Rada Europy nie uderza w "terapie konwersyjne" tylko w wolność
Co musisz wiedzieć:
- Rada Europy przyjęła rezolucję zakazującą „terapii konwersyjnych” – obejmuje ona zarówno praktyki szkodliwe, jak i nieinwazyjne działania religijne lub edukacyjne mające na celu zmianę orientacji seksualnej lub ekspresji płciowej.
- Rezolucja koncentruje się na "ochronie" osób wrażliwych, w tym dzieci, młodzieży poniżej 16 lat oraz osób niepełnosprawnych, niezależnie od ich zgody, argumentując to bezpieczeństwem i ochroną zdrowia psychicznego.
- Krytycy rezolucji wskazują na możliwą ingerencję w wolność religijną, prawo rodziców i swobodę terapeutyczną, twierdząc, że szerokie definicje „terapii konwersyjnej” mogą penalizować także edukacyjne lub doradcze działania niepowodujące fizycznej szkody.
Mniejszości seksualne były na Zachodzie szeroko prześladowane w XX wieku. Historie tej niesprawiedliwości są dziś powszechnie znane: w nazistowskich Niemczech homoseksualni mężczyźni trafiali do obozów koncentracyjnych, a Wielka Brytania stała się oprawcą swoich własnych obywateli, takich jak Oscar Wilde czy Alan Turing. Nawet po wojnie w wielu miejscach na Zachodzie geje nie mogli żyć spokojnie. Wielu z nich było poddawanych torturom, np. elektrowstrząsom, które – nazywane terapią konwersyjną – miały zmienić ich orientację.
Różne znaczenia
Nikt jednak prawie – poza kryminalnymi wyjątkami – nie jest poddawany takim torturom w Europie w XXI wieku, a „terapia konwersyjna”, nawet jeśli nie podpiera się naukowymi dowodami, przybiera dziś najczęściej formę dobrowolnego uczestnictwa w seminariach o naturze religijnej. Ostatecznie, jeżeli jakaś dorosła osoba nie jest zadowolona ze swojej orientacji seksualnej, to powinna raczej mieć prawo próbować ją zmienić. Wolność wyznania i wolność słowa muszą wszak chyba pozwalać też na takie działania?
Dodatkowo: od kilku lat „terapia konwersyjna” zmieniła swoje znaczenie. Pod wpływem ideologii gender termin ten zaczął więc oznaczać każde sceptyczne nastawienie dla czyjejś „tożsamości płciowej”. W prostych słowach: obecnie za „terapię konwersyjną” uważa się np. poinformowanie dziecka, że NIE urodziło się w niewłaściwym ciele. Według aktywistów gender, informowanie o biologicznej rzeczywistości płci jest przemocą.
Kiedy więc obecnie zakazuje się terapii konwersyjnych, zakazuje się trzech różnych rzeczy: banuje się rzadkie przypadki nadużyć wobec osób LGB, delegalizuje się nieinwazyjne praktyki religijne i zakazuje się krytyki skrajnie lewicowej ideologii.
Ingerencja Rady Europy
W ramach zimowej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy deputowani przyjęli rezolucję "Za zakazem praktyk konwersyjnych" (Dok. 16315). Dokument, przygotowany przez brytyjską poseł Kate Osborne z grupy Socjalistów, Demokratów i Zielonych, wzywa 46 państw członkowskich do wprowadzenia zakazów wszelkich działań mających na celu zmianę, represję lub tłumienie orientacji seksualnej, tożsamości płciowej lub ekspresji płciowej.
Głosowanie zakończyło się wynikiem 178 głosów za, 42 przeciw i 15 wstrzymujących się. Rezolucja, która przeszła jednogłośnie przez Komisję ds. Równości w grudniu 2025 r., definiuje "praktyki konwersyjne" szeroko: od terapii psychologicznych i behawioralnych, przez rytuały religijne, po metody awersyjne, takie jak izolacja, nadużycia werbalne, wstrząsy elektryczne czy nawet przemoc fizyczna i seksualna. Część więc z tych zakazywanych praktyk jest szkodliwa, a część – żadnej wymiernej szkody per se ze sobą nie niesie.
Dokument podkreśla, że takie praktyki nie mają podstaw naukowych i są traktowane przez ekspertów ONZ jako forma tortur lub poniżającego traktowania. Szczególny nacisk położono na ochronę dzieci i młodzieży poniżej 16. roku życia, osób niepełnosprawnych oraz innych grup wrażliwych, gdzie zakaz ma obowiązywać bez względu na "zgodę" – uznawaną za nieważną pod (rzekomą) presją społeczną. W debacie przed głosowaniem zwolennicy rezolucji, w tym posłanka Osborne, argumentowali, że to krok w kierunku ochrony praw LGBT przed dyskryminacją i traumą. "Te praktyki powodują PTSD, depresję i wzrost ryzyka samobójstw" – mówiła Osborne.
Krytycy zarzucają ideologiczny zamach na wolność terapeutyczną
Jednak krytycy, w tym organizacje krytyczne wobec ideologii gender, takie jak Sex Matters, LGB Alliance, Genspect i Athena Forum, widzą w tym dokumencie coś zupełnie innego: ideologiczny zamach na wolność terapeutyczną, prawa rodzicielskie i opiekę nad dziećmi z dysforią płciową.
- To nie zakaz tortur, ale kryminalizacja każdego, kto nie afirmuje natychmiastowo deklarowanej tożsamości trans u dziecka.
– ostrzega Maya Forstater z Sex Matters w swoim apelu przed głosowaniem. Według niej rezolucja może prowadzić do sankcji karnych wobec terapeutów, rodziców dyskutujących z dziećmi o biologicznej płci czy nawet nauczycieli odmawiających użycia preferowanych zaimków.
- Będzie to miało efekt mrożący – profesjonaliści po prostu unikną pracy z takimi przypadkami, a dzieci, które często okazują się po prostu gejami lub lesbijkami, trafią na ścieżkę medykalizacji.
– dodaje Kate Barker z LGB Alliance, wskazując, że wiele młodych osób z dysforią wyrasta z niej z czasem. Faika El-Nagashi z Athena Forum, która lobbowała przeciwko rezolucji, podkreśla, że włączanie "tożsamości płciowej" i "ekspresji płciowej" to "transaktywistyczny koń trojański". "Tożsamość płciowa” to ideologiczny system zaprzeczający biologii, twierdzący, że dzieci mogą być 'urodzone w złym ciele'. Zakazując 'konwersji', rezolucja de facto narzuca obowiązkowe szkolenia promujące tę ideologię w szkołach i instytucjach" – argumentuje.
Ogromne znaczenie rezolucji
W Europie Wschodniej, jak w Polsce czy na Węgrzech, deputowani głosowali przeciw takiej ingerencji w suwerenność narodową i wolność religijną – rezolucja obejmuje bowiem instytucje kościelne i praktyki online, nawet transgraniczne. Znaczenie tej decyzji jest więc potencjalnie ogromne. Organizacje krytyczne wobec ideologii gender zapowiadają apelacje i kampanie nagłaśniające sprawę.




