"Polskę należy wykończyć". Pogarda i antypolonizm Republiki Weimarskiej

„Polskę należy wykończyć” – te słowa nie padły w nazistowskich Niemczech, lecz w demokratycznej Republice Weimarskiej. Nowa książka prof. Grzegorza Kucharczyka pokazuje, jak głęboki i powszechny był antypolonizm w niemieckiej polityce, kulturze i nauce lat 20. XX wieku – oraz dlaczego ta historia wciąż powinna nas niepokoić.
Paul von Hindenburg
Paul von Hindenburg / Wikipedia CC BY-SA 3,0 de Bundesarchiv

Co musisz wiedzieć:

  • Antypolonizm był oficjalną linią polityczną Republiki Weimarskiej – od lewicy po prawicę istniał szeroki konsens, że Polska nie powinna istnieć w granicach ustalonych po I wojnie światowej.
  • Niemcy współpracowały z Rosją Sowiecką przeciw Polsce – traktat z Rapallo i tajna współpraca militarna miały na celu rewizję granic i osłabienie II RP.
  • Wroga propaganda wobec Polski przenikała całe społeczeństwo – od polityki i dyplomacji, przez szkoły, uniwersytety i kulturę, aż po „naukowe” uzasadnienia antypolonizmu.

 

"Polskę należy wykończyć"

Kiedy w lipcu 1922 roku hrabia Ulrich von Brockdorff-Rantzau szykował się, by zostać ambasadorem w bolszewickiej Moskwie, Joseph Wirth, kanclerz Republiki Weimarskiej z ramienia katolickiej partii Centrum, wygłosił do niego takie oto słowa:

„Jedyną możliwość dla nas, aby ponownie zyskać (na znaczeniu), widzę w sytuacji, gdy niemiecki i rosyjski naród ozdrowieją i jako sąsiedzi ponownie będą przyjaźnie i pełni zaufania współpracować. (...) jedno chciałbym panu zadeklarować bez ogródek: Polskę należy wykończyć. Do osiągnięcia tego celu dąży moja polityka. (...) Nie zawrę żadnego traktatu, który mógłby wzmocnić Polskę”. [Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej” prof. Grzegorza Kucharczyka]

W instrukcji, przesłanej hrabiemu dwa miesiące później kanclerz wyraził się jeszcze dosadniej: „Musimy spróbować ponownie stać się sąsiadami Rosji i jeśli to możliwe, zdruzgotać Polskę”. 

 

"Poloniam esse delendam!"

Działo się to kilka miesięcy po podpisaniu traktatu z Rapallo, normalizującego stosunki dyplomatyczne między demokratyczną Republiką Weimarską a totalitarną Rosją Sowiecką, którego niejawny aneks umożliwił Niemcom nawiązanie tajnej i intensywnej współpracy militarnej z tym krajem. W przedwyjazdowej rozmowie z hrabią kanclerz dodał, że w pełni zgadza się ze stwierdzeniem generała Hansa von Seeckta, który, komentując zawarcie traktatu, stwierdził:

„Los Polski dopełni się. Jej egzystencja jest nie do zniesienia. Ceterum censeo: Poloniam esse delendam! (A poza tym uważam, że Polskę należy zniszczyć!)”.

Słowa kanclerza o „wykończeniu” Polski i przyjaznej współpracy z sąsiadem (sic!) znalazły pełne zrozumienie u hrabiego-ambasadora. W odpowiedzi na nie stwierdził, że od podpisania traktatu wersalskiego „naród niemiecki podąża ku swojej zagładzie” i „każdy środek jest dobry”, żeby go ratować. „Najchętniej poszedłbym z umiłowanym Bogiem, ale jeśli trzeba, również z diabłem” - dodał hrabia. 

 

„Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej”

Hrabia-ambasador był pod każdym względem właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Dyplomatyczne korzenie zapuszczał już w czasach cesarskich jako sekretarz ambasady w Petersburgu. W czasie I wojny światowej był ambasadorem Rzeszy w Kopenhadze. To on odegrał tam kluczową rolę w operacji „zaplombowany wagon”, polegającej na przerzucenia Lenina i jego towarzyszy ze Szwajcarii do należącej wówczas do Rosji Finlandii, by „zdestabilizować carską Rosję - sojusznika aliantów”. Teraz miał budować dobre stosunki Niemiec z pierwszym na świecie państwem totalitarnym - byle jak najbardziej zaszkodzić Polsce. Niemcy doskonale potrafiły przy tym pozycjonować się wobec ententy jako „jedyna realna ostoja przed zagrażającym całej Europie zalewem bolszewizmu”, a jednocześnie w ramach swojej "aktywnej polityki wschodniej" (aktive Ostpolitik) budować pozycję gospodarczą i militarną „sąsiada” w imię nieustannie podkreślanej „wspólnoty losu”, „wspólnoty interesu” czy „kulturowej wspólnoty interesów”, a także dążyć do rewizji granicy z Polską – „w imię zachowania pokoju w Europie”.  

To jeden z wielu wątków najnowszej książki prof. Grzegorza KucharczykaHisteria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej”. Jest to książka fascynująca i czyta się ją jednym tchem - jak połączenie thrillera politycznego ze szpiegowskim dreszczowcem. I faktycznie, dreszcze co chwila przechodzą po plecach podczas lektury... Jasno z niej bowiem wynika, że w weimarskich Niemczech przedmiotem politycznego konsensusu od prawa do lewa była niezgoda na pokój wersalski z istnieniem Polski w określonych w nim granicach. Była nim także realizacja „aktywnej polityki wschodniej” - z wspólnym prowadzeniem przez Niemcy i Rosję fabryki broni chemicznej na czele - oraz biologiczny wręcz antypolonizm. I w tym sensie można stwierdzić, że nienawiść Hitlera do Polski nie była niczym nowym, jego idee padły na podatny i dobrze przygotowany grunt polityczny i propagandowy, a „druzgocąc” Polskę, zrealizował po prostu to, o czym inni marzyli od dwudziestu lat.

 

Antypolska propaganda w Republice Weimarskiej

Znaczna część książki poświęcona jest antypolskiej propagandzie w Republice Weimarskiej - rozgrywającej się nie tylko na scenie politycznej, ale we wszystkich możliwych obszarach życia kulturalnego i społecznego - od kina począwszy, a na literaturze, prasie i edukacji skończywszy. Podręczniki szkolne do historii rozpisywały się o „wielkiej krzywdzie Niemiec w Wersalu”, o „ciemnych i prostackich Słowianach” czy też o tym, że „polska nienawiść do Niemców nosi cechy buntu urodzonego niewolnika wobec istoty 'twórczej i kształtującej dzieje'”, na Górnym Śląsku zaś grasują „polscy bandyci” i „polskie bestie”. To ostatnie określenie nierzadko gościło także w weimarskiej literaturze „ojczyźnianej” obok – „polskiej świni” czy „polskiego robactwa”. Propagandę sączono nawet na lekcjach matematyki - ucząc się ułamków, dzieci wyliczały udział niemieckiej (prześladowanej, naturalnie) mniejszości w Polsce. W ramach specjalnego przedmiotu „nauka o problemach granicznych” musiały z kolei pisać wypracowania na temat tego, „dlaczego granica Niemiec na Wschodzie musi zostać poprawiona”. 

Antypolonizm kwitł także na uniwersytetach, a jednym z jego „naukowo” podbudowanych rozsadników był obszar badań nad wschodem (Ostforschung), z biegiem czasu finansowany coraz hojniej przez ministerstwo spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej. Jednym z czołowych badaczy tej dziedziny był profesor etnologii Karl Christian von Loesch, który pisał wówczas, że:

„Niegdyś jako twórcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego odpowiedzialni za całość Zachodu byli Niemcy narodem - rdzeniem Europy. Dzisiaj będą wyrazicielami nowej woli i zaprowadzenia prawa albo upadną”.

Kilka lat później wstąpił do NSDAP, a następnie prowadził szkolenia dla tej formacji, a także dla SS i SD. Stosowana przez niego terminologia przydała się zaś nieco później podczas formułowania założeń Generalnego Planu Wschodniego...

 

Sieć niemieckich fundacji  

Nadzwyczaj ciekawym wątkiem książki są niezliczone wręcz organizacje, fundacje (np. Deutsche Stiftung) i stowarzyszenia, finansowane z niemieckich środków publicznych, których działalność profesor Kucharczyk określa mianem „publiczno-prywatnego usieciowionego antypolonizmu”, a które polski kontrwywiad w swoim raporcie blisko 100 lat temu opisywał w następujący sposób:

„Wszystkie towarzystwa i organizacje niemieckie na terenie Pomorza i Poznańskiego jedynie i całkowicie są pod wpływem i w zależności od rządu Rzeszy pośrednio, a bezpośrednio od „Deutsche Vereinigung im Sejm und Senat” przy wielkim współudziale (niemieckich) placówek konsularnych w Polsce. Niedocenianą często sieć tych organizacji można przedstawić jako drzewo, którego pniem jest „Deutsche Vereinigung”, gałęziami zaś i liśćmi gęsto rozsiane po wszystkich najmniejszych miejscowościach związki i towarzystwa pod najróżniejszymi nazwami i celami, a w rzeczywistości posiadające jeden wspólny cel - podbój na drodze pokojowej utraconych na korzyść Polski ziem”. 

 

Mitteleuropa i "polski imperializm"

Ogromnym atutem książki jest to, jak szeroko i ciekawie prof. Kucharczyk ją udokumentował - nie tylko literaturą przedmiotu, w tym w znacznej mierze autorstwa badaczy niemieckich, ale także oryginalnymi dokumentami - od notatek dyplomatycznych dotyczących dyskretnego czarnego PR wobec Polski i wojen gospodarczych toczonych przeciwko niej przez Niemcy - po protokoły z wystąpień niemieckich posłów Reichstagu. W tych ostatnich aż roi się od „polskiego imperializmu”, „polskiej pożądliwości”, która „zgłasza pretensje do niemieckich ziem”, naruszania przez Polskę „wolności i swobód obywatelskich swoich nowych poddanych – Krzyżaków” w XV wieku, „prześladowań religijnych w Polsce w wieku XVII” czy „niedawnych pogromów Żydów”.

Dowiemy się także nieco o koncepcji „MitteleuropyFriedricha Naumanna oraz o idei „Stanów Zjednoczonych Europy, pod płaszczykiem których będzie można dokonać 'pokojowej rewizji' granicy polsko-niemieckiej”, czy o koncepcji „wspólnoty gospodarczej między państwami” w duchu „uniwersalnej myśli europejskiej”, która pomoże przeciwdziałać „atomizacji” Europy i szalejącym w niej „szowinizmom”. Sporo też będzie można przeczytać o „polskiej niewdzięczności” czy zarzucanym Polakom „nacjonalizmie” i „fanatyzmie” polskich „marzycieli”, którym tłumaczono sobie budowę portu w Gdyni. W książce znajdziemy też doskonale opisany wątek stosunku Republiki Weimarskiej do wojny polsko-bolszewickiej, w której po stronie Sowietów walczyło ok. 100 000 Niemców, czy „hucznych obchodów siedemsetlecia rozpoczęcia podboju ziem pruskich przez Krzyżaków stanowiących „kulturową forpocztę na Wschodzie”, uświetnionych przemówieniem prezydenta Rzeszy Paula von Hindenburga w Malborku. 

A poza tym jest w niej cała masa innych ciekawych wątków. Serdecznie polecam!  

[Autor - Anonimowy Dyplomata jest autentycznym dyplomatą mającym doświadczenie pracy w Niemczech, jednak proszącym o zachowanie anonimowości]

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Dlaczego to ważne dziasiaj", FAQ i śródtytuły od Redakcji]

 

Dlaczego to ważne dzisiaj

  • Analiza antypolonizmu w Republice Weimarskiej nie jest wyłącznie sporem o przeszłość ani historyczną ciekawostką. Ma ona bezpośrednie znaczenie dla zrozumienia współczesnej polityki, narracji międzynarodowych i mechanizmów presji wobec państw Europy Środkowo-Wschodniej.
  • Po pierwsze, książka i omawiany artykuł pokazują, że agresywne idee wobec Polski nie pojawiły się nagle wraz z Hitlerem, lecz były obecne wcześniej – akceptowane w szerokim spektrum niemieckiej elity politycznej, akademickiej i medialnej. To ważna lekcja, że radykalne działania często wyrastają z długo tolerowanych narracji, a nie z jednorazowego „historycznego wypadku”.
  • Po drugie, opisane mechanizmy – demonizacja sąsiada, instrumentalne wykorzystywanie pojęć takich jak „pokój”, „wspólnota interesów” czy „europejskość”, a także presja gospodarcza i kulturowa prowadzona pod hasłami postępu – są zaskakująco aktualne. Historia Republiki Weimarskiej pokazuje, jak łatwo język współpracy może stać się narzędziem realizacji interesów sprzecznych z deklarowanymi wartościami.
  • Po trzecie, tekst uświadamia, jak ogromną rolę odgrywa edukacja, nauka i kultura w kształtowaniu długofalowych postaw społecznych. Antypolonizm nie był wyłącznie domeną polityków, lecz przenikał do szkół, uniwersytetów, literatury i mediów. Dziś, w epoce sporów o pamięć historyczną, dezinformację i narracje tożsamościowe, ta lekcja jest szczególnie aktualna.
  • Wreszcie, zrozumienie tej historii pozwala lepiej ocenić współczesne debaty o suwerenności, granicach, rewizjonizmie i „nowych porządkach europejskich”. Pokazuje, że hasła brzmiące neutralnie lub idealistycznie mogą w praktyce służyć realizacji bardzo konkretnych interesów politycznych.
  • Dlatego ta książka – i refleksja nad nią – nie dotyczy wyłącznie lat 20. XX wieku. Jest ostrzeżeniem przed lekceważeniem języka pogardy, przed normalizacją wrogich narracji i przed wiarą, że historia „sama się nie powtórzy”.

 

POLECANE
Prof. Czarnek: Jeżeli Tusk będzie chciał obejść weto prezydenta ws. SAFE uchwałą, stanie przed sądem z ostatniej chwili
Prof. Czarnek: Jeżeli Tusk będzie chciał obejść weto prezydenta ws. SAFE uchwałą, stanie przed sądem

„Herr Kamerad Czarzasty, Herr OberTusk i popychadła Tuska z Koalicji 13 grudnia chcą zrobić Polsce wielką krzywdę, i jeśli będą ją robili, to za nią odpowiedzą” - zapowiedział podczas środowej konferencji prasowej w Sejmie prof. Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera.

Ważny komunikat dla mieszkańców Szczecina gorące
Ważny komunikat dla mieszkańców Szczecina

Mieszkańcy Szczecina powinni zachować ostrożność. Służby ostrzegają przed ryzykiem przekroczenia poziomu informowania dla pyłu PM10 w powietrzu. Zanieczyszczenie może być szczególnie niebezpieczne dla dzieci, seniorów oraz osób z chorobami układu oddechowego i serca.

Zełenski wzywa Europę, aby opracowała „Plan B“ finansowania Ukrainy z ostatniej chwili
Zełenski wzywa Europę, aby opracowała „Plan B“ finansowania Ukrainy

W obliczu blokady przez Węgry obiecanej pożyczki w wysokości 90 miliardów euro prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wzywa Europę do znalezienia alternatywnego rozwiązania.

Ursula von der Leyen: Potrzebujemy ETS z ostatniej chwili
Ursula von der Leyen: Potrzebujemy ETS

„Potrzebujemy więc ETS, ale musimy go zmodernizować. Z niecierpliwością czekam na kontynuację tej debaty z Państwem tutaj, w Parlamencie Europejskim” - powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas sesji plenarnej w Parlamencie Europejskim.

SAFE. Z ziemi tuskiej do Polski tylko u nas
SAFE. Z ziemi tuskiej do Polski

Nie ustaje spór o SAFE. Czy ten unijny, czy ten prezydencki. Argumentów padło wiele, ale wymowne jest to, że nikt nie jest w stanie podać konkretnej wysokości należnych odsetek. Dlaczego? Bo to niemożliwe.

Zamach PE na suwerenność państw UE. „Autonomia Europy zaczyna się od jednolitego rynku obronnego” z ostatniej chwili
Zamach PE na suwerenność państw UE. „Autonomia Europy zaczyna się od jednolitego rynku obronnego”

Posłowie do Parlamentu Europejskiego przyjęli propozycje mające na celu utworzenie wspólnego rynku obronnego i podjęcie działań w sprawie sztandarowych projektów obronnych Unii Europejskiej.

Młodzi muzułmanie w Niemczech się radykalizują z ostatniej chwili
Młodzi muzułmanie w Niemczech się radykalizują

Jak poinformował portal European Conservative, obawy dotyczące radykalizacji wśród muzułmanów w Niemczech — szczególnie wśród młodszego pokolenia — wzrosły po opublikowaniu badań finansowanych przez trzy ministerstwa federalne.

Ekspert: Pierwsza wypłata zysków NBP przeznaczonych na zbrojenia mogłaby nastąpić dopiero za 1,5 roku z ostatniej chwili
Ekspert: Pierwsza wypłata zysków NBP przeznaczonych na zbrojenia mogłaby nastąpić dopiero za 1,5 roku

Pomysł sfinansowania zbrojeń z zysków NBP uzyskanych ze sprzedaży części złota oznaczałby, że pierwsze wpływy nastąpiłyby za półtora roku, tymczasem potrzeby wojska trzeba zaspokoić jak najszybciej – wskazał w rozmowie z PAP analityk Santander Bank Polska Piotr Bielski.

Wraz z wetem prezydenta ws. SAFE posypie się plan KE rabunku i neutralizacji Polski tylko u nas
Wraz z wetem prezydenta ws. SAFE posypie się plan KE rabunku i neutralizacji Polski

Komisja Europejska nieoficjalnie wyraża „poważne zaniepokojenie” sytuacją wokół polskiego programu SAFE. Chodzi o spór między rządem a Pałacem Prezydenckim, który według informacji z Brukseli wprowadza „niepewność co do realizacji projektu”. Niepokój Ursuli von der Leyen jest o tyle zrozumiały, że wraz z zawetowaniem przez Karola Nawrockiego ustawy ws. SAFE, o ile takie by nastąpiło, posypie się misterny plan rabunku i neutralizacji Polski.

Raport: Niemcy nie nadążają deportować migrantów tylko u nas
Raport: Niemcy nie nadążają deportować migrantów

W Niemczech rośnie liczba migrantów zobowiązanych do opuszczenia kraju. Z rządowego raportu wynika, że w połowie 2025 roku było ich ponad 226 tys., a skuteczność deportacji wynosi zaledwie ok. 5 proc. Problem pogłębia brak dokumentów, bariery prawne i niewydolność systemu dublińskiego.

REKLAMA

"Polskę należy wykończyć". Pogarda i antypolonizm Republiki Weimarskiej

„Polskę należy wykończyć” – te słowa nie padły w nazistowskich Niemczech, lecz w demokratycznej Republice Weimarskiej. Nowa książka prof. Grzegorza Kucharczyka pokazuje, jak głęboki i powszechny był antypolonizm w niemieckiej polityce, kulturze i nauce lat 20. XX wieku – oraz dlaczego ta historia wciąż powinna nas niepokoić.
Paul von Hindenburg
Paul von Hindenburg / Wikipedia CC BY-SA 3,0 de Bundesarchiv

Co musisz wiedzieć:

  • Antypolonizm był oficjalną linią polityczną Republiki Weimarskiej – od lewicy po prawicę istniał szeroki konsens, że Polska nie powinna istnieć w granicach ustalonych po I wojnie światowej.
  • Niemcy współpracowały z Rosją Sowiecką przeciw Polsce – traktat z Rapallo i tajna współpraca militarna miały na celu rewizję granic i osłabienie II RP.
  • Wroga propaganda wobec Polski przenikała całe społeczeństwo – od polityki i dyplomacji, przez szkoły, uniwersytety i kulturę, aż po „naukowe” uzasadnienia antypolonizmu.

 

"Polskę należy wykończyć"

Kiedy w lipcu 1922 roku hrabia Ulrich von Brockdorff-Rantzau szykował się, by zostać ambasadorem w bolszewickiej Moskwie, Joseph Wirth, kanclerz Republiki Weimarskiej z ramienia katolickiej partii Centrum, wygłosił do niego takie oto słowa:

„Jedyną możliwość dla nas, aby ponownie zyskać (na znaczeniu), widzę w sytuacji, gdy niemiecki i rosyjski naród ozdrowieją i jako sąsiedzi ponownie będą przyjaźnie i pełni zaufania współpracować. (...) jedno chciałbym panu zadeklarować bez ogródek: Polskę należy wykończyć. Do osiągnięcia tego celu dąży moja polityka. (...) Nie zawrę żadnego traktatu, który mógłby wzmocnić Polskę”. [Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej” prof. Grzegorza Kucharczyka]

W instrukcji, przesłanej hrabiemu dwa miesiące później kanclerz wyraził się jeszcze dosadniej: „Musimy spróbować ponownie stać się sąsiadami Rosji i jeśli to możliwe, zdruzgotać Polskę”. 

 

"Poloniam esse delendam!"

Działo się to kilka miesięcy po podpisaniu traktatu z Rapallo, normalizującego stosunki dyplomatyczne między demokratyczną Republiką Weimarską a totalitarną Rosją Sowiecką, którego niejawny aneks umożliwił Niemcom nawiązanie tajnej i intensywnej współpracy militarnej z tym krajem. W przedwyjazdowej rozmowie z hrabią kanclerz dodał, że w pełni zgadza się ze stwierdzeniem generała Hansa von Seeckta, który, komentując zawarcie traktatu, stwierdził:

„Los Polski dopełni się. Jej egzystencja jest nie do zniesienia. Ceterum censeo: Poloniam esse delendam! (A poza tym uważam, że Polskę należy zniszczyć!)”.

Słowa kanclerza o „wykończeniu” Polski i przyjaznej współpracy z sąsiadem (sic!) znalazły pełne zrozumienie u hrabiego-ambasadora. W odpowiedzi na nie stwierdził, że od podpisania traktatu wersalskiego „naród niemiecki podąża ku swojej zagładzie” i „każdy środek jest dobry”, żeby go ratować. „Najchętniej poszedłbym z umiłowanym Bogiem, ale jeśli trzeba, również z diabłem” - dodał hrabia. 

 

„Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej”

Hrabia-ambasador był pod każdym względem właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Dyplomatyczne korzenie zapuszczał już w czasach cesarskich jako sekretarz ambasady w Petersburgu. W czasie I wojny światowej był ambasadorem Rzeszy w Kopenhadze. To on odegrał tam kluczową rolę w operacji „zaplombowany wagon”, polegającej na przerzucenia Lenina i jego towarzyszy ze Szwajcarii do należącej wówczas do Rosji Finlandii, by „zdestabilizować carską Rosję - sojusznika aliantów”. Teraz miał budować dobre stosunki Niemiec z pierwszym na świecie państwem totalitarnym - byle jak najbardziej zaszkodzić Polsce. Niemcy doskonale potrafiły przy tym pozycjonować się wobec ententy jako „jedyna realna ostoja przed zagrażającym całej Europie zalewem bolszewizmu”, a jednocześnie w ramach swojej "aktywnej polityki wschodniej" (aktive Ostpolitik) budować pozycję gospodarczą i militarną „sąsiada” w imię nieustannie podkreślanej „wspólnoty losu”, „wspólnoty interesu” czy „kulturowej wspólnoty interesów”, a także dążyć do rewizji granicy z Polską – „w imię zachowania pokoju w Europie”.  

To jeden z wielu wątków najnowszej książki prof. Grzegorza KucharczykaHisteria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej”. Jest to książka fascynująca i czyta się ją jednym tchem - jak połączenie thrillera politycznego ze szpiegowskim dreszczowcem. I faktycznie, dreszcze co chwila przechodzą po plecach podczas lektury... Jasno z niej bowiem wynika, że w weimarskich Niemczech przedmiotem politycznego konsensusu od prawa do lewa była niezgoda na pokój wersalski z istnieniem Polski w określonych w nim granicach. Była nim także realizacja „aktywnej polityki wschodniej” - z wspólnym prowadzeniem przez Niemcy i Rosję fabryki broni chemicznej na czele - oraz biologiczny wręcz antypolonizm. I w tym sensie można stwierdzić, że nienawiść Hitlera do Polski nie była niczym nowym, jego idee padły na podatny i dobrze przygotowany grunt polityczny i propagandowy, a „druzgocąc” Polskę, zrealizował po prostu to, o czym inni marzyli od dwudziestu lat.

 

Antypolska propaganda w Republice Weimarskiej

Znaczna część książki poświęcona jest antypolskiej propagandzie w Republice Weimarskiej - rozgrywającej się nie tylko na scenie politycznej, ale we wszystkich możliwych obszarach życia kulturalnego i społecznego - od kina począwszy, a na literaturze, prasie i edukacji skończywszy. Podręczniki szkolne do historii rozpisywały się o „wielkiej krzywdzie Niemiec w Wersalu”, o „ciemnych i prostackich Słowianach” czy też o tym, że „polska nienawiść do Niemców nosi cechy buntu urodzonego niewolnika wobec istoty 'twórczej i kształtującej dzieje'”, na Górnym Śląsku zaś grasują „polscy bandyci” i „polskie bestie”. To ostatnie określenie nierzadko gościło także w weimarskiej literaturze „ojczyźnianej” obok – „polskiej świni” czy „polskiego robactwa”. Propagandę sączono nawet na lekcjach matematyki - ucząc się ułamków, dzieci wyliczały udział niemieckiej (prześladowanej, naturalnie) mniejszości w Polsce. W ramach specjalnego przedmiotu „nauka o problemach granicznych” musiały z kolei pisać wypracowania na temat tego, „dlaczego granica Niemiec na Wschodzie musi zostać poprawiona”. 

Antypolonizm kwitł także na uniwersytetach, a jednym z jego „naukowo” podbudowanych rozsadników był obszar badań nad wschodem (Ostforschung), z biegiem czasu finansowany coraz hojniej przez ministerstwo spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej. Jednym z czołowych badaczy tej dziedziny był profesor etnologii Karl Christian von Loesch, który pisał wówczas, że:

„Niegdyś jako twórcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego odpowiedzialni za całość Zachodu byli Niemcy narodem - rdzeniem Europy. Dzisiaj będą wyrazicielami nowej woli i zaprowadzenia prawa albo upadną”.

Kilka lat później wstąpił do NSDAP, a następnie prowadził szkolenia dla tej formacji, a także dla SS i SD. Stosowana przez niego terminologia przydała się zaś nieco później podczas formułowania założeń Generalnego Planu Wschodniego...

 

Sieć niemieckich fundacji  

Nadzwyczaj ciekawym wątkiem książki są niezliczone wręcz organizacje, fundacje (np. Deutsche Stiftung) i stowarzyszenia, finansowane z niemieckich środków publicznych, których działalność profesor Kucharczyk określa mianem „publiczno-prywatnego usieciowionego antypolonizmu”, a które polski kontrwywiad w swoim raporcie blisko 100 lat temu opisywał w następujący sposób:

„Wszystkie towarzystwa i organizacje niemieckie na terenie Pomorza i Poznańskiego jedynie i całkowicie są pod wpływem i w zależności od rządu Rzeszy pośrednio, a bezpośrednio od „Deutsche Vereinigung im Sejm und Senat” przy wielkim współudziale (niemieckich) placówek konsularnych w Polsce. Niedocenianą często sieć tych organizacji można przedstawić jako drzewo, którego pniem jest „Deutsche Vereinigung”, gałęziami zaś i liśćmi gęsto rozsiane po wszystkich najmniejszych miejscowościach związki i towarzystwa pod najróżniejszymi nazwami i celami, a w rzeczywistości posiadające jeden wspólny cel - podbój na drodze pokojowej utraconych na korzyść Polski ziem”. 

 

Mitteleuropa i "polski imperializm"

Ogromnym atutem książki jest to, jak szeroko i ciekawie prof. Kucharczyk ją udokumentował - nie tylko literaturą przedmiotu, w tym w znacznej mierze autorstwa badaczy niemieckich, ale także oryginalnymi dokumentami - od notatek dyplomatycznych dotyczących dyskretnego czarnego PR wobec Polski i wojen gospodarczych toczonych przeciwko niej przez Niemcy - po protokoły z wystąpień niemieckich posłów Reichstagu. W tych ostatnich aż roi się od „polskiego imperializmu”, „polskiej pożądliwości”, która „zgłasza pretensje do niemieckich ziem”, naruszania przez Polskę „wolności i swobód obywatelskich swoich nowych poddanych – Krzyżaków” w XV wieku, „prześladowań religijnych w Polsce w wieku XVII” czy „niedawnych pogromów Żydów”.

Dowiemy się także nieco o koncepcji „MitteleuropyFriedricha Naumanna oraz o idei „Stanów Zjednoczonych Europy, pod płaszczykiem których będzie można dokonać 'pokojowej rewizji' granicy polsko-niemieckiej”, czy o koncepcji „wspólnoty gospodarczej między państwami” w duchu „uniwersalnej myśli europejskiej”, która pomoże przeciwdziałać „atomizacji” Europy i szalejącym w niej „szowinizmom”. Sporo też będzie można przeczytać o „polskiej niewdzięczności” czy zarzucanym Polakom „nacjonalizmie” i „fanatyzmie” polskich „marzycieli”, którym tłumaczono sobie budowę portu w Gdyni. W książce znajdziemy też doskonale opisany wątek stosunku Republiki Weimarskiej do wojny polsko-bolszewickiej, w której po stronie Sowietów walczyło ok. 100 000 Niemców, czy „hucznych obchodów siedemsetlecia rozpoczęcia podboju ziem pruskich przez Krzyżaków stanowiących „kulturową forpocztę na Wschodzie”, uświetnionych przemówieniem prezydenta Rzeszy Paula von Hindenburga w Malborku. 

A poza tym jest w niej cała masa innych ciekawych wątków. Serdecznie polecam!  

[Autor - Anonimowy Dyplomata jest autentycznym dyplomatą mającym doświadczenie pracy w Niemczech, jednak proszącym o zachowanie anonimowości]

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Dlaczego to ważne dziasiaj", FAQ i śródtytuły od Redakcji]

 

Dlaczego to ważne dzisiaj

  • Analiza antypolonizmu w Republice Weimarskiej nie jest wyłącznie sporem o przeszłość ani historyczną ciekawostką. Ma ona bezpośrednie znaczenie dla zrozumienia współczesnej polityki, narracji międzynarodowych i mechanizmów presji wobec państw Europy Środkowo-Wschodniej.
  • Po pierwsze, książka i omawiany artykuł pokazują, że agresywne idee wobec Polski nie pojawiły się nagle wraz z Hitlerem, lecz były obecne wcześniej – akceptowane w szerokim spektrum niemieckiej elity politycznej, akademickiej i medialnej. To ważna lekcja, że radykalne działania często wyrastają z długo tolerowanych narracji, a nie z jednorazowego „historycznego wypadku”.
  • Po drugie, opisane mechanizmy – demonizacja sąsiada, instrumentalne wykorzystywanie pojęć takich jak „pokój”, „wspólnota interesów” czy „europejskość”, a także presja gospodarcza i kulturowa prowadzona pod hasłami postępu – są zaskakująco aktualne. Historia Republiki Weimarskiej pokazuje, jak łatwo język współpracy może stać się narzędziem realizacji interesów sprzecznych z deklarowanymi wartościami.
  • Po trzecie, tekst uświadamia, jak ogromną rolę odgrywa edukacja, nauka i kultura w kształtowaniu długofalowych postaw społecznych. Antypolonizm nie był wyłącznie domeną polityków, lecz przenikał do szkół, uniwersytetów, literatury i mediów. Dziś, w epoce sporów o pamięć historyczną, dezinformację i narracje tożsamościowe, ta lekcja jest szczególnie aktualna.
  • Wreszcie, zrozumienie tej historii pozwala lepiej ocenić współczesne debaty o suwerenności, granicach, rewizjonizmie i „nowych porządkach europejskich”. Pokazuje, że hasła brzmiące neutralnie lub idealistycznie mogą w praktyce służyć realizacji bardzo konkretnych interesów politycznych.
  • Dlatego ta książka – i refleksja nad nią – nie dotyczy wyłącznie lat 20. XX wieku. Jest ostrzeżeniem przed lekceważeniem języka pogardy, przed normalizacją wrogich narracji i przed wiarą, że historia „sama się nie powtórzy”.


 

Polecane