3 marca, w Berlinie odbył się „sąd specjalny” nad Polską
Co musisz wiedzieć:
- 3 marca w Berlinie odbyła się debata wokół książki historyka Grzegorza Rossolińskiego-Liebe.
- Autor "bada" rolę polskich burmistrzów w czasie niemieckiej okupacji.
- Część polskich historyków zarzuca publikacji liczne błędy i manipulacje
We wtorek, 3 marca, w Berlinie odbył się swoisty „sąd specjalny” nad Polską. W roli „podsądnych” obsadzono burmistrzów-Polaków w Generalnym Gubernatorstwie, ze szczególnym uwzględnieniem komisarycznego burmistrza Warszawy, Juliana Kulskiego, przed wojną zastępcę Prezydenta Starzyńskiego, który we Wrześniu 1939 roku wraz ze Starzyńskim dowodził obroną stolicy.
Sąd nad Polską
Głównym „oskarżycielem” i zarazem „sędzią” był Grzegorz Rossoliński-Liebe, „polsko-niemiecki historyk” z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, a „materiałem dowodowym” jego książka „Polscy burmistrzowie i Holokaust. Okupacja, administracja, kolaboracja”. Przypomnijmy, że zbadał ich 35, z czego 31 było Polakami, a żaden z nich nie zamordował Żyda. W tej podwójnej roli „oskarżyciela i sędziego” sekundowały mu ważne postaci niemieckiego życia intelektualnego w obszarze historii i „kultury pamięci” oraz większość niemieckiej publiczności. „Rozprawa” odbyła się w jednej z najważniejszych niemieckich instytucji pamięci – Topografii Terroru, gdzie w czasie drugiej wojny światowej siedziby miały SS i policja Trzeciej Rzeszy.
Na wyrok składały się twierdzenia, że burmistrzowie Polacy stanowili ważną grupę urzędników współodpowiedzialnych za Zagładę, że w Generalnym Gubernatorstwie działała „administracja polsko-niemiecka”, że na jednego Niemca w administracji krajów okupowanych przypadało dziesięciu lokalnych urzędników, bez których Niemcy nie poradziliby sobie z Holokaustem, oraz to, że burmistrzowie Polacy byli „komunalnymi sprawcami zza biurka”. Adwokata do „dyskusji” nie zaproszono.
"Wolność debaty naukowej", ale bez głosów krytycznych
Wieczór autorski otworzyły przemówienia szefowej Topografii Terroru, dr Andrei Riedle, oraz prof. Stefanie Schüler-Springorum, dyrektor Centrum Badań Antysemityzmu przy Uniwersytecie Technicznym w Berlinie, które było partnerem tego wydarzenia. Pierwsza apelowała o wolność debaty naukowej, choć zarządzana przez nią instytucja nie zaprosiła do dyskusji nikogo, z kim Rossliński-Liebe naprawdę musiałby się skonfrontować na argumenty, a także była „bardzo ciekawa tego, jaką rolę ‘polscy burmistrzowie’ odegrali w Zagładzie, masowych mordach i tym wszystkim, co pod okupacją niemiecką nie wydarzyłoby się, gdyby nie współdziałanie” lokalnych sprawców. Druga z pań, mówiąc o zaborach Polski, pomyliła Austriaków z Francuzami, a poza tym stwierdziła między innymi, że w świecie badań nad Holokaustem panuje już absolutny konsensus co do tego, że Niemcom bez kolaborantów nie udałoby się go dokonać.
W podobnym tonie wypowiedział się także dr Markus Nesselrodt, moderator rozmowy z Rossolińskim-Liebe i sygnatariusz listu naukowców w jego obronie. Nie zadał Rossolińskiemu-Liebe ani jednego trudnego pytania i głównie przytakiwał mu słowem i głową. Wszyscy troje zastrzegli jednak na wstępie, że Zagłada była niemieckim pomysłem i inicjatywą. Na gigantycznym ekranie nad podium wyświetlano ogromne zdjęcie okładki książki z fotografią Juliana Kulskiego.
Główny oskarżony - Julian Kulski
Nie ulega wątpliwości, że to właśnie on był głównym „oskarżonym” przed tym „trybunałem”. W czterdziestominutowej prelekcji Rossliński-Liebe mówił o nim niemal bez przerwy, zaprezentował też kilkanaście jego zdjęć. Nie wspomniał o funkcji Kulskiego w przedwojennej Warszawie ani też o tym, że został on komisarycznym burmistrzem miasta za zgodą, a wręcz namową Polskiego Państwa Podziemnego. Przyznał, że Kulski „pomagał Żydom”, podkreślił jednak, że robił to „prywatnie”. Nie wspomniał, że Kulski przez lata ukrywał Żydów, codziennie narażając siebie i swoją rodzinę na karę śmierci. Stwierdził natomiast, że Kulski pomagał Żydom, ponieważ „posiadał dom” pod Warszawą. Wspomniał wprawdzie, że warszawski Ratusz wystawiał różnym osobom fałszywe papiery, nie wspomniał jednak ani o skali tych działań, ani o roli Kulskiego w nich.
Ubolewał, że powojenny wymiar sprawiedliwości w Polsce „nie rozumiał” pracy burmistrzów jako kolaboracji, którą on z kolei uznaje za „wszelką współpracę w działaniach przynoszących szkodę ludności polskiej i żydowskiej”, i że tylko jeden burmistrz został wówczas skazany. Nie powiedział, że chodziło przy tym o Volksdeutscha. Jako jeden z zarzutów wobec Kulskiego przywołał fakt pracy przymusowej Żydów w Warszawie. Nie nadmienił, że wynikała ona – jak wszystko, co oficjalnie działo się w okupowanej Polsce - z zarządzeń niemieckich, obowiązek pracy dotyczył także Polaków, a blisko 3 miliony z nich wywieziono na roboty do Rzeszy jako robotników przymusowych czy wykorzystywano w obozach koncentracyjnych jako robotników niewolniczych.
Brak kontekstu
Ponownie niemal całkowicie pominął kontekst brutalnego terroru i przymusu, jakim w każdej dziedzinie życia (i śmierci!) Niemcy poddawali Polaków. Podkreślał, że bywało, że w niektórych miejscowościach niemieccy szefowie burmistrzów rzadko pojawiali się osobiście, nie wspomniał natomiast o zakresie obecności militarnych czy siłowych władz okupacyjnych. Nie podał w tym kontekście żadnych liczb, a przecież w samej Warszawie działało 6000 funkcjonariuszy jednego tylko gestapo. Najwyraźniej liczby ani konkrety świadczące o prześladowaniach Polaków, nie są Rossolińskiemu-Liebe do niczego potrzebne. Nie było więc też wzmianki o skali Ofiar wojny i okupacji wśród etnicznych Polaków.
"Administracja polsko-niemiecka"
Rossoliński-Liebe najwyraźniej ma też pewien problem z Polskim Państwem Podziemnym. Generalnie nie używał nawet tego określenia, mówił o „ruchu oporu”. Zapytany przez kogoś z sali o współpracę burmistrzów z Polskim Podziemiem, poradził sobie w sposób następujący: „istniała w nim wprawdzie komórka” do pomocy Żydom, generalnie jednak nie było ono zainteresowane ich losem. A burmistrzowie… tak, wielu z nich współpracowało z „ruchem oporu”, przeznaczali na to jednak tylko… od 5 do 10 procent swojego czasu… Skąd te dane? Nie wiadomo. Dopytany o to przez kogoś z publiczności, odpowiedział, że burmistrzowie byli zajęci pracą w administracji, a spotkania z „ruchem oporu” były niebezpieczne.
W trakcie prelekcji i rozmowy z moderatorem Rossoliński-Liebe powtarzał tezy zaprezentowane już w książce i licznych artykułach prasowych. Powtórzył swoją teorię o istnieniu w GG administracji polsko-niemieckiej. Taki jej charakter wywiódł z kolei z innej swojej tezy - jakoby istniała ciągłość prawna między II Rzeczpospolitą a GG – Niemcy uzupełnili wg niego prawo polskie „jedynie o przepisy antypolskie i antyżydowskie”, jak również z faktu, że w lokalnej administracji pracowali Polacy. Nie wspomniał, że wszyscy polscy urzędnicy samorządu miejskiego zostali w listopadzie 1939 roku wezwani przez Niemców do obowiązkowego stawienia się w pracy pod groźbą surowych represji.
Pytania z sali i gromkie oklaski
Kilka ważnych pytań padło z sali. W głosach tych wybrzmiały polskie Ofiary, np. Auchwitz, informacja o karze śmierci za jakąkolwiek pomoc Żydom czy brutalność inwazji na Polskę. Ważne pytanie zadał dr Damian Sitkiewicz z Instytutu Pamięci Narodowej, który przed kilkoma miesiącami opublikował obszerną recenzję książki o „polskich burmistrzach”, tymczasem dostępną już nie tylko po polsku, ale i po angielsku i niemiecku. Jest ona konkretna i krytyczna, wskazuje na liczne przekłamania, przemilczenia i manipulacje Rossolińskiego-Liebe oraz na błędy i przekłamania w podejściu do źródeł. Recenzja ta ukazała się w 6. tomie naukowego czasopisma IPN „Polish-Jewish Studies”, a jej omówienie na tysol.pl.
W debacie na temat książki Rossolińskiego-Liebe, która toczy się poza Polską, nazwisko dr. Sitkiewicza nigdzie nie pada, podobnie jak nazwisko prof. Witolda Mędykowskiego czy innych polskich historyków, którzy krytycznie się o niej wypowiadali. Istnienie recenzji zaś stale albo przemilcza się, albo dyskredytuje ją jako publikację IPN. Tego samego zabiegu dokonał we wtorek Rossoliński-Liebe. Dr. Sitkiewicza nie zaproszono na podium, żeby mógł wziąć udział w dyskusji, zadał jednak pytanie z sali i zapytał Rossolińskiego-Liebe, czy ten gotowy jest odpowiedzieć na jego recenzję. W odpowiedzi usłyszał, że nie, ponieważ Rossoliński-Liebe nie ma zwyczaju odpowiadać „na recenzje zamieszczone w nienaukowych pismach”. Odpowiedź ta wywołała żywe oklaski znacznej części publiczności. Podobnie gromkimi brawami publiczność pożegnała autora po zakończonej rozmowie.
Niemcy szukają współwinnych
Było to wydarzenie, które powinniśmy dobrze zapamiętać: w mainstreamie niemieckiej polityki historycznej krąży już przekonanie o polskim współudziale w Holokauście. I, jak się dowiedzieliśmy, panuje w nim konsensus co do istotnej roli Polaków i innych okupowanych narodów w Zagładzie. O roli dziesięciokrotnie większej niż Niemców. O tym wszystkim można było usłyszeć we wtorek w dawnej siedzibie SS i policji, gdzie kiedyś rodziła się i realizowała eksterminacyjna polityka nazistowskich Niemiec wobec Polski, a teraz przy - aplauzie publiczności – rozlicza się postawy Polaków w starciu z niemieckim walcem wojny, okupacji i Zagłady. Z ukrywającym Żydów Julianem Kulskim na pierwszym planie. Jest w tym coś niesłychanego, a jednak to prawda.
Tym bardziej niesłychane jest to, że wszystko to dzieje się w Republice Federalnej Niemiec, kraju, który w swoim poprzednim wcieleniu nie tylko wywołał najkrwawszą wojnę w dziejach ludzkości i dokonał Zagłady europejskich Żydów oraz eksterminacji dziesiątek milionów innych ludzi, ale i nie rozliczył ze zbrodni Trzeciej Rzeszy prawie nikogo, w tym Heinza Reinefartha, brutalnego pacyfikatora Powstania Warszawskiego, a przez kilkanaście lat po wojnie… burmistrza… na wyspie Sylt. Warto też w tym kontekście przypomnieć, że w powojennych Niemczech Zachodnich nie skazano za wojenne zbrodnie ani jednego z nazistowskich sędziów, włącznie z tymi, którzy w ramach sądów specjalnych wydawali błyskawiczne, bezprawne wyroki śmierci na Polaków. Teraz zaś „sądzi się” tu Polaków.
[Anonimowy Dyplomata jest autentycznym dyplomatą z doświadczeniem pracy w Niemczech, ale proszącym o zachowanie anonimowości]
[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Kim był Julian Kulski", śródtytuły i FAQ od Redakcji]
Kim był Julian Kulski
Julian Kulski był inżynierem, samorządowcem i przedwojennym wiceprezydentem Warszawy, współpracownikiem prezydenta miasta Stefana Starzyńskiego. Po zajęciu stolicy przez Niemców w 1939 r. został komisarycznym burmistrzem Warszawy – funkcję tę pełnił za wiedzą i zgodą struktur Polskiego Państwa Podziemnego, które traktowały jego obecność w ratuszu jako element konspiracyjnej działalności.
Kulski wykorzystywał swoje stanowisko, aby pomagać osobom prześladowanym przez okupanta. Według relacji historyków wspierał działania polegające m.in. na wystawianiu fałszywych dokumentów oraz ukrywaniu osób zagrożonych aresztowaniem. Razem z rodziną ukrywał Żydów, narażając się na karę śmierci, która w okupowanej Polsce groziła za każdą formę pomocy.
Po wojnie jego działalność była przedstawiana jako przykład funkcjonowania administracji miejskiej pod presją niemieckiego terroru. W polskiej historiografii Julian Kulski jest często wskazywany jako osoba, która próbowała wykorzystywać swoją pozycję do ratowania ludzi i wspierania działań konspiracyjnych w okupowanej Warszawie.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Kim był Julian Kulski? Julian Kulski był przedwojennym wiceprezydentem Warszawy, a podczas niemieckiej okupacji komisarycznym burmistrzem miasta.
Dlaczego objął funkcję burmistrza w czasie okupacji? Według historyków funkcję tę pełnił za wiedzą i zgodą struktur Polskiego Państwa Podziemnego, które traktowały jego obecność w administracji jako element działalności konspiracyjnej.
Czy Julian Kulski pomagał Żydom? Tak. Wykorzystywał swoją pozycję w ratuszu, aby pomagać osobom prześladowanym przez okupanta, m.in. poprzez wystawianie dokumentów czy udzielanie schronienia.
Jakie ryzyko wiązało się z taką pomocą? W okupowanej przez Niemców Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci, często obejmująca również rodzinę osoby udzielającej wsparcia.
Dlaczego jego postać pojawia się dziś w sporach historycznych? Postać Juliana Kulskiego pojawia się w dyskusjach o roli lokalnej administracji w czasie okupacji oraz o interpretacji wydarzeń związanych z Zagładą i niemiecką polityką okupacyjną.




