Prawica w stanie wojny domowej

Polska prawica po 2023 roku żyje w stanie permanentnego napięcia – między niewyznanymi błędami PiS, gniewem rozczarowanych wyborców a rosnącą siłą Grzegorza Brauna, który przejmuje rolę radykalnego rzecznika zdradzonych ambicji i lęków, rozrywając dawny układ sił od środka.
Ogień i logo trzech partii politycznych
Ogień i logo trzech partii politycznych / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora Polska prawica po utracie władzy znalazła się w stanie głębokiego fermentu ideowego, a jednocześnie rozbicia, wzajemnych pretensji i poczucia zagrożenia po każdej ze swoich stron.
  • Autor stawia diagnozę, że PiS przegrało przede wszystkim wskutek własnych błędów w rządzeniu, brakiem rozliczeń po 2023 roku oraz kompromitacją w sprawach ukraińskich.
  • W rezultacie - Grzegorz Braun stał się beneficjentem kryzysu PiS i Konfederacji, redefiniując układ sił na prawicy i destabilizując prawicową część sceny politycznej.

 

Wszyscy czują się zagrożeni

Polska prawica – będąca w 2025 roku całkowicie w opozycji i pozbawiona władzy na poziomie centralnym – zarządzała jednocześnie ogromnym obszarem narracji symbolicznych w przestrzeni publicznej. Dzierżyła rząd dusz połowy tych Polaków, którzy chodzą do wyborów i interesują się polityką, i przeżyła niesamowity ferment ideowy. Nie było tematów tabu, wszystkie bóle, pretensje i nadzieje, nawet te wstydliwe, tłamszone przez lata pod grubym pancerzem politycznej poprawności znalazły w końcu swe miejsce w głównej agendzie tematów. Polska nimi żyła, oświetlano je fleszem kamer i przepracowywano w namiętnych dysputach publicystycznych. Przez lata marzono o takich możliwościach.

 

Ferment i niezadowolenie

Wszystko zostało przerobione do głębi i prześwietlone z jaskrawością aparatu rentgenowskiego: stosunki polsko-żydowskie, polsko-niemieckie i polsko-amerykańskie. Prześwietlone zostały również poddaństwo i agenturalność wobec: Ameryki, Niemiec, Rosji, Brukseli i Ukrainy. Mimo to polska prawica znajduje się dzisiaj w sytuacji, z której nikt nie jest zadowolony. Każdy czuje się zagrożony, każdemu za mało, a wszyscy są na siebie śmiertelnie obrażeni i wszyscy po prawej stronie czują się zagrożeni. PiS, hegemon prawicy, znalazło się w trudnej sytuacji za sprawą Grzegorza Brauna, choć fenomen twórcy Konfederacji Korony Polskiej nie byłby możliwy bez błędów partii Jarosława Kaczyńskiego. Ci, którzy twierdzą, że Grzegorz Braun jest w jakimś sensie niechcianym dzieckiem prezesa PiS, mają sporo racji.

Co się stało z PiS? Otóż ta partia przegrała sama ze sobą coś, czego przez lata bał się Jarosław Kaczyński. Słowa publicystów i politologów, że PiS, jeśli może przegrać, to jedynie samo ze sobą, w końcu się ziściły. Jak do tego doszło? Działacze partii złaknieni przez lata tego wszystkiego, co daje władza, czyli pieniędzy, sukcesu, prestiżu i ważności, dostali to wszystko nagle w 2015 roku i stracili głowę. Byli w tym podobni do biblijnych Izraelitów, którzy przyzwyczajeni przez 4 dekady do tułaczki po pustyni, gdy weszli nagle do Ziemi Kanaan, krainy mlekiem i miodem płynącej, zaczęli tracić głowę. Robili rzeczy, przekraczali prawo i nakazy, których nie wolno im było przekraczać.

 

Na ziemi obiecanej

Tak samo było z partią Jarosława Kaczyńskiego – „zerwali się z łańcucha”. Jednak w przypadku PiS było to tym bardziej rażące, że partia ta szła do wyborów z hasłem wzmożenia moralnego, walki z korupcją i kolesiostwem, układami i zawłaszczaniem państwa. Skończyło się tak, że po ośmiu latach rządzenia PiS, które przez tyle lat mówiło o uwłaszczeniu się postkomunistycznej nomenklatury, samo się uwłaszczyło, jak trafnie zauważył w jednym z programów telewizyjnych dr Bartosz Rydliński, politolog z UKSW, a politycy partii w podobnym stopniu stali się cyniczni, aroganccy i pozbawieni ducha służby publicznej jak dawni działacze SLD. „Twoja żona jest lepsza niż moja” parafrazowali słowa piosenki Kazika działacze, żartując odnośnie do umieszczania członków rodziny w spółkach Skarbu Państwa.

– PiS u swojego zarania szło do władzy z hasłami zerwania z państwem sieciowym, układami. Lata rządów 2015–2023 przeczyły tym zapowiedziom, zwłaszcza wobec jedynowładztwa. Nie jest tajemnicą, że ławka kadrowa tej partii nie była imponująca i wielu działaczy partii i jej koalicjantów znalazło się w spółkach Skarbu Państwa bez odpowiednich kompetencji. Sam Jarosław Kaczyński z mównicy sejmowej upominał swoich działaczy i mówił o „tłustych” kotach. Przykłady można mnożyć, Lasy Państwowe, PZU i wiele innych

– mówi nam dr Rydliński

 

Błędy nieprzepracowane

Nie tylko frukta władzy zepsuły działaczy PiS do tego stopnia, że część wyborców postanowiła w 2023 roku nie pójść do wyborów lub zagłosować na Konfederację. Ogromnym zawodem było zachowanie wobec ukraińskich władz oraz Ukraińców w Polsce po wybuchu wojny w 2022 roku. Inna kwestia to pytanie o możliwości, które miała wtedy strona polska. Jednak w konsekwencji ci Polacy, dla których polityka godnościowa i „podnoszenie” się z kolan na arenie międzynarodowej mają szczególnie wysokie pozycje wśród politycznych pryncypiów, zostali przez PiS ugodzeni w samo serce. Poczuli się nawet „zdradzeni”, bo to słowo było nader często używane, w ambicjach i dumie narodowej i to przez państwo słabsze, będące na dodatek w sytuacji bez wyjścia.

Wydaje się, że w tym arcyważnym dla Polaków punkcie, w punkcie honoru, politycy PiS i sprzyjające im media uwierzyli we własną propagandę. Jest to dziwne tym bardziej, że przecież ta partia ma swoje wewnętrzne i wiarygodne sondaże, a wiewiórki na mieście mówią, że te badania pokazywały wyraźnie, że poziom dezaprobaty wyborców prawicowych co do sposobu wspierania Ukrainy był wręcz miażdżący.

 

Brak rozliczeń

W końcu Jarosław Kaczyński wybory w 2023 roku wygrał po raz trzeci, bo PiS znowu uzyskało największy wynik, o czym warto pamiętać, ale musiał władzę oddać z braku zdolności koalicyjnej. W partii zapadła wtedy chyba arcytrudna decyzja, by jednak nie podejmować refleksji nad rozliczeniem się z błędów. Wyborcy zawiedzeni postawą partii czekali na jakieś wytłumaczenie, słowo „przepraszam”, symboliczne choćby rozliczenie się z błędów. Nic takiego nie nastąpiło. Strategia Nowogrodzkiej zapewne zakładała, że partii uda się ucieczka do przodu i to z kilku powodów. Po pierwsze cała uwaga skupi się na złym rządzeniu koalicji 13 grudnia, a złość społeczną przekieruje się na osobę Donalda Tuska. Po drugie Jarosław Kaczyński wierzył, że ma potencjał do spacyfikowania Konfederacji złożonej w końcu z ludzi przypadkowych, mającej wielu liderów i w swoich szeregach ludzi nieobliczalnych.

I faktycznie chyba by się to sprawdziło, gdyby nie Grzegorz Braun. Konfederacja jeszcze bez Korony stawała się coraz bardziej grzeczna i bez wyrazu. Po czterech latach rządów Tuska część polityków Konfederacji Kaczyński wciągnąłby na swoje listy, a partia walczyłaby o przekroczenie progu wyborczego. Wyborcom przeszłaby złość i w końcu wybaczyliby PiS, które znowu mogłoby myśleć o powrocie do władzy.

Wracając do rozliczeń – z punktu widzenia mechaniki władzy PiS nie mogło wejść w procesy publicznego rachunku sumienia, mając nawet świadomość, że to bardzo oczyściłoby atmosferę wokół partii. Nie w warunkach, gdy władzę przejęli ludzie, których jedynym spajającym lepiszczem było rozliczenie rządów PiS. Atmosfera po stronie liberalno-lewicowej nakazuje wręcz przeprowadzenie „drugiej Norymbergi” i rozliczenie ośmiu lat „autokratycznych” rządów PiS po to, by zabezpieczyć demokrację i praworządność na przyszłość. I co z tego, że takie fantasmagorie są głupie, skoro wierzą w nie miliony Polaków, którzy dali koalicji 13 grudnia rządy właśnie z tego względu.

 

PiS w niedopowiedzeniu

Dlatego PiS funkcjonuje teraz w dużym niedopowiedzeniu. Partia wie, że wszyscy zdają sobie sprawę z jej błędów, lecz nie za bardzo ma pomysł, co z tym zrobić. Z jednej strony Tusk, Żurek i lewicowe media nie dają możliwości powiedzenia „przepraszam”, bo to przyznanie się do winy i wizerunkowo-polityczne harakiri. Z drugiej – nie zrozumiała i tym bardziej frustrująca kompromitacja wokół spraw ukraińskich ciąży PiS-owi tym bardziej, im więcej mówi o niej prawica na prawo od PiS, a głównie Braun.

PiS coraz boleśniej zaczyna odczuwać też kwestie generacyjne. Największa baza wyborców partii w wieku senioralnym odchodzi, a młodzi w prosty sposób ich nie zastępują. W PiS, jak w każdej partii, młode wilki zaczynają się podgryzać, widząc słabnącego przewodnika stada. Gdyby wszystko szło po myśli Jarosława Kaczyńskiego i faktycznie na prawo od niego nic by nie powstało, prawdopodobny scenariusz mógłby wyglądać w ten sposób, że jeśli władzę przejąłby Mateusz Morawiecki, to PiS podryfowałoby w stronę platformizacji. Być może Morawiecki zbliżyłby się w końcu wraz ze swoimi ludźmi w jakiś sposób z PO. Bardziej konserwatywna część działaczy nie pogodziłaby się z tym i próbowałaby stworzyć coś swojego, np. ludzie z Solidarnej Polski z Patrykiem Jakim i Przemysławem Czarnkiem na cele. Oczywiście maślarze, sasinowcy, zwolennicy Beaty Szydło i wiele innych koterii mogłyby stworzyć inne konfiguracje, z grubsza jednak tak mogłoby to wyglądać.

Zasługi

Tyle negatywów, ale są też pozytywy. Hasła o przedwczesnym grzebaniu tej partii są równie nieprawdziwe jak te o powrocie PiS do złotych lat jedynowładztwa 2015–2023. PiS to największa prawicowa partia w Polsce mająca bardzo silne zaplecze eksperckie, pieniądze, kadry i pamięć instytucjonalną. Tej partii nie da się przewrócić jak domku z kart. Ci wszyscy, którzy przez lata mówili, że Jarosław Kaczyński to w istocie szkodnik, przez którego nie mogła się narodzić w Polsce prawdziwa prawica, niech spróbują sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Polska i stan polskiej prawicy bez wypromowanych przez niego czterech prezydentów, bez jego partii w Sejmie. Kto by bronił na poziomie parlamentarnym polityki historycznej, polskiej racji stanu, polskiej własności i konserwatywnych wartości? Ta prawdziwa, niepomagdalenkowa prawica? Ona zaczęła stanowić siłę dopiero dwadzieścia lat po powstaniu III RP i wciąż nie wiadomo do końca, kto jest kim na tej młodej prawicy.

 

Konfederacje z koroną i bez

Na prawej stronie od PiS w minionym roku urosły dwa podmioty. W najtrudniejszej sytuacji znajduje się teraz Konfederacja bez korony. Ta partia wyrosła na licytacji na radykalizmy z PiS i wygrała. Kaczyński dba, by jego ugrupowanie było postrzegane jako mainstreamowe, i w pewne rejony nie wolno mu się zapuszczać. Stąd antysystemowa i establishmentowa siła w Sejmie w osobach Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena. Jednak to, co było jej siłą, stało się teraz słabością, bo na swoje poszedł Grzegorz Braun. Ludzie nie lubią podróbek, radykalny wyborca spośród dwóch radykalizmów wybierze ten silniejszy.

Grzegorz Braun to człowiek, który – jak sam o sobie mówi – „skoczył na główkę do basenu bez wody”, i póki co funkcjonuje, a nawet święci triumfy. Od dawna twierdzę, że Braun ma ambicje stać się polskim Jean-Marie Le Pen, który we Francji poszedł absolutnie na przekór wszystkiemu, czym Francja stawała się po wojnie. Braun jest człowiekiem, który w sposób absolutnie osobisty jest na wojnie z wszelkimi formami modernizmu i rewolucjami we wszystkich przejawach od czasów Rewolucji Francuskiej. Braun nie jest nawet antysystemowy, on jest jak pierwsi antyrewolucjoniści francuscy, którzy wciąż wierzyli w powrót króla i wygaszenie awantury z 1789 roku. Lider Konfederacji Korony Polskiej wierzy w to samo i nieustannie modli się o króla.

 

Mobilizacja antysystemu

Na ten moment ustanowił siebie biczem bożym na liberalną demokrację i „łże-prawicę”. W swojej taktyce przypomina trochę Szymona Hołownię, który swojego czasu był jak piorunochron ściągający do siebie wszelkie gromy społecznego niezadowolenia, których nie była w stanie obsłużyć PO, lub co gorsza PO sama owo niezadowolenie generowała. Braun też pojawia się w grupach, które są niezadowolone, choć do wolnego rynku nie zawsze im blisko. Jest obok Janusza Korwin-Mikkego i broni górników i rolników, wspiera małe i średnie przedsiębiorstwa oraz antyszczepionkowców. Obecnie widać, jak jego partyjne doły dwoją się i troją, by zdobyć dobre miejsce na listach partyjnych.

Tym zapałem przypominają trochę działaczy PiS sprzed kilkunastu lat, którzy z wiarą na nowe otwarcie dla Polski spalali się w ciężkiej oddolnej partyjnej robocie. Tyle tylko że coraz głośniej mówi się o delegalizacji Konfederacji Korony Polskiej, jednak nikt nie wie, czy do tego dojdzie. Swoją drogą samo mówienie o delegalizacji działa na antysystemowych wyborców bardzo mobilizująco i utwierdza ich w słuszności co do wyboru Brauna. Na dzień dzisiejszy nikt też nie jest w stanie przewidzieć, jak sprawę ewentualnej delegalizacji potraktują siły wraże dla Polski i w jaki sposób ją wykorzystają. Nie możemy zapomnieć, że jesteśmy na froncie realnej wojny informacyjnej.

Siła i pozycja partii w systemie partyjnym zależy od siły i wypozycjonowania jej konkurencji, tym bardziej, kiedy walczą o ten sam lub podobny segment rynku wyborczego. Jak ułożą się siły na polskiej prawicy w 2026 roku? Nikt tego jeszcze nie wie. Na pewno niemożliwe są koalicje PiS-u z Konfederacją Korony Polskiej, a nawet Konfederacją bez korony. To inne kultury polityczne, filozofie rządzenia, percepcje i – co ważniejsze – międzynarodowe umocowania, sympatie i antypatie.

Ostatnie doniesienia mówią o decyzji Kaczyńskiego co do twardego rozprawienia się z Braunem. Paradoksalnie skorzystają na tym i PiS, i Braun. Strona liberalna będzie na to patrzeć z coraz większym przerażeniem i tego nie przekrzyczy.

[Tytuły, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Księżna Kate w szpitalu. Pod oficjalnym komunikatem lawina komentarzy gorące
Księżna Kate w szpitalu. Pod oficjalnym komunikatem lawina komentarzy

Księżna Kate zaskoczyła wszystkich - rozpoczęła nowy rok od szpitala. Wraz z księciem Williamem odwiedziła pracowników szpitala Charing Cross w Londynie, rozmawiając o wyzwaniach, z jakimi boryka się personel służby zdrowia w sezonie zimowym. Było to pierwsze wspólne oficjalne wyjście pary w 2026 roku, a dla Kate miało też szczególny, osobisty wymiar związany z jej doświadczeniami zdrowotnymi.

Niemiecka armia w Polsce? Kanclerz Merz: Jest gotowa polityka
Niemiecka armia w Polsce? Kanclerz Merz: "Jest gotowa"

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zadeklarował, że Bundeswehra jest gotwa uczestniczyć w gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy, operując z terytorium sąsiadujących państw NATO, np. Polski lub Rumunii. Politycy niemieckiej koalicji rządzącej sygnalizują gotowość do rozmów w tej sprawie.

Chciał przechytrzyć policję... Historia z Łeby ma zaskakujący finał gorące
Chciał przechytrzyć policję... Historia z Łeby ma zaskakujący finał

49-latek objęty sądowym zakazem prowadzenia pojazdów wpadł na pomysł, który miał uchronić go przed kontrolą drogową. Plan wydawał się sprytny, ale zakończył się kompromitacją i poważnymi konsekwencjami. Policjanci szybko odkryli prawdę.

Kurdej-Szatan się doigrała. Decyzja zapadła gorące
Kurdej-Szatan się doigrała. Decyzja zapadła

Czwartkowy poranek przyniósł rozstrzygnięcie, które kończy miesiące domysłów wokół Barbary Kurdej-Szatan. Informacje ujawnione przez branżowe źródła nie zostawiają pola do interpretacji - zapadła decyzja, po której sytuacja aktorki wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze niedawno.

Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka

Zima pokazuje swoje najmroźniejsze oblicze. IMGW ostrzega przed silnym mrozem, śniegiem, zawiejami i gęstymi mgłami. W wielu regionach warunki na drogach mogą być bardzo trudne. Sprawdź, gdzie będzie najgorzej.

European Conservative: Gospodarka o obiegu zamkniętym - przepis na upadek Europy z ostatniej chwili
European Conservative: Gospodarka o obiegu zamkniętym - przepis na upadek Europy

Gospodarka europejska jest w bardzo złym stanie. Co gorsza, jej rządy znajdują się w coraz większym impasie i nie są w stanie nawet zrozumieć palących problemów politycznych.

Szef KPRP: To moment sprawdzam dla rządzących. Mercosur i bezpieczeństwo Polski z ostatniej chwili
Szef KPRP: To moment "sprawdzam" dla rządzących. Mercosur i bezpieczeństwo Polski

Dopiero dzień przed protestami rolników rząd bierze się za prezydencki projekt „Ochrona polskiej wsi”. Stawka jest ogromna: zakaz sprzedaży ziemi, los umowy UE–Mercosur i bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Szef KPRP mówi wprost: to moment "sprawdzam" dla rządzących.

Spotkanie prezydenta i premiera. Znamy szczegóły z ostatniej chwili
Spotkanie prezydenta i premiera. Znamy szczegóły

W piątek ma dojść do spotkania prezydenta Karola Nawrockiego i premiera Donalda Tuska. Według nieoficjalnych informacji PAP rozmowy mają rozpocząć się o godz. 13.30.

Prof. Kazimierz Nowaczyk pobity wideo
Prof. Kazimierz Nowaczyk pobity

Prof. Kazimierz Nowaczyk, wiceprzewodniczący podkomisji smoleńskiej, został ciężko pobity przed swoim domem tuż po publikacji analizy AI wykazującej, że doszło w Smoleńsku do zamachu.

Irlandia podjęła decyzję. Zagłosujemy przeciwko umowie UE–Mercosur z ostatniej chwili
Irlandia podjęła decyzję. "Zagłosujemy przeciwko umowie UE–Mercosur"

Irlandia zagłosuje przeciwko umowie o wolnym handlu między Unią Europejską i organizacją państw Ameryki Płd. Mercosur w jej obecnym kształcie – zapowiedział w czwartek wicepremier Irlandii Simon Harris. Podkreślił, że tzw. klauzule ochronne nie są dla władz w Dublinie wystarczające.

REKLAMA

Prawica w stanie wojny domowej

Polska prawica po 2023 roku żyje w stanie permanentnego napięcia – między niewyznanymi błędami PiS, gniewem rozczarowanych wyborców a rosnącą siłą Grzegorza Brauna, który przejmuje rolę radykalnego rzecznika zdradzonych ambicji i lęków, rozrywając dawny układ sił od środka.
Ogień i logo trzech partii politycznych
Ogień i logo trzech partii politycznych / Proj. Ludwik Pęzioł

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora Polska prawica po utracie władzy znalazła się w stanie głębokiego fermentu ideowego, a jednocześnie rozbicia, wzajemnych pretensji i poczucia zagrożenia po każdej ze swoich stron.
  • Autor stawia diagnozę, że PiS przegrało przede wszystkim wskutek własnych błędów w rządzeniu, brakiem rozliczeń po 2023 roku oraz kompromitacją w sprawach ukraińskich.
  • W rezultacie - Grzegorz Braun stał się beneficjentem kryzysu PiS i Konfederacji, redefiniując układ sił na prawicy i destabilizując prawicową część sceny politycznej.

 

Wszyscy czują się zagrożeni

Polska prawica – będąca w 2025 roku całkowicie w opozycji i pozbawiona władzy na poziomie centralnym – zarządzała jednocześnie ogromnym obszarem narracji symbolicznych w przestrzeni publicznej. Dzierżyła rząd dusz połowy tych Polaków, którzy chodzą do wyborów i interesują się polityką, i przeżyła niesamowity ferment ideowy. Nie było tematów tabu, wszystkie bóle, pretensje i nadzieje, nawet te wstydliwe, tłamszone przez lata pod grubym pancerzem politycznej poprawności znalazły w końcu swe miejsce w głównej agendzie tematów. Polska nimi żyła, oświetlano je fleszem kamer i przepracowywano w namiętnych dysputach publicystycznych. Przez lata marzono o takich możliwościach.

 

Ferment i niezadowolenie

Wszystko zostało przerobione do głębi i prześwietlone z jaskrawością aparatu rentgenowskiego: stosunki polsko-żydowskie, polsko-niemieckie i polsko-amerykańskie. Prześwietlone zostały również poddaństwo i agenturalność wobec: Ameryki, Niemiec, Rosji, Brukseli i Ukrainy. Mimo to polska prawica znajduje się dzisiaj w sytuacji, z której nikt nie jest zadowolony. Każdy czuje się zagrożony, każdemu za mało, a wszyscy są na siebie śmiertelnie obrażeni i wszyscy po prawej stronie czują się zagrożeni. PiS, hegemon prawicy, znalazło się w trudnej sytuacji za sprawą Grzegorza Brauna, choć fenomen twórcy Konfederacji Korony Polskiej nie byłby możliwy bez błędów partii Jarosława Kaczyńskiego. Ci, którzy twierdzą, że Grzegorz Braun jest w jakimś sensie niechcianym dzieckiem prezesa PiS, mają sporo racji.

Co się stało z PiS? Otóż ta partia przegrała sama ze sobą coś, czego przez lata bał się Jarosław Kaczyński. Słowa publicystów i politologów, że PiS, jeśli może przegrać, to jedynie samo ze sobą, w końcu się ziściły. Jak do tego doszło? Działacze partii złaknieni przez lata tego wszystkiego, co daje władza, czyli pieniędzy, sukcesu, prestiżu i ważności, dostali to wszystko nagle w 2015 roku i stracili głowę. Byli w tym podobni do biblijnych Izraelitów, którzy przyzwyczajeni przez 4 dekady do tułaczki po pustyni, gdy weszli nagle do Ziemi Kanaan, krainy mlekiem i miodem płynącej, zaczęli tracić głowę. Robili rzeczy, przekraczali prawo i nakazy, których nie wolno im było przekraczać.

 

Na ziemi obiecanej

Tak samo było z partią Jarosława Kaczyńskiego – „zerwali się z łańcucha”. Jednak w przypadku PiS było to tym bardziej rażące, że partia ta szła do wyborów z hasłem wzmożenia moralnego, walki z korupcją i kolesiostwem, układami i zawłaszczaniem państwa. Skończyło się tak, że po ośmiu latach rządzenia PiS, które przez tyle lat mówiło o uwłaszczeniu się postkomunistycznej nomenklatury, samo się uwłaszczyło, jak trafnie zauważył w jednym z programów telewizyjnych dr Bartosz Rydliński, politolog z UKSW, a politycy partii w podobnym stopniu stali się cyniczni, aroganccy i pozbawieni ducha służby publicznej jak dawni działacze SLD. „Twoja żona jest lepsza niż moja” parafrazowali słowa piosenki Kazika działacze, żartując odnośnie do umieszczania członków rodziny w spółkach Skarbu Państwa.

– PiS u swojego zarania szło do władzy z hasłami zerwania z państwem sieciowym, układami. Lata rządów 2015–2023 przeczyły tym zapowiedziom, zwłaszcza wobec jedynowładztwa. Nie jest tajemnicą, że ławka kadrowa tej partii nie była imponująca i wielu działaczy partii i jej koalicjantów znalazło się w spółkach Skarbu Państwa bez odpowiednich kompetencji. Sam Jarosław Kaczyński z mównicy sejmowej upominał swoich działaczy i mówił o „tłustych” kotach. Przykłady można mnożyć, Lasy Państwowe, PZU i wiele innych

– mówi nam dr Rydliński

 

Błędy nieprzepracowane

Nie tylko frukta władzy zepsuły działaczy PiS do tego stopnia, że część wyborców postanowiła w 2023 roku nie pójść do wyborów lub zagłosować na Konfederację. Ogromnym zawodem było zachowanie wobec ukraińskich władz oraz Ukraińców w Polsce po wybuchu wojny w 2022 roku. Inna kwestia to pytanie o możliwości, które miała wtedy strona polska. Jednak w konsekwencji ci Polacy, dla których polityka godnościowa i „podnoszenie” się z kolan na arenie międzynarodowej mają szczególnie wysokie pozycje wśród politycznych pryncypiów, zostali przez PiS ugodzeni w samo serce. Poczuli się nawet „zdradzeni”, bo to słowo było nader często używane, w ambicjach i dumie narodowej i to przez państwo słabsze, będące na dodatek w sytuacji bez wyjścia.

Wydaje się, że w tym arcyważnym dla Polaków punkcie, w punkcie honoru, politycy PiS i sprzyjające im media uwierzyli we własną propagandę. Jest to dziwne tym bardziej, że przecież ta partia ma swoje wewnętrzne i wiarygodne sondaże, a wiewiórki na mieście mówią, że te badania pokazywały wyraźnie, że poziom dezaprobaty wyborców prawicowych co do sposobu wspierania Ukrainy był wręcz miażdżący.

 

Brak rozliczeń

W końcu Jarosław Kaczyński wybory w 2023 roku wygrał po raz trzeci, bo PiS znowu uzyskało największy wynik, o czym warto pamiętać, ale musiał władzę oddać z braku zdolności koalicyjnej. W partii zapadła wtedy chyba arcytrudna decyzja, by jednak nie podejmować refleksji nad rozliczeniem się z błędów. Wyborcy zawiedzeni postawą partii czekali na jakieś wytłumaczenie, słowo „przepraszam”, symboliczne choćby rozliczenie się z błędów. Nic takiego nie nastąpiło. Strategia Nowogrodzkiej zapewne zakładała, że partii uda się ucieczka do przodu i to z kilku powodów. Po pierwsze cała uwaga skupi się na złym rządzeniu koalicji 13 grudnia, a złość społeczną przekieruje się na osobę Donalda Tuska. Po drugie Jarosław Kaczyński wierzył, że ma potencjał do spacyfikowania Konfederacji złożonej w końcu z ludzi przypadkowych, mającej wielu liderów i w swoich szeregach ludzi nieobliczalnych.

I faktycznie chyba by się to sprawdziło, gdyby nie Grzegorz Braun. Konfederacja jeszcze bez Korony stawała się coraz bardziej grzeczna i bez wyrazu. Po czterech latach rządów Tuska część polityków Konfederacji Kaczyński wciągnąłby na swoje listy, a partia walczyłaby o przekroczenie progu wyborczego. Wyborcom przeszłaby złość i w końcu wybaczyliby PiS, które znowu mogłoby myśleć o powrocie do władzy.

Wracając do rozliczeń – z punktu widzenia mechaniki władzy PiS nie mogło wejść w procesy publicznego rachunku sumienia, mając nawet świadomość, że to bardzo oczyściłoby atmosferę wokół partii. Nie w warunkach, gdy władzę przejęli ludzie, których jedynym spajającym lepiszczem było rozliczenie rządów PiS. Atmosfera po stronie liberalno-lewicowej nakazuje wręcz przeprowadzenie „drugiej Norymbergi” i rozliczenie ośmiu lat „autokratycznych” rządów PiS po to, by zabezpieczyć demokrację i praworządność na przyszłość. I co z tego, że takie fantasmagorie są głupie, skoro wierzą w nie miliony Polaków, którzy dali koalicji 13 grudnia rządy właśnie z tego względu.

 

PiS w niedopowiedzeniu

Dlatego PiS funkcjonuje teraz w dużym niedopowiedzeniu. Partia wie, że wszyscy zdają sobie sprawę z jej błędów, lecz nie za bardzo ma pomysł, co z tym zrobić. Z jednej strony Tusk, Żurek i lewicowe media nie dają możliwości powiedzenia „przepraszam”, bo to przyznanie się do winy i wizerunkowo-polityczne harakiri. Z drugiej – nie zrozumiała i tym bardziej frustrująca kompromitacja wokół spraw ukraińskich ciąży PiS-owi tym bardziej, im więcej mówi o niej prawica na prawo od PiS, a głównie Braun.

PiS coraz boleśniej zaczyna odczuwać też kwestie generacyjne. Największa baza wyborców partii w wieku senioralnym odchodzi, a młodzi w prosty sposób ich nie zastępują. W PiS, jak w każdej partii, młode wilki zaczynają się podgryzać, widząc słabnącego przewodnika stada. Gdyby wszystko szło po myśli Jarosława Kaczyńskiego i faktycznie na prawo od niego nic by nie powstało, prawdopodobny scenariusz mógłby wyglądać w ten sposób, że jeśli władzę przejąłby Mateusz Morawiecki, to PiS podryfowałoby w stronę platformizacji. Być może Morawiecki zbliżyłby się w końcu wraz ze swoimi ludźmi w jakiś sposób z PO. Bardziej konserwatywna część działaczy nie pogodziłaby się z tym i próbowałaby stworzyć coś swojego, np. ludzie z Solidarnej Polski z Patrykiem Jakim i Przemysławem Czarnkiem na cele. Oczywiście maślarze, sasinowcy, zwolennicy Beaty Szydło i wiele innych koterii mogłyby stworzyć inne konfiguracje, z grubsza jednak tak mogłoby to wyglądać.

Zasługi

Tyle negatywów, ale są też pozytywy. Hasła o przedwczesnym grzebaniu tej partii są równie nieprawdziwe jak te o powrocie PiS do złotych lat jedynowładztwa 2015–2023. PiS to największa prawicowa partia w Polsce mająca bardzo silne zaplecze eksperckie, pieniądze, kadry i pamięć instytucjonalną. Tej partii nie da się przewrócić jak domku z kart. Ci wszyscy, którzy przez lata mówili, że Jarosław Kaczyński to w istocie szkodnik, przez którego nie mogła się narodzić w Polsce prawdziwa prawica, niech spróbują sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Polska i stan polskiej prawicy bez wypromowanych przez niego czterech prezydentów, bez jego partii w Sejmie. Kto by bronił na poziomie parlamentarnym polityki historycznej, polskiej racji stanu, polskiej własności i konserwatywnych wartości? Ta prawdziwa, niepomagdalenkowa prawica? Ona zaczęła stanowić siłę dopiero dwadzieścia lat po powstaniu III RP i wciąż nie wiadomo do końca, kto jest kim na tej młodej prawicy.

 

Konfederacje z koroną i bez

Na prawej stronie od PiS w minionym roku urosły dwa podmioty. W najtrudniejszej sytuacji znajduje się teraz Konfederacja bez korony. Ta partia wyrosła na licytacji na radykalizmy z PiS i wygrała. Kaczyński dba, by jego ugrupowanie było postrzegane jako mainstreamowe, i w pewne rejony nie wolno mu się zapuszczać. Stąd antysystemowa i establishmentowa siła w Sejmie w osobach Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena. Jednak to, co było jej siłą, stało się teraz słabością, bo na swoje poszedł Grzegorz Braun. Ludzie nie lubią podróbek, radykalny wyborca spośród dwóch radykalizmów wybierze ten silniejszy.

Grzegorz Braun to człowiek, który – jak sam o sobie mówi – „skoczył na główkę do basenu bez wody”, i póki co funkcjonuje, a nawet święci triumfy. Od dawna twierdzę, że Braun ma ambicje stać się polskim Jean-Marie Le Pen, który we Francji poszedł absolutnie na przekór wszystkiemu, czym Francja stawała się po wojnie. Braun jest człowiekiem, który w sposób absolutnie osobisty jest na wojnie z wszelkimi formami modernizmu i rewolucjami we wszystkich przejawach od czasów Rewolucji Francuskiej. Braun nie jest nawet antysystemowy, on jest jak pierwsi antyrewolucjoniści francuscy, którzy wciąż wierzyli w powrót króla i wygaszenie awantury z 1789 roku. Lider Konfederacji Korony Polskiej wierzy w to samo i nieustannie modli się o króla.

 

Mobilizacja antysystemu

Na ten moment ustanowił siebie biczem bożym na liberalną demokrację i „łże-prawicę”. W swojej taktyce przypomina trochę Szymona Hołownię, który swojego czasu był jak piorunochron ściągający do siebie wszelkie gromy społecznego niezadowolenia, których nie była w stanie obsłużyć PO, lub co gorsza PO sama owo niezadowolenie generowała. Braun też pojawia się w grupach, które są niezadowolone, choć do wolnego rynku nie zawsze im blisko. Jest obok Janusza Korwin-Mikkego i broni górników i rolników, wspiera małe i średnie przedsiębiorstwa oraz antyszczepionkowców. Obecnie widać, jak jego partyjne doły dwoją się i troją, by zdobyć dobre miejsce na listach partyjnych.

Tym zapałem przypominają trochę działaczy PiS sprzed kilkunastu lat, którzy z wiarą na nowe otwarcie dla Polski spalali się w ciężkiej oddolnej partyjnej robocie. Tyle tylko że coraz głośniej mówi się o delegalizacji Konfederacji Korony Polskiej, jednak nikt nie wie, czy do tego dojdzie. Swoją drogą samo mówienie o delegalizacji działa na antysystemowych wyborców bardzo mobilizująco i utwierdza ich w słuszności co do wyboru Brauna. Na dzień dzisiejszy nikt też nie jest w stanie przewidzieć, jak sprawę ewentualnej delegalizacji potraktują siły wraże dla Polski i w jaki sposób ją wykorzystają. Nie możemy zapomnieć, że jesteśmy na froncie realnej wojny informacyjnej.

Siła i pozycja partii w systemie partyjnym zależy od siły i wypozycjonowania jej konkurencji, tym bardziej, kiedy walczą o ten sam lub podobny segment rynku wyborczego. Jak ułożą się siły na polskiej prawicy w 2026 roku? Nikt tego jeszcze nie wie. Na pewno niemożliwe są koalicje PiS-u z Konfederacją Korony Polskiej, a nawet Konfederacją bez korony. To inne kultury polityczne, filozofie rządzenia, percepcje i – co ważniejsze – międzynarodowe umocowania, sympatie i antypatie.

Ostatnie doniesienia mówią o decyzji Kaczyńskiego co do twardego rozprawienia się z Braunem. Paradoksalnie skorzystają na tym i PiS, i Braun. Strona liberalna będzie na to patrzeć z coraz większym przerażeniem i tego nie przekrzyczy.

[Tytuły, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane