Anonimowy Dyplomata: Czy Niemcy powinny finansować miejsca pamięci w Polsce?
Co musisz wiedzieć:
- Anonimowy Dyplomata jest autentycznym dyplomatą pragnącym zachować anonimowość – autor stawia tezę, że finansowanie miejsc pamięci w Polsce przez Niemcy służy niemieckiej polityce historycznej, a nie interesowi Polski.
- Kluczowym argumentem jest ryzyko wpływu na narrację historyczną, zgodnie z zasadą „kto płaci, ten wymaga”, zwłaszcza w kontekście sporów o reparacje wojenne.
- Tekst odwołuje się do dokumentów, cytatów i analiz niemieckich historyków, aby pokazać długofalową strategię RFN w obszarze tzw. „europejskiej kultury pamięci”.
- Autor postuluje, by koszty utrzymania miejsc pamięci traktować jako element niemieckiego długu reparacyjnego, a nie jako pole współfinansowania dające Niemcom jakikolwiek wpływ.
„Jestem przekonany, że w dającej się przewidzieć przyszłości możemy zadbać o bardziej godną obecność Republiki Federalnej Niemiec w Auschwitz dzięki ostrożnemu i upartemu podejściu z naszej strony.
Serdecznie pozdrawiam
Twój
Helmut Kohl”
[O ile z tekstu nie wynika inaczej, wszystkie cytaty pochodzą z dokumentów i treści zawartych w książce K.H. Rotha i H. Rübnera "Wyparte, odroczone, odrzucone". Niemiecki dług reparacyjny wobec Polski i Europy]
"Niemieckie miejsce pamięci" w Auschwitz
To ostatni fragment pisma, jakie kanclerz Niemiec wystosował w 1986 roku do swojego ministra spraw zagranicznych Hansa-Dietricha Genschera w sprawie „utworzenia niemieckiego miejsca pamięci w obozie koncentracyjnym Auschwitz”.
Zaczął je od stwierdzenia, że „rząd federalny od dawna popiera plan stworzenia” takiego miejsca pamięci i że „Republika Federalna Niemiec nie była [tu-AD] dotychczas wystarczająco obecna”… Dalej pisze, że utworzenie „wystawy pamięci w Auschwitz” jest jego zdaniem „ważne i pilne”. „Nie można” bowiem „zapominać o przeszłości ani się jej wypierać. Trzeba przekazywać wiedzę o zbrodniach” – a jakże! – „nazistowskich, podtrzymywać pamięć o ofiarach dyktatury i uczestnikach ruchu oporu”. W kolejnym zdaniu stwierdza: „jednocześnie taka wystawa powinna również udokumentować, że w Republice Federalnej Niemiec podstawowa decyzja w sprawie pokoju, wolności i praw człowieka została podjęta w sposób jasny i nieodwołalny”. Dalej dowiadujemy się, że inicjatywa ma szerokie poparcie polityczne i że wszystkie frakcje Bundestagu przyjęły projekt wniosku, który „wzywa rząd federalny do wsparcia utworzenia miejsca pamięci w Auschwitz”.
W kolejnym ustępie mowa jest o niezdecydowaniu strony polskiej, które nie powinno „nam przeszkadzać w ostrożnym, ale i uporczywym dążeniu do utworzenia wystawy pamięci Republiki Federalnej Niemiec w Auschwitz. Dlatego uważam, że pożyteczne byłoby, gdyby (…) spróbował Pan rozwiać pozostałe obawy strony polskiej. Podejście krok po kroku wydaje mi się obiecujące. W nawiązaniu do dotychczasowej współpracy przy budowie miejsca spotkań młodzieży [Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu - AD] kolejnym krokiem mogłoby być wsparcie państwowego muzeum Auschwitz-Birkenau oraz, w ścisłym powiązaniu, ostateczne powstanie wystawy pamięci”. Jako „ostatni etap”, nie precyzując - czego, kanclerz wskazuje, że „winniśmy zrealizować również nasz cel polegający na umieszczeniu” w miejscowości Krzyżowa pamiątkowej tablicy poświęconej niemieckiemu oporowi Kręgu z Krzyżowej „przeciwko reżimowi nazistowskiemu”.
Realizacja niemieckich postulatów w praktyce
Rozpisane czterdzieści lat temu na etapy cele kanclerza, rządu federalnego i Bundestagu zostały w znacznej mierze zrealizowane. Od grudnia 1986 roku działa Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, zbudowany głównie ze środków niemieckiego rządu i krajów związkowych. Jest współzarządzany przez Niemców. W Krzyżowej powstała nie tylko „pamiątkowa tablica”, ale Fundacja dla Porozumienia Europejskiego - ważne dla niemieckiej kultury pamięci miejsce spotkań młodzieży, konferencji i debat. Jest współzarządzana i w znacznej mierze finansowana przez Niemców, a w jej gremiach zasiada m.in. przedstawiciel rządu federalnego. Nic nie wiadomo o tym, żeby któraś z tych instytucji zorganizowała ostatnimi czasy debatę na przykład o… polskich roszczeniach reparacyjnych.
Jedyny plan kanclerza, który do dzisiaj się nie powiódł, to „utworzenie niemieckiego miejsca pamięci w obozie koncentracyjnym Auschwitz”. I oby tak zostało, idę bowiem o zakład, że realizowałoby ono tylko i wyłącznie interes Niemiec, który w dziedzinie polityki pamięci jest całkowicie sprzeczny z interesem Polski. A Niemcy – kraj z szóstą pozycją w światowym rankingu soft power - o swoje interesy potrafią dbać jak mało kto.
"Europejska kultura pamięci"
Trzecia Rzesza zostawiła nam tu po sobie rozpaczliwy bagaż licznych obozów koncentracyjnych, sześciu obozów zagłady, niezliczonych miejsc kaźni. Nie pozwalamy im popaść w ruinę, prowadzimy w nich muzea, miejsca pamięci i cmentarze, dbamy, by wiedza o bestialskich zbrodniach nazistowskich Niemców była dobrze udokumentowana i zachowana dla nas i kolejnych pokoleń ludzi z całego świata. Siłą rzeczy jesteśmy „strażnikami pamięci” o drugiej wojnie światowej. A także o prawdzie na jej temat. To miejsca, w których opowiadamy o niezbitych faktach, a nie „patrzymy w przyszłość”, czego tak bardzo pragną Niemcy.
Na ogół nie uprawiamy tu „europejskiej kultury pamięci”, a przynajmniej nie musimy i nie powinniśmy. „Europejska kultura pamięci” to także specjalność niemiecka i zgodna z interesem Niemiec - nie Polski i nie prawdy. Dr Karl Heinz Roth, niemiecki historyk i współautor książki "Wyparte, odroczone, odrzucone". Niemiecki dług reparacyjny wobec Polski i Europy, w której opisane jest między innymi to, dlaczego Polsce i Polakom należy się zadośćuczynienie za drugą wojnę światową, pisze o „europejskiej kulturze pamięci”, że jest ona swoistym „przemysłem upamiętniania”, „finansowanym i sterowanym przez polityczne kierownictwo RFN”. Zwraca uwagę, że „przemysł” ten przebiega „w coraz większym oderwaniu od historycznych kontekstów niemieckiej władzy okupacyjnej”, a za jego „wciąż niewidzialny przeciwległy biegun” uznaje „tabu związane z zakazem wypłaty reparacji i odszkodowań”.
Helmut Kohl okłamał George'a Busha
Przypomnijmy w tym miejscu, że ten sam kanclerz Kohl, któremu tak bardzo zależało, by Republika Federalna Niemiec była „bardziej obecna” w Auschwitz, okłamał w 1990 roku George’a Busha, wpierając mu, że Polska otrzymała „duże sumy” ze 100 mld marek wypłaconych przez RFN ofiarom z różnych krajów. W rzeczywistości polskie ofiary (wyłącznie eksperymentów pseudomedycznych) otrzymały do tamtego momentu jedynie ok. 140 mln marek. Niemiecki historyk przestrzega dalej, że „rozwijana przez centralne władze w Berlinie ‘europejska kultura pamięci’ pozostawia (…) nietkniętą asymetrię między ofiarami a sprawcami” oraz że tego rodzaju pojednanie jest „protekcjonalne i nieszczere”, a także „usiłuje pozbawić gruntu pod nogami” wszystkich ludzi z Europy i Niemiec, którzy od wielu lat „zabiegali o urzeczywistnienie prawnie uzasadnionych roszczeń odszkodowawczych różnych grup ofiar”.
Stwierdza też jednoznacznie, że „instrumentalizacja kultury pamięci w celu odmowy odszkodowań stała się ważnym elementem programu niemieckiej polityki zagranicznej”. Jak to wygląda w praktyce, dokładnie opisuje na przykładzie działań Niemiec wobec Grecji w ostatnich latach (pisałem o tym w artykule "Niemiecki historyk: Berlin wykorzystuje „kulturę pamięci”, aby blokować reparacje wojenne").
Niemiecka niesprawiedliwość
Z kolei my w Polsce ostatnio coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z niesprawiedliwości, jaką jest niezgoda Niemiec na choćby rozpoczęcie poważnej rozmowy o reparacjach czy niezdolność do zaproponowania godnego zadośćuczynienia dla żyjących jeszcze Ofiar. Ofiar, których została już tylko garstka (ok. 40 000 osób), które co roku umierają kolejnymi tysiącami, często w biedzie. Za ich leczenie i opiekę nad nimi także płaci Polska. Zaczynamy sobie też uświadamiać, jak wielkim obciążeniem jest dla nas utrzymywanie miejsc pamięci po ofiarach nazistowskich zbrodniarzy. Temat ten podjął już kilka miesięcy temu europoseł Arkadiusz Mularczyk, a w ostatnich dniach także dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, dr Wojciech Konończuk. Obaj słusznie wskazują na olbrzymi wysiłek i wielkie koszty, z jakimi wiąże się dla Polski utrzymywanie miejsc pamięci m.in. w sześciu byłych niemieckich nazistowskich obozach zagłady (i dwóch podobozach).
W najlepszej sytuacji ma tu być Muzeum w Auschwitz, przy którym działa fundacja, jak pisze dr Konończuk, zasilana finansowo przez różne kraje i darowizny, a w latach 2011-2016 oraz 2020-2021 dofinansowana przez rząd niemiecki kwotą po 60 mln euro każdorazowo. Od pięciu lat to finansowanie jest jednak minimalne, a biorąc pod uwagę potrzeby, kwoty te są w ogóle niewielkie. Jak wskazuje dr Konończuk, tylko w ostatnich trzech latach, koszty konserwacji rożnych obiektów w Auschwitz wyniosły ponad 72 mln zł – w zeszłym roku na przykład trzeba było rozpocząć „konserwację ośmiu tysięcy dziecięcych butów”. To wszystko jest bardzo drogie. W ostatnich trzech latach dofinansowanie od Niemiec otrzymało jeszcze tylko Muzeum Miejsce Pamięci w Bełżcu (82 mln euro). Koszt utrzymania tych i innych miejsc pamięci - jak choćby Pawiak, Michniów czy Pamiry - to setki milionów złotych rocznie, a łączne obciążenie naszego kraju z tego tytułu wynosi – jak wskazuje dr Konończuk - więcej niż kwota odszkodowań wypłaconych przez Niemcy polskim ofiarom. Te łącznie opiewają do dzisiejszego momentu na kwotę ok. 1,5 miliarda euro.
Niemcy nie powinny finansować miejsc pamięci w Polsce
To jawna i rażąca niesprawiedliwość. Dr Konończuk postuluje więc, by Niemcy zapewniły Polsce „wieczyste finansowanie” miejsc pamięci po swoich dawnych obozach. Na razie nie wygląda na to, żeby były zainteresowane dopuszczeniem tego tematu do debaty publicznej. Media, do których zwrócił się dr Konończuk, w tym „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „die Zeit” nie zdecydowały się na publikację jego obszernego artykułu na ten temat. Zrobił to na swoich kanałach berliński oddział Instytutu Pileckiego. Niewykluczone jednak, że wkrótce sprawa ta stanie jednak na agendzie szerszych dyskusji społecznych i rozmów między państwami. I wtedy Polska powinna działać z najwyższą ostrożnością. Kto bowiem płaci, ten wymaga, a przynajmniej zyskuje wpływ na kształt i treść tego, co finansuje.
Musimy sobie dokładnie zdawać sprawę z celów Niemiec i ich polityki historycznej bezwzględnie prowadzonej wobec Polski – tu warto przypomnieć choćby planowane niedawno w niemieckiej instytucji publicznej, mającej – nawiasem mówiąc - służyć polsko-niemieckiemu pojednaniu - spotkanie autorskie dot. skrajnie zmanipulowanej książki oskarżającej polskich burmistrzów o (współ)sprawstwo Holokaustu. Nie wolno nam mieć złudzeń – interesy Niemiec i Polski są w tej kwestii sprzeczne. Dlatego jestem zdania, że Niemcy nie powinny finansować miejsc pamięci w Polsce, a gdyby Republika Federalna miała (współ)finansować nasze miejsca pamięci, należałoby wykluczyć jakikolwiek wpływ Niemiec na ich działalność. To zaś wydaje się nierealne.
Tymczasem jednak warto dopisywać te kwoty do niemieckiego długu reparacyjnego i informować polską i międzynarodową publiczność, że może zwiedzać byłe niemieckie nazistowskie miejsca kaźni wyłącznie dzięki wielkiemu wysiłkowi Polski. I konkretnie wskazywać, jaki to wysiłek - powinniśmy zrobić z tego kampanię informacyjną na cały świat. I powinniśmy pamiętać, że dopuszczenie do jakiegokolwiek wpływu Niemiec na ich funkcjonowanie byłoby wbrew polskiej racji stanu jest. Nie chcemy w nich przecież „patrzeć w przyszłość” ani uprawiać „europejskiej kultury pamięci”.




