Mniej etatów, więcej obowiązków - jak wygląda dziś praca w handlu detalicznym

– Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają. […] Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały – mówi na temat warunków pracy w handlu Paweł Skowron, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska, w rozmowie z Barbarą Michałowską.
Galeria handlowa
Galeria handlowa / Proj. A. Ch.

Co musisz wiedzieć:

  • W handlu detalicznym trwale zmniejsza się liczba etatów, a braków kadrowych się nie uzupełnia, co prowadzi do wielozadaniowości, przeciążenia i chronicznego stresu pracowników.
  • Wskazuje się też, że presja niskich marż i wojen cenowych skutkuje realnym spadkiem jakości pracy: nierealnymi normami, częstymi zwolnieniami lekarskimi i płacami niewiele wyższymi od minimalnej mimo marketingowych obietnic.
  • Kasy samoobsługowe oraz wydłużone godziny otwarcia sklepów nie odciążyły załóg, lecz stały się narzędziem dalszych oszczędności kosztem pracowników, co pogłębia kryzys kadrowy w branży.

 

Pracowników jest mniej, ale pracy nie ubywa

Barbara Michałowska (Tygodnik Solidarność): W momencie przeprowadzania rozmowy jesteśmy po pierwszej niedzieli handlowej poprzedzającej wolną Wigilię. Zgodnie z przepisami pracownicy mogą pracować tylko w dwie z trzech przedświątecznych niedziel. Czy pracodawcy respektują te założenia?

Paweł Skowron (przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska): Minęła dopiero pierwsza z trzech niedziel handlowych. Pełną ocenę będziemy mogli przedstawić dopiero po ostatniej, czyli w praktyce po Bożym Narodzeniu. Niemniej organizacyjnie u nas wszystko zostało rozpisane zgodnie z ustawą. Pracodawca wyznaczył dwie niedziele, w które pracownicy mają przyjść do pracy. Można więc powiedzieć, że przepisy są przez firmę przestrzegane.

Obsady sklepów są jednak w te dni małe. Mimo że pracują tylko w dwie niedziele, cały grudzień jest dla nich bardzo obciążający. Sklepy działają praktycznie na minimalnych obsadach. Pracownicy, którzy pracują w niedzielę, często tak naprawdę „odbijają sobie” ten czas dopiero w kolejnych tygodniach, bo dni wolne są przesuwane w głąb okresu rozliczeniowego. Do tego dochodzi bardzo intensywna praca w tygodniu – duży ruch, zwiększone dostawy, liczne promocje. To wszystko sprawia, że okres świąteczny w handlu jest jednym z najbardziej wyczerpujących w całym roku.

 

Maraton, czyli skutki "optymalizacji"

– Czy małe obsady to problem tylko okresu przedświątecznego?

– To problem permanentny. Obsady są po prostu niewystarczające. Z rozmów z przewodniczącymi organizacji z innych sieci handlowych wiem, że dzieje się tak w całej branży handlowej. Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają.

W efekcie w dużych sklepach wielkopowierzchniowych pracownicy pracują w wielozadaniowości. Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały. W mniejszych sklepach, jak dyskonty, ten model pracy już dawno jest standardem – tam każdy robi wszystko. Przeniesienie tej samej filozofii na sklepy cztero- czy pięciokrotnie większe to jeszcze większe obciążenie. Trzeba też pamiętać, że w hipermarkecie oznacza to nie tylko różnorodność obowiązków, ale też fizyczne przemieszczanie się na dużych dystansach, obsługę większej masy towaru, reagowanie na dużo większy ruch klientów. To jest codzienny maraton, który wyczerpuje ludzi.

W mniejszych sklepach z kolei praca jest szybsza, bardziej intensywna, bo jest mało osób na zmianie i wszystko spada na bardzo małą obsadę. W większych – dochodzi ogromna skala i dodatkowa odpowiedzialność wynikająca z większego przepływu klientów, większej liczby działów i większej liczby procesów logistycznych. Dla pracowników taki tryb pracy to również ogromny stres.

– Wydaje się, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat zniknęły największe patologie handlu. Czy dziś działacie w „ucywilizowanej” branży? Jak wygląda to z Pana perspektywy?

– Dziś problemy są po prostu inne. Największym z nich jest presja kosztowa. Handel detaliczny pracuje na bardzo niskich marżach. Sieci prześcigają się w promocjach i „wojnach cenowych”. Najbardziej widoczne jest to w rywalizacji między dyskontami. Ta presja spływa w dużej mierze na dostawców, ale przede wszystkim na pracowników.

Skutkami są: redukcje zatrudnienia, łączenie obowiązków wielu stanowisk w jedno, wzrost presji na wydajność, nierealne normy towarowe i czasowe czy rosnący stres i coraz częstsze zwolnienia lekarskie pracowników.

Pracownicy biorą zwolnienia, dlatego że fizycznie i psychicznie nie są w stanie wytrzymać obciążenia. Przykład z dawnych lat: na ladzie tradycyjnej pracowało pięć osób na zmianie. Dziś na drugiej zmianie zostaje jedna, góra dwie. Na pierwszej – może trzy osoby, ale i tak wykonują prace, które kiedyś były całym osobnym stanowiskiem: rozładunek, przyjęcia, rotacja towaru. To robi różnicę.

 

Bolączki pracy w handlu

– W części społeczeństwa wciąż pokutuje przekonanie, że pracownicy handlu pełnią coś w rodzaju „służby publicznej”. Jak Pan to ocenia?

– To bardzo krzywdzące. Pracownik sklepu nie pełni żadnej „służby”. To zawód handlowy – jak każdy inny. Służbę pełni lekarz, policjant, strażak. Kasjer czy pracownik hali nie składa żadnej przysięgi, ma po prostu wykonywać swoje obowiązki zgodnie z umową. Nasz problem polega na tym, że sklepy działają długo, często do 23:30. A pracownik kończy pracę jeszcze później – bo po zamknięciu trzeba posprzątać, przygotować sklep, zabezpieczyć towar. Inaczej niż w krajach zachodnich, gdzie najczęściej o 22:00 wszystko jest zamknięte.

– Czy kasy samoobsługowe rzeczywiście wpłynęły na zatrudnienie w sklepach?

– Bardzo mocno. Na początku pracodawcy obiecywali, że kasy samoobsługowe odciążą pracowników kas, ale nie zmniejszą liczby etatów. W praktyce stało się wręcz odwrotnie. Zredukowano etaty. Kasy miały być uzupełnieniem, a stały się wygodnym sposobem na oszczędności. W efekcie kas tradycyjnych jest mniej, pracowników mniej, a pracy nie ubywa.

– A jak wygląda kwestia płac?

– Pamiętam, jak niegdyś protestowała oświata i wówczas mówiono, że lepiej zarabia się w dyskontach. Rzeczywiście, w reklamach pracodawcy z branży handlu lubią pokazywać widełki na poziomie pięciu czy sześciu tysięcy złotych. Ale taka płaca to mit. W ogłoszeniach wygląda to atrakcyjnie, ale rzeczywiste płace są dużo niższe. Te „oferowane wynagrodzenia” zwykle zawierają różne dodatki, na przykład premie uznaniowe lub zadaniowe – które często są nie do osiągnięcia. Realnie więc pracownik w wielu sytuacjach zarabia niewiele więcej niż płaca minimalna.

Fundusz socjalny również często rozmija się z oczekiwaniami. Nic dziwnego, że ludzie odchodzą, a w niektórych sieciach głośno protestują przeciwko niskim zarobkom. Bywa też tak, że pracodawcy publikują ogłoszenia, kandydaci przychodzą, pytają o wynagrodzenie – i od razu wychodzą. Praca jest ciężka, odpowiedzialność i presja duże, a pensja bardzo niska. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że przyjdą nowi ludzie, jeśli firma nie oferuje realnie konkurencyjnych warunków.

 

Państwowy Carrefour?

– W ostatnich tygodniach pojawiły się doniesienia, że polska część Carrefoura mogłaby zostać przejęta przez państwowy holding spożywczy. Jak Pan ocenia taki pomysł?

– Co do zasady popieram ten pomysł. Mam jednak duże zastrzeżenia. Po pierwsze sam fakt, że sieć przejąłby podmiot państwowy, niczego nie gwarantuje. Konkurencja w handlu jest brutalna. Nowy, państwowy gracz musiałby mieć podobną siłę, co obecni dziś na rynku prywatni giganci – inaczej zostanie zdominowany. Drugie zagrożenie to polityczne nominacje. Jeśli kierowanie taką siecią trafiłoby w ręce osób dobranych „z klucza partyjnego”, a nie kompetencyjnego, cały projekt ma niewielkie szanse powodzenia. Widzimy, jak to się skończyło w wielu innych państwowych podmiotach.

Z drugiej strony – jeśli naprawdę udałoby się zbudować silną, patriotyczną sieć, która wspiera polskich rolników, daje im stabilne punkty odbioru i promuje polskie produkty, to mogłoby być coś, z czego pracownicy byliby po prostu dumni. Mogliby powiedzieć: „Pracuję w polskiej sieci, która działa dla polskiej gospodarki”. To ma wartość – i emocjonalną, i rynkową.

Jako przedstawiciele pracowników kibicujemy więc temu pomysłowi, ale podkreślam: aby ten plan mógł mieć szansę powodzenia, potrzebny jest menedżer z wizją, ktoś, kto zna rynek handlu. Inaczej może się to nie udać.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka Wiadomości
Kontrowersyjna decyzja w kancelarii Tuska. Pracownica odwołana po urodzeniu dziecka

Kilka tygodni po narodzinach dziecka zastępczyni dyrektor Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera została odwołana ze stanowiska. Jak podaje WP, decyzję podjęto 21 października, jednak w oficjalnym piśmie nie wskazano żadnego powodu.

Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania Wiadomości
Nie będzie polsko-litewskiego poligonu na granicy. Rząd Tuska nie wykazał zainteresowania

Polski rząd nie jest zainteresowany budową wspólnego poligonu z Litwą przy granicy - poinformował wiceminister obrony Paweł Bejda. W środę litewski rząd zatwierdził budowę poligonu w Kopciowie, tuż przy granicy z Polską. Litewskie władze planowały, by w przyszłości odbywały się tam również wspólne ćwiczenia z żołnierzami z Polski.

Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry tylko u nas
Podwójna gra szefowej KE – nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry

Ursula von der Leyen podczas unijnego szczytu ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że nie dość, że UE nadal przyjmuje migrantów, to szefowa KE wcześniej wielokrotnie odnosiła się do wizji Richarda Coudenhove-Kalergiego, zgodnie z którą nowy europejski człowiek ma być ciemnoskóry, a elity – białe i wywodzące się ze społeczności żydowskich. Taką wizję Europy von der Leyen chce wcielić w życie.

MON: Polscy żołnierze ewakuowani z Iraku z ostatniej chwili
MON: Polscy żołnierze ewakuowani z Iraku

Polscy żołnierze w komplecie zostali ewakuowani z Iraku - poinformował w piątek wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Dodał, że większość personelu Polskiego Kontyngentu Wojskowego z Iraku przebywa już w Polsce lub jest w drodze do kraju.

Nie żyje aktor Chuck Norris z ostatniej chwili
Nie żyje aktor Chuck Norris

W wieku 86 lat zmarł legendarny aktor i mistrz sztuk walki Chuck Norris. W oświadczeniu za pośrednictwem mediów społecznościowych bliscy aktora potwierdzili jego odejście.

Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców

Operator Tauron opublikował harmonogram planowanych przerw w dostawie energii elektrycznej na najbliższe dni. Wyłączenia obejmą mieszkańców Krakowa oraz wielu miejscowości w woj. małopolskim. Sprawdzamy, gdzie i kiedy nie będzie prądu.

Wielka Brytania: Wzrost przypadków poważnej choroby wśród młodych Wiadomości
Wielka Brytania: Wzrost przypadków poważnej choroby wśród młodych

Do 29 wzrosła liczba przypadków zapalenia opon mózgowych w hrabstwie Kent w południowo-wschodniej Anglii, ale tempo wykrywania kolejnych już słabnie - poinformowała w piątek Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowotnego (UKHSA).

Tusk znów straszy Nawrockim i PiS. Mocna odpowiedź z Pałacu Prezydenckiego z ostatniej chwili
Tusk znów straszy Nawrockim i PiS. Mocna odpowiedź z Pałacu Prezydenckiego

Premier Donald Tusk znów zaatakował opozycję i prezydenta Karola Nawrockiego, tym razem w kontekście wojny na Bliskim Wschodzie. Rzecznik głowy państwa szybko odpowiedział na te słowa.

KOD i Fundacja Otwarty Dialog wśród beneficjentów rządowych dotacji Wiadomości
KOD i Fundacja Otwarty Dialog wśród beneficjentów rządowych dotacji

Komitet Obrony Demokracji i Fundacja Otwarty Dialog otrzymały po 300 tys. zł w ramach tegorocznej edycji Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO. Łącznie do dofinansowania wybrano 277 projektów, a na wsparcie przewidziano około 73 mln zł.

REKLAMA

Mniej etatów, więcej obowiązków - jak wygląda dziś praca w handlu detalicznym

– Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają. […] Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały – mówi na temat warunków pracy w handlu Paweł Skowron, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska, w rozmowie z Barbarą Michałowską.
Galeria handlowa
Galeria handlowa / Proj. A. Ch.

Co musisz wiedzieć:

  • W handlu detalicznym trwale zmniejsza się liczba etatów, a braków kadrowych się nie uzupełnia, co prowadzi do wielozadaniowości, przeciążenia i chronicznego stresu pracowników.
  • Wskazuje się też, że presja niskich marż i wojen cenowych skutkuje realnym spadkiem jakości pracy: nierealnymi normami, częstymi zwolnieniami lekarskimi i płacami niewiele wyższymi od minimalnej mimo marketingowych obietnic.
  • Kasy samoobsługowe oraz wydłużone godziny otwarcia sklepów nie odciążyły załóg, lecz stały się narzędziem dalszych oszczędności kosztem pracowników, co pogłębia kryzys kadrowy w branży.

 

Pracowników jest mniej, ale pracy nie ubywa

Barbara Michałowska (Tygodnik Solidarność): W momencie przeprowadzania rozmowy jesteśmy po pierwszej niedzieli handlowej poprzedzającej wolną Wigilię. Zgodnie z przepisami pracownicy mogą pracować tylko w dwie z trzech przedświątecznych niedziel. Czy pracodawcy respektują te założenia?

Paweł Skowron (przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska): Minęła dopiero pierwsza z trzech niedziel handlowych. Pełną ocenę będziemy mogli przedstawić dopiero po ostatniej, czyli w praktyce po Bożym Narodzeniu. Niemniej organizacyjnie u nas wszystko zostało rozpisane zgodnie z ustawą. Pracodawca wyznaczył dwie niedziele, w które pracownicy mają przyjść do pracy. Można więc powiedzieć, że przepisy są przez firmę przestrzegane.

Obsady sklepów są jednak w te dni małe. Mimo że pracują tylko w dwie niedziele, cały grudzień jest dla nich bardzo obciążający. Sklepy działają praktycznie na minimalnych obsadach. Pracownicy, którzy pracują w niedzielę, często tak naprawdę „odbijają sobie” ten czas dopiero w kolejnych tygodniach, bo dni wolne są przesuwane w głąb okresu rozliczeniowego. Do tego dochodzi bardzo intensywna praca w tygodniu – duży ruch, zwiększone dostawy, liczne promocje. To wszystko sprawia, że okres świąteczny w handlu jest jednym z najbardziej wyczerpujących w całym roku.

 

Maraton, czyli skutki "optymalizacji"

– Czy małe obsady to problem tylko okresu przedświątecznego?

– To problem permanentny. Obsady są po prostu niewystarczające. Z rozmów z przewodniczącymi organizacji z innych sieci handlowych wiem, że dzieje się tak w całej branży handlowej. Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają.

W efekcie w dużych sklepach wielkopowierzchniowych pracownicy pracują w wielozadaniowości. Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały. W mniejszych sklepach, jak dyskonty, ten model pracy już dawno jest standardem – tam każdy robi wszystko. Przeniesienie tej samej filozofii na sklepy cztero- czy pięciokrotnie większe to jeszcze większe obciążenie. Trzeba też pamiętać, że w hipermarkecie oznacza to nie tylko różnorodność obowiązków, ale też fizyczne przemieszczanie się na dużych dystansach, obsługę większej masy towaru, reagowanie na dużo większy ruch klientów. To jest codzienny maraton, który wyczerpuje ludzi.

W mniejszych sklepach z kolei praca jest szybsza, bardziej intensywna, bo jest mało osób na zmianie i wszystko spada na bardzo małą obsadę. W większych – dochodzi ogromna skala i dodatkowa odpowiedzialność wynikająca z większego przepływu klientów, większej liczby działów i większej liczby procesów logistycznych. Dla pracowników taki tryb pracy to również ogromny stres.

– Wydaje się, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat zniknęły największe patologie handlu. Czy dziś działacie w „ucywilizowanej” branży? Jak wygląda to z Pana perspektywy?

– Dziś problemy są po prostu inne. Największym z nich jest presja kosztowa. Handel detaliczny pracuje na bardzo niskich marżach. Sieci prześcigają się w promocjach i „wojnach cenowych”. Najbardziej widoczne jest to w rywalizacji między dyskontami. Ta presja spływa w dużej mierze na dostawców, ale przede wszystkim na pracowników.

Skutkami są: redukcje zatrudnienia, łączenie obowiązków wielu stanowisk w jedno, wzrost presji na wydajność, nierealne normy towarowe i czasowe czy rosnący stres i coraz częstsze zwolnienia lekarskie pracowników.

Pracownicy biorą zwolnienia, dlatego że fizycznie i psychicznie nie są w stanie wytrzymać obciążenia. Przykład z dawnych lat: na ladzie tradycyjnej pracowało pięć osób na zmianie. Dziś na drugiej zmianie zostaje jedna, góra dwie. Na pierwszej – może trzy osoby, ale i tak wykonują prace, które kiedyś były całym osobnym stanowiskiem: rozładunek, przyjęcia, rotacja towaru. To robi różnicę.

 

Bolączki pracy w handlu

– W części społeczeństwa wciąż pokutuje przekonanie, że pracownicy handlu pełnią coś w rodzaju „służby publicznej”. Jak Pan to ocenia?

– To bardzo krzywdzące. Pracownik sklepu nie pełni żadnej „służby”. To zawód handlowy – jak każdy inny. Służbę pełni lekarz, policjant, strażak. Kasjer czy pracownik hali nie składa żadnej przysięgi, ma po prostu wykonywać swoje obowiązki zgodnie z umową. Nasz problem polega na tym, że sklepy działają długo, często do 23:30. A pracownik kończy pracę jeszcze później – bo po zamknięciu trzeba posprzątać, przygotować sklep, zabezpieczyć towar. Inaczej niż w krajach zachodnich, gdzie najczęściej o 22:00 wszystko jest zamknięte.

– Czy kasy samoobsługowe rzeczywiście wpłynęły na zatrudnienie w sklepach?

– Bardzo mocno. Na początku pracodawcy obiecywali, że kasy samoobsługowe odciążą pracowników kas, ale nie zmniejszą liczby etatów. W praktyce stało się wręcz odwrotnie. Zredukowano etaty. Kasy miały być uzupełnieniem, a stały się wygodnym sposobem na oszczędności. W efekcie kas tradycyjnych jest mniej, pracowników mniej, a pracy nie ubywa.

– A jak wygląda kwestia płac?

– Pamiętam, jak niegdyś protestowała oświata i wówczas mówiono, że lepiej zarabia się w dyskontach. Rzeczywiście, w reklamach pracodawcy z branży handlu lubią pokazywać widełki na poziomie pięciu czy sześciu tysięcy złotych. Ale taka płaca to mit. W ogłoszeniach wygląda to atrakcyjnie, ale rzeczywiste płace są dużo niższe. Te „oferowane wynagrodzenia” zwykle zawierają różne dodatki, na przykład premie uznaniowe lub zadaniowe – które często są nie do osiągnięcia. Realnie więc pracownik w wielu sytuacjach zarabia niewiele więcej niż płaca minimalna.

Fundusz socjalny również często rozmija się z oczekiwaniami. Nic dziwnego, że ludzie odchodzą, a w niektórych sieciach głośno protestują przeciwko niskim zarobkom. Bywa też tak, że pracodawcy publikują ogłoszenia, kandydaci przychodzą, pytają o wynagrodzenie – i od razu wychodzą. Praca jest ciężka, odpowiedzialność i presja duże, a pensja bardzo niska. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że przyjdą nowi ludzie, jeśli firma nie oferuje realnie konkurencyjnych warunków.

 

Państwowy Carrefour?

– W ostatnich tygodniach pojawiły się doniesienia, że polska część Carrefoura mogłaby zostać przejęta przez państwowy holding spożywczy. Jak Pan ocenia taki pomysł?

– Co do zasady popieram ten pomysł. Mam jednak duże zastrzeżenia. Po pierwsze sam fakt, że sieć przejąłby podmiot państwowy, niczego nie gwarantuje. Konkurencja w handlu jest brutalna. Nowy, państwowy gracz musiałby mieć podobną siłę, co obecni dziś na rynku prywatni giganci – inaczej zostanie zdominowany. Drugie zagrożenie to polityczne nominacje. Jeśli kierowanie taką siecią trafiłoby w ręce osób dobranych „z klucza partyjnego”, a nie kompetencyjnego, cały projekt ma niewielkie szanse powodzenia. Widzimy, jak to się skończyło w wielu innych państwowych podmiotach.

Z drugiej strony – jeśli naprawdę udałoby się zbudować silną, patriotyczną sieć, która wspiera polskich rolników, daje im stabilne punkty odbioru i promuje polskie produkty, to mogłoby być coś, z czego pracownicy byliby po prostu dumni. Mogliby powiedzieć: „Pracuję w polskiej sieci, która działa dla polskiej gospodarki”. To ma wartość – i emocjonalną, i rynkową.

Jako przedstawiciele pracowników kibicujemy więc temu pomysłowi, ale podkreślam: aby ten plan mógł mieć szansę powodzenia, potrzebny jest menedżer z wizją, ktoś, kto zna rynek handlu. Inaczej może się to nie udać.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane