Wieczny cień Radiokomitetu. Dlaczego żadna władza nie potrafi naprawić mediów publicznych

Temat mediów publicznych dla bardzo wielu odbiorców wydaje się dziś całkowicie nieistotny. O TVP słyszymy wyłącznie przy okazji kolejnych propagandowych wyczynów jej najbardziej znanych dziennikarzy i kolejnych starć Doroty Wysockiej-Schnepf z Krzysztofem Stanowskim i politykami opozycji. O radiu jest dużo ciszej, o Polskiej Agencji Prasowej nie mówi się i nie pisze zbyt wiele, póki nie przydarzy się jej kolejna wpadka lub jawna manipulacja. Niedawny panel poświęcony tej tematyce podczas konwencji PiS stał się dość głośnym wydarzeniem, głównie jednak za sprawą doboru gości. Temat jednak żyje. Właśnie pojawia się ministerialna propozycja nowej ustawy medialnej.
Ekran kontrolny
Ekran kontrolny / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora przez ostatnie dekady żadna władza nie potrafiła stworzyć stabilnego, systemowego modelu mediów publicznych
  • Ponadto - przez ostatnie dekady żadna władza nie potrafiła stworzyć stabilnego, systemowego modelu mediów publicznych.
  • W debacie o przyszłości mediów publicznych ścierają się wizje ich likwidacji, prywatyzacji, budowy nowego holdingu lub powrotu do misji publicznej.

 

Bez reformy

Choć przed 2015 rokiem grupa dziennikarzy bliskich Prawu i Sprawiedliwości pod cichym patronatem SDP zaczęła pracę nad przyszłą ustawą medialną, akt ten nie miał nigdy szczęścia. Zamiast tzw. dużej ustawy medialnej po wyborach parlamentarnych wygranych przez PiS 10 lat temu uchwalano jedynie kolejne przepisy pozwalające na doraźne regulacje, takie jak zmiana władz mediów publicznych, powołanie Rady Mediów Narodowych i osłabienie KRRiT czy ostatecznie zablokowane głośne „Lex TVN”. O rozwiązaniach systemowych, w tym zmianie sposobu ściągania abonamentu, mówiło się przez lata bardzo dużo, jednak na mówieniu z reguły się kończyło. Platforma Obywatelska poza krytyką ograniczyła się właściwie do zbierania podpisów pod projektem likwidacji TVP Info. I tak aż do grudnia 2023 roku, gdy kolejna ekipa w żadne zmiany prawa nawet się nie bawiła i zdecydowała się na siłowe przejęcie mediów publicznych, do dziś wspominane jako dramatyczne wydarzenie przez wielu ówczesnych pracowników TVP.

 

Pełna kontrola

W czasach PRL wszystko było dość proste. W 1951 roku dekretem utworzono przy Radzie Ministrów Komitet do Spraw Radiofonii „Polskie Radio”. 9 lat później, już ustawą, urząd ten stał się Komitetem do Spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja”. Do zadań tego centralnego organu należały tak kluczowe kompetencje, jak budowa ośrodków nadawczych, tworzenie programów radiowych i telewizyjnych czy wspieranie twórczości artystycznej, wreszcie ustalanie liczby produkowanych odbiorników radiowych i telewizyjnych. Koncesje nie były potrzebne, ponieważ nie istniał rynek nadawców. Szefowie tej instytucji niemal do jej końca byli kluczowymi postaciami w państwie zarówno komunistycznym, jak i postkomunistycznym, pełniąc równocześnie funkcję szefów Telewizji Polskiej.

W tym gronie znalazły się takie postacie jak Włodzimierz Sokorski, rządzący nią w latach 50. i 60., legenda czasów Gierka Maciej Szczepański, a później m.in. Jerzy Urban, Andrzej Drawicz czy, z drugiej strony, Zbigniew Romaszewski. Radiokomitet przestał istnieć dopiero w 1993 roku, gdy ustawa uchwalona w grudniu 1992 roku powołała Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Dopiero to ciało zyskało wpływ na tworzący się rynek, mogąc przyznawać koncesje i karać nadawców za rozmaite naruszenia zasad i obyczajów. Działalność Rady od początku budziła kontrowersje, wystarczy przypomnieć, że jej pierwszy przewodniczący został odwołany (z naruszeniem prawa) z funkcji po tym, jak zdecydował o przyznaniu koncesji telewizji Polsat, z którą przez kolejne lata był związany jako prowadzący, a później dyrektor pionu informacji.

 

Wielka czystka

W III RP wypracowano model zmian w stacjach radiowych i telewizyjnych. Rewolucjom na górze towarzyszyły na ogół mniej gwałtowne zmiany na niższych szczeblach. Choć dość znany jest przypadek szybkiego wycięcia z telewizji tzw. pampersów – młodych prawicowych dziennikarzy przez ekipę ludowca Ryszarda Miazka, standardem było raczej stopniowe usuwanie audycji, przenoszenie ich na gorsze godziny, wycofywanie dziennikarzy do kanałów regionalnych, a pracowników na bardziej oddalone od anteny stanowiska.

Gdy w 2015 roku PiS, dzięki tzw. małej ustawie medialnej, zyskało wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w mediach publicznych, odejścia znanych dziennikarzy były bardzo rozłożone w czasie. W radiu wielu z nich przetrwało całe lata, niekiedy nawet całe dwie kadencje, co zresztą pozwoliło później dokonać płynnego przejęcia emisji przez ekipę PO. Jednak nawet w ostatnich tygodniach przed zmianą wielu z dziennikarzy i wydawców spodziewało się raczej przeniesienia do regionów lub archiwów, a nie bezwzględnego wyłączenia identyfikatorów. Z kolei dla pionu technicznego zmiana początkowo jawiła się jako jedna z wielu, choć później zaskoczyła ich najpierw jej brutalność, a potem złe traktowanie tych, którzy jako niezbędni ludzie zaplecza w stacji pozostali.

 

Dobra zmiana

Osiem lat rządów PiS w mediach publicznych na ogół oceniane jest bardzo krytycznie. TVP stała się dla wielu symbolem bezprzykładnej propagandy, choć przecież również wcześniej, choćby w kampaniach wyborczych 2015 roku, trudno było ją uznać za obiektywną. Ocieplanie wizerunku rządzących w „Wiadomościach” czy „Gościu Wiadomości”, a także emocjonalne i niewątpliwie narzucające interpretację zdarzeń paski były bezwzględnie nagłaśniane i krytykowane przez media w wielu sprawach nie odbiegające poziomem zaangażowania od TVP, jednak wyjęte spod krytyki jako prywatne. Niewątpliwie jednak informacyjne kanały zarówno TVP, jak i Polskiego Radia traktowane były zbyt często jako prywatny radiowęzeł polityków służący do transmitowania nawet najbardziej błahych wystąpień, zwłaszcza w kampaniach wyborczych. Atmosfera, która narosła wokół TVP, sprawiła, że mało kto był skłonny jej bronić i znajduje to odbicie również w dzisiejszych dyskusjach.

Gromy na panel

Podczas kongresu programowego PiS na temat mediów publicznych dyskutowali między innymi Jacek Kurski (były szef TVP), Dorota Kania (była naczelna Polska Press) i posłanka Joanna Lichocka. Ten zestaw nazwisk krytykowany był nawet po prawej stronie, co sprawiło, że zniknęły gdzieś dość istotne myśli sformułowane podczas dyskusji, takie jak rola mediów publicznych jako infrastruktury krytycznej, wskazanie na zagrożenia ze strony nowej ustawy dotyczącej rzekomo bezpieczeństwa w sieci, a de facto pozwalającej kontrolować cały przekaz medialny urzędnikom, czy istotne propozycje w rodzaju stworzenia holdingu medialnego (Kania) czy zachowania istotnej roli tożsamościowych i niezależnych mediów prywatnych nawet w przypadku powrotu prawicy do władzy (Jolanta Hajdasz z SDP).

Emocje przede wszystkim wzbudził udział Kurskiego, dla wielu będącego symbolem wszystkiego, co najgorsze w kreowaniu telewizyjnego przekazu. Publicysta „Gazety Polskiej” Maciej Kożuszek uważa, że głównym motywem panelowych prezentacji była tęsknota za dawnymi czasami i pewnymi miejscami pracy, tymczasem TVP okazała się zepsutą maszyną, która sama zaszkodziła również tym, którzy próbowali ją naprawić.

– Człowiek też jest przekazem – a oni są przekazem przeszłości

– podsumowuje tezy dyskutantów Kożuszek.

 

To, czego nie widać

Trzeba jednak zauważyć, że telewizja to nie tylko to, co widać. Niezależnie od oceny zawartości programowej czy przekazu informacyjnego i publicystycznego należy odnotować, że to za czasów Jacka Kurskiego (i kontynuującego ten proces Mateusza Matyszkowicza) TVP dokonała wielkiego skoku technologicznego, z wczesnych lat dwutysięcznych przenosząc się do nowoczesnych studiów i reżyserek pracujących na najnowocześniejszym sprzęcie. Po przejęciu Telewizji Polskiej przez ludzi związanych z obecną koalicją rządzącą nasycenie propagandą zostało takie same, a w przypadku przynajmniej niektórych z gwiazd „czystej wody” (określenie to TVP zawdzięcza manifestowi Marka Czyża z pierwszego wydania audycji „19.30”, która zastąpiła „Wiadomości”) zdecydowanie je przewyższa.

Równocześnie można odnieść wrażenie, że skok technologiczny został zmarnowany. Stało się tak dlatego, że decyzje w obecnej TVP podejmują ludzie, którzy w dużej części po 2015 roku wylądowali na marginesie mediów, w niszowych stacjach czy własnych, nierobiących na ogół furory kanałach na YouTubie. Tak jak Donald Tusk wrócił według wielu głosów do polityki z roku 2014, tak dziennikarze i wydawcy – do Telewizji Polskiej A.D. 2025 i to bardzo było widać zwłaszcza w pierwszych miesiącach emisji sygnałów przejętej stacji. W międzyczasie trwały przepychanki dotyczące legalności działań rządu i władz TVP, a ta zasysała kolejne, wyższe niż za poprzedników, dotacje. Tym razem jednak wydatkowania tych pieniędzy raczej nie widać, nie licząc ekstrawaganckich zakupów dla kierownictwa czy, jak niedawno, ekskluzywnej imprezy halloweenowej.

 

Niepotrzebna czy strategiczna?

A jednak wciąż dyskutuje się o potrzebie zmian mediów publicznych. Podczas pisowskiego panelu zderzyły się ze sobą koncepcje powołania wielkiego holdingu z pomysłem, by wykorzystać raczej obecną sytuację, w której rynek sam dokonał dywersyfikacji, a miejsce dużego państwowego molocha w odbiornikach i sercach widzów zajęło kilka podmiotów prywatnych. W nich zaś z kolei, z Kanałem Zero włącznie, swoje miejsce znaleźli liczni pracownicy TVP z czasów „dobrej zmiany” i to właściwie każdego szczebla, od dawnych dyrektorów, przez prezenterów, aż do wydawców. Powołanie holdingu niesie za sobą ryzyko stworzenia nowego molocha, który znów, po kolejnych wyborach, służyć będzie kolejnej władzy do celów czysto propagandowych.

Cały czas funkcjonują też koncepcje częściowej likwidacji i częściowej prywatyzacji, zgłaszano je nawet podczas innego spotkania na tym samym kongresie Prawa i Sprawiedliwości. Również kwestię znaczenia strategicznego według niektórych komentatorów można rozwiązać inaczej.

– Nie są żadną infrastrukturą krytyczną. Do przekazania komunikatu „pali się fabryka” nie jest potrzebny Jacek Kurski

– mówi Maciej Kożuszek. Wojciech Mucha dodaje, że nie trzeba budować koncernu – wystarczą przepisy nakazujące prywatnym stacjom emitowanie komunikatów w czasie kryzysu. Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Krzysztof Jabłoński, były pracownik TVP Info, odpowiedzialny między innymi za montaż serialu „Reset”. Według Jabłońskiego media publiczne zaliczają się do tych elementów infrastruktury, które powinny, jak choćby drogi czy armia, pozostać pod kontrolą państwa. Z kolei Mucha uważa, że problemem są przede wszystkim kanały informacyjne przez każdą władzę wykorzystywane jako narzędzie propagandy.

 

Bez znaczenia

Niewiele uwagi poświęcam w tym artykule nowej rządowej propozycji przedstawionej przez minister kultury Martę Cienkowską. Poza likwidacją Rady Mediów Narodowych i powrotem do szerokich kompetencji KRRiT ustawa skupia się na zaklęciach w postaci apolityczności, którą gwarantować ma większy udział tzw. strony społecznej, twórców i stowarzyszeń, w procesie decyzyjnym. Problem leży jednak w tym, że przecież i te podmioty mają swoje poglądy i interesy, zapewne zbieżne z interesami władzy, przez władzę będą też koncesjonowane do udziału w decyzjach. Pod pozorem demokratyzacji można więc obawiać się dalszego ideologicznego skrętu i upolitycznienia mediów. Ustawa nie kończy stanu likwidacji. Wbrew deklaracjom Cienkowskiej trudno też spodziewać się, że ustawę tę podpisze prezydent Karol Nawrocki.

Jak powinny wyglądać media publiczne? Przede wszystkim w przypadku zmiany władzy nie wolno prawicy powtórzyć błędu z 2015 roku i wydrenować z kadr niezależnych inicjatyw medialnych. Zapewne będzie to już niemożliwe, bo dziś są to dużo silniejsi niż 10 lat temu gracze. Trzeba więc będzie szukać gdzie indziej, nie wpadając w pułapkę, w którą wpadła ekipa Tomasza Syguta, rekrutując ludzi, którzy stracili dekadę obecności w branży. Przekaz tożsamościowy pozostawić mediom tożsamościowym, a mediom publicznym pozwolić zająć się misją i odbudowywaniem osłabionej wspólnoty duchowej, narodowej i kulturowej. Trudno wyobrazić sobie rezygnację z komponentu informacyjnego, nie może być on jednak kolejny raz tym samym codziennym „wbijaniem miliona gwoździ w milion desek”, jak rolę TV sformułował przed laty Maciej Szczepański i z czym zdawali się zgadzać kolejni szefowie kolejnych wcieleń Radiokomitetu. Rzetelna informacja będzie dużo straszniejszą bronią pozbawioną ośmieszającego ją nieraz zbyt zaangażowanego komentarza.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna z ostatniej chwili
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna

Agencja Moody’s dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski, ale nie podjęła działań względem ratingu (rating action) - podała agencja w komunikacie. Oznacza to, że ocena kredytowa kraju pozostaje na poziomie "A2", a jej perspektywa jest negatywna.

Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju gorące
Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Warchoł skomentował na platformie X decyzję NSA nakazującą urzędom stanu cywilnego wpisanie do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków z ostatniej chwili
Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków

Szef FBI Kash Patel poinformował w piątek o zidentyfikowaniu hakerów związanych z Rosją, atakujących użytkowników komunikatorów, w tym byłych i obecnych przedstawicieli władz USA, wojskowych i dziennikarzy.

Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu

Pod koniec stycznia 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła pakiet inwestycyjnych planów zbrojeniowych, zwanych Instrumentem na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, a w Polsce wdrażanego pod nazwą Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa, określanego potocznie jako „SAFE”. Nasz kraj znalazł się wówczas w grupie państw, którym Bruksela zaaprobowała wzięcie owej pożyczki.

Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim gorące
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim

„Po pierwsze, NSA zadając pytanie TSUE w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa osób jednopłciowych, w świetle traktatu był zoobligowany uwzględnić odpowiedź TSUE, a zatem bezpośrednio to nie NSA wykazał się aktywizmem sędziowskim, ale TSUE” - oceniła na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc.

Wicepremier, szef MON i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział w piątek, że PSL złoży w Sejmie projekt ustawy, która ma być de facto „poprawioną wersją” przedstawionej propozycji prezydenta Karola Nawrockiego o tzw. polskim SAFE 0 proc. Projekt ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu.

Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją gorące
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją

„Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym” - napisał na platformie X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja).

Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli tylko u nas
Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli

Na posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Parlamentu Roberta Metsola poruszyła trzy główne tematy: konkurencyjność, energię i rozwój geopolityczny. Jeżeli ktokolwiek jednak sądził, że UE odejdzie od zielonego szaleństwa, jest w błędzie. Z wypowiedzi przewodniczącej Parlamentu Europejskiego jasno wynika, że UE, oficjalnie dla ratowania gospodarki, sięgnie po oszczędności obywateli.

Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza tylko u nas
Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza

„W kuluarach mówi się, że mniej więcej za pół roku, kiedy będzie połowa tej kadencji Parlamentu Europejskiego, może dojść do wymiany przewodniczącej Komisji Europejskiej, dlatego że Unia Europejska gospodarczo grzęźnie” - poinformowało portal Tysol.pl źródło w Unii Europejskiej.

Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

REKLAMA

Wieczny cień Radiokomitetu. Dlaczego żadna władza nie potrafi naprawić mediów publicznych

Temat mediów publicznych dla bardzo wielu odbiorców wydaje się dziś całkowicie nieistotny. O TVP słyszymy wyłącznie przy okazji kolejnych propagandowych wyczynów jej najbardziej znanych dziennikarzy i kolejnych starć Doroty Wysockiej-Schnepf z Krzysztofem Stanowskim i politykami opozycji. O radiu jest dużo ciszej, o Polskiej Agencji Prasowej nie mówi się i nie pisze zbyt wiele, póki nie przydarzy się jej kolejna wpadka lub jawna manipulacja. Niedawny panel poświęcony tej tematyce podczas konwencji PiS stał się dość głośnym wydarzeniem, głównie jednak za sprawą doboru gości. Temat jednak żyje. Właśnie pojawia się ministerialna propozycja nowej ustawy medialnej.
Ekran kontrolny
Ekran kontrolny / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora przez ostatnie dekady żadna władza nie potrafiła stworzyć stabilnego, systemowego modelu mediów publicznych
  • Ponadto - przez ostatnie dekady żadna władza nie potrafiła stworzyć stabilnego, systemowego modelu mediów publicznych.
  • W debacie o przyszłości mediów publicznych ścierają się wizje ich likwidacji, prywatyzacji, budowy nowego holdingu lub powrotu do misji publicznej.

 

Bez reformy

Choć przed 2015 rokiem grupa dziennikarzy bliskich Prawu i Sprawiedliwości pod cichym patronatem SDP zaczęła pracę nad przyszłą ustawą medialną, akt ten nie miał nigdy szczęścia. Zamiast tzw. dużej ustawy medialnej po wyborach parlamentarnych wygranych przez PiS 10 lat temu uchwalano jedynie kolejne przepisy pozwalające na doraźne regulacje, takie jak zmiana władz mediów publicznych, powołanie Rady Mediów Narodowych i osłabienie KRRiT czy ostatecznie zablokowane głośne „Lex TVN”. O rozwiązaniach systemowych, w tym zmianie sposobu ściągania abonamentu, mówiło się przez lata bardzo dużo, jednak na mówieniu z reguły się kończyło. Platforma Obywatelska poza krytyką ograniczyła się właściwie do zbierania podpisów pod projektem likwidacji TVP Info. I tak aż do grudnia 2023 roku, gdy kolejna ekipa w żadne zmiany prawa nawet się nie bawiła i zdecydowała się na siłowe przejęcie mediów publicznych, do dziś wspominane jako dramatyczne wydarzenie przez wielu ówczesnych pracowników TVP.

 

Pełna kontrola

W czasach PRL wszystko było dość proste. W 1951 roku dekretem utworzono przy Radzie Ministrów Komitet do Spraw Radiofonii „Polskie Radio”. 9 lat później, już ustawą, urząd ten stał się Komitetem do Spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja”. Do zadań tego centralnego organu należały tak kluczowe kompetencje, jak budowa ośrodków nadawczych, tworzenie programów radiowych i telewizyjnych czy wspieranie twórczości artystycznej, wreszcie ustalanie liczby produkowanych odbiorników radiowych i telewizyjnych. Koncesje nie były potrzebne, ponieważ nie istniał rynek nadawców. Szefowie tej instytucji niemal do jej końca byli kluczowymi postaciami w państwie zarówno komunistycznym, jak i postkomunistycznym, pełniąc równocześnie funkcję szefów Telewizji Polskiej.

W tym gronie znalazły się takie postacie jak Włodzimierz Sokorski, rządzący nią w latach 50. i 60., legenda czasów Gierka Maciej Szczepański, a później m.in. Jerzy Urban, Andrzej Drawicz czy, z drugiej strony, Zbigniew Romaszewski. Radiokomitet przestał istnieć dopiero w 1993 roku, gdy ustawa uchwalona w grudniu 1992 roku powołała Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Dopiero to ciało zyskało wpływ na tworzący się rynek, mogąc przyznawać koncesje i karać nadawców za rozmaite naruszenia zasad i obyczajów. Działalność Rady od początku budziła kontrowersje, wystarczy przypomnieć, że jej pierwszy przewodniczący został odwołany (z naruszeniem prawa) z funkcji po tym, jak zdecydował o przyznaniu koncesji telewizji Polsat, z którą przez kolejne lata był związany jako prowadzący, a później dyrektor pionu informacji.

 

Wielka czystka

W III RP wypracowano model zmian w stacjach radiowych i telewizyjnych. Rewolucjom na górze towarzyszyły na ogół mniej gwałtowne zmiany na niższych szczeblach. Choć dość znany jest przypadek szybkiego wycięcia z telewizji tzw. pampersów – młodych prawicowych dziennikarzy przez ekipę ludowca Ryszarda Miazka, standardem było raczej stopniowe usuwanie audycji, przenoszenie ich na gorsze godziny, wycofywanie dziennikarzy do kanałów regionalnych, a pracowników na bardziej oddalone od anteny stanowiska.

Gdy w 2015 roku PiS, dzięki tzw. małej ustawie medialnej, zyskało wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w mediach publicznych, odejścia znanych dziennikarzy były bardzo rozłożone w czasie. W radiu wielu z nich przetrwało całe lata, niekiedy nawet całe dwie kadencje, co zresztą pozwoliło później dokonać płynnego przejęcia emisji przez ekipę PO. Jednak nawet w ostatnich tygodniach przed zmianą wielu z dziennikarzy i wydawców spodziewało się raczej przeniesienia do regionów lub archiwów, a nie bezwzględnego wyłączenia identyfikatorów. Z kolei dla pionu technicznego zmiana początkowo jawiła się jako jedna z wielu, choć później zaskoczyła ich najpierw jej brutalność, a potem złe traktowanie tych, którzy jako niezbędni ludzie zaplecza w stacji pozostali.

 

Dobra zmiana

Osiem lat rządów PiS w mediach publicznych na ogół oceniane jest bardzo krytycznie. TVP stała się dla wielu symbolem bezprzykładnej propagandy, choć przecież również wcześniej, choćby w kampaniach wyborczych 2015 roku, trudno było ją uznać za obiektywną. Ocieplanie wizerunku rządzących w „Wiadomościach” czy „Gościu Wiadomości”, a także emocjonalne i niewątpliwie narzucające interpretację zdarzeń paski były bezwzględnie nagłaśniane i krytykowane przez media w wielu sprawach nie odbiegające poziomem zaangażowania od TVP, jednak wyjęte spod krytyki jako prywatne. Niewątpliwie jednak informacyjne kanały zarówno TVP, jak i Polskiego Radia traktowane były zbyt często jako prywatny radiowęzeł polityków służący do transmitowania nawet najbardziej błahych wystąpień, zwłaszcza w kampaniach wyborczych. Atmosfera, która narosła wokół TVP, sprawiła, że mało kto był skłonny jej bronić i znajduje to odbicie również w dzisiejszych dyskusjach.

Gromy na panel

Podczas kongresu programowego PiS na temat mediów publicznych dyskutowali między innymi Jacek Kurski (były szef TVP), Dorota Kania (była naczelna Polska Press) i posłanka Joanna Lichocka. Ten zestaw nazwisk krytykowany był nawet po prawej stronie, co sprawiło, że zniknęły gdzieś dość istotne myśli sformułowane podczas dyskusji, takie jak rola mediów publicznych jako infrastruktury krytycznej, wskazanie na zagrożenia ze strony nowej ustawy dotyczącej rzekomo bezpieczeństwa w sieci, a de facto pozwalającej kontrolować cały przekaz medialny urzędnikom, czy istotne propozycje w rodzaju stworzenia holdingu medialnego (Kania) czy zachowania istotnej roli tożsamościowych i niezależnych mediów prywatnych nawet w przypadku powrotu prawicy do władzy (Jolanta Hajdasz z SDP).

Emocje przede wszystkim wzbudził udział Kurskiego, dla wielu będącego symbolem wszystkiego, co najgorsze w kreowaniu telewizyjnego przekazu. Publicysta „Gazety Polskiej” Maciej Kożuszek uważa, że głównym motywem panelowych prezentacji była tęsknota za dawnymi czasami i pewnymi miejscami pracy, tymczasem TVP okazała się zepsutą maszyną, która sama zaszkodziła również tym, którzy próbowali ją naprawić.

– Człowiek też jest przekazem – a oni są przekazem przeszłości

– podsumowuje tezy dyskutantów Kożuszek.

 

To, czego nie widać

Trzeba jednak zauważyć, że telewizja to nie tylko to, co widać. Niezależnie od oceny zawartości programowej czy przekazu informacyjnego i publicystycznego należy odnotować, że to za czasów Jacka Kurskiego (i kontynuującego ten proces Mateusza Matyszkowicza) TVP dokonała wielkiego skoku technologicznego, z wczesnych lat dwutysięcznych przenosząc się do nowoczesnych studiów i reżyserek pracujących na najnowocześniejszym sprzęcie. Po przejęciu Telewizji Polskiej przez ludzi związanych z obecną koalicją rządzącą nasycenie propagandą zostało takie same, a w przypadku przynajmniej niektórych z gwiazd „czystej wody” (określenie to TVP zawdzięcza manifestowi Marka Czyża z pierwszego wydania audycji „19.30”, która zastąpiła „Wiadomości”) zdecydowanie je przewyższa.

Równocześnie można odnieść wrażenie, że skok technologiczny został zmarnowany. Stało się tak dlatego, że decyzje w obecnej TVP podejmują ludzie, którzy w dużej części po 2015 roku wylądowali na marginesie mediów, w niszowych stacjach czy własnych, nierobiących na ogół furory kanałach na YouTubie. Tak jak Donald Tusk wrócił według wielu głosów do polityki z roku 2014, tak dziennikarze i wydawcy – do Telewizji Polskiej A.D. 2025 i to bardzo było widać zwłaszcza w pierwszych miesiącach emisji sygnałów przejętej stacji. W międzyczasie trwały przepychanki dotyczące legalności działań rządu i władz TVP, a ta zasysała kolejne, wyższe niż za poprzedników, dotacje. Tym razem jednak wydatkowania tych pieniędzy raczej nie widać, nie licząc ekstrawaganckich zakupów dla kierownictwa czy, jak niedawno, ekskluzywnej imprezy halloweenowej.

 

Niepotrzebna czy strategiczna?

A jednak wciąż dyskutuje się o potrzebie zmian mediów publicznych. Podczas pisowskiego panelu zderzyły się ze sobą koncepcje powołania wielkiego holdingu z pomysłem, by wykorzystać raczej obecną sytuację, w której rynek sam dokonał dywersyfikacji, a miejsce dużego państwowego molocha w odbiornikach i sercach widzów zajęło kilka podmiotów prywatnych. W nich zaś z kolei, z Kanałem Zero włącznie, swoje miejsce znaleźli liczni pracownicy TVP z czasów „dobrej zmiany” i to właściwie każdego szczebla, od dawnych dyrektorów, przez prezenterów, aż do wydawców. Powołanie holdingu niesie za sobą ryzyko stworzenia nowego molocha, który znów, po kolejnych wyborach, służyć będzie kolejnej władzy do celów czysto propagandowych.

Cały czas funkcjonują też koncepcje częściowej likwidacji i częściowej prywatyzacji, zgłaszano je nawet podczas innego spotkania na tym samym kongresie Prawa i Sprawiedliwości. Również kwestię znaczenia strategicznego według niektórych komentatorów można rozwiązać inaczej.

– Nie są żadną infrastrukturą krytyczną. Do przekazania komunikatu „pali się fabryka” nie jest potrzebny Jacek Kurski

– mówi Maciej Kożuszek. Wojciech Mucha dodaje, że nie trzeba budować koncernu – wystarczą przepisy nakazujące prywatnym stacjom emitowanie komunikatów w czasie kryzysu. Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Krzysztof Jabłoński, były pracownik TVP Info, odpowiedzialny między innymi za montaż serialu „Reset”. Według Jabłońskiego media publiczne zaliczają się do tych elementów infrastruktury, które powinny, jak choćby drogi czy armia, pozostać pod kontrolą państwa. Z kolei Mucha uważa, że problemem są przede wszystkim kanały informacyjne przez każdą władzę wykorzystywane jako narzędzie propagandy.

 

Bez znaczenia

Niewiele uwagi poświęcam w tym artykule nowej rządowej propozycji przedstawionej przez minister kultury Martę Cienkowską. Poza likwidacją Rady Mediów Narodowych i powrotem do szerokich kompetencji KRRiT ustawa skupia się na zaklęciach w postaci apolityczności, którą gwarantować ma większy udział tzw. strony społecznej, twórców i stowarzyszeń, w procesie decyzyjnym. Problem leży jednak w tym, że przecież i te podmioty mają swoje poglądy i interesy, zapewne zbieżne z interesami władzy, przez władzę będą też koncesjonowane do udziału w decyzjach. Pod pozorem demokratyzacji można więc obawiać się dalszego ideologicznego skrętu i upolitycznienia mediów. Ustawa nie kończy stanu likwidacji. Wbrew deklaracjom Cienkowskiej trudno też spodziewać się, że ustawę tę podpisze prezydent Karol Nawrocki.

Jak powinny wyglądać media publiczne? Przede wszystkim w przypadku zmiany władzy nie wolno prawicy powtórzyć błędu z 2015 roku i wydrenować z kadr niezależnych inicjatyw medialnych. Zapewne będzie to już niemożliwe, bo dziś są to dużo silniejsi niż 10 lat temu gracze. Trzeba więc będzie szukać gdzie indziej, nie wpadając w pułapkę, w którą wpadła ekipa Tomasza Syguta, rekrutując ludzi, którzy stracili dekadę obecności w branży. Przekaz tożsamościowy pozostawić mediom tożsamościowym, a mediom publicznym pozwolić zająć się misją i odbudowywaniem osłabionej wspólnoty duchowej, narodowej i kulturowej. Trudno wyobrazić sobie rezygnację z komponentu informacyjnego, nie może być on jednak kolejny raz tym samym codziennym „wbijaniem miliona gwoździ w milion desek”, jak rolę TV sformułował przed laty Maciej Szczepański i z czym zdawali się zgadzać kolejni szefowie kolejnych wcieleń Radiokomitetu. Rzetelna informacja będzie dużo straszniejszą bronią pozbawioną ośmieszającego ją nieraz zbyt zaangażowanego komentarza.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane