Św. Antoni. Wykrywacz zgub z nieba
Co musisz wiedzieć:
- Św. Antoni jest jednym z największych świętych Kościoła katolickiego
- Św. Antoni jako jeden z najbardziej cenionych kaznodziejów XIII stulecia zyskał przydomek „młota na heretyków”.
- Większość sądzi, że św. Antoni pochodzi z Padwy. Błąd – to był rodowity Lizbończyk, w Padwie spędził raptem ostatni rok życia.
„Święty Antoni, święty Antoni,/ Serce zgubiłam pod miedzą/ Oj, co to będzie, święty Antoni/ Gdy się sąsiedzi dowiedzą” – łkała Hanka Ordonówna w „Piosence o zagubionym sercu”, przeboju końca lat 30. To nie jedyny utwór śpiewany, którego bohaterem jest ten powszechnie lubiany święty. Traktowany jest trochę po kumpelsku, bo to taki gość, któremu można zwierzyć się z problemów rangi od jednego do dziesięciu (na skali istotności spraw) i wiadomo, że zawsze dyskretnie pomoże. W ikonografii przedstawiany jest zawsze w habicie franciszkańskim (zakon, do którego wstąpił), najczęściej z Dzieciątkiem Jezus na ramieniu – na pamiątkę mistycznego spotkania z Chrystusem w postaci dziecka; z lilią (jego atrybut, symbol czystości) bądź księgą (dowód uczoności) lub sercem (wiadomo, nieobojętny na ludzkie krzywdy).
Młot na heretyków
Podobno był wysoki i przystojny, a poza prezencją posiadał dar krasomówczy, rozległą wiedzę, doskonałą pamięć plus piękny, dźwięczny głos. Wszystko to sprawiło, że jako jeden z najbardziej cenionych kaznodziejów XIII stulecia zyskał przydomek „młota na heretyków”. Legenda głosi, że dowiódł swych talentów, przemawiając do ryb, podobno bardziej otwartych i pojętnych od innowierców. No, do czasu – jak wiadomo, pod wpływem płomiennej retoryki Lizbończyka miękli najwięksi bezbożni twardziele. Natomiast umiejętność komunikowania ze światem przyrody sytuuje Antoniego wśród prekursorów ekoinkluzywności. Podobnie jak świętego Franciszka, z którym zresztą wiele go łączyło, także przyjaźń.
Wyrozumiały wobec gap
W jaki sposób dopracował się pozycji wykrywacza zgub? Legenda głosi, że skradziono mu cenny kodeks z niezbędnymi notatkami. Żarliwe modły Antoniego sprawiły, że złodziej zwrócił łup i uwierzył w Boga. Po blisko 800 latach od śmierci Antoni wciąż pozostaje aktywny i… pobłażliwy dla ludzkich słabości. Sobie tylko znanymi sposobami naprowadza wszystkie gapy na tropy gdzieś pozostawionych rzeczy, które „diabeł ogonem nakrył”.
Św. Antoni pomaga odnaleźć/odzyskać przedmioty skradzione oraz wspiera nas w poszukiwaniu zaginionych osób. Ratuje też w przypadkach utraty wartości niematerialnych – uczuć, szans, zdrowia, sensu życia… Jakby tego było mało, opiekuje się narzeczonymi, małżeństwami, położnicami, dziećmi, sierotami, górnikami, ubogimi i podróżnymi.
Do niego również uderzają zagubieni duchowo; ci, którzy utracili wiarę. I to chyba najtrudniejsza działka, która podpada pod jego starania. Warto bowiem podkreślić: święty Antoni to patron rzeczy, które WARTO odnaleźć. Poza tym ma rozległy teren do doglądania: pozostaje głównym patronem Lizbony i Padwy, a także niezliczonych miast i świątyń na całym świecie – tylko w Polsce pod jego protekcją znajduje się około 150 parafii; w Warszawie ma pod opieką trzy piękne barokowo-klasycystyczne świątynie: parafię przy Senatorskiej, Zakroczymskiej i Czerniakowskiej.
- W Wielkiej Brytanii na katolicyzm przeszło już 700 anglikańskich duchownych, w tym 16 biskupów
- Zwalnianie doświadczonych pracowników, często rotacje, krótkie umowy. Funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei chcą zmian
- Prof. Piotrowski: Umowa UE – Mercosur jest sprzeczna z polską konstytucją
- Sąd Najwyższy: legitymowanie nie jest dowolną władzą Policji
- Ukrainka ukradła z Kościoła Ewangeliarz i go spaliła
Święty na co dzień i od święta
Świętemu Lizbończykowi nie powinniśmy zawracać głowy błahostkami – o nich lepiej bez żalu zapomnieć. Bo jak sam mówił, życie jest za krótkie, by tracić je na drobiazgi. (Dodam tu równie trafną maksymę Woody’ego Allena: „Życie jest za krótkie, by te je tracić na dyskusje o życiu”). Niestety, właśnie te nieistotne zguby najczęściej sprawiają, że zwracamy się do Antoniego Padewskiego o wsparcie. Tymczasem w przypadku wtrynionych gdzieś okularów czy kluczy wystarczy po prostu chwila koncentracji. Antoni i krótkie do niego westchnienie są rodzajem „amuletu” wspomagającego intensywne myślenie i odświeżającego pamięć. No dobrze, nie będę udawać, że sama nie apelowałam do niego w kwestii odzyskania jakiejś bagatelki. Jeżeli jednak święty pofatygował się i naprowadził, trzeba mu się odwdzięczyć. Nie bez powodu otacza go fama „łapówkarza”: jak się dla nas wysilił, to nie za darmo. Jasne, można zaniechać tego obowiązku, kary za to nie będzie – jednak z drugiej strony poczucie, że wypada podziękować za pomoc świętemu, uczy nas wdzięczności także wobec bliźnich.
Napalony nastolatek idzie do klasztoru
Większość sądzi, że św. Antoni pochodzi z Padwy. Błąd – to był rodowity Lizbończyk, który dopiero pod koniec swego krótkiego życia (tylko 35 lat) osiadł we Włoszech, a w Padwie spędził raptem ostatni rok. Ale że tam zmarł, to został „zagrabiony” przez to miasto. I to w tamtejszej bazylice przechowywane są najważniejsze relikwie świętego: język, krtań i podbródek, które – choć to tkanki miękkie – po prawie 800 latach nie uległy rozkładowi, co uważa się za cud. Ja też byłam przekonana, że św. Antoni równa się Padwa, wszak nazywamy go Padewskim. Tymczasem podczas niedawnej wizyty w stolicy Portugalii, całkiem przypadkiem, wracając z katedry Sé w najstarszej dzielnicy Alfama, natknęliśmy się na Igreja de Santo António de Lisboa – nieduży barokowy kościółek wzniesiony ku jego czci. O tym, że to miejsce kultu Antoniego, przypomina ukryta w krypcie świątyni płyta, jedyna pozostałość po domu rodzinnym przyszłego świętego. Nie było to bynajmniej ubogie domostwo – Fernando Martins de Bulhões, jak naprawdę się nazywał się święty, urodził się w 1195 roku (w innej wersji – 4 lata wcześniej) w familii zamożnego kupca. Podstawy nauki zdobywał w szkole katedralnej, gdzie belfrował jego stryj, ksiądz, tak samo imieniem Fernando. Jego bratanek w okresie dojrzewania nie zapowiadał się na świętego – przeciwnie, wyróżniał się nadmiernym seksapetytem. Po kilku latach mu przeszło, i to radykalnie: w 1209 roku przystąpił do kanoników regularnych w klasztorze św. Wincentego, by dwa lata później przenieść się do klasztoru Świętego Krzyża w Coimbrze, gdzie zdobył szerokie – jak na owe czasy – gruntowne wykształcenie.
Padwa odbija świętego
Lizbonie Przełomowa stała się dlań wiadomość o męczeńskiej śmierci pięciu franciszkanów, którzy udali się do Maroka, by nawracać Saracenów – i tamże zginęli męczeńską śmiercią. To był impuls dla Fernanda, żeby wstąpić do franciszkanów i przenieść się do pustelni, przyjmując zakonne imię Antoni. Następnie, śladami męczenników, postanowił udać się do Afryki i tam nawracać niewiernych. Nie dotarł jednak do celu (choć nie ma w tym pewności). O jego dalszych poczynaniach zdecydowała choroba: w Ceucie, tuż przy Cieśninie Gibraltarskiej, zapadł na febrę i zmuszony był przeczekać zimę, by wiosną 1221 roku próbować wrócić do Portugalii, co uniemożliwiła morska burza, rzucając żaglowcem, którym Antoni płynął na brzegi Sycylii. I tu zaczyna się włosko-francuska część życia naszego franciszkanina i jego znajomość ze starszym o dekadę Franciszkiem z Asyżu. Początkowa nieufność wobec Portugalczyka szybko przeminęła, kiedy dał dowody swej wielkiej wiedzy i charyzmy. Dość powiedzieć, że wykładał na uniwersytetach w Montpellier i Tuluzie, a jego kazania przyciągały po kilkanaście tysięcy uczestników. Ale wciąż na trasie jego wędrówek nie ma Padwy – tam dotarł dopiero na przełomie 1227 i 1228 roku, kiedy wizytował wszystkie podległe mu klasztory, nauczając i głosząc kazania, zahaczając też o Rzym, gdzie uczestniczył we Mszy kanonizacyjnej św. Franciszka (zmarłego w 1226 roku). I tak naprawdę zakonnik z Lizbony spędził w Padwie i okolicach ostatnie kilkanaście miesięcy życia. Przyczyną znów było kiepskie zdrowie: przyszły święty modlił się i kontemplował w „celi” na drzewie orzechowym przy klasztorze w podpadewskiej miejscowości Camposampiero. 13 czerwca zasłabł, poprosił o przewiezienie do Padwy. Zanim tam dotarł, zatrzymał się w klasztorze klarysek, gdzie zmarł, prawdopodobnie na puchlinę wodną. Pochowany został w tamtejszym kościele Santa Maria Mater Domini, obecnie bazylice św. Antoniego, gdzie przechowywane są najważniejsze relikwie. Proces kanonizacyjny franciszkanina z Lizbony był najkrótszym w historii Kościoła – stało się to decyzją papieża Grzegorza IX już 352 dni po śmierci Antoniego, 30 maja 1232 roku.
Lizbona odbija swojego świętego
W nocy z 12 na 13 czerwca stolica Portugalii nie śpi. Całe miasto fetuje SWOJEGO świętego. Festas do Santo António de Lisboa przybiera postać muzyczno-kulinarno-weselnego wydarzenia, w którym uczestniczą wszyscy mieszkańcy i oczywiście przyjezdni. Dokoła rozbrzmiewa muzyka pimba, czyli odpowiednik portugalskiego disco polo. Z balkonów zwieszają się girlandy; tu i ówdzie stawiane są trony ku czci świętego solenizanta, z największym natężeniem w historycznej dzielnicy Alfama. Owe trony to zwyczaj pochodzący z czasu trzęsienia ziemi, które nawiedziło Lizbonę w 1755 roku, kiedy to legł w gruzach również kościół św. Antoniego.
„Bezdomnemu” świętemu dzieciarnia zaczęła budować siedziska przypominające formą zawaloną świątynię, przy okazji zbierając datki na jej odbudowę.
Po całym mieście roznosi się zapach grillowanych sardynek, które świeżo wyławiane w czerwcu są najsmaczniejsze. Trzeba zjeść choć jedną, bo jak nie, to zły omen. Małe rybki popija się sangrią, co może wydać się ryzykownym połączeniem. Zamiast kwiatów ukochanej osobie kupuje się doniczki z bazylią, w których to ziółkach ukryte są miłosne wierszyki. Jednym z najważniejszych wydarzeń fety są marchas populares, czyli występy taneczne reprezentantów poszczególnych dzielnic, organizowane na głównej alei miasta – coś jak karnawał w Rio de Janeiro. Nie mniej ważna jest Procesja Wszystkich Świętych zakończona Mszą. Ale clou to zbiorowy ślub celebrowany 12 czerwca w katedrze lizbońskiej. Co roku tego zaszczytu dostępuje 15 wyselekcjonowanych par, wylosowanych spośród setek chętnych, którym miasto i sponsorzy finansują oprawę, stroje, makijaże, a także naukę tańca. Nie bez powodu – przygotowania i ich zaślubiny transmitowane są przez telewizję. Święty Antoni będzie im patronował, to mają jak w banku. A zabawa nie kończy się bynajmniej po dniu czy nocy, kontynuowana jest do końca miesiąca.




