[Tylko u nas] Waldemar Krysiak: Czas uregulować status prawny Facebooka

Facebook usunął wczoraj oficjalną stronę Konfederacji, prawdopodobnie najpopularniejszy polski fanpage partii politycznej, liczący 671 tysięcy obserwujących. Ci, którzy popierają praworządność decyzji, twierdzą, że Facebook to „prywatna firma i wolno jej kasować tego, kto łamie jej regulamin”. To nieprawda: Facebook nie działa podług żadnego spójnego regulaminu, jego status prawny jest niejasny, a kasacja profilu Konfederacji pokazuje, że czas go uregulować.
cenzura
cenzura / Pixabay.com

„Facebook usunął profil #Konfederacja, który do przed chwilą miał 671 tysięcy obserwujących i był największym partyjnym profilem w Polsce. To samo wcześniej spotkało Korwina-Mikke. Czekam teraz na oburzenie tym faktem przedstawicieli centrolewicy, którzy tyle mówią o wolności słowa” – skomentował na Twitterze Artur Dziambor, poseł Konfederacji.

To oburzenie nigdy jednak nie nadeszło. Ci sami, którzy jeszcze niedawno gotowi byli stawać w obronie „wolnych mediów”, nie przejęli się usunięciem profilu partii konserwatywno-liberalnej. Przeciwnie! Większość lewicy zdawała się cieszyć ze zniknięcia Konfy z Facebooka: według nich był to akt sprawiedliwości, wymierzony przeciwko ich wrogom politycznym. Zemsta za „szurstwo”, kara za „sianie dezinformacji”.

Samo biuro prasowe polskiego oddziału Facebooka w oświadczeniu dot. usuniętego fanpage'a Konfederacji napisało, że kasacja była wynikiem wielokrotnego naruszania regulaminu strony.
„ Chcemy, aby Facebook był miejscem, gdzie ludzie mogą wyrażać swoje opinie, ale także czuć się bezpiecznie. Dlatego wprowadziliśmy Standardy społeczności, które określają, jakiego rodzaju treści są dozwolone na naszych platformach, i usuwamy wszystkie treści, które je naruszają” – zaznaczyła firma.
Czy taki był faktyczny powód usunięcia Konfederacji z Facebooka? Tego się może nigdy nie dowiemy. Naiwnym jest jednak myślenie, że Facebook traktuje wszystkich równo, wywiązuje się ze swoich umów z użytkownikami, albo że… jest „tylko prywatną firmą”, która może dowolnie decydować, co się na niej pojawia, a co znika.

 

Prawo nie działa…

Mojego pierwszego bloga założyłem na Facebooku około trzech lat temu. „Gej przeciwko światu: Niewola Babilońska” przetrwał ponad rok, zebrał ponad 13 tys. czytelników i… został skasowany za „naruszenie regulaminu”. Podobnie było z drugim i trzecim. I każdemu, kto dzisiaj twierdzi, że „Facebook to tylko prywatna firma” i że „trzeba przestrzegać jej standardów, to cię nie skasują”, powiem tak: to bzdury. Umowa podpisywana przez użytkownika z Facebookiem oznacza bowiem jedno: Facebookowi wolno wszystko, jego użytkownikom nic.

Przede wszystkim facebookowa umowa gwałci podstawy prawa w każdym cywilizowanym kraju. Najlepszym tego przykładem jest łamanie zasady, że prawo nie działa wstecz. Facebook ciągle bowiem zmienia swoje warunki i „dopasowuje” standardy korzystania ze strony. Nie byłoby w tym też jeszcze nic złego, gdyby za nieprzestrzeganie NOWYCH zasad nie były karane STARE wpisy.

Na Facebooku można więc „spaść” za wpis sprzed roku, który nie pasuje do zasad z wczoraj. Szczególnie dotkliwie egzekwowane jest to w przypadku tzw. mowy nienawiści, której granice zmieniają się razem z nowymi mutacjami postępowej ideologii. Jeżeli więc rok temu ktoś krytykował „neozaimki” (zaimki wymyślane przez transseksualistów zamiast tych normalnych; onu/jenu, zamiast on/jego) i jeszcze rok temu nie była taka krytyka „mową nienawiści”, to może ona się „mową nienawiści” stać już dzisiaj. I wtedy post sprzed roku spada za łamanie regulaminu ze stanu dzisiejszego. Jak spadnie kilka takich postów, to spadnie i cała strona.

Facebook – mimo że NIGDZIE nie jest to sprecyzowane w regulaminie – dzieli też swoich użytkowników na dwie grupy: te postępowe, którym wolno więcej, i te niepostępowe, którym nie wolno się wychylać. Najlepiej widać to po słownictwie, którym wolno lub nie wolno się komuś posługiwać. I tak POSTĘPOWA Replika, lewicowy magazyn LGBT, używa w swoich wpisach słowa „pedał” jako określenia na homoseksualnych mężczyzn. Czasem robi to ironicznie, czasem pieszczotliwie, czasem publikuje teksty swoich felietonistów-gejów, którzy tak wyrażają się o sobie i o innych. POSTĘPOWEJ Replice wolno używać tego słowa. W tym samym czasie, jeżeli tego samego słowa użyję ja – jako homoseksualista i konserwatywny bloger – to mój post zostanie skasowany. Jeżeli użyje też go ktokolwiek inny, NIEPOSTĘPOWY, to będzie miał kłopoty. Tak samo jest z innymi, kontrowersyjnymi słowami.

 

Niejasny regulamin

Facebook dobrowolnie interpretuje też zamieszczany u siebie kontent: czasem kasowany jest taki, który w oczywisty sposób łamie regulamin, a czasem trudno wyobrazić sobie, który punkt regulaminu został złamany. Jednocześnie i na Facebooku, i na należącym do niego Instagramie znajdują się wpisy, które teoretycznie tam być nie powinny. Najlepszym pewnie przykładem tego dualizmu zakłamania jest sytuacja z bloga „Raz prozą, raz rymem”, tzn. Razprozaka. Razprozak (jeden z największych polskich blogów konserwatywnych) został bowiem jakiś czas temu ukarany za wpis w postaci filmiku, na którym mały kotek pacał łapką w twarz lewicową aktywistkę. Nagranie zostało uznane za „propagowanie nienawiści” i usunięte. W tym samym czasie wpisy zachęcające do dewastacji kościołów podczas aborcyjnych marszy, posty tryumfalnie dokumentujące takie działania i komentarze je wspierające wiszą bez problemu tak na Facebooku, jak i na Instagramie.

Takich przykładów mogę mnożyć więcej: Facebook kasuje wpisy, wymierza karę (bana), a kiedy udowodni się, że wyrok był niesprawiedliwy, Facebook oficjalnie przeprasza, ale karę zachowuje. Facebook obcina zasięgi „niepostępowym wpisom”, mimo że nie łamią regulaminu. Instagram kasuje za publikację biologicznych faktów, np. za stwierdzenie, że płeć nie jest spektrum, bo są tylko dwie komórki rozrodcze i nie ma żadnych form pośrednich między nimi. I żeby nie było wątpliwości: to nie są działania zautomatyzowane, kierowane ślepymi algorytmami. Dobrym przykładem tego jest to, co spotkało Nagrodę Złotego Goebbelsa, inny, obok Razprozaka, największy polski blog konserwatywny: mimo że jego admini nie otrzymali zawiadomienia o łamaniu regulaminu, zostali poproszeni o dostarczenie Facebookowi kopii swoich dowodów osobistych. Kiedy wymagane kopie dostarczyli, nastąpiła cisza. A gdy upłynął termin odpowiedzi, konta administratorów zostały skasowane. Sam zaś blog został bez dostępu administratorskiego, czyniąc go profilem widmo. I tym samym dostępu do nowych wpisów pozbawionych zostało ponad 200 tysięcy czytelników.

 

„Common carrier” czy „publisher”?

O Facebooku z punktu widzenia użytkownika i administratora stron wiem więc najgorsze. Myślę jednak, że nikt w Polsce nie wie, jaki dokładnie status prawny ma i powinien mieć w naszym kraju Facebook. Bo platformy socjalne tak duże, że ich działanie ma wpływ na codzienne życie i wyniki wyborów są nowym zjawiskiem, które dopiero wymaga regulacji. Co ciekawe: status prawny Facebooka (i Twittera) jest też niejasny w kraju ich pochodzenia, w USA.

Facebook, Twitter i podobne im strony, na których każdy może publikować teoretycznie (!) to, co chce, cieszą się federalną ochroną przed odpowiedzialnością prawną za zamieszczane na nich treści. Innymi słowy, nikt nie może zaskarżyć Facebooka czy Twittera za posty, które ktoś na ich stronach umieścił. Facebook i Twitter mają bowiem status „common carriers” – powszechnych nośników (informacji) – i nie muszą przyjmować odpowiedzialności za treści swoich użytkowników.

Jednak w momencie gdy:

  • zasady platformy są uprzedzone wobec jakichś światopoglądów, np. faworyzują posty progresywne i lewicowe, a cenzurują te konserwatywne,
  • platformy wprowadzają system waloryzacji/oceny postów (wybiórczy „fact-checking”),
  • uniemożliwiają głowie państwa komunikację z obywatelami,

platformy przestają być „common carriers”, a stają się „publishers” (wydawnictwami), tym samym pozbawiając samych siebie dotychczasowej ochrony prawnej.

Od 2020 r. social media znajdują się w USA w stanie zawieszenia. Wydany wtedy dekret prezydencki zmieniał teoretycznie ich status na edytorialny, jednak z powodu biurokracji i Facebook, i Twitter nadal korzystają z przysługujących „common carriers” przywilejów. Nie ma też jasności, czy dekret Trumpa jest zgodny z konstytucją: administracja Bidena tematu nie rusza i nikogo zdaje się on nie interesować.

 

Dzisiaj Konfa, jutro Ty

Każdemu, kto nie jest wyborcą Konfederacji, łatwo jest się cieszyć ich z straty w mediach socjalnych. Ostatecznie, narodowa część tej partii, mocno różniąca się w poglądach od wolnościowców, wypowiadała się w przeszłości po stronie cenzury, tylko nie takiej, jaka spadła na Konfę dwa dni temu. Również wolnościowcy nie byli zawsze najlepsi w zaznaczaniu, że nawet prywatnym firmom nie wolno wszystkiego, że wolny rynek nie może być absolutnie wolny. Łatwo jest więc teraz o prawdziwą Schadenfreude.

Radość z cudzej straty jest tu jednak zachowaniem krótkowzrocznym: to, co przytrafiło się Konfederacji, może przytrafić się każdemu. I nie zawsze musi chodzić o profil jednej z największej partii w Polsce: ofiarą socialmediowych niesprawiedliwości może paść profil prywatny i strona firmy, a z nią cały biznes i kontakt z klientami i przyjaciółmi.

Jeżeli nie chcemy obudzić się w absurdalnym świecie niczym z horrorów Kafki, musimy już teraz zacząć regulować social media podług czegoś więcej niż podług mglistego, wiecznie zmiennego regulaminu online i jego standardów. Coś, co reguluje nasz dostęp do informacji, musi opierać się na czymś więcej niż niejasnym, własnym widzimisię.


 

POLECANE
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu z ostatniej chwili
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu

Problemy na kolei w województwie warmińsko-mazurskim. Kilometr przed stacją Sterławki zepsuła się lokomotywa pociągu „Biebrza”, jadącego z Białegostoku do Gdyni Głównej. Z powodu wysokiego śniegu pociąg zatrzymał się w miejscu, z którego pasażerowie nie mogą bezpiecznie opuścić wagonów.

Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje Wiadomości
Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje

Międzynarodowy zespół astronomów, w tym - z Polski, odkrył tzw. planetę swobodną i wyznaczył jej dokładną masę, dostarczając ostatecznego dowodu, że takie obiekty faktycznie istnieją. O „przełomowym pomiarze” w dziedzinie badania planet pozasłonecznych poinformowało „Science”.

Nie żyje najcięższy człowiek świata Wiadomości
Nie żyje najcięższy człowiek świata

Juan Pedro Franco, znany na całym świecie jako najcięższy człowiek świata, zmarł w Wigilię 24 grudnia 2025 roku. Miał 41 lat. Meksykanin odszedł w szpitalu w Aguascalientes w wyniku powikłań związanych z infekcją nerek.

Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

REKLAMA

[Tylko u nas] Waldemar Krysiak: Czas uregulować status prawny Facebooka

Facebook usunął wczoraj oficjalną stronę Konfederacji, prawdopodobnie najpopularniejszy polski fanpage partii politycznej, liczący 671 tysięcy obserwujących. Ci, którzy popierają praworządność decyzji, twierdzą, że Facebook to „prywatna firma i wolno jej kasować tego, kto łamie jej regulamin”. To nieprawda: Facebook nie działa podług żadnego spójnego regulaminu, jego status prawny jest niejasny, a kasacja profilu Konfederacji pokazuje, że czas go uregulować.
cenzura
cenzura / Pixabay.com

„Facebook usunął profil #Konfederacja, który do przed chwilą miał 671 tysięcy obserwujących i był największym partyjnym profilem w Polsce. To samo wcześniej spotkało Korwina-Mikke. Czekam teraz na oburzenie tym faktem przedstawicieli centrolewicy, którzy tyle mówią o wolności słowa” – skomentował na Twitterze Artur Dziambor, poseł Konfederacji.

To oburzenie nigdy jednak nie nadeszło. Ci sami, którzy jeszcze niedawno gotowi byli stawać w obronie „wolnych mediów”, nie przejęli się usunięciem profilu partii konserwatywno-liberalnej. Przeciwnie! Większość lewicy zdawała się cieszyć ze zniknięcia Konfy z Facebooka: według nich był to akt sprawiedliwości, wymierzony przeciwko ich wrogom politycznym. Zemsta za „szurstwo”, kara za „sianie dezinformacji”.

Samo biuro prasowe polskiego oddziału Facebooka w oświadczeniu dot. usuniętego fanpage'a Konfederacji napisało, że kasacja była wynikiem wielokrotnego naruszania regulaminu strony.
„ Chcemy, aby Facebook był miejscem, gdzie ludzie mogą wyrażać swoje opinie, ale także czuć się bezpiecznie. Dlatego wprowadziliśmy Standardy społeczności, które określają, jakiego rodzaju treści są dozwolone na naszych platformach, i usuwamy wszystkie treści, które je naruszają” – zaznaczyła firma.
Czy taki był faktyczny powód usunięcia Konfederacji z Facebooka? Tego się może nigdy nie dowiemy. Naiwnym jest jednak myślenie, że Facebook traktuje wszystkich równo, wywiązuje się ze swoich umów z użytkownikami, albo że… jest „tylko prywatną firmą”, która może dowolnie decydować, co się na niej pojawia, a co znika.

 

Prawo nie działa…

Mojego pierwszego bloga założyłem na Facebooku około trzech lat temu. „Gej przeciwko światu: Niewola Babilońska” przetrwał ponad rok, zebrał ponad 13 tys. czytelników i… został skasowany za „naruszenie regulaminu”. Podobnie było z drugim i trzecim. I każdemu, kto dzisiaj twierdzi, że „Facebook to tylko prywatna firma” i że „trzeba przestrzegać jej standardów, to cię nie skasują”, powiem tak: to bzdury. Umowa podpisywana przez użytkownika z Facebookiem oznacza bowiem jedno: Facebookowi wolno wszystko, jego użytkownikom nic.

Przede wszystkim facebookowa umowa gwałci podstawy prawa w każdym cywilizowanym kraju. Najlepszym tego przykładem jest łamanie zasady, że prawo nie działa wstecz. Facebook ciągle bowiem zmienia swoje warunki i „dopasowuje” standardy korzystania ze strony. Nie byłoby w tym też jeszcze nic złego, gdyby za nieprzestrzeganie NOWYCH zasad nie były karane STARE wpisy.

Na Facebooku można więc „spaść” za wpis sprzed roku, który nie pasuje do zasad z wczoraj. Szczególnie dotkliwie egzekwowane jest to w przypadku tzw. mowy nienawiści, której granice zmieniają się razem z nowymi mutacjami postępowej ideologii. Jeżeli więc rok temu ktoś krytykował „neozaimki” (zaimki wymyślane przez transseksualistów zamiast tych normalnych; onu/jenu, zamiast on/jego) i jeszcze rok temu nie była taka krytyka „mową nienawiści”, to może ona się „mową nienawiści” stać już dzisiaj. I wtedy post sprzed roku spada za łamanie regulaminu ze stanu dzisiejszego. Jak spadnie kilka takich postów, to spadnie i cała strona.

Facebook – mimo że NIGDZIE nie jest to sprecyzowane w regulaminie – dzieli też swoich użytkowników na dwie grupy: te postępowe, którym wolno więcej, i te niepostępowe, którym nie wolno się wychylać. Najlepiej widać to po słownictwie, którym wolno lub nie wolno się komuś posługiwać. I tak POSTĘPOWA Replika, lewicowy magazyn LGBT, używa w swoich wpisach słowa „pedał” jako określenia na homoseksualnych mężczyzn. Czasem robi to ironicznie, czasem pieszczotliwie, czasem publikuje teksty swoich felietonistów-gejów, którzy tak wyrażają się o sobie i o innych. POSTĘPOWEJ Replice wolno używać tego słowa. W tym samym czasie, jeżeli tego samego słowa użyję ja – jako homoseksualista i konserwatywny bloger – to mój post zostanie skasowany. Jeżeli użyje też go ktokolwiek inny, NIEPOSTĘPOWY, to będzie miał kłopoty. Tak samo jest z innymi, kontrowersyjnymi słowami.

 

Niejasny regulamin

Facebook dobrowolnie interpretuje też zamieszczany u siebie kontent: czasem kasowany jest taki, który w oczywisty sposób łamie regulamin, a czasem trudno wyobrazić sobie, który punkt regulaminu został złamany. Jednocześnie i na Facebooku, i na należącym do niego Instagramie znajdują się wpisy, które teoretycznie tam być nie powinny. Najlepszym pewnie przykładem tego dualizmu zakłamania jest sytuacja z bloga „Raz prozą, raz rymem”, tzn. Razprozaka. Razprozak (jeden z największych polskich blogów konserwatywnych) został bowiem jakiś czas temu ukarany za wpis w postaci filmiku, na którym mały kotek pacał łapką w twarz lewicową aktywistkę. Nagranie zostało uznane za „propagowanie nienawiści” i usunięte. W tym samym czasie wpisy zachęcające do dewastacji kościołów podczas aborcyjnych marszy, posty tryumfalnie dokumentujące takie działania i komentarze je wspierające wiszą bez problemu tak na Facebooku, jak i na Instagramie.

Takich przykładów mogę mnożyć więcej: Facebook kasuje wpisy, wymierza karę (bana), a kiedy udowodni się, że wyrok był niesprawiedliwy, Facebook oficjalnie przeprasza, ale karę zachowuje. Facebook obcina zasięgi „niepostępowym wpisom”, mimo że nie łamią regulaminu. Instagram kasuje za publikację biologicznych faktów, np. za stwierdzenie, że płeć nie jest spektrum, bo są tylko dwie komórki rozrodcze i nie ma żadnych form pośrednich między nimi. I żeby nie było wątpliwości: to nie są działania zautomatyzowane, kierowane ślepymi algorytmami. Dobrym przykładem tego jest to, co spotkało Nagrodę Złotego Goebbelsa, inny, obok Razprozaka, największy polski blog konserwatywny: mimo że jego admini nie otrzymali zawiadomienia o łamaniu regulaminu, zostali poproszeni o dostarczenie Facebookowi kopii swoich dowodów osobistych. Kiedy wymagane kopie dostarczyli, nastąpiła cisza. A gdy upłynął termin odpowiedzi, konta administratorów zostały skasowane. Sam zaś blog został bez dostępu administratorskiego, czyniąc go profilem widmo. I tym samym dostępu do nowych wpisów pozbawionych zostało ponad 200 tysięcy czytelników.

 

„Common carrier” czy „publisher”?

O Facebooku z punktu widzenia użytkownika i administratora stron wiem więc najgorsze. Myślę jednak, że nikt w Polsce nie wie, jaki dokładnie status prawny ma i powinien mieć w naszym kraju Facebook. Bo platformy socjalne tak duże, że ich działanie ma wpływ na codzienne życie i wyniki wyborów są nowym zjawiskiem, które dopiero wymaga regulacji. Co ciekawe: status prawny Facebooka (i Twittera) jest też niejasny w kraju ich pochodzenia, w USA.

Facebook, Twitter i podobne im strony, na których każdy może publikować teoretycznie (!) to, co chce, cieszą się federalną ochroną przed odpowiedzialnością prawną za zamieszczane na nich treści. Innymi słowy, nikt nie może zaskarżyć Facebooka czy Twittera za posty, które ktoś na ich stronach umieścił. Facebook i Twitter mają bowiem status „common carriers” – powszechnych nośników (informacji) – i nie muszą przyjmować odpowiedzialności za treści swoich użytkowników.

Jednak w momencie gdy:

  • zasady platformy są uprzedzone wobec jakichś światopoglądów, np. faworyzują posty progresywne i lewicowe, a cenzurują te konserwatywne,
  • platformy wprowadzają system waloryzacji/oceny postów (wybiórczy „fact-checking”),
  • uniemożliwiają głowie państwa komunikację z obywatelami,

platformy przestają być „common carriers”, a stają się „publishers” (wydawnictwami), tym samym pozbawiając samych siebie dotychczasowej ochrony prawnej.

Od 2020 r. social media znajdują się w USA w stanie zawieszenia. Wydany wtedy dekret prezydencki zmieniał teoretycznie ich status na edytorialny, jednak z powodu biurokracji i Facebook, i Twitter nadal korzystają z przysługujących „common carriers” przywilejów. Nie ma też jasności, czy dekret Trumpa jest zgodny z konstytucją: administracja Bidena tematu nie rusza i nikogo zdaje się on nie interesować.

 

Dzisiaj Konfa, jutro Ty

Każdemu, kto nie jest wyborcą Konfederacji, łatwo jest się cieszyć ich z straty w mediach socjalnych. Ostatecznie, narodowa część tej partii, mocno różniąca się w poglądach od wolnościowców, wypowiadała się w przeszłości po stronie cenzury, tylko nie takiej, jaka spadła na Konfę dwa dni temu. Również wolnościowcy nie byli zawsze najlepsi w zaznaczaniu, że nawet prywatnym firmom nie wolno wszystkiego, że wolny rynek nie może być absolutnie wolny. Łatwo jest więc teraz o prawdziwą Schadenfreude.

Radość z cudzej straty jest tu jednak zachowaniem krótkowzrocznym: to, co przytrafiło się Konfederacji, może przytrafić się każdemu. I nie zawsze musi chodzić o profil jednej z największej partii w Polsce: ofiarą socialmediowych niesprawiedliwości może paść profil prywatny i strona firmy, a z nią cały biznes i kontakt z klientami i przyjaciółmi.

Jeżeli nie chcemy obudzić się w absurdalnym świecie niczym z horrorów Kafki, musimy już teraz zacząć regulować social media podług czegoś więcej niż podług mglistego, wiecznie zmiennego regulaminu online i jego standardów. Coś, co reguluje nasz dostęp do informacji, musi opierać się na czymś więcej niż niejasnym, własnym widzimisię.



 

Polecane