Zasadnicze pytanie do ministra Sikorskiego: czy Pan wie co Pan robi?
Co musisz wiedzieć:
- Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zapowiedział, że chce poznać stanowisko Kongresu USA w sprawie przyszłości Grenlandii, co wywołało komentarze i krytykę w części polskich mediów.
- Grenlandia jest autonomicznym terytorium Królestwa Danii i ma kluczowe znaczenie strategiczne w kontekście bezpieczeństwa Arktyki oraz rywalizacji mocarstw. Akces do kontroli nad Grenlandią zgłaszają Stany Zjednoczone.
- Kwestie dotyczące Arktyki, Grenlandii i obecności USA są elementem szerszej debaty geopolitycznej, w której ścierają się interesy Stanów Zjednoczonych, Europy, Rosji i Chin.
Przerost ego?
Media informują: "Radosław Sikorski chce poznać stanowisko Kongresu USA w sprawie Grenlandii." Jaki interes ma minister spraw zagranicznych RP w tym, żeby wcinać się pomiędzy amerykański Kongres i Donalda Trumpa? Wychodzić przed szereg i antagonizować polsko-amerykańskie relacje? Czy Polska ma jakiegoś ważniejszego sojusznika poza Stanami Zjednoczonymi, który może (gdy zechce) zapewnić jej bezpieczeństwo? (Jeżeli ktoś uważa, że taki sojusznik istnieje, to niech wymieni nazwę tego państwa.)
Mało było Sikorskiemu przepowiadania z pozycji urojonej wyższości, jak to Trump po pierwszej kadencji "otrzyma azyl polityczny w Federacji Rosyjskiej" i zamieszka obok skompromitowanego Janukowycza?
Garstka ludzi na największej wyspie świata
Czy Sikorski nie rozumie podstawowych faktów: że Duńczycy swoje kolonizatorskie prawo do Grenlandii, jako części Królestwa Danii, ogłosili wyłącznie na podstawie tego, że przed 300 laty (r. 1721) wysłali tam kilkudziesięciu misjonarzy i ci ochrzcili Inuitów? Niech więc z tym wątłym argumentem zachowają prawo do terenów zamieszkałych przez Inuitów, którzy zajmują wyłącznie skrawki wybrzeża. I niech każdy mieszkaniec Grenlandii dostanie od Ameryki 100 tysięcy lub nawet milion za zgodę, żeby reszta wyspy - która jest totalnie pusta i nigdy nikt tam nie mieszkał - mogła być pod kontrolą Stanów. Na terenie prawie siedem razy większym od Polski mieszka obecnie mniej ludzi niż w Tomaszowie Mazowieckim, bo 56 tysięcy. "Kontynentalnych" Duńczyków jest tam zaledwie ok. 5000.
Tu chodzi o kontrolę nad Arktyką
W żywotnym interesie Zachodu jest niedopuszczenie, aby Rosja i Chiny kontrolowały Arktykę. Dlatego Grenlandia jest tak ważna. To klucz do Arktyki. Czy polski minister spraw zagranicznych nie wie o tym? Dlaczego nie chce tam Amerykanów?
Kluczowe znaczenie strategiczne
Czy Sikorski nie rozumie, że Dania w żaden sposób nie jest w stanie obronić całej wyspy? Czy łudzi się, że za Grenlandię będą umierać europejscy członkowie NATO - Niemcy, Francuzi, Polacy czy Hiszpanie? Czy nie zdaje sobie sprawy, że tylko Amerykanie mogą skutecznie obronić Grenlandię przed Rosją lub Chinami? Nikt inny. Czy ma świadomość, że obrona antyrakietowa przeciwko nowym chińskim międzykontynentalnym pociskom balistycznym DF-61 musi być zainstalowana na Grenlandii? Dlaczego więc polski minister próbuje włożyć kij w szprychy? Dlaczego zależy mu na tym, by Grenlandia - której Dania i Europa nie rozumieją znaczenia - nie była amerykańska? Obecna sytuacja wyspy może prędzej czy później spowodować konflikt z Rosją i Chinami. Natomiast im szybciej Grenlandia wejdzie pod kontrolę USA, tym szybciej i Rosja i Chiny będą musiały zapomnieć o dominacji w Arktyce. Jaką korzyść, zdaniem Sikorskiego, może odnieść Polska z utrudniania Amerykanom osiągnięcia tego celu?
Najważniejsze pytania do Radosława Sikorskiego
- Czy Sikorski nie chce, żeby w Arktyce mieli najwięcej do powiedzenia Amerykanie? Woli Rosjan? A może Chińczyków? Bo chyba Sikorski nie myśli, że będzie to Unia Europejska.
- Czy wicepremier Radosław Sikorski nie zauważył jeszcze, że Unia potrafi zdominować kwestię nakrętek na plastikowe butelki, ale na pewno nie Arktykę?
- Wreszcie, czy minister Sikorski zadał sobie podstawowe pytanie: Do kogo powinna należeć niezamieszkała, skuta lodem większość wyspy - z punktu widzenia bezpieczeństwa i żywotnych interesów Świata Zachodniego?




