniu, zniecierpliwiona klasa średnia, oczekująca na poprawę bytu. Już teraz Państwo wiedzą, skąd takie zaangażowanie Trumpa w operację wenezuelską i jego głód poklasku – on zwyczajnie potrzebował sukcesu. Teraz spokojnie czekajmy na sygnały z Pekinu, Teheranu i Moskwy, sami siedząc cicho i nie wywijając koncerzem, żeby samemu się nie pokaleczyć. Żądnym poklasku politykom znad Wisły, wykrzykującym publicznie mniej lub bardziej głupie hasła opiewające Amerykanów, proponuję szklankę zimnej wody i spacer w mroźny wieczór, tak dla ochłonięcia i uniknięcia kompromitacji w przyszłości.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 9 stycznia 2026 r.


[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]



 

Polecane