Aleksandra Jakubiak: Do Pana Leszka Jażdżewskiego

Zacznę od końca. Za każdym razem, kiedy będzie Pan chciał mówić publicznie lub prywatnie o grzechu Kościoła, może Pan spokojnie stwierdzać, że to mój grzech. Nie ma to być żadna metafora, żart lub gra. Nie powoduje mną też irytacja lub egzaltacja. To proste stwierdzenie faktu.
/ pixabay.com


A teraz do rzeczy. Nie ma czegoś takiego jak „Kościół i katolicy”, nie da się mówić o Kościele, ale nie mieć na myśli katolików, bo Kościół to właśnie katolicy. A dlaczego grzech Kościoła to mój grzech? Z dwóch prostych powodów.

Najpierw ten szerszy i ogólniejszy - w wymiarze społecznym, wszyscy ochrzczeni, szczególnie ci zgromadzeni we wspólnocie lokalnej, są do siebie w tym sensie podobni, że kształtuje nas jeden dom: wspólna nauka dotycząca wiary i moralności, wspólna kultura i historia, pamięć dobrych i trudnych doświadczeń, związane z tym podobne społeczne lęki, słabości oraz - last but not least - wspólny kapitał dobra. Zatem, ogólnie rzecz biorąc, taki jest ksiądz, nauczyciel, lekarz, prawnik, robotnik lub rolnik, jaka społeczność. Ci ludzie są w tej wspólnocie wychowani ze wszystkimi jej darami i chorobami. Jeśli niektórzy z nas grzeszą bardziej, może nawet strasznie, to ten grzech nie pojawił się ex nihilo - najpierw długo sobie dojrzewał, potem trafił na podatny grunt, sprzyjające okoliczności, słabość jednostki. Nie mam tu na myśli jakiegoś konkretnego grzechu, każdy bowiem ma źródło w niekochaniu, a że niektóre wydają nam się mało istotnymi formami niekochania, a inne potwornymi... To tylko kwestia skali i tego, ile tolerujemy zła „drobnego”.

 

Znam własną historię wystarczająco dobrze, żeby nie mieć złudzeń, co do swojego bycia „ok”. Nie jestem ok. Gdyby zobaczył Pan chociażby moje myśli, kiedy facet przy kasie wydał mi 2,5 zł dziesięciogroszówkami, też nie miałby Pan co do tego wątpliwości. Jeśli jakichś grzechów nie popełniam, to nie własną siłą, a dzięki łasce Boga, który chroni mnie od tego. 

 

Drugi rodzaj jedności wspólnoty w dobru i złu ma już wymiar stricte duchowy. Jako Kościół stanowimy duchowo jedno ciało. Grzech - podobnie do bólu - zawsze promieniuje na inne części ciała, świętość także. Oczywiście, ważne byśmy dobrze się zrozumieli, każdy  człowiek czuwa nad sobą, za siebie przed Bogiem i ludźmi odpowiada, jeśli czyjś czyn uderzył w drugiego, szczególnie jeśli podlega on kodeksowi karnemu, to sprawca powinien ponieść odpowiedzialność, ale czy jego okrutne działanie może powodować, że pomyślę o sobie, iż jestem lepsza, że mnie to w ogóle nie dotyczy? Nie uważam tak. Dlatego - tak, daję prawo, by mówić o grzechu Kościoła jako o moim i nie jest to żadne cierpiętnictwo, a proste i spokojne stwierdzenie. Jestem częścią całości, chcę nią być.

 

Dlaczego sprawa nazywania grzechu Kościoła moim, mnie nie martwi? Oczywiście, jak większość społeczeństwa obawiam się negatywnych opinii, ale wiem, że jestem bezpieczna. Tak naprawdę cóż może mi się stać, poza  "paroma" potencjalnymi obelgami lub nawet uderzeniami? Jestem słabym, małym i bardzo impulsywnym człowiekiem, który nie umie kochać, ale któremu wybaczono, któremu stale się wybacza. Nie ja dźwigam na sobie ciężar. To brzemię już dawno zostało zaniesione prosto na krzyż, a Miłość, która spowodowała wzięcie grzechów Kościoła na swoje barki, jest nie tylko naszym spoiwem i strawą, ale jest przy Kościele stale - jest stale przy mnie. Gdyby Pan wiedział, o ile łatwiej jest powiedzieć - to mój grzech, niż słuchać aktów oskarżania przez Pana moich własnych braci, na pewno by się Pan moim słowom nie dziwił. Bo moje grzechy nosi Bóg, a grzechy moich braci, przynajmniej w pewnym ich aspekcie, noszę ja. 

 

A teraz najważniejsze. Najprawdopodobniej nigdy osobiście nie spotkałam księdza pedofila - lub nie wiem, że spotkałam - grzech ten, czy to w Kościele, czy gdziekolwiek indziej, wydaje mi się szczególnie bolesny i łamiący. Wobec sprawców powinno wyciągać się zawsze pełne konsekwencje, ofiary otaczać wrażliwą opieką. Jednak mimo tych oczywistych aktów, ci ludzie, jak i inni grzeszący szczególnie ciężko  - czy mi się to podoba, czy też nie i wbrew moim trudnym wobec nich emocjom - nie przestali być moimi bliźnimi, tak jak nie przestali być nimi np. cyniczni politycy lub osoby obrażające moich bliskich, czyli Kościół. Dlaczego? Bo Jezus ich kocha. I choć osobiście często Mu mówię, że Mu się dziwię, to jednak tak właśnie jest - kocha. I to jest tak naprawdę jedyny powód, dla którego w ogóle to wszystko piszę. Ponieważ kiedy kocham drugiego - w tym wypadku Jezusa - to nie chcę krzywdzić kochanego nienawiścią lub pogardą do tych, których kocha. To bolesny proces - od pierwszego gniewnego impulsu, przez wszelkie stadia bólu, powierzania swojego trudu Bogu, doświadczania Jego spojrzenia na sobie i na tych, których tak trudno kochać, po złożenie całego cierpienia i gniewu w Jego ręce i zyskanie, choć na chwilę, nowego wzroku. Ani Pan, ani ja, ani żadni inni grzesznicy - mniejsi lub więksi - nie jesteśmy pierwszoplanowymi postaciami tych kilku akapitów - Bóg jest. I znów ważne, byśmy się dobrze zrozumieli, czasem miłość, by działać dla dobra, musi być surowa. Nie chodzi o pobłażanie przestępcom, chodzi mi o to, że mimo ich czynów mam być gotowa spojrzeć im w oczy i chcieć ich zbawienia, nawet wobec tych, którzy zrobili krzywdę mnie bezpośrednio, a to wiąże się z tym, że chcę być członkiem tego samego Kościoła, grzesznego ich i moją grzesznością, świętego, bo Bóg w nim jest. Tak samo inni czynią wobec mnie. Dlatego grzech Kościoła jest mój.

 

Jeśli jednak moi najbliżsi i ja sama zaniedbaliśmy naszej posługi względem Pana i nikt z nas nie pokazał Panu, co jest naszą strawą, to pozostaje mi tylko wyrazić żal - mówię serio, jest mi bardzo przykro, że nikt Panu Boga w Kościele nie pokazał -  i serdecznie zaprosić na spotkanie Kościoła.Chętnie osobiście zabiorę Pana na modlitwę wspólnoty, jeśli oczywiście chce być Pan w swoich sądach o Kościele obiektywny.



#REKLAMA_POZIOMA#


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Aleksandra Jakubiak: Do Pana Leszka Jażdżewskiego

Zacznę od końca. Za każdym razem, kiedy będzie Pan chciał mówić publicznie lub prywatnie o grzechu Kościoła, może Pan spokojnie stwierdzać, że to mój grzech. Nie ma to być żadna metafora, żart lub gra. Nie powoduje mną też irytacja lub egzaltacja. To proste stwierdzenie faktu.
/ pixabay.com


A teraz do rzeczy. Nie ma czegoś takiego jak „Kościół i katolicy”, nie da się mówić o Kościele, ale nie mieć na myśli katolików, bo Kościół to właśnie katolicy. A dlaczego grzech Kościoła to mój grzech? Z dwóch prostych powodów.

Najpierw ten szerszy i ogólniejszy - w wymiarze społecznym, wszyscy ochrzczeni, szczególnie ci zgromadzeni we wspólnocie lokalnej, są do siebie w tym sensie podobni, że kształtuje nas jeden dom: wspólna nauka dotycząca wiary i moralności, wspólna kultura i historia, pamięć dobrych i trudnych doświadczeń, związane z tym podobne społeczne lęki, słabości oraz - last but not least - wspólny kapitał dobra. Zatem, ogólnie rzecz biorąc, taki jest ksiądz, nauczyciel, lekarz, prawnik, robotnik lub rolnik, jaka społeczność. Ci ludzie są w tej wspólnocie wychowani ze wszystkimi jej darami i chorobami. Jeśli niektórzy z nas grzeszą bardziej, może nawet strasznie, to ten grzech nie pojawił się ex nihilo - najpierw długo sobie dojrzewał, potem trafił na podatny grunt, sprzyjające okoliczności, słabość jednostki. Nie mam tu na myśli jakiegoś konkretnego grzechu, każdy bowiem ma źródło w niekochaniu, a że niektóre wydają nam się mało istotnymi formami niekochania, a inne potwornymi... To tylko kwestia skali i tego, ile tolerujemy zła „drobnego”.

 

Znam własną historię wystarczająco dobrze, żeby nie mieć złudzeń, co do swojego bycia „ok”. Nie jestem ok. Gdyby zobaczył Pan chociażby moje myśli, kiedy facet przy kasie wydał mi 2,5 zł dziesięciogroszówkami, też nie miałby Pan co do tego wątpliwości. Jeśli jakichś grzechów nie popełniam, to nie własną siłą, a dzięki łasce Boga, który chroni mnie od tego. 

 

Drugi rodzaj jedności wspólnoty w dobru i złu ma już wymiar stricte duchowy. Jako Kościół stanowimy duchowo jedno ciało. Grzech - podobnie do bólu - zawsze promieniuje na inne części ciała, świętość także. Oczywiście, ważne byśmy dobrze się zrozumieli, każdy  człowiek czuwa nad sobą, za siebie przed Bogiem i ludźmi odpowiada, jeśli czyjś czyn uderzył w drugiego, szczególnie jeśli podlega on kodeksowi karnemu, to sprawca powinien ponieść odpowiedzialność, ale czy jego okrutne działanie może powodować, że pomyślę o sobie, iż jestem lepsza, że mnie to w ogóle nie dotyczy? Nie uważam tak. Dlatego - tak, daję prawo, by mówić o grzechu Kościoła jako o moim i nie jest to żadne cierpiętnictwo, a proste i spokojne stwierdzenie. Jestem częścią całości, chcę nią być.

 

Dlaczego sprawa nazywania grzechu Kościoła moim, mnie nie martwi? Oczywiście, jak większość społeczeństwa obawiam się negatywnych opinii, ale wiem, że jestem bezpieczna. Tak naprawdę cóż może mi się stać, poza  "paroma" potencjalnymi obelgami lub nawet uderzeniami? Jestem słabym, małym i bardzo impulsywnym człowiekiem, który nie umie kochać, ale któremu wybaczono, któremu stale się wybacza. Nie ja dźwigam na sobie ciężar. To brzemię już dawno zostało zaniesione prosto na krzyż, a Miłość, która spowodowała wzięcie grzechów Kościoła na swoje barki, jest nie tylko naszym spoiwem i strawą, ale jest przy Kościele stale - jest stale przy mnie. Gdyby Pan wiedział, o ile łatwiej jest powiedzieć - to mój grzech, niż słuchać aktów oskarżania przez Pana moich własnych braci, na pewno by się Pan moim słowom nie dziwił. Bo moje grzechy nosi Bóg, a grzechy moich braci, przynajmniej w pewnym ich aspekcie, noszę ja. 

 

A teraz najważniejsze. Najprawdopodobniej nigdy osobiście nie spotkałam księdza pedofila - lub nie wiem, że spotkałam - grzech ten, czy to w Kościele, czy gdziekolwiek indziej, wydaje mi się szczególnie bolesny i łamiący. Wobec sprawców powinno wyciągać się zawsze pełne konsekwencje, ofiary otaczać wrażliwą opieką. Jednak mimo tych oczywistych aktów, ci ludzie, jak i inni grzeszący szczególnie ciężko  - czy mi się to podoba, czy też nie i wbrew moim trudnym wobec nich emocjom - nie przestali być moimi bliźnimi, tak jak nie przestali być nimi np. cyniczni politycy lub osoby obrażające moich bliskich, czyli Kościół. Dlaczego? Bo Jezus ich kocha. I choć osobiście często Mu mówię, że Mu się dziwię, to jednak tak właśnie jest - kocha. I to jest tak naprawdę jedyny powód, dla którego w ogóle to wszystko piszę. Ponieważ kiedy kocham drugiego - w tym wypadku Jezusa - to nie chcę krzywdzić kochanego nienawiścią lub pogardą do tych, których kocha. To bolesny proces - od pierwszego gniewnego impulsu, przez wszelkie stadia bólu, powierzania swojego trudu Bogu, doświadczania Jego spojrzenia na sobie i na tych, których tak trudno kochać, po złożenie całego cierpienia i gniewu w Jego ręce i zyskanie, choć na chwilę, nowego wzroku. Ani Pan, ani ja, ani żadni inni grzesznicy - mniejsi lub więksi - nie jesteśmy pierwszoplanowymi postaciami tych kilku akapitów - Bóg jest. I znów ważne, byśmy się dobrze zrozumieli, czasem miłość, by działać dla dobra, musi być surowa. Nie chodzi o pobłażanie przestępcom, chodzi mi o to, że mimo ich czynów mam być gotowa spojrzeć im w oczy i chcieć ich zbawienia, nawet wobec tych, którzy zrobili krzywdę mnie bezpośrednio, a to wiąże się z tym, że chcę być członkiem tego samego Kościoła, grzesznego ich i moją grzesznością, świętego, bo Bóg w nim jest. Tak samo inni czynią wobec mnie. Dlatego grzech Kościoła jest mój.

 

Jeśli jednak moi najbliżsi i ja sama zaniedbaliśmy naszej posługi względem Pana i nikt z nas nie pokazał Panu, co jest naszą strawą, to pozostaje mi tylko wyrazić żal - mówię serio, jest mi bardzo przykro, że nikt Panu Boga w Kościele nie pokazał -  i serdecznie zaprosić na spotkanie Kościoła.Chętnie osobiście zabiorę Pana na modlitwę wspólnoty, jeśli oczywiście chce być Pan w swoich sądach o Kościele obiektywny.



#REKLAMA_POZIOMA#



 

Polecane