Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny

Stosunek do wprowadzenia w Polsce waluty euro (czyli pozbycia się tak istotnego atrybutu niepodległego państwa jak własny pieniądz) – i zresztą stosunek do waluty euro w ogóle – nie jest kwestią ekonomii, lecz poglądów politycznych, a nawet wierzeń ideologicznych. Gdyby było inaczej, wszyscy ekonomiści musieliby mieć z grubsza jednakowy pogląd na sprawę, a tak nie jest. (Swoją drogą, gdyby ekonomiści znali się na pieniądzach, wszyscy musieliby być milionerami, a tak również nie jest).
Banknoty euro
Banknoty euro / pixabay.com

Co musisz wiedzieć:

  • Autor przekonuje, że decyzja o przyjęciu euro ma przede wszystkim charakter polityczny i ideologiczny, a nie czysto ekonomiczny.
  • Wśród ekonomistów nie ma zgody – zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy wspólnej waluty przedstawiają odmienne argumenty, w tym także krytyczne opinie znanych noblistów.
  • Przykłady państw takich jak Dania czy Szwecja pokazują, że decyzje o euro w praktyce wynikają z uwarunkowań politycznych i społecznych, a nie wyłącznie gospodarczych.

 

Ci, którzy wypowiadają się na temat przyjęcia euro – zwolennicy, przeciwnicy oraz (bo są i tacy) różnego stopnia symetryści – pozornie posługują się argumentacją ekonomiczną, ale wyrażają swoje stanowisko polityczne lub ideologiczne wyznanie wiary. Nic dziwnego zresztą, bo wybór między suwerennością monetarną a zrzeknięciem się jej jest czysto polityczny i w elektoracie odpowiada dość dokładnie podziałowi na tych, którzy deklarują przywiązanie do ojczyzny oraz na tych, którzy takich deklaracji nie składają, ewentualnie byliby skłonni do jej złożenia, choć z rozmaitymi zastrzeżeniami, ewentualnie (druga skrajność) z pojęcia ojczyzny szydzą.

 

Spektrum poglądów ekonomistów na przyjęcie euro

Nie podejmuję się precyzyjnego streszczenia poglądów rozmaitych ekonomistów na temat euro, gdyż nie czuję się do tego wystarczająco kompetentny, wydaje się jednak, że spektrum jest pełne. Argumenty zwolenników dotyczą takich spraw, jak brak ryzyka kursowego, niższe koszty transakcyjne, zwiększenie wiarygodności makroekonomicznej i wiarygodności w oczach inwestorów, a nawet ułatwień w podróżowaniu. Przeciwnicy podkreślają znaczenie mechanizmu amortyzacyjnego związanego z możliwością dewaluacji własnej waluty w przypadkach kryzysu i pokazują na konkretnych danych liczbowych, o ile lepiej z kryzysem po roku 2008 poradziły sobie będące poza strefą Wielka Brytania, Polska czy Islandia w porównaniu z należącymi do strefy państwami śródziemnomorskimi, a nawet Niemcami. Wydaje się jednak, iż najważniejszym argumentem przeciw euro, z którym zresztą zgadzają się wszyscy, jest ten, że przyjęcie euro jest nieodwracalne: gdy już się je przyjmie, odejście od niego jest niewyobrażalne, nawet gdyby – jak na przykład w przypadku Włoch – było ono głęboko wskazane.

Wśród radykalnych przeciwników euro są laureaci Nobla z ekonomii: Maurice Allais (Nagroda Nobla 1988), Joseph E. Stiglitz (2001) i Paul Krugman (2008). Stiglitz pisał, że „zastój Europy po części wynika ze wspólnej waluty, która już u swoich początków była problematyczna”. Krugman uważa, że „euro było błędem, miało być symbolem unifikacji, lecz ostatecznie opóźniło europejską integrację”. W Polsce Stefan Kawalec, współtwórca tzw. planu Balcerowicza i były wiceminister finansów w rządach Hanny Suchockiej i Waldemara Pawlaka, jest współautorem książki, której tytuł mówi sam za siebie: „Paradoks euro. Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty?”; drugim z autorów jest Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao SA. Nie wiem, ilu laureatów Nobla jest zwolennikami euro (w Polsce wśród profesorów ekonomii jest ich chyba sporo), ale skoro – powtórzmy – problem jest polityczny, a nie ekonomiczny, nie musimy wchodzić w szczegóły.

 

Przypadki Danii i Szwecji

O tym, że decyzja dotycząca euro jest czysto polityczna, najlepiej świadczą przykłady tych państw, które euro nie przyjęły i do strefy się nie wybierają. Z formalnego punktu widzenia po brexicie jedynym państwem członkowskim Unii zwolnionym traktatowo z obowiązku wprowadzenia europejskiej waluty jest Dania. Podpisany w 1992 roku Traktat o Unii Europejskiej (Traktat z Maastricht) zobowiązywał państwa członkowskie do wprowadzenia wspólnej waluty, jednak Duńczycy odrzucili go w referendum. Dopiero po uzyskaniu na mocy tzw. porozumienia z Edynburga przywileju pozostania przy własnym pieniądzu (oraz trzech innych klauzul opt-out) Duńczycy w drugim referendum zgodzili na ratyfikację. Można powiedzieć, że ich status prawny jest taki, iż nie muszą przyjmować euro do końca świata (czy mówiąc bardziej precyzyjnie: do końca istnienia Unii Europejskiej), chyba, że sami zmieniliby zdanie. Nie ulega wątpliwości, że powody tego stanu rzeczy – zarówno referendum i jego wynik, jak i wynegocjowanie ustępstw w umowie edynburskiej – są zdarzeniami par excellence politycznymi, a nie ekonomicznymi.

Jeszcze ciekawszy jest przypadek Szwecji. Kraj ten, przystępując do Unii już po Traktacie z Maastricht, zobowiązał się do członkostwa strefy euro. Mimo to rząd szwedzki rozpisał osiem lat później, w 2003 roku, referendum w tej sprawie. Wówczas większość Szwedów (56.2%) opowiedziała się przeciwko, co dla władz tego kraju jest wiążące. Od tamtej pory każdy, jaki by nie był, rząd szwedzki jest zatem zobowiązany jednocześnie do przyjęcia euro (bo traktat) i do nieprzyjmowania go (bo wiążące referendum). Od ponad dwudziestu lat Szwedzi radzą sobie z tym szpagatem za pomocą kreatywnej księgowości: po prostu dbają o to, by ani przez chwilę nie spełniać przynajmniej jednego z tzw. kryteriów konwergencji będących warunkiem przystąpienia do strefy euro. Zatem tak, jak w przypadku Danii, również w Szwecji powody nieprzyjmowania euro są wyłącznie polityczne: ratyfikowany traktat (który nakazuje przyjęcie), wiążący wynik referendum (który nakazuje nieprzyjęcie) i Salomonowa dbałość wszystkich szwedzkich rządów o to, by przypadkiem nie spełnić kryteriów konwergencji, wszystko to są czynniki polityczne, a nie ekonomiczne.

 

Przypadek Polski

W Polsce stosunek kolejnych rządów do wprowadzenia euro przypominał – jak się wydaje – model szwedzki. Formalnie jesteśmy do przyjęcia tej waluty zobligowani traktatem akcesyjnym, ale przez dwadzieścia lat nikt się tym nie przejmował; i słusznie, bo traktat nie określa terminu. W latach ogólnoświatowych kryzysów własna waluta przeprowadzała nas przez nie dość bezboleśnie. W poważnych dyskusjach temat pojawiał się rzadko i raczej w wąskich gremiach, a jeśli wypływał na szersze wody, to jako lapsus lub kiks – jak w 2008 roku, kiedy to na Forum Ekonomicznym w Krynicy Donald Tusk ni z gruchy, ni z pietruchy ogłosił, ku zdumieniu wszystkich, z jego najbliższymi współpracownikami włącznie, że celem jego rządu jest przyjęcie euro w 2011 roku.

Nawet pomijając względy konstytucyjne, stosunek większości Polaków do wprowadzenia euro jest systematycznie negatywny, co pozwala rokować, że waluta ta nieprędko wyprze złotego. Ponieważ jednak nie ma silniejszej ludzkiej motywacji niż konfesyjno-irracjonalna, rodzimi zwolennicy dołączenia „tego kraju” (jak z upodobaniem Polskę nazywają) do głównego nurtu zachodnioeuropejskiego nie zrezygnują ze swoich dążeń.

Czy wmuszana Polsce gigantyczna pożyczka z instrumentu SAFE może stać się w przyszłości narzędziem nacisku, byśmy pozbyli się własnej waluty, to temat na odrębny tekst.


 

POLECANE
Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu

Pod koniec stycznia 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła pakiet inwestycyjnych planów zbrojeniowych, zwanych Instrumentem na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, a w Polsce wdrażanego pod nazwą Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa, określanego potocznie jako „SAFE”. Nasz kraj znalazł się wówczas w grupie państw, którym Bruksela zaaprobowała wzięcie owej pożyczki.

Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim gorące
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim

„Po pierwsze, NSA zadając pytanie TSUE w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa osób jednopłciowych, w świetle traktatu był zoobligowany uwzględnić odpowiedź TSUE, a zatem bezpośrednio to nie NSA wykazał się aktywizmem sędziowskim, ale TSUE” - oceniła na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc.

Wicepremier, szef MON i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział w piątek, że PSL złoży w Sejmie projekt ustawy, która ma być de facto „poprawioną wersją” przedstawionej propozycji prezydenta Karola Nawrockiego o tzw. polskim SAFE 0 proc. Projekt ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu.

Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją gorące
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją

„Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym” - napisał na platformie X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja).

Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli tylko u nas
Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli

Na posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Parlamentu Roberta Metsola poruszyła trzy główne tematy: konkurencyjność, energię i rozwój geopolityczny. Jeżeli ktokolwiek jednak sądził, że UE odejdzie od zielonego szaleństwa, jest w błędzie. Z wypowiedzi przewodniczącej Parlamentu Europejskiego jasno wynika, że UE, oficjalnie dla ratowania gospodarki, sięgnie po oszczędności obywateli.

Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza tylko u nas
Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza

„W kuluarach mówi się, że mniej więcej za pół roku, kiedy będzie połowa tej kadencji Parlamentu Europejskiego, może dojść do wymiany przewodniczącej Komisji Europejskiej, dlatego że Unia Europejska gospodarczo grzęźnie” - poinformowało portal Tysol.pl źródło w Unii Europejskiej.

Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka Wiadomości
Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka

Kilka tygodni po narodzinach dziecka zastępczyni dyrektor Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera została odwołana ze stanowiska. Jak podaje WP, decyzję podjęto 21 października, jednak w oficjalnym piśmie nie wskazano żadnego powodu.

Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny tylko u nas
Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny

Stosunek do wprowadzenia w Polsce waluty euro (czyli pozbycia się tak istotnego atrybutu niepodległego państwa jak własny pieniądz) – i zresztą stosunek do waluty euro w ogóle – nie jest kwestią ekonomii, lecz poglądów politycznych, a nawet wierzeń ideologicznych. Gdyby było inaczej, wszyscy ekonomiści musieliby mieć z grubsza jednakowy pogląd na sprawę, a tak nie jest. (Swoją drogą, gdyby ekonomiści znali się na pieniądzach, wszyscy musieliby być milionerami, a tak również nie jest).

Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania Wiadomości
Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania

Polski rząd nie jest zainteresowany budową wspólnego poligonu z Litwą przy granicy - poinformował wiceminister obrony Paweł Bejda. W środę litewski rząd zatwierdził budowę poligonu w Kopciowie, tuż przy granicy z Polską. Litewskie władze planowały, by w przyszłości odbywały się tam również wspólne ćwiczenia z żołnierzami z Polski.

REKLAMA

Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny

Stosunek do wprowadzenia w Polsce waluty euro (czyli pozbycia się tak istotnego atrybutu niepodległego państwa jak własny pieniądz) – i zresztą stosunek do waluty euro w ogóle – nie jest kwestią ekonomii, lecz poglądów politycznych, a nawet wierzeń ideologicznych. Gdyby było inaczej, wszyscy ekonomiści musieliby mieć z grubsza jednakowy pogląd na sprawę, a tak nie jest. (Swoją drogą, gdyby ekonomiści znali się na pieniądzach, wszyscy musieliby być milionerami, a tak również nie jest).
Banknoty euro
Banknoty euro / pixabay.com

Co musisz wiedzieć:

  • Autor przekonuje, że decyzja o przyjęciu euro ma przede wszystkim charakter polityczny i ideologiczny, a nie czysto ekonomiczny.
  • Wśród ekonomistów nie ma zgody – zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy wspólnej waluty przedstawiają odmienne argumenty, w tym także krytyczne opinie znanych noblistów.
  • Przykłady państw takich jak Dania czy Szwecja pokazują, że decyzje o euro w praktyce wynikają z uwarunkowań politycznych i społecznych, a nie wyłącznie gospodarczych.

 

Ci, którzy wypowiadają się na temat przyjęcia euro – zwolennicy, przeciwnicy oraz (bo są i tacy) różnego stopnia symetryści – pozornie posługują się argumentacją ekonomiczną, ale wyrażają swoje stanowisko polityczne lub ideologiczne wyznanie wiary. Nic dziwnego zresztą, bo wybór między suwerennością monetarną a zrzeknięciem się jej jest czysto polityczny i w elektoracie odpowiada dość dokładnie podziałowi na tych, którzy deklarują przywiązanie do ojczyzny oraz na tych, którzy takich deklaracji nie składają, ewentualnie byliby skłonni do jej złożenia, choć z rozmaitymi zastrzeżeniami, ewentualnie (druga skrajność) z pojęcia ojczyzny szydzą.

 

Spektrum poglądów ekonomistów na przyjęcie euro

Nie podejmuję się precyzyjnego streszczenia poglądów rozmaitych ekonomistów na temat euro, gdyż nie czuję się do tego wystarczająco kompetentny, wydaje się jednak, że spektrum jest pełne. Argumenty zwolenników dotyczą takich spraw, jak brak ryzyka kursowego, niższe koszty transakcyjne, zwiększenie wiarygodności makroekonomicznej i wiarygodności w oczach inwestorów, a nawet ułatwień w podróżowaniu. Przeciwnicy podkreślają znaczenie mechanizmu amortyzacyjnego związanego z możliwością dewaluacji własnej waluty w przypadkach kryzysu i pokazują na konkretnych danych liczbowych, o ile lepiej z kryzysem po roku 2008 poradziły sobie będące poza strefą Wielka Brytania, Polska czy Islandia w porównaniu z należącymi do strefy państwami śródziemnomorskimi, a nawet Niemcami. Wydaje się jednak, iż najważniejszym argumentem przeciw euro, z którym zresztą zgadzają się wszyscy, jest ten, że przyjęcie euro jest nieodwracalne: gdy już się je przyjmie, odejście od niego jest niewyobrażalne, nawet gdyby – jak na przykład w przypadku Włoch – było ono głęboko wskazane.

Wśród radykalnych przeciwników euro są laureaci Nobla z ekonomii: Maurice Allais (Nagroda Nobla 1988), Joseph E. Stiglitz (2001) i Paul Krugman (2008). Stiglitz pisał, że „zastój Europy po części wynika ze wspólnej waluty, która już u swoich początków była problematyczna”. Krugman uważa, że „euro było błędem, miało być symbolem unifikacji, lecz ostatecznie opóźniło europejską integrację”. W Polsce Stefan Kawalec, współtwórca tzw. planu Balcerowicza i były wiceminister finansów w rządach Hanny Suchockiej i Waldemara Pawlaka, jest współautorem książki, której tytuł mówi sam za siebie: „Paradoks euro. Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty?”; drugim z autorów jest Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao SA. Nie wiem, ilu laureatów Nobla jest zwolennikami euro (w Polsce wśród profesorów ekonomii jest ich chyba sporo), ale skoro – powtórzmy – problem jest polityczny, a nie ekonomiczny, nie musimy wchodzić w szczegóły.

 

Przypadki Danii i Szwecji

O tym, że decyzja dotycząca euro jest czysto polityczna, najlepiej świadczą przykłady tych państw, które euro nie przyjęły i do strefy się nie wybierają. Z formalnego punktu widzenia po brexicie jedynym państwem członkowskim Unii zwolnionym traktatowo z obowiązku wprowadzenia europejskiej waluty jest Dania. Podpisany w 1992 roku Traktat o Unii Europejskiej (Traktat z Maastricht) zobowiązywał państwa członkowskie do wprowadzenia wspólnej waluty, jednak Duńczycy odrzucili go w referendum. Dopiero po uzyskaniu na mocy tzw. porozumienia z Edynburga przywileju pozostania przy własnym pieniądzu (oraz trzech innych klauzul opt-out) Duńczycy w drugim referendum zgodzili na ratyfikację. Można powiedzieć, że ich status prawny jest taki, iż nie muszą przyjmować euro do końca świata (czy mówiąc bardziej precyzyjnie: do końca istnienia Unii Europejskiej), chyba, że sami zmieniliby zdanie. Nie ulega wątpliwości, że powody tego stanu rzeczy – zarówno referendum i jego wynik, jak i wynegocjowanie ustępstw w umowie edynburskiej – są zdarzeniami par excellence politycznymi, a nie ekonomicznymi.

Jeszcze ciekawszy jest przypadek Szwecji. Kraj ten, przystępując do Unii już po Traktacie z Maastricht, zobowiązał się do członkostwa strefy euro. Mimo to rząd szwedzki rozpisał osiem lat później, w 2003 roku, referendum w tej sprawie. Wówczas większość Szwedów (56.2%) opowiedziała się przeciwko, co dla władz tego kraju jest wiążące. Od tamtej pory każdy, jaki by nie był, rząd szwedzki jest zatem zobowiązany jednocześnie do przyjęcia euro (bo traktat) i do nieprzyjmowania go (bo wiążące referendum). Od ponad dwudziestu lat Szwedzi radzą sobie z tym szpagatem za pomocą kreatywnej księgowości: po prostu dbają o to, by ani przez chwilę nie spełniać przynajmniej jednego z tzw. kryteriów konwergencji będących warunkiem przystąpienia do strefy euro. Zatem tak, jak w przypadku Danii, również w Szwecji powody nieprzyjmowania euro są wyłącznie polityczne: ratyfikowany traktat (który nakazuje przyjęcie), wiążący wynik referendum (który nakazuje nieprzyjęcie) i Salomonowa dbałość wszystkich szwedzkich rządów o to, by przypadkiem nie spełnić kryteriów konwergencji, wszystko to są czynniki polityczne, a nie ekonomiczne.

 

Przypadek Polski

W Polsce stosunek kolejnych rządów do wprowadzenia euro przypominał – jak się wydaje – model szwedzki. Formalnie jesteśmy do przyjęcia tej waluty zobligowani traktatem akcesyjnym, ale przez dwadzieścia lat nikt się tym nie przejmował; i słusznie, bo traktat nie określa terminu. W latach ogólnoświatowych kryzysów własna waluta przeprowadzała nas przez nie dość bezboleśnie. W poważnych dyskusjach temat pojawiał się rzadko i raczej w wąskich gremiach, a jeśli wypływał na szersze wody, to jako lapsus lub kiks – jak w 2008 roku, kiedy to na Forum Ekonomicznym w Krynicy Donald Tusk ni z gruchy, ni z pietruchy ogłosił, ku zdumieniu wszystkich, z jego najbliższymi współpracownikami włącznie, że celem jego rządu jest przyjęcie euro w 2011 roku.

Nawet pomijając względy konstytucyjne, stosunek większości Polaków do wprowadzenia euro jest systematycznie negatywny, co pozwala rokować, że waluta ta nieprędko wyprze złotego. Ponieważ jednak nie ma silniejszej ludzkiej motywacji niż konfesyjno-irracjonalna, rodzimi zwolennicy dołączenia „tego kraju” (jak z upodobaniem Polskę nazywają) do głównego nurtu zachodnioeuropejskiego nie zrezygnują ze swoich dążeń.

Czy wmuszana Polsce gigantyczna pożyczka z instrumentu SAFE może stać się w przyszłości narzędziem nacisku, byśmy pozbyli się własnej waluty, to temat na odrębny tekst.



 

Polecane