Kraków czeka na zmianę. Referendum gniewu

Wybory samorządowe w Krakowie w 2024 roku znacząco odbiegały od dotychczasowego wielkomiejskiego schematu, w którym kandydat Platformy prezydenturę zdobywał już w pierwszej turze, lub – jeśli doszło do drugiej – zyskiwał w niej bezpieczną przewagę. Tu walka toczyła się do samego końca, a wynik nie był pewny do ostatniej chwili. Popierany przez Platformę Aleksander Miszalski z niezależnym Łukaszem Gibałą po bardzo brutalnej kampanii wygrał przewagą zaledwie 5343 głosów. Dziś nie jest pewne, czy dotrwa do końca swojej kadencji, a na Kraków z kilku powodów patrzy cała Polska.
Kraków
Kraków / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Wybory w Krakowie w 2024 r. zerwały z dotychczasowym schematem, bo popierany przez Platformę Aleksander Miszalski wygrał z Łukaszem Gibałą minimalną przewagą po brutalnej kampanii, a jego mandat od początku jest słaby i kwestionowany.
  • Po 22 latach rządów Jacka Majchrowskiego władza formalnie się zmieniła, ale w praktyce, zdaniem autora  odtworzył się stary układ, który generuje zadłużenie i rosnące niezadowolenie mieszkańców.
  • Niezależne media i aktywiści, wskazując na kolesiostwo, Strefę Czystego Transportu, drożyznę i brak wizji, uruchomili kampanię referendalną, której wynik jest niepewny.

 

Kraków czeka na zmianę

W XVI wieku żył w Krakowie Erazm Czeczotka-Tłokiński.

„Słynął z lichwiarstwa, licznych oszustw finansowych, rozpustnego trybu życia, skrytobójstwa i wydawania wyroków śmierci na niewinne osoby”

– pisze o nim Wikipedia, powołując się na artykuł zamieszczony w krakowskim portalu Krowoderska.pl.

„Gdyby nie zachowały się relacje naocznych świadków, to Erazm Czeczotka przeszedłby do historii jako wybitny samorządowiec, by nie powiedzieć mąż stanu. Sądzono by go bowiem po pozorach, a te wyglądają imponująco. Przez 40 lat był radnym. Trzy razy zajmował fotel burmistrza. Od króla otrzymał szlachectwo”

– pisał w tymże tekście krakowski dziennikarz Tomasz Borejza, dziś prowadzący na YouTubie kanał „Rynek Krowoderski”. Dzisiejsi włodarze miasta nie posuwają się tak daleko, jak zwany „krakowskim Borgią” Czeczotka. Gdy jednak posłuchać i poczytać o tym, jak w mieście od lat sprawowana jest władza, można odnieść wrażenie, że po tym awanturniku sprzed 500 lat zostało coś więcej niż tylko nazwa jednej z kamienic i działającej w niej restauracji.

 

Historyczna zmiana, która mało zmieniła

W obecnym stuleciu Krakowem przez niemal cały czas rządził prezydent Jacek Majchrowski. Naukowiec z imponującym dorobkiem, profesor, do stanu wojennego członek PZPR, po 1989 roku ponownie związany z lewicą w Krakowie wygrywał kolejne wybory, z reguły w drugiej turze zyskując poparcie rzędu 60%. W zależności od nastrojów społecznych w kraju, w drugich turach spotykał się z kandydatami PiS lub Platformy, przy czym, jeśli spotykał się z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, PO udzielała mu poparcia. I tak przez 22 lata. Prezydentura Majchrowskiego zaowocowała wieloma inwestycjami i dużą dawką towarzyszących im kontrowersji. Wokół prezydenta wytworzył się układ, który, gdy ten postanowił zakończyć swoją misję, postawił na Aleksandra Miszalskiego.

W 2024 roku namaszczony przez Majchrowskiego na następcę Andrzej Kulig przepadł w pierwszej turze. Do drugiej rundy nie przeszedł też popierany przez PiS Łukasz Kmita. Przeciwko Miszalskiemu stanął Łukasz Gibała, lokalny działacz samorządowy, przedsiębiorca i polityk przed laty związany z Platformą Obywatelską i Ruchem Palikota. Gibała miał duże szanse na wygraną, popierali go bowiem wszyscy, którzy chcieli zmiany w zarządzaniu miastem i przecięcia lokalnych układów. W ten sposób przed drugą turą wspierali go zarówno działacze ruchów miejskich, jak i poszczególni politycy lokalni od Razem do PiS. Przeciwko był jednak potężny i sięgający po chwyty poniżej pasa układ atakujący za pomocą pomówień, oskarżeń o niejasne powiązania, docierający ze swoim przekazem do mieszkańców miasta przez stylizowane na tabloidy gazetki wrzucane do skrzynek pocztowych i przez kampanię billboardową.

Użyte wówczas mechanizmy do złudzenia przypominają metody, jakimi w ostatniej kampanii prezydenckiej już w skali ogólnopolskiej próbowano zaszkodzić Karolowi Nawrockiemu. Losy tej operacji dziennikarze Andrzej Gajcy i Wojciech Mucha opisali w książce „Jak wygrać wybory i nie dać się złapać”. W Krakowie ta pozycja została niemal całkowicie przemilczana. Jednak choć jej tytuł okazał się, przynajmniej jak dotąd, proroczy, prezydentura Aleksandra Miszalskiego jest od pewnego czasu zagrożona.

 

Prezydent na cenzurowanym

W kilku publikacjach poświęconych zmianom polskiego rynku medialnego zwracałem uwagę na pojawienie się wielu nowych, niezależnych i prężnie działających inicjatyw docierających do obiorców przede wszystkim za pośrednictwem YouTube’a. Zjawisko to widać również w Krakowie, który dorobił się kilku niezależnych od władzy mediów, w tym – będącego kontynuacją cytowanego powyżej „Rynku Krowoderskiego” – kanału, na którym na bieżąco monitorowane są wszelkie kontrowersje wokół Miszalskiego i jego ekipy.

Media nie ograniczają się tylko do obserwacji i próbują współkreować rzeczywistość, angażując się w kolejne inicjatywy. Obok najgłośniejszej z nich, czyli kampanii referendalnej, warto wspomnieć o prowadzonej od wielu miesięcy serii happeningów mogących kojarzyć się z dawną „Naszością” Piotra Lisiewicza i Pomarańczową Alternatywą, organizowanej pod hasłem „Epidemia Kolesiostwa”. W jej ramach, używając atrybutów typowych dla zagrożenia epidemiologicznego, aktywiści zwracali uwagę na masowe obsadzanie miejskich posad na podstawie jednego tylko kryterium: posiadania zdjęcia z prezydentem Miszalskim. Kropel, drążących skałę nowego – starego układu jest więc kilka, jednak narastające społeczne niezadowolenie potrzebowało kilku konkretnych sygnałów, by wybuchnąć w formie kampanii referendalnej.

Zacznijmy od kwestii związanych z samą naturą dawnej stolicy. Hałaśliwy, zbyt młody i zbyt żywiołowy Miszalski dużo mniej wpisuje się w stereotyp krakowskiego włodarza miasta niż nobliwy i mający autentyczny nawykowy dorobek profesor Majchrowski, który do tego (niezależnie od długiej listy zastrzeżeń) pozostawił po sobie sporo skończonych inwestycji. Miszalski nie ma na koncie takich sukcesów, ma za to rekordowe zadłużenie miasta i hojne wydatkowanie publicznej kasy, co dla oszczędnych Krakowian jest jak się wydaje pewnym problemem.

 

W cieniu poprzednika

Jak mówi związany z Krakowem artysta i komentator Miłosz Lodowski,

„otoczony wianuszkiem dymu z cygara profesor Majchrowski, mimo wszystkich swoich niedoskonałości bywał człowiekiem uroczym i też miał pewną pozycję społeczną, również jako profesor. Inaczej jest z osobą, która po prostu nie dorosła do funkcji, którą sprawuje, i daje to wyraźnie odczuć mieszkańcom”.

Jeszcze większym problemem są dla nich rosnące wydatki, w tym przede wszystkim wprowadzenie Strefy Czystego Transportu. To konkretne uderzenie po kieszeni, połączone jeszcze z podwyżką cen komunikacji miejskiej (co jest działaniem absurdalnym, ponieważ wprowadzenie SCT ma korzystanie z transportu publicznego promować, a podwyżka do niego nie zachęca). Są też problemy narastające przez lata: gentryfikacja, wyludnianie się centrum i podporządkowanie go potrzebom weekendowych turystów kosztem spokoju i jakości życia mieszkańców, co zresztą mocno zemściło się na mieście w czasie pandemii; niewykorzystywanie potencjału drugiego największego miasta w Polsce, wreszcie zmiany społeczne, które sprawiły, że przekonany o swej wyjątkowości snobistyczny „Krakówek” przestał być jedynym punktem odniesienia dla coraz mocniej tworzących własną tożsamość dzielnic.

O złożoności przyczyn wybuchu społecznego niezadowolenia mówi również inny wywodzący się z Krakowa publicysta, Wojciech Mucha.

„Kroplą, która przelała czarę goryczy, okazało się wprowadzenie Strefy Czystego Tansportu z jej niejasnymi przepisami i do tego na wielkim obszarze (60% miasta), ale to także efekt 20 miesięcy rządów, w trakcie których miasto zmieniło się w żerowisko Platformy Obywatelskiej. Nie ma wizji rozwojowej, a działalność i sam wizerunek Miszalskiego nijak nie współgra z aspiracjami Krakowian i Krakowianek. Można odnieść wrażenie hamowania i powolnego dryfu. Oczywiście – winny temu jest poprzednik, ale sam Aleksander Miszalski zdaje się nie rozumieć, że w ten sposób tego nie naprawi. W ciągu 20 miesięcy dług Krakowa urósł prawie o 2 mld zł”.

 

Niepewny wynik

Czy jednak referendum ma szanse powodzenia? Na pewno jest dziś bacznie obserwowane przez całą polityczną Polskę. Dla opozycji odwołanie prezydenta z Platformy mogłoby być symbolicznym przełomem i nadzieją na zmiany również na szczeblu rządowym. Koalicja Obywatelska także zdaje sobie z tego sprawę, dlatego nie zamierza łatwo rezygnować. Choć krążą plotki o planie B i szykowanym już kolejnym kandydacie (podobno miałby nim zostać niedoszły ambasador w USA Bogdan Klich), władze miasta walczą. Za potężne pieniądze planują rozsyłać propagandowe gazetki dla mieszkańców, a lokalni działacze piszą w mediach społecznościowych o „brunatnym referendum” i „referendum nienawiści”. Podpisy gromadzone są jednak bardzo szybko, powyżej rachub samych organizatorów. Pamiętajmy jednak, że referenda lokalne rzadko się dotąd udawały. Na pierwszym etapie przewaga jest po stronie opozycji, później jednak to miasto ma większe możliwości i na pewno je wykorzysta. Jak mówi Wojciech Mucha,

„to, czy się uda odwołać Miszalskiego i Radę Miasta, to już osobna historia. Potrzebne będzie sto kilkadziesiąt tysięcy głosów. O te w czerwcowy weekend będzie trudniej niż o zebranie 60 tysięcy podpisów w mroźnym, zimowym Krakowie”.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Mamy kolejny medal! Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak wicemistrzami olimpijskimi z ostatniej chwili
Mamy kolejny medal! Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak wicemistrzami olimpijskimi

Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek zdobyli srebrny medal w olimpijskim konkursie duetów na dużej skoczni w Predazzo. Wygrali Jan Hoerl i Stephan Embacher z Austrii. Brąz wywalczyli Johann Andre Forfang i Kristoffer Eriksen Sundal z Norwegii.

Francja uderza w OZE i stawia na energię jądrową z ostatniej chwili
Francja uderza w OZE i stawia na energię jądrową

Francja obniża cele dla energii wiatrowej i słonecznej, a jednocześnie wzmacnia energetykę jądrową. Plan francuskiego rządu ocenia krytycznie Greenpeace.

Nie żyje Robert Duvall. Legenda kina miała 95 lat z ostatniej chwili
Nie żyje Robert Duvall. Legenda kina miała 95 lat

W wieku 95 lat zmarł amerykański aktor i reżyser Robert Duvall - poinformowała w poniedziałek żona artysty, Luciana Duvall. Aktor był znany z ról w filmach takich jak „Ojciec chrzestny”, „Czas apokalipsy” i „Pod czułą kontrolą”, za którą w 1983 r. otrzymał Oscara.

Awaria platformy X. Tysiące zgłoszeń z ostatniej chwili
Awaria platformy X. Tysiące zgłoszeń

Coraz więcej użytkowników platformy X (dawniej Twitter) zgłasza problemy z działaniem aplikacji. Na stronie Downdetector od godz. 19 pojawiło się już ponad 1,9 tys. zgłoszeń.

Kolejny polityk odchodzi z Polski 2050 z ostatniej chwili
Kolejny polityk odchodzi z Polski 2050

Była wiceminister spraw zagranicznych Anna Radwan-Röhrenschef poinformowała w poniedziałek, że rezygnuje z członkostwa w Polsce 2050. Wcześniej taką samą decyzję podjął Michał Kobosko.

Tusk i Morawiecki starli się na X. Szczyt bezczelności z ostatniej chwili
Tusk i Morawiecki starli się na X. "Szczyt bezczelności"

Starcie Donalda Tuska i Mateusza Morawieckiego na platformie X. Poszło o konwencję PiS w Stalowej Woli i pieniądze z programu SAFE dla Huty.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Śnieg w wielu regionach, lokalnie deszcz marznący i gołoledź. Na południowym zachodzie także mgła, a w górach porywisty wiatr i zamiecie – taka pogoda czeka nas w najbliższą środę i czwartek według informacji przekazanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Poważny problem Bundeswehry. Niemieccy żołnierze nie chcą służyć w brygadzie na Litwie z ostatniej chwili
Poważny problem Bundeswehry. Niemieccy żołnierze nie chcą służyć w brygadzie na Litwie

Do służby w 45. brygadzie pancernej Bundeswehry „Litwa” zgłosiło się zaledwie 10 proc. potrzebnych żołnierzy. Szef komisji obrony Bundestagu Thomas Roewekamp zapowiedział, że jeśli taka sytuacja się utrzyma, możliwe jest skierowanie żołnierzy do służby na Litwie - podał w poniedziałek portal RND.

Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców

Mieszkańcy wielu powiatów w województwie małopolskim powinni przygotować się na planowane przerwy w dostawie energii elektrycznej. Operator Tauron opublikował aktualne harmonogramy wyłączeń dla wielu rejonów dystrybucji; na liście znalazły się duże miasta, takie jak Kraków, Tarnów, czy Nowy Sącz, jak i wiele mniejszych miejscowości. Sprawdź, czy Twoja ulica znajduje się na liście.

Tusk ma problem. Jest najnowszy sondaż z ostatniej chwili
Tusk ma problem. Jest najnowszy sondaż

Koalicja Obywatelska powiększa przewagę nad ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego, lecz miałaby problem stworzyć koalicję rządzącą – wynika z najnowszego badania IBRiS dla Wirtualnej Polski.

REKLAMA

Kraków czeka na zmianę. Referendum gniewu

Wybory samorządowe w Krakowie w 2024 roku znacząco odbiegały od dotychczasowego wielkomiejskiego schematu, w którym kandydat Platformy prezydenturę zdobywał już w pierwszej turze, lub – jeśli doszło do drugiej – zyskiwał w niej bezpieczną przewagę. Tu walka toczyła się do samego końca, a wynik nie był pewny do ostatniej chwili. Popierany przez Platformę Aleksander Miszalski z niezależnym Łukaszem Gibałą po bardzo brutalnej kampanii wygrał przewagą zaledwie 5343 głosów. Dziś nie jest pewne, czy dotrwa do końca swojej kadencji, a na Kraków z kilku powodów patrzy cała Polska.
Kraków
Kraków / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Wybory w Krakowie w 2024 r. zerwały z dotychczasowym schematem, bo popierany przez Platformę Aleksander Miszalski wygrał z Łukaszem Gibałą minimalną przewagą po brutalnej kampanii, a jego mandat od początku jest słaby i kwestionowany.
  • Po 22 latach rządów Jacka Majchrowskiego władza formalnie się zmieniła, ale w praktyce, zdaniem autora  odtworzył się stary układ, który generuje zadłużenie i rosnące niezadowolenie mieszkańców.
  • Niezależne media i aktywiści, wskazując na kolesiostwo, Strefę Czystego Transportu, drożyznę i brak wizji, uruchomili kampanię referendalną, której wynik jest niepewny.

 

Kraków czeka na zmianę

W XVI wieku żył w Krakowie Erazm Czeczotka-Tłokiński.

„Słynął z lichwiarstwa, licznych oszustw finansowych, rozpustnego trybu życia, skrytobójstwa i wydawania wyroków śmierci na niewinne osoby”

– pisze o nim Wikipedia, powołując się na artykuł zamieszczony w krakowskim portalu Krowoderska.pl.

„Gdyby nie zachowały się relacje naocznych świadków, to Erazm Czeczotka przeszedłby do historii jako wybitny samorządowiec, by nie powiedzieć mąż stanu. Sądzono by go bowiem po pozorach, a te wyglądają imponująco. Przez 40 lat był radnym. Trzy razy zajmował fotel burmistrza. Od króla otrzymał szlachectwo”

– pisał w tymże tekście krakowski dziennikarz Tomasz Borejza, dziś prowadzący na YouTubie kanał „Rynek Krowoderski”. Dzisiejsi włodarze miasta nie posuwają się tak daleko, jak zwany „krakowskim Borgią” Czeczotka. Gdy jednak posłuchać i poczytać o tym, jak w mieście od lat sprawowana jest władza, można odnieść wrażenie, że po tym awanturniku sprzed 500 lat zostało coś więcej niż tylko nazwa jednej z kamienic i działającej w niej restauracji.

 

Historyczna zmiana, która mało zmieniła

W obecnym stuleciu Krakowem przez niemal cały czas rządził prezydent Jacek Majchrowski. Naukowiec z imponującym dorobkiem, profesor, do stanu wojennego członek PZPR, po 1989 roku ponownie związany z lewicą w Krakowie wygrywał kolejne wybory, z reguły w drugiej turze zyskując poparcie rzędu 60%. W zależności od nastrojów społecznych w kraju, w drugich turach spotykał się z kandydatami PiS lub Platformy, przy czym, jeśli spotykał się z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, PO udzielała mu poparcia. I tak przez 22 lata. Prezydentura Majchrowskiego zaowocowała wieloma inwestycjami i dużą dawką towarzyszących im kontrowersji. Wokół prezydenta wytworzył się układ, który, gdy ten postanowił zakończyć swoją misję, postawił na Aleksandra Miszalskiego.

W 2024 roku namaszczony przez Majchrowskiego na następcę Andrzej Kulig przepadł w pierwszej turze. Do drugiej rundy nie przeszedł też popierany przez PiS Łukasz Kmita. Przeciwko Miszalskiemu stanął Łukasz Gibała, lokalny działacz samorządowy, przedsiębiorca i polityk przed laty związany z Platformą Obywatelską i Ruchem Palikota. Gibała miał duże szanse na wygraną, popierali go bowiem wszyscy, którzy chcieli zmiany w zarządzaniu miastem i przecięcia lokalnych układów. W ten sposób przed drugą turą wspierali go zarówno działacze ruchów miejskich, jak i poszczególni politycy lokalni od Razem do PiS. Przeciwko był jednak potężny i sięgający po chwyty poniżej pasa układ atakujący za pomocą pomówień, oskarżeń o niejasne powiązania, docierający ze swoim przekazem do mieszkańców miasta przez stylizowane na tabloidy gazetki wrzucane do skrzynek pocztowych i przez kampanię billboardową.

Użyte wówczas mechanizmy do złudzenia przypominają metody, jakimi w ostatniej kampanii prezydenckiej już w skali ogólnopolskiej próbowano zaszkodzić Karolowi Nawrockiemu. Losy tej operacji dziennikarze Andrzej Gajcy i Wojciech Mucha opisali w książce „Jak wygrać wybory i nie dać się złapać”. W Krakowie ta pozycja została niemal całkowicie przemilczana. Jednak choć jej tytuł okazał się, przynajmniej jak dotąd, proroczy, prezydentura Aleksandra Miszalskiego jest od pewnego czasu zagrożona.

 

Prezydent na cenzurowanym

W kilku publikacjach poświęconych zmianom polskiego rynku medialnego zwracałem uwagę na pojawienie się wielu nowych, niezależnych i prężnie działających inicjatyw docierających do obiorców przede wszystkim za pośrednictwem YouTube’a. Zjawisko to widać również w Krakowie, który dorobił się kilku niezależnych od władzy mediów, w tym – będącego kontynuacją cytowanego powyżej „Rynku Krowoderskiego” – kanału, na którym na bieżąco monitorowane są wszelkie kontrowersje wokół Miszalskiego i jego ekipy.

Media nie ograniczają się tylko do obserwacji i próbują współkreować rzeczywistość, angażując się w kolejne inicjatywy. Obok najgłośniejszej z nich, czyli kampanii referendalnej, warto wspomnieć o prowadzonej od wielu miesięcy serii happeningów mogących kojarzyć się z dawną „Naszością” Piotra Lisiewicza i Pomarańczową Alternatywą, organizowanej pod hasłem „Epidemia Kolesiostwa”. W jej ramach, używając atrybutów typowych dla zagrożenia epidemiologicznego, aktywiści zwracali uwagę na masowe obsadzanie miejskich posad na podstawie jednego tylko kryterium: posiadania zdjęcia z prezydentem Miszalskim. Kropel, drążących skałę nowego – starego układu jest więc kilka, jednak narastające społeczne niezadowolenie potrzebowało kilku konkretnych sygnałów, by wybuchnąć w formie kampanii referendalnej.

Zacznijmy od kwestii związanych z samą naturą dawnej stolicy. Hałaśliwy, zbyt młody i zbyt żywiołowy Miszalski dużo mniej wpisuje się w stereotyp krakowskiego włodarza miasta niż nobliwy i mający autentyczny nawykowy dorobek profesor Majchrowski, który do tego (niezależnie od długiej listy zastrzeżeń) pozostawił po sobie sporo skończonych inwestycji. Miszalski nie ma na koncie takich sukcesów, ma za to rekordowe zadłużenie miasta i hojne wydatkowanie publicznej kasy, co dla oszczędnych Krakowian jest jak się wydaje pewnym problemem.

 

W cieniu poprzednika

Jak mówi związany z Krakowem artysta i komentator Miłosz Lodowski,

„otoczony wianuszkiem dymu z cygara profesor Majchrowski, mimo wszystkich swoich niedoskonałości bywał człowiekiem uroczym i też miał pewną pozycję społeczną, również jako profesor. Inaczej jest z osobą, która po prostu nie dorosła do funkcji, którą sprawuje, i daje to wyraźnie odczuć mieszkańcom”.

Jeszcze większym problemem są dla nich rosnące wydatki, w tym przede wszystkim wprowadzenie Strefy Czystego Transportu. To konkretne uderzenie po kieszeni, połączone jeszcze z podwyżką cen komunikacji miejskiej (co jest działaniem absurdalnym, ponieważ wprowadzenie SCT ma korzystanie z transportu publicznego promować, a podwyżka do niego nie zachęca). Są też problemy narastające przez lata: gentryfikacja, wyludnianie się centrum i podporządkowanie go potrzebom weekendowych turystów kosztem spokoju i jakości życia mieszkańców, co zresztą mocno zemściło się na mieście w czasie pandemii; niewykorzystywanie potencjału drugiego największego miasta w Polsce, wreszcie zmiany społeczne, które sprawiły, że przekonany o swej wyjątkowości snobistyczny „Krakówek” przestał być jedynym punktem odniesienia dla coraz mocniej tworzących własną tożsamość dzielnic.

O złożoności przyczyn wybuchu społecznego niezadowolenia mówi również inny wywodzący się z Krakowa publicysta, Wojciech Mucha.

„Kroplą, która przelała czarę goryczy, okazało się wprowadzenie Strefy Czystego Tansportu z jej niejasnymi przepisami i do tego na wielkim obszarze (60% miasta), ale to także efekt 20 miesięcy rządów, w trakcie których miasto zmieniło się w żerowisko Platformy Obywatelskiej. Nie ma wizji rozwojowej, a działalność i sam wizerunek Miszalskiego nijak nie współgra z aspiracjami Krakowian i Krakowianek. Można odnieść wrażenie hamowania i powolnego dryfu. Oczywiście – winny temu jest poprzednik, ale sam Aleksander Miszalski zdaje się nie rozumieć, że w ten sposób tego nie naprawi. W ciągu 20 miesięcy dług Krakowa urósł prawie o 2 mld zł”.

 

Niepewny wynik

Czy jednak referendum ma szanse powodzenia? Na pewno jest dziś bacznie obserwowane przez całą polityczną Polskę. Dla opozycji odwołanie prezydenta z Platformy mogłoby być symbolicznym przełomem i nadzieją na zmiany również na szczeblu rządowym. Koalicja Obywatelska także zdaje sobie z tego sprawę, dlatego nie zamierza łatwo rezygnować. Choć krążą plotki o planie B i szykowanym już kolejnym kandydacie (podobno miałby nim zostać niedoszły ambasador w USA Bogdan Klich), władze miasta walczą. Za potężne pieniądze planują rozsyłać propagandowe gazetki dla mieszkańców, a lokalni działacze piszą w mediach społecznościowych o „brunatnym referendum” i „referendum nienawiści”. Podpisy gromadzone są jednak bardzo szybko, powyżej rachub samych organizatorów. Pamiętajmy jednak, że referenda lokalne rzadko się dotąd udawały. Na pierwszym etapie przewaga jest po stronie opozycji, później jednak to miasto ma większe możliwości i na pewno je wykorzysta. Jak mówi Wojciech Mucha,

„to, czy się uda odwołać Miszalskiego i Radę Miasta, to już osobna historia. Potrzebne będzie sto kilkadziesiąt tysięcy głosów. O te w czerwcowy weekend będzie trudniej niż o zebranie 60 tysięcy podpisów w mroźnym, zimowym Krakowie”.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane