Liberalny dogmat kontra polski rolnik

Dzień podpisania umowy UE – Mercosur może okazać się dla Polski jednym z najbardziej brzemiennych w skutki momentów ostatnich lat. Porozumienie to grozi bowiem ekonomiczną anihilacją ponadmilionowej (licząc razem z rodzinami) grupy pracowników sektora rolno-spożywczego. Jednocześnie może poważnie zachwiać podstawami bytu kolejnego miliona osób zatrudnionych w branżach powiązanych, np. przetwórstwie, transporcie, handlu czy innych usługach dla rolnictwa. Pojawia się jednak zasadnicze pytanie – czy ktokolwiek, poza samymi zainteresowanymi, ma jeszcze interes w ich obronie? Odpowiedź brzmi – tak, i jest to grupa znacznie większa, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Protest rolników
Protest rolników / Marcin Żegliński/Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Opór wobec umowy z Mercosur wymaga stworzenia koalicji patriotów, suwerenistów, konserwatystów i społecznie wrażliwej lewicy.

  • Opór wobec umowy z Mercosur wymaga stworzenia koalicji patriotów, suwerenistów, konserwatystów i społecznie wrażliwej lewicy.W dominującym przekazie medialnym cierpienie rolnika nie mieści się w katalogu „słusznych” krzywd.

  • Umowa z Mercosur uderza w środowisko rolnicze postrzegane jako bastion wartości konserwatywnych, często wręcz „reakcyjnych”.

Często podkreśla się, że umowa z Mercosur jest w istocie programem ratunkowym dla niemieckiej gospodarki, realizowanym kosztem rolników z wielu krajów Unii Europejskiej. Jest w tym sporo prawdy. Niemiecki przemysł zyskuje dzięki niej nowe rynki zbytu, podczas gdy europejskie rolnictwo zostaje wystawione na nierówną konkurencję. Prosta kalka interpretacyjna w rodzaju „Unia Niemiecka realizuje swoje interesy kosztem reszty” nie wyczerpuje jednak istoty problemu. Porozumienie to ma bowiem wymiar nie tylko ekonomiczny i geopolityczny, lecz w równym stopniu – ideologiczny.

 

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą

Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się dość daleko – aż do początku XIX wieku, kiedy sformułowano teorię przewagi komparatywnej, najczęściej kojarzoną z liberalnym ekonomistą Davidem Ricardo. Rozwinął on i spopularyzował pogląd, według którego nawet jeśli jeden kraj jest lepszy w produkcji wszystkich dóbr od drugiego, handel między nimi i tak pozostaje opłacalny, o ile każdy specjalizuje się w tym, w czym ma największą względną przewagę. W uproszczeniu: każdy powinien skoncentrować się na wytwarzaniu tego, co wychodzi mu relatywnie najlepiej i najtaniej, a pozostałe dobra pozyskiwać poprzez wymianę handlową. Rezultatem takiego podziału pracy mają być niższe koszty produkcji, spadek cen i wzrost ogólnego dobrobytu. Przekładając tę logikę na współczesne realia: Unia Europejska miałaby przewagę w sektorach zaawansowanych technologicznie, natomiast kraje Mercosur w masowej produkcji żywności. Z tego punktu widzenia oba bloki powinny maksymalnie się wyspecjalizować i szeroko otworzyć na wzajemną wymianę.

Problem polega jednak na tym, że filozofia ricardiańska, choć w wielu przypadkach sprawdzała się w przeszłości, w kontekście dzisiejszej wymiany międzykontynentalnej ujawnia poważne słabości. Pomija ona bowiem (poza często podnoszonymi różnicami w regulacjach, normach jakościowych czy standardach produkcji) przede wszystkim społeczne koszty transformacji gospodarczej. Teoria ta zakłada niemal idealną mobilność pracy między sektorami, tymczasem w realnym świecie jest ona skrajnie ograniczona. Dotyczy to zwłaszcza społeczeństw rozwiniętych, w których wymagania kompetencyjne rosną z roku na rok. Rolnik, który przez dekady prowadził gospodarstwo, nie przekwalifikuje się z dnia na dzień na programistę czy operatora nowoczesnych linii technologicznych.

Przykłady, jakimi operowali David Ricardo czy Robert Torrens (dotyczące choćby pracowników winnic i wytwórców sukna), są dziś niemal całkowicie nieprzekładalne na realia globalnej gospodarki XXI wieku. Trudno zatem winić samych klasyków ekonomii za uproszczenia; ich teorie powstawały w zupełnie innym świecie. Odpowiedzialność spoczywa raczej na współczesnych decydentach, którzy te dawne schematy stosują w sposób mechaniczny i bezrefleksyjny. Ale… czy rzeczywiście bezrefleksyjny?

 

Projekt ideologiczny

Warto postawić (retoryczne) pytanie – czy siły rządzące Unią Europejską poważyłyby się na podobną umowę, gdyby jej skutki miały uderzyć nie w rolników, lecz na przykład w ludność wielkomiejską utrzymującą się z pracy umysłowej? Odpowiedź wydaje się oczywista – tego rodzaju pomysł nie przeszedłby eurokratom przez myśl nawet w malignie. Oznaczałby bowiem atak na własny elektorat, na klasę średnią dużych miast, środowiska akademickie i urzędnicze etc., czyli grupy stanowiące naturalne zaplecze polityczne sił postępowych.

Nawet gdyby, zgodnie z archaicznymi dogmatami liberalizmu gospodarczego, taka operacja miała w długiej perspektywie przynieść wzrost ogólnego dobrobytu, nikt nie zdecydowałby się na tak spektakularne polityczne samobójstwo. Umowa z Mercosur mogła dojść do skutku właśnie dlatego, że uderza w środowisko rolnicze postrzegane jako bastion wartości konserwatywnych, często wręcz „reakcyjnych”. Z tego punktu widzenia osłabienie interesów tej grupy, a nawet jej finansowe zniszczenie, nic politycznie eurokratów nie kosztuje. Przeciwnie, stwarza szansę na dalsze umocnienie panującego systemu.

Nie trzeba bowiem wielkiej wyobraźni, by przewidzieć społeczne konsekwencje takiego scenariusza. Upadek tysięcy gospodarstw rolnych nie sprawi przecież, że ich właściciele masowo przerzucą się na modne dziś na wsi strzyżenie psów czy prowadzenie agroturystyki. Dla znacznej części jedyną realną alternatywą stanie się migracja do miast (lub za granicę) w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. Tam zaś utracą dotychczasową niezależność ekonomiczną, zostaną zepchnięci na niższe szczeble rynku pracy i uzależnieni od nowych (często postępowych) pracodawców. Wraz z tym procesem nastąpi nieunikniona zmiana kulturowa. Ludzie wyrwani ze swoich lokalnych wspólnot i zmuszeni do walki o przetrwanie nie będą mieć odwagi „wychylić się” z własnymi przekonaniami. Z kolei ich dzieci zostaną ideologicznie sformatowane już przez nowe środowiska. Z tej perspektywy stopniowe wyludnianie wsi przestaje być jedynie skutkiem ubocznym umowy. Staje się wręcz jej pożądanym rezultatem.

Upadek tysięcy gospodarstw rolnych nie sprawi przecież, że ich właściciele masowo przerzucą się na modne dziś na wsi strzyżenie psów czy prowadzenie agroturystyki. Dla znacznej części jedyną realną alternatywą stanie się migracja do miast

 

Szeroki front oporu

W długiej perspektywie Mercosur jest zatem projektem ideologiczno-politycznym. Stawką nie jest wyłącznie przyszłość europejskiego rolnictwa, lecz przyszłość całego, szeroko rozumianego obozu konserwatywnego. Błędem byłoby jednak sądzić, że sprzeciw wobec niej leży wyłącznie w interesie tych środowisk. Również lewica (przynajmniej ta, która nie porzuciła wrażliwości społecznej) powinna zwrócić uwagę na los rolników. Problem ich potencjalnego wykluczenia okaże się bowiem nieporównanie większy niż sytuacja mniejszości, na których koncentruje się dziś dominujący nurt progresywizmu. Gdy współczesna lewica pochyla się nad symbolicznymi formami dyskomfortu: sporami o zaimki czy tożsamościowe niuanse, na jej oczach wyrasta grupa realnie poszkodowana – ludzie zagrożeni utratą dorobku życia, wyrwani z rodzinnych stron i zmuszeni do ekonomicznej tułaczki. A w tej sprawie zapada niemal całkowita cisza.

Gdy współczesna lewica pochyla się nad symbolicznymi formami dyskomfortu: sporami o zaimki czy tożsamościowe niuanse, na jej oczach wyrasta grupa realnie poszkodowana – ludzie zagrożeni utratą dorobku życia, wyrwani z rodzinnych stron i zmuszeni do ekonomicznej tułaczki

 

Poza nielicznymi lewicowcami, którzy nie oddali się na służbę liberalnemu mainstreamowi, większość lewicy zdaje się nie dostrzegać problemu. Częściowo wynika to zapewne z braku świadomości jego skali, częściowo zaś z ideologicznego zawężenia perspektywy. W dominującym przekazie medialnym cierpienie rolnika, pracownika przetwórni czy drobnego producenta po prostu nie mieści się w katalogu „słusznych” krzywd. Skoro nie jest ono regularnie nagłaśniane przez opiniotwórcze media, łatwo uznać je za nieistotne lub wręcz nieistniejące.

Tymczasem opór wobec umowy z Mercosur wymaga stworzenia znacznie szerszej koalicji. Powinni znaleźć się w niej patrioci i suwereniści, którzy słusznie widzą w tym porozumieniu formę aksamitnej agresji gospodarczej silniejszych państw Europy Zachodniej. Powinna dołączyć do nich autentyczna lewica, zdolna jeszcze stanąć po stronie słabszych i zagrożonych ekonomicznie. Wreszcie – prawica, której istotny rezerwuar wyborczy ma zostać wykorzeniony i stopniowo „przerobiony” na bierną, zależną od systemu masę pracowniczą.

Bez zrozumienia tej wspólnoty interesów umowa z Mercosur zostanie wprowadzona w życie niemal bez przeszkód. Rolnicy sami się nie obronią – są zbyt rozproszeni, zbyt słabi i zbyt łatwo marginalizowani w debacie publicznej. Dlatego potrzebny jest szeroki front oporu, wykraczający poza tradycyjne podziały polityczne czy zawodowe. Od jego powstania zależy nie tylko przyszłość polskiej wsi, lecz także kształt społeczny całej Europy w nadchodzących dekadach.


 

POLECANE
Zdrowe państwo strzela do najeźdźców. Upadające – atakuje obrońców granic tylko u nas
Zdrowe państwo strzela do najeźdźców. Upadające – atakuje obrońców granic

Prokuratura postawiła żołnierzowi broniącemu granic zarzuty, a nielegalny imigrant domaga się odszkodowania. Agresor jest chroniony, a obrońca granic atakowany z urzędu. Ten scenariusz znamy z krajów Zachodu, a jest on elementem głębokiej inżynierii społecznej mającej na celu uczynienie wojska i obywateli niezdolnymi do obrony granic.

Rada Europy nie uderza w terapie konwersyjne tylko w wolność tylko u nas
Rada Europy nie uderza w "terapie konwersyjne" tylko w wolność

Rada Europy przyjęła właśnie rezolucję, która zakazuje „terapii konwersyjnych”. Nawet na Zachodzie Europy, gdzie było to częstą praktyką nie stosuje się od dawna niebezpiecznych praktyk "konwersyjnych", za to Rada Europy wrzuca nieszkodliwe praktyki religijne do jednego worka z torturami. Nowa rezolucja wspiera też ideologię gender, zaprzeczając ludzkiej biologii.

Sąd Najwyższy: legitymowanie nie jest dowolną władzą Policji tylko u nas
Sąd Najwyższy: legitymowanie nie jest dowolną władzą Policji

Czy obywatel ma obowiązek podać swoje dane osobowe zawsze, gdy funkcjonariusz tego zażąda? Sąd Najwyższy w wyroku z 17 grudnia 2025 r. (II KK 473/25) odpowiada jednoznacznie: nie.

Byłem na obchodach wyzwolenia Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania tylko u nas
Byłem na obchodach "wyzwolenia" Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania

Jak co roku 27 stycznia, pragniemy uczcić pamięć naszych Przodków w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak co roku, towarzyszą nam te same procedury. Nikt bez zgody muzeum nie zostaje wpuszczony, by oddać hołd wszystkim ofiarom niemieckich zbrodni, w tym także Polakom. Świadczy temu szereg procedur, które działają tam od dłuższego już czasu. Procedur, które w żadnym innym byłym obozie czy to w Polsce czy na zachodzie, nie są praktykowane.

Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą tylko u nas
Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą

„Jeśli podążał za ROE (zasady użycia siły), to potknięcie się nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli takie ściganie zostanie dopuszczone, podważy to morale żołnierzy i poczucie obowiązku” - skomentował mjr Rocco Spencer, były oficer US Army, zarzuty wobec broniącego granicy żołnierza, który od prokuratury Waldemara Żurka usłyszał zarzuty.

Opóźnienie startu telewizji Kanału Zero na ostatniej prostej. Jest komunikat Krzysztofa Stanowskiego Wiadomości
Opóźnienie startu telewizji Kanału Zero na ostatniej prostej. Jest komunikat Krzysztofa Stanowskiego

Zaplanowany na 1 lutego start telewizji Kanału Zero nie dojdzie do skutku. O opóźnieniu projektu poinformował Krzysztof Stanowski, zaznaczając, że decyzja wynika z powodów niezależnych od zespołu redakcyjnego.

Ukrainka ukradła z Kościoła Ewangeliarz i go spaliła z ostatniej chwili
Ukrainka ukradła z Kościoła Ewangeliarz i go spaliła

Jak poinformował portal epoznan.pl w połowie stycznia z Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Tomyślu skradziono Ewangeliarz. Po przeanalizowaniu nagrań z monitoringu okazało się, że sprawcą była kobieta.

Awaria w policyjnej sieci. Jest oficjalny komunikat Wiadomości
Awaria w policyjnej sieci. Jest oficjalny komunikat

Doszło do awarii urządzeń policyjnej sieci transmisji danych – poinformowała w piątek policja. Dodała, że serwery, na których działają systemy policyjne, funkcjonują normalnie, a komunikacja między jednostkami a KGP odbywa się na bieżąco. Wstępnie wykluczono zewnętrzną ingerencję.

Znany dziennikarz Gazety Wyborczej dołącza do Kanału Zero Wiadomości
Znany dziennikarz Gazety Wyborczej dołącza do Kanału Zero

Grzegorz Sroczyński zdecydował się na istotną zmianę w swojej karierze medialnej. Po kilku latach współpracy żegna się z portalem Gazeta.pl oraz radiem Tok FM i dołącza do grupy Zero, projektu stworzonego przez Krzysztofa Stanowskiego. Jednocześnie nie znika z anteny RMF FM, z którym nadal pozostaje związany.

Fico w poufnej rozmowie z Macronem wsparł projekt niepodległej UE gorące
Fico w poufnej rozmowie z Macronem wsparł projekt niepodległej UE

Premier Republiki Słowackiej Robert Fico (Smer-SD) spotkał się w czwartek w Paryżu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Poinformował, że odbyli poufną rozmowę, która trwała prawie dwie godziny. Rozmawiano o energetyce jądrowej, obronności, konkurencyjności UE i Ukrainie. Premier Słowacji uchylił rąbka tajemnicy w poście na portalu społecznościowym.

REKLAMA

Liberalny dogmat kontra polski rolnik

Dzień podpisania umowy UE – Mercosur może okazać się dla Polski jednym z najbardziej brzemiennych w skutki momentów ostatnich lat. Porozumienie to grozi bowiem ekonomiczną anihilacją ponadmilionowej (licząc razem z rodzinami) grupy pracowników sektora rolno-spożywczego. Jednocześnie może poważnie zachwiać podstawami bytu kolejnego miliona osób zatrudnionych w branżach powiązanych, np. przetwórstwie, transporcie, handlu czy innych usługach dla rolnictwa. Pojawia się jednak zasadnicze pytanie – czy ktokolwiek, poza samymi zainteresowanymi, ma jeszcze interes w ich obronie? Odpowiedź brzmi – tak, i jest to grupa znacznie większa, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Protest rolników
Protest rolników / Marcin Żegliński/Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Opór wobec umowy z Mercosur wymaga stworzenia koalicji patriotów, suwerenistów, konserwatystów i społecznie wrażliwej lewicy.

  • Opór wobec umowy z Mercosur wymaga stworzenia koalicji patriotów, suwerenistów, konserwatystów i społecznie wrażliwej lewicy.W dominującym przekazie medialnym cierpienie rolnika nie mieści się w katalogu „słusznych” krzywd.

  • Umowa z Mercosur uderza w środowisko rolnicze postrzegane jako bastion wartości konserwatywnych, często wręcz „reakcyjnych”.

Często podkreśla się, że umowa z Mercosur jest w istocie programem ratunkowym dla niemieckiej gospodarki, realizowanym kosztem rolników z wielu krajów Unii Europejskiej. Jest w tym sporo prawdy. Niemiecki przemysł zyskuje dzięki niej nowe rynki zbytu, podczas gdy europejskie rolnictwo zostaje wystawione na nierówną konkurencję. Prosta kalka interpretacyjna w rodzaju „Unia Niemiecka realizuje swoje interesy kosztem reszty” nie wyczerpuje jednak istoty problemu. Porozumienie to ma bowiem wymiar nie tylko ekonomiczny i geopolityczny, lecz w równym stopniu – ideologiczny.

 

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą

Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się dość daleko – aż do początku XIX wieku, kiedy sformułowano teorię przewagi komparatywnej, najczęściej kojarzoną z liberalnym ekonomistą Davidem Ricardo. Rozwinął on i spopularyzował pogląd, według którego nawet jeśli jeden kraj jest lepszy w produkcji wszystkich dóbr od drugiego, handel między nimi i tak pozostaje opłacalny, o ile każdy specjalizuje się w tym, w czym ma największą względną przewagę. W uproszczeniu: każdy powinien skoncentrować się na wytwarzaniu tego, co wychodzi mu relatywnie najlepiej i najtaniej, a pozostałe dobra pozyskiwać poprzez wymianę handlową. Rezultatem takiego podziału pracy mają być niższe koszty produkcji, spadek cen i wzrost ogólnego dobrobytu. Przekładając tę logikę na współczesne realia: Unia Europejska miałaby przewagę w sektorach zaawansowanych technologicznie, natomiast kraje Mercosur w masowej produkcji żywności. Z tego punktu widzenia oba bloki powinny maksymalnie się wyspecjalizować i szeroko otworzyć na wzajemną wymianę.

Problem polega jednak na tym, że filozofia ricardiańska, choć w wielu przypadkach sprawdzała się w przeszłości, w kontekście dzisiejszej wymiany międzykontynentalnej ujawnia poważne słabości. Pomija ona bowiem (poza często podnoszonymi różnicami w regulacjach, normach jakościowych czy standardach produkcji) przede wszystkim społeczne koszty transformacji gospodarczej. Teoria ta zakłada niemal idealną mobilność pracy między sektorami, tymczasem w realnym świecie jest ona skrajnie ograniczona. Dotyczy to zwłaszcza społeczeństw rozwiniętych, w których wymagania kompetencyjne rosną z roku na rok. Rolnik, który przez dekady prowadził gospodarstwo, nie przekwalifikuje się z dnia na dzień na programistę czy operatora nowoczesnych linii technologicznych.

Przykłady, jakimi operowali David Ricardo czy Robert Torrens (dotyczące choćby pracowników winnic i wytwórców sukna), są dziś niemal całkowicie nieprzekładalne na realia globalnej gospodarki XXI wieku. Trudno zatem winić samych klasyków ekonomii za uproszczenia; ich teorie powstawały w zupełnie innym świecie. Odpowiedzialność spoczywa raczej na współczesnych decydentach, którzy te dawne schematy stosują w sposób mechaniczny i bezrefleksyjny. Ale… czy rzeczywiście bezrefleksyjny?

 

Projekt ideologiczny

Warto postawić (retoryczne) pytanie – czy siły rządzące Unią Europejską poważyłyby się na podobną umowę, gdyby jej skutki miały uderzyć nie w rolników, lecz na przykład w ludność wielkomiejską utrzymującą się z pracy umysłowej? Odpowiedź wydaje się oczywista – tego rodzaju pomysł nie przeszedłby eurokratom przez myśl nawet w malignie. Oznaczałby bowiem atak na własny elektorat, na klasę średnią dużych miast, środowiska akademickie i urzędnicze etc., czyli grupy stanowiące naturalne zaplecze polityczne sił postępowych.

Nawet gdyby, zgodnie z archaicznymi dogmatami liberalizmu gospodarczego, taka operacja miała w długiej perspektywie przynieść wzrost ogólnego dobrobytu, nikt nie zdecydowałby się na tak spektakularne polityczne samobójstwo. Umowa z Mercosur mogła dojść do skutku właśnie dlatego, że uderza w środowisko rolnicze postrzegane jako bastion wartości konserwatywnych, często wręcz „reakcyjnych”. Z tego punktu widzenia osłabienie interesów tej grupy, a nawet jej finansowe zniszczenie, nic politycznie eurokratów nie kosztuje. Przeciwnie, stwarza szansę na dalsze umocnienie panującego systemu.

Nie trzeba bowiem wielkiej wyobraźni, by przewidzieć społeczne konsekwencje takiego scenariusza. Upadek tysięcy gospodarstw rolnych nie sprawi przecież, że ich właściciele masowo przerzucą się na modne dziś na wsi strzyżenie psów czy prowadzenie agroturystyki. Dla znacznej części jedyną realną alternatywą stanie się migracja do miast (lub za granicę) w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. Tam zaś utracą dotychczasową niezależność ekonomiczną, zostaną zepchnięci na niższe szczeble rynku pracy i uzależnieni od nowych (często postępowych) pracodawców. Wraz z tym procesem nastąpi nieunikniona zmiana kulturowa. Ludzie wyrwani ze swoich lokalnych wspólnot i zmuszeni do walki o przetrwanie nie będą mieć odwagi „wychylić się” z własnymi przekonaniami. Z kolei ich dzieci zostaną ideologicznie sformatowane już przez nowe środowiska. Z tej perspektywy stopniowe wyludnianie wsi przestaje być jedynie skutkiem ubocznym umowy. Staje się wręcz jej pożądanym rezultatem.

Upadek tysięcy gospodarstw rolnych nie sprawi przecież, że ich właściciele masowo przerzucą się na modne dziś na wsi strzyżenie psów czy prowadzenie agroturystyki. Dla znacznej części jedyną realną alternatywą stanie się migracja do miast

 

Szeroki front oporu

W długiej perspektywie Mercosur jest zatem projektem ideologiczno-politycznym. Stawką nie jest wyłącznie przyszłość europejskiego rolnictwa, lecz przyszłość całego, szeroko rozumianego obozu konserwatywnego. Błędem byłoby jednak sądzić, że sprzeciw wobec niej leży wyłącznie w interesie tych środowisk. Również lewica (przynajmniej ta, która nie porzuciła wrażliwości społecznej) powinna zwrócić uwagę na los rolników. Problem ich potencjalnego wykluczenia okaże się bowiem nieporównanie większy niż sytuacja mniejszości, na których koncentruje się dziś dominujący nurt progresywizmu. Gdy współczesna lewica pochyla się nad symbolicznymi formami dyskomfortu: sporami o zaimki czy tożsamościowe niuanse, na jej oczach wyrasta grupa realnie poszkodowana – ludzie zagrożeni utratą dorobku życia, wyrwani z rodzinnych stron i zmuszeni do ekonomicznej tułaczki. A w tej sprawie zapada niemal całkowita cisza.

Gdy współczesna lewica pochyla się nad symbolicznymi formami dyskomfortu: sporami o zaimki czy tożsamościowe niuanse, na jej oczach wyrasta grupa realnie poszkodowana – ludzie zagrożeni utratą dorobku życia, wyrwani z rodzinnych stron i zmuszeni do ekonomicznej tułaczki

 

Poza nielicznymi lewicowcami, którzy nie oddali się na służbę liberalnemu mainstreamowi, większość lewicy zdaje się nie dostrzegać problemu. Częściowo wynika to zapewne z braku świadomości jego skali, częściowo zaś z ideologicznego zawężenia perspektywy. W dominującym przekazie medialnym cierpienie rolnika, pracownika przetwórni czy drobnego producenta po prostu nie mieści się w katalogu „słusznych” krzywd. Skoro nie jest ono regularnie nagłaśniane przez opiniotwórcze media, łatwo uznać je za nieistotne lub wręcz nieistniejące.

Tymczasem opór wobec umowy z Mercosur wymaga stworzenia znacznie szerszej koalicji. Powinni znaleźć się w niej patrioci i suwereniści, którzy słusznie widzą w tym porozumieniu formę aksamitnej agresji gospodarczej silniejszych państw Europy Zachodniej. Powinna dołączyć do nich autentyczna lewica, zdolna jeszcze stanąć po stronie słabszych i zagrożonych ekonomicznie. Wreszcie – prawica, której istotny rezerwuar wyborczy ma zostać wykorzeniony i stopniowo „przerobiony” na bierną, zależną od systemu masę pracowniczą.

Bez zrozumienia tej wspólnoty interesów umowa z Mercosur zostanie wprowadzona w życie niemal bez przeszkód. Rolnicy sami się nie obronią – są zbyt rozproszeni, zbyt słabi i zbyt łatwo marginalizowani w debacie publicznej. Dlatego potrzebny jest szeroki front oporu, wykraczający poza tradycyjne podziały polityczne czy zawodowe. Od jego powstania zależy nie tylko przyszłość polskiej wsi, lecz także kształt społeczny całej Europy w nadchodzących dekadach.



 

Polecane