Tȟašúŋke Witkó: Na Kremlu bez zmian
Co musisz wiedzieć:
- Artykuł przypomina tezy z tzw. „długiego telegramu”, który w 1946 r. wysłał do Waszyngtonu amerykański dyplomata George F. Kennan. Według niego władze Kremla potrzebują konfliktu zewnętrznego, by utrzymywać kontrolę nad własnym społeczeństwem.
- Autor wskazuje, że optymistyczne zapowiedzi rozmów pokojowych ogłoszone przez Wołodymyra Zełenskiego zostały niemal natychmiast podważone przez rosyjskie ataki na ukraińskie miasta.
- Zdaniem komentatora działania Władimira Putina potwierdzają, że polityka Kremla wobec Zachodu i Ukrainy pozostaje niezmienna – a wszelkie oznaki słabości mogą być interpretowane jako zachęta do dalszej presji lub agresji.
Była to swoista synteza i wyjaśnienie postępowania Rosjan, w której autor stwierdza, że konfrontacyjna i agresywna postawa Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich wobec demokratycznych państw zachodnich wynika z konieczności utrzymania terroru wewnątrz Kraju Rad, albowiem każdy reżim musi mieć wroga zewnętrznego, po to, aby posiadać oficjalny powód do pozaprawnego zwalczania wewnętrznych oponentów władzy. Józef Stalin, by móc wysyłać do łagrów tysiące ludzi, musiał ich oskarżać o współpracę z imperialistami, dlatego potrzebował nieprzejednanych nieprzyjaciół, czyli Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.
Kennan konkludował, że polityka najmniejszych nawet ustępstw wobec Moskwy zostanie odczytana wyłącznie jako tchórzostwo i popchnie Kreml do kolejnej agresji. Cóż, dla Państwa – ludzi wyrobionych politycznie – owe tezy brzmią wręcz banalnie, ale dla Zachodu do dziś zdają się być epokowym odkryciem. Niestety, najprawdopodobniej na chwilę zapomniał o nich także ukraiński prezydent.
Ukraińska dezynwoltura
Wołodymyr Ołeksandrowycz Zełenski niewątpliwie Rosję zna bardzo dobrze, a jej najciemniejszej stronie przygląda się z bliska od minimum czterech lat. Przy całej mojej krytycznej ocenie polityki buty, jaką kijowski władyka prowadzi wobec Warszawy, to jednak dawałem mu dość wysokie noty za negatywny obraz Kremla, kolportowany przez niego choćby w Waszyngtonie. Europy Zachodniej negatywnie do Moskwy Zełenski nie nastawi, bowiem ta gotowa jest przehandlować całą Ukrainę za syberyjskie kopaliny energetyczne, ale do – kompletnie nieznających realiów Starego Kontynentu i żyjących w swoim zaoceanicznym rezerwacie – Amerykanów zły obraz Putina jednak zawiózł. To dla nas, Polaków, może być kiedyś ważnym argumentem w negocjacjach o nowym światowym porządku, podczas których USA będą grały pierwsze skrzypce.
Dlatego byłem niesamowicie negatywnie zaskoczony, kiedy ów oficjel stracił czujność i palnął wielkie głupstwo! 25 lutego 2026 roku, w środę przed południem, nadwiślańskie media obiegła wiadomość, że zbliża się kolejna tura rozmów o pokoju pomiędzy Rosją a Ukrainą. Powołując się na pełne nadziei słowa ukraińskiego przywódcy, agencje informacyjne doniosły, że na początku marca do stołu negocjacyjnego zasiądą przedstawiciele Kijowa, Moskwy i Waszyngtonu. Ponadto, Zełenski dodał, że wiele obiecuje sobie po owej debacie w kwestii wymiany jeńców wojennych. Generalnie, odbiorcy komunikatów mogli wyczuć bijący z nich optymizm i dobrą wolę ze strony ukraińskiej, dlatego kolejne nieszczęście było jedynie kwestią czasu.
Na Kremlu bez zmian
26 lutego 2026 roku, w czwartek, około godziny 2.15 czasu polskiego, pojawiły się pierwsze doniesienia o rosyjskich atakach z powietrza na Kijów. Media społecznościowe zaroiły się od zdjęć rakiet i dronów uderzających także w Charków, Zaporoże i Połtawę. Znów zginęli ludzie, zapłonęły domostwa, zawyły syreny karetek i straży pożarnej, dały się słyszeć krzyki rannych i kontuzjowanych. Nieco ponad pół doby po pozytywnej nowinie przekazanej przez Zelenskiego, „car z KGB” oznajmił światu, że każda radość może okazać się przedwczesna.
Głupota i chwilowe zapomnienie ukraińskiego polityka przyniosło opłakane skutki dla wielu ludzi. Świadkowie donosili, że Rosjanie uderzyli z od dawna niespotykaną intensywnością, więc nie może być żadnych wątpliwości, iż była to wanna zimnej wody, jaką Putin wylał na głowę rozentuzjazmowanego Zełenskiego. Jak tutaj nie przywołać słów przypisywanych Bolesławowi Wieniawie-Długoszowskiemu, tych o zakazie robienia głupstw w dyplomacji?
Urealnić obraz Rosji w Waszyngtonie
Dlaczego ja o tym Państwu piszę? Dlatego, że osobiście uważam, iż „długi telegram” powinien być Waszyngtonowi odświeżony, choćby na przykładzie rosyjskiego ataku przeprowadzonego 26 lutego 2026 roku. Powiecie Państwo, że Donald Trump to wie, gdyż zmiótł z szachownicy Nicolása Maduro i Alego Chameneiego, czyli współpracowników Kremla. Jako wieczny pesymista i, jednocześnie, skrajny realista wyartykułuję, że te akcje były skierowane przeciwko Pekinowi, a nie przeciwko Moskwie. Trump, słusznie zresztą, próbuje odciąć Chińczyków od ropy naftowej, aby osłabić ich potencjał gospodarczy. Paradoksalnie, dla Polski to jest groźne, gdyż w dłuższej perspektywie czasowej Kitajcy – nawet jeśli obecnie ograniczyli lub wręcz zrezygnowali z dostaw rosyjskich kopalin – będą zmuszeni importować więcej „czarnego złota” właśnie z Syberii, co da Kremlowi kolejny zastrzyk finansowy.
Jeśli nałożyć to na wciąż żywą ideę Trumpa „odciągnięcia” Putina od Xi, realizowaną poprzez łagodne obchodzenie się z byłym kagiebistą, to mamy gotowy przepis na nieszczęście dla Europy Wschodniej. Liczę na to, że ktoś z obozu prezydenckiego wyśle nad Potomak telegram Kennana, zdjęcia ostatnich pożarów z Charkowa i opatrzy całość stosownym komentarzem… Może to da jakiś efekt?
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 6 marca 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]




