Prof. Zdzisław Krasnodębski: Żeromski ostrzegał przed tym sto lat temu - dziś to pytanie wraca ze zdwojoną siłą

Choć od powstania „Przedwiośnia” minęło sto lat, przesłanie Żeromskiego znów brzmi niepokojąco aktualnie — jego wizja ideologicznych złudzeń, społecznych napięć i odrzucania narodowych wartości odbija się dziś echem w polskiej debacie publicznej, jakby historia na nowo upominała się o swoje lekcje.
Zdzisław Krasnodębski
Zdzisław Krasnodębski / Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska

Co musisz wiedzieć:

  • Autor wskazuje, że „Przedwiośnie” pozostaje aktualną przestrogą przed ideologicznymi złudzeniami prowadzącymi do odrzucenia fundamentów państwa i tradycji.
  • Przypomina też, że komunizm w powieści Żeromskiego ukazany jest jako siła destrukcyjna, a fascynacja Cezarego Baryki wynika z emocji, zagubienia i osobistych porażek.

 

Wiatr ze Wschodu. I z Zachodu

Co jakiś czas, na nowym etapie życia, powinniśmy wracać do lektur podstawowych, do utworów stanowiących nasz narodowy kanon. Ile by już o nich nie napisano, zawsze można wyczytać z nich coś nowego. Nie tylko dlatego, że zmienia się świat, ale także dlatego, że i my się zmieniliśmy. Pojawiają się nowe spostrzeżenia, że droga, którą poszła Justyna Orzelska, nie miała może wszystkich tych walorów, do których przekonywała nas Orzeszkowa i że okiełznany, doprowadzony do rozumu przez Oleńkę Kmicic traci tak wiele ze swego czaru, iż Sienkiewicz rozstaje się z nim bez żalu już na początku „Pana Wołodyjowskiego”. Wokulski wydaje się jeszcze bardzie żałosny, a argumenty, które padają w rozmowach księcia Gintułta z Piotrem Olbromskim, generałem Dąbrowskim i z Sułkowskim o wiele bardziej godne uwagi niż opisywane przez Żeromskiego z młodopolską drobiazgowością miłosne uniesienia Rafała Olbromskiego.

 

Powrót do Żeromskiego

Do książek, do których trzeba wracać, należy niewątpliwie „Przedwiośnie”, tym bardziej że mijający rok był „rokiem Żeromskiego”, a lewica patriotyczna podobno na nowo go odkrywa jako swego patrona. Jakiś czas temu znakomity esej o „Przedwiośniu” napisał profesor Włodzimierz Bolecki, laureat tegorocznej nagrody „Cogito” przyznawanej przez Akademicki Klub im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu. Esej ten został przedrukowany w dwutomowym zbiorze szkiców i esejów prof. Boleckiego „Sadźmy róże” wydanym przez śp. Instytut Literatury.

Autor przypomina w nim oburzenie, które ta powieść wywołała. Żeromskiego uznano za komunistę. Tymczasem, jak pisze profesor Bolecki, „problem „Przedwiośnia” jest sformułowany prosto i jednoznacznie:

„skąd w państwie, które dopiero co odzyskało niepodległość, biorą się młodzi ludzie, którzy ulegają antyniepodległościowej propagandzie komunistycznej? Jakie doświadczenia, jakie argumenty, jakie idee pchają ich w ręce partii, której celem jest unicestwienie Polski… Jaki będzie los kraju, w którym do władzy dążą ludzie żądający przekreślenia podstawowych wartości, za które ofiarę życia składały poprzednie pokolenia: wolności, niepodległości, ojczyzny, patriotyzmu?”.

W szkolnej interpretacji oferowanej w czasach PRL motywy Cezarego Baryki były oczywiste. Jego marsz na Belweder to efekt niespełnionej wizji szklanych domów, którą dopiero zaczęto realizować w Polsce Ludowej. Nie usunięto jednak z listy lektur tej tak bardzo w swej wymowie antykomunistycznej książki, jedynie dyskretnie pomijano przy jej omawianiu pewne wątki – nie tylko wydarzenia w powozie i potem w salonie Laury Kościenieckiej, ale i opisy odrażających zbrodni w Baku. To komunizm pozbawia Cezarego Barykę domu, majątku i rodziców. Mimo to rewolucja go fascynuje i formuje. Matka z przerażeniem patrzyła na syna, który ulega zdziczeniu:

„W tłumie, w podnieconym, wzburzonym, rozjuszonym natłoku ludzi, pędził nieraz do więzień, gdy wywłóczono z lochów różnych białogwardzistów, reakcyjnych generałów, wsławionych okrucieństwami, i gdy ich mordowano. Patrzał, jak się w tej robocie odznaczali marynarze oraz rozmaite osoby urzędowe. Czekał nieraz długo na samowolne egzekucje i przypatrywał się nieopisanym szaleństwom ludzkim, gdy zabijano powolnie, wśród błagań skazańców o rychlejszą śmierć. Gdy wracał z tych widowisk i opowiadał matce szczegółowo, co tam było i jak się odbywało, gdy miał oczy rozszerzone, nozdrza rozedrgane, gdy był zziajany, wzruszony, uśmiechnięty diabelskim półuśmiechem, ona cofała się przed nim, wlepiała weń przerażone oczy i mamrotała swe modlitwy”.

Ojciec, kiedyś prawie już zrusyfikowany, ale nawrócony na polskość w legionach, stara się go uratować, wbrew jego woli i przekonaniom. I do tego właśnie jest mu potrzebna bajka o szklanych domach. Stary Baryka wie, czym jest komunizm:

„Znał nie tylko zewnętrzne agitacyjne mityngi i półzewnętrzne urzędy, na starych oparte śmieciach, lecz i tajne kancelarie nowych despotów, szpiegowskie zakamarki i obmierzłe więzienia, gdzie wskutek podejrzeń i na zasadzie szpiegowskich doniesień siadywał ramię w ramię z tymi, których po to wyprowadzano na światło, ażeby ich zgładzić. Znał piwnice zalane i zachlastane krwią i cuchnące od trupów. Powiadał, iż ten to trupi zaduch przeszkadza, żeby moskiewskie powietrze można było wciągnąć wolnymi i szczęśliwymi płucami. W tym zaduchu po masowych i sekretnych morderstwach, pośród krwawych orgii nie można się modlić wielkim tłumem: «Ojcze nasz, któryś jest w niebie…». W Moskwie – mówił – cuchnie zbrodnią. Tam wszystko poczęte jest ze zbrodni, a skończy się na wielkich i świetnych karierach nowych panów Rosji, którzy zamieszkają w pałacach carskich i jusupowskich, odzieją się w miękkie szaty i stworzą nową, czynowniczą i komisarską arystokrację, nową nawet plutokrację, lubującą się w zbytku i zepsuciu starej. Plebs będzie mieszkał po norach i smrodliwych izbach. Tam nie zaczęło się od budowania, od przetwarzania rzeczy lichych na lepsze, lecz od niszczenia, nie z miłości, lecz z pychy i zemsty. Nadaremnie znakomici komisarze będą odwaniać zapach morderstwa perfumami postępu”.

Seweryn Baryka – a więc i Żeromski – nie potrzebował teorii Milovana Dżilasa, by wiedzieć, że rewolucja wytworzy nową klasę panów, że komunizm jest siłą destrukcyjną.

 

Śmierć za srebrną cukiernicę

Jednak jego syn kierował się ideą samorealizacji, którą rzekomo miała mu umożliwić rewolucja:

„Nieraz w głębi siebie Cezary żałował, iż go ten tajemniczy człowiek, gnany niewygasłą miłością swoją, odszukał w Baku, dosięgnął, chwycił w swe sieci uczuć i zabrał stamtąd. Byłby tam został Barynczyszką, samym sobą. Rozkazywałby samemu sobie i szedł obraną drogą. Byłby skończył roboty grabarskie, rzucił łopatę i stanął między ludźmi tworzącymi. Teraz szedł na postronku swojej dla ojca miłości w stronę Polski, której ani znał, ani pragnął. Ojciec narzucił mu ideał obcy duszy i niezrozumiały, niepożądany i trudny, ckliwy i bezbarwny”.

Moskwa cuchnęła zbrodnią, a mimo to ostatnią część „Przedwiośnia” zatytułował Żeromski „Wiatr ze Wschodu”, tak jakby nie niósł on ze sobą tej odrażającej woni. Jak to jest możliwe, że Cezary Baryka w końcu pomaszeruje z komunistami na Belweder obok demagoga Lulka, ówczesnego „aktywiszcza” tak mistrzowsko i złośliwie opisanego przez Żeromskiego. Ile polskich biografii z czasów PRL budzi to samo zdziwienie – jak ktoś, kto poznał okrucieństwo i zbrodnie sowieckie, mógł wstąpić z przekonania do PPR, a potem PZPR, jak mógł budować komunizm.

W Nawłoci, gdzie Cezary Baryka odczuwa po raz pierwszy od śmierci radość, gdzie ma poczucie, że dotarł do idyllicznej przystani, że

„wszystko tu było na swoim miejscu, dobrze postawione i rozumnie strzeżone, wszystko pociągało i wabiło, niczym rozgrzany piec w zimie, a cień wielkiego i rozłożystego drzewa w skwar letni”

, ostrzega gospodarzy, że już wkrótce może dojść do krwawej rozprawy:

„ Strzeż się, bracie! Pilnuj się! Za tę jedną srebrną papierośnicę, za posiadanie srebrnych łyżek, ci sami, wierz mi, ci sami, Maciejunio i Wojciunio, Szymek i Walek, a nawet ten Józio – Józio! – wywleką cię do ogrodu i głowę ci rozwalą siekierą. Wierz mi! Ja wiem! Grube i dzikie sołdaty ustawią cię pod murem… Nie drgnie im ręka, gdy cię wezmą na cel! Za jednę tę oto srebrną cukiernicę!”.

Dalej jednak idylla dworku zostaje opisana przez Żeromskiego jako miejsce próżnowania, życia bez celów, nudy. W Nawołoci nie ma już Benedykta Korczyńskiego. Ten świat nie jest trwały, bo jest zbudowany na krzywdzie, bo nie jest miejscem pracy, nie jest „realnym życiem”

 

Którędy wkradł się komunizm?

Mimo tęsknoty za „realnym życiem” Baryka, który przecież brał udział w wojnie z bolszewikami, opiera się jeszcze komunizmowi. Na pierwszym spotkaniu, na które ściągnął go Lulek, odważnie występuje przeciw prelegentom. Wskazuje na sprzeczność w ich rozumowaniu:

„Jeżeli tutejsza klasa robotnicza przeżarta jest nędzą i chorobami, jeśli ta klasa jest w stanie zwyrodnienia czy na drodze do zwyrodnienia, jeżeli ta klasa jest pozbawiona kultury, to jakimże sposobem i prawem ta właśnie klasa może rwać się do roli odrodzicielki tutejszego społeczeństwa?”.

Neguje opresyjny, „klasowy” charakter odrodzonego państwa –

„częstokroć Polska, rząd polski, nie tylko nie gnębi robotników jako takich, ale w zatargach robotników z burżuazją o zarobki i prawa staje po ich stronie, po stronie robotników. Twierdzenie, że w Polsce rządzi burżuazja, nie jest prawdą”. Co więcej, wysuwa oburzającą, nacjonalistyczną hipotezę, że „może czynnikiem takiego właśnie procesu odrodzenia wszystkich ludzi w tym społeczeństwie, na terenie, który zajmuje to młode państwo, będzie właśnie odrodzona i odradzająca się Polska”.

Co więc go przekonało do komunizmu? Tego już Żeromski nie wyjaśnia. Trzeba się domyślać. Czy główną rolę odegrał zawód miłosny? Czy zadecydował charakter? Baryka jest przecież niezbyt mądry, targany emocjami, a przeżycia w Baku uczyniły go niezdolnym do współczucia. Polskość pozostaje mu obca, niezrozumiała. Na grobie Karoliny mówi do księdza Anastazego:

„Ja księdza o rady ani o wskazówki szlachecko-katolickie nie prosiłem”.

Bakcyl komunizmu sprawia, że nawet śmierć rodziców wydaje mu się słuszną karą.

„Gdzie są książki ojca, gdzie dom, gdzie ojciec, gdzie matka? Zabici są jak psy, za jakąś pierworodną winę – rzuceni są do rowów jak psy! Praca ich życia na nic się nie zdała. Nie wiedzieli, że zarabiają na karzącą śmierć. Życie ich całe było jakowąś śmieszną pomyłką, krwawym nieporozumieniem”.

Byli skazani przez historię, stali po stronie zła, nie wiedząc o tym. A zło trzeba zwalczać przemocą.

„Złe na świecie trzeba zabijać. Zabijamy padalce, żmije, wilki, wszy”

– mówi ojcu Cezary. Ten zaś odpowiada:

„Najprzód nie bardzo dobrze wiemy, co jest złe, a co na pewno dobre. Potem – jedyne, co z zabijania wynika, to zbrodnia zabójstwa. Zabijanie jest zgoła niepotrzebne. Szkoda na to czasu i zdrowia duszy ludzkiej. Wystarcza najzupełniej budowanie życia nowego”.

Stary Baryka wie, że fanatyzm, przekonanie, że jest się w posiadaniu bezwzględnej prawdy moralnej, która zezwala na bezwzględna rozprawę z przeciwnikiem, do niczego dobrego nie prowadzi.

 

100 lat po Żeromskim

W dzisiejszej Polsce, sto lat po śmierci Żeromskiego, nie ma na szczęście chęci i przyzwolenia, by zabijać wrogów postępu, choć wiatr ze Wschodu znowu niesie ze sobą odór zbrodni. Zapał rewolucyjny znajduje ujście jedynie w rewolcie obyczajowej, którą przynosi wiatr z Zachodu. Lulek zapisał się do KOD-u i walczył o praworządność. Bogaci podobno już nie wyzyskują biednych. Kapitaliści to postępowi inwestorzy i pracodawcy. Jednak to pytanie, które zdaniem profesora Boleckiego jest kluczowe dla „Przedwiośnia”, pozostaje aktualne: Jaki będzie los kraju, w którym władze zdobyli ludzie przekreślający podstawowe wartości, za które ofiarę życia składały poprzednie pokolenia: wolność, niepodległość, patriotyzm?

[Tytuł, śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Draghi wezwał do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy z ostatniej chwili
Draghi wezwał do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy

Jak informuje włoski portal EUNews, autor raportu o konkurencyjności Mario Draghi wezwał do utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy.

Robert Bąkiewicz: Skandaliczne działania Policji ws. ataku koktajlami Mołotowa na działaczy ROG wideo
Robert Bąkiewicz: Skandaliczne działania Policji ws. ataku koktajlami Mołotowa na działaczy ROG

Jak poinformował Robert Bąkiewicz (Ruch Obrony Granic) na antenie Telewizji Republika, Policja wstępnie kwalifikuje nocny atak koktajlami Mołotowa na dom Beaty i Roberta Fijałkowskich jako... "zniszczenie mienia", a nie próbę zabójstwa.

Wojna z ICE. Donald Trump obiecał powstrzymanie nielegalnej imigracji i to robi tylko u nas
Wojna z ICE. Donald Trump obiecał powstrzymanie nielegalnej imigracji i to robi

Donald Trump wygrał wybory prezydenckie obiecując powstrzymanie nielegalnej imigracji oraz deportowanie nielegalnych imigrantów. W pierwszej kolejności tych, którzy popełnili przestępstwa.

Wnuk Więźnia: Auschwitz nie wolno zamykać przed Rodzinami Ofiar tylko u nas
Wnuk Więźnia: Auschwitz nie wolno zamykać przed Rodzinami Ofiar

Niedawno minęło 81 lat od otwarcia bram piekła Auschwitz. 31 lat temu stałem tu razem z moim dziadkiem, Śp. Józefem Konradem Cezakiem.

Wielka umowa handlowa USA - Indie z ostatniej chwili
Wielka umowa handlowa USA - Indie

Prezydent USA Donald Trump poinformował w poniedziałek o zawarciu porozumienia handlowego z Indiami, które obniży cła na towary z Indii z 25 do 18 proc. Trump powiedział też, że premier kraju Narendra Modi zobowiązał się wstrzymać zakupy rosyjskiej ropy naftowej.

Prezydent ułaskawił trzy osoby z ostatniej chwili
Prezydent ułaskawił trzy osoby

Postanowieniami z dnia 2 lutego 2026 r. Prezydent RP Karol Nawrocki zastosował prawo łaski w stosunku do trzech osób – poinformował na platformie X rzecznik prasowy prezydenta Karola Nawrockiego dr Rafał Leśkiewicz.

Dron wylądował w jednostce wojskowej obok magazynu z uzbrojeniem z ostatniej chwili
Dron wylądował w jednostce wojskowej obok magazynu z uzbrojeniem

Jak poinformowało Radio Zet, w ubiegłą środę w jednostce wojskowej w Przasnyszu wylądował dron nieznanego pochodzenia. Upadł obok składu uzbrojenia. Żandarmeria Wojskowa prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

Współpraca niemiecko-włoska. Z dużej chmury mały deszcz tylko u nas
Współpraca niemiecko-włoska. Z dużej chmury mały deszcz

Premier Giorgia Meloni i kanclerz Friedrich Merz stanęli 23 stycznia w obliczu kamer i podkreślili współpracę obu narodów, świętując 75. rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych oraz przeprowadzając konsultacje międzyrządowe.

Neokomuniści nie kryją się już z planem „wielkiej podmiany” narodów w Europie tylko u nas
Neokomuniści nie kryją się już z planem „wielkiej podmiany” narodów w Europie

O planach „wielkiej podmiany” narodów w Europie słyszałam już wiele lat temu. Mówiło się o tym w Parlamencie Europejskim, ale i w kręgach służb specjalnych. Jeden z agentów brytyjskiego wywiadu miał stwierdzić podczas suto zakrapianej imprezy, że należy sprowadzać migrantów, ponieważ „there will be more shit to govern” (będzie więcej gówna do rządzenia nim).

Nieoficjalnie: Rozmowy USA–Iran coraz bliżej. Witkoff spotka się z szefem irańskiego MSZ z ostatniej chwili
Nieoficjalnie: Rozmowy USA–Iran coraz bliżej. Witkoff spotka się z szefem irańskiego MSZ

Specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa Steve Witkoff ma w piątek spotkać się w Stambule z szefem MSZ Iranu Abbasem Aragczim na rozmowy o potencjalnym porozumieniu nuklearnym - donosi w poniedziałek portal Axios. Byłoby to pierwsze spotkanie przedstawicieli dwóch krajów od ataku USA na Iran w 2025 roku.

REKLAMA

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Żeromski ostrzegał przed tym sto lat temu - dziś to pytanie wraca ze zdwojoną siłą

Choć od powstania „Przedwiośnia” minęło sto lat, przesłanie Żeromskiego znów brzmi niepokojąco aktualnie — jego wizja ideologicznych złudzeń, społecznych napięć i odrzucania narodowych wartości odbija się dziś echem w polskiej debacie publicznej, jakby historia na nowo upominała się o swoje lekcje.
Zdzisław Krasnodębski
Zdzisław Krasnodębski / Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska

Co musisz wiedzieć:

  • Autor wskazuje, że „Przedwiośnie” pozostaje aktualną przestrogą przed ideologicznymi złudzeniami prowadzącymi do odrzucenia fundamentów państwa i tradycji.
  • Przypomina też, że komunizm w powieści Żeromskiego ukazany jest jako siła destrukcyjna, a fascynacja Cezarego Baryki wynika z emocji, zagubienia i osobistych porażek.

 

Wiatr ze Wschodu. I z Zachodu

Co jakiś czas, na nowym etapie życia, powinniśmy wracać do lektur podstawowych, do utworów stanowiących nasz narodowy kanon. Ile by już o nich nie napisano, zawsze można wyczytać z nich coś nowego. Nie tylko dlatego, że zmienia się świat, ale także dlatego, że i my się zmieniliśmy. Pojawiają się nowe spostrzeżenia, że droga, którą poszła Justyna Orzelska, nie miała może wszystkich tych walorów, do których przekonywała nas Orzeszkowa i że okiełznany, doprowadzony do rozumu przez Oleńkę Kmicic traci tak wiele ze swego czaru, iż Sienkiewicz rozstaje się z nim bez żalu już na początku „Pana Wołodyjowskiego”. Wokulski wydaje się jeszcze bardzie żałosny, a argumenty, które padają w rozmowach księcia Gintułta z Piotrem Olbromskim, generałem Dąbrowskim i z Sułkowskim o wiele bardziej godne uwagi niż opisywane przez Żeromskiego z młodopolską drobiazgowością miłosne uniesienia Rafała Olbromskiego.

 

Powrót do Żeromskiego

Do książek, do których trzeba wracać, należy niewątpliwie „Przedwiośnie”, tym bardziej że mijający rok był „rokiem Żeromskiego”, a lewica patriotyczna podobno na nowo go odkrywa jako swego patrona. Jakiś czas temu znakomity esej o „Przedwiośniu” napisał profesor Włodzimierz Bolecki, laureat tegorocznej nagrody „Cogito” przyznawanej przez Akademicki Klub im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu. Esej ten został przedrukowany w dwutomowym zbiorze szkiców i esejów prof. Boleckiego „Sadźmy róże” wydanym przez śp. Instytut Literatury.

Autor przypomina w nim oburzenie, które ta powieść wywołała. Żeromskiego uznano za komunistę. Tymczasem, jak pisze profesor Bolecki, „problem „Przedwiośnia” jest sformułowany prosto i jednoznacznie:

„skąd w państwie, które dopiero co odzyskało niepodległość, biorą się młodzi ludzie, którzy ulegają antyniepodległościowej propagandzie komunistycznej? Jakie doświadczenia, jakie argumenty, jakie idee pchają ich w ręce partii, której celem jest unicestwienie Polski… Jaki będzie los kraju, w którym do władzy dążą ludzie żądający przekreślenia podstawowych wartości, za które ofiarę życia składały poprzednie pokolenia: wolności, niepodległości, ojczyzny, patriotyzmu?”.

W szkolnej interpretacji oferowanej w czasach PRL motywy Cezarego Baryki były oczywiste. Jego marsz na Belweder to efekt niespełnionej wizji szklanych domów, którą dopiero zaczęto realizować w Polsce Ludowej. Nie usunięto jednak z listy lektur tej tak bardzo w swej wymowie antykomunistycznej książki, jedynie dyskretnie pomijano przy jej omawianiu pewne wątki – nie tylko wydarzenia w powozie i potem w salonie Laury Kościenieckiej, ale i opisy odrażających zbrodni w Baku. To komunizm pozbawia Cezarego Barykę domu, majątku i rodziców. Mimo to rewolucja go fascynuje i formuje. Matka z przerażeniem patrzyła na syna, który ulega zdziczeniu:

„W tłumie, w podnieconym, wzburzonym, rozjuszonym natłoku ludzi, pędził nieraz do więzień, gdy wywłóczono z lochów różnych białogwardzistów, reakcyjnych generałów, wsławionych okrucieństwami, i gdy ich mordowano. Patrzał, jak się w tej robocie odznaczali marynarze oraz rozmaite osoby urzędowe. Czekał nieraz długo na samowolne egzekucje i przypatrywał się nieopisanym szaleństwom ludzkim, gdy zabijano powolnie, wśród błagań skazańców o rychlejszą śmierć. Gdy wracał z tych widowisk i opowiadał matce szczegółowo, co tam było i jak się odbywało, gdy miał oczy rozszerzone, nozdrza rozedrgane, gdy był zziajany, wzruszony, uśmiechnięty diabelskim półuśmiechem, ona cofała się przed nim, wlepiała weń przerażone oczy i mamrotała swe modlitwy”.

Ojciec, kiedyś prawie już zrusyfikowany, ale nawrócony na polskość w legionach, stara się go uratować, wbrew jego woli i przekonaniom. I do tego właśnie jest mu potrzebna bajka o szklanych domach. Stary Baryka wie, czym jest komunizm:

„Znał nie tylko zewnętrzne agitacyjne mityngi i półzewnętrzne urzędy, na starych oparte śmieciach, lecz i tajne kancelarie nowych despotów, szpiegowskie zakamarki i obmierzłe więzienia, gdzie wskutek podejrzeń i na zasadzie szpiegowskich doniesień siadywał ramię w ramię z tymi, których po to wyprowadzano na światło, ażeby ich zgładzić. Znał piwnice zalane i zachlastane krwią i cuchnące od trupów. Powiadał, iż ten to trupi zaduch przeszkadza, żeby moskiewskie powietrze można było wciągnąć wolnymi i szczęśliwymi płucami. W tym zaduchu po masowych i sekretnych morderstwach, pośród krwawych orgii nie można się modlić wielkim tłumem: «Ojcze nasz, któryś jest w niebie…». W Moskwie – mówił – cuchnie zbrodnią. Tam wszystko poczęte jest ze zbrodni, a skończy się na wielkich i świetnych karierach nowych panów Rosji, którzy zamieszkają w pałacach carskich i jusupowskich, odzieją się w miękkie szaty i stworzą nową, czynowniczą i komisarską arystokrację, nową nawet plutokrację, lubującą się w zbytku i zepsuciu starej. Plebs będzie mieszkał po norach i smrodliwych izbach. Tam nie zaczęło się od budowania, od przetwarzania rzeczy lichych na lepsze, lecz od niszczenia, nie z miłości, lecz z pychy i zemsty. Nadaremnie znakomici komisarze będą odwaniać zapach morderstwa perfumami postępu”.

Seweryn Baryka – a więc i Żeromski – nie potrzebował teorii Milovana Dżilasa, by wiedzieć, że rewolucja wytworzy nową klasę panów, że komunizm jest siłą destrukcyjną.

 

Śmierć za srebrną cukiernicę

Jednak jego syn kierował się ideą samorealizacji, którą rzekomo miała mu umożliwić rewolucja:

„Nieraz w głębi siebie Cezary żałował, iż go ten tajemniczy człowiek, gnany niewygasłą miłością swoją, odszukał w Baku, dosięgnął, chwycił w swe sieci uczuć i zabrał stamtąd. Byłby tam został Barynczyszką, samym sobą. Rozkazywałby samemu sobie i szedł obraną drogą. Byłby skończył roboty grabarskie, rzucił łopatę i stanął między ludźmi tworzącymi. Teraz szedł na postronku swojej dla ojca miłości w stronę Polski, której ani znał, ani pragnął. Ojciec narzucił mu ideał obcy duszy i niezrozumiały, niepożądany i trudny, ckliwy i bezbarwny”.

Moskwa cuchnęła zbrodnią, a mimo to ostatnią część „Przedwiośnia” zatytułował Żeromski „Wiatr ze Wschodu”, tak jakby nie niósł on ze sobą tej odrażającej woni. Jak to jest możliwe, że Cezary Baryka w końcu pomaszeruje z komunistami na Belweder obok demagoga Lulka, ówczesnego „aktywiszcza” tak mistrzowsko i złośliwie opisanego przez Żeromskiego. Ile polskich biografii z czasów PRL budzi to samo zdziwienie – jak ktoś, kto poznał okrucieństwo i zbrodnie sowieckie, mógł wstąpić z przekonania do PPR, a potem PZPR, jak mógł budować komunizm.

W Nawłoci, gdzie Cezary Baryka odczuwa po raz pierwszy od śmierci radość, gdzie ma poczucie, że dotarł do idyllicznej przystani, że

„wszystko tu było na swoim miejscu, dobrze postawione i rozumnie strzeżone, wszystko pociągało i wabiło, niczym rozgrzany piec w zimie, a cień wielkiego i rozłożystego drzewa w skwar letni”

, ostrzega gospodarzy, że już wkrótce może dojść do krwawej rozprawy:

„ Strzeż się, bracie! Pilnuj się! Za tę jedną srebrną papierośnicę, za posiadanie srebrnych łyżek, ci sami, wierz mi, ci sami, Maciejunio i Wojciunio, Szymek i Walek, a nawet ten Józio – Józio! – wywleką cię do ogrodu i głowę ci rozwalą siekierą. Wierz mi! Ja wiem! Grube i dzikie sołdaty ustawią cię pod murem… Nie drgnie im ręka, gdy cię wezmą na cel! Za jednę tę oto srebrną cukiernicę!”.

Dalej jednak idylla dworku zostaje opisana przez Żeromskiego jako miejsce próżnowania, życia bez celów, nudy. W Nawołoci nie ma już Benedykta Korczyńskiego. Ten świat nie jest trwały, bo jest zbudowany na krzywdzie, bo nie jest miejscem pracy, nie jest „realnym życiem”

 

Którędy wkradł się komunizm?

Mimo tęsknoty za „realnym życiem” Baryka, który przecież brał udział w wojnie z bolszewikami, opiera się jeszcze komunizmowi. Na pierwszym spotkaniu, na które ściągnął go Lulek, odważnie występuje przeciw prelegentom. Wskazuje na sprzeczność w ich rozumowaniu:

„Jeżeli tutejsza klasa robotnicza przeżarta jest nędzą i chorobami, jeśli ta klasa jest w stanie zwyrodnienia czy na drodze do zwyrodnienia, jeżeli ta klasa jest pozbawiona kultury, to jakimże sposobem i prawem ta właśnie klasa może rwać się do roli odrodzicielki tutejszego społeczeństwa?”.

Neguje opresyjny, „klasowy” charakter odrodzonego państwa –

„częstokroć Polska, rząd polski, nie tylko nie gnębi robotników jako takich, ale w zatargach robotników z burżuazją o zarobki i prawa staje po ich stronie, po stronie robotników. Twierdzenie, że w Polsce rządzi burżuazja, nie jest prawdą”. Co więcej, wysuwa oburzającą, nacjonalistyczną hipotezę, że „może czynnikiem takiego właśnie procesu odrodzenia wszystkich ludzi w tym społeczeństwie, na terenie, który zajmuje to młode państwo, będzie właśnie odrodzona i odradzająca się Polska”.

Co więc go przekonało do komunizmu? Tego już Żeromski nie wyjaśnia. Trzeba się domyślać. Czy główną rolę odegrał zawód miłosny? Czy zadecydował charakter? Baryka jest przecież niezbyt mądry, targany emocjami, a przeżycia w Baku uczyniły go niezdolnym do współczucia. Polskość pozostaje mu obca, niezrozumiała. Na grobie Karoliny mówi do księdza Anastazego:

„Ja księdza o rady ani o wskazówki szlachecko-katolickie nie prosiłem”.

Bakcyl komunizmu sprawia, że nawet śmierć rodziców wydaje mu się słuszną karą.

„Gdzie są książki ojca, gdzie dom, gdzie ojciec, gdzie matka? Zabici są jak psy, za jakąś pierworodną winę – rzuceni są do rowów jak psy! Praca ich życia na nic się nie zdała. Nie wiedzieli, że zarabiają na karzącą śmierć. Życie ich całe było jakowąś śmieszną pomyłką, krwawym nieporozumieniem”.

Byli skazani przez historię, stali po stronie zła, nie wiedząc o tym. A zło trzeba zwalczać przemocą.

„Złe na świecie trzeba zabijać. Zabijamy padalce, żmije, wilki, wszy”

– mówi ojcu Cezary. Ten zaś odpowiada:

„Najprzód nie bardzo dobrze wiemy, co jest złe, a co na pewno dobre. Potem – jedyne, co z zabijania wynika, to zbrodnia zabójstwa. Zabijanie jest zgoła niepotrzebne. Szkoda na to czasu i zdrowia duszy ludzkiej. Wystarcza najzupełniej budowanie życia nowego”.

Stary Baryka wie, że fanatyzm, przekonanie, że jest się w posiadaniu bezwzględnej prawdy moralnej, która zezwala na bezwzględna rozprawę z przeciwnikiem, do niczego dobrego nie prowadzi.

 

100 lat po Żeromskim

W dzisiejszej Polsce, sto lat po śmierci Żeromskiego, nie ma na szczęście chęci i przyzwolenia, by zabijać wrogów postępu, choć wiatr ze Wschodu znowu niesie ze sobą odór zbrodni. Zapał rewolucyjny znajduje ujście jedynie w rewolcie obyczajowej, którą przynosi wiatr z Zachodu. Lulek zapisał się do KOD-u i walczył o praworządność. Bogaci podobno już nie wyzyskują biednych. Kapitaliści to postępowi inwestorzy i pracodawcy. Jednak to pytanie, które zdaniem profesora Boleckiego jest kluczowe dla „Przedwiośnia”, pozostaje aktualne: Jaki będzie los kraju, w którym władze zdobyli ludzie przekreślający podstawowe wartości, za które ofiarę życia składały poprzednie pokolenia: wolność, niepodległość, patriotyzm?

[Tytuł, śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane