Aleksandra Jakubiak OV: Głód
Głód niejedno ma imię
W Środę Popielcową słowo „głód” zaczyna być w nas żywe. Jest jakimś rodzajem urzeczywistnienia się naszych lęków, jest konfrontacją z zachwianą potrzebą bezpieczeństwa. I jest wielką szansą na muśnięcie wolności.
We wszechświecie, wszystko co żyje, odczuwa głód. Właściwie należałoby się głodu cieszyć, bo fakt jego odczuwania jest nieodpartym argumentem za tym, że istniejemy. Całe stworzenie charakteryzuje się zależnością, a owa zależność skutkuje łaknieniem, którego zaspokojenie na poziomie biologicznym jest nam niezbędne do dalszego funkcjonowania. Głód jest jednak synem potrzeby, objawem jej niezaspokojenia. Tak samo zatem, jak funkcjonuje gradacja potrzeb - od tych zupełnie podstawowych, fizjologicznych, po te coraz bardziej wysublimowane, niezbędne już nie tyle ciału, co duchowi i sercu - tak i głód niejedno ma imię.
Zwykliśmy w pierwszej chwili kojarzyć głód z brakiem posiłku, jednak nie tylko żołądek jest naszym narzędziem zaspokajania apetytu. Istnieją głody uwagi, głody dotyku, będącego oznaką troski, opieki, miłości, głody posiadania, głody bezpieczeństwa, odpoczynku, samostanowienia, szacunku etc. etc. etc.
- Orędzie papieskie na Wielki Post: Prośmy o moc postu, która dotknie naszego języka
- Papież: Nie minimalna sprawiedliwość, ale wielka miłość
- [wywiad] Ks. Leszek Krzyża: To najtrudniejszy czas w trwającej cztery lata wojnie
- Ingres nowego Prymasa Anglii i Walii
- Od jutra czuwanie przy Grobie Pańskim w wirtualnej rzeczywistości
- Kard. Parolin: Stolica Apostolska nie będzie uczestniczyć w Radzie Pokoju
- Przegląd rekolekcji i inicjatyw wielkopostnych online
- Papież: Przyciąganie przez krzyż Chrystusa, będący najwyższym objawieniem miłości Boga
- Bezprecedensowy proces. Zeznania biskupa w Sądzie Rejonowym w Tarnowie
- Wielki Post na Jasnej Górze
Pan głodu
Bycie od czegoś zależnym nie jest jednoznaczne z byciem niewolnikiem tej rzeczywistości, m.in. dlatego właśnie tak pożyteczny jest dla nas post - aby to nie głód był naszym panem, lecz byśmy to my uczyli się doznawać wolności panowania nad łaknieniem. Oczywiście są rodzaje głodu, które wcześniej czy później musimy zaspokoić, nawet wtedy jednak nie musi to oznaczać służenia im. Tak jest np. w wypadku, gdy uczymy się, że chwilowe powstrzymanie się od konsumpcji jakiegoś dobra, w imię istotniejszej wartości, nas nie zabije. Możemy wtedy w poczuciu wolności podzielić się posiłkiem lub przepuścić kogoś w kolejce, uznając, że ów człowiek jest w większej potrzebie. Możemy także zrezygnować z zaspokojenia pewnych niekoniecznych potrzeb, gdy uznamy je za szkodliwe dla rozwoju lub czyniące komuś szkodę. Nie ma bowiem wśród ludzi większego mocarza, niż ktoś, kto panuje nad sobą samym w pędzie ku zaspokojeniu głodu. To głęboko pocieszające, że jest w naszym zasięgu w niektórych aspektach wyrastać ponad piramidę potrzeb.
Pierwszym krokiem ku panowaniu nad głodem jest zaakceptowanie, że go w sobie nosimy i przyznanie się do niego. Późniejszym nauka panowania nad sobą, ale to miłość kieruje nas ku aktom wyboru czegoś innego w miejsce własnego zaspokojenia. Dlatego właśnie post jest tak skutecznym narzędziem wielkopostnym. To ów post jest dla człowieka darem, choć jest to dar trudny. I to post, w pewnym sensie, uzdalnia nas do prawdziwej, podyktowanej potrzebą serca, jałmużny.
Post języka
W swoim orędziu na Wielki Post 2026 Leona XIV pisał o panowaniu nad językiem. Jest to forma postu, która nie jest oczywista. Może przybierać różne postaci, np. post od nieustannego gadania, wynikającego z potrzeby uwagi i zrozumienia. Przeciwieństwem będzie uczenie się ciszy i wsłuchiwania w głosy wokół - głos Boga wewnątrz i głosy osób nas otaczających, odkrywanie światów, których istnienia może nie byliśmy świadomi.
Drugim rodzajem postu może być post od przymusu udowadniania innym swoich racji. Nie po to, żeby dać się tłamsić, ale by patrzeć bardziej na dobro, niż na wygraną i uwolnić się od imperatywu określania własnej wartości. To uwolnienie od porównywania się i niezdrowego myślenia o tym, co sądzą o mnie inni.
Trzecią formą takiego postu byłby post od złego języka - krzyku, ubliżania, obmawiania, poniżania, manipulacji. To próba panowania nad gniewem, nie tyle przez tłumienie go, które zawsze jest szkodliwe i na dłuższą metę nieskuteczne, co przez świadome zastępowanie. Często w tym celu trzeba dać sobie chwilę na odpowiedź, na decyzję, czy naprawdę chcę zamieścić obraźliwy komentarz pod czyimś postem, czy rzeczywiście chcę użyć tej złośliwości lub drwiny, czy ten, do którego ją kieruję coś z tej odpowiedzi wyniesie, czy moja odpowiedź naprawdę poprawi sytuację. Osobiście mam kłopot z hamowaniem języka, gdy się zirytuję - a irytuję się dość często. Od kiedy jednak zaczęłam praktykować dawanie sobie kilku sekund lub minut, a czasem nawet dni, oddechu przed odpowiedzią, jest znacznie łatwiej i choć czasami się nie udaje, to jednak często zdarza mi się odnieść sukces.
Stoimy u bram Wielkiego Postu z całym morzem możliwości. Dla wielu osób propozycja papieża może być bardzo owocna, inni mogą być zaproszenie do jakiejś odmiennej formy postu. Wybierajmy jednak nie po to, by sobie coś udowadniać, ale by za kilka tygodni być bardziej zdolnym do tego, by kochać.




