Mariusz Staniszewski: Platforma Oligarchiczna

Istotą obecnej władzy jest połączenie arogancji, ostentacyjnego łamania prawa oraz poczucia wyższości. Opiera się jednak na grupach społecznych, którym przyznaje przywileje, a one z wdzięczności z całej mocy udzielają jej wsparcia. W istocie to dla nich działa cały ten system.
/ fot. PAP / Paweł Supernak

Co musisz wiedzieć:

  • Nawet znaczna część wyborców Platformy Obywatelskiej nie chce już widzieć Donalda Tuska na fotelu premiera.

  • Jednym z zasadnych celów konserwatystów jest usuwanie barier obywatelom, by mogli osiągać sukces. Chodzi o otwieranie zawodów, walkę z przestępczością, która paraliżuje życie gospodarcze i społeczne, czy wyrównywanie szans w wolnorynkowej grze.

  • Lewica nie myśli kategoriami równych szans na starcie, ale równości sukcesu. Każdy powinien odczuwać podobny poziom szczęścia, który nie może być uzależniony od indywidualnych zdolności, pracowitości, kreatywności czy wykształcenia.

 

Z ostatnich badań opinii publicznej wynika, że zdecydowana większość Polaków nie akceptuje sposobu rządzenia obecnej ekipy. Nawet znaczna część wyborców Platformy Obywatelskiej nie chce już widzieć Donalda Tuska na fotelu premiera. Wyborcy odrzucają nie tylko metody sprawowania władzy, ale również kierunki prowadzonej polityki. Przejawia się to w pogarszających się nastrojach zarówno wśród przedsiębiorców, jak i konsumentów.

Mimo tego, że prawdziwy skok niezadowolenia może nastąpić po wakacjach, władza wydaje się tym wszystkim nie przejmować. Ani myśli zmieniać cokolwiek w swojej polityce. Receptą na poprawę nastrojów ma być jeszcze więcej bezprawia i arogancji.

Dlaczego więc ekipy Tuska kule zdają się nie imać? Odpowiedź jest banalnie prosta. Platforma Obywatelska z góry zakłada, że celem jej rządzenia jest poprawa sytuacji jedynie wybranych grup społecznych. To one mają stanowić jej oparcie w trudnych chwilach i zapewniać przewagę w tworzeniu opinii oraz wyzwalaniu emocji.

 

Duma kontra pogarda

Główna różnica między rządami prawicy i liberalnej lewicy w Polsce polega na uznaniu lub nie realnego istnienia narodu. Dla konserwatystów naród jest oczywistością, a to oznacza, że rolnika z Lubelszczyzny, stoczniowca z Gdańska, profesora z Krakowa i hipstera z Warszawy łączy poczucie wspólnoty – dziejów, języka, kultury, tożsamości, wrażliwości – oraz cel. Mogą nim być: bezpieczeństwo granic, szanowanie symboli, darmowe obiady dla dzieci z niezamożnych rodzin, budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego oraz elektrowni atomowych czy choćby zwycięstwo reprezentacji w piłkę nożną.

Aby utrzymać więzi między pozornie odległymi od siebie grupami społecznymi, konieczne jest zachowanie względnie spójnego systemu wartości i kulturowego kodu, który jest płaszczyzną zrozumienia i wzajemnego szacunku.

Istnienie narodu jest warunkiem działania prawdziwej demokracji, gdyż świadomi obywatele, którzy są uczestnikami wspólnoty, wybierają ludzi, mających reprezentować interesy ogółu.

Dla liberalnej lewicy brzmi to jak herezja. Naród jest wrogiem, bo niesie ze sobą wartości, z którymi postępowcy walczą. Oni pragną się właśnie wyzwolić z jego ram, by wreszcie oddychać pełnią swobody. Dlatego zamieniają naród na społeczeństwo, które nie jest już wspólnotą wartości, a raczej zbiorowiskiem grup społecznych, które ze sobą konkurują.

Lewica nie tylko gardzi tymi, którzy nie podzielają ich poglądów, ale pragnie także poddać ich reedukacji lub zbiorowej terapii. Próbuje okiełznać ich – rolników, katolików, kibiców, narodowców, monarchistów itp. – prymitywne instynkty, by następnie stworzyć z nich nowych, przystających do nowoczesnego świata ludzi.

 

System awansu

Najlepszym – oczywiście w mniemaniu lewicy – sposobem na przerobienie zacofanych i nieokrzesanych istot w osoby godne miana współczesnego człowieka jest oczywiście zawstydzanie oraz poniżanie. To cały system wywierania presji na słownictwo, system wartości, mody, aspiracje czy modele wzajemnego współżycia. Chodzi o to, by tradycję uznać za zacofanie i zastąpić ją oświeconą nowoczesnością.

Aby ten mechanizm mógł działać, potrzebne są rzesze ludzi, którzy będą nad tym pracować. Stąd właśnie sieć fundacji, stowarzyszeń, think tanków, instytutów, uczelni i innych podmiotów, które są karmione publicznymi pieniędzmi. Wprost z budżetu państwa czy samorządów albo za pomocą środków unijnych, funduszy norweskich, szwajcarskich, niemieckich, amerykańskich (ostatnio mniej) czy międzynarodowych fundacji.

W ten sposób wytwarza się warstwa ludzi zmotywowanych do wprowadzania nowych idei nie tylko z powodu przekonań, ale przede wszystkim materialnie. Przeprowadzanie rewolucji obyczajowo-światopoglądowej, klimatycznej czy świadomościowej jest ich zawodem. Niezbyt wymagającym, łatwym i przyjemnym. Nie trzeba szczególnie wysokich kwalifikacji, by poczuć przynależność do elity czy może raczej awangardy społecznych przemian.

Zawodowi rewolucjoniści muszą być jednak sowicie opłacani, gdyż to oni są zapleczem liberalno-lewicowej władzy. Gdy trzeba, wywołują zadymy, organizują protesty i demonstracje, kiedy indziej zajmują stanowiska, by wcielać w życie idee.

To pierwszy rodzaj oligarchii, która wyspecjalizowała się w przerabianiu grantów i dotacji, jednocześnie nie wytwarzając nic wartościowego. Żyją z władzy i dla władzy.

 

Uprzywilejowani i wykluczeni

Skoro władza z zasady dzieli społeczeństwo – już nie naród – na grupy lepsze i grosze, to podział dóbr również musi się odbywać według tego klucza. Z ich punktu widzenia nie ma sensu inwestować w osoby społecznie upośledzone, czyli takie, które nie nadążają za postępem.

Przewagę – także materialną – należy budować, dzieląc pieniądze w taki sposób, by „swoi” dostali większość, a najlepiej wszystko. Ale ci „swoi” to nie muszą być – jak w choćby w przypadku PSL – członkowie rodziny czy znajomi, ale ludzie z tej samej grupy, podzielający te same poglądy i idee. Powiązania te często pokrywają się z sieciami towarzyskimi, ale nie zawsze muszą to robić. Chodzi raczej o wspólną tożsamość.

Nie jest to więc czysty nepotyzm, ale rodzaj kasty. Jeśli się do niej należy, można liczyć na przykład na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Jeśli nie, to informacja o konkursie dojdzie za późno. Wiadomości rozchodzą się przecież tylko wśród ludzi uprzywilejowanych.

Z jednej strony mamy więc tych, którzy z łatwością mogą uzyskiwać dobra rzadkie – dofinansowania, awanse, umorzenia płatności itp. Z drugiej – wykluczonych. Ci już na starcie nie mają szans w tym wyścigu, gdyż nie awansowali do odpowiedniej kasty.

To, co w przypadku konserwatystów jest uważane za patologię, czyli podział dóbr wyłącznie według klucza ideologicznego lub towarzyskiego, dla liberalnej lewicy jest przyjętym sposobem działania, oczywistą oczywistością. Nie mogą wszak wzmacniać prostaków, z którymi nie czują żadnej więzi. Wręcz się ich brzydzą.

 

Klienci władzy

Najbardziej oczywistą grupą, którą liberalna władza musi utrzymywać i finansować, są wszelkiej maści eksperci, pracownicy mediów oraz artyści. Oni nie tylko uzasadniają istnienie liberalno-lewicowych rządów, ale tworzą jej ideologiczną podstawę.

Mając ogromny wpływ na kształtowanie opinii publicznej, są w stanie uzasadniać i popierać nawet najbardziej idiotyczne pomysły władzy. Od rozwijania zielonej energii po fałszowanie historii.

Przykładem może być mianowanie prof. Krzysztofa Ruchniewicza na dyrektora Instytutu Pileckiego. Osoba, która zdaje się reprezentować interesy niemieckie, kieruje instytucją, która powinna dbać o prawdę o II wojnie światowej. Na domiar złego prof. Ruchniewicz na szefa oddziału Instytutu w Berlinie mianuje Joannę Kiliszek, która nie dość, że prezentuje poglądy skrajnie antypolskie, to jeszcze jest niemiecką radną Zielonych. Konflikt interesów jest oczywisty, ale to ta para ma dbać o to, by Niemcy nie próbowali zrzucać na nas winy za własne zbrodnie.

 

Fałszywa równość

Jednym z zasadnych celów konserwatystów jest usuwanie barier obywatelom, by mogli osiągać sukces. Chodzi o otwieranie zawodów, walkę z przestępczością, która paraliżuje życie gospodarcze i społeczne, czy wyrównywanie szans w wolnorynkowej grze. Jeśli prawicowy rząd odchodzi od tych zasad, zwykle przegrywa, i tak też było w Polsce. Nadmierna regulacja zamiast deregulacji oraz wiara w państwowy kapitalizm spowodowały, że mimo wielu sukcesów rząd Mateusza Morawieckiego stał się nielubiany i ostatecznie PiS przegrał.

Lewica nie myśli kategoriami równych szans na starcie, ale równości sukcesu. Innymi słowy – każdy powinien odczuwać podobny poziom szczęścia, który nie może być uzależniony od indywidualnych zdolności, pracowitości, kreatywności czy wykształcenia. Skoro wszyscy jesteśmy równi, mamy podobnie odczuwać zadowolenie.

To oczywiście głupota, która wypacza ideę równości wywodzącą się z chrześcijaństwa i zakładającą, że Bóg wszystkich nas tak samo kocha. Nie oznacza to jednak równości absolutnej, bo każdy z nas ma inne talenty, których szlifowanie wymaga różnych nakładów pracy.

Dla liberalnej lewicy sprawa jednak jest prosta: równość to równość. Osobom czy grupom, które funkcjonują na obrzeżach społeczeństwa, nie tylko należy więc stworzyć takie warunki, by mogły cieszyć się sukcesem jak inni, ale także ich odmienność uznać za normę.

W ten sposób powstają grupy posiadające szczególne prawa. Najbardziej jaskrawym przykładem są oczywiście mniejszości – etniczne, narodowe, wyznaniowe, seksualne – które dzięki wsparciu państwa mają lepiej zafunkcjonować w społeczeństwie.

Każdy akt przemocy czy niesprawiedliwości wobec przedstawiciela mniejszości staje się sprawą wagi państwowej. Staje się powodem do obciążania społeczeństwa winą za jego opresyjność.

W efekcie pojawia się jaskrawa nierówność, gdyż większość jest znacznie gorzej traktowana niż mniejszości. To one zarządzają zbiorową świadomością oraz wyznaczają standardy tolerancji, przyzwoitości i moralności. Większość ma się czuć obco we własnym kraju.


 

POLECANE
Widzowie prosili o to od miesięcy. Ekipa Warszawski Koks oficjalnie zaprosiła prezydenta Karola Nawrockiego z ostatniej chwili
Widzowie prosili o to od miesięcy. Ekipa "Warszawski Koks" oficjalnie zaprosiła prezydenta Karola Nawrockiego

Znani twórcy z grupy Warszawski Koks wystosowali oficjalne zaproszenie do prezydenta Karola Nawrockiego.

Kongres Polski 2050. Podano nową nazwę partii z ostatniej chwili
Kongres Polski 2050. Podano nową nazwę partii

Polska 2050 Szymona Hołowni zmieniła nazwę na Polska 2050 Rzeczpospolitej Polskiej. O nowej nazwie poinformowała w sobotę przewodnicząca partii Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz podczas Kongresu Nowego Otwarcia w Warszawie.

Wielka awaria w aptekach. Jest pilny komunikat z ostatniej chwili
Wielka awaria w aptekach. Jest pilny komunikat

Europejska awaria systemu weryfikacji leków sparaliżowała w sobotę pracę części aptek i hurtowni farmaceutycznych. Po południu pojawiły się informacje o stopniowym przywracaniu działania.

Wiadomości
Czy torebka listonoszka to najlepszy wybór dla kobiet śledzących aktualne trendy modowe?

Zmienność trendów sprawia, że często szukasz dodatków łączących w sobie estetykę oraz niebywałą funkcjonalność. Ten konkretny model torebki towarzyszy nam od lat, regularnie pojawiając się w nowych, odświeżonych odsłonach na światowych wybiegach. Warto sprawdzić, czy to właśnie ten fason okaże się Twoim ulubionym kompanem podczas codziennych wyzwań.

Wiadomości
Ile kosztuje domek letniskowy w 2026 roku? Co wpływa na cenę i jak nie przepłacić

Działka rekreacyjna kiedyś kojarzyła się głównie z warzywnikiem i altanką. Dziś coraz częściej wygląda to inaczej: ludzie chcą mieć swoje miejsce „na reset”, bez rezerwacji noclegów i bez zastanawiania się, czy akurat będzie wolny apartament w długi weekend. I wtedy pojawia się pomysł domku letniskowego. Tylko że zanim w ogóle przejdzie się do wyboru projektu, zaczyna się klasyczne pytanie: ile to kosztuje w 2026 roku — i dlaczego jedna oferta jest o kilkadziesiąt tysięcy tańsza od drugiej, choć na zdjęciach wygląda podobnie?

Karol Nawrocki poleci do USA. Będzie gościem specjalnym z ostatniej chwili
Karol Nawrocki poleci do USA. Będzie gościem specjalnym

– Prezydent Karol Nawrocki w piątek wylatuje do USA. Na zaproszenie organizacji CPAC będzie gościem specjalnym konferencji amerykańskich konserwatystów. Wygłosi tam przemówienie na temat stanu relacji polsko-amerykańskich – poinformował w sobotę prezydencki minister Marcin Przydacz.

Polska 2050 zmienia nazwę. Już dziś nowe otwarcie z ostatniej chwili
Polska 2050 zmienia nazwę. Już dziś nowe otwarcie

Polska 2050 szykuje polityczne nowe otwarcie. Podczas sobotniego zjazdu partia ma podjąć decyzję o zmianie nazwy, a jej politycy zapowiadają "duże niespodzianki".

USA i Izrael zaatakowały kompleks nuklearny w Iranie z ostatniej chwili
USA i Izrael zaatakowały kompleks nuklearny w Iranie

Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały w sobotę rano kompleks nuklearny w Natanz w środkowym Iranie – poinformowała agencja prasowa Tasnim, publikując oświadczenie Irańskiej Organizacji Energii Atomowej.

Tadeusz Płużański: ​​​​​​​„Kotwicą” w okupanta z ostatniej chwili
Tadeusz Płużański: ​​​​​​​„Kotwicą” w okupanta

20 marca 1942 r. na murach okupowanej Warszawy po raz pierwszy pojawił się znak Polski Walczącej – kotwica. Umieścił go harcmistrz Maciej Aleksy Dawidowski, ps. „Alek”. Autorką „kotwicy” była Anna Smoleńska.

Potężny wzrost cen paliw w hurcie. Co zrobi rząd? z ostatniej chwili
Potężny wzrost cen paliw w hurcie. Co zrobi rząd?

W sobotę cena oleju napędowego ekodiesel w hurcie wyniosła już ponad 7,2 zł za litr. – Ja nie będę udawał, że mam wpływ na ceny ropy na świecie – mówił w piątek wieczorem premier Donald Tusk.

REKLAMA

Mariusz Staniszewski: Platforma Oligarchiczna

Istotą obecnej władzy jest połączenie arogancji, ostentacyjnego łamania prawa oraz poczucia wyższości. Opiera się jednak na grupach społecznych, którym przyznaje przywileje, a one z wdzięczności z całej mocy udzielają jej wsparcia. W istocie to dla nich działa cały ten system.
/ fot. PAP / Paweł Supernak

Co musisz wiedzieć:

  • Nawet znaczna część wyborców Platformy Obywatelskiej nie chce już widzieć Donalda Tuska na fotelu premiera.

  • Jednym z zasadnych celów konserwatystów jest usuwanie barier obywatelom, by mogli osiągać sukces. Chodzi o otwieranie zawodów, walkę z przestępczością, która paraliżuje życie gospodarcze i społeczne, czy wyrównywanie szans w wolnorynkowej grze.

  • Lewica nie myśli kategoriami równych szans na starcie, ale równości sukcesu. Każdy powinien odczuwać podobny poziom szczęścia, który nie może być uzależniony od indywidualnych zdolności, pracowitości, kreatywności czy wykształcenia.

 

Z ostatnich badań opinii publicznej wynika, że zdecydowana większość Polaków nie akceptuje sposobu rządzenia obecnej ekipy. Nawet znaczna część wyborców Platformy Obywatelskiej nie chce już widzieć Donalda Tuska na fotelu premiera. Wyborcy odrzucają nie tylko metody sprawowania władzy, ale również kierunki prowadzonej polityki. Przejawia się to w pogarszających się nastrojach zarówno wśród przedsiębiorców, jak i konsumentów.

Mimo tego, że prawdziwy skok niezadowolenia może nastąpić po wakacjach, władza wydaje się tym wszystkim nie przejmować. Ani myśli zmieniać cokolwiek w swojej polityce. Receptą na poprawę nastrojów ma być jeszcze więcej bezprawia i arogancji.

Dlaczego więc ekipy Tuska kule zdają się nie imać? Odpowiedź jest banalnie prosta. Platforma Obywatelska z góry zakłada, że celem jej rządzenia jest poprawa sytuacji jedynie wybranych grup społecznych. To one mają stanowić jej oparcie w trudnych chwilach i zapewniać przewagę w tworzeniu opinii oraz wyzwalaniu emocji.

 

Duma kontra pogarda

Główna różnica między rządami prawicy i liberalnej lewicy w Polsce polega na uznaniu lub nie realnego istnienia narodu. Dla konserwatystów naród jest oczywistością, a to oznacza, że rolnika z Lubelszczyzny, stoczniowca z Gdańska, profesora z Krakowa i hipstera z Warszawy łączy poczucie wspólnoty – dziejów, języka, kultury, tożsamości, wrażliwości – oraz cel. Mogą nim być: bezpieczeństwo granic, szanowanie symboli, darmowe obiady dla dzieci z niezamożnych rodzin, budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego oraz elektrowni atomowych czy choćby zwycięstwo reprezentacji w piłkę nożną.

Aby utrzymać więzi między pozornie odległymi od siebie grupami społecznymi, konieczne jest zachowanie względnie spójnego systemu wartości i kulturowego kodu, który jest płaszczyzną zrozumienia i wzajemnego szacunku.

Istnienie narodu jest warunkiem działania prawdziwej demokracji, gdyż świadomi obywatele, którzy są uczestnikami wspólnoty, wybierają ludzi, mających reprezentować interesy ogółu.

Dla liberalnej lewicy brzmi to jak herezja. Naród jest wrogiem, bo niesie ze sobą wartości, z którymi postępowcy walczą. Oni pragną się właśnie wyzwolić z jego ram, by wreszcie oddychać pełnią swobody. Dlatego zamieniają naród na społeczeństwo, które nie jest już wspólnotą wartości, a raczej zbiorowiskiem grup społecznych, które ze sobą konkurują.

Lewica nie tylko gardzi tymi, którzy nie podzielają ich poglądów, ale pragnie także poddać ich reedukacji lub zbiorowej terapii. Próbuje okiełznać ich – rolników, katolików, kibiców, narodowców, monarchistów itp. – prymitywne instynkty, by następnie stworzyć z nich nowych, przystających do nowoczesnego świata ludzi.

 

System awansu

Najlepszym – oczywiście w mniemaniu lewicy – sposobem na przerobienie zacofanych i nieokrzesanych istot w osoby godne miana współczesnego człowieka jest oczywiście zawstydzanie oraz poniżanie. To cały system wywierania presji na słownictwo, system wartości, mody, aspiracje czy modele wzajemnego współżycia. Chodzi o to, by tradycję uznać za zacofanie i zastąpić ją oświeconą nowoczesnością.

Aby ten mechanizm mógł działać, potrzebne są rzesze ludzi, którzy będą nad tym pracować. Stąd właśnie sieć fundacji, stowarzyszeń, think tanków, instytutów, uczelni i innych podmiotów, które są karmione publicznymi pieniędzmi. Wprost z budżetu państwa czy samorządów albo za pomocą środków unijnych, funduszy norweskich, szwajcarskich, niemieckich, amerykańskich (ostatnio mniej) czy międzynarodowych fundacji.

W ten sposób wytwarza się warstwa ludzi zmotywowanych do wprowadzania nowych idei nie tylko z powodu przekonań, ale przede wszystkim materialnie. Przeprowadzanie rewolucji obyczajowo-światopoglądowej, klimatycznej czy świadomościowej jest ich zawodem. Niezbyt wymagającym, łatwym i przyjemnym. Nie trzeba szczególnie wysokich kwalifikacji, by poczuć przynależność do elity czy może raczej awangardy społecznych przemian.

Zawodowi rewolucjoniści muszą być jednak sowicie opłacani, gdyż to oni są zapleczem liberalno-lewicowej władzy. Gdy trzeba, wywołują zadymy, organizują protesty i demonstracje, kiedy indziej zajmują stanowiska, by wcielać w życie idee.

To pierwszy rodzaj oligarchii, która wyspecjalizowała się w przerabianiu grantów i dotacji, jednocześnie nie wytwarzając nic wartościowego. Żyją z władzy i dla władzy.

 

Uprzywilejowani i wykluczeni

Skoro władza z zasady dzieli społeczeństwo – już nie naród – na grupy lepsze i grosze, to podział dóbr również musi się odbywać według tego klucza. Z ich punktu widzenia nie ma sensu inwestować w osoby społecznie upośledzone, czyli takie, które nie nadążają za postępem.

Przewagę – także materialną – należy budować, dzieląc pieniądze w taki sposób, by „swoi” dostali większość, a najlepiej wszystko. Ale ci „swoi” to nie muszą być – jak w choćby w przypadku PSL – członkowie rodziny czy znajomi, ale ludzie z tej samej grupy, podzielający te same poglądy i idee. Powiązania te często pokrywają się z sieciami towarzyskimi, ale nie zawsze muszą to robić. Chodzi raczej o wspólną tożsamość.

Nie jest to więc czysty nepotyzm, ale rodzaj kasty. Jeśli się do niej należy, można liczyć na przykład na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Jeśli nie, to informacja o konkursie dojdzie za późno. Wiadomości rozchodzą się przecież tylko wśród ludzi uprzywilejowanych.

Z jednej strony mamy więc tych, którzy z łatwością mogą uzyskiwać dobra rzadkie – dofinansowania, awanse, umorzenia płatności itp. Z drugiej – wykluczonych. Ci już na starcie nie mają szans w tym wyścigu, gdyż nie awansowali do odpowiedniej kasty.

To, co w przypadku konserwatystów jest uważane za patologię, czyli podział dóbr wyłącznie według klucza ideologicznego lub towarzyskiego, dla liberalnej lewicy jest przyjętym sposobem działania, oczywistą oczywistością. Nie mogą wszak wzmacniać prostaków, z którymi nie czują żadnej więzi. Wręcz się ich brzydzą.

 

Klienci władzy

Najbardziej oczywistą grupą, którą liberalna władza musi utrzymywać i finansować, są wszelkiej maści eksperci, pracownicy mediów oraz artyści. Oni nie tylko uzasadniają istnienie liberalno-lewicowych rządów, ale tworzą jej ideologiczną podstawę.

Mając ogromny wpływ na kształtowanie opinii publicznej, są w stanie uzasadniać i popierać nawet najbardziej idiotyczne pomysły władzy. Od rozwijania zielonej energii po fałszowanie historii.

Przykładem może być mianowanie prof. Krzysztofa Ruchniewicza na dyrektora Instytutu Pileckiego. Osoba, która zdaje się reprezentować interesy niemieckie, kieruje instytucją, która powinna dbać o prawdę o II wojnie światowej. Na domiar złego prof. Ruchniewicz na szefa oddziału Instytutu w Berlinie mianuje Joannę Kiliszek, która nie dość, że prezentuje poglądy skrajnie antypolskie, to jeszcze jest niemiecką radną Zielonych. Konflikt interesów jest oczywisty, ale to ta para ma dbać o to, by Niemcy nie próbowali zrzucać na nas winy za własne zbrodnie.

 

Fałszywa równość

Jednym z zasadnych celów konserwatystów jest usuwanie barier obywatelom, by mogli osiągać sukces. Chodzi o otwieranie zawodów, walkę z przestępczością, która paraliżuje życie gospodarcze i społeczne, czy wyrównywanie szans w wolnorynkowej grze. Jeśli prawicowy rząd odchodzi od tych zasad, zwykle przegrywa, i tak też było w Polsce. Nadmierna regulacja zamiast deregulacji oraz wiara w państwowy kapitalizm spowodowały, że mimo wielu sukcesów rząd Mateusza Morawieckiego stał się nielubiany i ostatecznie PiS przegrał.

Lewica nie myśli kategoriami równych szans na starcie, ale równości sukcesu. Innymi słowy – każdy powinien odczuwać podobny poziom szczęścia, który nie może być uzależniony od indywidualnych zdolności, pracowitości, kreatywności czy wykształcenia. Skoro wszyscy jesteśmy równi, mamy podobnie odczuwać zadowolenie.

To oczywiście głupota, która wypacza ideę równości wywodzącą się z chrześcijaństwa i zakładającą, że Bóg wszystkich nas tak samo kocha. Nie oznacza to jednak równości absolutnej, bo każdy z nas ma inne talenty, których szlifowanie wymaga różnych nakładów pracy.

Dla liberalnej lewicy sprawa jednak jest prosta: równość to równość. Osobom czy grupom, które funkcjonują na obrzeżach społeczeństwa, nie tylko należy więc stworzyć takie warunki, by mogły cieszyć się sukcesem jak inni, ale także ich odmienność uznać za normę.

W ten sposób powstają grupy posiadające szczególne prawa. Najbardziej jaskrawym przykładem są oczywiście mniejszości – etniczne, narodowe, wyznaniowe, seksualne – które dzięki wsparciu państwa mają lepiej zafunkcjonować w społeczeństwie.

Każdy akt przemocy czy niesprawiedliwości wobec przedstawiciela mniejszości staje się sprawą wagi państwowej. Staje się powodem do obciążania społeczeństwa winą za jego opresyjność.

W efekcie pojawia się jaskrawa nierówność, gdyż większość jest znacznie gorzej traktowana niż mniejszości. To one zarządzają zbiorową świadomością oraz wyznaczają standardy tolerancji, przyzwoitości i moralności. Większość ma się czuć obco we własnym kraju.



 

Polecane