W 2023 Zełenski zdradził Polaków i postawił na Niemców. Ukraina konsekwencje ponosi do dzisiaj

Co musisz wiedzieć:
- Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę 24 lutego 2022 roku
- Rządzona przez Prawo i Sprawiedliwość Polska, podczas gdy inne kraje, z Niemcami na czele, odmawiały pomocy ruszyła z natychmiastową pomocą zarówno w zakresie humanitarnym, jak i uzbrojenia
- W 2023 prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zaatakował Polskę na forum ONZ pod pretekstem "działania w interesie Rosji w sprawie obrony interesów polskich rolników"
- Administracja Wołodymyra Zełenskiego wróciła do Niemiec, jako "strategicznego partnera"
Zełenski zdradził
Punktem zwrotnym był kryzys zbożowy. Gdy ukraiński eksport rolny po rosyjskiej blokadzie portów czarnomorskich trafił do Polski, zalał lokalny rynek. Polscy rolnicy — trzon elektoratu Prawa i Sprawiedliwości — zostali zniszczeni przez załamanie cen. Rząd w Warszawie próbował chronić rolników, ograniczając import, lecz Zełenski zaostrzył spór. W przemówieniu na forum ONZ oskarżył Polskę o działanie w interesie Rosji — słowa odebrane w Warszawie jako zniewaga ze strony sojusznika, którego Polska dozbrajała i broniła.
Na tym jednak oburzenie się nie skończyło. Kijów poszedł dalej, składając przeciw Polsce skargę do WTO w sprawie ograniczeń importowych — krok uznany przez konserwatystów za otwarty atak na polską suwerenność i szokującą niewdzięczność. Dla rządu, który wydał miliardy na wsparcie Ukrainy i otworzył granice dla milionów uchodźców, było to przekroczenie każdej granicy. Tę zdradę zapamiętano na zawsze.
Koszt polityczny był natychmiastowy. Dwa miesiące później PiS stracił większość w parlamencie, ponieważ słabsze wyniki pojawiły się w jego tradycyjnych bastionach — na wsi i w małych miasteczkach uzależnionych od rolnictwa. Rolnicy, którzy wcześniej stali murem za PiS, odwrócili się, wściekli z powodu kryzysu zbożowego. Zełenski nie tylko rozsierdził polskich konserwatystów; pomógł też osłabić ich pozycję w kraju.
Zwrot ku Berlinowi
Jednocześnie zdecydowanie zwrócił się ku Berlinowi. W ruchu, który zszokował wielu, zaproponował, by Niemcy otrzymały stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ — gest uległości, który wyglądał raczej na koncesję wymuszoną przez Berlin niż na przemyślaną strategię. Ukraina zakotwiczy się przy Niemczech, nawet kosztem zrażenia najwierniejszego sąsiada. A przecież bilans Niemiec jest jasny: dekady polityki ustępstw wobec Rosji, opóźnione dostawy broni i niekończące się wahania co do eskalacji.
Dziś widać konsekwencje. Ukraina straciła bezwarunkowe wsparcie Polski — kraju najbardziej świadomego rosyjskiego zagrożenia i będącego głównym hubem logistycznym zachodniej pomocy. W zamian związała się jeszcze ściślej z Niemcami, które działają powoli i dbają przede wszystkim o własne interesy. Zełenski źle odczytał sytuację: wymienił realną solidarność na symboliczne obietnice.
Kijów stracił
Zmiana rządu w Warszawie tylko potwierdziła ten błąd. Nowa koalicja nie zrobiła nic poza realizacją zobowiązań podjętych przez PiS, nie wykazując żadnej inicjatywy. Dostarcza to, co wcześniej uzgodniono, ale nie zabiega o więcej broni, więcej wsparcia ani nowe ruchy strategiczne.
W praktyce Kijów ma mniej niż przedtem: nie ma oddanego polskiego sojusznika, nie ma wiernego rzecznika w Waszyngtonie. Pozostają jedynie powolne, warunkowe obietnice Berlina.
Powodzenia życzymy.
[Daniel Foubert - francusko-polski geoekonomista, urodzony w rodzinie związanej z oboma krajami od początku XX wieku]