Skazany umierał długo. Przyczyną był niefachowy stryczek. Ostatnia publiczna egzekucja w Polsce

W 62 numerze >>Przekroju<< zamieszczono zdjęcia ze stracenia w Pradze Czeskiej przestępcy wojennego K.H. Franka. Ohydne zdjęcia opatrzono podpisem: >>Na chwilę przed powieszeniem kat krępuje skazańca i zakłada mu stryczek na szyję<<… zdjęcie samo i ów >>smaczek<< dziennikarski zrobiony koło niego przypominał mi żywo zamiłowanie zdegenerowanych typów właśnie hitlerowskich do publikowania tego typu obrazów. Niestety nie jest to wypadek sporadyczny. Oto pisma łódzkie ogłaszają, że stolarze łódzcy upraszają o możliwość budowania szubiency dla zbrodniarza Greisera. A byli więźniowie Stutthofu w 4 bm. W Gdańsku na ochotnika własnoręcznie wieszali skazanych na śmierć jedenastu oprawców niemieckich z obozu śmierci w Stutthofie… Piszą wyraźnie zbrodniarzy i oprawców. To były najgorszego rodzaju istoty ludzkie, ci Niemcy i zniemczeni Polacy skazani Prawem Rzeczpospolitej na słuszną śmierć przez powieszenie. Jednak ani tłumy ludności, w przeważnej części młodziutkich dziewcząt i chłopców nie powinny asystować temu ponuremu widowisku, ani nie powinni byli znaleźć się >>ochotnicy<< do roli katów. […] Ewa Szelburg Zarembina
/ zbiory dr Piotra Łysakowskiego

Arthur Karl Greiser (*1897 Środa Wielkopolska + 21 lipca 1946 Poznań) – tak zaczyna się tekst poświęcony Greiserowi w większości encyklopedii. Zainteresowałem się ostatnimi dniami tego człowieka głównie z kilku przyczyn. Pierwsza to ta, że kilkanaście dni temu minęła kolejna rocznica jego stracenia (tekst piszę w lipcu 2020) w Poznaniu. Druga to to, że egzekucja ta miała być „nietypowa” bo publiczna i równocześnie ostatnia z cyklu tychże jakie miały miejsce w Polsce po wojnie. Kilka dni przed Greiserem (4 lipca) stracono w Gdańsku w obecności około 200 tysięcy ludzi jedenaście osób z załogi KL Stutthof (w tym pięciu Polaków sprawujących w obozie funkcje kapo). Proces Reichsstatthaltera Kraju Warty toczył się w Poznaniu w dniach 21.06 - 7.07 w auli Uniwersyteckiej budząc duże zainteresowanie publiczności. Akt oskarżenia liczył 57 stron z czego pięćdziesiąt stanowiło uzasadnienie. Nim rozpoczęto sprwaę pojawiły się problemy z zapewnieniem oskarżonemu odpowiedniej obrony. Nikt bowiem nie był szczególnie chętny, by bronić sądzonego przez Najwyższy Trybunał Narodowy Niemca.

Ostatecznie reprezentowania oskarżonego podjęli się (z tego co wiemy był to dla obu polskich prawników spory wysiłek moralny i emocjonalny) doktor Stanisław Hejmowski (stracił w czasie wojny 2 braci) i Jan Kręglewski. Obaj wywiązali się ze swojego zadania (tak miał twierdzić zresztą sam oskarżony) bardzo dobrze i nie przeczy temu wydany ostatecznie wyrok skazujący ich klienta, który jeszcze przed wojną doskonale opanował taktykę mimikry „…Greiser potrafił prowadzić taką politykę, która zdołała uśpić czujność naszych władz państwowych i przypisywać mu nawet życzliwy stosunek do kwestyj polskich…” (Głos Wielkopolski 1.07.46). Później też udawał, że w zasadzie nie był tym kim był „…Przewodniczący: Czy wiadomo świadkowi o tym, że Greiser miał kilkakrotnie prosić o zwolnienie go ze stanowiska namiestnika ? Świadek: Nic mi o tym nie wiadomo…” (Głos Wielkopolski, 1.07.46 z zeznań Augusta Jaegera zastępca Greisera). Jaeger twierdził przy tym (zgodnie zresztą z linią obrony oskarżonego), że na obszarze Warthegau nie było pomysłu dzielenia ludności miejscowej i Niemców na „parobków” i „panów”, a pojęć tych używano tylko dla podkreślenia tego, że Niemcy „…muszą więcej z siebie wydobyć (na Sali długo niemilknący śmiech)…”. W swojej mowie „obronnej” oskarżony wyszedł (w opinii obserwatorów procesu) na człowieka pozbawionego odwagi, małego „…Od niego cuchnie małością …cała klika hitlerowska to nie są zbrodniarze w wielkim stylu ale podłe kanalie…powinien poznać grozę obozów, rozpacz po śmierci najbliższych…powinien być tysiące razy blisko śmierci haniebnej…Okazuje się naocznie, że naród ten był rządzony przez degeneratów moralnych, którym brak było nie tylko …rudymentów ludzkich, które pozwalają nawet z zbrodniarzem współczuć, a nawet mieć dla niego poszanowanie ludzkie…Panie Greiserze – pan dobrze wie, o co chodzi gra ! …I jakże pan teraz jest śmieszny ze swoimi krętactwami, ze swoimi kruczkami…” (Głos Wielkopolski, Dno upodlenia, Wnioski z mowy obronnej Greisera, 2.07.46).

Niemieccy świadkowie

W procesie zeznawało wielu skazanych później Niemców obciążających oskarżonego. Jednym z nich był Hans Biebow (w ówczesnych relacjach prasowych przedstawiany jako Bibow – P.Ł.) szef (cywilnego) zarządu łódzkiego getta. Twierdził, że ze złota ukradzionego Żydom w Łodzi zrobiono dla Greisera serwis stołowy. Wspominał też o możliwych malwersacjach finansowych. Równocześnie twierdził, że „…Gdy Żydzi otrzymywali zarządzenie, że muszą opuścić getto, to wtedy my … głowiliśmy się nad tym, jak to wysiedlenie się skończy…Prokurator: A co świadek myśli, jeżeli pojechali do Chełmna ? … Dla mnie było jasne, że Żydzi których tam przywieziono nie są przy życiu. Prokurator: Czy wiedzieli o tym inni Niemcy, np. Greiser ? …Jestem o tym głęboko przekonany, że …mógł o tym wiedzieć daleko wcześniej niż my …” (Głos Wielkopolski, Ostateczna ewakuacja, 4.07.46). Z zeznań świadków miało też wynikać i to, że oskarżony „…widział sprawę polską realnie >>Naród Polski nigdy więcej nie może podnieść głowy. Albo Polacy, albo my Niemcy będziemy tu na wschodzie żyli<<…”, a także i to, iż Himmler miał zarzucać namiestnikowi, że nazbyt bezwzględnie traktuje Polaków – takie zeznania złożyło pod przysięgą co najmniej dwóch polskich świadków. Równocześnie zeznający Niemcy nie bacząc na brak logiki swoich wynurzeń twierdzili, że „…Walki z polskością ze strony administracji nie było…zaprzecza jakoby wiedział o masakrach Polaków i Żydów, nie wie, że wymordowano getto, na politykę narodowościową >>Warthegau<< Greiser ani on nie mieli żadnego wpływu …” (Głos Wielkopolski, Greisera zadziwia bezczelność Jaegera, 30.07.46). Zeznający opisywali współpracujących ze sobą w czasie wojny Greisera i Forestera jako dwie uzupełniające się osobowości, z tym że ten pierwszy miał być o niebo inteligentniejszy od drugiego. Określano go mianem „…sprytnego i wyrafinowanego…”. Nazwano go nawet „…małym Hitlerem…”. Miał też przejawiać sporo własnej inicjatywy we wszelkich działaniach. Przy tym wszystkim i biorąc pod uwagę powyższe Greiser musiał wiedzieć, że popełnia czyny zabronione nie tylko w ocenie prawa niemieckiego ale szczególnie międzynarodowego „…Okoliczności, że niemieccy przestępcy wojenni starali się zatrzeć ślady swoich zbrodni wojennych wzgl. Wykonać je w ukryciu, świadczy najlepiej o ich świadomości gwałcenie wszelkich praw….” (Głos Wielkopolski, Proces Greisera, a prawo międzynarodowe, Dr Stanisław Berkan, 3.07.46).

Jakby zupełnie przypadkiem obok informacji o procesie Reichsstatthaltera umieszczono wiadomość o tym, że w trakcie tego co działo się w Norymberdze pojawiły się zeznania obciążające Wehrmacht odpowiedzialnością za mord katyński (Głos Wielkopolski, Zbrodnia w lesie katyńskim…, 4.07.46). Sprytnie splatano też losy oskarżonego z „polską reakcją” nagłaśniając odrzucenie przez NTN jego prośby o sprowadzenie i przesłuchanie w charakterze świadków obrony Ignacego Mościckiego, Kazimierza Sosnkowskiego, ministra Edena, Coopera, Doenitza twierdząc przy okazji (prasa) wbrew zasadom procesu karnego, że „Losy Greisera zostały przypieczętowane…Nie pomoże …kompanowi ani pan I. Mościcki, ani pan K. Sosnkowski…” (Głos Ludu, Greiser sam siebie oskarża, Losy hitlerowskiego gauleitera przypieczętowane, 4.07.46). W trakcie opisywanego procesu los podsunął komunistom jeszcze jeden „prezent” „…otrzymujemy komunikat o pogromie w Kielcach. Piszemy wyraźnie: pogromie, zdając sobie sprawę z całego ciężaru tego słowa, z całego brzemienia hańby, jakiem obciąża to słowo nasz kraj w oczach świata….Reakcja widzi, że usuwają się jej w Polsce spod nóg ostatnie skrawki gruntu, że zawodzi tak długo i pieczołowicie kultywowana, ostatnia peeselowska stawka…Polska głosuje za demokracją…” (Głos Ludu, Pogrom w Kielcach, 5.04.46). Zwracam uwagę na „Kielce” albowiem znajdą „one” jeszcze miejsce w tym tekście w ścisłym związku z opisywanym procesem i późniejszą egzekucją. Póki co w Poznaniu prokurator Siewierski (w 1950 roku zarzucono mu, że „…faszyzował życie polityczne Polski…” sądząc działaczy KPP – wyrok 6 lat) zażądał dla oskarżonego kary śmierci. W swojej mowie rozróżniał Greisera od „innych” hitlerowców widząc w nim zimnego i wyrachowanego przestępcę „…nie jest typem emocjonalnym …nie można mu przypisać czynów bezpośredniego bestialstwa, bo mu to nie odpowiadało. On mógł nawet brzydzić się takimi ludźmi jak Bibow…zepchnął Polaków na taką niską stopę bytowania, jakiej nie ma równej we współczesnej ludzkości….” (Głos Wielkopolski, Greiser symbolem ucisku, Co się da zniweczyć – resztę wytępić, 7.07.46).

Na te oskarżenia podsądny początkowo nie reagował, później zaś gdy „… z ust oskarżyciela padały mocne słowa, …blady z zaciśniętymi ustami złowrogo wpatrywał się w mówcę…” (Głos Ludu, Greiser zamordował miliony ludzi, Ziemia polska może być tylko jego grobem, 7.07.46). Wołając na Sali sądowej o karę śmierci prokurator Sawicki podkreślał, że w gruncie rzeczy jest bezradny wobec pandemii zła jaka przeszła przez okupowaną Polskę w czasie okupacji, a w takiej sytuacji, odnosił się do przeszłości i rachunku krzywd „…Nawet kara śmierci jest i tak dziecinnie i śmiesznie małą wobec tego, co zdziałali przestępcy wojenni, że nie sposób tutaj uniknąć dysproporcji między nasileniem zbrodni a karą…Tysiąc lat minie nim hańba zostanie z Niemców zdjęta za to co dokonali na Polakach …” (Głos Wielkopolski, 8.07.46). Po prokuratorze zabrali głos obrońcy starając się dowieść, że Reichsstatthalter był tylko kółkiem w wielkiej machinie niemieckiej zbrodni co powinno umożliwić właściwą ocenę jego rzeczywistych win. Paradoksalnie też twierdzili, że działalność oskarżonego nie była aż tak skuteczna skoro Polacy przez cały okres okupacji zachowali swoją tożsamość i odwagę walki o suwerenność. W końcu zaś odwoływali się do wielkoduszności sądu i norm moralnych zapomnianych podczas okupacji „…Niemcy skazaliby go na śmierć gdybyśmy mieli zrobić tak jak Niemcy nie mielibyśmy moralnego prawa ich sądzić …czerpiemy z czystości naszej myśli … i naszej moralności narodowej…” (Głos Wielkopolski, Obrońcy spełniają swój obowiązek, 8.07.46). W swoim wystąpieniu (trwało prawie cztery godziny) Greiser przedstawiał się „…jako ofiarę policyjnego systemu rządów hitlerowskich, a równocześnie …człowieka którego dobrych intencyj w stosunku do Polaków i Państwa Polskiego nie chce się zrozumieć. Były namiestnik w dalszym ciągu wypiera się jakichkolwiek win. …” (Głos Wielkopolski, Obrońcy spełniają swój obowiązek, 8.07.46). Twierdził też, że nigdy nie był „…polakożercą. Stosunek jego do Polaków, po objęciu stanowiska namiestnika okręgu Warty, nacechowany był zawsze pełnym zrozumieniem dla ich potrzeb…”. Punkt po punkcie usiłował dezawuować elementy oskarżenia, w których wspominano o jego antykościelnej polityce. Zwracał też uwagę na to, że „…dążył do zorganizowania spotkania Piłsudskiego z Hitlerem na terenie Gdańska. Moment ten podkreśla uwagą, że gdyby spotkanie to doszło do skutku, wojna być może nie wybuchłaby. W każdym jednak razie nie o Gdańsk…” (Głos Wielkopolski, Gdyby Hitler spotkał się z Piłsudskim, 9.07.46). Kończąc prosił o ty, by pozwolono mu zginąć śmiercią żołnierza, której to śmierci się nie obawia nie chciałby jednak odchodzić „… z zawiązanymi oczami, względnie, gdyby sąd pozostawił go przy życiu – by mu dano możność pracować nad bezkompromisowym porozumieniem narodów…” (Głos Ludu, Greiser twierdzi, że był przyjacielem Polski, Jak pospolity łotrzyk zrzuca odpowiedzialność na innych, 8.07.46). Później pozostało już tylko oczekiwanie na wyrok. Przy okazji można było się dowiedzieć cokolwiek o traktowaniu oskarżonego w więzieniu i podczas sprawy „…Z punktu widzenia oskarżonego jaki przebieg miał proces ? …Sędziowie okazywali całkowitą bezstronność. … Publiczność zachowywała się przyzwoicie…” (Głos Ludu, Ostatnie godziny Greisera, 9.07.46).

"Greiserowski chwast"

Po wyroku skazującym, który wydali sędziowie i ławnicy NTN (Brzozowski, Rapaport, Kutzner, Piękniewski, Grajek, Szymański) znaleziono (wspominałem o tym wyżej) swobodnie związek między niemieckimi zbrodniami, a tym co zdarzyło się kilka dni wcześniej w Kielcach „…w chwili, gdy Artur Greiser oczekiwał ostatecznego wyroku, w Kielcach popłynęła żydowska krew, krew niewinnych ludzi, mordowanych przez polskich naśladowców Greisera…Pogrom kielecki, rozpasana agitacja antysemicka w kraju świadczą najlepiej, że Greiser …zawiśnie na szubienicy…, ale posiew greiserowskiego chwastu jeszcze pozostał w Polsce. Posiew faszyzmu troskliwie hodowany przez całą polską reakcję…za kilka dni Artur Greiser zginie … Przyjdzie dzień, kiedy będziemy mogli powiedzieć i o rodzimym, … >>polskim<< faszyzmie, że podzieli on los Greisera…” (Głos Ludu, Greiser i Kielce, 10.07.46). Mimo wyrażonej przez skazanego wcześniej prośby, by go rozstrzelać postanowiono jednak odebrać mu życie na szubienicznym szafocie „…Śmierć od kuli jest bądź co bądź śmiercią honorową, a wyrok … wyraźnie opiewa, że Greiser pozbawiony jest praw honorowych…” (Głos Wielkopolski, Greiser zwiśnie na szubienicy, 11.07.46).

Głośno domagano się też, by egzekucja odbyła się publicznie w miejscu gdzie mordowano niewinnych „w niemieckich” czasach. Oskarżony przyjął ogłoszony wyrok „… Greisera należy uznać winnym wszystkich zbrodni i zarzucanych mu przestępstw, z tym ograniczeniem, że zabójstw, uszkodzeń cielesnych i znęcań się Arthur Greiser osobiście nie dokonywał. Za powyższe przestępstwa skazać Arthura Greisera na karę śmierci, nadto orzec utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz konfiskatę całego jego mienia…” (Janusz Gumkowski, Tadeusz Kułakowski, „Zbrodniarze hitlerowscy przed Najwyższym Trybunałem Narodowym”, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa, 1965) z pozorami spokoju choć było widać, że jest przerażony. Komunistyczna propaganda dostała przy okazji procesu jeszcze jeden argument. Za skazanym (na jego własną prośbę artykułowaną za zgodą władz w Warszawie – wyrażoną niewątpliwie celowo, by po spodziewanej reakcji Papieża móc uderzyć w Kościół Katolicki w Polsce) i oczekującym na wyrok ujął się Pius XII „…I oto – właśnie przeciwko temu wyrokowi zwraca się w swej interwencji Ojciec Święty … w imię czego?

Miłosierdzie chrześcijańskie powiecie …Czyżby chrześcijańskie miłosierdzie odczuwał Ojciec Święty tylko dla faszystowskich bandytów, dla hitlerowskich morderców a odmawiał go bojownikom wolności i demokracji ? … ta interwencja pozostanie w pamięci narodu, jako jeszcze jeden dowód prawdziwej polityki Watykanu wobec Polski…” (Głos Ludu, Papież broni Greisera, 20.07.46). Po ogłoszeniu wyroku skazany przebywał w poznańskim więzieniu przy Młyńskiej gdzie oczekiwał na jego wykonanie. Prośba o ułaskawienie skierowana do Bieruta nie została uwzględniona. Póki co jednak (mając złe doświadczenia z przeprowadzeniem egzekucji na oprawcach ze Stutthofu) zwlekano z ogłoszeniem terminu i formy wykonania wyroku. Ostatecznie mimo ostrzeżeń i wątpliwości komendanta wojewódzkiego milicji w Poznaniu majora Czesława Kurpiasa, który bał się możliwego samosądu na skazanym postanowiono o publicznym wykonaniu kary. W Poznaniu pojawił się szef MBP Radkiewicz, a wspomniany komendant MO otrzymał jako wsparcie dodatkowych żołnierzy, którzy otoczyli później miejsce egzekucji (która miała być filmowana) podwójnym kordonem. Przebieg ponurego zdarzenia przygotowywał organizacyjnie zastępca oskarżyciela publicznego specjalnego wydziału kryminalnego Sądu Powiatowego w Poznaniu Roman Śmielecki – otrzymał to zadanie 18 lipca 1946 roku. Decyzja o odrzuceniu prośby o łaskę przez Bieruta i negatywnej odpowiedzi na prośbę Piusa XII przyspieszyły przygotowania, Greiser miał być poinformowany o tym wszystkim dzień przed wykonaniem wyroku o godzinie 18.00. Tak też się stało „…Kat Wielkopolski przyjął wiadomość ze spokojem, jedynie pod koniec załamał się padając na kolana i zakrywając twarz dłońmi. Prawdopodobnie płakał. W ostatnim życzeniu …prosił o umożliwienie mu zobaczenia się z żoną… z uwagi na trudności techniczne prośby tej nie można było spełnić. Poza tym ponowił prośbę o rozstrzelanie. Oświadczono mu, że obowiązujące przepisy proceduralne nie pozwalają na to….prokurator przychylił się do prośby…, by mógł porozmawiać z jednym ze swych obrońców … dr Hejmowski udał się do celi skazańca … Ostatniej posługi religijnej udzielił mu pastor ewangelicki narodowości polskiej …” (Głos Wielkopolski, Greiser w obliczu śmierci, Ostatnie chwile zbrodniarza, 22.07.46). Jest lipcowy pranek tuż przed godziną siódmą (czas wybrany celowo, by młodociani nie byli świadkami zdarzenia) niedziela, masy ludzi zdążają ku Cytadeli, jak donosi prasa około siódmej, na która byłą wyznaczona egzekucja tłum osiągnął więcej niż sto tysięcy. Na miejsce podjeżdża samochód ze znakami Czerwonego Krzyża, wysiada z niego skazany i eskorta „…Greiser ma związane z tyłu ręce i opaskę na oczach. Słania się … strażnicy podtrzymują go prowadząc w kierunku szubienicy… na miejscu stracenia znaleźli się prokurator, … kat (podobno kelner z lokalu o nazwie „Szczupak” – P.Ł.) i jego pomocnik. Kat ubrany jest we frak i białą kamizelkę, na głowie ma granatowy beret, ręce w białych rękawiczkach. Pomocnik … w czarnym tużurku … twarz kata jak i … pomocnika przysłonięte są czarnymi maskami…. Żołnierze wprowadzają Greisera po stopniach. … jest spokojny…. Podtrzymują go na niskim stołeczku przymocowanym do podłogi, a kat zakłada mu na szyję stryczek. …pomocnik kata ruchem zainstalowanej w podłodze dźwigni powoduje obniżenie się zapadni. Stołeczek usuwa się spod nóg Greisera i ciało b. gauleitera i wielkorządcy zawisa w powietrzu….” (Głos Wielkopolski, Zbrodni nie popełnia się bezkarnie, Jak powieszono Greisera, 23.07.46).

Umierał długo

Skazany umierał kilka lub kilkanaście minut przyczyną był „niefachowy stryczek” (tytuł filmu Roberta Stando nakręconego w 1997 roku) podobno pomyślany tak przez egzekutora, by Greiser nie miał zbyt łatwej śmierci (podobna sytuacja miała mieć też miejsce w przypadku wspominanej wyżej egzekucji w Gdańsku). Kat też miał zachowywać się na szafocie w sposób urągający powadze sytuacji. Po dwudziestu minutach przybyły lekarz stwierdził zgon. Ciało zdjęto z szubienicy i złożono do trumny „…Była to jedna z trumien sporządzanych przez Niemców dla mordowanych przez nich Polaków…” (Głos Wielkopolski, Artur Greiser został powieszony, 22.07.1946). Była to ostatnia publiczna egzekucja jaka odbyła się w Polsce. I kończąc jako pewnego rodzaju glossę do powyższego chciałbym przytoczyć refleksję Ewy Szelburg Zarembiny zamieszczoną w tygodniku (społeczno literackim) „Kuźnica” (29.07.46, Nie jesteśmy narodem morderców), a mającą ścisły związek z tekstem zamieszczonym wyżej „…W 62 numerze >>Przekroju<< zamieszczono zdjęcia ze stracenia w Pradze Czeskiej przestępcy wojennego K.H. Franka (egzekucja odbyła się na dziedzińcu więzienia 22.05.46 – P.Ł.). Ohydne zdjęcia opatrzono podpisem: >>Na chwilę przed powieszeniem kat krępuje skazańca i zakłada mu stryczek na szyję<<… zdjęcie samo i ów >>smaczek<< dziennikarski zrobiony koło niego przypominał mi żywo zamiłowanie zdegenerowanych typów właśnie hitlerowskich do publikowania tego typu obrazów. Niestety nie jest to wypadek sporadyczny. Oto pisma łódzkie ogłaszają, że stolarze łódzcy upraszają o możliwość budowania szubiency dla zbrodniarza Greisera. A byli więźniowie Stutthofu w 4 bm. W Gdańsku na ochotnika własnoręcznie wieszali skazanych na śmierć jedenastu oprawców niemieckich z obozu śmierci w Stutthofie… Piszą wyraźnie zbrodniarzy i oprawców. To były najgorszego rodzaju istoty ludzkie, ci Niemcy i znemczeni Polacy skazani Prawem rzeczpospolitej na słuszną śmierć przez powieszenie. Jednak ani tłumy ludności, w przeważnej części młodziutkich dziewcząt i chłopców nie powinny asystować temu ponuremu widowisku, ani nie powinni byli znaleźć się >>ochotnicy<< do roli katów. […] Dawanie w ten sposób upustu najsłuszniejszym uczuciom potwornej krzywdy wyrządzonej nam przez zbirów hitlerowskich – nie jest jednak słuszne. […] My Polacy, nie byliśmy, nie jesteśmy i nie chcemy być narodem oprawców. Tym właśnie różnimy się od tych, których dziś sprawiedliwe sądy demokratycznych państw skazują na karę śmierci za ich zbrodnie przeciw Człowieczeństwu…”.

Cytowane fragmenty jej listu bardzo precyzyjnie charakteryzowały problem kar nakładanych na niemieckich przestępców wojennych i zarazem pośrednia obronę ich człowieczeństwa przy równoczesnym i w pełni uzasadnionym braku współczucia z losem jaki stał się ich udziałem. Przy okazji dodajmy też, że o publiczne wykonanie kary śmierci na Arturze Greiserze apelowała Miejska Rada Narodowa w Poznaniu (Gazeta Ludowa, 11.07.46, O publiczne skazanie Greisera), a ukazujące się w prasie karykatury nie były przykładem (jak sądzę) humanitaryzmu w traktowaniu najpotworniejszych nawet oprawców niemieckich, (Gazeta Ludowa, 17.07.46, karykatura przedstawiająca Greisera w drodze na szubienicę, z komentarzem wykpiwającym jego linię obrony przed sądem, ”Główną tezą obrony Greisera jest: >>Prawo nie działa wstecz<< - Ale prawo działa – NAPRZÓD)


 

POLECANE
Państwa narodowe są podstawą wolności tylko u nas
Państwa narodowe są podstawą wolności

Państwo narodowe, wolność słowa i niezależność energetyczna – to trzy filary, które zdominowały dyskusję podczas konferencji Alliance of Sovereign Nations 2026 w Waszyngtonie. Wystąpienia amerykańskiej kongresmen Anny Pauliny Luny oraz rumuńskiego lidera prawicy George Simiona pokazały rosnące znaczenie debat o suwerenności państw w świecie Zachodu.

Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców Wiadomości
Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców

Policja wyjaśnia okoliczności dewastacji nagrobków, do której doszło w nocy z czwartku na piątek na cmentarzu parafialnym w Niestępowie w gminie Żukowo (woj. pomorskie). Lokalna społeczność apeluje o pomoc w odnalezieniu sprawców.

Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz

3 marca 2026 roku Friedrich Merz został przyjęty w Białym Domu przez Donalda Trumpa. Dziś mało kto o tym pamięta, ale pierwotnym celem wizyty kanclerza Niemiec w Waszyngtonie była jego debata z prezydentem USA o ogólnoświatowych cłach w wysokości 10 procent, nałożonych na podmioty eksportujące swoje produkty na rynek amerykański.

Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli Wiadomości
Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli

Decyzje dotyczące polskiej suwerenności, bezpieczeństwa czy sił zbrojnych są decyzjami zwierzchnika sił zbrojnych, a nie Brukseli - powiedział prezydent Karol Nawrocki podczas spotkania z sympatykami w Chmielniku (woj. świętokrzyskie). Są granice centralizacji UE; wyznacza je polski ustrój - dodał.

System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK Wiadomości
System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK

Podczas zorganizowanej dziś w Sejmie konferencji prasowej posłowie PiS przekazali, że skierowali do Trybunału Konstytucyjnego wniosek dotyczący przepisów ustawy o systemie handlu uprawnieniami do emisji (ETS). Jak napisał w mediach społecznościowych Michał Moskal, przepisy mogą doprowadzić do destabilizacji polskiego przemysłu energochłonnego i ciepłownictwa oraz drastycznego wzrostu kosztów ogrzewania i energii dla milionów Polaków.

Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne Wiadomości
Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne

12 sierpnia 2026 roku nad Europą pojawi się całkowite zaćmienie Słońca. To rzadkie zjawisko, które od lat fascynuje obserwatorów na całym świecie.

Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia Wiadomości
Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia

W najbliższy weekend część usług bankowych może być czasowo niedostępna. O planowanych pracach technicznych poinformowały trzy duże instytucje finansowe: mBank, PKO Bank Polski oraz ING Bank Śląski. Banki apelują do klientów, aby ważne operacje finansowe wykonali wcześniej.

Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry

Na ponad 66,2 mln zł opiewa podpisana w piątek umowa na budowę trzeciego odcinka zachodniej obwodnicy Zielonej Góry. Droga ta wraz z mostem na Odrze w Pomorsku i nowym fragmentem DW281 będzie elementem „Odrzańskiego Układu Komunikacyjnego" – poinformował Urząd Miasta Zielona Góra.

Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach Wiadomości
Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach

Grzegorz Krychowiak kończy grę w Mazurze Radzymin. Były reprezentant Polski i zawodnik takich klubów jak Sevilla czy Paris Saint-Germain nie będzie już grał w lokalnej lidze piłkarskiej.

Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego z ostatniej chwili
Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego

Prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o zawetowaniu nowelizacji Kodeksu postępowania karnego z 27 lutego br. - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. To obszerna reforma procedury karnej dotycząca m.in. zakazu korzystania z nielegalnych dowodów oraz ograniczenia tymczasowych aresztów.

REKLAMA

Skazany umierał długo. Przyczyną był niefachowy stryczek. Ostatnia publiczna egzekucja w Polsce

W 62 numerze >>Przekroju<< zamieszczono zdjęcia ze stracenia w Pradze Czeskiej przestępcy wojennego K.H. Franka. Ohydne zdjęcia opatrzono podpisem: >>Na chwilę przed powieszeniem kat krępuje skazańca i zakłada mu stryczek na szyję<<… zdjęcie samo i ów >>smaczek<< dziennikarski zrobiony koło niego przypominał mi żywo zamiłowanie zdegenerowanych typów właśnie hitlerowskich do publikowania tego typu obrazów. Niestety nie jest to wypadek sporadyczny. Oto pisma łódzkie ogłaszają, że stolarze łódzcy upraszają o możliwość budowania szubiency dla zbrodniarza Greisera. A byli więźniowie Stutthofu w 4 bm. W Gdańsku na ochotnika własnoręcznie wieszali skazanych na śmierć jedenastu oprawców niemieckich z obozu śmierci w Stutthofie… Piszą wyraźnie zbrodniarzy i oprawców. To były najgorszego rodzaju istoty ludzkie, ci Niemcy i zniemczeni Polacy skazani Prawem Rzeczpospolitej na słuszną śmierć przez powieszenie. Jednak ani tłumy ludności, w przeważnej części młodziutkich dziewcząt i chłopców nie powinny asystować temu ponuremu widowisku, ani nie powinni byli znaleźć się >>ochotnicy<< do roli katów. […] Ewa Szelburg Zarembina
/ zbiory dr Piotra Łysakowskiego

Arthur Karl Greiser (*1897 Środa Wielkopolska + 21 lipca 1946 Poznań) – tak zaczyna się tekst poświęcony Greiserowi w większości encyklopedii. Zainteresowałem się ostatnimi dniami tego człowieka głównie z kilku przyczyn. Pierwsza to ta, że kilkanaście dni temu minęła kolejna rocznica jego stracenia (tekst piszę w lipcu 2020) w Poznaniu. Druga to to, że egzekucja ta miała być „nietypowa” bo publiczna i równocześnie ostatnia z cyklu tychże jakie miały miejsce w Polsce po wojnie. Kilka dni przed Greiserem (4 lipca) stracono w Gdańsku w obecności około 200 tysięcy ludzi jedenaście osób z załogi KL Stutthof (w tym pięciu Polaków sprawujących w obozie funkcje kapo). Proces Reichsstatthaltera Kraju Warty toczył się w Poznaniu w dniach 21.06 - 7.07 w auli Uniwersyteckiej budząc duże zainteresowanie publiczności. Akt oskarżenia liczył 57 stron z czego pięćdziesiąt stanowiło uzasadnienie. Nim rozpoczęto sprwaę pojawiły się problemy z zapewnieniem oskarżonemu odpowiedniej obrony. Nikt bowiem nie był szczególnie chętny, by bronić sądzonego przez Najwyższy Trybunał Narodowy Niemca.

Ostatecznie reprezentowania oskarżonego podjęli się (z tego co wiemy był to dla obu polskich prawników spory wysiłek moralny i emocjonalny) doktor Stanisław Hejmowski (stracił w czasie wojny 2 braci) i Jan Kręglewski. Obaj wywiązali się ze swojego zadania (tak miał twierdzić zresztą sam oskarżony) bardzo dobrze i nie przeczy temu wydany ostatecznie wyrok skazujący ich klienta, który jeszcze przed wojną doskonale opanował taktykę mimikry „…Greiser potrafił prowadzić taką politykę, która zdołała uśpić czujność naszych władz państwowych i przypisywać mu nawet życzliwy stosunek do kwestyj polskich…” (Głos Wielkopolski 1.07.46). Później też udawał, że w zasadzie nie był tym kim był „…Przewodniczący: Czy wiadomo świadkowi o tym, że Greiser miał kilkakrotnie prosić o zwolnienie go ze stanowiska namiestnika ? Świadek: Nic mi o tym nie wiadomo…” (Głos Wielkopolski, 1.07.46 z zeznań Augusta Jaegera zastępca Greisera). Jaeger twierdził przy tym (zgodnie zresztą z linią obrony oskarżonego), że na obszarze Warthegau nie było pomysłu dzielenia ludności miejscowej i Niemców na „parobków” i „panów”, a pojęć tych używano tylko dla podkreślenia tego, że Niemcy „…muszą więcej z siebie wydobyć (na Sali długo niemilknący śmiech)…”. W swojej mowie „obronnej” oskarżony wyszedł (w opinii obserwatorów procesu) na człowieka pozbawionego odwagi, małego „…Od niego cuchnie małością …cała klika hitlerowska to nie są zbrodniarze w wielkim stylu ale podłe kanalie…powinien poznać grozę obozów, rozpacz po śmierci najbliższych…powinien być tysiące razy blisko śmierci haniebnej…Okazuje się naocznie, że naród ten był rządzony przez degeneratów moralnych, którym brak było nie tylko …rudymentów ludzkich, które pozwalają nawet z zbrodniarzem współczuć, a nawet mieć dla niego poszanowanie ludzkie…Panie Greiserze – pan dobrze wie, o co chodzi gra ! …I jakże pan teraz jest śmieszny ze swoimi krętactwami, ze swoimi kruczkami…” (Głos Wielkopolski, Dno upodlenia, Wnioski z mowy obronnej Greisera, 2.07.46).

Niemieccy świadkowie

W procesie zeznawało wielu skazanych później Niemców obciążających oskarżonego. Jednym z nich był Hans Biebow (w ówczesnych relacjach prasowych przedstawiany jako Bibow – P.Ł.) szef (cywilnego) zarządu łódzkiego getta. Twierdził, że ze złota ukradzionego Żydom w Łodzi zrobiono dla Greisera serwis stołowy. Wspominał też o możliwych malwersacjach finansowych. Równocześnie twierdził, że „…Gdy Żydzi otrzymywali zarządzenie, że muszą opuścić getto, to wtedy my … głowiliśmy się nad tym, jak to wysiedlenie się skończy…Prokurator: A co świadek myśli, jeżeli pojechali do Chełmna ? … Dla mnie było jasne, że Żydzi których tam przywieziono nie są przy życiu. Prokurator: Czy wiedzieli o tym inni Niemcy, np. Greiser ? …Jestem o tym głęboko przekonany, że …mógł o tym wiedzieć daleko wcześniej niż my …” (Głos Wielkopolski, Ostateczna ewakuacja, 4.07.46). Z zeznań świadków miało też wynikać i to, że oskarżony „…widział sprawę polską realnie >>Naród Polski nigdy więcej nie może podnieść głowy. Albo Polacy, albo my Niemcy będziemy tu na wschodzie żyli<<…”, a także i to, iż Himmler miał zarzucać namiestnikowi, że nazbyt bezwzględnie traktuje Polaków – takie zeznania złożyło pod przysięgą co najmniej dwóch polskich świadków. Równocześnie zeznający Niemcy nie bacząc na brak logiki swoich wynurzeń twierdzili, że „…Walki z polskością ze strony administracji nie było…zaprzecza jakoby wiedział o masakrach Polaków i Żydów, nie wie, że wymordowano getto, na politykę narodowościową >>Warthegau<< Greiser ani on nie mieli żadnego wpływu …” (Głos Wielkopolski, Greisera zadziwia bezczelność Jaegera, 30.07.46). Zeznający opisywali współpracujących ze sobą w czasie wojny Greisera i Forestera jako dwie uzupełniające się osobowości, z tym że ten pierwszy miał być o niebo inteligentniejszy od drugiego. Określano go mianem „…sprytnego i wyrafinowanego…”. Nazwano go nawet „…małym Hitlerem…”. Miał też przejawiać sporo własnej inicjatywy we wszelkich działaniach. Przy tym wszystkim i biorąc pod uwagę powyższe Greiser musiał wiedzieć, że popełnia czyny zabronione nie tylko w ocenie prawa niemieckiego ale szczególnie międzynarodowego „…Okoliczności, że niemieccy przestępcy wojenni starali się zatrzeć ślady swoich zbrodni wojennych wzgl. Wykonać je w ukryciu, świadczy najlepiej o ich świadomości gwałcenie wszelkich praw….” (Głos Wielkopolski, Proces Greisera, a prawo międzynarodowe, Dr Stanisław Berkan, 3.07.46).

Jakby zupełnie przypadkiem obok informacji o procesie Reichsstatthaltera umieszczono wiadomość o tym, że w trakcie tego co działo się w Norymberdze pojawiły się zeznania obciążające Wehrmacht odpowiedzialnością za mord katyński (Głos Wielkopolski, Zbrodnia w lesie katyńskim…, 4.07.46). Sprytnie splatano też losy oskarżonego z „polską reakcją” nagłaśniając odrzucenie przez NTN jego prośby o sprowadzenie i przesłuchanie w charakterze świadków obrony Ignacego Mościckiego, Kazimierza Sosnkowskiego, ministra Edena, Coopera, Doenitza twierdząc przy okazji (prasa) wbrew zasadom procesu karnego, że „Losy Greisera zostały przypieczętowane…Nie pomoże …kompanowi ani pan I. Mościcki, ani pan K. Sosnkowski…” (Głos Ludu, Greiser sam siebie oskarża, Losy hitlerowskiego gauleitera przypieczętowane, 4.07.46). W trakcie opisywanego procesu los podsunął komunistom jeszcze jeden „prezent” „…otrzymujemy komunikat o pogromie w Kielcach. Piszemy wyraźnie: pogromie, zdając sobie sprawę z całego ciężaru tego słowa, z całego brzemienia hańby, jakiem obciąża to słowo nasz kraj w oczach świata….Reakcja widzi, że usuwają się jej w Polsce spod nóg ostatnie skrawki gruntu, że zawodzi tak długo i pieczołowicie kultywowana, ostatnia peeselowska stawka…Polska głosuje za demokracją…” (Głos Ludu, Pogrom w Kielcach, 5.04.46). Zwracam uwagę na „Kielce” albowiem znajdą „one” jeszcze miejsce w tym tekście w ścisłym związku z opisywanym procesem i późniejszą egzekucją. Póki co w Poznaniu prokurator Siewierski (w 1950 roku zarzucono mu, że „…faszyzował życie polityczne Polski…” sądząc działaczy KPP – wyrok 6 lat) zażądał dla oskarżonego kary śmierci. W swojej mowie rozróżniał Greisera od „innych” hitlerowców widząc w nim zimnego i wyrachowanego przestępcę „…nie jest typem emocjonalnym …nie można mu przypisać czynów bezpośredniego bestialstwa, bo mu to nie odpowiadało. On mógł nawet brzydzić się takimi ludźmi jak Bibow…zepchnął Polaków na taką niską stopę bytowania, jakiej nie ma równej we współczesnej ludzkości….” (Głos Wielkopolski, Greiser symbolem ucisku, Co się da zniweczyć – resztę wytępić, 7.07.46).

Na te oskarżenia podsądny początkowo nie reagował, później zaś gdy „… z ust oskarżyciela padały mocne słowa, …blady z zaciśniętymi ustami złowrogo wpatrywał się w mówcę…” (Głos Ludu, Greiser zamordował miliony ludzi, Ziemia polska może być tylko jego grobem, 7.07.46). Wołając na Sali sądowej o karę śmierci prokurator Sawicki podkreślał, że w gruncie rzeczy jest bezradny wobec pandemii zła jaka przeszła przez okupowaną Polskę w czasie okupacji, a w takiej sytuacji, odnosił się do przeszłości i rachunku krzywd „…Nawet kara śmierci jest i tak dziecinnie i śmiesznie małą wobec tego, co zdziałali przestępcy wojenni, że nie sposób tutaj uniknąć dysproporcji między nasileniem zbrodni a karą…Tysiąc lat minie nim hańba zostanie z Niemców zdjęta za to co dokonali na Polakach …” (Głos Wielkopolski, 8.07.46). Po prokuratorze zabrali głos obrońcy starając się dowieść, że Reichsstatthalter był tylko kółkiem w wielkiej machinie niemieckiej zbrodni co powinno umożliwić właściwą ocenę jego rzeczywistych win. Paradoksalnie też twierdzili, że działalność oskarżonego nie była aż tak skuteczna skoro Polacy przez cały okres okupacji zachowali swoją tożsamość i odwagę walki o suwerenność. W końcu zaś odwoływali się do wielkoduszności sądu i norm moralnych zapomnianych podczas okupacji „…Niemcy skazaliby go na śmierć gdybyśmy mieli zrobić tak jak Niemcy nie mielibyśmy moralnego prawa ich sądzić …czerpiemy z czystości naszej myśli … i naszej moralności narodowej…” (Głos Wielkopolski, Obrońcy spełniają swój obowiązek, 8.07.46). W swoim wystąpieniu (trwało prawie cztery godziny) Greiser przedstawiał się „…jako ofiarę policyjnego systemu rządów hitlerowskich, a równocześnie …człowieka którego dobrych intencyj w stosunku do Polaków i Państwa Polskiego nie chce się zrozumieć. Były namiestnik w dalszym ciągu wypiera się jakichkolwiek win. …” (Głos Wielkopolski, Obrońcy spełniają swój obowiązek, 8.07.46). Twierdził też, że nigdy nie był „…polakożercą. Stosunek jego do Polaków, po objęciu stanowiska namiestnika okręgu Warty, nacechowany był zawsze pełnym zrozumieniem dla ich potrzeb…”. Punkt po punkcie usiłował dezawuować elementy oskarżenia, w których wspominano o jego antykościelnej polityce. Zwracał też uwagę na to, że „…dążył do zorganizowania spotkania Piłsudskiego z Hitlerem na terenie Gdańska. Moment ten podkreśla uwagą, że gdyby spotkanie to doszło do skutku, wojna być może nie wybuchłaby. W każdym jednak razie nie o Gdańsk…” (Głos Wielkopolski, Gdyby Hitler spotkał się z Piłsudskim, 9.07.46). Kończąc prosił o ty, by pozwolono mu zginąć śmiercią żołnierza, której to śmierci się nie obawia nie chciałby jednak odchodzić „… z zawiązanymi oczami, względnie, gdyby sąd pozostawił go przy życiu – by mu dano możność pracować nad bezkompromisowym porozumieniem narodów…” (Głos Ludu, Greiser twierdzi, że był przyjacielem Polski, Jak pospolity łotrzyk zrzuca odpowiedzialność na innych, 8.07.46). Później pozostało już tylko oczekiwanie na wyrok. Przy okazji można było się dowiedzieć cokolwiek o traktowaniu oskarżonego w więzieniu i podczas sprawy „…Z punktu widzenia oskarżonego jaki przebieg miał proces ? …Sędziowie okazywali całkowitą bezstronność. … Publiczność zachowywała się przyzwoicie…” (Głos Ludu, Ostatnie godziny Greisera, 9.07.46).

"Greiserowski chwast"

Po wyroku skazującym, który wydali sędziowie i ławnicy NTN (Brzozowski, Rapaport, Kutzner, Piękniewski, Grajek, Szymański) znaleziono (wspominałem o tym wyżej) swobodnie związek między niemieckimi zbrodniami, a tym co zdarzyło się kilka dni wcześniej w Kielcach „…w chwili, gdy Artur Greiser oczekiwał ostatecznego wyroku, w Kielcach popłynęła żydowska krew, krew niewinnych ludzi, mordowanych przez polskich naśladowców Greisera…Pogrom kielecki, rozpasana agitacja antysemicka w kraju świadczą najlepiej, że Greiser …zawiśnie na szubienicy…, ale posiew greiserowskiego chwastu jeszcze pozostał w Polsce. Posiew faszyzmu troskliwie hodowany przez całą polską reakcję…za kilka dni Artur Greiser zginie … Przyjdzie dzień, kiedy będziemy mogli powiedzieć i o rodzimym, … >>polskim<< faszyzmie, że podzieli on los Greisera…” (Głos Ludu, Greiser i Kielce, 10.07.46). Mimo wyrażonej przez skazanego wcześniej prośby, by go rozstrzelać postanowiono jednak odebrać mu życie na szubienicznym szafocie „…Śmierć od kuli jest bądź co bądź śmiercią honorową, a wyrok … wyraźnie opiewa, że Greiser pozbawiony jest praw honorowych…” (Głos Wielkopolski, Greiser zwiśnie na szubienicy, 11.07.46).

Głośno domagano się też, by egzekucja odbyła się publicznie w miejscu gdzie mordowano niewinnych „w niemieckich” czasach. Oskarżony przyjął ogłoszony wyrok „… Greisera należy uznać winnym wszystkich zbrodni i zarzucanych mu przestępstw, z tym ograniczeniem, że zabójstw, uszkodzeń cielesnych i znęcań się Arthur Greiser osobiście nie dokonywał. Za powyższe przestępstwa skazać Arthura Greisera na karę śmierci, nadto orzec utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz konfiskatę całego jego mienia…” (Janusz Gumkowski, Tadeusz Kułakowski, „Zbrodniarze hitlerowscy przed Najwyższym Trybunałem Narodowym”, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa, 1965) z pozorami spokoju choć było widać, że jest przerażony. Komunistyczna propaganda dostała przy okazji procesu jeszcze jeden argument. Za skazanym (na jego własną prośbę artykułowaną za zgodą władz w Warszawie – wyrażoną niewątpliwie celowo, by po spodziewanej reakcji Papieża móc uderzyć w Kościół Katolicki w Polsce) i oczekującym na wyrok ujął się Pius XII „…I oto – właśnie przeciwko temu wyrokowi zwraca się w swej interwencji Ojciec Święty … w imię czego?

Miłosierdzie chrześcijańskie powiecie …Czyżby chrześcijańskie miłosierdzie odczuwał Ojciec Święty tylko dla faszystowskich bandytów, dla hitlerowskich morderców a odmawiał go bojownikom wolności i demokracji ? … ta interwencja pozostanie w pamięci narodu, jako jeszcze jeden dowód prawdziwej polityki Watykanu wobec Polski…” (Głos Ludu, Papież broni Greisera, 20.07.46). Po ogłoszeniu wyroku skazany przebywał w poznańskim więzieniu przy Młyńskiej gdzie oczekiwał na jego wykonanie. Prośba o ułaskawienie skierowana do Bieruta nie została uwzględniona. Póki co jednak (mając złe doświadczenia z przeprowadzeniem egzekucji na oprawcach ze Stutthofu) zwlekano z ogłoszeniem terminu i formy wykonania wyroku. Ostatecznie mimo ostrzeżeń i wątpliwości komendanta wojewódzkiego milicji w Poznaniu majora Czesława Kurpiasa, który bał się możliwego samosądu na skazanym postanowiono o publicznym wykonaniu kary. W Poznaniu pojawił się szef MBP Radkiewicz, a wspomniany komendant MO otrzymał jako wsparcie dodatkowych żołnierzy, którzy otoczyli później miejsce egzekucji (która miała być filmowana) podwójnym kordonem. Przebieg ponurego zdarzenia przygotowywał organizacyjnie zastępca oskarżyciela publicznego specjalnego wydziału kryminalnego Sądu Powiatowego w Poznaniu Roman Śmielecki – otrzymał to zadanie 18 lipca 1946 roku. Decyzja o odrzuceniu prośby o łaskę przez Bieruta i negatywnej odpowiedzi na prośbę Piusa XII przyspieszyły przygotowania, Greiser miał być poinformowany o tym wszystkim dzień przed wykonaniem wyroku o godzinie 18.00. Tak też się stało „…Kat Wielkopolski przyjął wiadomość ze spokojem, jedynie pod koniec załamał się padając na kolana i zakrywając twarz dłońmi. Prawdopodobnie płakał. W ostatnim życzeniu …prosił o umożliwienie mu zobaczenia się z żoną… z uwagi na trudności techniczne prośby tej nie można było spełnić. Poza tym ponowił prośbę o rozstrzelanie. Oświadczono mu, że obowiązujące przepisy proceduralne nie pozwalają na to….prokurator przychylił się do prośby…, by mógł porozmawiać z jednym ze swych obrońców … dr Hejmowski udał się do celi skazańca … Ostatniej posługi religijnej udzielił mu pastor ewangelicki narodowości polskiej …” (Głos Wielkopolski, Greiser w obliczu śmierci, Ostatnie chwile zbrodniarza, 22.07.46). Jest lipcowy pranek tuż przed godziną siódmą (czas wybrany celowo, by młodociani nie byli świadkami zdarzenia) niedziela, masy ludzi zdążają ku Cytadeli, jak donosi prasa około siódmej, na która byłą wyznaczona egzekucja tłum osiągnął więcej niż sto tysięcy. Na miejsce podjeżdża samochód ze znakami Czerwonego Krzyża, wysiada z niego skazany i eskorta „…Greiser ma związane z tyłu ręce i opaskę na oczach. Słania się … strażnicy podtrzymują go prowadząc w kierunku szubienicy… na miejscu stracenia znaleźli się prokurator, … kat (podobno kelner z lokalu o nazwie „Szczupak” – P.Ł.) i jego pomocnik. Kat ubrany jest we frak i białą kamizelkę, na głowie ma granatowy beret, ręce w białych rękawiczkach. Pomocnik … w czarnym tużurku … twarz kata jak i … pomocnika przysłonięte są czarnymi maskami…. Żołnierze wprowadzają Greisera po stopniach. … jest spokojny…. Podtrzymują go na niskim stołeczku przymocowanym do podłogi, a kat zakłada mu na szyję stryczek. …pomocnik kata ruchem zainstalowanej w podłodze dźwigni powoduje obniżenie się zapadni. Stołeczek usuwa się spod nóg Greisera i ciało b. gauleitera i wielkorządcy zawisa w powietrzu….” (Głos Wielkopolski, Zbrodni nie popełnia się bezkarnie, Jak powieszono Greisera, 23.07.46).

Umierał długo

Skazany umierał kilka lub kilkanaście minut przyczyną był „niefachowy stryczek” (tytuł filmu Roberta Stando nakręconego w 1997 roku) podobno pomyślany tak przez egzekutora, by Greiser nie miał zbyt łatwej śmierci (podobna sytuacja miała mieć też miejsce w przypadku wspominanej wyżej egzekucji w Gdańsku). Kat też miał zachowywać się na szafocie w sposób urągający powadze sytuacji. Po dwudziestu minutach przybyły lekarz stwierdził zgon. Ciało zdjęto z szubienicy i złożono do trumny „…Była to jedna z trumien sporządzanych przez Niemców dla mordowanych przez nich Polaków…” (Głos Wielkopolski, Artur Greiser został powieszony, 22.07.1946). Była to ostatnia publiczna egzekucja jaka odbyła się w Polsce. I kończąc jako pewnego rodzaju glossę do powyższego chciałbym przytoczyć refleksję Ewy Szelburg Zarembiny zamieszczoną w tygodniku (społeczno literackim) „Kuźnica” (29.07.46, Nie jesteśmy narodem morderców), a mającą ścisły związek z tekstem zamieszczonym wyżej „…W 62 numerze >>Przekroju<< zamieszczono zdjęcia ze stracenia w Pradze Czeskiej przestępcy wojennego K.H. Franka (egzekucja odbyła się na dziedzińcu więzienia 22.05.46 – P.Ł.). Ohydne zdjęcia opatrzono podpisem: >>Na chwilę przed powieszeniem kat krępuje skazańca i zakłada mu stryczek na szyję<<… zdjęcie samo i ów >>smaczek<< dziennikarski zrobiony koło niego przypominał mi żywo zamiłowanie zdegenerowanych typów właśnie hitlerowskich do publikowania tego typu obrazów. Niestety nie jest to wypadek sporadyczny. Oto pisma łódzkie ogłaszają, że stolarze łódzcy upraszają o możliwość budowania szubiency dla zbrodniarza Greisera. A byli więźniowie Stutthofu w 4 bm. W Gdańsku na ochotnika własnoręcznie wieszali skazanych na śmierć jedenastu oprawców niemieckich z obozu śmierci w Stutthofie… Piszą wyraźnie zbrodniarzy i oprawców. To były najgorszego rodzaju istoty ludzkie, ci Niemcy i znemczeni Polacy skazani Prawem rzeczpospolitej na słuszną śmierć przez powieszenie. Jednak ani tłumy ludności, w przeważnej części młodziutkich dziewcząt i chłopców nie powinny asystować temu ponuremu widowisku, ani nie powinni byli znaleźć się >>ochotnicy<< do roli katów. […] Dawanie w ten sposób upustu najsłuszniejszym uczuciom potwornej krzywdy wyrządzonej nam przez zbirów hitlerowskich – nie jest jednak słuszne. […] My Polacy, nie byliśmy, nie jesteśmy i nie chcemy być narodem oprawców. Tym właśnie różnimy się od tych, których dziś sprawiedliwe sądy demokratycznych państw skazują na karę śmierci za ich zbrodnie przeciw Człowieczeństwu…”.

Cytowane fragmenty jej listu bardzo precyzyjnie charakteryzowały problem kar nakładanych na niemieckich przestępców wojennych i zarazem pośrednia obronę ich człowieczeństwa przy równoczesnym i w pełni uzasadnionym braku współczucia z losem jaki stał się ich udziałem. Przy okazji dodajmy też, że o publiczne wykonanie kary śmierci na Arturze Greiserze apelowała Miejska Rada Narodowa w Poznaniu (Gazeta Ludowa, 11.07.46, O publiczne skazanie Greisera), a ukazujące się w prasie karykatury nie były przykładem (jak sądzę) humanitaryzmu w traktowaniu najpotworniejszych nawet oprawców niemieckich, (Gazeta Ludowa, 17.07.46, karykatura przedstawiająca Greisera w drodze na szubienicę, z komentarzem wykpiwającym jego linię obrony przed sądem, ”Główną tezą obrony Greisera jest: >>Prawo nie działa wstecz<< - Ale prawo działa – NAPRZÓD)



 

Polecane