Aleksandra Jakubiak OV: Na dnie
Zwykle 25 stycznia, w ostatni dzień Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, przypada święto Nawrócenia św. Pawła. W tym roku, z uwagi na to, że 25 wypadł w niedzielę, to ona, jako uroczystość, posiada wyższą rangę liturgiczną. Jednak temat, o którym ostatnio myślę, na tyle koresponduje z niektórymi aspektami nawrócenia Pawła, że pozwolę sobie jednak do niego w pewien sposób nawiązać.
Nawrócenie Pawła
O nawróceniu Pawła Apostoła Nowy Testament pisze następująco: „Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?» (…) Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił” (Dz 9, 1-4, 8-9). Znamy dalszy ciąg tej historii - Pan posyła Ananiasza, by zajął się Pawłem, wspólnota jest zaniepokojona, ale wpuszcza byłego prześladowcę, a on powoli staje się tym, który zanosi Ewangelię licznym narodom.
Od dyszenia „żądzą zabijania uczniów Pańskich”, a nawet więcej - od faktycznego ich tropienia i uśmiercania, przez upadek, ślepotę, głód, aż po służbę Ewangelii i męczeńską śmierć. Nie byłoby Pawła, gdyby nie było upadku i bankructwa jego wcześniejszych wartości. Nie byłoby Pawła, gdyby nie doświadczenie bycia niewidomym i głodnym. Nie byłoby Pawła, gdyby nie poczuł on, że jego życie osiągnęło dno, a on nie mogąc się ruszyć, po prostu na nim leży.
The Prison Mathematics Project
Od pewnego czasu fascynuje mnie inicjatywa, która nazywa się The Prison Mathematics Project (PMP). To amerykański program zajmujący się „wyłapywaniem” talentów matematycznych wśród więźniów. Organizacja działa już w 171 więzieniach na terenie Stanów Zjednoczonych i edukuje kilkuset więźniów.
Celem nadrzędnym projektu jest zmniejszenie liczby recydywistów, poprzez zdobycie kwalifikacji. Każdy z uczniów posiada zewnętrznego mentora, który wprowadza go w kolejne zagadnienia. Można skupiać na poziomie nauczania odpowiadającym trudnością szkole średniej, studiom magisterskim i wyżej. Najciekawszy jest jednak jego założyciel - Christopher Havens.
Przytoczę, co o Havensie mówi jego notka naukowa: „Christopher R. Havens jest adiunktem naukowym na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, gdzie prowadzi badania w dziedzinie kryptografii. Jego obszarem specjalizacji są ułamki łańcuchowe, w których bada zbieżności kwadratowe liczb przestępnych oraz charakterystyczne ciągi NWD powiązane z ich charakterystycznymi wielomianami. Christopher chętnie przyczynia się do rozwoju obliczeniowej teorii ułamków łańcuchowych, która stanowi połączenie ułamków łańcuchowych z teorią automatów. Jego obecne projekty obejmują teleskopowe ułamki łańcuchowe okresowe (rozciągnięte okresowe) oraz podręcznik na temat ułamków łańcuchowych, dzięki czemu jego własne badania, a także badania rozproszone w literaturze, są dostępne dla szerszego grona studentów. Christopher jest założycielem Prison Mathematics Project i pracuje nad tym, aby pomóc ludziom w odkupieniu poprzez transformujące doświadczenia wynikające ze studiowania i zgłębiania matematyki”.
Oprócz tego, Christopher jest również więźniem, odsiadującym wyrok za morderstwo.
Havens, czyli o niewykorzystanym potencjale
O młodym Havensie można było powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że był grzecznym chłopcem. Już jako nastolatek miał problemy z narkotykami, a poprzez to również z nauką. Dalsze jego losy to równia pochyła, aż do feralnego dnia, gdy w narkotykowej kłótni zastrzelił człowieka. W 2011 roku, w wieku 31 lat, został skazany na 25 lat więzienia. Po sprzymierzeniu się z jednym z więziennych gangów i bójce, wylądował w izolatce. Na rok (sic!). Tam z braku innych możliwości, by zająć czymś znudzony umysł, zaczął rozwiązywać sudoku. Gdy to już nie wystarczyło poprosił, by przyniesiono mu z więziennej biblioteki zbiór zadań a potem kolejne książki poświęcone różnym działom matematyki. W końcu skupił się na teorii liczb.
W 2013 roku wysłał list do jednego z amerykańskich wydawnictw naukowych z prośbą o materiały i pomoc. Wydawnictwo znalazło profesora, który zgodził się z nim współpracować. Był to Umberto Cerruti z Uniwersytetu w Turynie, który zaczął wysyłać Havensowi matematyczne zagadnienia do samodzielnego opracowywania. Nadmienię, że była to już matematyka na poziomie doktorskim. Jeden z przysłanych przez Havensa wzorów był tak długi, że Cerruti wziął więźnia za chorego psychicznie. Jakież było jednak jego zdziwienie, gdy okazało się, że prace Christophera są poprawne. Tak zaczęła się ich wieloletnia współpraca, nie tylko w dziedzinie ułamków łańcuchowych i matematyki jako takiej, ale także w rozkręcaniu więziennego projektu edukacyjnego.
W międzyczasie Havens skończył w więzieniu szkołę średnią i studia matematyczne. Jego projekt trwa i rozrasta się z każdym rokiem, a jego prace naukowe publikują najbardziej znane pisma branżowe. W zeszłym roku specjalna komisja zagłosowała jednogłośnie za ułaskawieniem Havensa, do którego jednak nie doszło w uwagi na weto gubernatora stanu Waszyngton. W każdym razie, gdyby agresywny narkoman nie trafił do więzienia, co więcej, na roczne odosobnienie, nie tylko straciłoby na tym naukowe środowisko matematyczne, nie tylko nie powstałby znany w całych Stanach program edukacyjny, ale osuwający się w nałóg człowiek nigdy nie poznałby swojego potencjału. I być może dzięki temu chociaż kilku więźniów nie trafi po odsiadce z powrotem do więzienia albo nie skończy jak Brooks Hatlen, bohater genialnego filmu Franka Darabonta „Skazani na Shawshank”, który nie umiejąc poradzić sobie w świecie po kilkudziesięciu latach więzienia, załamany targnął się na własne życie.
- Izrael nie przedłużył wizy księdzu z katolickiej parafii w Gazie
- Warszawski sąd nakazał prokuraturze wszczęcie postępowania przeciwko „przychodni” aborcyjnej
- Zakonnice w Szwecji wspierały rosyjski wywiad wojskowy?
- Rosja prześladuje katolickiego arcybiskupa za brak podpisu pod propagandowym dokumentem
- Kościół przeżywa dziś Niedzielę Słowa Bożego
- Papież: Ewangelia wymaga od nas ryzyka zaufania
- Ewangelia na III Niedzielę Zwykłą z komentarzem [video]
- [wywiad] Dr Milena Kindziuk: Oficjalna wersja zbrodni na ks. Popiełuszce traci spójność i wymaga rewizji
- Czekano na to 600 lat. Rozpoczyna się renowacja Groty Narodzenia
Inicjatywa skrojona pod konkretnych odbiorców
Kiedyś, na lektoracie z angielskiego, czytaliśmy pewien artykuł, który zrobił na mnie wówczas ogromne wrażenie. Otóż w więzieniu o zaostrzanym rygorze - o ile mnie pamięć nie myli, działo się to w Australii - ktoś mądry wpadł na pomysł, by kształcić więźniów-ochotników w zawodach wysokopłatnych i niebezpiecznych, niosących za sobą duże ryzyko śmierci. Postawiono na nurków głębinowych. Zgłosiło się zadziwiająco dużo chętnych i pośród tej wyszkolonej grupy recydywa spadła z 70-80 proc. do zaledwie kilkunastu. Efekty programu zaszokowały odpowiedzialne za więziennictwo organa, wynikało z nich bowiem, że główne czynniki powrotu do przestępstw stanowiły kłopoty ze znalezieniem dochodowego zajęcia i uzależnienie od adrenaliny. Oba te problemy rozwiązywała niebezpieczna i wysokopłatna praca, której niechętnie podejmowali się inni.
Rachunek sumienia
Kiedy patrzę na nasze społeczne podejście do kar za przestępstwa - a zdecydowanie nie jestem w tym temacie lekkoduchem czy utopistą - to nie mogę się pozbyć dręczącej myśli, że więcej jest w tym intencji zemsty niż pragnienia resocjalizacji. Nazywamy zakłady penitencjarnymi, ale z możliwością pokuty nie mają one za wiele wspólnego. Nie jestem teraz żadną rzeczniczką bycia cool, nie wysyłam światu pacyfek, po prostu moje sumienie nie jest spokojne w kwestii tego, jak nasze podatki przekładają się na faktyczną pomoc w powrocie do społeczeństwa.
Czy to, co robimy jest skrojone pod psychikę osób, które doświadczyły w życiu koszmarnych wyborów a potem latami były odcięte od normalnych interakcji czy też realizujemy działania, które uspokajają nasze sumienia, ale nijak nie przekładają się na efekty, a zainteresowanych co najwyżej śmieszą, jeśli nie złoszczą? Nie wiem, po prostu pytam.
Na św. Pawła patrzymy przez pryzmat jego życia po podniesieniu się z dna, podobnie, możemy mieć dobre myśli na temat siły woli Havensa. Na tych, którzy dopiero to swoje dno osiągają, nie chcemy patrzeć inaczej, niż tylko w optyce ich przeszłości. Tu nie chodzi jedynie o dobrą wolę wobec innych ludzi, tu chodzi też o to, co możemy tracić jako społeczeństwo, pozbywając się szansy na naukowców, artystów, społeczników czy choćby rzetelnych pracowników. Oczywiście to wszystko dotyczy tych, którzy chcieliby podjąć trud powrotu, ale być może jest ich więcej niż nam się wydaje?
Moment zwrotny
Druga konkluzja jest bardziej ogólna i dotyczyć może każdego z nas, bez względu na to, czy kiedykolwiek trafimy do więzienia czy nie. Każdy ma swoje własne dno, którego już dotknął albo dopiero dotknie. Nie jest to żadna apoteoza upadku, ale zwrócenie uwagi na to, że czasem dopiero wtedy, gdy zbankrutujemy całkowicie, pozwalamy Bogu naprawdę do nas przemówić.
A może jest na odwrót, może to On pozwala naszym wyborom zaprowadzić nas w rejony, z których tylko On może nas wyprowadzić? Jedno jest ważne - chwila całkowitej bezsilności, do której w wielu wypadkach sami przyłożyliśmy rękę, może być w naszym życiu momentem zwrotnym, jeśli tylko na to pozwolimy. Jeśli w świadomości własnej ślepoty, damy zaprowadzić do miejsca, w które Bóg przyśle swoich aniołów.




